ranking

Soulbowl.pl: Najlepsze albumy 2021

Soulbowl.pl: Najlepsze albumy 2021

Lubimy te projekty większe niż życie, które trwają niezależnie od wszystkiego i niezobowiązująco towarzyszą nam, gdy tylko mamy taką potrzebę. Legendy o stałości rzeczy, mity o międzypokoleniowości, sny, w które wszyscy chcemy wierzyć, o czymś większym niż my, co może, jeśli tylko zechcemy, stać się naszym udziałem. I chyba wyrażę stan umysłu wszystkich w naszej redakcji, pisząc, że myśmy się takiemu marzeniu dali ponieść i choć był to sen, który kochaliśmy śnić, mimo wspólnych wysiłków musiał jednak naturalnie znaleźć swój koniec. Tak samo jak naturalnie w marcu 2006 roku znalazł swój początek na Blogspocie założonym przez Siostrę.

Musimy szczerze przyznać — to nasze ostatnie podsumowanie roku na Soulbowl.pl. Choć przez te wszystkie lata to je lubiliśmy ponad wszystko. Może dlatego, że rozrzuceni korespondencyjnie po różnych miastach na moment mieliśmy poczucie, że stawaliśmy się faktyczną redakcją — wymienialiśmy opinie, jak gdybyśmy siedzieli w jednym pokoju. Inspirowaliśmy się nawzajem intensywniej niż w ciągu roku, gdy czas w korespondencyjnej redakcji płynął jakby inaczej. Będzie nam tego brakować, ale nie ma rady. Czas uczciwie powiedzieć to sobie i Wam, Drodzy Czytelnicy — dziękujemy za uwagę, zapraszamy na ostatki. Oto najlepsze albumy 2021 roku według Soulbowl.pl. Niech soul będzie z Wami!


Soulbowl: Najlepsze utwory 201925.

Black to the Future

Sons of Kemet

UMG / Impulse!

Na czwartym albumie Sons of Kemet Shabaka Hutchings i jego brassband ponownie wychodzą z punkowego nerwu, ale tym razem dużo zgrabniej balansują między tubalną rubasznością a radiowym przebojem. Na Black to the Future instrumenty dęte szczerzą zęby w rytmicznym pohukiwaniu orkiestry z Karaibów, a jednocześnie mocno sięgają spirytualizmu i humanizmu w ramach kolektywnej opowieści o afrykańskiej diasporze. Słychać to najlepiej w highlightach, jak rewelacyjny rwano-kołysankowy „Hustle”, z melorecytującym Kojey’em Radicalem i Lianne La Havas a chórkach, albo nostalgiczny „To Never Forget the Source”, który odsłania łagodność i duszę muzyków. Muzycznie to inkluzywna, kontrastowa płyta, ale afro-jazz nadal pozostaje osią brzmienia Sons of Kemet. Pewnie zawiedzeni byli ci, którzy oczekiwali Your Queen Is a Reptile Vol. 2, bo następstwo jest o wiele bardziej wyważone. Ale trzeba przyznać, że to połączenie wątków przebiegło na Black to the Future nadzwyczaj zgrabnie. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 201924.

Temporary Highs in the Violet Skies

Snoh Aalegra

Artium / Roc Nation

Vogue Polska nazwał ją królową smutku i porównał, raczej krzywdząco, do Lany del Rey. Snoh Aalegra ma do zaoferowania o wiele więcej, niż mdłe przyśpiewki Lany. Artystka długo utrzymywała się w gronie artystów niezależnych, aż w końcu, nie słuchając rady swojego guru Prince’a, zdecydowała się podpisać kontrakt z dużą wytwórnią, Roc Nation Jaya-Z. Odbiło się to na najnowszym krążku Temporary Highs in the Violent Skies, który okazał się nieco nierówny. Przeważają jednak plusy i to spore: produkcja (Tyler, the Creator i The Neptunes) czy dojrzale napisany materiał. Każda płyta Szwedki jest odzwierciedleniem jej życiowych doświadczeń. Nie inaczej jest w przypadku Temporary Highs…, na którym każda kompozycja jest kartką z życiowego notatnika Szwedki. A że doświadczyła rozczarowania w miłości, smutek, ale również nostalgia, wylewają się więc odważnie z każdego śpiewanego przez nią wersu. Jeśli dodać do tego wysublimowany look, który zagwarantował jej pójście w pokazie mody Muglera oraz porównania do Sade, otrzymamy elegancką i stylową płytę, która ukorzenia pozycję Aalegry w muzyce. Po przesłuchaniu albumu dochodzi się do wniosku, że artystka przeszła udaną transformację. Jej głos jest pewny, utwory są emocjonalne, a muzyczne wyczucie na wysokim poziomie. Jedynie okładka zrobiona chyba w… Paint’cie. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201923.

If Words Were Flowers

Curtis Harding

Curtis Harding / Anti

2021 rok, a Curtis Harding jak gdyby nigdy nic wyskakuje na scenę w welurowym wdzianku i robi swoje. Można by próbować wcisnąć go na listę obok jego imiennika, Curtisa Mayfielda, czy paru innych ikon lat 70., choć na swoim kolejnym albumie spod szyldu Anti artysta ponownie udowadnia, że nie ma klapek na oczach i rozgląda się również w poszukiwaniu nowych inspiracji. Jest w tym wszystkim miejsce na zabawę, romantyczne wyznania oraz rewolucyjne zacięcie w postaci singla „Hopeful” z porywającym chórkiem i pinkfloydowską gitarową solówką, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na soundtracku do Judasza i Czanego Mesjasza. If words were flowers / I’d give them all to you / They carry power / So proud and beautiful — śpiewa Harding w tytułowym utworze. W jego wykonaniu słowa rzeczywiście mają moc, a my z otwartymi rękami przyjmujemy całą ich wiązankę. — Katia


Soulbowl: Najlepsze albumy 202122.

For My Mama and Anyone That Looked Like Her

McKinley Dixon

Spacebomb

Mimo pokładanych w niej nadziejach Noname nie wydała w tym roku płyty. Jej wakat nie pozostał jednak zupełnie niewypełniony, czy raczej, jej rodzaj wrażliwości — zarówno tej stylistyczno-brzmieniowej, jak i tej emocjonalno-społecznej — nie pozostał bez odpowiedzi. Choć tak naprawdę For My Mama and Anyone Who Look Like Her to rzecz, którą można by też porównać inaczej albo nie porównywać jej wcale, ale trudno, by to skojarzenie nie przeszło przez myśl, gdy wchodzi „Mama’s Home” oparte na wygrywanych na harfie motywach i delikatnym przepełnionym empatią refrenie. McKinley Dixon i jego artystyczna panhiphopowa mozaika wykracza jednak poza ten schemat, zaczepiając to o Blackalicious, to o Quelle Chrisa, to o Kendricka Lamara, ale tak naprawdę niedająca się opisać poprzez opis stylu innego artysty. To rzecz zupełnie swoista, biegnąca przez neo-soulowe, jazzowe, funkowe, rhythm&bluesowe płotki. Osobista przeprawa przez traumę i smutek, po rzeczywistą afirmację na kanwie miejskiej poezji. W każdym calu uosobienie ideału soulbowlowej płyty hiphopowej. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 202121.

Klątwa LP

Tonfa

Aweloot-Saccforce

Tonfę zwykło się porównywać do Death Grips czy Synów. Kiedy słyszymy coś nowego, zawsze szukamy analogii, żeby choć trochę oswoić nieznane brzmienia. Szczególnie w tym przypadku, ponieważ twórczość tego duetu nie jest łatwa i wszelkie wskazówki mogą pomóc w zrozumieniu tego krążka. Przy pierwszym odsłuchu Klątwa przytłacza, szczególnie chaosem sampli — elektronika spod ręki Krenza mieszka się z saksofonem i klasycznym rapem. Ta różnorodność odzwierciedla inspiracje Normana i Kierata, jeden z nich dorastał na polskim hip-hopie, drugi od zawsze poszukiwał nowych brzmień za oceanem. Odwołań do rodzimej sceny jest sporo i chociaż Tonfę można okrzyknąć objawieniem eksperymentalnego hip-hopu, to premiera płyty 28 września zobowiązuje. Pochylenie się nad tekstami duetu może przynieść kolejne rozczarowanie albo zagwozdkę. Pomysł wyjaśniania każdej linijki skończy się nadinterpretacją, bo Norman i Kierat często operują luźnymi skojarzeniami i grami słownymi. Klątwie nie brakuje jednak głębi, melancholii i tajemnicy, którą odkrywa się z każdym odsłuchem. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze albumy 202120.

Talk Memory

BadBadNotGood

XL Recordings / Innovative Leisure

Ostatnie lata przyniosły wiele zmian w obozie BadBadNotGood. Odejście jednego z założycieli zespołu, klawiszowca Matthew Tavaresa wymusiło ustalenie nowej wizji tego, jak wyglądać ma zespół bez niego. Kolejną przeszkodą okazała się pandemia. Poprzednie albumy powstawały bowiem głównie podczas improwizacji koncertowych, które następnie przenoszone były do studia. Proces odnajdywania się w nowej rzeczywistości trwał niemal dwa lata, po których grupa poczuła w końcu ekscytację związaną z tworzeniem nowych rzeczy. Wrócili na nich do swoich korzeni, czyli grania instrumentalnych utworów, w których siła napędowa jest łączenie równych gatunków, z duża przewaga jazzu. Na nowym krążku słychać bowiem wyraźne echa Davisa, Sandersa czy Sun Ra, na których wychowali się muzycy, jak również wpływy hip-hopu, czy progresywnego rocka. Ważnym elementem całości są też goście, wśród których pojawili się Karriem Riggins, Terrace Martin, Laraaji, Brandee Younger czy genialny brazylijski producent i muzyk Arthur Verocai, który zaaranżował sekcję smyczkową w aż pięciu kompozycjach. W ten sposób stworzyli dźwiękową odyseję, będącą wyrazem radości z muzyki i społeczności, w której mają szczęście uczestniczyć. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze albumy 202119.

Half God

Wiki

Wikset Enterprise

Wiki to nowojorczyk z krwi i kości, co słychać w zasadzie na każdym z jego projektów. Na Half God wynosi to jednak na nowy poziom, wcielając się w rolę narratora opisującego dorastanie na ulicach Wielkiego Jabłka. Raper pokazuje tu swoją wszechstronność – od luźnego ciągu myśli snutych na jednym z dachów po moralizujące storytellingi. Pochwalić trzeba też stronę produkcyjną – wszystkie beaty na albumie wyprodukował Navy Blue. To kolejna mocna strona płyty. Navy nie sili się na eksperymentowanie, zamiast tego sięga po sample, którymi z pewnością nie pogardziliby DJ Premier czy Pete Rock. Wszystko utrzymane jest w konwencji alchemistowych, minimalistycznych podkładów, a powycinane pętle stanowią dopełnienie tego nowojorskiego klimatu. Half God to mocny dowód na to, że klasyczny rap wciąż ma się dobrze. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze albumy 202118.

Sprzedałem dupe

Zdechły Osa

Warner Music

W kawałku „Na niby” wrocławski underdog nawija: Żabson to ziomal, a Osa to pizda. I na tym właściwie recenzja mogłaby się skończyć. Sprzedałem dupe to płyta-paradoks, która targa nas przez ćpuński rynsztok i klatówy śmierdzące moczem, domestos hazem deluxe i trutką na szczury, po to, aby pokazać nam najświeższą rzecz, jaka wydarzyła się od dawna w piekiełku zwanym polskim hip-hopem. W jej bebechach tętnią echa inspiracji całym wachlarzem elektronicznych abiektów – czeluściowe, ospałe dropy, zbenzowane, neurotyczne emo trapy, paranoidalny witch-house na bad tripie i nafurany chrzanem drum’n’bass. To wszystko zaś w służbie największej fascynacji Osy, czyli punku. I to nie artystowskiego wariantu post, tylko jarocińskiego jabol punka na trzy akordy i darcie mordy dla brudnych dzieci Sida, dezerterów i muzgów z defektami, który nie tylko zapiercingowany jest w tym całym industrialno-hip-hopowym cielsku muzycznie, ale przede wszystkim duchowo. Spotkałem się z określeniem, że teksty na tej płycie swój debiut w formie pisanej mogły mieć dopiero w momencie transkrypcji na Geniusie i prawdopodobnie całkiem dużo w tym prawdy, ale taki jej urok. Punk’s not dead póki jest Zdechły. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 202117.

Nine

Sault

Forever Living Originals

Tajemniczy kolektyw Sault sprostał oczekiwaniom i zburzył obawy o krótkoterminowość projektu. Podobnie jak w 2020 roku, tegoroczny album podszyty jest polityczno-socjologicznymi manifestem osadzonym w wielowarstwowym brzmieniu londyńskich ulic. Gęsto jest od ciężkich wersów, które potrafią zarówno rozpoczynać, jak i puentować wiele dyskusji na ważne tematy. Nine jest również kolejnym dowodem na ogromna wartość produkcji, które docenia się porządnie jedynie po wielorazowym wsłuchaniu się w ich treść. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze albumy 202116.

