EB i Ten Typ Mes – relacja z koncertu oraz premiera utworu „Tymczasem (Poczuć się dobrze)”

Data: 7 września 2017 Autor: Komentarzy:

Od ubrań po alkohol — współpracowanie raperów z różnymi markami coraz rzadziej traktowane jest jako rodzaj konformistycznego „sprzedania się”. Tym razem doczekaliśmy się kolaboracji Tego Typa Mesa z marką EB. W efekcie, piątego września odbyło się wyjątkowe wydarzenie, sami organizatorzy (może nieco na wyrost) nadali mu miano „historycznego dla polskiego hip-hopu”. Koncert, który miał miejsce w jednej z warszawskich industrialnych przestrzeni zdecydowanie można nazwać „wyjątkowym”. Nie chodzi tylko o to, że wejść mogły osoby z wejściówkami czy, że dookoła znajdowały się budynki instytutu chemicznego. Samo wydarzenie rozpoczęło się od kręcenia klipu do najnowszego utworu Tego Typa Mesa „Tymczasem (Poczuć się dobrze)” i nie byłoby w tym niczego niesamowitego, gdyby nie fakt, że video nagrano „jednym shotem” w technologii 360°. Kiedy publika zgromadzona pod sceną usłyszała pierwsze dźwięki utworu i zobaczyła na telebimie schodzącego z krętych schodów Mesa, rozległy się głosy „oo, g-funk”, ale po kilku sekundach wszyscy zorientowali się, że nie tym razem, bo „Tymczasem (Poczuć się dobrze)” jest raczej połączeniem funku i elektroniki. Jeśli chodzi o tekst, nie ma zaskoczeń. U Mesa brak miejsca na słowne potknięcia, chociaż tematyka nie zaskakuje — sporo jest o samym raperze i nieco wspominek dotyczących Alkopoligamii. Ciekawszy jest sam klip, który od wczoraj można oglądać na youtubie. Stare kręte schody tego wieczoru przypominały kilka małych planów filmowych. Na każdym półpiętrze coś się działo, a to tańczył biały miś z piosenki „LOVEYOURLIFE”, a to Stasiak odbierał telefony w miejscu mającym imitować biuro Alkopoligamii. „Dubla nie było”, więc faktycznie Mes mógł czuć dosyć dużą presję, ale naprawdę wyszło świetnie. Poza kręceniem video odbył się koncert, również w technologii 360°, transmitowany na żywo. Występem tym Mes udowodnił tylko, że jest prawdziwym scenicznym wyjadaczem i zmył złe wrażenie, które niektórzy mieli po Hradec. Być może to kwestia kameralnej sceny, być może publiczności, ale energia trzymała się Mesa od „Czy Ty to Ty” aż po klasyczne, grane zazwyczaj na bis „My”.

Komentarze

komentarzy