ten typ mes

Recenzja: Ten Typ Mes Rapersampler

Ten Typ Mes

Rapersampler (2018)

Alkopoligamia

Temat małych ojczyzn w polskim rapie ma się dobrze od lat. O.S.T.R. do znudzenia w swoich utworach powraca na łódzkie Bałuty. W Warszawie jedną z najsłynniejszych miejscówek jest Ursynów, o którym nawijali Pezet, Onar czy Vienio („warszawski Ursynów ta rzecz się tu dzieje”). Podobną rolę pełnił Służew w tekstach Włodiego czy Tedego. Myślę, że w stolicy znalazłoby się jeszcze kilka tego typu miejsc — czy to całych dzielnic, czy jedynie osiedli.

Wyględów, czyli część warszawskiego Mokotowa, powoli zaczyna funkcjonować na „hip-hopowej mapie”. Słuchacze rapu mogą kojarzyć ją z bastionem Alkopoligamii. Właśnie o Wyględowie nagrał płytę główny przedstawiciel Alko — Ten Typ Mes. Tyle że w przeciwieństwie do wcześniej wymienionych raperów, nie stara się on tekstami wykreować niebezpiecznego wizerunku sąsiedztwa ani zawłaszczyć prawa do dominacji na tamtym terenie. Na albumie Rapersampler wciela się raczej w rolę lokalnego flanera, który, wtapiając się w tłum, potrafi swoim bacznym okiem wyłapać każdy szczegół składający się na klimat okolicy. To odpowiednia dla niego rola, bo mówienie w skali mikro wychodzi mu nawet lepiej niż słowa w skali makro.

„Poprzednia płyta to zbiór tego, co boli, co ważne. Ta będzie zbiorem paraboli okolic doraźnych” — tak o Rapersampler mówi sam Mes. Faktycznie, widać duży przeskok tematyczny między najnowszym wydawnictwem a Ała. Tym razem raper postanowił przyjrzeć się temu, co dzieje się dookoła. Owe „parabole okolic doraźnych” to historie o bliskich mu miejscach (takich jak poczta czy stacja paliw niedaleko domu) i o ludziach z sąsiedztwa (o tym, jak potrafią zaskakiwać go swoją życzliwością). Raper, przynajmniej częściowo, dał nam odpocząć od patetyczności i narcyzmu, do których przyzwyczaił słuchaczy. Wspomnienie terapii pojawia się bodajże jednokrotnie. Mniej tu również „wielkich spraw”, o których próbował prawić na poprzedniej płycie. Tematy moralności czy religii pojawiają się raczej jako pojedyncze wersy. Mes pokazuje za to, że ma dystans do siebie — chociażby w kawałku „Zima”, w którym przyznaje, że noszony kilka lat temu kapelusz był modową porażką. Nie oznacza to jednak, że nagle staje się pokornym i skromnym szarym człowiekiem. Podkreśla walory swojego stylu i świadomie przedstawia się jako inspiracja dla młodego pokolenia muzyków. To, co urzeka w tekściarstwie Mesa, to umiejętność mieszania poetyckich linijek z wersami o zupełnie błahych czy wręcz wulgarnych kwestiach (jak choćby przymarzające zimą narządy płciowe).

Nie można jednak pozornie banalnej tematyki strony lirycznej przełożyć na cały wymiar płyty. Tym razem warto skupić się nie tylko na warstwie słownej czy na wybitnym wręcz flow Mesa, który swoimi umiejętnościami wokalnymi odstaje od polskiej hiphopowej sceny. „Nie wiem co robić z emocjami, no to wcieram je w bit” — wyjątkowość albumu Rapersampler to przede wszystkim wynik samodzielnego wyprodukowania go przez Piotra Schmidta (sam przyznał, że jedyną osobą, z którą konsultował pomysły był związany z Alkopoligamią Szogun). Wspomnianych emocji i lirycznych inspiracji Piotra tym razem możemy szukać także na poziomie brzmienia. Zaskakuje różnorodność bitów i ich źródło. Raz decyduje się na wykorzystanie południowoamerykańskiego sampla w utworze „Krzyczał na synka”, a innym razem dźwięków szuka w najbliższym otoczeniu i decyduje się użyć odgłos zasłyszany w windzie. Mes serwuje nam także nieco surowsze tony, które jednak w końcówce albumu stają się już nieco monotonne. Wśród tych „surowszych” warto wspomnieć o podkładzie do „Nie bądź ku***” — połączenie tytułowego wykrzyknienia z ostrym podkładem przywodzi na myśl Kendrickowe „Humble”.

W jaki sposób postrzegać Rapersamper w kontekście całej dyskografii Tego Typa Mesa? Na pewno jest to płyta przełomowa, właśnie dzięki samodzielnej produkcji. Tyle że przełomowa głównie dla samego Mesa, który to osiągnięcie komentuje jako pokonanie własnych barier. Należałoby to docenić z dwóch przyczyn. Po pierwsze, raper działa w zgodzie z rzuconymi kiedyś wersami o ciągłym dążeniu do niewidocznych jeszcze chorągiewek, czyli do stale wyznaczanych sobie celów. Mes od zawsze lubił w muzyce perfekcję i lekkie zadęcie — wytrwale trenuje wokal, koncerty gra z profesjonalnymi muzykami, dba o image. Szanuje się go za niechęć wobec banalności. Również w tym przypadku rozwija się, ale nie idzie znaną ścieżką newschoolu, chociaż widać, że śledzi obecne trendy. Ponadto, to, co zachwyca przy odsłuchu tej płyty to bijąca z niej radość tworzenia. Mes za sampler złapał z energią godną debiutanta. Możemy jedynie mieć nadzieję, iż ów zapał będzie służył jego kreatywności i że nadal będzie wydeptywać nowe ścieżki — zarówno na Wyględowie, jak i na polskiej scenie.

