„W Nowym Jorku zacząłem zadawać sobie pytanie, co jest moją tożsamością” — Adam Bałdych dla Soulbowl.pl

Data: 6 czerwca 2014 Autor: Komentarzy:

fot. Bartosz Maz; źródło: materiały promocyjne

Nazwisko Adama Bałdycha powinno być już wam dobrze znane, ale jeśli jakimś cudem słyszycie je po raz pierwszy, koniecznie je zapamiętajcie. Bałdych jest bowiem jednym z najbardziej błyskotliwych młodych polskich jazzmanów, który od kilku lat robi furorę nie tylko w Polsce, ale także za granicą. 30 maja nakładem niemieckiej oficyny ACT na całym świecie ukazała się jego nowa płyta The New Tradition nagrana wspólnie z izraelskim pianistą Yaronem Hermanem. Przy tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z Adamem o inspiracjach, nowej płycie, międzynarodowej karierze i planach na przyszłość.

Poprzednie dwa lata były dla Ciebie bardzo udane. To zarówno nagrody w Polsce, ale i za granicą. Nominacja do Fryderyka dla najlepszego jazzmana roku, Echo Jazz, a ostatnio po raz kolejny zostałeś wybrany najlepszym skrzypkiem jazzowym według Jazz Forum. Kiedy nastąpił wyraźny przełom w Twojej karierze?

Adam Bałdych: Myślę, że takim ważnym przełomem w mojej karierze był wyjazd do Nowego Jorku trzy lata temu. Wtedy wydałem swoją płytę Magical Theater, która z racji mojego pobytu w Nowym Jorku, zaczęła być recenzowana przez tamtejszych autorów z bardzo ważnych jazzowych czasopism i portali. Amerykanie chcą głównie mówić o tym, co dzieje się w Ameryce, więc gdy się tam pojawiłem, zaczęły spływać recenzje mojej muzyki właśnie stamtąd. Dobre echo dotarło do Europy. Wtedy zainteresował się mną również szef wytwórni fonograficznej ACT Music (to bardzo prestiżowa wytwórnia z Niemiec). Kiedy wróciłem z Nowego Jorku, aby zagrać na Berlin Jazz Festival — Siggi Loch z ACT też tam był, zaproponował mi kontrakt i wtedy wszystko zaczęło się już toczyć w bardzo szybkim tempie i moja kariera wystrzeliła mocno do góry.

Odpowiedziałeś już w zasadzie na moje kolejne pytanie, czyli jak to się stało, że zacząłeś nagrywać dla ACT. Jak rozumiem, zmiana wytwórni miała spory wpływ na zasięg Twojej muzyki, ale czy zdeterminowała też jakieś zmiany, jeśli chodzi o samo brzmienie?

AB: Myślę, że plusy, które z tego wypłynęły, to między innymi większa rozpoznawalność, większe zainteresowanie dziennikarzy moją muzyką, pewien rodzaj prestiżu, jaki nagle artysta otrzymuje wraz ze znalezieniem się w stajni ACT-u. To również dostęp do nowych artystów. Nagrywanie dla prestiżowej wytwórni to taki troszeczkę znak jakości, który pozwala nawiązywać kontakty z muzykami zupełnie innej rangi. Zacząłem obracać się w towarzystwie moich idoli, z którymi zawsze marzyłem, żeby grać, a teraz nagle okazało się, że oni słuchają mojej muzyki, że wiedzą, co robię, że spotykam się z nimi na tych samych festiwalach i możemy zacząć razem tworzyć. ACT dał mi dobry wiatr w skrzydła, a ja wykorzystuję ten potencjał i staram się jeszcze więcej dać z siebie.

Nowa płyta, The New Tradition, przynajmniej w dwóch kompozycjach, których już można posłuchać na Twoim kanale Youtube, czyli „Quo Vadis” i „June” zapowiada się brzmieć bardzo harmonijnie. Twój poprzedni album Imaginary Room, także nagrany dla ACT, wydawał się bardzo słowiański, z wpływami, powiedziałbym, wręcz orientalnymi. Czego można się spodziewać po tej płycie?

AB: Te dwa utwory tak naprawdę pokazują bardziej dynamikę płyty, to, że może mieć elementy wręcz rockowe, tak jak we wspomnianym „Quo Vadis”, ale może być też zupełnie wyciszona, ponieważ druga kompozycja, którą zaprezentowaliśmy, „June”, to utwór grany techniką pizzicato, bardzo spokojny i melodyjny. Płyta kontynuuje bardzo europejskie brzmienie, które mnie interesuje. Zawiera wiele elementów odnoszących się do muzyki poważnej, do polskiego folkloru. Starałem się poświęcić dużo czasu, opracowując koncept tego albumu. Odnosi się do tradycji, ale stara się znaleźć w niej nową jakość, punkt odniesienia do tworzenia czegoś nowego, podejść do niej w bardzo indywidualny sposób.