El madrileño

C. Tangana

Sony Music

C. Tangana porzuca tymczasowo korzenie rapowe na rzecz korzeni narodowościowych, podążając ścieżką nakreśloną przez Rosalíę, Gabriela Garzóna-Montano czy Kali Uchis. Najbliżej mu naturalnie do Rosalíi, ale rejony stylistyczne na El mal quererEl madrileño stoją wobec siebie w opozycji niczym noc i dzień. Owszem, znajdziemy u C. Tangany trapeton, jak w „Tú me dejaste de querer”, czy vocoderowe nucenie w „Párteme la cara”, ale tytułowy madrytczyk jest dużo bardziej analogowy niż cyfrowy. Nasz programowy pop rapowiec postawił na umiarkowane, ale jednak, ryzyko, wybierając do trzeciego albumu żywe instrumenty, żywotne struktury, i żywych ludzi. Utwory na tej płycie to laurka dla kultury hiszpańskojęzycznej wielu pokoleń; znajdziemy tu balladę z Omarem Apollo, ale i hiszpańską rumbę w towarzystwie Kiko Veneno czy bolero w duecie z Eliadesem Ochoą (nie mówiąc już o Gipsy Kings, którzy na El mdrileño wypadają wyjątkowo dobrze). C. Tangana sprytnie przystąpił do sprawdzianu trzeciej płyty. Podobno album jest marny lirycznie, ale jego świeżość i nieoczekiwana przebojowość nadrabiają wszystkie niedostatki z nawiązką. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy 202115.

Kick ii-iiiii

Arca

Arca / XL Recordings

Gdyby jedynym kryterium naszego rankingu była monumentalność projektów, Arca nie miałaby sobie równych w tym roku. W grudniu tego roku artystka wypuściła aż 4 albumy (prawie 2 i pół godziny muzyki) stanowiące kolejne części serii „Kick”, której pierwszy (fenomenalny) rozdział mieliśmy szanse usłyszeć w zeszłym roku. Każda z płyt ma swój wsobny, osobliwy charakter, ale najlepiej sprawdzają się jako różne aspekty tego samego manifestu– interdyscyplinarne, totalne dzieło afirmujące cielesności i kreujące queerową, scyborgizowaną, transhumanistyczną wizję nowego człowieczeństwa wyzbytego jarzma binarnej płci. Część druga eksploatuje w dużej mierze reggaeton i wenezuelskie korzenie, które po raz pierwszy mieliśmy okazję usłyszeć na zeszłorocznym „Maquetrefe”. Symbolizuje ona korzenie tożsamościowe, ale też lekkość ducha, ludyczność i sensualność związane z blichtrem popu i tętniącego glamem celebryctwa (czego najjaskrawszym przykładem jest obecność Sii na krążku). Część trzecia to Arca post-industrialna, rozedrgana ciągłym gliczem, agresywna i, przede wszystkim, bezlitośnie, bezpruderyjnie napalona. Płyta ta brzmi jak coś pomiędzy ballroomem w duchu sadomaso i rytualną orgią, reprezentuje władczość popędów i wszechogarniający erotyzm, transhumanistyczne j’ouissance nad którym władzę totalną ma Doña i domina. Część czwarta to niemal soundcloudowy szkicownik, zbiór niezobowiązujących etiud ambientowych romansujących z witch house’m, reprezentujących proces oraz nostalgię. Finał serii natomiast serwuje chyba największe zaskoczenie dotychczas – post-minimalistyczną płytę z muzyką klasyczną, w której słychać rzetelne wystudiowanie kompozytorskiego tintinnabuli Arvo Pärta i kojącą, pomnikową stoickość Ryuichiego Sakamoto, który zresztą na płycie się udziela we własnej osobie. Symbol religii, boskości, harmonii i duchowości, zamknięcie dzieła życia. Tak krótka notatka nie odda wszystkich skrajnych emocji, które targają w trakcie słuchania, więc po prostu poświęćcie kilka godzin i doznajcie tego sami. Naprawdę, naprawdę warto. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 202114.

Be Right Back

Jorja Smith

FAMM

Debiutancka płyta Smith, Lost & Found, otrzymała nominację do Grammy i BRIT Awards. Poprzeczka postawiona została zatem wysoko i aby nie stracić na jakości, pisanie odpowiedniej kontynuacji zajmuje sporo czasu. Jorja więc wyraźnie dała do zrozumienia fanom, że Be Right Back to bardziej EP niż pełnoprawny album. Stąd też zresztą sam tytuł. Wydawnictwo wypełnia lukę w brytyjskim R&B, ale bardziej pełni funkcję zapychacza aniżeli odświeżenia. Część utworów brzmi jak dema lub niedokończone projekty, choć pierwsze kilka numerów to całkiem sensowny seans. „Addicted” to silny drum’n’bassowy utwór z przyjemnym loopem syntezatora, który śmiało można by singlować, a kończący tracklistę „Weekend” to z kolei nastrojowa i mroczna próba Smith w wyższych rejestrach wokalnych, jednocześnie będąca najbardziej innowacyjną pozycją na wydawnictwie. Jeśli to ma nam zapowiadać co może nadejść przy drugiej płycie, czekamy — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze albumy 202113.

Mood Valiant

Hiatus Kaiyote

Brainfeeder

Trzeci krążek nietypowego zespołu jakim jest Hiatus Kaiyote okazał się tym najlepszym. Australijska grupa szerszej publiczności znana przede wszystkim z singla “Nakamarra” wykonanego wspólnie z Q-Tipem, na poprzednich wydawnictwach sprawiała wrażenie nieco rozjechanej z charakterystycznym, mocnym głosem wokalistki Nai Palm. Na Mood Valiant w końcu stanowią spójny, pełny szalonych pomysłów zespół piekielnie zdolnych muzyków. Międzygatunkowy blend soulu, funku, r&b i jazzu z charakterystycznym, psychodelicznym sznytem zespołu w końcu złapał harmonię z niesamowitym warsztatem Nai Palm. Jej wokal stanowi dodatkowy instrument, zwłaszcza w pierwszej połowie płyty, gdzie szalone nawałnice dźwięków potęgowane są przez zwielokrotnione wokalizy, tworząc cale spektrum melodii. Jednocześnie stanowi przeciwwagę i uspokojenie w drugiej połowie płyty gdy tempo istotnie zwalnia. Unikatowe brzmienie albumu zdecydowanie zasługuje na umieszczenie go w tegorocznym rankingu. — Richie Nixon


Soulbowl: Najlepsze albumy 202112.

Play With the Changes

Rochelle Jordan

Young Art

Rochelle Jordan przeszła niezłą transformację od nastrojowego R&B do odważnych dźwięków elektroniki. Stało się to za sprawą przeprowadzki z Kanady do Stanów Zjednoczonych, załapania odpowiednich kontaktów i wejścia w szeregi nowej wytwórni DJ-ki Tokimonsty, Art Records. Na Play With the Changes usłyszymy minimalistyczną produkcję, falsetowy wokal artystki i pokłady energetycznej muzyki. Jednak słuchając albumu, nie poczujemy atmosfery parkietu z typowej dyskoteki. Jest to raczej wizyta w przepełnionym smutkiem techno-garage’owym klubie nocnym, gdzie kolorowe lasery rozcinają łzy smutku. Jordan, pokonuje jednak nostalgię i pokazuje siłę kobiety, która nie przystaje na złe traktowanie. W jej wokalu słychać pewność siebie, słychać życiową ewolucję. Fani jej poprzedniego brzmienia soft R&B będą zaskoczeni alternatywną mieszanką połamanego EDM-u i klimatycznego soulu, która z powodzeniem mogłaby wybrzmieć również na ścieżkach dźwiękowych pokazów mody emitowanych w Fashion TV, ale najważniejsze jest to, że za tą różnorodnością kryje się własna historia opowiedziana wyłącznie na własnych warunkach. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze albumy 202111.

Shelley FKA DRAM

Shelley FKA DRAM

Empire / Atlantic

DRAM, czy może Shelley, zdawał się co prawda w ostatnich latach bardziej zajęty żonglowaniem pseudonimami artystycznymi i wyciskaniem na Instagramie, ale okazało się, że znalazł też miejsce na muzykę. Następca hybrydowego rap-soulowego debiutu skręca w tym mniej popularnym z możliwych kierunków i bierze się za neo-soul zupełnie na poważnie. Nie jest to może stylistyczny U-turn na miarę Tylera, the Creatora, ale z pewnością nie brakuje Shelley’mu w tej odsłonie fantazji i charakteru. Gdy Tyler zamienia jedną maskę na drugą, DRAM kroczy bardziej prostolinijną drogą do autentycznej autoekspresji — oczywiście nie bez artystycznych pretensji. Jego neo-soul jest natchniony, ale nieco zdekonstruowany, rozstrojony post-trapową rytmiką i pijanymi przeciągnięciami w kolejnych refrenach. Jest w tym wszystkim urok i szczerość, którą trudną poważyć, a nie brakuje i klasycznych melodii, poczynając od ujmującego progresywnym aranżem pierwszego singla „The Lay Down” z gościnnym udziałem H.E.R., przez łączącego melodyczno-produkcyjne tradycje lat 90. i 00. „Cooking With Grease”, po gospelowy refren z rock’n’rollowym zacięciem w „Remedies”. Shelley, DRAM, D.R.A.M., nieistotne. Typ nadal to ma. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 202110.

Haram

Armand Hammer

Backwoodz Studioz

Choć Armand Hammer i The Alchemist to nie tak odległe zakątki rapowej sceny, to w dniu premiery wspólnego krążka połączenie wydawało się dość zaskakujące. Billy Woods i Elucid przyzwyczaili nas raczej do ciężkiego ulicznego klimatu. Al natomiast wysyła ostatnio bity na prawo i lewo znacząco rozwijając swoje producenckie portfolio. Połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Duża w tym zasługa beatmakera z Kaliforni, który wywiązał ze swojego zadania perfekcyjnie i chyba każdy się zgodzi, że sukces Haram to w dużej mierze jego zasługa. To zupełnie inny Alchemist niż ten, którego można kojarzyć m.in. z kolaboracji z chłopakami z Griseldy. Producent ma tu zdecydowanie więcej swobody – w efekcie otrzymujemy cały przekrój bitów, od surowych i mrocznych, po te lżejsze i bardziej psychodeliczne. W to wszystko doskonale wpisuje się nowojorski duet. Raperzy snują swoje ponure opowieści, pełne abstrakcyjnych wersów, a jednocześnie mocne i dobitne. To ten rodzaj połączenia, o które nikt nie prosił, ale każdy potrzebował. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze albumy 20219.

Hustle as Usual

Belmondawg

Asfalt

“Captcha, czy jestem człowiekiem nadal?”. Dla Młodego G Hustle as Usual to rozliczenie się z przeszłością i próba odcięcia się od skandali, które w ostatnich latach definiowały jego karierę. Po aferach finansowych w Mobbyn czy słynnych zdjęciach, które wyciekły do mediów, fani myśleli, że to koniec jego działalności muzycznej. Epka pokazuje, jak świetnym jest tekściarzem i że jak chce, to może. Pełno tu wyszukanych follow-upów –– obok odniesień do utworów Starego Miasta pojawiają się nawiązania do Don Kichota czy Tracy Chapman. Belmondo otwiera się i wprost opowiada o problemach, myślach samobójczych czy kłótniach z kolegami z branży. Hustle as Usual to zdecydowanie jego najbardziej przemyślany i dopracowany materiał. Za warstwę muzyczną odpowiada EXPO 2000, który wcześniej stworzył bit do luźnego singla “Kto by pomyślał”. Na płycie gościnnie pojawił się sam Dizkret, który dołożył linijki do numeru “Followup”, chyba najbardziej trueschoolowego utworu z całej epki. Hustle as Usual pokazuje możliwości i kreatywność Młodego G, obyśmy doczekali kolejnych materiałów od Gdynianina na takim poziomie. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze albumy 20218.

Promises

Floating Points x Pharoah Sanders

Luaka Bop

Album Promises jest niczym dialog, który definiować można na kilka różnych sposobów. Spotykają się tu bowiem trzy gatunki muzyczne, a mianowicie uduchowiony jazz, ambientowa muzyka elektroniczne oraz podniosła klasyka. Kolejne zestawienie odbywa się na poziomie pokoleniowym. Mamy tu bowiem 35-letniego, brytyjskiego producenta, który nawiązał wyjątkową przyjaźń i zrozumienie z 81-letnią dziś legenda jazzu i razem, przy asyście członków Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej stworzyli dzieło wyjątkowe i ponadczasowe, które dla słuchaczy może być nieziemskim doświadczeniem, przypominającym nieco sen. Krążek składa się z jednej długiej kompozycji, przez której niemal całość słyszymy krótki, siedmiodźwiękowy motyw odegrany na klawesynie, powtarzający się niczym mantra. Fragment ten spaja kompozycję, ale najważniejsze dzieje się wokół. Każde wejście Sandersa (zarówno te na saksofonie, jak i wokalne), czy pojawiająca się szczególnie wyraźnie w drugiej części kompozycji, mocna i wnosząca nieco dramaturgii sekcja smyczkowa Londyńskiej Orkiestry Symfoniczne wprawia nas w stan zadumy, medytacji oraz przywołuje poczucie obcowania z czymś więcej niż tylko muzyką. Wielka rzecz. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze albumy 20217.

