Wydarzenia

Recenzja: Keyshia Cole Point of No Return

Data: 19 października 2014 Autor: Komentarzy:

Keyshia-Cole-Point-of-No-Return-2014-1200x1200

Keyshia Cole

Point of No Return (2014)

Interscope

Kiedy dwa lata temu pisałam recenzję piątej płyty Keyshii Cole, Woman to Woman, chwaliłam ją za poprawne podtrzymanie damskiego, konwencjonalnego, R&B w ryzach. Teraz, kiedy zbieram się w sobie, by ocenić najnowszy, szósty album wokalistki, nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak tylko zajrzeć do tekstu sprzed kilkunastu miesięcy i sprawnie posłużyć się skrótami klawiaturowymi CTRL+A, CTRL+C oraz CTRL+V. Ewentualnie, wykonując te czynności, mogę jeszcze zanucić pod nosem słowa z piosenki Rasmentalismu: „nie jest dobrze, ale nie jest źle”.

Keyshia nigdy nie oszczędzała płci przeciwnej w swoich tekstach, a biorąc pod uwagę jej życie prywatne — w tym roku rozstała się z mężem Danielem Gibsonem — wszelkie wahania nastrojów stają się nie tyle zrozumiałe, co wytłumaczalne. Tak jak w przypadku Woman to Woman, Cole rzuca dobrą radą jak przełknąć pigułkę końca związku. I raz wskazówki podane są w postaci refleksyjnych kawałków, które traktują o tęsknocie, a raz jest to wyraz aroganckiej postawy, podkreślonej dodatkowo niecenzuralnymi słowami w zwrotkach. Trudno przyczepić się do podkładów, bo są co najmniej poprawne i w zasadzie skrojone na miarę klimatu płyty; nie sposób zauważyć, że wokalistka zaprosiła do współpracy czołowych raperów, którzy jako goście wypadają równie dobrze. Porównywałam ostatnio Keyshię do diw pokroju Faith Evans czy Mary J. Blige, Point of No Return kończy się natomiast numerem, który przywołuje na myśl twórczość Mariah Carey z wczesnych lat 90., czyli wszystko powinno się zgadzać.

A jednak nie do końca tak jest. Keyshia wpadła w dokładnie taką samą pułapkę, w którą dała złapać się ostatnio Ciara. Powielane schematy, zachowawcza poprawność, zero niespodzianek. I gdybym nie wiedziała ze stron pokroju Pudelka, że Keyshia bierze rozwód, nie domyśliłabym się tego sama po Point of No Return, gdyż kawałki są zbyt neutralne. To mogłaby być karta, którą artystka powinna zagrać odważniej; może nie w stylu, w jakim zrobił to Robin Thicke, ale choć na chwilę podjąć ryzyko. Prawdopodobnie to płyta, po którą sięgnę raz i więcej już jej nigdy nie odtworzę, bo podobnych wydawnictw jest na pęczki. Zgodnie z tytułem płyty, Keyshia jest teraz w punkcie, z którego trudno będzie zawrócić, pytanie tylko, czy sama zainteresowana chce tego?

Komentarze

komentarzy