#FridayRoundup: PRhyme, Sango, Ten Typ Mes, Meshell i inni

W marcowy piątek witamy Was dziesięcioma porządnymi płytowymi premierami, na które zapewne czekaliście już od dłuższego czasu. Jak to ostatnio często bywa, sporo rzeczy dla hip-hopowych głów, ale fani innych brzmień (w tym muzyki gospel, prezentowanej tym razem przez… Snoop Dogga) również powinni być zadowoleni.


PRhyme 2

PRhyme

PRhyme Records

Pierwszy wspólny album DJ’a Premiera i Royce’a da 5’9” był sporym wydarzeniem. Preemo wziął na warsztat utwory Adriana Younge’a, powyciągał z nich to co najlepsze, zrobił bity, a Royce napisał do nich świetne teksty. Od wydania tamtego materiału minęły cztery lata. Dziś premiera PRhyme 2. Koncept właściwie się nie zmienił, z tą tylko różnicą, że tym razem podkłady oparte są na samplach Antmana Wondera – tego, którego bity możecie usłyszeć między innymi na płytach Skyzoo. No i druga część jest dużo dłuższa, bo zawiera aż siedemnaście utworów. Zapowiada się obiecująco. — Dill


In the Comfort Of

Sango

Last Gang Records

Pochodzący z Seattle producent hiphopowy Sango po latach romansowania z portugalskim kuduro i brazylijskim baile funkiem wrócił wreszcie do matecznika. Nowy album In the Comfort Of to subtelne połączenie najwyższej klasy instrumentalnego hip hopu z wysmakowanym neo-soulem i właściwy długogrający następca solowego debiutu Sango North z 2013 roku. Na wokalach m.n. Jesse Boykins III, JMSN, Smino czy Xavier Omär (w znakomitym singlowym „Sweet Holy Honey”). Pozycja obowiązkowa dla miłośników chilloutowego nowego soulu i klasycznych hiphopowych bitów. — Kurtek


Rapersampler

Ten Typ Mes

Alkopoligamia

Ten Typ Mes powraca z kolejnym krążkiem, który po raz pierwszy wyprodukował w całości sam. O jego technice rymowania i tekstach nie ma co się za dużo rozwodzić, bo od lat jasne jest, że to ścisła czołówka w naszym kraju. Muzycznie kilka razy udowodnił już, że również w tej dziedzinie ma ponadprzeciętny talent, ale jak rozłoży się to na długość całego krążka, przekonać się możemy dopiero dzisiaj. Po pierwszych singlach (w tym fenomenalnej, trzyczęściowej serii klipów) czuć olbrzymią zajawkę i głód tworzenia, co wyostrzyło wszystkim fanom apetyt na całość, a pierwsze entuzjastyczne recenzje zapowiadają naprawdę udaną rzecz. Czas się o tym przekonać osobiście. — efdote


Ventriloquism

Meshell Ndegeocello

Naive

Przełom lat 80 i 90 był dla r&b wyzwalający. W Stanach Zjednoczonych okres ten stworzył podwaliny późniejszego boomu na „czarną muzykę”, umożliwił ekspansję rapu na listy przebojów, zrodził przepiękną erę neo-soulu. Wymieniać można by bez końca. Początek ostatniej dekady XX wieku był też początkiem kariery Meshell Ndegeocello. Artystka po czterech latach przerwy od ostatniego wydawnictwa Comet, Come to Me powraca z albumem składającym się z coverów hitów z tamtych lat. Znajdziemy więc reinterpretacje z repertuaru między innymi Prince’a, Sade, Tiny Turner, Janet Jackson czy TLC. Ventriloquism zawiera 11 kompozycji skrojonych na miarę Meshell, więc jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak brzmiałyby słynne Wodospady TLC w wersji light acoustic country to już nie musicie. Naszym faworytem jest „Nite and Day”, który z typowego przeboju lat 80 został wzniesiony na poziom niemal transcendentnej soulowej ballady. Nie możemy też nie wspomnieć o hołdzie dla Prince’a, wielkiego idola wokalistki. „Sometimes it Snows in April” zyskało należytą laurkę. — Pat


Ground Zero Mixtape

Pro8l3m

RHW Records

Po ponad pół roku od ukazania się ostatniej epki, PRO8L3M powraca z nowym wydawnictwem. Tym razem duet przygotował dla nas mixtape zatytułowany Ground Zero. To surowy materiał, który powstał na bazie inspiracji breakcore, techno i trance z przełomu lat 90. i 2000. Na płycie znajdą się 22 utwory i 5 skitów. Pokaźna ilość kawałków w ich przypadku nie przeraża, bo duet od lat utrzymuje wysoki poziom. Ground Zero stylem bliżej do Art Brut aniżeli ostatnich futurystycznych materiałów. Niezmienna pozostaje charakterystyczna, ostra nawijka Oskara, którą nieraz wzbogaca śpiewanymi momentami. Przed premierą poznaliśmy takie kawałki jak „Flary” czy „Hazard”, które wydają się najbardziej przystępnymi dla szerszej publiki numerami. Wiemy także, że mixtape nie będzie jedynym wydawnictwem od PRO8L3M-u w tym roku, muzycy szykują również długogrający album. —Polazofia


Bible of Love

Snoop Dogg

RCA

Snoop wydał gospelowy album. Może nie jest to precyzyjne sfomułowanie, bo tak naprawdę Bible of Love to składanka, a nie regularny krążek rapera, gospodarz nie udziela się we wszystkich kawałkach. Rzut oka na tracklistę i robi się całkiem ciekawie – Patti LaBelle, gospelowa wokalistka Kim Burrell, Faith Evans, a nawet Jazze Pha, Soopafly i Daz Dillinger. W sumie aż trzydzieści dwa utwory. Na produkcji między innymi DJ Battlecat. Snoop jest raperem, ale przecież próbował swoich sił z innymi gatunkami. Był już wokalistą reggae, próbował swoich sił w country i według mnie większość tych eksperymentów wyszła mu całkiem nieźle. Teraz czas na muzykę ku chwale Boga. Czemu tym razem miałoby nie wyjść? — Dill


