urbanator days

„Sam nie wierzę, że zdążyłem tyle w życiu zrobić” – Michał Urbaniak dla Soulbowl.pl

Ikona. Legenda. Mistrz. Pracował z Milesem Davisem. Koncertował z Herbie Hancockiem, Chickiem Corea i Georgem Bensonem. Nagrywał dla Columbii, Atlantic oraz Motown, po czym otworzył własne wydawnictwo. Honorowy Obywatel Miasta Łodzi i laureat Złotego Fryderyka za całokształt twórczości. Od 1973 roku mieszka i tworzy w Nowym Jorku a do Polski przyjeżdża przede wszystkim, by grać i prowadzić warsztaty muzyczne w ramach Urbanator Days. Te odbędą się już po raz 13 z kolei – niezmiennie od kilkunastu lat w Łodzi oraz Warszawie. Dosłownie na kilka dni przed ich startem spotkaliśmy się z wywoływanym Michałem Urbaniakiem, aby porozmawiać z nim na temat misji, jaką realizuje prowadząc Urbanator Days, a także podpytać o kilka innych ciekawiących nas kwestii.

Soulbowl: W tym roku odbędzie się 13. edycja Urbanator Days. Jak rozpoczynał pan tę inicjatywę, to sądził pan, że to może zajść tak daleko?

Michał Urbaniak: Jak mam pomysł, to go po prostu realizuję. Zresztą okazał się on bardzo trafny, dlatego mam nadzieję, że Urbanator Days będą się jeszcze odbywały bardzo długo. Ten projekt okazał się ponadto bardzo potrzebny, choć mało osób zdaje sobie tak naprawdę sprawę na czym on polega. Podkreślam wszędzie, że nie jestem pedagogiem i chcę się zdystansować od takiego postrzegania mnie. Ja daję impuls, a za wszystko na miejscu odpowiadają osoby, które aktualnie kreują rynek muzyczny i wiedzą jak się po nim poruszać. Udostępniamy swoje know-how, przekazując wiedzę z perspektywy muzyka, wokalisty czy rapera. Celujemy z tą inicjatywą w ludzi z pasją, umiejących czytać nuty i potrafiących odnaleźć rytm.

A śledzi pan później losy ludzi, którzy uczestniczyli w UD?

Ależ oczywiście. Wiele z tych osób później rozwija swoje kariery, staje się profesjonalnymi muzykami i dostaje nagrody. Mało tego – po wszystkim utrzymujemy kontakt. W tym roku planujemy też uruchomić oddzielny label dla tych osób, by pod naszymi skrzydłami mogli oficjalnie wydawać swoją muzykę.

Kto pana zdaniem jest w tym momencie twarzą polskiego jazzu?

Nie ma jednej twarzy… Tych postaci jest mnóstwo i mam wrażenie, że rynek muzyczny i media, które piszą o jazzie za tym nie nadążają. Dlatego w ramach Urbanator Days chcemy dać tym osobom przestrzeń twórczą i możliwość do pokazania się. Bardzo cenię również hiphopowców, którzy w swojej twórczości nawiązują do jazzu – w końcu rap wywodzi się z jazzu – za to, że czerpią z korzeni, z muzyki rytmicznej, z jej prostoty i wyrazu.

Raperzy, a w zasadzie producenci, bardzo często również samplują jazz do utworów hiphopowych.

Pamiętam nawet swój pierwszy deal samplingowy, gdzie zespół A Tribe Called Quest zgłosił się do mnie po sześć taktów mojej muzyki. Zaoferowali sto tysięcy dolarów! To było coś niesamowitego wówczas dla mnie. To była fortuna i niesamowita przygoda, zwłaszcza, że jeszcze do dzisiaj mam kontakt z zespołem.

W ogóle pana związek z rapem wydaje się dosyć silny. W końcu mógł pan niemal na własne oczy obserwować jak w Nowym Jorku i innych miastach USA rodzi się rap.

