tyler the creator

Tyler, the Creator & Jay Prince w najnowszym singlu GoldLinka

„U Say” to już trzeci po „Zulu Screams” i „Joke Ting” singiel promujący nadchodzące wydawnictwo GoldLinka. Podobnie jak pozostałe kawałki, ten również utrzymany jest w letnim, tanecznym, hip-house’owym klimacie, a tym razem gościnnie udzielili się Tyler, the Creator oraz pochodzący z Londynu raper Jay Prince. Brzmi to lekko i bardzo przyjemnie, czego prawdopodobnie możemy spodziewać się też po Diasporze. Następca At What Cost, a także oficjalny debiut artysty, ukaże się już jutro!

Recenzja: Tyler, the Creator Igor

Tyler, the Creator

Igor (2019)

Columbia

Igor nie jest albumem hip-hopowym. To raczej wpisany w nowatorską muzycznie formę obraz, którego istotą jest koncept, a kreowana za pomocą dźwięku przestrzeń jest głównym wyrazem treści. Forma ta została stworzona już kilka lat temu przez znamienne dla gatunku The Life of Pablo czy Blonde, i kultywowana choćby przez piękne, tegoroczne When I Get Home Solange. Tyler uciekł w nią konsekwentnie i własnowolnie — w autorski sposób zatarł granicę między rapem a podszytym syntezatorami neo-soulem, czerpiąc przy tym garściami ze spuścizny lat 70. i 80.

Droga, jaką przebył Tyler, the Creator jest imponująca — od bezwzględnego, brutalnego Bastarda czy Goblina, po wrażliwego chłopca, który mierzy się ze swoim prawdziwym ludzkim obliczem. Teraz jako Igor staje się w pełni dojrzałym człowiekiem i artystą. Dziś nareszcie bez żadnych wyjaśnień może być sobą. Uwikłany w sprzeczne uczucia względem drugiego mężczyzny, od których finalnie się uwolnił, bezpośrednio dając im wyraz, skomponował bezprecedensowy breakup album. Punktem wyjścia dla zrozumienia jego motywów staje się tu interludium „Exactly What You Run From You End Up Chasing”, podobnie zresztą jak wplatane co jakiś czas pozostałe fragmenty wypowiedzi Jerroda Carmichaela, który w zeszłym roku przeprowadził z nim wywiad Flower Boy: a conversation. Słuchajcie zatem uważnie.

Igora, jak podkreśla sam raper, najlepiej poznawać ciągiem i w skupieniu, na przykład spacerując, jadąc samochodem lub leżąc w łóżku. A to dlatego, że na albumie emocje przenikają się tak płynnie, jak kompozycje, w których warstwy wyjątkowo zręcznie wkomponowuje on szereg poszczególnych artystów. Wśród nich najbardziej zauważalny wydaje się Playboi Carti w niemalże singlowym „Earfquake” oraz Kanye West, po którego zwrotce w „Puppet” następuje swego rodzaju punkt kulminacyjny — to właśnie w „What’s Good” Tyler odzyskuje równowagę i nadzieję (No answer why, no tears to cry, bitch, I’m alive / (…) And I got my eyes open now I see the… Light), aby ostatecznie zwieńczyć całość trzema poruszającymi balladami („Gone, Gone / Thank You”, „I Don’t Love You Anymore” i „Are We Still Friends?”). Esencją albumu są więc starannie zaaranżowane mostki, mocno przesterowane wokale, przeszywające linie basu, ciężkie syntezatory i charakterystyczne Tylerowskie partie pianina. A to wszystko gdzieniegdzie przeplatane soulowymi samplami — wyjątkowo pięknie brzmi na przykład „A Boy Is a Gun”, w którym Tyler relację ze swoim partnerem porównuje do posiadania broni, i gdzie, podobnie jak Kanye w „Bound 2”, sampluje „Bound” grupy Ponderosa Twins Plus One.