The Truth Is

Alexandra Burke

Decca/Universal Music

Aż trudno uwierzyć, że trzeci studyjny album zwyciężczyni piątej edycji programu X-Factor ujrzał światło dzienne. Takiej mało charakterystycznej wokalistce, lecz z wielkim głosem, jak Alexandra Burke, którą można postawić w szeregu z Nicole Scherzinger, ciężko wydać płytę, bo zwyczajnie przejdzie niezauważona wśród morza debiutantów i innych artystów o określonym stylu. Otrzymujemy jednak The Truth Is, na którym oprócz głównego popowego nurtu, usłyszymy również reggae, czy elementy rozpychającego się coraz śmielej gatunku country. To trochę jak na naszym rodzimym poletku, na którym piosenki disco polo można już usłyszeć w dużych stacjach radiowych. Albo człowiek się przyzwyczai, albo przerzuci stację. Wracając do zawartości krążka, z poszczególnych kompozycji bije dojrzałość i widoczna jest przemiana Burke z dziewczyny śpiewającej dla nastolatek, w kobietę opowiadającą o miłości w sposób poważny. The Truth Is na pewno nie jest wydawnictwem rewolucyjnym, ale dobrze jest nacieszyć ucho nową muzyką od Alexandry. — Forrel


Elevators: Act I & II

Bishop Nehru

Nehruvia LLC

Pomimo stosunkowo krótkiej kariery Bishop Nehru współpracował już z takimi tuzami jak 9th Wonder czy MF Doom. Na swój najnowszy krążek postanowił ponownie zwerbować tego drugiego, a dla urozmaicenia w prace nad projektem zaangażował również Kaytranadę. W efekcie do naszych rąk trafi dwuczęściowy projekt zatytułowany Elevatros. Produkcją pierwszej części zajął się Kanadyjczyk, a za brzmienie drugiej odpowiada Doom. Style na pierwszy rzut oka dość odległe, ale jestem bardzo ciekawy, jak Nehru udało się to połączyć w jeden spójny projekt. Z przedpremierowych wywiadów wynika, że chłopak mierzy wysoko, i chce, żeby Elevators stało się kiedyś rapowym odpowiednikiem Pet Sounds. Jak te słowa mają się do rzeczywistości? Zapraszam do sprawdzenia. —Mateusz


Wired

Pablo Nouvelle

Armada Music

Nowy album szwajcarskiego DJ’a i producenta nie odróżnia się klimatem od jego poprzedniego wydawnictwa. Z tą jednak różnicą, że Wired skręca bardziej w stronę popu, ale tego melancholijnego, spychając na drugi plan modern soul i R&B. I nawet pomimo wokali takich artystek jak Lulu James i Andreya Triana, brzmienie płyty odbiega od czarnych dźwięków, których więcej można było usłyszeć na All I Need. Nie oznacza to, że płyta jest gorsza. Jej zawartość została sprawnie i oryginalnie połączona w elektroniczną całość, przez co fani poprzedniego krążka wiedzą już, czego spodziewać się na Wired. Nostalgia i chill out wypełniają pomieszczenie od pojawienia się pierwszych dźwięków, a Nouvelle umiejętnie potrafi tworzyć więź ze słuchaczem. Taka atmosfera nie jest niczym nowym w twórczości Pablo, ale na pewno wprowadza powiew świeżości do świata muzyki. — Forrel


Electrik

Bobby V.

Blu Kolla Dreams

Od międzynarodowego sukcesu debiutanckiego singla Bobby’ego V. (wówczas jeszcze występującego pod pseudonimem Bobby Valentino) mija w tym roku 13 lat. Dziś 38-letni już Bobby nakładem niezależnej oficyny Blu Kolla Dreams wydał swój siódmy krążek Electrik i trudno uwierzyć, żeby po latach zmagań w trzeciej lidze wokalnego R&B, Valentino miał nagle powrócić na listy przebojów — choć jak pokazał głośnyzeszłoroczny casus Luisa Fonsiego — to wcale nie niemożliwe, o ile nagra się „Despacito”. Czy w takim razie Electrik warto w ogóle włączać? To zależy na ile głos i artykulacja piosenkarza wydają wam się wyjątkowe. Dla nas cechą wyróżniającą dwa pierwsze nagrania wokalisty (wspomniane „Slow Down” i kolejne „Tell Me”) to przede wszystkim nietuzinkowa produkcja Tima Kelley’a i Boba Robinsona, którzy wcześniej odpowiadali między innymi za „Thong Song” Sisqó, a w 2003 roku byli na ostatniej prostej złotego okresu swojej kariery. — Kurtek


Ten Typ Mes po mistrzowsku zapowiada nowy album!

R A P E R S A M P L E R, to tytuł nowego albumu Mesa, którego premiera została dziś zapowiedziana na 16 marca! Jest to pierwsza płyta rapera, która została wyprodukowana w całości przez niego samego. Wydawnictwo zapowiada kompilacja trzech teledysków, które są owocem współpracy oficyny Alkopoligamia.com i domu produkcyjnego Makata. Obrazy ukazują się równocześnie, bo żaden z nich nie jest przewodni, dominujący: dopiero ich fuzja stanowi o charakterze albumu. Tryptyk spina wizje trzech reżyserów: Krzysztofa Grajpera (singiel „Odporność), Macieja Szupica („Rudi Kurniawan”) i Daniela Jaroszka („Wyględów”) . Efekty ich pracy podpowiadają, ale nie wykładają wszystkich kart R A P E R A S A M P L E R A na stół.

Poniżej możecie sprawdzić (do czego gorąco zachęcamy!) wspomniane single oraz zrealizowane do nich wideoklipy:

Pościg za pizzą w nowym klipie Alkopoligamii

Monika Borzym jako znudzona kelnerka, RAU jako lekarz czy Holak jako złodziej pizzy to tylko niektóre powody, dla których warto obejrzeć klip do „Pizzy sport”. Co prawda kawałek od premiery Molzy, która miała miejsce w zeszłym roku, zdążył się już osłuchać, ale obrazek jest na tyle humorystyczny, że nie ma co narzekać. Klip ma być również elementem promocji nowej odsłony ubrań Alkopoligamii Pizza Sport.