That Secret Sauce

Jerome Thomas

Rhythm Section International

W ciągu ostatnich lat do znudzenia składamy wiązanki pochlebstw pod adresem nowofalowej sceny muzycznej na Wyspach. Niemożliwym jednak jest przerwanie passy, skoro na światło dzienne wychodzą tego typu produkcje. Dwudziestokilkominutową epkę Jerome’a Thomasa docenią wielbiciele organicznego neo soulu, którym wyostrzają się zmysły na pogłoski o premierowych ruchach D’Angelo („That”), Maxwella („Secret”) czy Bilala („Sauce”). Główny sprawca zamieszania przyznaje, że większość jego utworów jest rodzajem pamiętnika skierowanego do ludzi, z którymi chciałby podzielić się swoim pragnieniami, jednak nie ma tego odwagi zrobić bezpośrednio w bliskich relacjach. Świetnie, że konfesjonałem dla twoich namiętności jest studio nagraniowe. Dzięki, Jerome! — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze albumy 20216.

By the Time I Get to Phoenix

Injury Reserve

Injury Reserve

Stepa J. Groggs, jeden z członków Injury Reserve, zmarł niespodziewanie, gdy grupa pracowała nad drugim studyjnym albumem. Z perspektywy słuchaczy trudno było wyobrazić sobie, jak materiał będzie wyglądał bez niego zwłaszcza, że wydane single wskazywały na zupełnie nowy kierunek. By the Time I Get to Phoenix to właściwie album post hip-hopowy. Jego tytuł nawiązuje do utworu, który znalazł się na również wyłamującym się gatunkom, soulowym klasyku Isaaca Hayesa, Hot Buttered Soul. Swoją drogą pierwszy z singli, „Superman That”, powstał dlatego, że Injury Reserve postanowili zremiksować wspomnianą piosenkę. By the Time I Get to Phoenix jest przepełniony ciężkimi emocjami, żalem, smutkiem, gniewem. Składające się na niego 11 utworów zlewają się w całość, przenikają. Dajcie sobie czas: jego odsłuch warto traktować jak doświadczenie. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze albumy 20215.

Call Me If You Get Lost

Tyler, the Creator

Columbia

Tyler, the Creator na swój szósty album zaprosił DJ-a Dramę, którego seria kultowych mixtape’ów Gangsta Grillz mocno wpłynęła na całą kulturę. Pełni on na nim rolę gospodarza. W ten sposób T złożył hołd swoim wczesnym inspiracjom, a Call Me If You Get Lost – trochę jak Donda Kanyego Westa – zawiera w sobie to, co na poprzednich płytach Okonmy częściowo już słyszeliśmy. Zresztą lider Odd Future jako Sir Baudelaire wzorowany na francuskim poecie wyklętym przygląda się swojemu życiu i niepozbawionej kontrowersji karierze, oraz próbuje odnaleźć się w miłosnych relacjach. Można doszukiwać się tu najróżniejszych wpływów — od najntisowego rapu, przez R&B, po dub. Wszystko to w mixtape’owej formie i w albumowym formacie. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze albumy 20214.

Pray for Haiti

Mach-Hommy

Griselda

Mach-Hommy to jedna z najciekawszych i najbardziej oryginalnych postaci amerykańskiej rapsceny. Ukrywający swoją twarz za bandaną i sprzedający swoje płyty za niebotyczne sumy nowojorczyk, dumny ze swojego haitańskiego pochodzenia, wydał w tym roku drugi już album w Griseldzie w ciągu sześciu lat. Pray for Haiti to też najlepszy materiał w jego dotychczasowej karierze, bo też najbardziej dopracowany. Bity zawieszone są gdzieś między abstrakcyjnym hip-hopem a klasyką wschodniego wybrzeża, słuchacze lubiący wracać do oszczędnych w brzmieniu nagrań Roca Marciano odnajdą się tu doskonale. Hipnotyzujący głos i stylówka sprawiająca wrażenie rapu jakby od niechcenia, do tego charakterystyczny, lekko Mos Defowy zaśpiew i przemycanie od czasu do czasu haitańskiego (kreolskiego) języka do nawijki. Brzmi to doskonale i sprawia, że Pray for Haiti jest bez wątpienia jedną z najlepszych hip-hopowych płyt mijającego roku. — Dill


Soulbowl: Najlepsze albumy 20213.

An Evening With Silk Sonic

Silk Sonic

Aftermath / Atlantic

Z pewnym dyskomfortem przyjęliśmy uniwersalność wspólnego krążka Bruno Marsa i Andersona .Paaka. Okazało się, że filadelfijski soul i funk to nadal uniwersalny język muzyczny, którym można z powodzeniem podbić świat. Nasze spotifajowo-instagramowe bańki połączyły się na krótką chwilę, dzięki tej płycie w coś na kształt wspólnego doświadczenia. Bo to z jednej strony świetnie napisany i wyprodukowany z dbałością o aranżacyjne niuanse album, a z drugiej zapis wieczoru pełnego dobrej zabawy z co najmniej kilkoma ponadczasowymi radiowymi kilerami, na czele z singlowymi „Leave the Door Open”, „Skate” i „Smokin Out the Window”. To może straszny banał, ale to muzyka, która mówi sama za siebie i która przede wszystkim miała niebagatelną szansę, by sama przedstawić się słuchaczom. Można co prawda polemizować, czy siła jej oddziaływania byłaby tak duża, gdyby nie nazwisko Marsa, ale nie da się sprowadzić jej energii, charyzmy, talentu, czaru i flow do celebryckiego szumu. Niezależnie od tego z jakiej strony zbliżymy się do Silk Sonic, górę zawsze musi wziąć muzyka. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 20212.

Smiling With No Teeth

Genesis Owusu

House Anxiety / Ourness

Nie usłyszycie w tym roku świeższej, kreatywniejszej i bardziej wpasowującej się we współczesny zeitgeist intertekstualnego chaosu płyty soulowej niż Smiling With No Teeth. Owusu to transgatunkowiec, latorośle epoki internetu, które wyrywa ten gatunek z sentymentalnego skostnienia i wiecznego upcyclingu korzennych patentów, proponując muzykę rześką, bezpardonową i cholernie nośną. Żeni on gatunkowe prawidła z rozwiązaniami zaczerpniętymi z synth punku, łotrzykami hip-hopowej awangardy spod znaku Death Grips czy Jpegmafii i smukłą, sypialnianą dyskotekowością muzyki indie, mimo to jednak całość nie brzmi jak algorytmiczne studium gustu muzycznego Anthony’ego Fantano. Wręcz przeciwnie, największą zaletą krążka jest to, że jest to muzyka na wskroś autorska, tryskająca z każdego tracku zaraźliwą charyzmą artysty, którego ekscentryczna, komiksowa niemal osobowość wydaje się wydarta rodem z gorillazowego uniwersum. Genesis Owusu to gwiazda, na jaką to scena zasługiwała, a jej blask trudno było w tym roku ignorować. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 20211.

Sometimes I Might Be Introvert

Little Simz

Age 101

Od wrześniowej premiery czwarty w dorobku album Little Simz zdążył już pewnie zdobyć tylu sceptyków, co zwolenników w pierwszych, zazwyczaj entuzjastycznych recenzjach. Ale w kontekście naszego dość nostalgicznego podsumowania (żeby wymienić choćby Silk Sonic, Rochelle Jordan czy C. Tanganę; a to przecież nie wszyscy tak jawnie odwołujący się do przeszłości), to nikt w tym roku nie opowiedział nam lepiej historii o retromanii i ludzkiej wrażliwości. Rozumiem osoby przytłoczone monumentalnym wydźwiękiem tego albumu, rozumiem osoby, które widzą w Sometimes I Might Be Introvert nic więcej, jak dobrze wyprodukowaną wydmuszkę. Trudno jednak nie przyznać, że filmowa bezkompromisowość płótna marki Inflo łączy się bez pudła ze staromodnoą wrażliwością Simbi, tworząc może nieco przegadaną, ale w gruncie rzeczy spójną i przyjemną całość. Mam poczucie, że kluczem do odczytywania takich monumentów jest docenienie szczegółów, dla każdego pewnie innych; dla mnie to bitowe „Protect My Energy”, pełnokrwiście soulowe sample Smokey Robinsona i Taliba Kweli w „Two Worlds Apart” i „Standing Ovation”, odwołania do starego Kanyego (choćby w „Rollin Stone”) i do starej-młodej Simz („Speed”), afrobeatowe wycieczki, ale i archandroidowe interludia, w których Simz odważnie uderza w prostolinijne tony. Myślę, że zabieg namnożenia wątków był tu celowy i dobrze podkreślił ambicje tak producenta, jak i wykonawczyni. Sometimes I Might Be Introvert to zdecydowanie najgłośniejsza w tym roku (może i bezwstydna) celebracja głęboko osadzonej tożsamościowo wrażliwości. Ma prawo jawić się bezpiecznym comfort foodem, który wyznaczy nam linię Bożego Narodzenia i osadzi w wygodnym, pluszowym siedzisku. Ale to nie Kanye West i sampel na Dondzie, to Little Simz jest w tym roku najbliżej dziedzictwa Lauryn Hill, jak to tylko możliwe. I ja, mimo wielu różnych emocji, które ten album we mnie wywołuje, czuję że dokładnie takiej superbohaterki potrzebowaliśmy. — Maja Danilenko


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 2021

Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 2021

Chwilę nas nie było, przyznajemy, ale nie mogliśmy pozwolić, żeby ci z was, którzy rozpoczęli z nami mijający rok, musieli go bez nas kończyć. Zmobilizowaliśmy siły i stworzyliśmy klasyczne Soulbowlowe podsumowanie roku, jak zwykle wypełnione wszystkim tym, co nam w duszy grało na przestrzeni minionych 12 miesięcy. A trzeba przyznać, że po nieco wycofanym pandemicznym 2020, mimo że sytuacja światowego zdrowia publicznego nie zmieniła się diametralnie, w 2021 roku zdołaliśmy wydawniczo wrócić na właściwy tor. Sprawdźcie nasze typy na najlepsze utwory 2021 roku poniżej.


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202125.

„Bad at All”

Coco O.

Coco O. Productions

Czerpanie ze smooth soulowego dorobku lat 80. to u schyłku 2021 już w soulu i R&B nic niezwykłego. Ale Coco O. wyróżnia się na tym tle od pozostałych adeptek dziedziny i na „Bad at All” chwyta za serce w dość przewrotny, dziaderski wręcz sposób. Poniekąd to te niby niepozorne, ale w gruncie rzeczy łatwe do wychwycenia drobiazgi — na pierwszym planie mamy nastrój rodem z dramatu z lat 80., który zapewniają pogłosowe klawisze i gitara, wywodzące się z tej samej quiet stormowej rodziny, co „Wicked Game” Chrisa Isaaka. Ale nastrój byłby zupełnie przezroczysty, gdyby nie snujska i sensualna, a przy tym niezupełnie linearna narracja, dopełniona dźwiękowym plot twistem w refrenie, który bierze nas z zaskoczenia i wyjątkowo nie szybuje konsekwentnie rzewnym płaczem w górę. I kiedy smooth soul na „Bad at All” całkiem przecież programowo spotyka sophisti, niespodziewanie wybija się nadprogramową nieprzewidywalnością. Coco O. bardzo swobodnie pływa w tej dźwiękowej materii i nie trzeba wiele, żeby popłynąć razem z nią. — Maja Danilenko


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202124.

„Dancing Elephants”

Rochelle Jordan

Young Art

Najbardziej wyrazisty singiel z tegorocznej płyty kanadyjskiej wokalistki. Stworzone z Machinedrumem „Dancing Elephants” wywołała uśmiech na twarzach fanów Disclosure z okresu premiery albumu Settle. House’owa specyfika utworu w czasach szarpanej dostępności nocnych klubów może obudzić w was tęsknotę za parkietem. Taki też jest główny atut tego numeru. Tańczcie jak najczęściej, nawet w towarzystwie słoni. — K.Zięba


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202123.