Nawet się do tego osobiście przyczyniłem. W końcu zespół Urbanator powstał w roku 89. Z tamtego okresu pamiętam audycję radiową, dla której specjalnie z rana wstawałem i podczas której poeta jazzowy, bo tak go wtedy nazywano, recytował wiersze do muzyki Coltrane’a. Genialne! W zespole Urbanator też zafundowałem sobie takiego rapera, choć nie było jeszcze pojęcia raper, więc zafundowałem sobie takiego poetę. Razem mieliśmy świetny groove i polot.

Teraz z kolei rap stał się takim nowoczesnym popem. Granica między tymi dwoma gatunkami się niebezpiecznie zatarła.

No właśnie – i tutaj dochodzimy do sedna. Gdzie jest granica między prostactwem a prostotą? Kreatywnością na żywo o wykonawstwem? Podam przykład. W mojej opinii jest zdecydowanie za dużo szkół jazzowych, gdzie jest masa średniactwa. Bardzo wielu muzyków po tych szkołach nie potrafi zbyt wiele, poza kilkoma standardowymi zagrywkami. Owszem, nauczą się warsztatu, ale nie ma w tym postawy, która pozwoliła powstać i rozwinąć się takiemu gatunkowi, jak jazz. Kiedyś muzykę kreowało się na żywo, eksperymentowało, bawiło rytmem. Być może trochę generalizuje, ale niestety teraz w większości artyści są tylko wykonawcami. A co do dzisiejszego popu, to on potrafi być bardzo ciekawy. Taki pop zawiera i elementy jazzu, i elementy hip-hopu, a nawet funku. Najlepszym weryfikatorem jakości i tak na końcu okazuje się czas.

Ma pan swoje rutyny? Stałe punkty dnia, na które zawsze ma pan czas?

Jak najbardziej. Zawsze jest to trochę ruchu. Spędzam też każdego dnia co najmniej te kilkadziesiąt minut na komputerze, gdzie nie tylko słucham muzyki, ale sprawdzam co się dzieje na świecie, szukam ciekawych informacji, czasem zerknę też w politykę.

Skoro został wywołany temat polityki to ciekawi mnie, czy poprzez jazz można wyrazić swój protest? Zanegować jakąś ideologię? O ile w rapie czy roku z łatwością można odszukać takie utwory, to z jazzem jest już chyba gorzej.

Nie można zapominać, że jazz to jest muzyka Afroamerykanów, więc wyrosła z buntu. A patrząc z mojej perspektywy, to w czasach komuny grając jazz, graliśmy imperialistyczną muzykę, ona była zakazana. Niemniej wciąż w jazzie najważniejsze jest to, żeby bawić się dźwiękami, bawić się muzyką, aktywując przy tym emocje.

Emocji nie brakowało panu z pewnością, kiedy którejś nocy obdzwonił pan większość znajomych pytając ich „how to became black?” I wydaje się to pytaniem retorycznym, ponieważ śmiało mógłbym określić pana jako najbardziej czarnego z białych artystów.

Mam nawet dokument informujący o tym, że jestem honorowym obywatelem Jamaiki Queens, czarnej dzielnicy Nowego Jorku. Z tym się wiążę ponadto bardzo ciekawa moja historia, że po prostu przyjeżdża tam Polak i szuka na Jamaica Queens muzyków. Chodzi po klubach, słucha tamtejszych muzyków i znajduje kilka ciekawych postaci. Za chwilę okazuje się, że jeden z nich gra ze Stingiem, a reszta z Milesem. Coś niesamowitego, z pewnością to historia na film.

Poza tym ja już od ponad 45 lat mieszkam w Nowym Jorku. Tam nauczyłem się języka, tam rozwijałem się jako muzyk. Niemal codziennie trasa – jakiś pociąg, autobus lub samolot, do tego próby, koncerty, dzięki czemu język jazzowy mam opanowany. I jestem dumny z tego wszystkiego, bo ja w zasadzie wyjechałem po to do Stanów. Żeby się sprawdzić, a dodatkowo byłem ciekaw, czy moje czucie muzyki jest prawdziwe i warte uwagi.

