Nie bardzo rozumiem Ryana Leslie. Nie, żeby rozmyślanie o nim spędzało mi sen z powiek, ale zadziwia mnie swoimi wyborami odnośnie ostatniego singla. Dopiero co Wam pokazywałam teledysk do pierwszej wersji „Addiction”, a już pan Leslie raczy nas kolejną wersją klipu. Niestety, nie jest ona ani trochę lepsza od poprzedniej, wręcz pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest słaba i jeszcze bardziej amatorska. Nadal nie ma ślicznej Cassie, jest jakaś przeciętnej urody laseczka prześladująca Ryana oraz przeraźliwie chudy szkieletor, grający właściwą oblubienicę naszego głównego bohatera. Nie mógł nagrać jednego dobrego klipu zamiast dwóch kiepskich?



Komentarze