25 najlepszych epek 2014

Data: 22 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

epki
Musieliśmy się sporo napocić, by wyłonić tegorocznych zwycięzców. Na ilość premier minialbumów w 2014 roku nie mogliśmy przecież narzekać. To rok pełen odkryć i przekonania, że nasze głowy i uszy wciąż pragną czuć świeżą energię w muzyce.
Czołowe miejsca w rankingu zajęli debiutanci, podobnie zresztą jak przed rokiem. Co ciekawe, dwójka zeszłorocznych triumfatorów z podium znalazła się w trójce autorów najlepszych tegorocznych albumów. Chodzi, rzecz jasna, o Banks i FKA Twigs. Idąc tą drogą — życzymy Wam i sobie, by wśród twórców najważniejszych płyt 2015 roku znaleźli się ci, o których przeczytacie poniżej. Trzymamy kciuki!


1.

1992

Ben Khan

Dirty Hit

Podczas gdy od zniewalającego debiutanckiego singla Jai’a Paula „BTSTU” mijają właśnie cztery lata, wciąż czekamy na jego debiutancki album, a konkurencja nie próżnuje. W międzyczasie Londyn okrzyknięto stolicą alternatywnego R&B (sorry, Toronto), a fuzja współczesnego rhythm & bluesa i niezależnej elektroniki nabrała wyraźnych kształtów. Kształty te nadzwyczaj kompetentnie zostały nakreślone na tegorocznej debiutanckiej epce Bena Khana 1992, która akcentując dokładnie te same muzyczne odcienie, z których swoją wizję muzyki ulepił przed laty Jai Paul, jednym ruchem zwaliła naszą redakcję z nóg i zmiotła z powierzchni konkurencję. Khana nie sposób nazwać jednak copycatem — wszystkie cztery numery składające się na epkę to rasowe synth soulowe przeboje — zbudowane z interesujących melodii, mnóstwa charakteru, dobrego warsztatu wokalnego, wyczucia i, co bardzo istotne, muzycznej konsekwencji. To wszystko wyegzekwowane przy pomocy pieczołowitej, ale nie sterylnej produkcji BRTHR musiało więc złożyć się na niewątpliwie jeden z naciekawszych debiutów 2014 roku. — Kurtek


2.

000 100

Billie Black

self-released

Dziewiętnastoletnia Billie Black podbiła nasze serca utworem „I Don’t Need Another Lover” pochodzącym z epki 000 100. Wydawnictwo to zestaw czterech kawałków, jakimi z dumą mogłyby popisać się starsze koleżanki artystki. Billie brzmi nie tylko wyjątkowo dojrzale wokalnie, ale jednocześnie znajduje sposób na to, by surową elektronikę zestawioną z mieszanką czarnych dźwięków od soulu po jazz podać w całkiem świeżej, smacznej wersji. To sprawia, że zamieszkująca Londyn nastolatka wyróżnia się na tle wielu podobnych wykonawców. Pozwala też wierzyć, że być może wkrótce pójdzie w ślady chociażby Jessie Ware i zyska dużo większe grono fanów. Jak widać, już teraz cieszy się sympatią całej naszej redakcji i zdecydowanie zasluguje na wysokie 2. miejsce. — Raspberry


3.

A Place Like This

Majid Jordan

OVO Sound

Duet producent-wokalista, w którego skład wchodzi Majid i Jordan, w tym roku nagrał niesamowitą epkę, A Place Like This EP, gdzie tytułowy kawałek zabija minimalizmem, a jednocześnie głaszcze perfekcją. Reprezentanci OVO Sound zaserwowali w lipcu tak solidną dawkę porządnego PBR&B, że nie można przejść obok niej obojętnie. Pomimo śpiewania o miłości, nie brzmi to jak banał — jest to nie lada osiągnięcie. Mroczne klimaty rodem z trylogii Weeknda, a jednak ze swoim charakterem. To lubimy! Zdecydowanie jedna z najlepszych krótkogrających taśm w zmierzającym ku końcowi roku. — Antkovsky


4.