A na miejscu, w Nowym Jorku, interesował się pan tym, czym żyje to miasto? Chodził pan np. oglądać boks lub mecze koszykówki?

Owszem interesowałem się koszykówką, nawet bardzo dobrze grałem w basket w szkole. Jednak najważniejszy był tam dla mnie tenis. 36 lat prawie codziennie grałem w tenisa. Dawał mi najwięcej radości, a zaszczepił mi go Wojtek Fibak, który pomieszkiwał u mnie w momentach, kiedy przyjeżdżał do Nowego Jorku. Dlatego znam się bardzo dobrze na tenisie, i też bardzo prawidłowo w niego grałem.

Kończąc naszą rozmowę chciałbym spytać, czy jest jeszcze jakiś sufit do przebicia w pana wydaniu? Czy jeszcze coś potrafi pana w życiu zaskoczyć? W końcu wydawał pan muzykę w światowej sławy wytwórniach, dzielił pan scenę z gigantami jazzu, ma pan na koncie kilkanaście wydawnictw, stworzył pan warsztaty dla młodych artystów. To wszystko brzmi niesamowicie.

Szczerze mówiąc jak robię sobie czasem taki rachunek sumienia – ilość płyt, ilość nagrań, ilość wydarzeń, poznanych ludzi i tak dalej, to sam nie wierzę, że zdążyłem tyle w życiu zrobić. A z drugiej strony czuje się niepokorny. Pomimo przeciwności losu, pomimo różnych kłopotów i innych historii życiowych czas zrobił swoje. Dlatego zwariowałbym, gdybym nie miał kolejnych planów, kolejnych marzeń, kolejnych celów, do których dążyłem.

Więc jaki jest kolejny cel?

Aktualnie kończę płytę bluesową z zespołem wielkiego Body Guya. Jest to moja wersja bluesa i jestem z tego strasznie dumny, bo to granie przypomina mi 13-, 14-letniego Michałka, który jeździł beztrosko tramwajem i śpiewał bluesa, kiedy inni go nie widzieli i nie słyszeli.

Dziękujemy za rozmowę.

Już jutro startuje 13. edycja Urbanator Days

Po raz trzynasty Michał Urbaniak spotka się z młodymi muzykami

Renomowani jazzmani amerykańskich scen przyjadą do Łodzi i Warszawy na XIII edycję Urbanator Days na zaproszenie Michała Urbaniaka, światowej klasy kompozytora, skrzypka i saksofonisty, jedynego Polaka, który dostąpił zaszczytu gry z legendarnym Milesem Davisem. Po dwudniowej wizycie w Łodzi festiwal zawita do Warszawy, gdzie 10 listopada w Och-Teatrze o g. 20.00 odbędzie się koncert Urbanatora, a dzień wcześniej, 9 listopada Urbanator Days – zaprosi na warsztaty. W składzie tegorocznego Urbanatora usłyszymy między innymi Franka Parkera, Waltera Westa i Otto Williamsa.

Po raz trzynasty Michał Urbaniak spotka się z młodymi muzykami, żeby wraz z mistrzowską kadrą z Nowego Jorku zarazić ich miłością do jazzu, a następnie zagrać wspólny koncert. Bezpłatne warsztaty odbędą się 7 listopada, w Łódzkim Domu Kultury, zaś 8 listopada mieszkańcy Łodzi będą mogli posłuchać koncertu w wykonaniu muzyków i warsztatowiczów. W Warszawie warsztaty wystartują 9 listopada o godz. 15 w Ośrodku Kultury Ochota m.st. Warszawy, który jest współorganizatorem wydarzenia. Z kolei 10 listopada w Och-Teatrze o g. 20.00 odbędzie się finałowy koncert Urbanatora z udziałem uczestników warsztatów i profesjonalnych muzyków zaproszonych do projektu.