Tyler, the Creator jako Igor w płomiennym występie

Nie dało się w piątek przegapić nowego krążka Tylera, the Creatora, na którym przedstawił światu swoje soulowe alter ego — Igora. Igora poznaliśmy jednocześnie od strony muzycznej na 40-minutowym subtelnie podszytym gwiazdorską obsadą albumie, jak i w jego debiucie scenicznym w teledysku do utworu „Earfquake”, gdzie dał, dosłownie, płomienny występ. Jeśli podobnie jak ja przespaliście tę część nowej kreacji Tylera, koniecznie nadróbcie to prędko poniżej.

#FridayRoundup: Tyler, the Creator, Rahsaan Patterson, Injury Reserve, Duckwrth i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem mamy dla was kolejne barwne alter ego Tylera, the Creatora, długo oczekiwany powrót Rahsaana Pattersona, nowy projekt rapowych wywrotowców z Injury Reserve, progresywną inkarnację Brada Mehldau i wiele więcej. Wszystko znajdziecie na playliście na samym dole artykułu.


Igor

Tyler, the Creator

Columbia

Tyler się zakochał i jako w pełni dojrzały — już nie Bastard, nie Goblin, nie Wolf ani nawet nie Flower Boy, a po prostu wrażliwy artystapo raz pierwszy wprost opowiada o swoich uczuciach. Igor nie jest albumem hip-hopowym. Nie można go też porównywać do poprzednich produkcji, ponieważ treść wyraża tu przede wszystkim, inspirowana ejtisami, warstwa instrumentalna. Syntezatory, partie pianina, przesterowane wokale oraz płynne przejścia między utworami tworzą spójną, niekonwencjonalną całość, której istotą jest koncept. Gdy będziecie słuchać Igora po raz pierwszy, róbcie to uważnie i jak sugeruje sam Tyler, najlepiej spacerując, jadąc samochodem albo leżąc w łóżku. — Klementyna


Heroes & Gods

Rahsaan Patterson

Shanachie

Nie wiem, czy pamiętacie, ale muzyka Rahsaana Pattersona była w 2006 roku, gdy startowaliśmy z Soulbowl, jednym z fundamentów strony. Przynajmniej ja tak zapamiętałem tamten okres i gdy w 2007 roku ukazało się Wines & Spirits Patterson na krótką chwilę zdominował nasze plejlisty. Był to niestety początek końca kariery drugoligowego neosoulowca, której kres położył nieudany album Bleuphoria w 2011 roku, który jak dotąd zamykał jego dyskografię. I choć nie spodziewałem się, że jeszcze będzie dane mi usłyszeć nowe nagrania Pattersona, jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia, a „Sent From Heaven”, pierwszy singiel promujący jego nowy album, dał nadzieję na powrót piosenkarza w dobrym stylu. Po ośmioletniej przerwie Rahsaan wrócił do brzmienia klasycznego neo-soulu podbudowanego w warstwie aranżacyjnej dorobkiem gatunku z lat 70. i charakterystycznymi dla jego wcześniejszych płyt progresywnymi zaczepkami, które momentami skręcają w stronę funkującego tanecznego popu. Coś dla tych, którzy cenią charyzmatyczny przebojowy soul. — Kurtek


Injury Reserve

Injury Reserve

Seneca Village

Premiera nowego albumu Injury Reserve jest tak niespodziewana, że większość portali muzycznych nawet nie dostrzegła dziś tego faktu. A szkoda, bo trio z Arizony to jedna z najciekawszych rapowych grup, jeśli chodzi o amerykańskie podziemie. Dużo szumu w ostatnich latach narobiły ich wcześniejsze projekty – Floss oraz  Drive It Like It’s Stolen. Grupa już na początku roku dała o sobie znać dwoma mocnymi singlami – „Jawbreaker” oraz „Jailbreak the Tesla”. Na ich najnowszym długogrającym krążku pojawi się ogółem 13 numerów utrzymanych w nowoczesnym, lekko eksperymentalnym tonie. U boku gospodarzy również bogato – Rico Nasty, JPEGMAFIA, Aminé, DRAM czy też Freddie Gibbs. Energetyczna mieszanka wybuchowa, w sam raz na piątek. — Mateusz


