,,Klapki na oczach są bardziej domeną słuchaczy niż artystów” – Andrzej Cała dla sb.pl

Data: 4 listopada 2008 Autor: Komentarzy:

leksykon

Pozycja „Dusza, rytm, ciało. Leksykon muzyki r&b i soul” autorstwa Andrzeja Cały, Radka MiszczakaHirka Wrony ukazała się 20 października. W najbliższych dniach (10-11 listopada) książka trafi także do sprzedaży ogólnopolskiej. Premiera wydawnictwa posłużyła jako pretekst do wymiany kilku interesujących piłek na temat tegoż właśnie dzieła i ogólnej kondycji soulu i R&B w Polsce pomiędzy emm!, reprezentującą soulbowlowy zakon, Andrzejem Całą, współautorem ,,Duszy, rytmu, ciała…” Co wynikło z tego pionierskiego soulbowlowego wywiadu ? Czytajcie już po przerwie.

Calak z maleństwem
Po pierwsze – DLACZEGO? Skąd pomysł i potrzeba stworzenia takiej książki?

 

Andrzej Cała: Podobnie jak pomyśleliśmy przy okazji tworzenia hiphopowego Leksykonu, dostrzegliśmy ogromną lukę na rynku rodzimych pozycji, w postaci braku jakiejkolwiek rzetelnej publikacji na temat czarnych brzmień. A skoro czegoś nie ma i czasem nam tego brakuje chociażby w codziennej pracy dziennikarskiej, trzeba to zrobić. Może nie tyle trzeba, co warto. Nie należymy z Radkiem i Hirkiem do ludzi, którzy tylko głośną krzyczą i wiecznie narzekają, że czegoś im brakuje, wolimy nasz czas i siły poświęcić na konstruktywne działania. Przy okazji dołączyły się do projektu osoby, które mają podobne podejście jak my, no i jakoś poszło.

 

Ile czasu i pracy trzeba poświęcić na zrobienie takiego potężnego dzieła?

 

Najlepiej zapytać o to naszych bliskich, bo oni umieją to realnie ocenić. Czas i praca są tak naprawdę niemożliwe do policzenia i pewnie nigdy się nie zwrócą. Chodzi nie tylko o faktyczną pracę w postaci haseł, który Ty jako czytelnik już widzisz, ale pewne obciążenia psychiczne, konieczność maksymalnego prześwietlenia wszystkich możliwych źródeł. Jeśli jednak napiszę, że w ciągu ostatnich dwóch lat zajęło nam to praktycznie 2/3 wolnego czasu (którego za wiele nie ma, bo normalnie pracujemy, mamy rodziny, związki, życie towarzyskie), pewnie będę bliski prawdy.

 

Zrobiliście to raczej dla siebie, dla idei, czy macie misję edukacyjną wzorem old schoolowych encyklopedystów spod znaku Diderot, etc.?

 

Nie, misji chyba nie mamy, przynajmniej ja o niej nie wiem. Nie jestem na tyle naiwny, by sądzić, że kogoś nawrócimy na dobrą muzykę, chociaż fajnie byłoby otworzyć chociaż w kilku głowach jakieś klapki. Zrobiliśmy to, żeby przynajmniej kilkadziesiąt osób w tym kraju miało na półce pięknie wydany, rzetelnie napisany, urozmaicony w dodatku wieloma świetnymi rankingami i tekstami uzupełniającymi, przewodnik po fantastycznej muzyce. No i przy okazji jesteśmy pasjonatami, to powinno już bardzo dużo wyjaśniać.

 

Leksykon … to raczej pozycja rozrywkowa czy naukowa ? Z jakich źródeł korzystaliście przy tworzeniu haseł – swojej własnej wiedzy, doświadczenia, znajomości z artystami, zasobów nieszczęsnego Internetu, czy zagranicznych pozycji tego typu, itd?

 

Ze wszystkiego po trochu, a poza tym – Internet wcale nie jest niczym nieszczęsnym, kwestia wykorzystywania go właściwie i tak jak należy. Każde z tych źródeł, o których wspomniałaś, było przez nas wykorzystywane. Dodam kontakty z wytwórniami muzycznymi, menedżerami artystów, kanały koleżeńskie.