Nowy utwór: Sarius feat. Ten Typ Mes „Japy”

Już za nieco ponad 2 tygodnie do obiegu trafi kolejne wydawnictwo Sariusa, zatytułowane Antihype. Póki co poznaliśmy dwa numery z nadchodzącego krążka, a jeszcze przed weekendem dołączył do nich kolejny. Utwór „Japy”, który tematycznie koresponduje z tytułem albumu, wyprodukował Gibbs, a gościnnie udzielił się w nim reprezentant Alkopoligamii – Ten Typ Mes. Antihype pojawi się na rynku 10 listopada, z kolei stronie www.mariusztosarius.pl można już zamówić preorder w wersji deluxe, który zawiera:
– płytę Antihype z 3 bonusowymi numerami
– album ze zdjęciami
– zestaw wlepek
– plakat

Zanim złożycie zamówienie zapoznajcie się z poniższym trackiem:

EB i Ten Typ Mes – relacja z koncertu oraz premiera utworu „Tymczasem (Poczuć się dobrze)”

Od ubrań po alkohol — współpracowanie raperów z różnymi markami coraz rzadziej traktowane jest jako rodzaj konformistycznego „sprzedania się”. Tym razem doczekaliśmy się kolaboracji Tego Typa Mesa z marką EB. W efekcie, piątego września odbyło się wyjątkowe wydarzenie, sami organizatorzy (może nieco na wyrost) nadali mu miano „historycznego dla polskiego hip-hopu”. Koncert, który miał miejsce w jednej z warszawskich industrialnych przestrzeni zdecydowanie można nazwać „wyjątkowym”. Nie chodzi tylko o to, że wejść mogły osoby z wejściówkami czy, że dookoła znajdowały się budynki instytutu chemicznego. Samo wydarzenie rozpoczęło się od kręcenia klipu do najnowszego utworu Tego Typa Mesa „Tymczasem (Poczuć się dobrze)” i nie byłoby w tym niczego niesamowitego, gdyby nie fakt, że video nagrano „jednym shotem” w technologii 360°. Kiedy publika zgromadzona pod sceną usłyszała pierwsze dźwięki utworu i zobaczyła na telebimie schodzącego z krętych schodów Mesa, rozległy się głosy „oo, g-funk”, ale po kilku sekundach wszyscy zorientowali się, że nie tym razem, bo „Tymczasem (Poczuć się dobrze)” jest raczej połączeniem funku i elektroniki. Jeśli chodzi o tekst, nie ma zaskoczeń. U Mesa brak miejsca na słowne potknięcia, chociaż tematyka nie zaskakuje — sporo jest o samym raperze i nieco wspominek dotyczących Alkopoligamii. Ciekawszy jest sam klip, który od wczoraj można oglądać na youtubie. Stare kręte schody tego wieczoru przypominały kilka małych planów filmowych. Na każdym półpiętrze coś się działo, a to tańczył biały miś z piosenki „LOVEYOURLIFE”, a to Stasiak odbierał telefony w miejscu mającym imitować biuro Alkopoligamii. „Dubla nie było”, więc faktycznie Mes mógł czuć dosyć dużą presję, ale naprawdę wyszło świetnie. Poza kręceniem video odbył się koncert, również w technologii 360°, transmitowany na żywo. Występem tym Mes udowodnił tylko, że jest prawdziwym scenicznym wyjadaczem i zmył złe wrażenie, które niektórzy mieli po Hradec. Być może to kwestia kameralnej sceny, być może publiczności, ale energia trzymała się Mesa od „Czy Ty to Ty” aż po klasyczne, grane zazwyczaj na bis „My”.

Relacja z Hip Hop Kemp 2017

Wbrew czeskiemu hasłu promocyjnemu — „sweet 16” — line-up Hip Hop Kemp 2017 przypominał raczej program zlotu sympatyków geriatrii. Ostatecznie wypadło całkiem nieźle — dla każdego coś miłego. Polskie hasło promocyjne, czyli „festiwal z atmosferą”, odbierałam wcześniej jako trochę serowe, ale szybko zmieniłam zdanie — nigdzie indziej nie widziałam artystów napełniających napojami kubki widzów i zabierających publice telefony, żeby… nagrać się na nie czy zrobić pamiątkową fotkę (piękna sprawa). Hip Hop Kemp, pomimo jego imponującego stażu wiekowego, jest wciąż bardzo kameralnym wydarzeniem.

Pierwszy dzień co prawda lekko krztuśny, a to ze względu na występ Tego Typa Mesa z livebandem. A może raczej Tego Typa Moza? To świetny pomysł, żeby zabrać w trasę nową płytę, swoje największe przeboje oraz Kingę Miśkiewicz i Holaka, a nawet — jak na „komentatora rzeczywistości” przystało — nawiązać do Twin Peaks w „Czy ty to ty”. Ale pyskówka do widzów i sarkastyczne komentarze trochę zepsuły klimat koncertu. Duży kontrast w porównaniu z Rejjiem Snowem, który nie zawiódł i zadbał o przeniesienie swobodnej atmosfery swoich krążków na grunt koncertowy, polewając przy tym napoje widzom i zapraszając na scenę randomowego ziomka z Australii (trzeba było pomóc rapować). Najlepszym występem tego dnia był zdecydowanie Masego. Jego TrapHouseJazz (jak określa sam zainteresowany) był raczej mieszanką funku i future bassu. Jazzu było znacznie więcej chwilę później u Czecha Pauliego Garanda w Radio Spin Hangarze, zwanym też — słusznie zresztą — sauną. Jednak to energia i tak zwana „osobowość sceniczna” Masego doprawione szczyptą altowego saksofonu (momentami słabo słyszalnego, ale jednak) i hiciorem „Send Yo Rita” (opartym na samplu „Señority” Justina Timberlake’a) dały wybuchową, rozgrzewającą mieszankę, zaskakującą chyba nawet dla samej publiczności.

