soundtrack

Recenzja: Black Panther: The Album – Music from and Inspired By

Kendrick Lamar i inni wykonawcy

Black Panther: The Album – Music from and Inspired By (2018)

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Uniwersum Marvela i Uniwersum Kendricka Lamara. Dwie potęgi, które przez ostatnią dekadę zawładnęły przemysłami (odpowiednio) filmowym i fonograficznym. Nic nie wskazuje, by sytuacja miała się w jakikolwiek sposób pogorszyć. Komiksy Marvela i świat hip hopu nie od dziś miały się ku sobie, jednak album zainspirowany najnowszym hitem MCU powstały pod egidą największego obecnie rapera i zgodnie z marzeniem Ryana Cooglera (reżyser „Czarnej Pantery”) to musiał być strzał w dziesiątkę. Albo chociaż śmiała próba.

Wszyscy wiemy, że Kendrick Lamar to perfekcjonista jakich mało. Wiemy również, że głównym polem dla jego artystycznych popisów i udowadniania wspomnianej perfekcji wciąż pozostają solowe wydawnictwa. Po Black Panther: The Album nie oczekiwałem przemyślanego konceptu ani opowiedzianej od tyłu historii, ale i tak dostałem coś więcej niż standardową składankę piosenek nagranych na szybko z okazji premiery blockbustera. Dwa główne hity, czyli single z SZA i Weekndem to typowo skrojone pod panujące trendy, wpadające w ucho utwory, w których sam udział gospodarza wypada blado i trudno cokolwiek z jego zwrotek zapamiętać. Poza ucieleśnieniem chaosu (i podobno głównego czarnego charakteru z filmu) w wersach zamykających „King’s Dead” K-Dot nie błyszczy w ogóle. Ale może to w porządku, bo skupia się na innej roli, czyli po prostu byciu gospodarzem (albo jak zagraniczne media uwielbiają go określać — kuratorem) projektu kilkudziesięciu innych zaangażowanych muzyków. Wychodzi mu to… nieźle, nawet poprzez spajanie albumu prostymi, wszechobecnymi hookami.

Siła soundtracku tkwi w gościach. Znakomicie wypadli wszyscy koledzy Kendricka z Black Hippy — szczególnie Ab-Soul, który dwoma pełnymi gier słownych zwrotkami niemal sprawił, że wybaczyłem mu ostatni solowy album. Zjawiskowa ekipa zebrana została w „Seasons”, sercu tego albumu i jego ośrodku artystycznej wrażliwości. Cieszy spory udział artystów pochodzących z Afryki i nadających płycie charakteru, dzięki któremu nie jest to jedynie składanka z wytwórni Top Dawg Entertainment. Przyzwoicie zaprezentowali się Jorja Smith i Zacari, ale wisienką na torcie jest utwór z udziałem pochodzącej z Vallejo rapowej ekipy SOB x RBE. Warto wspomnieć, że chłopaki wydali właśnie nowy album — sprawdźcie koniecznie, jeśli interesujecie się starym-nowym brzmieniem kalifornijskiego hip hopu. Są artyści, których wkład okazał się mniej absorbujący (2 Chainz, Khalid, Swae Lee), ale na szczęście o nikim nie można powiedzieć, że zepsuł którąkolwiek z piosenek.

Oprócz K-Dota sporą cegiełkę do powstania albumu dołożył jego wierny producent Sounwave. Z małą pomocą kilku dobrze brzmiących ksywek (Cardo, Mike Will Made It, DJ Dahi i inni), beatmaker wykreował brzmienie, którym z pewnością tętniłoby znane z filmu fikcyjne państwo Wakanda. Słychać styl znany zarówno ze starych („Intro”) jak i nowych („All The Stars”) płyt Kendricka, wzbogacony o ornamenty nawiązujące do world music — rzecz jasna z akcentem na Czarny Ląd. Nie spodziewajcie się afrobeatowych jazd w stylu Feli Kuti (ani nawet czegoś zbliżonego do najwybitniejszego utworu muzycznego wszech czasów), ale moc etnicznych naleciałości polega właśnie na ich subtelności. Nie sposób nie zwrócić uwagi na inspirowane house’em „Opps” autorstwa Ludwiga Göranssona, które przy okazji stanowi pomost między krążkiem a oryginalnym ekranowym score’em.

