70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Timberlake – kim ty jesteś, mistrzu?! – relacja z koncertu w Gdańsku

Data: 24 sierpnia 2014 Autor: Komentarzy:

1408512267WOZVznTqxYydWVZq9HyWH4cv6OaYn4

Krótko po koncercie przeczytaliśmy relację na niepowiemyjakim portalu, gdzie „redaktor” sprowadził samo wydarzenie i Justina do poziomu zera, tylko dlatego, że nie dostał akredytacji. My też nie dostaliśmy, co mamy do powiedzenia o koncercie? Czytajcie naszą setlistę z koncertu Justina Timberlake’a na gdańskiej PGE Arenie.

1. „Pusher Love Girl” — Zawsze coś może pójść nie tak: pociąg spóźniony, bilet źle wydrukowany, a do tego jeszcze deszczowe chmury złowrogo krążące nad Trójmiastem — to z pewnością niejednej osobie spędzało sen z powiek na kilka dni przed koncertem. Jednak w momencie przekroczenia bramek dzieje się coś takiego, że ekscytacja staje się wręcz niemożliwa do opanowania. Jeszcze kilka chwil i na stadionie gasną światła, a z głośników zaczyna rozbrzmiewać „My Way” Franka Sinatry. Ciary, gęsia skórka, „…just creep into my bloodstream”.

2. „Gimme What I Don’t Know (I Want)” — Z dj’ami grającymi przed dużymi koncertami bywa rożnie i raczej rzadko zdarza się, żeby ktoś nawiązał tak dobry kontakt z publicznością jak DJ Freestyle Steve, który zaserwował nie tylko największe hity ostatnich miesięcy, „Billie Jean” Michaela Jacksona i kilka kawałków gwiazdy wieczoru spoza setlisty, ale też zademonstrował taneczne kroki rodem z Miami. W Gdańsku została przeprowadzona iście mistrzowska rozgrzewka — nogi, ręce, struny głosowe… każdy był w stu procentach przygotowany na wielkie show.

3. „Rock Your Body” — Jeśli nie byliście 19 sierpnia na PGE Arenie, to prawdopodobnie przegapiliście jedną z najlepszych imprez w ostatnim czasie. JT aka Total-Kozak rozbujał ponad 40 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie dosłownie w ułamku sekundy – tańczyli wszyscy: od najmłodszych kilkulatków, do pań będących solidnie po 60-tce (pozdrawiam), reagujących na zapadającą nagle ciszę po piosence żałobnym niemal „to już koniec?!”. I tak oto Justin rozbujał nasze ciała, a chłodna noc stała się najgorętszą tego lata.

4. „Don’t Hold the Wall” — Przy tego typu wydarzeniach na trybunach czasem dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji, ale chyba jeszcze nie widziałam tak zgranej i tak równo rozentuzjazmowanej publiczności. Czy ktoś usiadł choćby na moment? Czy ktoś miał pretensje do tych, co darli się z całych sił? Czy ktoś poddał się jedynie milczącej kontemplacji? Drodzy Państwo, tak pięknie śpiewającej publiczności na innych koncertach mogą nam tylko pozazdrościć.

5. „FutureSex/LoveSound” — Gdyby dało się opisać ten koncert jednym słowem, to „hipnotyzujący” chyba byłoby najbardziej adekwatne. Każdy ruch, gest, słowo przyciągały uwagę do tego stopnia, że zapominało się o istnieniu czegokolwiek poza PGE Areną. Magnetyzm Justina jest niepodważalny i żadne DVD, czy fragmenty występów nagrywane smartfonami nie oddadzą tego niesamowitego przepływu energii.

6. „Like I Love You”Justin naprawdę kocha swoich fanów, dlatego też nie było problemem, aby zaśpiewać sto lat 31-letniej Agnieszce. Oprócz niej transparent z informacją o urodzinach miała również inna dziewczyna, jednak JT stwierdził, że kto pierwszy, ten lepszy. 42 tysiące osób razem z artystą zaśpiewało „Happy Birthday” dla „Agnes”.

7. „My Love” — Polacy bardzo oryginalnie podchodzą do okazywania uczuć swoim idolom. Timberlake również miał to szczęście. Jako, że każdy dostał duże serce ze zdjęciem wokalisty i napisem „We love you Justin„, stadion PGE Arena z lotu ptaka wyglądał pewnie bardziej czerwono, niż złoto, ponieważ podczas trzeciego utworu wszyscy wznieśli w górę tekturowe serca, na które to widok nasza gwiazda aż się wzruszyła. JT nie mógł wyjść z podziwu i przez kilka chwil bez słowa przechadzał się po scenie i obserwował tłum. Piękne wspomnienie.