„Brown Shoulders”

McKinley Dixon ft. Ms. Jaylin Brown

Spacebomb

Jeżeli we wszechogarniającym soulowe poletko tegorocznym albumie Silk Sonic brakowało wam trochę surowizny, a na wskroś szarmancki, gustowny aksamit garnituru zastąpilibyście ignoranckim hip-hopowym hoodie z garścią rapowego złota najwyższej próby, to mam dla was niezłą propozycję. McKinley Dixon wychodzi z podobnego świata inspiracji i sentymentów, co wspomniany duet i tak jak oni targa za sobą asamblaż cholernie zdolnych muzyków, ale w kawałkach takich jak „Brown Shoulders” wydobywa z nich ten sznyt spontaniczności i ulicznego, organicznego brzmienia, które Mars i Paak zastąpili dźwiękową elegancją. Balansuje bez zachwiania równowagi między soulową miękkością i lirycznością, a akrobatyką barsów, ani na moment nie gubiąc szczerości, masy charyzmy i, przede wszystkim, szczerej frajdy, która pcha ten introwertyczny banger w stronę żywiołowego jam session. — Wojtek


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202122.

„CAPTCHA”

Belmondawg

Asfalt

Belmondawg, Belmondziarz, Bojkot, Młody G, Młody Sarmata czy Tyta – Belmondo to na pewno jedna z barwniejszych postaci na polskiej scenie, niekoniecznie w tym pozytywnym sensie. Wydawało się, że na zawsze pozostanie tajemniczą legendą podziemia i filarem rozpadającej się raz na jakiś czas grupy MOBBYN. Na H.A.U. EP Belmondo stara się rozliczyć z przeszłością. “CAPTCHA” to postawienie grubej kreski, odcięcie się od skandali, bo to one definiowały i utrudniały jego karierę przez ostatnie lata. Kłótnie o pieniądze w MOBBYN, problemy z narkotykami czy słynny skandal z Rafalalą – o Belmondo słyszeliśmy głównie w takim kontekście. “CAPTCHA” pokazuje, że raper chce naprawić dawne błędy i “odbić się od dna”. Młody G udowadnia też, że potrafi pisać błyskotliwe linijki z zaskakującymi nawiązaniami do kultury, które przeciętny słuchacz będzie musiał wygooglować. — Polazofia


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202121.

„Thought About You”

Joel Culpepper

Pepper

Na pewno już to gdzieś słyszeliście. Funkujący bas w dialogu ze słodko-ostrymi klawiszami, organami Hammonda, filmowymi smyczkami i pełnym przejęcia falsetem. Jakby tego było mało, już na samym wstępie atakuje nas werbalizacja chyba najstarszego emoji świata w postaci repetytywnego staccato „I heart you”. Joel Culpepper na „Thought About You” bardziej przepisał całą zawartość Purple Rain, niż napisał ją na nowo, ale obok tego amalgamatu podskórnej surowości z rejonów Genesisa Owusu i jawnie purpurowego funku zaklętego w bezpretensjonalnej pościelówce z sitarowym finałem trudno przejść obojętnie. Nie umiem jednoznacznie stwierdzić, czyja to zasługa w wypadku „Thought About You”, że lubimy takie piosenki, które już słyszeliśmy. Być może chodzi wyłącznie o to prostolinijne, ułożone wzdłuż linijki wyznanie z intra i jego zwariowaną dobudówkę – koniec końców zaskakująco świeże i rozczulające. — Maja Danilenko


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202120.

„Honey”

Raheem DeVaughn & Apollo Brown

Mello Music Group

Choć tegoroczna głośna kolaboracja samozwańczego króla pościelowego R&B Raheema DeVaughna i jednego z czołowych alt-hip-hopowych producentów Apollo Browna nie spełniła pokładanej w niej oczekiwań — oto kolejna półprzezroczysta płyta DeVaughna, nieco może solidniejsza produkcyjnie, na Lovesick znalazło się też kilka zupełnie esencjonalnych numerów. Jednym z nich jest „Honey” — minimalistyczne, post-quietstormowe R&B prowadzone na ambientowym, niemal drumlessowym bicie. Napięcie tworzą tutaj drobiazgi produkcyjne i wielościeżkowo prowadzony natchniony wokal DeVaughna. Jest jak w najlepszych momentach z dyskografii Ushera i najsubtelniejszych produkcjach The-Dreama. — Kurtek


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202119.

„Say Yes”

VanJess ft. Tokimonsta

Keep Cool / RCA

TOKiMONSTA wspólnie z siostrzanym duetem VanJess wyniosły klasyk Floetry na inny (niekoniecznie wyższy) poziom. Slow jamowe pościelowe „Say Yes” zostało przedstawione w klubowej, dance’owej odsłonie. Oryginał odnosił się do głębokiego przesłania otwartości i miłości, co w czasie pandemii zyskało na aktualności i zostało wykorzystane przez artystki. Nowa odsłona singla potwierdza innowacyjność Toki i jej zdolność adaptowania się do różnych rytmów, a dla Jessiki i Ivany zaproszenie do współpracy przez producentkę, jest ukłonem w stronę ich talentu i braku lęku przed eksperymentowaniem. Ich kolaboracja została doceniona przez nasza redakcję i „Say Yes” znalazło się w naszym zestawieniu. — Forrel


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202118.

„Peaches”

Justin Bieber ft. Daniel Caesar & Giveon

RBMG / Def Jam / Sony

Dla mnie ten rok upłynął pod nazwiskiem Justina Biebera. Świetny album, doskonała kampania marketingowa, interesujące i różnorodne wykony live większości numerów z płyty, materiał dokumentalny powstały we współpracy z Amazon Prime Video, a do tego niesamowite show jako headliner na festiwalu Made in America, które było pierwszym dużym występem Biebera od czasów przedpandemicznych. W zasadzie każdy numer z albumu Justice to przebój, ale to właśnie “Peaches”, zgodnie zresztą z przewidywaniami, osiągnęło największy sukces komercyjny na świecie. To klasyczny utwór R&B o miłości, dzięki któremu Giveon miał okazję pokazać się szerszej publiczności. Od momentu wydania Justin wykonał go na żywo aż 20 razy, choć nie rozpoczął jeszcze swojej trasy koncertowej. Delikatne flow “Peaches”, którego łagodność definiowana jest przez bas, klawisze i gitarę z pewnością nie tylko nas przeprowadziła przez ciepłe pory kończącego się roku z uśmiechem na twarzy. — Kuba Żądło


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202117.

„Pick Up Your Feelings”

Jazmine Sullivan

RCA

IHI! UHU! Ktoś tu wjeżdża z buta i w trzy minuty robi konkretne porządki. Nie od dziś wiadomo, że Jazmine Sullivan to kawał wokalu, ale dopiero na „Pick Up Your Feelings” dowiozła jakość, którą bez strachu można określić kanoniczną. Nie ma takiej siły, która pokonałaby mocno osadzony w ziemi, pędzący z prędkością rollercoastera przez całą skalę dźwięków głos Sullivan. Kierująca tym wagonikiem emocji to cedzi przez zęby, to urywa w pół zdania, żeby ostatecznie wybuchnąć pełnią konstruktywnej złości w refrenie. Odpowiednio surowy i oszczędny basowo-bitowy akompaniament na 6/8 idealnie kontrastuje z tymi barwnymi wokalizami i z charakterną dynamiką, która ewokuje czas rzeczywisty i znajduje słuchacza w samym oku cyklonu. Dostaliśmy dzięki temu rasowe, gardłujące z trzewi R&B, którego się nie spodziewaliśmy; ale na pewno nie wzgardzimy. „Pick Up Your Feelings” przenosi wokalne góry (i doły) na takie poziomy, że naprawdę nie ma już co zbierać — Maja Danilenko


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202116.

„If I Could”

Charlotte Day Wilson

Stone Woman

Swoją muzyką Charlotte Day Wilson przyzwyczaiła nas do pewnej nostalgii. Heartbreaks, set backs, break ups, make ups… Niech rękę podniesie ten, kto choć raz nie płakał z Charlotte! Kanadyjka ponownie uraczyła nas w tym roku magicznym utworem, który traktować można zarówno jako kolejny niesamowity love song, ale też dość spirytualnie, religijnie (Oh-oh, I’d bathe you / Wash you of the sins that plague you / Rid you of the burdens and you’d be free once more). Czy traktować to tak, czy inaczej, tekst napisany we współpracy z Merną Bishouty odnosi się do społeczności LGBT. Wraz z Wilson opowiadają o wsparciu; zmyciu z siebie obaw, lęku oraz cierpienia spowodowanego brakiem wyrozumiałości i stygmatyzacji społeczeństwa związanej z orientacją. Dla mnie też jest to taki utwór, dzięki któremu wiele lat temu zakochałam się w muzyce; opowiadający prawdziwą historię, z którą w ten czy inny sposób możemy się utożsamić my wszyscy. A przy kojącym głosie Charlotte, dającym poczucie bezpieczeństwa (na pewno też to czujecie!), niezależnie od kontekstu, w jakim słuchamy „If I Could”, z pewnością poczujemy tę wolność. — Dżesi


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202115.

„Sauce”

Jerome Thomas

Rhythm Section International

Największą wadą tego singla jest nieodparta pokusa opisywania go, używając jedynie górnolotnych skojarzeń. Błędem jednak byłoby nie zasygnalizować, że „Sauce” brzmi jakby stała za nim hybryda D’Angelo i Marvina Gaye’a. Pełny emocji i pasji vibe. Mocny kandydat na miejsce w gronie najlepszych utworów neo-soulowych ostatnich lat. Wysoka nota jak na debiutanta? Oceńcie sami, warto. — K.Zięba


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202114.

„Take My Breath”

The Weeknd

XO / Republic

Przemiana z trendsettera mrocznego R&B do hipergwiazdy popu w wykonaniu Abla Tesfaye jest jedną z ciekawszych ewolucji ostatniej dekady. Od rozrzewnionych narkotykowych ballad z pierwszych trzech mikstejpów po absolutną dominację szczytów list przebojów ubiegłorocznym “Blinding Lights”, Kanadyjczyk z niewątpliwym upodobaniem do osobliwych fryzur, konsekwentnie przemyca wybitnie swoje wypracowane brzmienie. Nigdy nie ukrywany zachwyt nad latami 80., ponownie stanowi inspirację dla sierpniowego singla “Take My Breath”. Syntezatorowy, hipnotyzujący riff otwierający singiel brzmi niczym natchniony Donną Summers i jej “I Feel Love”, a fenomenalna disco-popowa melodia prowadzi nas prosto do wybuchających refrenów, w którym Weeknd porywa z miejsca swoim falsetem. Mimo, że ten pulsujący w rytmie disco utwór nie dominował list przebojów tak bardzo jak ubiegłoroczny hit, The Weeknd ponownie udowadnia, że mainstreamowy pop może brzmieć ciekawie. — Richie Nixon


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202113.

„Get Sun”

Hiatus Kayiote ft. Arthur Verocai

Brainfeeder

Utwory, które komponuje i aranżuje Arthur Verocai mają w sobie coś filmowego. Takie wrażenie sprawiał tegoroczny album BADBADNOTGOOD, Talk Memory, nad którym brazylijski muzyk również pracował, i taki jest właśnie singiel „Get Sun”. Piosenka zapowiadała trzeci i pierwszy od sześciu lat album Hiatus Kaiyote, psychodeliczno-soulowy Mood Valiant. Trwająca ponad pięć minut kompozycja jest jak podróż – rozwija się i wznosi ku górze za każdym razem, gdy Nai Palm wyśpiewuje jej kolejne słowa. Zresztą dzieje się w nim dużo. Są syntezatory, dodatkowe wokale, a nawet ptaki. Słuchajcie tego utworu, oglądając szalony, kosmiczny teledysk w stylu DIY stworzony przez Greya Ghosta. That’s A way to get sun when your heart’s not open.Klementyna


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202112.

„Neon Peach”

Snoh Aalegra ft. Tyler, the Creator

Artium / Roc Nation

Snoh Aalegra dała nam w tym roku kilka powodów, by znaleźć się w topce najlepszych utworów z ostatnich 12 miesięcy. Ostatecznie redakcyjny wybór padł na „Neon Peach” – jeden z dwóch numerów z Temporary Highs in the Violet Skies stworzonych do spółki z Tylerem, the Creatorem. To niezwykle ciepła i przyjemna produkcja łącząca w sobie współczesne r&b z oldschoolowym, funkowym brzmieniem syntezatorów. Między artystami czuć chemię – subtelny głos Aalegry zachwyca w refrenie, a Tyler postanowił dorzucić od siebie aż dwie zwrotki. Fun fact: jak stwierdziła szwedzka piosenkarka w jednym z wywiadów, „Neon Peach” to tytuł beatu, który podczas sesji nagraniowej przygotował Tyler. Ta nazwa tak przypadła obojgu do gustu, że mimo braku związku z tekstem, postanowili ją zachować. Warto wspomnieć także o obfitującym w ładne obrazki klipie – podczas słuchania i oglądania dobry nastrój gwarantowany. — Mateusz


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202111.