Dwa lata temu Kendrick Lamar pokazał, że nawet kompilacja odrzutów z ostatniego albumu może być czymś ponadprzeciętnym. Nie inaczej jest z Black Panther: The Album. Jeśli nie podejdziemy do tego jak do kolejnego To Pimp a Butterfly albo DAMN. i nie będziemy interpretować wszystkiego, co da się dostrzec w wersach i pomiędzy nimi, zauważymy bardzo przyjemną, unikającą poważnych grzechów składankę. Poza tym skumajcie, że słuchamy Future’a, Vince’a Staplesa i Schoolboya Q na płycie sklejonej na zlecenie Disneya — jeśli nie żyjemy właśnie w ciekawych czasach, to chyba takowe nigdy nie nastąpią.

Więcej Justina Timberlake’a na soundtracku Trolli

jttrolls

Na pewno pamiętacie „Can’t Stop the Feeling” — jeden z wczesnych hitów tego lata i nieoczekiwany (zarówno czasowo jak i muzycznie) powrót Justina Timberlake’a. Utwór promuje animowany film Trolle, który trafi do kin na jesień (w połowie października w Stanach, 4 listopada w Polsce). Na 20 września natomiast przewidziana jest premiera ścieżki dźwiękowej do filmu, na której, jak się okazuje, będzie można usłyszeć sporo więcej Timberlake’a. Poza singlową wersją „Can’t Stop the Feeling” znajdzie się na niej także wersja filmowa śpiewana przez amerykańską obsadę, a także cztery inne numery, w których można będzie usłyszeć Justina — dwa z nich w duecie z Gwen Stefani, dwa z Anną Kendrick — w tym „September”, cover przeboju grupy Earth, Wind & Fire. Wszyscy oni zresztą, a także Zooey Deschanel, Russell Brand i James Corden, stanowią wspomnianą obsadę głosową obrazu. Na trackliście znalazł się także numer „They Don’t Know” śpiewany przez Arianę Grande. Ciekawe swoją drogą, czy polska obsada dubbingowa nagra własną wersję soundtracku. Pożyjemy — zobaczymy. Cokolwiek by sądzić, zapowiada się intrygująco. Szczegóły poniżej.

14099559_594063284133452_1059314957_n

John Legend z nowym utworem ponownie na ścieżce dźwiękowej

legendJohn Legend ponownie udowadnia, że ma wszystko. Jest tak zwanym full-pakietem. Na żywo niezastąpiony, pojawia się to tu to tam, grając kawałki z Love in the Future w przeróżnych aranżacjach. Występuje w duetach, chociażby z Kluczykową, porywając na nowo serca niewieście. A dzisiaj kolejny raz trafia na soundtrackowe poletko. Przy okazji, drodzy zdesperowani mężczyźni, którzy zapomnieliście poczynić plany na nadchodzące walentynki, oto i pomysł. About Last Night – komedia romantyczna, na ścieżce do której pojawia się „A Million”, premierę ma właśnie w piątek. Janek wie jak za pomocą minimalistycznego utworu zmysłowość i romantyzm przenieść w nowy wymiar i nie waha się użyć swego pościelowego wokalu by piękną balladą dodać klimatu uniesieniom wszystkich zakochanym. Jeśli film będzie równie zacny jak tracklista soundtracku – obok Legenda znajdziemy na niej kawałki Jamiroquai, Y’akoto czy Jamesa Browna, to warto pójść do kina i obetrzeć łzę (wzruszenia czy radości to się okaże). Póki co włączamy tryb maślanych spojrzeń i przy dźwiękach „A Million” trenujemy na 14-go. „Out of a billion places I only wanna be with you” – nucimy.