The Falling Man

Duckwrth

Republic

Duckwrth zdecydowanie należy do grona młodych obiecujących muzyków. Popularność przyniósł mu mixtape an XTRA UUGLY Mixtape z odą do Michaela Jacksona ” MICHUUL.”. Idąc za ciosem, wydał właśnie świetną epkę zatytułowaną The Falling Man, na którą zaprosił grono zacnych gości, między innymi raperkę Rico Nasty. Epka składa się z ośmiu utworów, a stylowo Duckwrth wpasowuje się w to, co robi chociażby pochodzący z Chicago Smino. Raper skutecznie łączy różne gatunki muzyczne, rap oraz elementy wokalne, doskonale pokazując, czym aktualnie jest „nowa fala” w hip-hopie. — Polazofia


Afterlife

Palmistry

Mixpak

Choć przed trzema laty nietuzinkowe podejście Palmistry do popowo-klubowej tkanki nie znalazło wielu sprzymierzeńców, londyńczyk nie tylko nadal robi swoje, ale udało mu się w międzyczasie znaleźć potężnego sprzymierzeńca, bo producentką „Water”, pierwszego singla zapowiadającego Afterlife, czerpiącego z tej samej post-dancehallowej stylistyki co debiutancki krążek Palmistry, została sama Sophie. Podstawy twórczości muzyka pozostały zresztą niezmienne — to kolejna porcja wyważonego minimalistycznie zapętlonego bedroomowego R&B z ambientowym anturażem na post-dancehallowych syntezatorowych bitach. Propozycja dla tych, którzy nie są obojętni na nową falę reggaetonu lub kiedykolwiek szukali romantyzmu w synthpopie. — Kurtek


Finding Gabriel

Brad Mehldau

Nonesuch

Uczą nas, by nie oceniać książki po okładce, ale w przypadku nowego solowego krążka amerykańskiego pianisty jazzowego Brada Mehldau szata graficzna dostarcza cennej informacji — oto Mehldau ze świata piano-jazzu wchodzi w stylistykę szeroko pojmowanego fusion. Pianista momentami porzuca zresztą fortepian — dla syntezatorów, perkusjonaliów czy Rhodesa. Wspomagają go m.in. Ambrose Akinmusire, Kurt Elling, Joel Frahm czy Mark Guiliana. 10 barwnie zaaranżowanych kompozycji znajduje wspólny rdzeń w biblijnym motywie przewodnim — zgłębieniu słów archanioła Gabriela. Mehldau miewał już progresywne epizody twórcze, ale ten jest bez wątpienia zupełnie nowym otwarciem. — Kurtek


Heaters 4 the 2 Seaters

Gaika

Warp

Gaika z wyrachowaniem podgrzewa atmosferę wokół siebie i prezentuje mixtape po zasadniczo dobrze przyjętym Basic Volumes. Fenomen brytyjskiego rapu i „Basquiat elektroniki” wkomponowuje w trap rapowe i dancehallowe brzmienia afro-amerykańskie akcenty. I tym razem nie zabrakło gęstych, downtempowych beatów oraz gości. Na Heaters 4 2 Seaters wykazuje się Azekel znany m.in. ze współpracy z Massive Attack czy eksperymentator Dean Blunt. Gaika znów atakuje wyrazistym przekazem, niszczy i wierci w dźwiękach, by stworzyć coś nowego. — ibinks


Nothing Great About Britain

Slowthai

Method

Slowthai ma wiele do powiedzenia, ale jak widać, nic wspaniałego o Brytanii. Że będzie ostro zapowiadało już singlowe, genialne „Drug Dealer”. Muzyk rapuje o tym, co dla niego ważne, a więc rodzinnym Northampton, targających jego mieszkańców lękach i panującym wyspiarstwie. Pełnoprawny debiut młodego rapera w postaci dwupłytowego krążka jest bogaty w podwórkową filozofię i autocytaty. Odkurza grime – porównania do the Streets i Stormzy’ego nie są bezzasadne — i sięga w tym celu po klasyczne podkłady. Slowthai i jego recepta na debiut? Oldskul i młodzieńczy gniew! — ibinks