„Good Days”

SZA

Top Dawg Entertainment / RCA

Gdy w połowie grudnia ubiegłego roku zamknęliśmy ranking najlepszych utworów, by następnie skupić się na sporządzeniu osobistych rachunków zysków i strat oraz nieśmiałym snuciu planów na nową dekadę, wiadomości płynące ze świata nie napawały optymizmem. Wówczas niespodziewane pokrzepienie serc nadeszło w postaci „Good Days” SZy, która przy akompaniamencie gitary wyraża myśl, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Ćwierkanie ptaków, biblijne nawiązania, a przede wszystkim anielskie chórki Jacoba Colliera, Brytyjczyka docenionego przez nas wcześniej za „He Won’t Hold You” w duecie z Rapsody, dopełniają niebiańskiej atmosfery. Fani alternatywnego R&B wpadli na pomysł remiksu z udziałem Franka Oceana i choć na entuzjastycznej odpowiedzi wokalistki się skończyło, wciąż wierzymy, że pewnego dnia artyści połączą siły i spełnią nasze muzyczne marzenia. — Katia


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 202110.

„Addicted”

Jorja Smith

FAMM

Wiosną brytyjska wokalistka udobruchała nas spontaniczną EP-ką Be Right Back, obiecując, że gdy tylko poczuje się gotowa i nieograniczona restrykcjami, powróci z drugim długogrającym krążkiem skrojonym z myślą o trasie koncertowej. Utwór będący przepustką do czołowej dziesiątki naszego zestawienia tematycznie koresponduje z jej debiutanckim albumem Lost&Found, na którym łzy po rozstaniu mieszały się z rozczarowaniem, jednak ma on w sobie więcej lekkości i rockowej energii spod znaku Radiohead uwalnianej w trakcie refrenu. „Addicted” to dowód na to, że Jorja Smith jako kobieta i artystka zna swoją wartość, a my uznajemy ją za nieszkodliwe uzależnienie. — Katia


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20219.

„Centrefold”

Genesis Owusu

House Anxiety / Ourness

Genesis Owusu swoim śmiałym długogrającym debiutem Smiling With No Teeth totalnie nas w redakacji rozbroił. Także ze względu na mnogość jego inspiracji i sprawność, w jaki potrafił całą tę szalenie eklektyczną mozaikę poskładać w koherentną i przebojową płytę. W skali mikro jego proces najlepiej oddaje „Centrefold” — chyba pierwszy tak znakomicie poskręcany glitch-soulowy numer, jaki słyszałem. Lepiszczem jest tu naturalnie funk i dlatego te wyśpiewane od tyłu refrenowe puzzle udaje mu się tak zręcznie złożyć z syntezatorowo pulsującym opartym na głębokim basie bitem, rapowym dziedzictwem Gila Scotta-Herona w melorecytowanej zwrotce i oczywiście soulową obudową całości. Jeśli ten numer nie jest obłędny, to nie wiem, co jest! — Kurtek


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20218.

„Unlock It”

Abra ft. Playboi Carti

Polo Grounds / RCA

Niezwykły bit, chwytliwy motyw, przenikający ucho wokal oraz mieszanka trapu i synthpopu lat osiemdziesiątych, idealnie opisują kawałek „Unlock It”, który odblokowuje następny poziom w karierze Abry. Wcześniej artystka pływała w sentymentalnej i nostalgicznej wodzie, by teraz, z pomocą Playboia Cartiego, z powodzeniem unosić się na futurystycznej i klubowej wzburzonej fali. Stworzony przy współudziale Boys Noize i wyprodukowany przez Grin Machine utwór, pokazuje niezwykłą chemię, która połączyła całą trójkę, a Abrę pchnęła w eksperymentalną elektronikę. Ta odwaga muzyczna i świeży pomysł pozwoliły uplasować się singlowi w pierwszej dziesiątce naszego zestawienia najlepszych piosenek 2021 roku. — Forrel


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20217.

„Jackie”

Yves Tumor

Warp

W zeszłym roku nasz ranking jednoznacznie zdominowało Yves Tumor, jako jedyne wbijające się w pierwszą dziesiątkę aż dwoma utworami. Jako wyznawcy supremacji zeszłorocznego krążka nie mogliśmy zatem odpuścić sobie w tym roku uhonorowania „Jackie”. Te same poliki, które na Heaven to a Tortured Mind spływały brokatową, melodramatyczną łzą, tutaj płoną od namiętności. „Jackie” to kawałek mglisty, gęsty i seksowny, który rozrywa okowy hypnagogicznego popu obłokami miękkiego, shoegazowego noise’u i glamrockowym blichtrem. Frontmańska charyzma Tumor pulsuje w ekstatycznym refrenie z przebojowym potencjałem dorównującym zeszłorocznemu „Gospel for a New Century”, a my, mimo deklaracji, że I ain’t sleeping//Refuse to eat a thing czujemy się nasyceni jak należy. — Wojtek


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20216.

„Wasting Time”

Brent Faiyaz ft. Drake & The Neptunes

Lost Kids / Sony

Choć Brent Faiyaz w tym roku albumu nie wydał, to już samymi singlami zadbał o to, by jego ksywa przewijała się w końcoworocznych podsumowaniach i zestawieniach najlepszych piosenek. Dużo zamieszania narobiło „Gravity” z Tylerem, the Creatorem, ale prawdziwą bombą okazało się właśnie „Wasting Time”. Doborowe towarzystwo w postaci Drake’a i The Neptunes nie zraziło gospodarza – to właśnie jego gwiazda świeci tutaj najjaśniej. Artysta wręcz płynie przez kolejne części utworu, a nakładające się na siebie ścieżki wokali w refrenie przyprawiają o ciarki. Temu wszystkiemu towarzyszy minimalistyczna produkcja spod ręki Pharrella Williamsa – delikatne brzmienie przełamywane jest co chwilę przez przebijający się dźwięk 808-ki. Flashbacki z czasów In My MindTake Care gwarantowane. Tak się robi R&B! — Mateusz


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20215.

„Kiss Me More”

Doja Cat ft. SZA

Kemosabe / RCA

Doja Cat może zaliczyć 2021 do wyjątkowo udanych. Ostatecznie udowodniła, że nie jest jedynie memiczną piosenkarką z Tik Toka, a utalentowaną supergwiazdą popu, która przez cały rok utrzymywała się w czołówkach list przebojów. Pierwszym kamieniem milowym w tym roku było dogranie się remiksu “34+35” Ariany Grande, czym pokazała, że na stałe zagościła w mainstreamie. “Kiss Me More” ukazało się w kwietniu i było zapowiedzią nowego wydawnictwa, Planet Her. To kolejny efekt współpracy z kontrowersyjnym Dr. Lukiem, który wciąż toczy batalię sądową z Keshą o zniesławienie. Singiel brzmieniowo przypomina “Say So”, które również wyszło spod ręki Dr. Luke’a. “Kiss Me More” to lekki, taneczny numer, który łączy w sobie disco, pop i rap. Gościnny wokal SZy dodatkowo wzbogacił singiel o elementy R&B. Zdecydowanie jeden z najbardziej chwytliwych refrenów 2021 należy do tych dwóch pań! — Polazofia


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20214.

„Jaggernaut”

Tyler, the Creator ft. Lil Uzi Vert & Pharrell Williams

Columbia

Jeśli na szóstym albumie, Call Me If You Get Lost, Tyler, the Creator postanowił odwołać się do swoich największych muzycznych inspiracji, można było spodziewać się na nim Pharrella Williamsa, połówki The Neptunes. Raper dorastał na jego muzyce, a autorskie żywe, popowo rapowe brzmienie duetu z Virginii mocno wpłynęło na rozwijającego się artystycznie w ostatnich latach lidera Odd Future. „Juggernaut” to kawałek, który obok „Lumberjack” i „Wusyaname” z YoungBoyem Never Broke Again, ma największy singlowy potencjał. Jest dynamiczny; jego powykręcany, kilkukrotnie zmieniający się bit, przywodzi na myśl energię Cherry Bomb, a swoją zwrotkę dołożył jeszcze przecież Lil Uzi Vert. — Klementyna


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20213.

„A Song About Fishing”

Genesis Owusu

House Anxiety / Ourness

Ja rybactwa zasadniczo nie pochwalam, ale temu Australijczykowi jestem w stanie wybaczyć. Tym bardziej, że przecież nie o ryby tu chodzi, a o uczuciowe bezrybie i samotność ubraną w strój rzewnego, sentymentalnego soulu. Genesisa Owusu w recenzji jego debiutanckiego albumu określiłem, jako dziecko internetowego postmodernizmu żeniące Death Grips, Gorillaz i Prince’a nie ocierające się nawet na moment o stylistyczny dysonans w tym rozgardiaszu estetyk. Na „A Song About Fishing” porzuca on jednak na moment eklektyzm na rzecz pokazania erudycyjności artystycznej wypowiedzi w języku tradycyjnego, korzennego soulu. I na to sidło miękkiej, sensualnej nostalgii bardzo trudno się nie złapać. Fun fact: na naszej wstępnej liście do tego rankingu Owusu zdetronizował konkurencję pojawiając się aż z 7 kawałkami, więc to, że wybór pada akurat na ten, mówi chyba całkiem dużo. — Wojtek


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20212.

„Introvert”

Little Simz

Age 101

Na pierwszym singlu zapowiadającym wyśmienity krążek Sometimes I Might Be Introvert, Little Simz sięgnęła w głąb siebie, aby znaleźć pokój, pośród całego chaosu, który dzieje się obecnie na świecie, nawet pomimo tego, że w środku niej cały czas toczy się wojna i słychać okrzyki bojowe. Przez cały numer dzieli się z nami swoimi przemyśleniami na temat wiary, niesprawiedliwości społecznej, korupcji politycznej, zmagań z sukcesem orz uprzedzeniami, z jakimi boryka się czarna kobieta w czasach kryzysu na świecie. Efektem jest przebudzenie i swoiste nawoływanie do wojny ze złem, które jeszcze bardziej napędza bardzo podniosła i filmowa warstwa muzyczna stworzona przez Inflo, którą równoważy dosyć delikatny refren. Całości dopełnia wspaniały teledysk, w którym nagrania z ulicznych zamieszek i protestów, mieszają się z ujęciami tancerzy oraz migawkami dzieł sztuki z londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. — Efdote


Soulbowl.pl: Najlepsze utwory 20211.

„Leave the Door Open”

Silk Sonic

Aftermath / Atlantic

Kolana nam wszystkim zmiękły, gdy Bruno Mars i Anderson .Paak na początku marca zaprezentowali pierwszy wspólny singiel jako Silk Sonic. I nie tylko nam, bo utwór błyskawicznie stał się ogólnoświatowym przebojem, torując drogę wydanej pół roku później płycie do serc i iPadów rozmaitych publiczności. Aż niektórzy ceniący sobie oryginalność własnych gustów słuchacze poczuli się w tej niecodziennej sytuacji niepewnie, bo jak to jest, że nagle sam zapętlam numer, który chwilę temu grano w radiu? „Leave the Door Open”, dzięki mięciuteńkiej jak kaszmirowy płaszcz post-quietstormowej otoczce ufundowanej na klasycznym soulu z Filadelfii, pieczołowitej produkcji Marsa i D’Mile’a oraz wokalnej wirtuozerii obu frontmentów, nie musiało wyważać żadnych drzwi, bo te wkrótce po premierze otwarły się same. Dzięki temu, w czasie społecznego i kulturowego dystansu między ludźmi z różnych baniek, estetycznego rozdrobienia na Spotify, Apple Music, Youtube i Tidalu, Silk Sonic udało się być może stworzyć namiastkę jakiegoś wspólnego muzycznego doświadczenia. — Kurtek


10 najlepszych występów Colors

All colors, no genres – taka myśl przyświecała założycielom słynnego dziś kanału na YouTube o nazwie ColorsxStudios (5,62 milionów subskrybentów), kiedy to w 2016 roku do swojej berlińskiej siedziby zaprosili pierwszego gościa, folkowego artystę z Australii. Od tego czasu w jej minimalistycznej przestrzeni zawitało kilkaset artystów z różnych stron świata, by mając do dyspozycji tylko mikrofon dać kilkuminutowy popis swoich wokalnych umiejętności. Zdając sobie sprawę, że wysłuchanie ich wszystkich stanowi nie lada wyzwanie (regularnie aktualizowana playlista liczy już kilkaset pozycji), podsuwamy Wam dziesięć najlepszych występów, z których każdy urzekł nas na swój własny sposób. Jednocześnie zachęcamy do dalszej eksploracji.


Soulbowl10.

Rush

Jeshi

Chociaż wykonany tu numer nosi tytuł „Rush”, to oparte na samplu z repertuaru zespołu Submotion Orchestra nagranie, jest totalnie wolnym jamem, na którym swój niebanalny talent pokazał na żywo Jeshi, czyli jedna z największych nadziei brytyjskiego hip-hopu. Aż ciężko uwierzyć, że chłopak ten jeszcze jakiś czas temu nagrywał w domowych warunkach, używając mikrofonu od konsoli Nintendo Wii, by dziś współpracować, chociażby z takimi postaciami, jak Mura Masa. Wystarczy jednak zobaczyć pełne pasji nagranie z serii Colors, by dostrzec, że jego świetna stylówa zawieszona gdzieś pomiędzy reprezentującym barwy Ninja Tune — Delsem, oraz równie zdolnym Loylem Carnerem jeszcze sporo namiesza, nie tylko na rodzimej, londyńskiej scenie. — efdote


Soulbowl9.