Ostatecznie na nowym albumie większość, bo aż pięć z dziewięciu kompozycji to utwory twojego autorstwa. A jak wyglądał wybór pozostałych, bo na krążku będziemy mogli usłyszeć kompozycje Krzysztofa Komedy czy Zbigniewa Seiferta. Czy to pewien ukłon w stronę bogatej historii polskiego jazzu?

AB: Cały koncept albumu The New Tradition to takie moje odniesienie się do tego, co kształtowało moją osobowość, wrażliwość muzyczną, w jakiej muzyce dorastałem. Nowy Jork to miejsce, w którym zacząłem zadawać sobie pytania na temat tego, co jest moją tożsamością, skąd pochodzę i czym tak naprawdę dzielę się z ludźmi, którzy słuchają mojej muzyki. Zastanawiając się nad swoim pochodzeniem, nad tym co polskiego jest w mojej muzyce, zacząłem odkrywać w sobie inspiracje, którymi przesiąknąłem jeszcze w dzieciństwie. Ta płyta się do nich odnosi i stara się podsumować to, kim jestem. Jako Europejczyk sięgnąłem również po kompozytorów średniowiecznych, bo to jest również moja tradycja. Są też Zbigniew Seifert i Krzysztof Komeda, którzy wytworzyli markę Polish Jazzu, która wiele lat temu miała bardzo ważną pozycję w europejskim jazzie. Jak dla mnie taka pozycja polski powinna być przywrócona, bo mamy do tego potencjał.

Wspomniałeś o Tomaszu Tallisie i Hildegardzie z Bingen. Pierwszy był renesansowym angielskim kompozytorem, a Hildegarda z Bingen to średniowieczna twórczyni pieśni religijnych, święta i mistyczka. Jak udało Ci się przełożyć te niezwykłe, niedzisiejsze kompozycje na język jazzu?

AB: Okazuje się, że muzyka średniowieczna czy renesansowa ma w sobie niezwykłego ducha, który widoczny jest w dzisiejszej europejskiej muzyce jazzowej. Analizując kompozycje współczesnych twórców europejskich, można doszukać się tam wielu inspiracji właśnie z tamtego okresu. Ja rok temu miałem okazję analizować nuty i twórczość tych dwojga kompozytorów. Zamknąłem się w domu i spędziłem bardzo dużo czasu, szukając w partyturach inspiracji. Te melodie powaliły mnie swoim pięknem, duchowością tej muzyki i tym, że jednogłosowe kompozycje mają w sobie taką siłę, że właśnie w tej prostocie jest coś niezwykle czarującego i inspirującego. Ja również od paru lat skłaniam się ku pewnemu uproszczeniu faktury i wyciągnięciu większej ilości detali z jednego, pojedynczego dźwięku. Kompozycje Hildegardy pokazały mi, że tak naprawdę, zatrzymując się nad jednym dźwiękiem, nad jedną frazą, można odkryć coś cudownego. Jesteśmy z Yaronem [Hermanem] muzykami improwizującymi, ale świadomymi tej tradycji, mamy za sobą edukację klasyczną, więc nie było dla nas problemem odniesienie się do tych kompozycji. Jedynym założeniem było przełożenie tej muzyki na nasz osobisty język. Myślę, że się to udało i ta muzyka skomponowała się dobrze z moimi autorskimi kompozycjami, które powstawały zresztą w okresie inspirowania się muzyką średniowieczną i renesansową. Wszystko zamyka się więc w pewną spójną całość.

To płyta nagrana w duecie, ale jak tak rozmawiamy, to odnoszę wrażenie, że to Ty jesteś tutaj osobą, która dowodzi i ma decydujący wpływ na kształt tego krążka. Jakie są różnice w nagrywaniu płyty jako solista czy lider większej grupy muzyków, jak w przypadku The Baltic Gang, a jak wygląda współpraca w duecie?

AB: To jest ciekawe pytanie, bo duet to tak specyficzny rodzaj zespołu, który teoretycznie daje 50% każdemu z muzyków na kształtowanie obrazu wykonywanej muzyki. Więc bardzo ważną dla mnie rzeczą było dobranie pianisty, z którym chciałbym grać, w taki sposób, żeby rzeczywiście rozumiał to, co ja chciałbym uzyskać, a z drugiej strony miał na tyle silną osobowość, żeby dać jak najwięcej z samego siebie. Duet to ciągła muzyczna interakcja. Jest jak rozmowa między ludźmi,. Tak jest właśnie w muzyce między nami. Natomiast pomimo tego, że jest to duet, musi być lider, który jednak przeciągnie muzykę w jakimś konkretnym kierunku, bo w innym wypadku byłby to jednak chaotyczny projekt. I tutaj takim liderem jestem ja, to jest mój album nagrany dla ACT. Realizuję autorski pomysł na ten album, na jego nazwę, na jego koncept, choć oczywiście z wielkim szacunkiem odnoszę się do propozycji Yarona względem brzmienia i kierunku, w którym możemy iść. Myślę, że potrafiliśmy wspólnie siebie słuchać i tworzyć ten projekt razem.

