Recenzja: Chris Brown X

Data: 20 września 2014 Autor: Komentarzy:

Chris-Brown-X-Deluxe-2014

Chris Brown

X (2014)

RCA Records

Chris Brown wydał właśnie swój szósty studyjny album, X. Fakt, że premiera ta była przesuwana kilkakrotnie był dla mnie dość irytujący, gdyż lubię chłopaka, a ciekawość dotycząca nowego materiału, od razu po pojawieniu się singla „Fine China”, zżerała mnie od środka. Jaki efekt przyniosła kolejna płyta pochodzącego z Virginii wokalisty? Możnaby rzec, że nie taki na jaki liczyłem.

O ile na albumie znalazły się tytuły, które naprawdę można wyróżnić: „New Flame” z UsheremRick Rossem, „Autumn Leaves” z Kendrickiem, „Drunk Texting” z Jhene Aiko, „Do Better” z Brandy, „Lost In Ya Love”, „Add Me In” czy też wspomniane wcześniej „Fine China”, to wśród reszty można wskazać typowe przeciętniaki, o które niestety nie jest trudno w dzisiejszym hip-hopie i R&B. Nie jest również nowością w przypadku Browna spora ilość różnych producentów na krążku, a fakt, że znów usłyszeć możemy utwory z gatunku EDM (tu zasługa Diplo) nie powinien mierzić, chociażby z tego powodu, że Breezy to niesamowity tancerz, specjalizujący się od jakiegoś już czasu w ekspresji uczuć właśnie w tymże gatunku (przypomnijmy sobie na przykład „Turn Up The Music” czy „Yeah 3x”). Muzycznie, nie ma tutaj nic do zarzucenia. Wszystkie bity są dograne na 102. Parę zdań na temat konkretnych pozycji: na słowa uznania zasłużyła sobie kolaboracja z K. Dotem. To naprawdę świetna ballada, a zwrotka gościnna naszego ulubieńca ze świata rapu tylko potwierdza aktualny głód rapera. Harmonia utworu oraz gitara elektryczna z włączonym efektem — poezja. Kuzyni „Loyal” oraz „Came To Do” — hip-hopowe produkcje NicNac to bardzo dobre piosenki korzystające z charakterystycznej dla autora, jak ja to nazwałem, „wypunktowanej struny basowej”. Chris nadal w sumie nie może się chyba zdecydować jaki kierunek obrać, a stworzenie jednolitej i spójnej płyty zdaje się sprawiać mu problem, bo nie ukrywajmy: cała gama nastrojów od trapowego „X”, imprezowych „Love More” i „Body Shots”, dobrego R&B z „Don’t Think They Know” czy „Drown In It” z R. Kellym, aż po wspomnianą melancholijną balladę „Autumn Leaves” (która notabene jest namocniejszą pozycją na płycie), nie tworzy konkretnej historii, która mogłaby zostać opowiedziana słuchaczowi. Największym rozczarowaniem płyty jest utwór „Don’t Be Gone Too Long”, który z początku miał pojawić się na trackliście z nazwiskiem Ariany Grande tuż obok. Ostatecznie jednak zrezygnowano z tej wersji i posłuchać można solo Chrisa. Słabo, wolę wideo typu dance 1 take, które opublikowano już jakiś czas temu. Jedynie ze śpiewanym refrenem, bez zwrotek.

Materiał z „X” to zlepek dwudziestu(!) utworów, które niekoniecznie ze sobą współgrają, a gdzieniegdzie możnaby nawet powiedzieć o zupełnym nieporozumieniu. Z pewnością łączy je wspólna tematyka tekstów. Chris jest jeszcze młody i wierzę, że w końcu nagra album, który zmieni zdanie ludzi o nim. Wciąż rozpamiętując jego błędy z przeszłości przypina się bezmyślną łatkę i nieprzemyślaną ocenę. Uważam, że Brown dojrzał, jego warsztat wokalny poprawił się, a tanecznie jest u szczytu formy. To piękne, obserwować poczynania szczerego fana Króla Popu, który, zaraz obok Ushera, czerpie z jego muzyki bardzo wiele (słychać to między innymi w typowym dla MJa dyszącym wokalu w „Add Me In”). Ogólnie rzecz biorąc — album X jest dobry, ale przy lepszej selekcji utworów (tu mógłby zadziałać pierwotny pomysł z 2CD) można by powiedzieć o nim więcej, niż to, że jest solidny. Browna stać na więcej, tylko on sam musi to odkryć.

Komentarze

komentarzy