Robin Thicke na ścieżce dźwiękowej Anchorman 2

robin-thicke-ron-burgundy-anchorman-lead
Już 18 grudnia na ekrany amerykańskich kin trafi Anchorman 2: The Legend Continues — druga część ciepło przyjętej komedii z Willem Ferrellem w niezapomnianej roli ekscentrycznego prezentera Rona Burgundy’ego. Gościnnie w sequelu pojawić się mają między innymi Kanye WestDrake, natomiast na ścieżce dźwiękowej uświadczymy klasyki Neila Diamonda, Hot Chocolate albo Grandmastera Melle Mela („White Lines”!). Jest też coś po części nowego — to znaczy premierowy cover „Ride Like The Wind” — klasyka wczesnej ery disco z repertuaru Christophera Crossa. Nowa wersja wykonana została przez świętującego ostatnio swój komercyjny sukces Robina Thicke’a z małym udziałem Willa Ferrella, a właściwie jego filmowego alter ego. Niby dla żartów, ale wyszło dobrze.

Wielki Gatsby – muzyczna strona produkcji do odsłuchu

jay-z-previews-the-great-gatsby-soundtrack

Wielkie oczekiwania wzbudza nadchodząca produkcja Buza Luhrmanna – Wielki Gatsby. Film wejdzie do polskich kin 17 maja i będzie można naocznie się rozczarować – mile lub niemile. Nie mniejsze emocje – zwłaszcza po pierwszych propozycjach – ścieżka dźwiękowa do tego obrazu. Zdaje się, że jest ona – podobnie jak film –  jednym wielkim eksperymentem, elaboratem na temat tego jak wiele gwiazd z odmiennych, muzycznych galaktyk, może ze sobą współpracować lub współbrzmieć na płycie. Całość firmuje producenckim nazwiskiem Jay-Z i to jemu przypadną laury lub cięgi krytyki, które może otrzymać za ten projekt. Całości (szkoda, że w jednym pliku) możecie już odsłuchać tutaj. Nie krępujcie się i podzielcie się z nami swoimi opinia na temat tego albumu.

Recenzja: The Man With the Iron Fists OST

Various Artists

The Man With the Iron Fists (2012)

Soul Temple

The Man With the Iron Fists to klasyczny film o sztuce walki zwanej kung-fu. To również debiut na srebrnym ekranie RZA jako reżysera i współscenarzysty. Wydaje się, że nikt inny nie nadawałby się lepiej do tego, żeby nakręcić taki film i stworzyć do niego muzyczne tło. To prawda. Robert Diggs jest w tym przypadku właściwą osobą na właściwym miejscu. Efekt?

Okazuje się, że będąc producentem wykonawczym, sam Bobby Digital maczał palce tylko w czterech kawałkach, dbając jednak o utrzymanie wyjątkowego klimatu. Resztę pracy scedował na zaproszonych gości. Jest ich sporo, dzięki czemu dostarczają nam interesującą mieszankę hip-hopu, neo-soulu, bluesa i R&B. Rzarector przyznał, że przy tworzeniu muzyki filmowej do tego obrazu, a także klasycznych projektów spod znaku Wu-Tang Clanu, inspirował się muzyką takich postaci jak William Bell, David Porter, Isaac Hayes, Booker T. & The M.G.’s.