Idea Urbanatora realizowana od 2005 roku, zrodziła się w Nowym Jorku i zaowocowała współpracą z wydawnictwami wytworni Hip Bop Records potwierdzając pozycję festiwalu także na amerykańskim rynku. Celem wydarzenia jest spotkanie i wymiana energii twórczych w trakcie warsztatów muzycznych prowadzonych pod okiem najwybitniejszych artystów międzynarodowej sceny soulu, jazzu i rapu. Zwieńczeniem warsztatów jest koncert finałowy profesjonalnych muzyków oraz jam session z udziałem warsztatowiczów.

Wymyśliłem Urbanator Days, ponieważ chciałem dodać odwagi tym, którzy mają pasję – mówi Michał Urbaniak. – Tej muzyki i towarzyszącej jej emocji nie da się opowiedzieć. Ona przeszywa duszę. Trzyma przy życiu. Ale potrafi też zabijać, gdy się jest wrażliwym. Koncert przypomina chodzenie nad przepaścią przez kładkę, ale po drodze można jeszcze poszaleć!

Koncert i warsztaty

Urbanator Days to wydarzenie, które rokrocznie przyciąga pasjonatów muzyki. Prawdziwa gratka i dla tych, którzy pragną grać, śpiewać, rapować, oswoić się ze sceną, jak i dla miłośników jazzu, chcących obejrzeć ich w akcji podczas jam session z gwiazdami. Urbanator cieszy się ogromnym uznaniem artystów na całym świecie oraz zrzesza wokół siebie szerokie grono pasjonatów, którzy inspirując samych siebie – mogą zainspirować również innych.

Dotychczas w Urbanatorze udział wzięły takie tuzy muzyczne jak Lenny White , Frank Parker, Troy Miller (drums); All McDowell, Otto Williams (bas); Jon Dryden, Xantone Blacq, Pawel Tomaszewski (keyboards); Femi Temowo, Ed Hamilton, Jane Getter (guitar); Tom Browne , Michael Patches Stewart (trumpet); Solid, Andy Ninvalle, OSTR (rap), a efektem ich spotkań były kolejne płyty, które ukazywały się właśnie nakładem wytwórni Hip Bop Records. W lutym 2018 roku ukazała się najnowsza płyta Urbanator Days „Beats & Pieces”, która jest zapisem niezwykłego projektu, czyli wspólnego muzykowania Mistrza ze swoimi uczniami.

W tegorocznej edycji zagrają m.in. Frank Parker, Walter West., Otto Williams – gitarzysta basowy z Nowego Jorku. – Michał odkrył mnie, gdy miałem 19 lat – wspomina basista. Po latach muzyk, w którym Polak dostrzegł potencjał, zaczął grać z takimi artystami, jak: Sia, Jhelisa Anderson, Bobby Brown, Tyler James, Keziah Jones, Ray Charles, Cartel (Featuring Roy Ayres), I.G. New Sector Movements, Curlew, Steve Spacek i Masaki Ueda. W Łodzi i Warszawie artysta podzieli się doświadczeniem ze zdolną młodzieżą, a następnie zaprezentuje umiejętności podczas koncertu w łódzkim Teatrze Nowym, oraz w warszawskim Och – Teatrze.

Program Urbanator Days

Łódź:
7 listopada: warsztaty w Łódzkim Domu Kultury (ul. Traugutta 18), godz. 16
8 listopada: koncert w Teatrze Nowym (ul. Więckowskiego 15), godz. 19

Warszawa:
9 listopada: warsztaty w Ośrodku Kultury Ochoty (ul. Grójecka 75), godz. 15
10 listopada: koncert w Och-Teatrze (ul. Grójecka 65), godz. 20

Udział w warsztatach, po wcześniejszych zapisach, jest bezpłatny. Zapisy na bezpłatne warsztaty tutaj.
Bilety na koncert w cenie 80 i 40 zł. do nabycia w kasie Och-Teatru oraz online.