spotify:album:5Ki4YFQrUx7hCcQx1LJUQb


Father of Asahd

DJ Khaled

Roc Nation

Dwa lata po płycie Grateful DJ Khaled wpada na rynek muzyczny niczym mistrz karate. Premierze albumu towarzyszyły regularne publikacje teledysków co 2-3 godziny. Na pierwszy ogień poszły wizualizacje takich numerów jak „Higher” (do którego zdjęcia zakończyły się na kilka dni przed morderstwem Nipsey Hussle’a), „Jealous”, „Celebrate”, „Just Us” oraz „Holy Mountain”. Na nowym krążku Khaleda znalazła się, zresztą nie po raz pierwszy, plejada gwiazd. SZA, Chris Brown, Big Sean, Travis Scott, Post Malone, Lil Wayne to tylko niektóre z ksywek, które usłyszycie na tym albumie. Jak to bywa z Khaledem, koncepcji tutaj nie ma żadnej, natomiast jest to zlepek mniej lub bardziej mocarnych singli. Taka składanka. — Kuba Żądło


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Co chce nam powiedzieć Tyler, The Creator?

Czy Tyler, The Creator właśnie zapowiedział nowy album? A może to działania promocyjne związane z jego marką GOLF? Niczego nie możemy być pewni w przypadku tego jakże wszechstronnego artysty, ale wiele przemawia za tym, że Tyler szykuje nowy projekt… muzyczny! Pogłoski o jego nadchodzącym materiale krążą już od dawna. Atmosferę podkręciły przecieki dokumentów Sony Music, w których rzekomo znajdowała się informacja, że nowy album Tylera ma pojawić się jeszcze w czerwcu. Od 2009 roku, czyli debiutanckiego Bastard, wszystkie materiały rapera ukazywały się co dwa lata. Czy również tym razem zachowa regularność? Przypomnijmy, że ostatnie LP, Flower Boy, wyszło w 2017 roku. W ubiegłym tygodniu, w mediach społecznościowych Tylera pojawiły się dwa tajemnicze filmiki, być może zapowiadające nową płytę. Jeden z nich to 50-sekundowy klip, na którym widzimy sklonowanych Tylerów wpatrujących się w przestrzeń. Pod koniec filmiku, dźwięk syntezatora przechodzi w bit, rozpoczyna się partia wokalna i… następuje cięcie. W kolejnym video oglądamy tańczącego Tylera w scenerii przypominającej talk-show z lat 80-tych, w tle słychać mocny, hip-hopowy bit. Czekamy z niecierpliwością i wierzymy, że stoi za tym kolejne LP!

#FridayRoundup: Anderson .Paak, Mariah Carey, Brainfeeder X i inni

Wygląda na to, że okres tłustej wydawniczo jesieni powoli dobiega już końca. Na szczęście jest to zakończenie godne znakomitego sezonu, bo w nasze ręce trafiają m.in. nowy (oczywiście, że tłusty, a jakże!) Anderson .Paak, wypatrywana od dawna i całkiem nieźle zapowiadająca się Maraja i opasła kompilacja oficyny Fly Lo — Brainfeeder X.

(więcej…)

Tyler, The Creator prezentuje kawałek z filmowego soundtracku

Już 30 listopada w polskich kinach pojawi się najnowsza wersja filmu o Grinchu – zielonym stworku, który nienawidzi Świąt Bożego Narodzenia. A kto bardziej nadaje się do pracy nad soundtrackiem do tej opowieści niż sam Goblin? Twórcy postanowili namówić Tylera do stworzenia singla promującego obraz. Jak raper poradził sobie z tym zadaniem? O tym możemy przekonać się już dziś. „You’re A Mean One, Mr. Grinch” to kawałek otwierający ścieżkę dźwiękową, która będzie mieć premierę 9 listopada. Pod spodem znajdziecie kompletny spis utworów.