I Laugh When I’m With Friends But Sad When I’m Alone

070 Shake

Shake wypłynęła na szersze wody dzięki Kanye, ale coś szybko szum ten ucichł. Co prawda Balbuena wydała w zeszłym roku długogrający solowy album, ale poza singlem „Guilty Conscience” przeszedł on raczej bez echa. To nie zmienia faktu, że w 2018 roku pochodząca z New Jersey wokalistka była na językach wszystkich. A tuż za nią cały kolektyw 070. Ówczesny singiel „I Laugh When I’m With Friends But I’m Sad When I’m Alone”, pochodzący z materiału Glitter, doczekał się wykonu w Colors. To smutny numer, który opowiada o problemach Shake z lat nastoletnich, problemach życia codziennego, z którymi starała się sobie radzić. Do tego niestabilna i miewająca ubytki kondycja psychiczna, ostatecznie doprowadzająca do depresji. To problem nie tylko Shake, ale wielu innych młodych ludzi i tym też chciała się podzielić ze światem. — Kuba


Soulbowl8.

Bordeaux

BRKN

Drobny kontrast w naszym zdominowanym angielszczyzną wszelakich odcieni rankingu wprowadza BRKN — niemiecki romantyk lecący w Colorsach na fali trapowego donżuaństwa. Raper wykonując „Bordeaux” przez długi czas swojego występu próbuje mamić nas, zgrabnie balansując gdzieś na granicy niepoprawnego playboya pod burgundową marynarką, romantyka oprowadzającego nas po najbardziej przaśnych, kiczowatych i wyświechtanych kliszach walentynkowej pościelówy i gwiazdą rocka lecącą na pełnej stadionowej. Pod koniec jednak porzuca zupełnie estetyczną pruderię i wjeżdża na pełnej w full „Careless Whisper” mode i esencjonalną dla takiej pozowanej romantyczności solówkę na saksofonie. Ta urocza, kiczowata sensualność wyciąga z niemieckiego języka cały jego erotyczny, uwodzicielski charakter i, damn, tym zalotom trudno dać się oprzeć. — Wojtek


Soulbowl7.

Three Hour Drive

Alicia Keys, SiR

Zdarza się i tak, że w studiu Colors lądują światowe gwiazdy o długim stażu pracy. Jakkolwiek trudno w to uwierzyć, promieniejąca Alicia Keys już od 20 lat gości na najważniejszych muzycznych scenach, zawsze w towarzystwie swojego ulubionego instrumentu. W tej kameralnej przestrzeni pojawiła się nie tylko z czerwonym pianem Rhodesa, ale i z wokalistą SiR-em, który z nieznanych powodów zastąpił współautora i współwykonawcę albumowej wersji utworu, Samphę. Z całym uwielbieniem dla oryginału, nie mamy nic przeciwko takim niespodziankom. Podczas tego czterominutowego występu czas płynie wolniej, a nasza wyobraźnia sięga daleko poza ściany pomieszczenia — gdzieś na bezkresną drogę, kiedy to niebo przybiera pastelowe odcienie. Duetowi wystarczyła niezwykle prosta choreografia, by odzwierciedlić słowa o poszukiwaniu bratniej duszy i potrzebie jej bliskości. Zważywszy na doświadczenia, z których zrodziły się dźwięki „Three Hour Drive”, można śmiało stwierdzić, że tkwi w nich życiodajna moc, ale to już historia opowiedziana w jednym z odcinków programu Song Exploder… — Katia


Soulbowl6.

Ice Water

Loyle Carner

Brytyjczycy chyba czują się w Colors Show naprawdę dobrze, bo zdominowali nasz ranking. Loyle to kolejny przedstawiciel Londynu, który zapisał się jednym z bardziej pozytywnych, a zarazem spokojnych występów. „Ice Water” pochodzi z jego ostatniego albumu studyjnego Not Waving, But Drowing. Numer wyróżnia się ciepłym, soulowym samplem, który kontrastuje ze stonowanym głosem Londyńczyka. Poza niekwestionowanym talentem, osobiście urzekło mnie coś innego — rzadko spotykana wśród raperów szczerość oraz zaraźliwy uśmiech! — Polazofia


Soulbowl5.

Woman

Joel Culpepper

Ten numer pachnie satyną mdłych perfum i masłem kakaowym wtartym w ciało. Culpepper, ze swoją absurdalnie precyzyjną kontrolą balansu między klasyczną, soulową zadrą, a cudownie sensualnym, filigranowym falsetem, nadaję się jak nikt inny do reanimowania ducha vintage’owego soulu, uprawiającego (nomen omen) bezczelny flirt z bluesową tradycją. Przyjemnie zadziorny groove cały vibe utworu sytuuje w klimacie wieczornych zalotów, dzięki czemu zarówno wokalna charyzma artysty, jak i jego kocie ruchy w trakcie występu dostają wystarczająco przestrzeni, by czuć, że spod tych przyciemnionych okularów puszczane są do nas oczka o powalającej (a przynajmniej rozmiękającej kolana) sile rażenia. — Wojtek


Soulbowl4.

Until Morning

James Vickery

Miniaturka tego wykonania z sympatycznym Brytyjczykiem w czerwonym crewnecku totalnie nie zwiastuje tego co za moment się stanie. Już od pierwszych sekund zostajemy momentalnie otuleni ciepłym, nieco rozmarzonym wokalem, który przykrywa nas niczym gruby koc. Tło stanowi delikatne R&B z subtelną gitarą, a już po minucie James uchyla rąbka swoich wokalnych umiejętności, żeby niedługo potem zaatakować nas z pełną siłą swojego nieziemsko przyjemnego głosu. Czyżbyśmy mieli do czynienia z brytyjskim D’Angelo? Niesamowicie sensualne i wypchane co do sekundy emocjami wykonanie to coś, za co kochamy kanał Colors, a takie niespodzianki jak James Vickery ostrzą tylko apetyt na kolejne nieodkryte talenty. — Nixon


Soulbowl3.

Peng Black Girls Remix

ENNY, Jorja Smith

Chociaż Enny jest dopiero na początku swojej muzycznej drogi, zdążyła zapisać się w historii Colors Show. Zaprezentowała jeden z jej pierwszych oficjalnie wydanych numerów — „Peng Black Girls”. W oryginale na featuringu towarzyszyła jej nigeryjska piosenkarka, Amia Brave, ale do kolorowego boksu zaprosiła samą Jorję Smith, z którą wykonała remix utworu. Co ciekawe, to Jorja odkryła talent Enny i wydaje jej muzykę pod własnym labelem FAMM. Raperkę na pewno warto obserwować, jej występ przywodzi na myśl show Mahalii czy Iamddb, którym Colors pomogło w rozwoju kariery. — Polazofia


Soulbowl2.

Fake Names

Freddie Gibbs

Bezbłędna przewózka prosto z Gary, Indiana w wykonaniu na żywo nie zawodzi ani przez moment. Pełne ekspresji nagranie nie pozostawia wątpliwości, że Freddie jest jedną z najważniejszych postaci współczesnego gangsta rapu. Na misternie wyprodukowanym przez Madliba kawałku razem z Freddiem mierzymy się z brutalną rzeczywistością narkotykowego półswiatka, żeby tuż za beat switchem wspólnie rozkoszować się owocami tego trybu życia. Bandana na szczęście sprostała kosmicznym oczekiwaniom wobec legendarnej już Piniaty, a nam nie pozostaje nic innego jak delektować się kolejnym jej wykonaniem. ESGN for life! — Nixon


Soulbowl1.

Cut Me

Moses Sumney

Czy to małe biurko NPR czy Scena Trójki na OFF Festivalu — Moses Sumney na żywo to zawsze wyjątkowe przeżycie. Do swoich występów live artysta podchodzi jak na dobrego rzemieślnika przystało, czyli z głową, a co za tym idzie — z pełną świadomością tego, że występ dla publiczności nie polega na rzetelnym odśpiewaniu materiału z płyty. Nie inaczej jest w przypadku „Cut Me” nagranego w studiu Colors, co słychać już od zapętlonego intra. A dalej? Typowy Moses: w towarzystwie nieco zmodyfikowanej aranżacji, zachwycający w lekkości i wirtuozerii, z jakimi operuje własnym głosem, tworząc przy okazji zupełnie nową piosenkę. Niemożliwość skali wokalu artysty (który przecież nie samym falsetem żyje) jawi się tu w pełnej okazałości. Ma się wrażenie, że to nie jeden, a kilku Mosesów; aż chciałoby się zapytać: „jak oni śpiewają?”. I ja nie wiem, ale mogłabym tego słuchać w nieskończoność. — Maja

15 najlepszych epek 2020

30 najlepszych epek 2020 Soulbowl.pl

Rok 2020 potwierdza, że format epki w erze streamingu wciąż ma się świetnie. Okazuje się, że są już nie tylko trampoliną dla nowych głosów i twarzy, ale coraz częściej stają się prawowitą formą wyrazu. Tym samym nasze zestawienie chyba bardziej niż w poprzednich latach oddaje ten dualizm — rozpoznawalni artyści mieszają się tu w utalentowanymi debiutantami. Oto 15 najlepszych epek 2020 roku według Soulbowl.pl.


Soulbowl: Najlepsze utwory 201915.

Fleeting, Inconsequential

Amaka Queenette

Amaka Queenette / Tomboy

Jestem zwolennikiem zestawień, które odkrywają przed czytelnikami nowych artystów. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ranking epek, będących nierzadko rozgrzewkami i wizytówkami debiutantów. Wierzę, że podobnie jest w przypadku Amaki Queenette – dwudziestoletniej pielęgniarki z Toronto o nigeryjskich korzeniach. Amaka ma za sobą epkę wydaną w 2018 roku, która przeszła jednak bez większego echa. Zeszłoroczne Fleeting, Inconsequential jest materiałem skromnym – liczącym zaledwie dwa utwory, jednak świetnie rokującym. Zainspirowana albumem Endless Franka Oceana, podarowała nam próbkę wysokiej jakości downtempowego i melancholijnego neo soulu. Kibicujemy i prosimy o więcej! — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 201914.

Which Way Is Forward?

Obongjayar

Obongjayar / September Recordings

Which Way Is Forward? to materiał niepozorny, ale świeży. Obongjayar stworzył na nim spójną soulową kosmogonię, osadzoną w psychodelii, afrobeatowej dziarskości i trip hopowej duchocie. Całość jest jednak wygładzona tak bardzo, że piosenki na epce pozostają piosenkami z jednego stada, i żadna z nich nie przejawia niesubordynacji wobec upbeatowego charakteru, który Which Way Is Forward przejawia w warstwie emocjonalnej. I choć może dziś nie jest to wielkim wyczynem, to jednak warto dodać, że Obongjayar wyprodukował ten z gruntu kolektywny materiał niemal w całości samodzielnie. Jeżeli niespiesznie celebrować i zaklinać, to właśnie przy takiej oprawie. — Maja


Soulbowl: Najlepsze utwory 201913.

Flight Tower

Dirty Projectors

Domino

Jeżeli wybrać którąś z przepastnego 5-epkowego projektu (kto wie, może nawet i z całego katalogu) Dirty Projectors to bezsprzecznie tę. Odsłona zespołu w postaci Felicii Douglass (każda z epek to inny wokal prowadzący) na Flight Tower objawia się nam w lukrowanej polewie, ale z niewątpliwie soulowym rodowodem (co nie jest w epkowym projekcie zasadą konsekwentną). Mamy jednak wciąż do czynienia z Dirty Projectors, więc jest to soul wariacki; beaty tnie się tu równie chętnie, co wokale, a doo wop jest syntetyzowany. Całościowo to ledwo dziesięć minut, ale po brzegi, i bez zbędnego przynudzania, wypełnione muzycznymi połamańcami w płaszczu z R&B. — Maja


Soulbowl: Najlepsze utwory 201912.

Lulu

Conway the Machine & The Alchemist

ALC / Empire

Rekiny rapu z Griselda Records, powodowane stale niezaspokojonym głodem tworzenia, co rusz zaskakują nowym projektem i pożerają konkurencję w muzycznych rankingach. Lulu, czyli 7-trackowa EP-ka Conwaya the Machine’a – najstarszego przedstawiciela nowojorskiego tria, oraz jego zaprzyjaźnionego producenta The Alchemista, jakościowo nie ustępuje ich zeszłorocznym longplayom ani na krok. Trzyma w napięciu niczym Szczęki Spielberga i zarazem przekonuje autentycznością jak film gangsterski Płatne w całości, z którego pochodzą samplowane dialogi. Z resztą jego fabuła doskonale rezonuje z przestępczą przeszłością Conwaya. Let’s toast to my enemies, no, let’s toast to my injuries/Turned my negative to positive, I don’t need no sympathy – nawija na orkiestrowym bicie raper i robi użytek z nieodwracalnych śladów swojego dotychczasowego życia. Po doznaniu porażenia twarzy w wyniku postrzału wypracował oryginalne flow, a ciążący bagaż doświadczeń przekuł we wciągający zbiór opowieści prosto z ulic niebezpiecznego Buffalo utrzymany w mrocznym, boom bapowym klimacie. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201911.