 

Co zaś się tyczy pierwszej części pytania – chyba i jedno i drugie, oczywiście jeśli przez naukę rozumieć zasób wiedzy i zawartych w nim informacji.

 

W materiałach prasowych znalazłam informację, że przy powstawaniu poszczególnych profili pozwalaliście sobie na subiektywne komentarze. Czy to nie idzie w sprzeczności z ideą obiektywizmu właściwą encyklopediom?

 

Ten subiektywizm jest każdorazowo poparty faktami, po prostu wolimy ożywioną formę niż suche podanie liczb, miejsc, dat i nazwisk. W żadnym wypadku nie moralizujemy, nie narzucamy naszego zdania, zresztą po zapoznaniu się z całością łatwo będzie dostrzec na czym ten subiektywizm polega.

 

Jak jest z odbiorem soulu/R&B nad Wisłą? Liczba słuchaczy wzrasta, maleje? Jak jest z ich wyrobieniem i rozumieniem tego gatunku muzyki?

 

Nie mnie oceniać, ale gdy widzę frekwencję na koncertach nawet mniej znanych i popularnych artystów z Zachodu to trudno się nie uśmiechnąć. Zresztą nie chodzi tak naprawdę o ilość, ważne, aby byli to ludzie coś sobą reprezentujący. Co z tego, że polskiego hip hopu słuchają zapewne setki tysięcy ludzi, skoro część z nich to osoby, których światopogląd zamyka się na osiedlowej ławce, trzech płytach i wiecznie zwisającą z ust śliną, wyrażającą życiową frustrację? Wydaje mi się, że fani soulu i r&b są w porównaniu z nimi jakieś trzy tysiące lat świetlnych do przodu. Poza tymi, którzy mają pięć polskich płyt na krzyż, wysłuchali jeszcze może jedną płytę Maxwella, dwie Jill Scott a trzy Ms. Keys, bo Ci „psycho fani” swoim zacietrzewieniem dorównują hiphopowym troglodytom. To też pewna sztuka, bo konkurencja niezwykle silna.

 

Jaki jest sens tworzenia Leksykonu … w epoce google i wikipedii, kiedy praktycznie wszystkich i wszystko można ,,wygooglać” w parę sekund?

 

A jaki sens ma słuchanie pierdzących mp3, gdy można mieć na półce pięknie wydany album, którym możesz się pochwalić ludziom, cieszyć, wertować książeczkę? Dla mnie odwracając poniekąd sytuację, tak jest z książką. Jesteśmy z pokolenia, które internet wykorzystuje jako pomoc w życiu codziennym, a nie wyrocznię i punkt ostateczny. Dlatego w życiu żadnej książki nie przeczytałem w wydaniu internetowym, a muzyka to dla mnie coś dostępnego na nośniku, a nie w zapisie zero-jedynkowym.

 

Sens jest w momencie, gdy możesz sprezentować bliskim taką pamiątkę, gdy możesz bez odpalania komputera i wertowania stu stron ze sprzecznymi informacjami, sięgnąć po coś, co te informacje ma już przefiltrowane i spisane w estetyczny sposób.

 

Myślisz, że taka klasyfikacja, w ogóle JAKAKOLWIEK, służy muzyce?

 

Myślę, że we wstępie (cf. wstęp, przyp. emm!) do książki wszystko to ładnie wyjaśniliśmy. A nawet nie tyle myślę, co jestem pewien.

 

Czy powstawaniu książki mieliście jakiś klucz co do selekcji artystów? Jaki?