Spis utworów:

1. Tyler, the Creator “You’re a Mean One, Mr. Grinch”
2. Tyler, the Creator “I Am the Grinch”
3. Run-D.M.C. “Christmas Is”
4. Jackie Wilson “Deck the Halls”
5. The Brian Setzer Orchestra “Run Rudolph Run”
6. The Supremes “Favorite Things”
7. Buster Poindexter and His Banshees of Blue “Zat You Santa Claus?”
8. Run-D.M.C. “Christmas in Hollis”
9. The Brian Setzer Orchestra “Jingle Bells”
10. Nat King Cole “The Christmas Song (Merry Christmas to You)”
11. Pentatonix “God Rest Ye Merry Gentlemen”
12. Danny Elfman “A Wonderful Awful Idea”
13. Danny Elfman “Stealing Christmas”

Nowy utwór: Tyler, the Creator „Puff”

Nie minął miesiąc, a znów słyszymy Tylera, the Creatora. Smakowite nagranie, pełne wakacyjnej euforii to niemal w pełni instrumentalna kompozycja. Sampel został wzięty z „Blow My Load”, pochodzącego z krążka Cherry Bomb. Przerywają ją dziwaczne wstawki i końcówka mówiona przez Shane’a Powersa. „Puff” zapowiada planowany na przyszłość projekt Tylera, the Creatora, przypuszczalnie łączący muzykę z filmem. It’s Golf Radio!

Nowy teledysk: Tyler, The Creator „See You Again”

Okej, okej, okej, okej! Tyler, the Creator powraca do klimatów z Flower Boy i prezentuje nam gotowy klip do „See You Again”. W zamyśle perfekcyjne love song, oryginalnie adresowane do niejakiego Zayna Malika, ukazuje zamyślonego nad owsianką i butelką wody Tylera w ciuchach własnego projektu. Statek miłości zabiera następnie w rejs Kali Uchis, Tylera i A$APA Rock’yego na gapę, a na bicie macha do nas Franek Ocean. Potem mamy jeszcze taniec na pasie startowym lotniska (B-A-N-A-N-A-S!) i widzącego duchy Tylera. Can we get a kiss? Do zobaczenia wkrótce!

Tyler The Creator i A$AP Rocky zapowiadają wspólny projekt!

Było już Watch The Throne, było WATTBA, a teraz przyszedł czas na WANG$AP. Połączenie sił liderów A$AP Mob i Wolf Gang praktycznie wisiało w powietrzu już od dłuższego czasu. Z wzajemnej sympatii Rocky’ego i Tylera zrodziło się już w kilka tracków, a teraz pojawiła się szansa, że otrzymamy pełny projekt w ich wykonaniu. Pierwszą zapowiedzią wspólnego materiału jest kawałek „Potato Salad”. Znając twórczość obu panów, już teraz można stwierdzić, że będzie to przedsięwzięcie nieszablonowe. Pozostaje mieć nadzieję, że całość usłyszymy jeszcze w tym roku.

Tyler, The Creator z kolejnym remixem

Tyler, the Creator kontynuuje muzyczną zabawę i wypuszcza kolejny remix. Po przeróbce „Kids See Ghosts” bierze na warsztat „Yes Indeed” Lil Baby’ego i Drake’a. Na oryginalnym beacie Okonma dodał typowy dla siebie tekst. Odniesienia do Ludacrisa, heheszki z Busty Rhymesa, rymy o siedzeniu w ogródku i słuchaniu Steviego Wondera — dzieje się. Ciekawe, czy Tyler zdecyduje się zebrać wszystkie remixy i wydać oddzielnie cały mixtape? Jedno jest pewne: B*tch, it’s GOLF!

Tyler, The Creator i jego remix „Kids See Ghosts”

AYO! Tyler, the Creator płynie na fali hajpu na Kids See Ghost, projektu Kanyego Westa i Kid Cudiego i remixuje tytułowy kawałek z ich wspólnego krążka. „Crust In Their Eyes” zostało zbudowane na tym samym tropikalnym beacie z zachowaniem pastelowej stylistyki, którą raper maksymalnie podkręca. Rymy o zaniedbaniu kontaktu z siostrą i Stephenie Hawkingu to nic w porównaniu z przezwaniem się przez rapera nowym Fresh Princem. Z jego świeżym podejściem do rap gry, swobodą w miksowaniu gatunków i humorystycznym podejściem do mody, jest to nawet oczywiste.