Drugi dzień to dla mnie zdecydowanie koncerty, które nie były najważniejszymi w programie. Zaczęło się od Little Simz. Świetny kontakt z publicznością, anegdotki i ogromna żywiołowość, nawet mimo dość skromnej frekwencji pod sceną. Wciąż jednak czekam na tak wyraźne kawałki w repertuarze jak choćby „Picture Perfect” czy „Dead Body”. Jeszcze lepiej wypadli kempowi weterani z Kontrafaktu. Oczywiście, to koncert z serii „złote przeboje” — bez bisów, bo sam był jednym długim bisem (z obowiązkowym, ulubionym przez Polaków, „JBMNT”; ale i z wieloma innymi, nazwijmy rzecz po imieniu — bangerami). W porównaniu z takimi Jedi Mind Tricks było o wiele więcej mocy. Rytmus udowodnił, że jego pozycja na czesko-słowackiej scenie hip-hopowej nie jest bezpodstawna; i ja za rok równie chętnie obejrzę powtórkę, choć rozumiem, że po kilku-kilkunastu latach może nudzić. Największy banger to jednak Quebonafide, który dał niesamowicie energetyczny występ, okrążając z zachwyconą widownią cały świat w jedną godzinę. Możecie mieć swoje zarzuty do Quebo, ale jego zaangażowanie i swego rodzaju teatralność wygrały wszystko, nawet jeżeli „nie zagrał Euforii, buuuu”.

Mimo bardzo dziwnego „be right back” w połowie koncertu Kool G Rapa (koncert dość osobliwy — dj rapera wypadł lepiej od samego rapera; hiciory od House of Pain i Tribe Called Quest znacznie bardziej rozgrzały publikę) i poprawnego Mos Defa (samo zastępstwo za Commona raczej nikogo nie uraziło — może prócz tych, którzy na Kempa nie pojechali — niemiecki out4fame spotkała zresztą dokładnie ta sama sytuacja), trzeci dzień był bardzo dobry. Na uznanie zasługuje oczywiście Grammatik. Eldoka i Jotuze do spółki z Noonem dali wspaniały wspominkowy koncert, który można by w skrócie nazwać „Grammatik gra Światła Miasta”. Atmosfera była tak podniosła i wzruszająca, że nawet konferansjerzy z Czech, zwykle obojętni albo nawet lekko ironizujący o polskich występach, krzyczeli po koncercie w tłum „zróbcie halas” (jeszcze raz: HALAS). Dla mnie największym highlightem, zarówno tego dnia, jak i całego festiwalu, był najbardziej dopracowany wizualnie, ale też najmniej kempowy Alltta. Kawałki z tegorocznego „The Upper Hand” w domu brzmią jak rapowa wersja Ratatat (czyt. bez szału), ale koncertowo to petarda. Obłędne biciwa od 20syla: chiptunesy, french touch, funk, nawet odrobina PC Music w towarzystwie doskonałej nawijki Mr. J. Medeirosa stworzyły razem niesamowity show, w wyniku którego cała sala dała się porwać do ekstatycznego tańca. Arturze Rojku, chyba wiesz, co masz robić. — MajaDan

Na Hip Hop Kemp przyjeżdża się głównie dla dwóch rzeczy — świetnej muzyki i niepowtarzalnego klimatu. Dla klimatu, na który składają się przyjaźnie nastawieni ludzie i lecący zewsząd rap. Wiadomo, dodatkowy urok nadają temu miejscu takie detale jak wypady nad jezioro, Kaufland czy dostępne w Czechach różnorodne specyfiki. W tym roku, mimo licznych narzekań uczestników, klimat był, i to naprawdę niezwykły. Co do muzyki, trudno zatrzeć złe wrażenie, jakie wywarł na fanów tegoroczny line-up. Oliwy do ognia dolał fakt odwołania Commona na krótko przed występem, ale trzeba przyznać, że organizatorzy spisali się na medal, błyskawicznie zastępując go Yasiinem Beyem. Bezbolesna zamiana, no chyba że ktoś gnał do Hradca specjalnie na Commona… wtedy to inna sprawa.

Masego, Oddisee czy Kool G Rap, nie ma co narzekać na ilość i różnorodność artystów z zagranicy. Faktycznie było w czym wybierać, bo oferta i spora, i różnorodna. Mimo to na wielu z tych koncertów czegoś zabrakło. W przypadku Kool G Rapa występ bardziej rozkręcił sam DJ. Wielkich rzeczy spodziewano się również po Yasiinie Beyu, tymczasem to, co działo się przed jego koncertem na scenie głównej całkowicie przyćmiło występ headlinera. Trzeba przyznać, że nieoczekiwanie ten dzień należał do Alltty! 20syl oraz Mr. J. Medeiros zrobili chyba najlepsze show tej edycji. Zgadzam się, że ich styl odbiega od samego Kempa, a szczególnie od artystów, którzy grali ostatniego dnia, bo już bliżej im do Masego. Przynajmniej była jakaś okazja, żeby się poruszać przed dosyć statycznym Beyem. Tegorocznym wygranym, jeśli chodzi o zagraniczne gwiazdy, jest dla mnie Rejjie Snow. Nie dość, że był szczerze zachwycony możliwością grania przed kempową publicznością, to dał znakomity koncert. Irlandczyk zawsze zaskakiwał różnorodnością w swojej twórczości, bo jeśli przyrówna się klimat singlów „1992” i „Flexin”, to można zacząć się zastanawiać, czy to oby ta sama osoba. Nieco obawiałam się, jak owa stylistyczna różnorodność przełoży się na koncertowe flow rapera, ale bez problemu przechodził od wolnych bitów po energiczne, a nawet nowoszkolne brzmienia.

Mimo że na mainie dominowali artyści zagraniczni, a na terenie Kempa proporcje Polacy-Czesi były raczej równomierne, to dla mnie Kemp muzycznie został zdominowany przez Polaków. O taki Kemp walczyliśmy? Być może, ciężko zaprzeczyć, że w tym roku polscy artyści zaskoczyli naprawdę pozytywnie.