Zebra

Gallant

self-released

Zdecydowanie jeden z mocniejszych debiutów wydawniczych w tym roku. O tego faceta już w najbliższym czasie będą biły się największe oficyny, wspierające nowoczesne i nietuzinkowe brzmienia. Ciężko powiedzieć ile serc od premiery Zebra EP skradł Gallant. Równie trudno określić, jak poradzi sobie w najbliższym czasie ze wszystkimi towarzyszącymi mu nadziejami oraz czy należycie wykorzysta nadarzającą się szansę, by wdrapać się na szczyt. Widoki na ścisły TOP zdecydowanie są, a wszystko to za sprawą wyżej wspomnianego wydawnictwa, które dosadnie potwierdza, że oniryczne formy rhythm and bluesa wciąż potrafią zaskakiwać i ciekawić. Wyrazistość niniejszej epki — nie ma się co oszukiwać — wynika przede wszystkim z absolutnie mistrzowskiej warstwy producenckiej, za którą w głównej mierze odpowiada 22-letni Kalifornijczyk Felix Snow (powinniście go kojarzyć z ubiegłorocznej epki SZA). Amerykanin sukcesywnie wyrabia sobie markę, dorzucając przygotowanie czterech kompozycji na Zebra EP. Na tak solidnym fundamencie Gallant brzmi wręcz perfekcyjnie, a wielobarwność tych finezyjnie splecionych głosowo-instrumentalnych struktur maluje doskonały obraz pełnowartościowego R&B. Brzmienia inspirowane i wciąż inspirujące. — Dźwięku Maniak


5.

Groove Curse

Jordan Rakei

Soul Has No Tempo

Groove Curse osadzony jest przede wszystkim w klasycznych brzmieniach neo soulu, ale niewątpliwie słychać tam również hip-hopowe, jazzowe i jamajskie inspiracje. Jordan napisał, zaśpiewał, zagrał i wyprodukował prawie cały materiał samodzielnie i tę spójność, własny styl i pomysł na siebie i własną muzykę słychać doskonale w każdym dźwięku. Idealnie wyważone proporcje, magia rhodesów, pulsujących basów oraz charakterystyczny groove i miękkie organiczne brzmienie powodują, że ta z pozoru zwyczajna płyta przy bliższym poznaniu dostarcza tak naprawdę wszystkiego czego szukam w muzyce. To dopiero druga epka utalentowanego artysty z Australii, ale patrząc w jakim tempie rozwija się jego talent, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że to niewątpliwie jeden z najważniejszych młodych przedstawicieli nowego soulu. — Emes


6.

Lion Babe

Lion Babe

LION BABE LLC

Nie lada dylemat mieliśmy z debiutem Lion Babe. Zapowiadające materiał „Jump Hi” dostarczyło uśmiechu. Kawałek pierwsza klasa, jednak nie mogliśmy w nim zlekceważyć zbyt natężonej inspiracji Eryką. Wraz z premierą epki marudzenie ostygło. Jillian Hervey udowodniła, że nie powinnyśmy obawiać się o jej warsztat. Świetnie wypada na klasycznym rapowym bicie w „Don’t Break My Heart”. Ma dar uwodzenia i potrafi na długo przykuć uwagę. Wystarczy odpalić „Treat Me Like Fire”, aby się o tym przekonać. Mocno jej kibicujemy. Mamy nadzieję, że Erykah również. — K.Zięba


7.

EP

Night Marks Electric Trio

U Know Me Records

Tegoroczne krótkie wydawnictwo Night Marks Electric Trio, które zasiliło katalog niezawodnego U Know Me Records, jest wizytówką, a także podsumowaniem dotychczasowej twórczości Nocnych Marków, której nie da się jednoznacznie sklasyfikować i zaszufladkować. Wrocławianie z niezwykłą lekkością zbliżają do siebie soul, funk, jazz, hip hop, downtempo, elektronikę, tworząc oryginalną fuzję, która definiuje ich styl. Połączona moc MPCtki i żywych instrumentów, okiełznana i puszczona w świat. Materiał z najwyższej muzycznej półki. [więcej] — Dźwięku Maniak


8.