Wydawnictwo otwiera zgrabna kolaboracja RZAThe Black Keys „Baddest Man Alive” w rap rockowym stylu, której świadkami byliśmy już na albumie Blakroc. Dalej mamy jeden z kilku hip-hopowych numerów osadzonych w atmosferze starożytnych Chin i wojen klanów oraz mrocznych alejek z typami spod ciemnej gwiazdy. „Black Out” wypada z nich najlepiej, choć „Rivers of Blood” czy „Tick, Tock” są warte uwagi i trzymają odpowiedni poziom. Niemałym zaskoczeniem w świetle ostatnich produkcji jest numer Kanyego Westa. W intymnym, soulowym, wyjętym niczym z 808s & Heartbreak „White Dress” Weezy brzmi o niebo lepiej, niż w wieloosobowych kolaboracjach na podkładach sklejonych na kolanie. Ponad przeciętność, choć może docenicie to dopiero po więcej niż jednym odsłuchu, wznoszą się takie utwory jak nastrojowe „Get Your Way (Sex as a Weapon)” Idle Warship (Talib Kweli i Res), minimalistyczny i piwniczny „The Archer” Killa Sin, bluesowe „Chains” Corinne Bailey Rae czy emocjonalne „Your Good Thing (Is About To End)” Mable John. Perełką od samego RZA jest „Just Blowin’ in the Wind” z Flatbush Zombies.

Być może The Abbot mógł się bardziej zaangażować i stworzyć do swojego upragnionego i wymarzonego filmu muzyczne arcydzieło. Nie stworzył. Zamiast tego dostaliśmy przyzwoity soundtrack, adekwatny dodatek, który będzie towarzyszył filmowi. Zagorzali fani Wu-Tangu będą usatysfakcjonowani, ale przypadkowy słuchacz też znajdzie coś dla siebie.

Odsłuch soundtracku Mac + Devin Go to High School

Premiera soundtracku odbędzie się dopiero 13. grudnia, ale hip hopowy duet częstuje nas już dziś odsłuchem snippetów Mac + Devin Go to High School. Mam wrażenie, że Wiz Khalifa bardzo się stara i wyciągnął Snoop Dogg’a z artystycznego dołka – a przynajmniej kiedy rapują razem wychodzi im to świetnie. Dodatkowymi gośćmi na płycie są: Juicy J, Mike Posner oraz Bruno Mars. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na pełne wydanie krążka oraz na film.

Nowy teledysk: Cee-Lo Green „What Part Of Forever”

Kocham prostotę, nie cierpię prostactwa. Na szczęście w przypadku „What Part of Forever” mamy do czynienie z tym pierwszym terminem. Cee-Lo nigdy w swojej karierze nie poszedł na łatwiznę i chwała mu za to! Biorąc pod uwagę sukces projektu Gnarls Barkley mógłby zachowywać się jak gwiazdor, ale po co? Jemu wystarczy nagrywanie pięknej muzyki i promowanie jej równie pięknymi teledyskami. Jak kochasz przyrodę to Cee-Lo wypuścił klip dla Ciebie. Utwór „What Part of Forever” znajdziesz na składance promującej film „Eclipse”, znany w Polsce jako „Zmierzch: Zaćmienie”. Do fanów superprodukcji kinowej się nie zaliczam, ale bez wątpienia jestem wiernym słuchaczem pana Thomasa. Stuprocentowa rekomendacja!

Sony wydaje pierwszy pośmiertny singiel Jacksona

thisisit

Jak zapowiadano od pewnego czasu, w niedzielę o północy miała miejsce premiera pierwszego pośmiertnego singla Michaela Jacksona, który pojawi się także na soundtracku do filmu This Is It będącego zapisem prób do planowanej serii koncertów w londyńskiej O2 Arena. Dlaczego nie użyłem sformułowania „nowy singiel”? Nie bez powodu, bo utwór o tytule „This Is It” firmowany jako nowe wydawnictwo Króla Popu, wcale nie został nagrany z myślą o powrocie na scenę i nowej płycie, ale najprawdopodobniej pochodzi z pierwszej połowy lat 80tych i został nagrany z myślą o Victory The Jacksons. Wszystko wygląda na to, że Sony desperacko próbowało odnaleźć, coś w twórczości Michaela, co zawierałoby słowa this is it, a że znalazło jedynie stare, niewykorzystane demo, wielokrotnie odrzucane przy okazji różnych projektów, to niestety takim właśnie będzie pierwszy pośmiertny singiel Jacksona. Utwór do odsłuchania po skoku. Cały soundtrack do filmu, zawierający największe hity piosenkarza i tytułowy utwór w dwóch wersjach trafi do sklepów już 26 października.