Zaczęło się od QueQuality showcase. Quebo jak mało kto stawia na „młodziaków”, także mieliśmy okazję usłyszeć, jak brzmi załoga z jego wytwórni. Bokun, VBS, Emes i Kartky, a na koniec PlanBe udowodnili, że warto było do Hradca przyjechać dzień wcześniej. „Jak koncerty, to z rozmachem” — tak chyba obecnie brzmi dewiza Tego Typa Mesa, która przyświeca mu przy organizowaniu koncertów. Cały zespół z Holakiem, Kinga Miśkiewicz, Stasiak no i sam Mes, występami na żywo tylko potwierdza to, iż forma się go trzyma. Poza tym, że zaliczył mocny progres w rapie, progres zaliczył także jego wokal (ale żeby od razu Anthony Kiedis…). Akcja ze zdenerwowanym na fana Piotrem była równie dziwna co śmieszna, ale Artyście takie rzeczy się wybacza. W zupełnie innym klimacie odbył się występ naczelnego podróżnika polskiego hip-hopu, Quebonafide. Ten koncert można streścić w kilku słowach: pozytywna energia, pozytywny Quebo, skacząca publika i „Madagaskar”. Nieco później na scenie zawitał najmocniejszy obecnie jeden z mocniejszych polskich składów, czyli PRO8L3M. Oskar i Steez w Hradcu zagrali koncert prezentujący przekrojowo dotychczasowy dorobek duetu. Jak było? Jeśli ktoś kiedykolwiek był na show tych dwóch panów to chyba nie ma wątpliwości, że ten dzień należał do nich. Najpierw czarowali publikę takimi numerami jak „Księżycowy krok”, by za chwilę pobudzić słuchaczy mocnym uderzeniem, czyli „VHS” czy „Molly”. Magia!

Mój pierwszy Kemp i pierwszy koncert @pro8l3m

Post udostępniony przez Paulina Lubowiecka (@polazofia)

Z kolei Grammatik zabrał swoich słuchaczy w niezwykłą wspominkowo-muzyczną podróż. W tym wypadku sama atmosfera okazała się ważniejsza od tego, w jakiej formie są Eldo i Jotuze. Dawno nie byłam na tak poruszającym, sentymentalnym koncercie. Co prawda miałam okazję zobaczyć całą trójkę na tegorocznym Openerze, ale to właśnie Kemp był dla nich lepszym miejscem na powrót. Miejmy nadzieję, że Grammatika będzie można jeszcze gdzieś zobaczyć. Tegoroczny Festiwal z Atmosferą zakończyłam w hangarze na koncercie Małpy i Mielzkiego. Mimo ogromnej sympatii do obydwu raperów, Rottenberg zdecydowanie nie należy do zapętlanych przeze mnie płyt. Panowie chyba sami wyczuli, że nie jest to typowo kempowy materiał, urozmaicając go co i rusz wrzutkami z solowych dokonań. Backspin pękał w szwach, ale co tam, dla tak dobrego koncertu można było się przemęczyć, bo Małpa i Mielzky doskonale zamknęli występy tegorocznej reprezentacji polskiej na Kempie. — Polazofia

Zrób remiks, wygraj konkurs i znajdź się na winylu zespołu SONAR

Alkopoligamia oraz U Know Me zapraszają na konkurs, którego stawką jest obecność na specjalnie wydanym winylu. Enigmatycznie? Dobrze, oto konkrety. Obie wyżej wspomniane wytwórnie połączyły siły i dają Wam do zremiksowania jeden z najciekawszych numerów z debiutanckiej płyty SONARA „Prawie wszystko”. Organizatorzy nie narzucają żadnych ram gatunkowych – oczekują przede wszystkim porywającej produkcji. Pomocy w wyłonieniu najlepszego remiksu udzieli zacne jury w składzie: Ten Typ Mes, Sonar Soul, Hirek Wrona oraz Jacek Sobczyński z serwisu newonce.net

Konkurs trwa do 31 lipca, a wszystkie niezbędne materiały oraz inne szczegóły konkursu znajdziecie w niniejszym odnośniku. Życzymy powodzenia i czekamy na pierwsze efekty!

Zapraszamy na Spring Break w Poznaniu!

esb2-800x500

Spring Break Showcase Festival & Conference to pionierskie na polskim rynku wydarzenie — impreza, w ramach której koncerty młodych obiecujących zespołów sąsiadują z warsztatami i panelami dla uczestników. Trwająca trzy dni impreza ma służyć prezentacji młodych, w tym także wielkopolskich, zespołów zarówno publiczności, jak i wpływowym osobom ze środowiska muzycznego.

Pierwsza edycja Spring Break odbyła się w 2014 roku i od tego czasu polscy widzowie mają możliwość uczestniczyć w imprezie, która na zachodzie jest nieodłącznym elementem życia kulturalnego (podobne konferencje organizowane są w m.in. Niemczech, Norwegii, Holandii czy Wielkiej Brytanii). Wśród artystów występujących dotychczas na poznańskim Spring Breaku znaleźli się m.in. Years & Years, Mela Koteluk, Ten Typ Mes, który właśnie tam wystąpił po raz pierwszy z live bandem, Skubas, Brodka czy Taco Hemingway. Od 2016 roku sponsorem tytularnym imprezy jest Enea, dzięki czemu festiwal zyskał dodatkową energię. W tym roku czeka nas czwarta już edycja Enea Spring Break, która odbędzie się między 20 a 22 kwietnia 2017 roku.

Na żywo zobaczymy m.in. Anitę Lipnicką, Domowe Melodie, EABS, Fisz Emade Tworzywo, Guova, IwasHomeAnyway, Łona, Webber & The Pimps, Meek, Oh Why?, Organka oraz Pink Oculus, a to tylko niewielka część spośród 100 artystów i zespołów. Wszystko dziać się będzie na terenie na Placu Wolności oraz na terenie różnorakich poznańskich klubów. Szczegółowe informacje na temat koncertowych lokalizacji pojawią się wkrótce.