Pray for Love

Kwabs

Warner Music

Brak Kwabsa w tegorocznym zestawieniu najlepszych epek byłby co najmniej nieporozumieniem. Już przy debiutanckim Wrong or Right artysta potwierdził swój nieprzeciętny kunszt, ale naszą szczególną uwagę przykuł jego drugi minialbum. Pray for Love zachwyca szczerością, znakomitymi produkcjami i ogromną różnorodnością zamkniętą w zaledwie kilku utworach. To, co najpiękniejsze w reprezentancie brytyjskiej sceny to jego charakterystyczny, głęboki wokal malujący pejzaże pełne emocji. Twórczość Kwabsa jest nie tylko osadzona w soulowych ramach, ale przy tym bardzo pierwotna, zbudowana w oparciu o rytmikę znakomicie współgrającą z biciem ludzkiego serca. Tu soulfulowa wrażliwość łączy się z inspiracją czarnym lądem i wyspiarskim podejściem do współczesnego R&B. Kwabs urzeka swoją autentycznością, a ponadto ma w sobie ten naturalny, magnetyczny urok, wobec którego po prostu nie da się pozostać obojętnym. — Adrian


9.

Outlaws

Ed Thomas

Virgin

Outlaws to doskonałe połączenie poruszającego wokalu i świetnej produkcji. Precyzyjnie dobrane składniki przyciągają uwagę od pierwszego do ostatniego nagrania, bo przecież żal byłoby przegapić choćby jeden dźwięk z debiutanckiej epki Eda Thomasa. Już przy utworze tytułowym, który otwiera to wydawnictwo, nie ma wątpliwości, że na jednym odsłuchu się nie skończy. Brytyjczyk zdradza tu nie tylko wielki talent, ale i niebywałą wrażliwość, bardziej obnażając się przed słuchaczem, niż ukrywając w bezpiecznej zbroi złożonej z niezliczonych efektów i studyjnych trików. Właściwie każdy numer z tej epki mógłby z miejsca wskoczyć na radiowe playlisty i rozbrzmiewać swoim przebojowym potencjałem (wielka szkoda, że tak się nie dzieje). Materiał godny polecenia nie tylko romantykom. — Brzozkaaa


10.

Hell Can Wait

Vince Staples

Def Jam

Gorzki, realistyczny przekaz na surowych, klaustrofobicznych podkładach. Pomimo młodego wieku, Vince Staples twardo stąpa po ziemi, znakomicie pojmuje prawa miejskiej dżungli, jego poglądy na temat brutalności policji sięgają znacznie głębiej niż do rozgłosu wokół śmierci Mike’a Browna. Raper z Long Beach niczym Curtis Mayfield deklaruje, że i tak na końcu trafi do piekła — nie jest to bynajmniej rzucany ot tak szczeniacki banał. Ciężar jego słów doskonale podkreśla muzyka przywodząca na myśl The Bomb Squad, Doktora Dre sprzed ery g-funku, a także bardziej hardkorowe oblicze The Neptunes. — Chojny


11.

Patterns

Tourist

Method Records

Angielski producent zaprezentował dwudziestominutowy przewodnik po łagodniejszej stronie wyspiarskiej muzyki elektronicznej. Choć ciężko dokonać trafnej definicji stylu Tourista, to fani nu disco, house’u i uk garage’u na pewno nie będą zawiedzeni. Głębokie, oceaniczne brzmienia w świetnym stylu ujarzmiają Lianne La Havas oraz Will Heard, dzięki czemu na Patterns znajdziemy dwa potencjalne hity na miarę singli Disclosure z zeszłego roku. Producent przygotowuje się do nagrania długogrającego albumu w nadchodzącym roku. Jeśli do tego dojdzie, z pewnością go nie przeoczycie. — K.Zięba


12.