Nowy utwór: Tyler, The Creator „Rose Tinted Cheeks (Rough Draft)”

Senna reakcja na występ Tylera, the Creatora na tegorocznej Coachelli oraz brak Grammy może co najmniej dziwić, ale na szczęście pozostaje nam muzyka. Tyler poszedł zresztą dalej i nie omieszkał tego dość żenującego incydentu skomentować we właściwy dla siebie heheszkowy sposób. Pod fotką na Instagramie, na której stoi beztrosko na dachu z balonikami w kształcie serc, można bez problemu odnaleźć jego komentarz: „jesus christ that crowd was slump haha”. Wypuszczony po remiksie Trouble’a i Drake’a „Bring It Back” „Rose Tinted Cheeks (Rough Draft)” to surowy szkic, który zainspirował zamysł ostatniego i najlepszego jak do tej pory longplaya Tylera, the Creatora Flower Boy. Soczyste R&B polane funkową, luzacką stylistyką, w której słychać echa początkowych dokonań OutKastu to Tyler jakiego lubimy.

Tyler remiksuje „Bring It Back”

Jak Tyler zrobi remiks, to nie ma… wiadomo czego. Ostatnio zdarza mu się to robić coraz częściej, a po nagraniu własnych wersji „Freestyle 4”„4:44” przyszła pora na kolejny kawałek. Tym razem wskoczył na bit do numeru „Bring It Back” z repertuaru Trouble’a i Drake’a. Jak można się domyślać, zrobił to w charakterystyczny dla siebie sposób. Utwór krótki, ale fanów Tylera z pewnością zadowoli. Za produkcje oryginalnego podkładu odpowiada Mike Will Made-It.

Rozkosznie pastelowa Kali Uchis w teledysku do „After the Storm”

Kali Uchis podlewająca łzami kwiaty we włosach, Bootsy Collins w płatkach śniadaniowych i puszkowanej zupie i Tyler, the Creator, którego można zasadzić sobie w ogródku i wyrośnie jako żywy! A wszystko to w pastelowej oprawie perfekcyjnego amerykańskiego przedmieścia z lat 50. Zabawny, harmonijny i fantazyjny. Na takie teledyski czekamy najbardziej!

„After the Storm” to trzeci po „Nuestro planeta” i „Tyrant” singiel promujący nadchodzący długogrający debiut kolumbijskiej piosenkarki Kali Uchis zatytułowany Fool’s Paradise, który ma ukazać się jeszcze w tym roku.

Kali Uchis rekrutuje Tylera, the Creatora i Bootsy’ego Collinsa do nowego singla „After the Storm”

Wzajemność to ważne słowo w świecie hip hopu i R&B. Zasada „Ja tobie, ty mnie” była przez lata przyczynkiem wielu w przeciwnym razie trudnych do wyobrażenia sobie przebojów i nawet większej liczby bezsensownych i niepotrzebnych featuringów zwrotnych. Wszyscy w 2018 roku wypatrujemy nowego albumu Beyoncé z featuringami Eda Sheerana, Eminema i J Balvina, prawda?

To na szczęście nie casus najnowszego singla Kali Uchis. W „After the Storm” pojawiają się gościnnie zarówno Tyler, the Creator, jak i Bootsy Collins, na których płytach piosenkarka wystąpiła w zeszłym roku. Neosmoothsoulowy jam to odejście Uchis od latynoskiej stylistyki w stronę delikatnego soulu, w którym zdążyła już sprawdzić się znakomicie. „After the Storm” to trzeci po „Tyrant” i „Nuestro planeta” singiel piosenkarki zapowiadający jej długogrający debiut Fool’s Paradise, który ma ukazać się w tym roku.

Tyler, the Creator remiksuje „4:44” Jaya-Z

Chociaż przed nami jeszcze dobrych kilka miesięcy do zakończenia 2017 oraz, miejmy nadzieję, co najmniej kilka dobrych rapowych wydawnictw, to Flower Boy Tylera, the Creatora z pewnością znajdzie się w wielu zestawieniach najlepszych płyt tego roku (warto przypomnieć sobie przy tej okazji naszą recenzję ostatniego krążka rapera). Tyler ciągle nie daje o sobie zapomnieć! Występy na żywo z nowym materiałem, ogłoszenie dat trasy koncertowej, niestety na razie tylko po Stanach Zjednoczonych, a następnie nieoczekiwane wrzucenie linku do „Ziploc”. Jak się okazało, utwór to nic innego jak tylerowska interpretacja świetnego bitu znanego z „4:44” Jaya-Z. Mimo że kawałek trwa jedynie niewiele ponad półtorej minuty, tekst zawiera liczne follow-upy, między innymi do Kanye Westa czy Meek Milla. Na koniec Tyler wyznaje, że czuję się, jakby wydał najlepszy album tego roku i chyba coś w tym jest.