(więcej…)

Nowy teledysk: Jadakiss & Faith Evans „Letter To B.I.G.”

O filmie przedstawiającym życie i śmierć wielkiego rapera Notoriousa B.I.G. pisaliśmy już wielokrotnie. Premiera obrazu miała miejsce 16 stycznia i od razu widać, że obraz jest promowany znacznie słabiej niż chociażby filmy o życiu Tupaca czy Eminema. Dopiero po blisko dwóch tygodniach otrzymujemy klip do utworu promującego – „Letter To B.I.G.” w wykonaniu najbardziej niepożądanego obecnie rapera Ameryki, czyli Jadakissa i od kilku lat trzymającej się raczej z daleka od czerwonych dywanów i blasku świateł – Faith Evans. Kawałek składa się z jednej bardzo długiej niemalże 3-minutowej zwrotki Jada i kilku śpiewanych linijek Faith na samym końcu. Teledysk także nie powala, oboje z wykonawców wyglądają co najmniej przeciętnie, a magii, która towarzyszyła chociażby klipowi do „Dyin’ To Live” także nie ma. Sam Jadakiss natomiast próbuje ratować swój trzeci solowy album od komercyjnej klęski i w zeszłym tygodniu wypuścił do amerykańskich rozgłośni radiowych swój najnowszy singiel „Can’t Stop Me”.

„O … Saya!” O … M.I.A.! O … Oscar!


Jeszcze pół roku temu twierdziła, że zrywa z muzyką i show-bizem. Teraz M.I.A. świętuje nominację do najsłynniejszej, choć wbrew pozorom wcale nie najbardziej prestiżowej, nagrody filmowej. Kolejny dowód na to, że warto mieć swoją Saszę i zwalać na nią wszystko, co się bezmyślnie chlapnie. W każdym razie pochodząca ze ścieżki dźwiękowej do filmu Slumdog. Milioner z ulicy piosenka M.I.A. O … Saya jest nominowana do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, czyli tzw. Oscarów. Jej przeciwnikami w tej kategorii jest kawałek Petera Gabriela Down To Earth do kreskówki Wall-E i … kolejny kawałek ze Slumdoga Jai Ho A.R. Rahmana. Mały film w reżyserii Danny’ego Boyla (genialne Trainspotting, o wiele mniej znakomita Niebiańska plaża z Leo DiKarpio) szturmuje wszystkie możliwe rozdania nagród, zbierając przy tym zachwyty ze strony krytyków jak i publiczności. Slumdog… zdobył łącznie 10 nominacji do Oscara. Więcej ma tylko Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona z Bradem Pittem w roli głównej.  Ale jak  ostatecznie zagłosuje skostniała Akademia? (więcej…)

Nowy kawałek M.I.A.

Chwilowo znudził Wam się soul i R&B? Macie ochotę na coś orientalnego, nieco elektronicznego i nietypowego? Zatem zachęcam do posłuchania nowej piosenki z udziałem mojej ulubienicy M.I.A. Mocno ciężarna Maya nie zna spoczynku, udzieliła się właśnie na soundtracku do brytyjskiego filmu „Slumdog Millionaire” (który to soundtrack zostanie wydany we własnym interscope’owym labelu Mayi, N.E.E.T.). Całą ścieżkę dźwiękową wyprodukował A. R. Rahman, indyjski kompozytor i wokalista, sławę zdobył dzięki skomponowanym przez siebie piosenkom do bollywoodzkich i tamilskich filmów. Poza kawałkiem „O… Saya” (do posłuchania poniżej) na płycie znajdują się też dwie wersje hitu M.I.A. „Paper Planes”: w wersji oryginalnej i remiksie „DFA Remix”. Po skoku okładka i tracklista soundtracku (z którym warto się zapoznać, zapowiada się niezwykle ciekawie!).