Crater Speak

Slauson Malone

Grand Closing

Jeżeli na A Quiet Farewell, 2016-2018, fantastycznym zeszłorocznym krążku Slausona Malone mieliśmy możliwość wniknięcia w jego intymny dziennik-szkicownik zapełniony po brzegi zabazgranymi marginesami, Vergangenheitsbewältigung (Crater Speak) to już pełnoprawne rozwinięcie tych pomysłów. Hypnagogiczne zaśniedzenie i hip-hopowa piaszczystość całej neo-soulowej formuły zostają zastąpione avant-folkowym ascetyzmem, ale nie zabiera to nic z neurotycznej, introwertycznej natury znanej z poprzedniego krążka. Wręcz przeciwnie, w tych filigranowych dźwiękach czuć tak ogromną ilość empatii wobec muzycznego tworzywa, że obcowanie z tą muzyka zamyka nas w małej, emocjonalnej enklawie i każe blisko rozczytywać każdy mały pasaż. Gdy zaś pojawiają się bardziej bezpośrednie, nostalgiczne nawiązania do poprzedniej płyty, np. organiczny reeanactment dźwiękowego pasażu z „The Wake”, można w tym zupełnie bezpowrotnie przepaść. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201910.

The Shave Experiment

Q

Boy Meets Euphoria / Columbia / Sony Music

Ojciec Q, muzyk Steven „Lenky” Marsden, przeczuwając, że jego syn został stworzony do rzeczy wielkich, specjalnie wybrał mu oryginalne, jednoliterowe imię. Jednocześnie zadbał o to, by chłopiec znał repertuar lat 70. i 80., na czele z utworami Michaela Jacksona i Earth, Wind & Fire, na pamięć. Dziś Q, jako dobrze rokujący artysta, postanowił przenieść dźwięki towarzyszące mu w dzieciństwie na samodzielnie wyprodukowaną EP-kę, The Shave Experiment, która jest zdecydowanie bardziej energetyzująca niż zeszłoroczny album Forest Green inaugurujący jego współpracę z wytwórnią Columbia Records. To udany eksperyment gatunkowy ujmujący chłopięcym urokiem i przy okazji udowadniający, że wstawki spowolnionego głosu w zestawieniu z falsetem właściwym Q sprawdzają się równie dobrze, co w rapowych kawałkach Asapa Rocky’ego. Pozycja obowiązkowa dla zapętlających „Redbone” Childisha Gambino. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20199.

Southpaw

Ivysol

Les Fleurs

Jeśli połączyć soulowe ciepełko Noname z kreatywną bezkompromisowością Tkay Maidzy, otrzymany rezultat będzie cokolwiek pokrewny brzmieniu i wyrazowi ostatniej epki Ivy Sole Southpaw. Pochodząca z Charlotte, ale rezydująca z Filadelfii raperka nie jest bynajmniej debiutantką — na koncie ma dwa longplaye i dwie epki wydane między 2016 a 2018 rokiem, ale wciąż czeka na swój przełom. Porównując Southpaw z jej wcześniejszym materiałem, z jednej strony z pewnością nie można odmówić jej konsekwencji, z drugiej słychać jak na dłoni ewolucję brzmienia i treści. Sole cytuje Jamesa Baldwina, z lekkością w konwencji miejskiej poezji podejmuje tematy nierówności społecznych i tożsamości rasowej. Jest w jej opartym na neo-soulowych samplach brzmieniu coś bardzo przytulnego, ale jednocześnie raperka nie boi się wychodzić z tej konwencji i pokazać się w bardziej srogiej odsłonie, jak robi to w tytułowym „Southpaw” — tu też najbliżej jej do wspomnianej Tkay Maidzy. Miłośnicy produkcji Chrisa Keysa, Phoelixa i Cama O’biego powinni być usatysfkacjonowani. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20198.

When It’s All Said and Done

Giveon

Epic / Not So Fast

Giveon dał się poznać szerszej publiczności za sprawą swojego debiutanckiego wydawnictwa Take Time. Do tego doszedł jeszcze featuring na albumie Drake’a Dark Lane Demo Tapes i potem wszystko się już potoczyło w dobrym kierunku. Jego najnowsze EP When It’s All Said and Done jest subtelniejsze brzmieniowo od poprzednika, co również podkreśla gościnny udział zmysłowej Shoh Aalegry. Jego emocjonalny baryton opowiada konkretną historię od początku do końca. Pomimo że całość brzmi dość przeciętnie w porównaniu do Take Time, nie polecam przechodzić obok tej epki obojętnie. Brzmi ona chillująco, jest bardzo prawdziwa i można poczuć pasję i ból głównego bohatera, ma się lekki niedosyt po jej przesłuchaniu, a sam artysta ma potencjał, który mam nadzieję wykorzysta. Jeśli chcecie znaleźć pomost między muzyką new school i old school, When It’s All Said and Done jest dla was. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 20197.

Solaris

Shay Lia

Shay Lia / AWAL Recordings

Shay Lia staje się dojrzalszą artystką z każdym kolejnym brzmieniem. Od podopiecznej Kaytranady, przez estetyczne dźwięki soulu i R&B, wokalistka odważyła się sięgnąć po nieco bardziej komercyjne i taneczne rytmy. Wyszła ze swojej strefy komfortowego R&B i zaprezentowała pełne pozytywnych wibracji EP Solaris. Mini album wypełniony jest słonecznymi tropikalnymi kompozycjami w rytmie afrobeat, czy dyskoteki rodem z Lagosu. Nie zabrakło nawet sample’a z hitowego numeru duńskiej grupy muzycznej Junior Senior „Move Your Feet”, wykorzystanego w otwierającym „Irrational”. Dzięki haitańskim i nigeryjskim producentom Solaris dostarcza radości, pewności siebie i ciepła. Wszystko po to, aby każdy mógł zatańczyć i oderwać się nieco od rzeczywistości. A ciepła i zajęcia umysłu czymś pozytywnym na pewno w zeszłym roku nam brakowało. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 20196.

Before

James Blake

UMG / Republic / Polydor

Ostatni album Blake’a, Assume Form, był w jego twórczości przełomowy. James w końcu poczuł się lepiej psychicznie, a to w dużej mierze dzięki jego partnerce. W zeszłym roku artysta znowu sprawił, że my również mogliśmy się uśmiechnąć. Najpierw świetny i wzruszający singiel „You Too Precious”, później oniryczny „Are You Even Real?”, aż w końcu dwie epki – Before oraz Covers. Ta pierwsza, której okładka odzwierciedla domowe zacisze, to powrót na parkiet, do klubowych brzmień z początku kariery Brytyjczyka. Mimo tego jednak, znalazło się tu miejsce na uczucia i wyznania (I must be in pain ’cause I’ve never needed anyone before).Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 20195.

Ring the Alarm

1988

Latarnia

To był udany rok dla 1988. Dotąd, szerszej publiczności kojarzył się przede wszystkim z duetem Syny, ale ostatnie dwanaście miesięcy pokazało, jak wszechstronnym jest muzykiem. Pochodzący ze szczecina producent ma na swoim koncie współprace z Rosalie., Pezetem czy Jetlagz. Rozgłos i pozytywne recenzje krytyków zyskało W/88, czyli wspólny materiał w Włodim. 1988 skupił się również na rozwoju solowej działalności — wydał Ring The Alarm. Charakterystyczny „zadymiony”, ciężki klimat przeplata się z inspiracjami z Wielkiej Brytanii. Międzygatunkowość i mocny bas, te dwa elementy najlepiej określają Ring The Alarm. Co ciekawe, tytuł nawiązuje do jednego z warszawskich koncertów 1988, kiedy dym ze sceny dwukrotnie uruchomił alarm przeciwpożarowy. Gorący materiał! — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20194.

Alias

Shygirl

Because Music

Shygirl to jedna z artystek, która po prostu musiała znaleźć się na soundtracku do Cyberpunka. Nawet jeśli nie za bardzo siedzicie w klimatach gamingowych, to pewnie kojarzycie futurystyczną fabułę gry i ogólny apokaliptyczny zamysł. Shygirl pasuje tam jak ulał — od kilku lat zaskakuje nas futurystycznym brzmieniem nazywanym club-rapem i charakterystycznym wizerunkiem. Jej najnowsza epka ALIAS to z jednej strony rap, czerpiący garściami z brytyjskiego grime’u, z drugiej strony klubowe brzmienia, nieraz niebezpiecznie ocierające się o kicz (jak chociażby w utworze „Siren”). Shygirl nie stroni od agresji i wulgaryzmów, ale do takich bitach to po prostu pasuje. W całej tej cukierkowej, czasem kiczowatej i niestosownej otoczce jest jednak pewna nutka mroku i niepokoju, zwłaszcza w warstwie tekstowej. Polecamy sprawdzić! — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20193.

Lowkey Superstar

Kari Faux

Change Minds

Lowkey Superstar powstał w Londynie, gdzie Kari Faux nawiązała współpracę z Danio, brytyjskim producentem. Projekt jest bardzo pogodny. Raperka sprawnie płynie po bicie, serwując nam 8 wyjątkowo rytmicznych kompozycji, które w większości spokojnie poradziłyby sobie również jako single. Jak powiedziała, czuje się jak kwitnący motyl, który wyrywa się na wolność. Ostatni materiał Faux, Cry 4 Help, był mroczny – Kari otworzyła i skonfrontowała ze swoimi lękami. Lowkey Superstar to zatem nowy rozdział w jej życiu. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 20192.

Last Year Was Weird, Vol. 2

Tkay Maidza

4AD

Jeżeli w późnym postmodernizmie możemy jeszcze w ogóle używać takiej kategorii jak eklektyzm, to Tkay Midza z Zimbabwe jest uosobieniem tej taktyki. Last Year Was Weird, Vol. 2 to trochę wizytówka, a trochę flex, pokaz rapowych przelotów po podkładach z przeróżnych bajek, umiejętnie zlepionych szumiącym gdzieś w tle R’n’B i rozbuchaną charyzmą raperki. Bujamy się od soulowego chilloutu („Don’t Call Again” czy wspaniale afirmacyjne „My Flowers”) po gęste, trapistyczno-industrialne miecho („Grasshopper” na modłę Princess Nokia czy gęsto siekające „Awake” z JPEGMAFIĄ), gdzieś w międzyczasie sięgając po house-rap wysokiej próby („24K”) czy fantastycznie stylowy, vintage’owy missyelliotyzm (gęsto banglające „Shook”). Inspiracje można z resztą mnożyć, ale, choć transmisja między takimi „Grasshopper” i „You Sad” brzmi niemal komicznie, wspólnym mianownikiem pozostaje bezpardonowa charakterność i nośność numerów. Z takim zapleczem bangeropisarstwa do headlinerów już naprawdę niedaleko. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20191.

They Call Me Disco

Ric Wilson & Terrace Martin

Free Disco / Empire

Terrace Martin zaszalał w 2020 roku. Nie licząc dwóch krążków Dinner Party, wydał w przeciągu minionych 12 miesięcy aż siedem projektów średniego metrażu plasujących się zwykle gdzieś pomiędzy maxi singlami a minialbumami. Jeden z nich to wydana w maju epka zatytułowana They Call Me Disco, a nagrana w parze z pochodzącym z Chicago wokalistą i raperem Rikiem Wilsonem. Tytuł nie kłamie! Wilson pod czujnym okiem producenckim Martina rzeczywiście jest emanacją dyskotekowego szaleństwa — panowie kreatywnie wpisujali tu nowe i klasyczne R&B, hip-hop, funk i neo-soul w nowodyskotekowe ramy. To 17 minut spędzone w epicentrum bujającego, miejscami onirycznego i psychodelicznego, innym razem słodkiego i ekspresyjnego, ale zawsze niezobowiązującego meta-R&B. Jeśli potrzebujecie pochillować po trudnym roku, koniecznie wrzućcie They Call Me Disco. — Kurtek


30 najlepszych albumów 2020

30 najlepszych albumów 2020 Soulbowl.pl

Nie było lekko w 2020 roku — ani artystom, którzy co prawda zyskali więcej przestrzeni twórczej, ale nierzadko zostali pozbawieni stałego dochodu, po tym jak zamknięto sale koncertowe, kluby i odwołano festiwale. Ani słuchaczom, choć w teorii zyskali więcej przestrzeni, by muzykę odbierać, zamknięci w czterech ścianach słuchali jej statystycznie mniej, gdy wyciągnięto ich poza nawias codziennego miejskiego gwaru, podróży bliższych i dalszych. Mimo wszystko zdaje się, że parszywy rok 2020 zaoferował nam muzycznie więcej niż jego odrobinę postny poprzednik. Nie nastąpiła co prawda żadna powszechna stylistyczna rewolta, ale kilku fascynujących artystów wspięło się na wyżyny twórcze, a postępująca społeczno-polityczna niestabilność, queerowa rewolucja i rosnące nierówności sprawiły, że soul znów stał się polityczny. Przed Wami 30 najlepszych albumów 2020 roku wg Soulbowl.pl.


