
Witajcie, drodzy uczestnicy cyberprzestrzeni, gustujący w ciepłych, czarnych brzmieniach. Mam dzisiaj dla Was 3 informacje. Wszystkie są dobre, ale – jak sami zobaczycie – jednocześnie całkiem dziwaczne.
Po pierwsze, Craig David, o którym nie było tu ani widu ani słychu od dawien dawna, dokonał poważnego kroku w swojej karierze. Wokalista, zwany przez ich moi wyżej podpisaną ,,Krejdżiną”, podpisał właśnie nowy kontrakt płytowy z wytwórnią Universal. Miejmy nadzieję, że wpłynie to pozytywnie na pozycję i dalszy muzyczny rozwój tej jednej z najmniej docenianych, ale również najbardziej pechowych postaci show-biznesu. Bo dziwne przypadki Craiga Ashley’a Davida zdają się nie mieć końca, o czym więcej w punkcie drugim …
Otóż, jak głosi oficjalny profil face-shitowy Krejdżiny, wystąpi on w ten poniedziałek (05.10.2009 r.) w Gdańsku podczas otwierającego sezon meczu koszykówki pomiędzy drużynami Polski i Rosji. Gdy jednak wgłębimy się w szczegóły od strony polskiej, okaże się, że owszem Craig Krejdżina wystąpi w Trójmieście jutro, choć nie w Gdańsku, a w gdyńskiej Hali Widowiskowo-Sportowej (takiej nowej, co se wybudowali), a mecz z CSKA Moskwa posłuży także do oficjalnej prezentacji zawodników Asseco Prokom Gdynia. Podobno bilety były w BARDZO atrakcyjnych cenach, ale najprawdopodobniej już ich nie ma. Ale to nawet nie o to chodzi. Bo chodzi o to, czy wiedzieliście o tym wcześniej ? (!) Ja tak jakby jestem z Gdańska, ale żadne tutejsze ptaki, ni gdańskie ni gdyńskie, a tym bardziej sopockie, mi o tym nie śpiewały. Niniejszym ogłaszam to wydarzenie mianem nie tylko ,,the tajemnicy of the enigmy” roku 2009, ale także ,,chałtury sezonu”. Mazel tov, Craig !
Po trzecie i zarazem ostatnie. Nie wiem, czy jeszcze to pamiętacie, ale mój pierwszy wpis na soulbowlu dotyczył właśnie wyżej wymienionego. Tak się składa, że to, co teraz jesteście uprzejmi przeczytać, to moje ostatnie tutaj słowa. Niniejszym koło się zamknęło. Nie, nikt mnie nie wywalił (żartujecie?!). To moja ostateczna decyzja, powodowana głównie własnym widzimisię i powódkami osobistymi (a jak!). Jestem teraz oficjalnie do wzięcia, więc jeśli ktoś potrzebowałby jakiegoś ignoranta o niewyparzonej gębie, mam nadal ten sam adres (emm3000@gmail.com). Dowiedziałam się tutaj wielu intrygujących rzeczy, nie tylko o muzyce, ale także o sobie, świecie i ludziach (to tak głęboko zabrzmiało, zupełnie nie w moim stylu!), a zatem:


Komentarze