Eklektik Session: Boxed

Relacja: Jamie Woon w warszawskiej Proximie

Data: 18 listopada 2011 Autor: Komentarzy:

jamie-woon_proxima_16112011_01-copy

fot. J. Talacha / jtfotoblog.wordpress.com

Po rewelacyjnym albumie ‘Mirrorwriting’ Jamie zostaje zaproszony do Polski po raz drugi. Z niecierpliwością czekałam na koncert artysty. Szczerze przyznam, że debiutancki album Woona to jeden z moich faworytów roku 2011. Chwilę po 20.00 dźwiękowy iluzjonista wychodzi na scenę i? Cała magia i intymność krążka znika…

Jedną z właściwości muzyki, którą tworzy nasz pupil jest to, że zamykając oczy przenosisz się do miejsca, gdzie jest Ci najlepiej. Dryfujesz sobie pełen radości i niewyjaśnionej wewnętrznej mocy, by na koniec, po ostatniej zagranej i usłyszanej nucie otworzyć oczy i wrócić do rzeczywistości. Koncert w Proximie utwierdził mnie, że niektórych lepiej jest słuchać, aniżeli oglądać.

W ramach usprawiedliwienia mojego rozczarowania powiem, że to nie wina artysty, który wkładał wszelkie swe siły, żeby jakoś unieść to wszystko. Talentu i charyzmy odmówić mu nie można. To ludzie i miejsce, jakim jest klub Proxima zniszczyli łunę Woona. Towarzystwo zgromadzone na koncercie sprawiło wrażenie mocno zainteresowanego prywatnymi rozmowami, oblężeniem klubowego baru, zaprezentowaniem znajomtym swoich nowych spodni rurek, ale nie występem Anglika. Frekwencja na koncercie była na tyle wysoka, że nie dało sie już nabyć biletów przed samym koncertem, ale doskonale było widać, że nie ilość, ale jakość publiczności stanowi o atmosferze takich imprez. Klimat skuteczenie psuło także nagłośnienie, co szczególnie dawało nam znać, gdy muzyk chciał nam coś powiedzieć między utworami, ledwo dało sie go w tych momentach zrozumieć.

Dane nam było usłyszeć prawie wszystkie utwory z debiutanckiego krążka. Koncert rozpoczął się od piosenki ‚Echoes’. Tłum oszalał szczególnie przy singlowym ‚Night Air’ oraz o dziwo – ‚Lady Luck’. Publiczność (rzecz jasna ta, zgromadzona najbliżej sceny) śpiewała każdy fragment utworu. Woon doskonale balansował jedwabnym wokalem dodając do każdego numeru swoją gitarkę, z którą praktycznie się nie rozstawał. Szczególnie miłym akcentem okazały się numery z epki wokalisty – ‚Wayfaring Stranger’. Dodać trzeba, że każda piosenka miała zupełnie inny aranż niż na płycie. Brakowało charakterystycznych szmerów, plumkań. W ramach rekompensaty pojawiły się dobre remixy każdego z kawałków.

jamie-woon_proxima_16112011_03

fot. J. Talacha / jtfotoblog.wordpress.com

Podczas całości występu Jamiego silnie odczuwalny był brak zespołu. Substytutem dla niego miał być sam Royce Wood Junior – utalentowany muzyk, producent odpowiedzialny za część brzmienia ‚Mirrorwriting’. Na koncercie odegrał rolę człowieka orkiestry, który puszczał z komputera gotowe podkłady, trochę do tego zagrał to na gitarze, to na klawiszach, to na wybrakowanej perkusji. Niestety, poza tym pierwszym, jego wkład w koncert był może i odczuwalny, ale niewiele wnoszący do końcowego wrażenia. Nikt nawet nie zatęsknił za nim podczas bisu, na którym artysta zaprezentował się w stu procentach solowo.

Jamie Woon

fot. J. Talacha / jtfotoblog.wordpress.com

Środowy wieczór, podczas którego odbył się koncert pana Woona należał do najmroźniejszych tej jesieni, niestety występ artysty nie zmienił stanu rzeczy. Wśród w dużym stopniu nieobeznanej z muzyką Jamiego publiczności panował chłód i obojętność, tylko na twarzach nielicznych (tych stojących blisko sceny!) było widać radość z muzyki, którą usłyszeli. Daj Bóg, żeby już 25 marca we Wrocławiu było lepiej.
Takie z nas narzekadła. ChojnyLejdi K

Komentarze

komentarzy

Eklektik Session: Boxed