Cena karnetu to 89 PLN, a uprawnia on do wejścia na teren każdej imprezy w dniach 20, 21 i 22 kwietnia 2017 roku. Karnet kupić można na: eBilet.pl, TicketMaster, Biletomat, Ticket Pro i na Eventim. Cena w dniu koncertu wynosić będzie 100 PLN, warto więc zaopatrzyć się w karnet już wcześniej!

0006bwsxx63v69q1-c122-f4

Recenzja: Ten Typ Mes Ała.

mes

Ten Typ Mes

Ała. (2016)

Alkopoligamia

To już dziesiąta płyta Piotra? Serio? Ała. Przez te wszystkie wydawnictwa mocno ewoluował zarówno muzycznie jak i wizerunkowo, ale każdy materiał w którym maczał swoje palce był odnośnikiem dla sceny w danym okresie. Nieważne czy był to Flexxip, 2cztery7 (tuforseven!) czy kolejne solowe podboje. Dycha to ważny jubileusz, ale ukierunkowany bardziej w stronę łał czy ała?

Ten Typ to artysta-kombinator dosłownie i w przenośni, bo „im dalej w dyskografię”, tym więcej eksperymentów, zabawy i odpływania od klasycznego rapu. To, że Mes wyprzedził polską rap grę o trzynaście długości względem flow, to wiadomo od dawna, ale teraz doszła do tego jeszcze ogromna swoboda w doborze muzyki. Skoro przy poprzedniej płycie wielu pukało się w głowę słysząc „Love Your Life” czy „Tul Petardę”, to teraz będzie do tego więcej okazji. Mes zgromadził na tym albumie tak ogromną paletę dźwięków, zróżnicowanego tempa i klimatów muzycznych, że można się w tym wszystkim łatwo pogubić. Nie błądzi jednak Typ, któremu rapowanie (żeby tylko) nie wymyka się spod kontroli nawet na milisekundę, kiedy muzyka klubowo galopuje („Unisex”), płynie pod batutą żywych instrumentów („Zawsze mogę liczyć na”), jest połamana („W sumie nie różnią się?”), czy występuje w postaci emocjonalnej, kierowanej do uniwersalnego odbiorcy ballady („Jak Nikt”). Na tej płycie jego głos i flow przybierają niezliczoną ilość postaci. Najważniejsze jest jednak to, że Piotrek, jak to się ładnie mówi: „zaczął od siebie” i całkowicie zmienił optykę w stosunku do dresiarskiego albumu. Wzrok publicysty zamienił na lustro i wylał na podkłady życiowe refleksje o codziennych zmaganiach. Psychoterapia, życie z kotem, początkujący kierowca, rozpraszanie podczas czytania… niby pragmatyzm, ale Mes jest doskonałym obserwatorem i ma podobną umiejętność, z której słynie Łona — moc detali. Obaj potrafią wydobyć rzeczy na pozór niezauważalne, a po przesłuchaniu kilku przypadkowych wersów w głowie zapala się lampka z napisem „faktycznie, taka jest prawda”.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że eklektyzm na tej płycie jest zbyt rozstrzelony. Sam raper powiedział, że „każdy na tej płycie znajdzie coś dla siebie”, przez co chyba chce jeszcze bardziej rozszerzać swoje audytorium. Czasem chciałoby się, żeby wyraz czy wers został położony ciut prościej, a Mes jakby trochę na siłę chciał udowodnić, że głosem potrafi wszystko. Niby nie ma w tym nic złego, ale co za dużo, to nie zdrowo. Oprócz muzycznych mniej lub bardziej udanych eksperymentów, Ała obfituje w wiele nierównych tekstowo punktów i to jest największy ból (np. „a gdy skończą się leki, wrzuć mnie do rzeki”). I jeżeli flow jest czasem zbyt przegięte, tak wersy bywają zbyt proste, co raczej Typowi się nie zdarzało. Płyta jest długa, bo trwa ponad 80 minut i żeby przesłuchać ją od początku do końca potrzeba nieco cierpliwości.

Jestem fanem Mesa od czasów rapowania na przyczepie ciężarówki, którą prowadził Red, ale ta płyta nie jest dla mnie ani zachwytem, ani ukłuciem. Po wielu, naprawdę wielu odsłuchach stwierdzam, że chyba pierwszy raz lekko zawiodłem się na Mesowym albumie na ten moment mam do niej ambiwalentny stosunek. Pozytywów jest sporo, ale nie sądzę, że do całości będę wracał regularnie. „Każdy na tej płycie znajdzie coś dla siebie”, no właśnie Mes, ale czy chodzi tylko o to coś?

 

 

Nowy teledysk: Ten Typ Mes „Jak nikt”

mes

Do premiery kolejnej solowej płyty Tego Typa Mesa zostały już raptem dwa tygodnie. Dzisiaj dostaliśmy kolejny singiel, który spośród całej kariery Mesa wydaje się być najbardziej minimalistycznym. Delikatne klawisze i dźwięki gitary basowej grane przez Korteza uzupełniają jedynie rap, przyśpiewki i chórki Piotrka, tworząc bardzo intymną, rapową balladę. Nocny teledysk kręcony w Los Angeles świetnie uzupełnia klimat, chociaż umieszczenie go w rodzinnej, Warszawskiej scenerii rapera mogłoby zrobić jeszcze większe wrażenie. Mimo to, wciągające, ciężko przestać słuchać. Premiera Ała już 4 listopada, limitowany preorder dostępny na stronie Alkopoligamii.