Nowy teledysk: Urbanator Days „Sunshine”

Michał Urbaniak razem z Warszawską Szkołą Filmową, Wydawnictwem Agora i firmą Stellarnotes odpowiadają za energetyzujący wideoklip utworu „Sunshine” z najnowszej płyty Urbanator Days. Autorką scenariusza i reżyserką jest Dora Laszlo-Gulyas, za zdjęcia odpowiada Cyprian Sliskowski, asystentami reżysera byli: Matt Bazarnik, Maciej Szustak i Jarek Zukowski. W rolach głównych występują artyści, którzy wzięli udział w nagraniu muzyki: Michał Urbaniak, Andy „Stewlocks” Ninvalle, Patrycja Zarychta, Marek Pędziwiatr i Michael Patches Stewart. O teledysku wypowiedział się również sam Michał Urbaniak: „Sunshine” to obrazek, w którym widać i słychać piękno nowej Warszawy, skąpanej w świetle letniego słońca.

#FridayRoundup: Kendrick Lamar, Ravyn Lenae, Urbanator Days i inni

Nie jest to może najbardziej płodny w nowe wydawnictwa okołosoulowe tydzień tego roku, ale wpisuje się w znaną dewizę, że dla każdego coś miłego. Mamy gwiazdorski soundtrack do prawdziwie czarnego nadchodzącego blockbustera Czarna Pantera sygnowany przez Kendricka Lamara, mamy eteryczne, ale melodyjne alt R&B inspirowane 80sami na nowej epce Ravyn Lenae, mamy nową odsłonę legendarnego jazzowego projektu Urbanator, mamy piękny showcase młodego londyńskiego jazzu, odrobinę trapu na nowej epce 2 Chainza, a na deser nowy album artpopowego tria Son Lux, który nie jest może szczególnie soulową pozycją, ale lubimy. Słowem — nie będziemy się nudzić w ten weekend. I wy też nie, o ile dacie się nam poprowadzić!


Black Panther the Album: Music From and Inspired By

Kendrick Lamar i inni

Top Dawg Ent.

Zdecydowanie zbyt rzadko dostajemy dobre ścieżki dźwiękowe do blockbusterów. Na szczęście, to może się zmienić z dzisiejsza premierą Black Panther, soundtracku do nadchodzącego filmu o tym samym tytule, którego produkcją zajął się najmocniejszy label na hip-hopowej scenie, TDE. 14 utworów, pełnych nieoczekiwanych kolaboracji, takich jak Khalid i Swae Lee czy Anderson .Paak i Ab-Soul, to praktycznie pewnik interesującego doświadczenia. Jeśli ktoś jednak spodziewa się materiału równie ambitnego, co ostatnie dokonania Kendricka Lamara, może się delikatnie zawieść. Dotychczasowe single, w tym “All The Stars” czy “Pray For Me’ pokazują, że brzmienie ścieżki dźwiękowej do kinowego hitu o superbohaterze będzie podyktowane hollywoodzkimi standardami. Tak czy inaczej, zapowiada się porządny materiał. Umieram z ciekawości, by go usłyszeć. — Adrian


Crush EP

Ravyn Lenae

Atlantic

Tak wysmakowanej fuzji alt R&B, neo-soulu i synth funku, jak ta przedstawiona na najnowszej epce Ravyn Lenae, nie było nam dane słyszeć od True Solange! A tymczasem okazuje się, że w 2017 roku R&B na syntezatorowych bitach połączone z uduchowionymi wokalami i funkową energią może brzmieć równie świeżo co przed pięcioma laty. Zresztą nie ma się czemu dziwić, jeśli produkcją zajął się znakomity Steve Lacy — w tym momencie najbardziej uzdolniony z neo-soulowych producentów. Sama Lenae składa sobie fenomenalne chórki w stylu Eryki Badu, a w wyższych rejestrach ucieka w stronę Aaliyah, a momentami nawet Kate Bush. Tych 16 minut muzyki zrobi wam nie tylko ten weekend, ale cały tydzień, miesiąc, a kto wie, może nawet rok. Zapomnijcie o Kendricku, to Lenae rozdaje karty w ten piątek! — Kurtek


