„Codzienność to wystarczająca dawka natchnienia” – J*Davey dla soulbowl.pl

Data: 25 maja 2011 Autor: Komentarzy:

SONY DSC

Niespodzianka dla Was od nas. Raz w miesiącu będziecie mogli poczytać odpowiedzi którejś z zagranicznych gwiazd z soulbowlowej miski na kilka naszych pytań. Często będą to artyści niszowi, ale mamy już w zanadrzu gwiazdy wielkiego formatu. Na pierwszy ogień poszedł duet J*Davey. Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam dosłownie wszystko co wychodzi spod ich rąk. Co mają do powiedzenia Jack DaveyBrook D’Leau?

Co stanowi dla was największą inspirację?

B: Życie było dla mnie zawsze największą inspiracją. Cokolwiek z tego, co się dzieje wokół mnie, czy gdziekolwiek na świecie, aż po rozmowy z przypadkowymi ludźmi na ulicy, wszystko to jest dla mnie kopalnią kreatywnych pomysłów.

J: Zgadzam się. Codzienność to wystarczająca dawka natchnienia.

Czy wasze obecne brzmienie było zaplanowane od początku, czy był to efekt ewolucji od np bardziej soulowego, standardowego?

B: Jesteśmy bez wątpienia beznadziejni jeśli chodzi o planowanie naszego brzmienia, więc staramy się zacząć od zera za każdym razem, kiedy coś tworzymy.
J: Trudno jest zaplanować taki naturalny, wypływający prosto z twojego wnętrza proces. Tworzenie muzyki to przedłużenie naszego jestestwa, więc po prostu robimy to.

Stworzyliście unikatowy styl muzyczny, który dziś jest postrzegany jako synth bądź future soul. Czy faktyczne czujecie sie częścią tej fali?

J: To świetnie, że ludzie starają się być na bieżąco i dokonać definicji brzmienia, które możnaby określić jako progresywne, ale my nie odnajdujemy w tym żadnej niszy, w której czulibyśmy się szczególnie komfortowo. Nie jesteśmy ograniczeni. Nasze brzmienie i styl cały czas ewoluują i przechodzą rozwój, więc nie chcemy siebie sami szufladkować w żaden sposób.

Co sądzicie na temat postępującej technologizacji w muzyce, między innymi o aplikacji efektu Auto-Tune, spopularyzowanego przez T-Paina, jako procesora wokali, a nie jako narzędzia do wyrównywania dźwięków wypadających poza tonacją, jak miało to miejsce w przypadku początkowych zastosowań AT?

B: Technologia może być zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem [twórczości i kariery], więc należy być ostrożnym w jej używaniu. Myślę jednak, że zawsze jest gdzieś jakieś miejsce dla każdego gatunku, stylu czy brzmienia.

Na waszych epkach The Great Mistapes słuchać pewne odejście od brzmienia z The Land of Distortion/the Land of the Lost. Czego można sie spodziewać na waszych następnych wydawnictwach?

B: Nieustannie ewoluujemy jako twórcy, toteż trzymanie się kurczowo jakiegoś, ściśle określonego stylu czy brzmienia nigdy nie jest naszym celem.

Jak wygląda Wasza praca nad albumem? Wchodzicie do studia i improwizujecie czy jest to efekt zbierania i kumulowania pomysłów przez dłuższy czas?

J: Nie mamy żadnego określonego procederu. Po prostu – wbijamy do studia i nawijamy.

Kiedy można spodziewać się waszego nowego albumu?

J: Tego lata.

Kolaboracja z jakim artystą lub zespołem przyniosłaby Wam największą radość i przyjemność?

B: Brian Eno.
J: Rick Rubin.

Mieliście wystąpić w Polsce, niestety nie udało się. Czy planujecie odwiedzić nasz kraj w niedalekiej przyszłości?

B: ZDECYDOWANIE!

Dziękujemy za rozmowę.

Komentarze

komentarzy