
Do tegorocznych świąt pozostało już właściwie zaledwie 10 dni. Tymczasem w Nowym Orleanie Boże Narodzenie już zagościło na dobre, przynajmniej jeśli wierzyć temu, co pół wieku temu wyśpiewywał Louis Armstrong. Sami oceńcie na ile jest to dla Was świąteczne, a na ile bardziej w stylu epoki czy samego Armstronga. Ja ostatnio jestem na tyle zasłuchany w muzyce z ubiegłych dekad, że muszę przyznać, że sam nie potrafię zmierzyć tego wskaźnika świąteczności, jaki zastosowałem m.in. krytykując ostatnią pozycję Keyshii Cole, jeszcze kilka dni temu. Nie mniej jednak Louis był genialny, także w święta i na święta. Oczywiście tradycyjnie polecam nie tylko tę nieco ponad trzyminutową nowoorleańską przygodę, ale dłuższą wycieczką z Louisem i Ellą w świat czarnego bigbandowego jazzu lat 50tych. „Christmas In New Orleans” po skoku!


Komentarze