Beats & Pieces

Urbanator Days

Agora

 

Michał Urbaniak wraca z nową płytą pod szyldem Uranator, chociaż tak naprawdę nie jest to nowy album zespołu. Ten w drodze, a dokładnie wczoraj premierę miał „Beats & Pieces”, album nagrany jako Urbanator Days. Nazwa to nieprzypadkowa, bo jest nawiązaniem do serii koncertów i warsztatów muzycznych, które Michał Urbaniak organizuje od lat, a ich ostatnia, jedenasta już edycja miała miejsce 2017 roku. Teraz najciekawsi młodzi twórcy, którzy brali udział w tych warsztatach także udzielają się na tym krążku. Nie jest to składanka, ale bardziej album Michała Urbaniaka z gościnnym udziałem różnej maści artystów – związanego z EABS i Night Marks Marka Pędziwiatra, wokalistki Patrycji Zarychty czy rapera z Bronxu Anthony’ego Millsa. Oprócz nich pojawiają się między innymi chłopaki z P.Unity, ale też utytułowani wykonawcy jak O.S.T.R. w przeróbce kawałka „J.A.Z.Z.” z trzeciej części Urbanatora i Grubson. Sam Urbaniak mówi, że hip-hop uratował jazz, a ta płyta jest właśnie fuzją tego gatunku z hip-hopem, ale nie tylko, bo jest tu również soulowo i elektronicznie, co słychać w rewelacyjnym singlu „Love Don’t Grow On Trees”. Zapowiada się smakowicie. — Dill


We Out Here

Różni wykonawcy

Bronswood Recordings

Ubiegły rok przyniósł wiele muzycznego dobra z Wielkiej Brytanii, a najwięcej go przyszło do nas od niezwykle dynamicznie rozwijającej się, młodej sceny jazzowej. Początek tego roku pokazuje, że ekspansja tych znakomitych dźwięków będzie kontynuowana, a najnowsza składanka wydana przez Brownswood Recordings jest kolejną rzeczą to potwierdzającą. Cały projekt nagrany został w trzy dni, podczas sesji w North West London studio. Dodamy, tylko że uczestniczyli w niej tak znakomite i obiecujące zespoły jak chociażby Ezra Collective czy Kokoroko, a dyrektorem całego przedsięwzięcia był genialny Shabaka Hutching. Posłuchajcie już dziś, czego będzie słuchać się w niedalekiej przyszłości. — efdote


Brighter Wounds

Son Lux

City Slang

Son Lux, podobnie jak Dirty Projectors czy Tune-Yards, niezmiennie przekształcają oblicze indie popu i czynią największy możliwy użytek z różnorodnej gamy stylistycznej i z samej struktury piosenki. Efektem są charakterystyczne, polifoniczne hybrydy. Brighter Wounds to chyba najbardziej melancholijny, ale też i najbardziej zbliżony do soulu album w dorobku tria z Nowego Jorku. Artystowskie, momentami filmowe, aranże przeplatają się tu z elektroniką i pełnymi uczucia partiami pianina i wokalu (tu prym wiedzie niewątpliwy highlight płyty — „Labor”). A wszystko to po to, by poczynić refleksje na temat nieuchronnego współistnienia smutku i radości w życiu każdego z nas. — Maja Danilenko


The Play Don’t Care Who Makes It

2 Chainz

Def Jam

Wydane w czerwcu ubiegłego roku Pretty Girls Like Trap Music nie zawiodło oczekiwań słuchaczy. 2 Chainz zapowiadał przed kilkoma dniami, że za chwilę do naszych głośników trafi jego nowy projekt. I faktycznie trafił! The Play Don’t Care Who Makes It to zaledwie czteroutworowa epka. Warto jednak zwrócić na nią uwagę, zwłaszcza że olbrzym z College Park jest zdecydowanie u szczytu swojej formy. Gościnnie pojawiają się YG oraz Offset, a za warstwę produkcyjną odpowiadają m.in. T-Minus i Street Runerz. Takie zagrania lubimy. — Mateusz