question everything

Recenzja: Brockhampton Ginger

Ginger

Brockhampton

Question Everything / RCA

Chłopcy są smutni. Bardzo smutni. Ginger zapowiadany był jako album na lato i to album taki, przy którym podobnie jak przy „Hey Ya!” OutKast, mimo ciężkiej treści, moglibyśmy się bawić. I tak jak w muzyce Brockhampton słychać wpływy duetu, tak grupie nie do końca udało się to założenie zrealizować. Przez refleksyjną całość wybrzmiewa przygnębienie, melancholia, poczucie zagubienia, ale też pewien spokój. Słuchając jej, tańczyć więc można jedynie między kroplami deszczu, próbując znaleźć sposób, aby powstrzymać ból.

Sztuką było nagrać materiał, który bazując na dość podobnej koncepcji, tematach i zabiegach, będzie inny od swojego przełomowego poprzednika. A to akurat udało im się bardzo dobrze. Iridescence było dowodem na to, że nawet bez Ameera Vanna, jednego z najbardziej wyrazistych członków kolektywu, Brockhampton radzą sobie coraz lepiej i wciąż pozostają najmocniejszym składem hip-hopowym. Ich siła tkwi przede wszystkim w chemii, jaka jest między nimi i tego, jak każdy z chłopaków dobrze porusza się po ekscentrycznych podkładach. Istotna jest też różnorodność ich flow, które zestawione razem, świetnie ze sobą grają, co pozwala zresztą jeszcze bardziej eksperymentować z samą konstrukcją utworów. Widać to na przykład w „Love Me for Life”, który rozpoczyna się niejako sylabizowaną zwrotką Kevina. Po niej z kolei wchodzi Joba, którego płynnie zaśpiewane wręcz linijki nagle zderzają się z szorstkim i krzykliwym głosem Merlyna. Jeśli chodzi o bity, te na Ginger wydają się nieco bardziej przestrzenne. Pojawia się w nich pogłos, a brud i chaos kojarzące się z Iridescence, ustępują miejsca niezakłóconej melodii i wrażeniu przejrzystości. Jest indiepopowe, niosące nadzieję „No Halo”, w którym w refrenie wokalu udzieliła Deb Never (I’m sure I’ll find it / No one help me when my eyes gone red) czy podobnie piosenkowe „Sugar”. W nim z kolei widzimy bezsensowne oczekiwanie na drugą osobę, ale także akceptację danej sytuacji; gotowość by odejść, przy jednocześnie cierpliwie powtarzanym Do you love me?.

Brockhampton wciąż rapują o depresji, używkach, rozstaniach czy przeszłości, dlatego fajnym akcentem, oprócz zamykającej album historii Victora Robertsa, nowego członka kolektywu, jest należące do Slowthai’a „Heaven Belongs to You”. Raper jest jednym z najbardziej obiecujących debiutantów z Wysp. Zahaczając o wątki religii, Brytyjczyk porusza właśnie kwestię swojego zdrowia psychicznego — I walk on water‚ pain and torture what I bring to these / And there’s a war in my head, just like the Middle East. Utwór stanowi niejako kontynuację kolejnego „If You Pray Right”, a kawałki spaja ze sobą sampel „Break the Law ’95” Three 6 Mafia, co w pewnym momencie robią to również te same instrumentale. Ten drugi zamyka świetne, rozmyte i niedbałe, jakby improwizowane outro, które następnie przechodzi w podniosły, traktujący o szeroko pojętej stracie „Dearly Departed”.