Tyler, the Creator wykonuje „911” w programie Stephena Colberta

Podczas gdy my wciąż nie możemy wyjść z podziwu nad Flower Boy, Tyler, the Creator wziął się na poważnie za promowanie swojego ostatniego albumu. Jednym z pierwszych punktów kampanii promocyjnej był występ w popularnym „The Late Show with Stephen Colbert”, w czasie którego lider Odd Future wykonał singlowe „911” z pomocą Steve’a Lacy’ego. Oprócz wykonania samej piosenki, bardzo ważnym elementem występu była utrzymana w oldskulowym, dyskotekowym klimacie choreografia. Sprawdźcie!

Flower Boy na winylu i kasecie!

Nie minął jeszcze tydzień od premiery czwartego studyjnego albumu Tylera The Creatora, Flower Boy, a artysta już zapowiedział jego limitowane wydanie, które na pewno ucieszy kolekcjonerów i najbardziej zagorzałych fanów. Specjalna edycja obejmuje podwójną żółtą/złotą płytę winylową i wydanie w formie kasety magnetofonowej w czterech wariantach kolorystycznych!

Oba wydania można zamówić na oficjalnej stronie artysty w promocyjnych cenach obowiązujących wyłącznie do końca jutrzejszego dnia. Wersja winylowa zawiera w sobie dwie naklejki w kształcie pszczół znanych z okładki albumu, natomiast do kasety magnetofonowej dołączona będzie naklejka i specjalna przypinka. Warto dodać, że przewidywany czas wysyłki to 8-10 tygodni!

Ostatni krążek lidera Odd Future, mimo niemal 2-tygodniowego przecieku, wzbudził olbrzymie zainteresowanie fanów i portali muzycznych, zostając okrzykniętym jego najlepszym albumem i zdobywając entuzjastyczne oceny krytyków. Naszą recenzję możecie przeczytać tutaj.

Recenzja: Tyler, the Creator Flower Boy

Tyler, the Creator

Flower Boy (2017)

Columbia

Tyler, the Creator, naczelny troll światowej sceny rapowej, nagrał osobistą płytę o miłości, którą można otulić się w trudnej chwili jak kaszmirowym płaszczem w chłodny dzień.

To fascynujące, że neo-soulowy konserwatyzm, rzecz jasna wielobarwny i kreatywnie przerabiający inspiracje Soulquarians, Thundercatowskim pojęciem fusion czy nową falą alternatywnego R&B, ale jednak konserwatyzm, potrafi w kontekście płyty rapowej zrzucić masę powierzchownych, stylistycznych barier bez cienia posądzenia o trueschoolowe konotacje. Tak właśnie trzeba robić hip hop w 2017 roku — podobnie jak przed rokiem D.R.A.M. i Noname, a wcześniej Kendrick Lamar na To Pimp a Butterfly iść w stronę elokwentnego metarapu garściami czerpiącego z dziedzictwa muzyki jako takiej. Dobrze też oczywiście przy okazji mieć coś do przekazania, ale tym razem Tyler nie może narzekać na brak tematów.