Mówiłeś o inspiracjach muzyką europejską, wyczytałem też, że sporo słuchasz muzyki współczesnej. Skrzypce nie są chyba szczególnie jazzowym instrumentem. Dlaczego więc akurat jazz?

AB: Skrzypce są niezwykle pięknym instrumentem, który traktowany jest w dość stereotypowy sposób. Nawet podczas mojej edukacji klasycznej cały czas odbijałem się od tego, jak powinienem trzymać skrzypce, jak powinienem na nich grać, jak wyglądać, jak się zachowywać. I było to nie do końca zgodne z moim stylem bycia. Uważałem, że jest to instrument, który zabrzmi tak, jak ja zechcę, żeby zabrzmiał, w jakimś sensie odzwierciedli mnie. Kiedy miałem piętnaście lat i odkryłem muzykę jazzową, zrozumiałem, że to muzyka wolności, muzyka artystów, którzy wychodzą na scenę po to, żeby dać wyraz emocjom, które towarzyszą im w danej chwili i z tego, co wówczas czują, tworzy się pewna magia. To mnie powaliło, pokazało zupełnie nowe oblicze muzyki. Dziś rozumiejąc muzykę szerzej potrafię się odnosić do muzyki klasycznej, współczesnej i uważam, że jazz powinien szukać zetknięcia ze współczesną muzyką poważną, bo tam poszukuje się zupełnie nowych brzmień i technik, a to jest teraz potrzebne muzyce jazzowej. Te dwie rzeczy nie muszą się ze sobą kłócić. Mój osobisty jazz to wolność improwizacji, ale też otwarcie na muzykę poważną.

Wróćmy jeszcze do samego albumu. Jak długo trwał cały proces jego tworzenia od pierwszych inspiracji, przez powstanie i wybór kolejnych kompozycji, aż po nagranie i finalny rezultat?

AB: Jeśli tak złożę w swojej pamięci wszystkie ważne elementy, które miały wpływ na powstawanie tego albumu, to wydaje mi się, że był to półtoraroczny proces powoływania przeze mnie wielu projektów, nad którymi często pracowałem przez np. dwa miesiące, po czym grałem tylko jeden koncert i zamykałem je. Część pomysłów, inspiracji, które te projekty mi dawały, przenosiłem na grunt konceptu swojej nowej płyty. Natomiast ostatnie pół roku przed nagraniami to było już myślenie na temat konkretnych kompozycji, które powinny się pojawić. To były też koncerty w duetach, nie tylko z Yaronem, ale też z Jacobem Karlzonem, Pawłem Kaczmarczykiem, Joachimem Kühnem. To były duety z różnymi pianistami, z których każdy grał te kompozycje w inny sposób, a ja rejestrowałem pomysły i układałem w głowie, co tak naprawdę chciałbym z tym wszystkim zrobić. Na końcu spotkaliśmy się w studio. Nagraliśmy dwie sesje. Później był oczywiście miks i mastering.

To teraz pytanie ze sfery marzeń. Gdyby nie istniały żadne bariery i wszystko byłoby możliwe, jaki muzyczny projekt powołałbyś do życia?

AB: Ja nie czuję żadnych barier! (śmiech) I to jest najpiękniejsze, że jestem w takim momencie w życiu. Oczywiście są rzeczy niemożliwe, ale być może tylko na chwilę obecną i wierzę w to, że niebawem będą [możliwe]. Przez cały czas staram się robić to, co czuję. Ostatnio coraz bardziej ciągnie mnie w stronę muzyki współczesnej i mam silną potrzebę obcowania z nią. Obecnie wrocławski kompozytor współczesny Paweł Hendrich pisze koncert skrzypcowy właśnie dla mnie, który zostanie wykonany na jednym z festiwali muzyki współczesnej. Będzie to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie i duże wyzwanie, ale nie mogę się tego doczekać. A ja osobiście mam jeszcze wielu idoli, z którymi chciałbym wystąpić i to niekoniecznie są idole związani z muzyką jazzową, ale ludzie, którzy tworzę przeróżne rzeczy, które były dla mnie ważne. I z roku na rok udaje mi się ich poznawać, grać z nimi i jakoś te nasze drogi się krzyżują, więc wierzę, że jeszcze wiele ze swoich marzeń będę w najbliższym czasie spełniał.

Czy w najbliższych tygodniach, miesiącach, będzie okazja by usłyszeć Ciebie i Yarona Hermana w Polsce?

AB: Najważniejszy koncert za nami. 30 maja płyta ukazała się na całym świecie. Tego dnia zagraliśmy koncert w studiu im. Agnieszki Osieckiej, który będzie reemitowany przez Drugi Program Polskiego Radia 22 czerwca o godzinie 16.00. A na sporą trasę koncertową szykujemy się na jesień.

Wywiad został zrealizowany we współpracy z wrocławskim Akademickim Radiem LUZ, na którego antenie rozmowę można było usłyszeć w minionych tygodniach.

Komentarze

komentarzy