 

Jak to Radek na wstępie pracy nad książką do mnie powiedział – „po pierwsze sprawdź swoją półkę z płytami i o wszystkim co tam jest piszemy, a o reszcie możemy napomknąć:. To oczywiście żart, ale… Generalnie poza krążkami najmłodszych gwiazd pokolenia MySpace, nad którymi nie nadążam (często żałuję tego, bo ludzie Ci robią mega rzeczy), słyszeliśmy z Radkiem i Hirkiem chyba o wszystkich ciekawych artystach z nurtu, któremu poświęcona jest książka, więc selekcja opierała się w oparciu o tę wiedzę i została uzupełniona o postaci, które może nie są nam bliskie, ale jakiś związek z amerykańskim R&B (czyli trochę innym popem, jakby nie było) miały albo mają. Z góry uprzedzając kolejne pytanie dodam, że wątpliwości i pewne braki, nieścisłości zawsze będą przy okazji takiego materiału. Być może brakuje jeszcze co najmniej 50, a może nawet 150 osób, które mogłyby spokojnie się znaleźć, ale jakiś tam ogranicznik należało sobie przyjąć i moim zdaniem przynajmniej na 99,9% jest on właściwy.

 

Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że Leksykon … ze względu na to właśnie zamknięte grono słuchaczy tego typu muzyki może mieć nawet mniejszy krąg odbiorców niż „Beaty, Rymy, Życie” ? Zakładaliście w ogóle do ilu konkretnie ludzi chcielibyście dotrzeć ?

 

Nie no, w żadnym wypadku nie mieliśmy konkretnego założenia, że ma to być 3,5 tys. ludzi i koniec kropka. Ja poza tym nie wiem, czy to grono jest zamknięte, miałem na myśli przede wszystkim fanów polskiego – ekhem – soulu i R&B, natomiast w żaden sposób nie umiem ocenić (bo i w jaki sposób niby?), że się tak wyrażę – liczebności, potencjalnych odbiorców Leksykonu. Może ktoś go kupi swoim rodzicom, bo Ci słuchali Jamesa Browna i Curtisa Mayfielda, może ktoś nabędzie go, chcąc poczytać o Jamiroquai i Brand New Heavies, na pewno znajdą się Ci, którzy z miejsca zaczną wertować pozycje pokroju Destiny’s Child. Wybór jest na tyle szeroki, że – zachowując odpowiednie proporcje i dystans – dla każdego coś miłego.

 

Bardzo mi się podoba to, że szukacie połączeń pomiędzy artystami, którzy na pierwszy rzut oka (ucha) nie należą do rodziny soulu/R&B, choć jak się okazuje mają całkiem sporo z nią wspólnego, ale z drugiej strony myślisz, że to nie uwłacza takiej Ursuli Rucker, że wrzucacie ją do jednej książki razem z taką Cassie czy JoJo?

 

Zapytaj się Ursuli Rucker. Swoją drogą dziwi mnie takie pytanie chwilę po tym, jak sama pytałaś o to czy klasyfikowanie jakkolwiek służy muzyce*. Biorąc pod uwagę, że podziemna raperka Apani B powiedziała mi kiedyś, że marzy o tym, aby kiedyś nagrać coś z Britney Spears, a wspomniana przez Ciebie Ursula Rucker z ogromną estymą wypowiadała się o chociażby o Amerie, to chyba najlepsza odpowiedź. Klapki na oczach są bardziej domeną słuchaczy niż artystów, Ci bardziej umieją docenić samych siebie. Odpowiedź krótka brzmi zatem – nie, nie uważam tak i myślę, że pozostali autorzy podtrzymają moje zdanie.

 

Leksykonie można znaleźć prężną reprezentację Stanów Zjednoczonych, Wysp Brytyjskich, jest również parę rodzynków z Europy i Japonii, nie ma jednak polskich wykonawców. Dlaczego?

 

Są przecież Sistars, Sofa. Kogo niby mieliśmy dać więcej? Ewę Sonnet aka „iiii areeenbiiii”?! Grupy nagrywające szóstą demówkę i mające stałą grupę 200 fanów, którzy mega głośno krzyczą w internecie, ale nie są w stanie zapełnić nawet dużego klubu na koncercie swoich ulubieńców?! Mogę nawiązać do poprzedniego pytania – czy nie uwłaczałoby Sy Smith, że tuż obok jest jakaś polska grupa, której muzycy kopiują jej patenty i śpiewają po angielsku tylko dlatego, żeby ukryć, iż w swoich tekstach nie mają nic ciekawego do przekazania? Żałuję dwóch pominiętych projektów, czyli fantastycznej Muzykoterapii i trochę zapomnianego (niesłusznie, ale jak się okazuje nawet my o nich trochę zapomnieliśmy) Lari Fari. Te dwie formacje bez wątpienia powinny się znaleźć, ale… Wiemy to dopiero po czasie, więc co najwyżej możemy uderzyć się w piersi.