Take Off

FKJ

Roche Musique

Cztery nagrania, trójka wyjątkowych gości, kilkanaście minut świeżych dźwięków, które poprawią samopoczucie o każdej porze dnia i roku. Trzecia epka FKJ potwierdza, że pozytywne recenzje jego wcześniejszych wydawnictw nie poszły na marne. Francuski producent przygotował lekki zestaw doprawiony soulem, funkiem i odrobiną disco. Całość tak skutecznie rozbudza apetyt, że nie sposób uniknąć prośby o więcej. Z materiałem nie trzeba się oswajać, analizować, czy szukać punktów zaczepienia dla lepszego odbioru, bo płynie bez najmniejszego problemu, wprowadzając w wakacyjny nastrój — wystarczy tylko dotknąć magicznego przycisku play. Take Off wprawi w ruch nawet najbardziej zagorzałych przeciwników tańca. W końcu pobujać się to nie grzech. — Brzozkaaa


13.

Love Call

Eric Lau & Tawiah

Northern Shore

Puszczamy oko i chowamy nieco wzrok po ścianach, bo Love Call to jedno z tych wydawnictw, których przegapić nie powinniśmy, a mimo to nie udało się nam w tamtym czasie w jakikolwiek sposób do niego odnieść. Okres podsumowań jest na tyle wygodny, że ewentualne zaległości można z nawiązką nadrobić. Muzyczny „romans” Erica Lau i Tawiah rozpoczął się na zeszłorocznej płycie Londyńczyka, gdzie, również pochodząca z Londynu wokalistka, pozostawiła subtelne ślady w aż czterech utworach. Minął niespełna rok i z początkowo niewinnego romansu zrodził się kolejny, już stricte miłosny materiał. Love Call to nieco ponad kwadrans przyjemnego masażu zmysłów ze skuteczną odnową duszy i ciała. Soul w wersji Brytyjczyków uspokaja puls w skroniach, łagodzi napięcie mięśniowe, koi barki obciążone obowiązkami i w końcu naoliwia trybiki odpowiedzialne za całą tą maszynerię od wyzwalania endorfin. Dźwiękowa kuracja dla Ciebie, Ciebie i Ciebie też. — Dźwięku Maniak


14.

No More

Shlohmo & Jeremih

Wedidit Collective

Na tą epkę od momentu jej ogłoszenia przyszło czekać… 7 miesięcy. I choć w naszej recenzji nie było fajerwerków, to jednak jako krótkie wydawnictwo jest to dość ważna pozycja 2014 roku. Chociażby dlatego, że Shlohmo zaczęło być gorącym nazwiskiem po remiksie „Fuck U All The Time”, a Jeremih został urodzony do tworzenia hitów (strzelił sobie niestety w stopę nie tworząc teledysku do numeru 1. Billboardu „Don’t Tell ‚Em”). No More EP zaskoczyło wraz z którymś odsłuchem, a utwory, z których składa się EP, idzie zapamiętać. — Antkovsky


15.

I Love Makonnen

ILOVEMAKONNEN

Sherantino Hotel

ILoveMakonnen EP to cierpko-słodka lemoniada wyciśnięta z kwaśnych cytryn współczesnych hiphopowych trendów. To już nie jest trap, to jeszcze nie jest R&B. 25-latek z Los Angeles, od niedawna nabytek wytwórni Drake’a OVO Sound, zwołał swój producencki dream team (Metro Boomin, Sonny Digital, 808 Mafia) i stworzył bardzo osobliwą formę ekspresji gotujących się w nim emocji. Osobliwą, ale jednak uzależniającą niczym specyfiki wymienione w „I Don’t Sell Molly No More”. Dzięki Makonnenowi wszystkie weekendy w tym roku zaczynały się od wtorku. — Chojny


16.

Alchemy

TĀLĀ

Aesop

Urodzona w Londynie TĀLĀ zwróciła uwagę wielu już przy okazji swojej debiutanckiej epki, jednak to dopiero na kolejnym minialbumie w pełni rozkwita i jeszcze intensywniej zgłębia niezliczoną ilość swoich inspiracji. Na Alchemy znajdziemy połączenie wyspiarskich brzmień, house’u, R&B i orientalnych, nieco tajemniczych motywów wypływających wprost z irańskich korzeni producentki i wokalistki. Zestaw czterech utworów nie tylko potwierdza niesamowity talent młodej Brytyjki, ale jest wyraźnym dowodem na to, że w dobie tak zagęszczonego świata twórców można znaleźć własny, oryginalny, wciągający styl. TĀLĀ z pewnością warta jest dalszej obserwacji, wyróżnia się szczególną błyskotliwością. a jej sposób na współczesną elektronikę jest tak samo barwny, jak i okładka docenionej przez nas epki. — Adrian


17.

