Recenzja: Ten Typ Mes Trzeba było zostać dresiarzem

Data: 27 kwietnia 2014 Autor: Komentarzy:

Ten Typ Mes

Trzeba było zostać dresiarzem (2014)

Alkopoligamia

Ten Typ Mes to raper praktycznie niezawodny. Na przestrzenni ostatniej dekady rzadko zdarzały mu się wpadki, czego efektem było uzyskanie niezachwianego szacunku przedstawicieli nurtu oraz stałego grona entuzjastów. Nie ma co ukrywać, że zeszłoroczny album warszawiaka nie zaspokoił do końca apetytów tych drugich. Prawda, na Lepszych Żbikach można odnaleźć sporo porządnych rozwiązań. Przyzwyczailiśmy się jednak do faktu, że Szmidt z powodzeniem potrafi wypełnić cały utwór w pojedynkę. Przedpremierowe informacje dotyczące sporadycznych gości za mikrofonem na TBZD stanowiły więc dobrą prognozę.

Dobór singli zwiastujących nadchodzące wydawnictwo mógł wywołać zakłopotanie. Tytułowy utwór był lekkostrawną przystawką, jednak zaskakujące brzmienie „Loveyourlife” i niesztampowa konwencja „Tul Petardę” wprawiły ogół w zdumienie. Pozostałe z nich dotykały zupełnie nowych rejonów — charakterystykę nadętej chojraczki czy zdrowego głosu w definiowaniu patriotycznych wizji Polaków. Po przesłuchaniu całego albumu emocje nie opadły.

Punkt pierwszy, flow. Warszawiak od zawsze stawiał nacisk, by nie zanudzić nim słuchaczy. Jest jednym z niewielu polskich raperów, którzy potrafią śpiewać. Słychać to dobrze w „Esc”, „Będę na działce” czy fenomenalnej „Ikarusałce”. Nie zawodzi również kiedy rapuje. Na chwilę przed premierą Lepszych Żbików ukazał się ”Lepszy Żbik” – utwór, będący luźną rozgrzewką, która ostatecznie nie znalazła się na płycie. Potwierdzała jednak, że nieskrępowany Mes nie zna ograniczeń i ciągle eksperymentuje. Dalszą ewolucję obserwujemy na TBZD, gdzie roi się od przekombinowanych linijek oraz czasem zupełnie innowacyjnych na polskim podwórku intonacjach i modulacjach. Wiem, na myśl przychodzi „Nuda…”, „Co u żuka?” czy „Loveyourlife”. Słusznie, jednak to „Auta (Spontan)” potwierdzają, że Ten Typ wzlatuje na najwyższe poziomy. Biorąc pod uwagę powyższy akapit nie waham się napisać, że TBZD jest pod względem flow najbardziej różnorodną płytą w historii polskiego rapu.

Niepodważalnym atutem płyty jest jej wszechstronność. Mamy do czynienia zarówno z przykuwającymi uwagę storytellingami, jak i nieporuszanymi dotąd w polskim hip hopie tematami. Ten Typ nie ma przy tym potrzeby, by TBZD usilnie pod tym względem wychwalać. Dotyka również znajomych zagadnień, jednak za każdym razem robi to inteligentnie i z klasą.

Odważne rozwiązania nie zachwiały, a wzbogaciły proporcje płyty. W rezultacie na TBZD spotkali się m.in. Andrzej Dąbrowski, Olaf Deriglasoff, Skubas, Lower Entrance, Whitehouse, Szogun, Peja czy Dj Eprom. Mes nie porzucił przy tym wcześniejszych inspiracji, obojętnie czy są one muzyczne czy światopoglądowe — w „Wyjdź z czołgu” czuć klimat nagrań Devina, a w „Ponagla mnie” śmiało można odnaleźć ducha Bukowskiego.

Szmidt niejednokrotnie wspominał, że czuje potrzebę uzewnętrzniać się emocjonalnie na swoich płytach. Tak jest i w tym przypadku, choć nieco z mniejszym natężeniem. TBZD jest pełne intrygujących przemyśleń i trafnych spostrzeżeń. Refleksje trzydziestoparoletniego kawalera nadal wwiercają się w pamięć. Zmienił się co prawda ich charakter i otoczenie — „Będę na działce” zastępuje „Happy Home”, a „Ponagla mnie” wskakuje na miejsce „Szukam…”.

Nie ukrywam, że śledzenie transformacji fragmentów życia Piotra oraz jego nowych obserwacji jest rzeczą interesującą. TBZD to kolejny rozdział autobiografii bogatej w pasję i emocje, od których słuchacze z pewnością nie dostaną czkawki.

Komentarze

komentarzy