W centralnym punkcie płyty, głośno dyskutowanym jeszcze przed premierą krążka „Garden Shed” Tyler zdobywa się na coś niewyobrażalnie trudnego — wyjście z tytułowej szopy do bujnie upstrzonego kwiatami ogrodu („Garden shed, for the garden / That is where I was hidin’ / That is what love I was in (…) Garden shed for the garçons / Them feelings I was guardin’ / Heavy on my mind”) — trochę wbrew woli wszystkich, a przynajmniej: z jednej strony — w dalszym ciągu klaustrofobicznej sceny rapowej, wciąż często traktującej nazbyt barwne postaci nieprzystające do kanonu jako ciekawostkę; z drugiej zaś — środowiska LGBTQ stawiającego pewne oczekiwania wobec własnej społeczności. Oczekiwania, w które Tyler ze swoim wybujałym indywidualizmem na granicy bluźnierstwa jak dotąd nijak się nie wpisuje. Esencją jest jednak nie to, że Tyler potrafił się na takie wyznanie zdobyć, ale że sam te niewygodne dla społeczeństwa uczucia zamknął w tak ciepłej, elokwentnej i w gruncie rzeczy, pomimo niewątpliwego ciężaru emocjonalnego, pogodnej płycie. Tyler nie odcina kuponów — miesza namacalną melancholię z nienachalnym soulowym romantyzmem („See You Again”, „Glitter”), szuka siebie w eksperymentalnym synthtrapowym anturażu („Who Dat Boi”), wyprowadza nową wartość — brzmieniowo i koncepcyjnie — z dyktowanego schematami marazmu („Boredom”). Znajduje nawet miejsce na rasowy banger w stylu złotego okresu Timbalanda oparty na oldschoolowym samplu z klasycznego „Groove Is in the Heart” w ultraprzebojowym „I Ain’t Got Time!”.

Scum Fuck Flower Boy to nie nowy Tyler, to nie Tyler uciekający od umiejętnie skrojonej dla siebie przed laty kreacji, wreszcie nie Tyler pragnący rehabilitacji czy desperacko szukający akceptacji. To po prostu Tyler, the Creator ze wszystkimi kreatywnymi przymiotami i konsekwencjami własnej persony, tu, na poczet kolejnej artystycznej kreacji, wychylający własną twarz zza maski Goblina. To jednocześnie jego najbardziej koherentny tematycznie i brzmieniowo album w karierze, oparty w dużej mierze na przytulnych neo-soulowych hookach, ale nierozwadniający zawartości Tylera w Tylerze — nieszukający kompromisów, ale świadomie poświęcający część istoty Goblina, by zrobić miejsce dla części Tylera. Nie ma tu jednak miejsca na stylistyczną i przedmiotową schizofrenię — potencjalne luki skutecznie wypełniają fantazja i absurd, ale przesłanie, i w tym sensie Flower Boy można uznać za bardzo swoisty manifest, pozostaje czytelne.

W jego centrum znajdziemy istotę wszelkiego humanizmu — odwieczną udrękę człowieka wynikającą z nieustannego mierzenia się samotnością, którą zupełnie naturalnie zazwyczaj próbuje się zagłuszyć poprzez wpisanie własnej egzystencji w ramy społeczne, odnalezienie siebie pośród ludzi przez upodobnienie się do nich. Ale Tyler idzie o krok dalej — nie tyle, a może nie tylko, zdaje się mówić „koniec końców jestem taki jak wy”, ale ten nieoczekiwany przypływ szczerości równoważy własnym ego. Nie zrozumcie mnie źle — kiedy śpiewa „You’re the one, I feel like glitter” czy „Can I get a kiss, and can you make it last forever” (tu głosem zjawiskowej Kali Uchis), naprawdę ma to na myśli, ale nie można sprowadzić jego złożonej osobowości wyłącznie do bezpośredniego rozumienia tych słów — to, że nie ukrywa się już za maską, w żaden sposób nie czyni go nagim, bezbronnym. Potwierdza to zresztą jednoznacznie, nie szykując się do pojedynku na gołe pięści. Nie rezygnuje z siebie. Wyraża siebie.

Posługując się językiem Gombrowiczowskim, Tyler doprawił sobie wreszcie zupełnie ludzką gębę. Co więcej — zrobił to z przykładną naturalnością, bez przytłaczającej dosłowności czy wykrzykiwania kontrowersyjnych haseł przez megafon — jak do tej pory miał w zwyczaju. Niezależnie od wszystkiego Flower Boy to płyta, po przesłuchaniu której ma się ochotę chwycić Tylera mocno za rękę i długo nie puszczać.