Abhi//Dijon EP

Abhi//Dijon

self-released

Abhi/Dijon to duet z Maryland, który w tym roku udowodnił, że na tak przeładowanym gruncie, jakim jest obecnie alternatywne R&B, nadal można tworzyć muzykę świeżą i uzależniającą. Ich bedroomowe granie jest tym samym, czym w zeszłym roku była dla mnie zachwycająca epka od ShyGirls. Abhi Raju i Dijon Duenas tworzą nie tylko znakomite produkcje, ale swoje brzmienie umiejscawiają gdzieś w przestrzeni między sensualnym rhythm and bluesem z lat dziewięćdziesiątych, czerpiąc po trochu z łagodnych utworów Craiga Davida, a kończąc na futurystycznym zacięciu. Zaledwie kilkunastominutowe wydawnictwo wyróżnia się przede wszystkim wyjątkową melodyjnością, a Abhi/Dijon kreują dźwięki, które są nie tylko słodkie i przyjemne, ale zarazem pełne eteryczności i zmysłowości. Ich minialbum to romantyczne R&B najwyższej jakości, odprężające i rozgrzewające w tej samej chwili. — Adrian


18.

Ivry

100s

Fool’s Gold Records

Spragnieni kalifornijskiego słońca powinni koniecznie zapoznać się z tym materiałem. 100s okazał się być największym g-funkowym odkryciem ostatnich lat. IVRY EP to podręcznikowy przykład tego, jak należy czerpać z dorobku hip-hopowych ikon Zachodniego Wybrzeża, nie będąc jednocześnie wtórnym i przewidywalnym. Idealne na grilla, do klubu i samochodu. Hit na hicie. Pulsujące basy, piszczały, ciepłe syntezatory i niewyparzona charyzma rapera. Westcoastowy przepis na sukces. — K.Zięba


19.

Flashlight

Bonobo

Ninja Tune

„Flashlight”, tytułowy utwór to idealny materiał na singiel, a dodatkowo obowiązkowa pozycja w każdym secie DJ-skim Bonobo. Prawie w ogóle niewyczuwalne sample, których używa Simon, leżą na ścieżce dźwiękowej, podczas gdy otaczają je dźwięki pochodzące wprost z innowacyjnych pomysłów Brytyjczyka. Co ciekawe, pomimo braku wokalu, można zrozumieć, co robił i gdzie był autor w ostatnim czasie. Podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc oraz zdobywanie nowych doświadczeń to to, co usłyszymy słuchając Flashlight EP, stworzonej przez człowieka, który nagrał ją tylko z słuchawkami na głowie i laptopem w plecaku. No, może nie dosłownie. — Antkovsky


20.

It’s Better for You

Shafiq Husayn

Eglo Records

Shafiq Husayn jest bez wątpienia jednym z najbardziej kompetentnych współczesnych twórców neo-soulowych. Niestety jest też wciąż jednym z tych najmniej docenianych. Zupełnie niesłusznie! Pięć lat po premierze ostatniego jak dotąd krążka Sa-Ra, tegoroczna epka Husayna It’s Better for You potwierdza jego muzyczny kunszt i konsekwencję w kształtowaniu przestrzennego, zanurzonego po uszy w funkowych inspiracjach brzmienia gatunku. I choć w każdym z trzech utworów wokalnie wspomaga go ktoś inny, udaje mu się zamknąć wszystko w stylistycznie jednorodną całość. Znajdziecie tu więc wszystko to, co sprawiło, że przed kilkoma laty Sa-Ra Creative Partners można było uznać za muzyczne objawienie. — Kurtek


21.