A.R. Rahman & M.I.A. – O… Saya

(Btw, Maya spodziewa się synka ;])

(więcej…)

Kolejny news prosto z Cadillac’a

Jak już wiemy, otaczająca nas z każdej strony swoim talentem (nagroda WMA, film, nadchodząca premiera solowej płyty), pani Beyonce wcieli się w jedną z głównych postaci (Etta James) w produkcji opowiadającej historię wytwórni – legendy (a wręcz ikony) Cadillac Records.

Jednak nie to jest teraz najważniejsze. Sednem sprawy jest fakt, że są już oficjalne widomości na temat ścieżki dźwiękowej do owego obrazu. Soundtrack do Cadillac’a ukaże się już 2 grudnia (przynajmniej w USA), w wersji zarówno jedno i dwu płytowej (czyli znany nam skądinąd myk, deluxe edition…). Poza wokalnymi akrobacjami Beyonce, na krążku/krążkach znajdą się również kawałki w wykonaniu: Mos Defa (w filmie jako Chuck Berry), Jeffrey’a Wrighta (jako Mudy Watters), Columbusa Shorta (postać Little Walter) czy Eamonna Walkera (wcielił się w postać Howlin’ Wolf). Wydawać by się mogło, że to już spora gromadka, ale nie! To jeszcze nie koniec. Widać z tak zacnej okazji, jaką bez wątpienia jest wzięcie na warsztat Cadillac’owej wytwórni, postanowiono wywałać u słuchaczy efekt muzycznego uniesienia…
I tak, obok biorących bezspośredni udział w produkcji filmowej artystów, swoje dźwięki zaprezentują słuchaczom też m.in.: Raphael Saadiq, Solange, Mary Mary, Nas, Buddy Guy i – uwaga – sam król Elvis (czytajcie – Presley, oczywiście). Mając taki skład, niemal słyszę (towarzyszące wydaniu tej płyty) przesłanie płynące prosto od Sony BMG: ‚przybądźcie, posłuchajcie, wszak czeka Was iście duchowe przeżycie…’
Po skoku pełna lista utworów, które znajdą się na srebrnym krążku Cadillac’a.

(więcej…)

Nowa piosenka: Beyoncé + zwiastun „Cadillac Records”

Jak wiecie, Beyoncé wcieliła się w postać Etty James w swoim najnowszym filmie „Cadillac Records”, który opowiada o prawdziwej historii wytwórni Chess Records. Pani Knowles-Carter nie tylko zagrała jedną z głównych ról, ale też zarejestrowała kilka piosenek na soundtrack. Oto możemy posłuchać jej wersji legendarnego już utworu Etty-Żywej Legendy-James, noszącego tytuł „At Last”. Cóż mogę powiedzieć? Absolutne cudo! Beyoncé znakomicie znajduje się w repertuarze retro (piosenka powstała w 1961 roku), koniecznie posłuchajcie! Czekam też na ścieżkę dźwiękową z utęsknieniem!

Beyoncé – At Last
[audio:Beyonce – At Last.mp3]

Co do samego filmu, to światowa premiera przewidziana jest już bardzo niedługo, bo na 5 grudnia 2008 (co do polskiej daty premiery, to nadal nie ma żadnych informacji na ten temat). Poza Beyoncé Knowles, w obsadzie „Cadillac Records” pojawią się m.in.: Adrien Brody (na zdj. powyżej), Jeffrey Wright, Cedric The Entertainer, Mos DefGabrielle Union. Właśnie pojawił się pierwszy telewizyjny zwiastun, do obejrzenia poniżej:

