Lubię mainstream. Lubię całe to „na bogato”. Na ten klip można patrzeć i patrzeć (paczeć i paczeć?). Jest NAPRAWDĘ dobry. A wręcz BARDZO NAPRAWDĘ dobry. Lil’ Wayne od kiedy wyszedł z kicia stał sie bardzo artystycznym chłopem, nie sądzicie? Klip rozpoczyna ujęcie wytatuowanego Weezy’ego bez koszulki. Po oddaleniu widzimy wiadra z farbą, drabinę i proste oświetlenie. Już samo to przeczy wszystkim stereotypom odnośnie rapowego klipu.
Co ciekawe, Bruno Mars ani razu nie pojawia się w jednym ujęciu z Waynem. Nie do końca wiadomo, czy taki był zamysł reżysera, czy po prostu panowie mieli wspólnych luk w terminarzach. Niestety dla pań, Mars ma na sobie komplet ubrań. I ręce w czerwonej farbie. Gdyż, jak się już pewnie zdołaliście domyślić, ewentualnie obaj panowie bawią się w Jacksona Pollocka.
Ciekawszą osobą w tym teledysku zdecydowanie jest Weezy. Kamera skupia się na jego tatuażach w kształcie płynących łez oraz blizny na plecach. Cały wydźwięk klipu w stosunku do rapera jest taki, iż zostawia on za sobą przeszłość i podąża w kierunku tworzenia sztuki. Na końcu widzimy bowiem dzieło obu panów – mroczne, ale piękne.



Komentarze