Bishouné: Alma del Huila

Gabriel Garzón-Montano Bishouné

Styles Upon Styles

„Rock me real slowly” señor Gabriel. Wydawnictwo Bishouné: Alma del Huila to muzyczny afrodyzjak najlepszej jakości. Już przy pierwszym nagraniu napięcie znika, głowa staje się lekka, a wszystko dookoła miękko zwalnia tempo. Wystarczy zaledwie kilka chwil, by przejść w stan całkowitego, dźwiękowego upojenia i choćby się waliło i paliło, to nie ma siły, która mogłaby wyrwać z tej krainy błogości. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem przed odsłuchem nie powinien pojawiać się komunikat „Ostrzegamy przed nieuchronnym odlotem”? Gabriel Garzón-Montano wzorowo zaprezentował swoje umiejętności i rozbudził nadzieję na jeszcze więcej uzależniających kompozycji oraz opowieści o rodzinie, miłości i życiu w wielkim mieście, które powinny się znaleźć na jego długogrającym wydawnictwie. — Brzozkaaa


22.

Epka

Ailo & Bitykradne

RNC

Pięć numerów skrojonych przez Bitykradne i Ailo, które buchają namiętnością. Pięć oryginalnych, szczerych do bólu tekstów, pełnych metafor i porównań nad którymi należy się pochylić. No bo kto inny może śpiewać o kremie w takim kontekście, mówić głośno, jakie naprawdę jest społeczeństwo i zmuszać mnie do sięgania po słownik, bo gamma, promieniowanie, fizyka, kosmos? No właśnie. Złodziej beatów połączył za to muzyczną wodę i ogień. Bo niby delikatnie, koronkowo, ale jednak ze smakiem, wyraziście. [więcej] — Eye Ma


23.

Celeste EP

Celeste

Capitol

Celeste ma zaledwie 19 lat, ale dojrzałość i głębia jej głosu skontrastowana z surowymi podkładami powoduje niedowierzanie, że to tak młoda i debiutująca wokalistka. Pierwsza w jej dorobku epka, przygotowana we współpracy z producentem Tev’n, z marszu postawiła ją w gronie promowanych przez nas, niezwykle utalentowanych artystów. Rezydująca w Brighton Celeste pewnie porusza się w świecie złożonym z połamanych dźwięków, intensywnych synthów i dudniących basów, a jej przydymiony, pełen wyrazu wokal przykuwa uwagę. Mieszanka sentymentalnych, lecz przy tym wyrazistych kompozycji zawartych na Celeste EP potwierdza nie tylko stałe zapotrzebowanie na elektronikę czerpiącą pełnymi garściami z soulowego dorobku, ale jest także dowodem na niekończącą się magię wyspiarskiej ziemi. — Adrian


24.

N.O.W.

Sinead Harnett

333 Records

N.O.W. EP to pierwsze wydawnictwo Sinead Harnett od czasu jej gościnnego udziału na projektach Disclosure i Rudimental. Wciąż czekamy na długogrający album, jednak ta epka zdecydowanie umila ten czas. Znajdziemy na niej trzy utwory oraz jeden remiks, każdy w nieco odmiennym stylu. Jednak nie ma się przez to wrażenia, że artystka nie potrafi muzycznie się określić. Wręcz przeciwnie. Łączy ze sobą tradycyjne R&B z elektroniką, dodając do tego piękny wokal. Życzymy sobie jeszcze więcej od tej obiecującej wokalistki w przyszłym roku. — Raspberry


25.

Voices

Cyril Hahn

Virgin

Poza sporym katalogiem mistrzowskich remiksów, Cyril Hahn pokazał, że stać go również na nagranie kilku dobrych autorskich kompozycji. Voices to przebojowa, taneczna płyta, mocno osadzona na basowym groovie, housowym rytmie i klasycznych brzmieniach R&B. Za sukces krążka z pewnością odpowiadają także zaproszeni goście, bo Rochelle Jordan, Javeon i Ryan Ashley swoimi wokalnymi popisami zdecydowanie urozmaicili całość. Epka nie zgłasza może żadnych artystycznych aspiracji i nie tak należy ją traktować. To przede wszystkim szybko wpadająca w ucho muzyka, dająca sporo dobrej zabawy i zmuszająca do mimowolnego kiwania głową. — Emes

Komentarze

komentarzy