Z jednej strony nie mogę się doczekać, bo film zapowiada się bardzo ciekawie, z drugiej zaś strony nieco konsternujące jest, że Beyoncé wciąż wciela się w role legendarnych wokalistek, coraz bardziej cofając się w czasie („Dreamgirls” działo się w latach 60. i 70., „Cadillac Records” jeszcze wcześniej, bo w latach 50. XX wieku). Ostatnio zaś sieć obiegła plotka (wiadomość?), że Knowles ma się wcielić w rolę… Earthy Kitt, kolejnej (jeszcze starszej od Etty James i Diany Ross) wokalistki i aktorki! Siostra chyba wyczuła, że coś jest na rzeczy…

Przegląd muzyczny: „Dziennik Bridget Jones”

Właśnie oderwałam się od „Dziennika Bridget Jones”, który bez względu na kiczowatość oglądam kiedy tylko nada go telewizja polska. Nic na to nie poradzę – mam do tego filmu (i do książki) słabość. Oglądając go dziś zachwycałam się fajnie dobraną ścieżką dźwiękową i postanowiłam zrobić mały przegląd hitów, które znalazły się na soudtracku do filmu. Powyżej Gabrielle w przewodnim utworze do filmu „Out Of Reach”. Reszta klipów po skoku.

(więcej…)

Nowy singiel Missy Elliott

Już jest nowy, długo oczekiwany, singiel Missy Elliott. Kawałek zapowiada przewidywany na ten rok, siódmy studyjny krążek raperki. Nie jest to jednak wbrew pozorom pierwszy singiel promujący wydawnictwo, ale utwór znajdujący się na ścieżce dźwiękowej do wchodzącego w lutym do amerykańskich kin filmu „Step Up 2”. Nowy singiel zatytułowany jest „Ching-A-Ling” i jest to up-tempo banger. Jeśli lubicie Missy, to kawałek powinien przypaść Wam do gustu, chociaż nie ukrywam, że miewała ona zdecydowanie lepsze produkcje. Ta brzmi conajmniej jak połączenie słabych bangerów z „Hoodstar” Chingy’ego z „I’m Really Hot” Missy i „How We Do It Over Here” Busta Rhymesa. Wyczuwa się więc jednak pewien spadek formy. Wg niektórych źródeł na soundtracku znajdzie się jeszcze jeden kawałek Missy wyprodukowany wspólnie z Timbo. Miejmy nadzieję, że materiał nagrany na solowy album Elliott okaże się lepszy niż ten track. Możecie sprawdzić go poniżej:

[audio:missy_elliot_-_ching-a-ling.mp3]

Dodam, że trochę ciężko mi jest przestawić się z bloggera, na wordpress, szczególnie, że mam pewne problemy z przeglądarkami.

Soul Bowl at the movies: American Gangster

2 listopada do kin w Stanach Zjednoczonych wchodzi film American Gangster. W rolach głównych Denzel WashingtonRussel Crowe. O filmie wspominam bo historią opowiedzianą w filmie inspirował się mocno Jay-Z podczas tworzenia swojej ostatniej płyty (o tym samym tytule zresztą). Dodatkowo w filmie w małych rolach zobaczymy także Commona, T.I. czy RZA. Ścieżka dźwiękowa do tego obrazu również zapowiada się bardzo ciekawie. Wcześniej postowałam już teledysk Anthony’ego Hamiltona – kto oglądał miał szansę zobaczyć kilka scen z tego filmu. W małym widgecie, który postuje możecie posłuchać innych piosenek ze ścieżki dźwiękowej a także przeczytać o czym opowiada film, obejrzeć zdjęcia i filmiki z planu.
American Gangster to historia wychowanego w Harlemie Franka Lucasa. Człowiek ten we wczesnych latach 70-tych zbudował heroinową dynastię dzięki szmuglowaniu narkotyków w trumnach. Wkrótce jednak zmuszony jest współpracować z detektywem Richie Roberts’em i pomagać mu w schwytaniu ludzi, którzy czerpali zyski z jego imperium.