Nowy teledysk: Ten Typ Mes feat. Iza Lach „Nieiskotne”

mesiwo

Nowy Mes! Dzisiaj ma premierę utwór „Nieiskotne”, który oficjalnie zapowiada nową płytę Tego Typa o jakże wdzięcznym tytule Ała. W notce prasowej możemy przeczytać „Album połączy artystyczne wątki z poprzednich dokonań Mesa, jednocześnie będzie mocno odświeżoną formułą” co słychać od pierwszych dźwięków. Mes już przy TBZD mocno eksperymentował („LoveYourLife”), a dzisiejsza premiera wynosi te eksperymenty na kolejny poziom. Funkowa elektronika Jamiroquai połączona z kalifornijskim brzmieniem Outkast wykończone dźwięcznością naszego języka daje naprawde ciekawe połączenie. Bardzo przyjemnym uzupełnieniem są chórki sponsorowane przez Izę Lach i Marylę Modzelan. Nie porywa tylko teledysk kręcony w Stanach, po tak licznych zapowiedziach liczyliśmy na coś przyjemniejszego dla oka. A jak Wam się podoba?

 

 

Nowy teledysk: Rasmentalism feat. Ten Typ Mes „Ale zdejmij buty”

rasmenty
1985 już lada chwila pojawi się w naszych głośnikach. Piąta płyta Rasa i Menta zapowiadana jako ta najważniejsza, ta najbardziej dojrzała ukaże się 8 kwietnia. Jakiś czas temu w sieci pojawiło się video jak panowie pracują nad opisywanym numerem i w pewnym momencie pada pomysł zaproszenia gościa… Ras po chwili namysłu powiedział „Mes, nikt inny nie da rady”. No i faktycznie Ten Typ zjadł swoją zwrotką i wypadł dużo lepiej od gospodarza i jednocześnie pomysłodawcy numeru, który przeliczył chyba swoje możliwości zapraszając do numeru sternika Alkopoligamii. Piękny bit dał Mentos — połamany, ale wstawki z trąbką robią niezły mindfuck. Klip natomiast to zwykły nocny spacer z machaniem rękami i dziwnymi minami raperów, podchodzący pod one shot

Roast Tego Typa Mesa na DVD!

mesPod koniec stycznie bieżącego roku odbył się roast, którego „ofiarą” był Ten Typ Mes. Sporo osób czekało, aby zobaczyć jak Piotrek przyjmował i odpierał ataki oponentów (Marcin Wieczorek, Patryk Czebańczuk, Piotr Złydach, Wojciech Pięta, Jasiek Borkowski,Łukasz Sychowicz i Łukasz Stasiak). Pełne video nie pojawiło się, aż do teraz. Alkopoligamia.com udostępnia DVD z pełnym przedstawieniem. Trwające 148 minut video pojawi się oficjalnie już 4 grudnia, natomiast preorder można zamawiać od dzisiaj. Będzie mocno, a co najważniejsze bardzo śmiesznie.

LINK DO PREORDERU

Alkopoligamia odkrywa karty na 9 urodziny!

alko

Rano podaliśmy Wam info w sprawie 10 urodzin audycji Hip-Hop Kampus, a teraz przyszła kolej na Alkopoligamię. Z okazji 9 jubileuszu na imprezie będzie można zobaczyć koncerty wszystkich artystów, którzy wydali w tym roku płyty spod szyldu ludzika z flaszką. Leh, Małe Miasta, Kuba Knap, Zetenwupe oraz premierowy warszawski koncert Tego Typ Mesa z live bandem. Jak zapowiada sama wytwórnia, do odkrycia zostały jeszcze dwa jokery z talii niespodzianek. Domyślacie się kto się pod nimi ukrywa? Rozwiązanie zagadki po weekendzie.

WYDARZENIE FB

 

Ten Typ Mes + Live Band we Wrocławiu

mes-alibi

Zapraszamy Was na koncert. Dziś, 7 listopada, Wrocław odwiedzi Mes wraz z live bandem. Występ odbędzie się w klubie Alibi, przy Grunwaldzkiej. Piotrkowi towarzyszyć będzie, jak zwykle zresztą, Stasiak. Bilety są nadal dostępne, w cenie 40 PLN. Zakupić je można na miejscu.

Zeszłoroczny album, Trzeba było zostać dresiarzem, został przyjęty entuzjastycznie, udowadniając przy tym kolejny raz, że Mes to poważny gracz. Materiału ze wspomnianego krążka będziecie mieli natomiast okazję posłuchać na żywo, w dodatku w akompaniamencie żywych instrumentów!

Serdecznie zapraszamy!

Nowy teledysk: Ten Typ Mes „Możliwość”

mesTen Typ Mes zrobił prawo jazdy! W konsekwencji – w nowym klipie Mes wozi członków Alkopoligamii całkiem niezłym Mercedesem w rytm nowego utworu. A zdecydowanie jest czego posłuchać, „Możliwość” to powrót w klimaty Kandydatów na Szaleńców, z lekkim refrenem, mocarnym podkładem i bezkompromisową nawijką. Zdecydowanie czekaliśmy na taką niespodziankę. Poza nowym utworem, jest cały mixtape do pobrania! LOVEYOURSONGS to samochodowa składanka skomponowana przez MesaDJ Black Belt Grega, za darmo do pobrania tutaj.

 

Run the Jewels, Young Fathers, ILoveMakonnen — relacja z OFF Festivalu

Image6
Tradycją jest już, że na polskie święto muzyki alternatywnej, katowicki OFF Festival, Artur Rojek zaprasza artystów rozmaitych gatunków. I tym razem podczas trzech festiwalowych dni nie zabrakło silnej czarnomuzycznej obstawy. (więcej…)

Dlaczego warto pojechać latem do Czech, czyli „Dawaj na Kemp!”

logohhk2015

Dla niektórych lato trwa w najlepsze, dla niektórych się powoli kończy… (więcej…)

Nowy utwór: Eskaubei & Tomek Nowak Quartet feat. Ten Typ Mes, Robert Cichy „Krok w przód”

Bedzie Dobrze - cover

Na niespełna 3 tygodnie przed premierą albumu Skubiego i kwartetu Tomka Nowaka opublikowano pierwszy singiel zwiastujący Będzie dobrze. „Krok w przód” z gościnnym udziałem Tego Typa Mesa i gitarzysty Roberta Cichego to ośmiominutowa dawka świetnie zaaranżowanego jazzu (więcej…)