Justin-Timberlake_serduszko_awers_03

8. „TKO” — Jedno pytanie nurtuje wielu za każdym razem, gdy oglądają jego koncerty: „JAK ON TO ROBI?”, a dokładnie jak robi to, że po dwóch godzinach śpiewania, tańczenia, bawienia się z publiką, schodząc ze sceny wygląda jakby dopiero miał zaczynać. Techniczny nokaut nie dotyczy z pewnością zawodnika Timberlake’a. Nie spadający poziom zaangażowania przez całe show, nawet przy bardziej akustycznych wykonaniach, to chyba największy ukłon jaki JT mógł zrobić w stronę fanów (no poza tym jak dosłownie padł na kolana).

9. „Summer Love” — Lato, morze, bursztynowy stadion, a jak tam z organizacją? Punkt widzenia w tym przypadku zależy zapewne od… punktu siedzenia. Osobiście w żadnej bramce/kolejce nie stałam dłużej niż 4 minuty. To naprawdę dobry wynik jak na 42 TYSIĄCE osób z całego świata. Agencja Prestige MJM stanęła na wysokości zadania. Od miski dla Was wielkie gratulacje. PS Nie, nie miałam VIPa.

10. „LoveStoned” — Nikt z nas chyba nie zastygł jak kamień w trakcie koncertu, no dobra, może chwilkę na początku, kiedy Justin pojawił się na podniesionych schodach. Poza tańcami naszymi, tańcami Timberlake’a, warto wspomnieć o sekcji tańczącej na scenie. Choreografie rodem z teledysków, talent, energia, charyzma, czego chcieć więcej?

11. „Until The End Of Time” — O oddaniu polskich fanów świadczyć mógł chociażby moment, w którym Justin subtelnie rzucił w publiczność zdanie, że powinno być tu teraz wyciągniętych dużo zapalniczek/telefonów (ach, ten XXI wiek…), aby po dosłownie kilku sekundach uzyskać rezultat owej prośby. W pełni rozświetlony stadion to nie jest częsty widok, dlatego po serduszkowej akcji był to chyba jeden z najpiękniejszych momentów koncertu.

12. „Holy Grail” — Niektórzy narzekali, że w Gdańsku setlista została okrojona. Owszem, zabrakło paru wcześniej wykonywanych kawałków, ale jednak… czas się zgadzał. Nie zabrzmiały co prawda covery INXS, Elvisa Presleya czy Bell Biv DeVoe, niemniej poza powrotem do przeboju The Jacksons trafiło nam się jeszcze kilka wzbudzających emocje fragmentów — „Holy Grail”, „Smells Like Teen Spirit, „Tom Ford”… powodów do narzekań niezmiennie brak.

13. „Cry Me a River” — Morze zapełnimy naszymi łzami, żebyś jeszcze do nas wrócił Justinie. Tak pięknie było!

14. „Seniorita” — Panie i Panowie, Chłopcy i Dziewczęta, co się z Wami działo podczas koncertu Justina? U jednych łzy wzruszenia, u drugich euforia i radość, u trzecich niestety tylko to co… na ekranie telefonu. Przepraszam, ale nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu robienia miliona zdjęć i kręcenia całych piosenek Samsungiem S3 Mini. Dlatego też drodzy organizatorzy – zróbcie zakaz wnoszenia śmieciowego sprzętu na tego typu wydarzenia. A jeśli czytasz to dziewczynko, która usłyszała ode mnie zdanie „Ciesz się dźwiękami, nie zasłaniaj, przestań robić te zdjęcia bo żadne nie jest nawet ostre” z tej strony pozdrawiam Cię serdecznie.

1408512270e2NQ5ggztjaGt2EuEUB4XFgJOVPpvW

źródło zdjęcia: Koncertomania.pl

15. „Take Back the Night” –- Istnieje pewna rzesza fanów Timberlake’a (pewnie głównie ta „retro”, czyli 30+), która nie przepada za masowymi koncertami w stylu tego w Gdańsku, a chętniej wybiera się na kameralne występy, gdzie we względnym spokoju może napawać się muzyką. Ale… no właśnie, czy wrażenia byłyby równie piorunujące bez unisona 40 tysięcy osób śpiewających uwielbiane numery, bez morza czerwonych serc i światełek, bez pisków i krzyków skandujących „JUS-TIN, JUS-TIN”?? Odpowiedź jest prosta, jedna i krótka: NIE!