Niestety data polskiej premiery tego filmu to dopiero 25 stycznia 2008 roku.

Download: Jay-Z’s "American Gangster"

Przepraszam za niefunkcjonowanie pierwszego wrzuconego linka. Ten na pewno działa jak powinien. Dwa słowa o albumie: jest przyjemny, aczkolwiek nie odkrywczy i przełomowy. Ot taki sobie Jay-Z jak na Kingdom Come. Po pierwszym przesłuchaniu bardzo przyjemne wydają się Hello Brooklyn, Success, Fallin’American Gangster. Myślę, że można było dokonać lepszego wyboru na pierwszy promujący singiel.
Tracklista:
01. Intro (01:36)
02. Pray (02:57)
03. American Dream (03:59)
04. Hello Brooklyn (Featuring Lil’ Wayne) (03:57)
05. No Hook (03:16)
06. Roc Boys (04:14)
07. Sweet (03:28)
08. I Know (Featuring Pharrell) (03:12)
09. Say Hello (03:49)
10. Success (Featuring Nas) (03:31)
11. Fallin’ (04:02)
12. Blue Magic (Featuring Pharrell) (03:57)
13. American Gangster (03:14)

DOWNLOAD (reuploaded)

Lauryn Hill comes back: nowy utwór – ‚Lose Myslef’

Już jest! Zupełnie nowy kawałek Lauryn Hill zatytułowany ‚Lose Myself’. Utwór pochodzi z nadchodzącego soundtracku do filmu ‚Surf’s Up’ i oficjalnie ukaże się już 5 czerwca! Film ‚Surf’s Up’ jest obrazem animowanym i opowiada historię pingwina, który był sławnym na całym świecie surferem. Aby wyrwać się z wiru kariery i spod błysku fleszy fotoreporterów mistyfikuje własną śmierć, aby powrócić dopiero za 10 lat. Sytuacja z filmu zdaje się być w pewien sposób analogiczną do sytuacji życiowej L. Możemy tylko się domyślać czy Lauryn za rok planuje powrócić z nowym krążkiem, akurat 10 lat po wydaniu „The Miseducation”.

Utwór jest zupełnie odmienny od dotychczasowych produkcji Lauryn. Jest to raczej wybuchowy pop-rock, z głębokim typowym dla Hill tekstem i porywającym beatem 70’s-like. To coś zupełnie nowego i czegoś takiego w twórczości L jeszcze nie słyszeliśmy. Jak donosi nieoficjalne źródło. Materiał na nadchodzącym albumie artystki ma drastycznie różnić się od ‚Lose Myself’. Pożyjemy – zobaczymy. Tymczasem zapraszam do ściągania nowego utworu, który zresztą jest genialny ;(

ściągnij/posłuchaj Lose Myself

‚Lose Myself’ – już wkrótce nowy utwór Lauryn Hill

Lauryn Hill nareszcie nagrała coś nowego dla szerszej publiczności. Już piątego czerwca na soundtracku do filmu Sony Pictures „Surf’s Up” pojawi się zaupełnie nowy kawałek Lauryn Hill zatytułowany „Lose Myself”. Film „Surf’s Up” jest obrazem animowanym i opowiada historię pingwina, który był tak dobry w surfowaniu na desce, że był sławny na całym świecie. Aby wyrwać się z wiru kariery i spod błysku flashy fotoreporterów mistyfikuje własną śmierć, aby powrócić dopiero za 10 lat.

Lauryn, która w życiu prywatnym jest matką czworga dzieci sama chciała nagrać ten utwór. Można przypuszczać, że chciała to zrobić dlatego, że filmowa historia odzwierciedla w pewien sposób jej własne życie. Podobno nowy utwór ma być utrzymany w zupełnie innym stylu niż nadchodzący album Lauryn. Możemy tylko się domyślać czy Lauryn za rok planuje powrócić z nowym krążkiem, akurat 10 lat po wydaniu „The Miseducation”… Miejmy nadzieję.