 

Uważasz, że takie ,,świeżynki” jak Jazmine Sillivan zaistniały na tyle, by znaleźć się w Leksykonie … ?

 

Jeśli polecają Cię Jill Scott, Questlove, a debiutancki singiel produkuje Ci Missy Elliott to znaczy, że zasługujesz na większą uwagę niż 1/3 artystów z pięcioma płytami na koncie. Nawet jeśli Jazmine jeszcze nie pokazała pełni talentu, to pewnego dnia będzie rozdzielała karty w tej grze.

 

MUSZE zadać te pytanie. We wstępie do Leksykonu … jest wiele ,,oskarowych momentów” i czemu nie. Mnie natomiast zaintrygował pewien cytat. Co, Twoim zdaniem, Paulo Coelho ma wspólnego z soulem/R&B?

 

Nic, to wstęp autorski. Kiedyś natknąłem się na to zdanie wypowiedziane przez niego (abstrahując to nie jest to w ogóle pisarz, którego jakoś szczególnie lubię) i wydało mi się na tyle fajne, że postanowiłem wykorzystać akurat przy tej okazji. Większej historii tutaj nie ma.

 

Co dalej? Będą następne części? Może teraz planujecie penetrować inne rejony muzyczne, zastanawialiście się już nad tym?

 

Na razie chcemy skupić się nad promocją książki i próbą dotarcia z nią do jak najszerszego grona ludzi. Może za rok czasu pomyślimy o tym, by zrobić coś innego. Szczerze mówiąc to jednak nie wiem jeszcze. Przychodzi w życiu taki moment, że po tym, jak wykonało się kilka kroków ku „nazwiskowej nieśmiertelności” (bo książka, szczególnie tak wydana jak nasza, przetrwa długo), czas pomyśleć chociażby o postawieniu domu i zasadzeniu drzewa.

 

Przy okazji widzę, że im młodsi ludzie zaczynają słuchać muzyki i wypowiadać się na jej temat w Internecie, tym więcej jadu i podejścia do życia w stylu „bo ja wszystko wiem”, a dla takich ludzi nie bardzo mam chyba ochotę cokolwiek robić, bo nie stanowią dla mnie żadnych partnerów do jakkolwiek rozumianej współpracy. Kiedyś o muzyce się godzinami dyskutowało, teraz wymienia się do niej linki i krzykliwe uwagi, nie mające nic wspólnego z merytoryczną, fajną rozmową. W jakimś stopniu mam wrażenie, że to już nie mój świat. A jako, że jestem pewny, iż nikt z tych głośnych krzykaczy nie pokusi się w życiu o nic więcej konstruktywnego niż założenie bloga/ strony, to mogę spać spokojnie i uznać ten tytuł, poprzednią książkę „Beaty, Rymy, Życie” i uczciwą codzienną pracę jako spłacenie swojego długu wobec wielkiej życiowej pasji.

 

Na koniec serdeczne pozdrowienia dla Soulbowla, a szczególnie dla naczelnej Siostry, która bardzo nam pomogła przy książce. Róbcie dalej to, co robicie do tej pory, a być może pewnego dnia doczekamy się takiego audytorium, dla którego warto będzie napisać kolejną pozycję. Jako życiowy idealista i człowiek zawsze szukający pozytywów, po cichu w to wierzę.

Z wysokiej góry wielkie dzięki za czas poświęcony na odpowiedzi na pytania soulowej miski!

,,Rozmawiała” emm z wykrzyknikiem!

* Tak tylko pytam, przyp., emm!

Komentarze

komentarzy