16. „Shake Your Body” — W przypadku tak wielkich wydarzeń jak koncerty „turbogwiazd”, komunikacja miejska, a nawet krajowa, jak to bywa w przypadku naszej Polski, bywa obłożona ludźmi. Na ten przykład, pociąg relacji Wrocław – Gdańsk dnia 19 sierpnia był… wyprzedany. Biletów prawie nie można było kupić (a na pewno nie z miejscem siedzącym). Toteż wszyscy ci, którzy zmierzali w stronę wybrzeża, kotłując się w pociągach, tramwajach czy autobusach, na pewno skakali z nogi na nogę nie mogąc doczekać się celu swojej podróży. Cover utworu The Jacksons jest stałym częstym elementem setlisty obecnej trasy Justina i zawsze wykonywany jest po „Take Back The Night”. W końcu trzeba „wykopać funk prosto z ziemi” ;)

17. „Not a Bad Thing” — Temperatura wzrastała, gdy Justin łapał w ręce gitarę, jak w przypadku chociażby „Not a Bad Thing” czy już tradycyjnie stanął za klawiszem w „Senorita”, ale to jedynie lukrowa posypka do najpyszniejszego instrumentalnego dania. The Tennessee Kids to klasa sama w sobie — ich wirtuozeria, szaleńcze solówki i ewidentna radość płynąca z zabawy z naszym ulubieńcem na scenie powodowały skoki poziomu endorfiny u każdego. Nad chórkami chyba specjalnie rozpływać się nie trzeba, bo sam fakt, że dotrzymują kroku Justinowi, zarówno w tańcu jak i wokalnie, spowodował, że znowu się zachwyciliśmy.

18. „What Goes Around… Comes Around” — co dajemy, to do nas wraca i jest to fakt powszechnie znany, choć nie przez wszystkich zapamiętany. Takie odczucie można było odnieść podczas wtorkowego, długo wyczekiwanego przez Polaków koncertu. Koncertu, który nie zakończył się jak zawsze – gromkimi brawami i wykrzykiwaniem artysty, by choć na jeszcze kilka sekund wbiegł radośnie na scenę i rzucił kilka uśmiechów czy „dziękuj”. Tego zabrakło, gdyż zgromadzeni rzucili się ku bramkom. A co jeśli właśnie ta obojętność zostanie przez gwiazdę zapamiętana? Oby karma w tym przypadku nie zadziałała.

19. „Suit and Tie” — Dobrze nagłośnić taką imprezę jest sztuką, która, powiedzmy sobie szczerze, udaje się niewielu. W przypadku Gdańska zarzutów jednak pod adresem akustyków kierować nie będziemy, bo poza faktem, że czasami wokal był delikatnie za bardzo z tyłu, to całości słuchało się bez większych zgrzytów.

20. „SexyBack”Justinowe szaleństwo nie obracało się wyłącznie wokół jego niezaprzeczalnego talentu. Jako kobiecie byłoby mi wstyd nie wspomnieć słowem o uroku artysty, na którego widok piszczała każda pani, chyba nawet te uczestniczące w wydarzeniu wraz ze swoimi mężami. Cóż, zaprzeczyć nie można – choć Justin po zaobrączkowaniu nieco się zapuścił, to nadal spełnia, przynajmniej obrazowo, wszystkie damskie wymagania. I ten zadziorny uśmiech… He’s bringing sexy back, yup!

21. „Mirrors” — Niezwykle wzruszającym momentem było zakończenie nieco ponad dwugodzinnego występu. Obecni na stadionie jednym głosem pożegnali Justina śpiewając największy hit ostatniego albumu. Scena, która była bardzo duża i jej budowa trwała kilka dobrych dni, była wyposażona w ogromny telebim, na którym wyświetlane były główne wizualizacje koncertu. W trakcie ostatniej piosenki pokazane zostały wielkie lustra, które w tym samym momencie prezentowały JT, The Tennessee Kids i publiczność. Piękny efekt, a do tego jeszcze Justin z szalikiem Polski na szyi. Coś niesamowitego. Wracaj prędko, Timberlake!

Na zakończenie – DZIĘKUJEMY.

Antkovsky, Brzózkaaa, Dżesi, Estrella Q, Lejdi K

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475