Soulbowl: Najlepsze utwory 201930.

Discipline of Sun Ra

EABS

EABS / Astigmatic

Mimo, że ten rok był wyjątkowo nieowocny w podróże, sekstetowi z Wrocławia udało się wysłać nas wszystkich w kosmos. Discipline of Sun Ra to genialna dekonstrukcja nieprzebranego katalogu dźwięków jednego z najbardziej awangardowych amerykańskich muzyków jazzowych Sun Ra. Zaledwie w ciągu 40 minut udało się misternie zapakować potężny przekrój sonicznych brzmień, od mrocznych free-jazzowych improwizacji, przez międzygalaktyczne ballady, przecięcia z bardziej hip-hopowymi rytmami po taneczny funk przyszłości. A to wszystko w zaskakująco spójnej i o dziwo, przystępnej formie. — Richie Nixon


Soulbowl: Najlepsze utwory 201929.

Burden of Proof

Benny the Butcher

Griselda / Empire

Sukcesy projektów Tana Talk 3The Plugs I Met sprawiły, że Benny The Butcher zyskał ogromną sympatię nie tylko zwolenników Griselda Records, ale także ogółu fanów, zainteresowanych powrotem do łask lirycznego nurtu w hip-hopie. Naturalną koleją rzeczy było wydanie albumu, który skapitalizuje ten potencjał i sprawi, że ⅓ składu z Buffalo przebije się do mainstreamu. Burden of Proof osiągnęło ten cel głównie dzięki produkcji spod ręki zapomnianego w ostatnich latach Hit-Boya, a także gościnnym występom Rick Rossa, Lil Wayne’a czy Big Seana. Chociaż płycie można sporo zarzucić, w tym brak charakterystycznego dla Griseldy brudnego klimatu, czy chwilami dość nieaktualne brzmienie, nie można jej odmówić spójnej wizji i tego, co najważniejsze: doskonałego tekściarstwa i flow gospodarza. Benny z typową dla siebie pewnością siebie snuje mafijne fantazje, w niektórych utworach brzmiąc niemal jak młody Jay-Z. Każda minuta Burden of Proof jest pełna punchline’ów i zapadających w pamięć linijek, a wszystko to ujęte jest w ramach spójnej stylistycznej wizji i bardzo sensownym pod względem długości formacie. Nie jest to krążek wybitny ani nawet najlepszy w dyskografii Rzeźnika, ale wciąż dostarcza sporo emocji, potwierdzając, że autor doskonale adaptuje się do każdych muzycznych klimatów. — Adrian


Soulbowl: Najlepsze utwory 201928.

Limboland

Dornik

Dornik Music

Dornik zabiera słuchaczy do inspirowanej latami osiemdziesiątymi krainy zawieszonej między elektronicznym soulem a R&B. Na Limbolad próżno szukać odnośników lub części wspólnych z debiutu. To nie jest oczywiście wada. Wręcz zaleta, bo drugi krążek Brytyjczyka jest o niebo lepszy od pierwszego. Pościelówy zastąpione zostały aktualnymi tematami, z którymi mierzy się dzisiejsze społeczeństwo. Album jest eksploracją osobistego, politycznego i społecznego oczyszczenia, w którym obecnie znajduje się świat, jak i sam Dornik. Artysta otrząsnął się z zawieszenia, w którym utknął przez ostatnie lata i stworzył płytę, która stała się jego ucieczką od przerażających zdarzeń. Stworzył ją przede wszystkim dla innych, aby również mogli znaleźć ukojenie w muzyce. Nie prześpijcie tej płyty i wyrwijcie się z przygnębiającego letargu. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201927.

Dotyk

Renata Lewandowska

Polskie Radio / The Very Polish Cut-Outs / Astigmatic

Historia rodem z „Sugar Mana” sprawiła, że w roku 2020, po niemal 40 latach muzycznego niebytu, dostajemy album jednej z najwybitniejszych wokalistek ery polskiego big beatu. Dotyk Renaty Lewandowskiej nie jest jednak tylko zaśniedziałym reliktem innej rzeczywistości z wartościami co najwyżej skanseniarskimi, to kawał fantastycznej roboty piosenkopisarskiej w stylówce ery dzieci-kwiatów. Pojawiające się w latach świetności takiej muzyki porównania artystki do Janis Joplin czy Arethy Franklin, choć brzmią bardzo brawurowo, w kontakcie z jej solowymi nagraniami przestają trochę dziwić. Funkowe „Lato tego roku” wjeżdża na refrenie w przyjemnie psychodelizujące klimaty letniego klimatu wraz z Alibabkowymi chórkami, sensualne „Dotykiem chcę dziś poznać wszystko” to pościelowy soul najwyższej klasy, zaś szwędacza, przestylowa „Magia szos” przywodzi na myśl hippisowskie tradycje życiowej tułaczki w duchu beztroskiego rzucania się wir frywolnego dryfowania. Gdy do tego wjeżdżają puentujące płytę wątki ekologiczne („Olbrzymi twój cień”) i feministyczne („Kropelka egoizmu”) to kolana miękną. Dotyk brzmi w 2020 roku świeżo, przebojowo i nie czuć w nim kszty anachronizmu. Współczesna hipsteriada powinna się uczyć vintage dripu od stylówki Reni Lewandowskiej. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201926.

The Greatest Misses

Baby Meelo

Polish Juke

Baby Meelo to jeden z artystów związanych z wytwórnią Polish Juke, która podjęła się karkołomnego zadania przepisania na polski język estetyczny dziedzictwa brzmień chicagowskiego ghetta. Producent zatytułował swój czwarty już w dorobku krążek The Greatest Misses, co jest gestem wyjątkowo przewrotnym, gdy przejrzymy zawartość samego wydawnictwa. To manifest doskonałego wyczucia urbanistycznego folku, zarówno spod znaku polskiej, szarej katoestetyki, jak i żywiołowego, nieprzewidywalnego miejskiego pulsu Chicago. Fuzji horyzontów udaje się dokonać bez potrzeby rozcieńczania amerykańskiej intensywności na rzecz lokalnych warunków, za to bardzo dobrze wprasowane zostają w to elementy polskiej tożsamości. I ostatecznie jest w tych wrocławskich brzmieniach coś z klimatu słonecznego ghetta! [♫ Bandcamp] — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201925.

If You Feel

Xavier Omär

RCA / Sony Music

Xavier Omär z każdym kolejnym albumem rozwija się lirycznie i muzycznie. Jego teksty są dojrzalsze, a umiejętność łączenia dźwięków jeszcze sprawniejsza. Na nowej płycie If You Fell płynnie zestawił ze sobą neo-soul, pop i hip-hop, tworząc nowe, ciekawe brzmienie. Jego produkcję i charakterystyczny wokal dopełnili zaproszeni goście Jae Stephens, Masego, Quinn Barlow i Mareba. Całość jest nastrojowa, łagodna, zmysłowa i dopracowana. If You Fell nie jest projektem, który wyróżnia się spośród innych płyt. Jednak nie tego spodziewa się Omär. Eksperymentalne R&B nie przebije się do mainstreamu, obroni się samo i dotrze do wybranego słuchacza, który w całości doceni dzieło i dokładnie wsłucha się w pulsujące nuty. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201924.

Everlasting

Sons of the James

Fresh Selects

Jeśli nazwa Sons of the James nic wam nie mówi, nic nie szkodzi. Panowie — singer/songwriter Rob Milton i producent/muzyk DJ Harrison — dopiero od kilku miesięcy wydają muzykę pod tym szyldem. Zainspirowani gospel i brzmieniem klasycznych soulowych produkcji kolektywu Soulquarians z przełomu milenialnego, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć wspólny krążek jako Sons of the James. To duchologiczna wyprawa do jądra neo-soulowej wrażliwości i stylistyki, czerpiąca całymi garściami z kultowych krążków D’Angelo, Bilala, Raphaela Saadiqa czy Eryki Badu, ale przełamana artystycznym dysonansem spod znaku Georgii Anne Muldrow, która zresztą pojawia się gościnnie w jednym z utworów. W rozpoczynającym krążek „I Want More” powtarzana ekstatycznie tytułowa fraza to z jednej strony nieodłączna część transu towarzyszącemu wywoływaniu soulowych zjaw, z drugiej strony zaklęcie magiczne, na dnie którego spoczywa szczere życzenie kontynuowania po wsze czasy neo-soulowego dziedzictwa Soulquarians — w dużej mierze spełnione zresztą na Everlasting. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201923.

Rose in the Dark

Cleo Sol

Forever Living Originals

Zacznijmy od tego, że artystyczne nazwisko Cleo — Sol — oznacza słońce. Słuchając jej debiutanckiego albumu odnosi się wrażenie, że wybór ten absolutnie nie był przypadkowy, bowiem jej aksamitny głos rozjaśnia całą płytę. Płytę, której wyjęte prosto z duszy teksty bazują na odnalezieniu wewnętrznego spokoju, jasności; zachowaniu balansu, rozprawieniu się z przeszłością („Rose in the Dark”), ufaniu sobie i wyciszeniu swojego ego („Why Don’t You”), ale też na miłości i przyjaźni. Wydana w marcu płyta była wspaniałym sprzymierzeńcem pierwszych chwil lockdownu, choć słuchana w grudniu jest nadal tak samo kojąca; to taka nieco szybka, mała zajawka z terapii, której każdy z nas potrzebuje, choć nie wszyscy chcą się przyznać. Całe to piękno dostaliśmy na neo-soulowych produkcjach jej ulubionego producenta, Inflo (z którym tworzy obowiązkowy do sprawdzenia projekt Sault), w których usłyszymy też muzyczne inspiracje Nikolic, jak jazz, Motown czy reagge. Skoro dostaliśmy taki debiut, to wyobraźcie sobie następcę! — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201922.

Jazz Is Dead 002

Roy Ayers, Adrian Younge & Ali Shaheed Muhammad

Jazz Is Dead

Ileż to razy proklamowano już w historii muzyki śmierć jazzu! Ale chyba nikt nie zrobił tego z tak rozkoszną przewrotnością jak Adrian Younge i Ali Shaheed Muhammad, którzy z początkiem roku pod szyldem Jazz Is Dead powołali do życia oficynę i serię wydawniczą zarazem. Do współpracy zaprosili dawnych mistrzów — legendarnego wibrafonistę Roya Ayersa, natchnionego organistę Douga Carna, tuza samba-soulu Marcosa Valle, jazz-funkową grupę Azymuth, a także funkującego saksofonistę Garego Bartza, bliskiego współpracownika Gila Scotta-Herona — Briana Jacksona oraz klasyka bossa novy João Donato. Wydana w marcu pierwsza część serii to niezwykły showcase ośmiu odsłon cyklu (z ostatnią zrealizowaną jako The Midnight Hour — wspólny projekt Younge’a i Muhammada), a kolejne cztery albumy zdążyły zmaterializować się na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Hajlajtem całego projektu jest zwłaszcza Jazz Is Dead 002 nagrane odpowiednio z wspomnianym Royem Ayersem — muzycy w doskonałej synergii uchwycili tu ducha autentycznej soulowo-jazzowej fuzji bez stylistycznych uproszczeń, a osiem premierowych kompozycji stworzonych przeza artysów wspólnie na potrzeby krążka tchnęło nowe życie zarówno w przebogaty dorobek muzyczny Ayersa, jak i soul/jazz 2020 roku. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201921.

Dinner Party

Dinner Party

Sounds of Crenshaw / Empire

Nie było chyba jeszcze tak dojmującej i totalnej afirmacji dziedzictwa legendarnego kolektywu kreatywnego Soulquarians jak ta maciupka płytunia. Dinner Party tj. Terrace Martin, Robert Glasper, 9th Wonder i enigmatycznie wszechobecny-ale-niewpisany-w-oficjalny-skład-zespołu Kamasi Washington, czyli świta Thundercata, która zrobiła jazzowy album Kendricka Lamara, przetwarza nieśmiertelne brzmienie nieodżałowanego Roya Hargrove’a i jego The RH Factor (którzy z kolei dwadzieścia lat temu zrobili jazzowo-hiphopowy album D’Angelo) przez doświadczenia muzyczne własnego pokolenia. Panowie zaprosili na pokład Phoelixa (za dnia producenta, który wymyślił soulowy sound Noname, nocą niestrudzonego, choć niedocenionego uduchowionego pieśniarza), żeby odtworzyć tę samą świętą synergię, która sprawiła, że VooDoo jest jedyne i niedoścignione. I choć wygładzono krawędzie, stawiając raczej na sypialnianą kameralność, sztandarowe połączenie hiphopowego bitu z jazzową trąbką i klawiszowym riffem to główny filar obu wydawnictw. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201920.

Kick I

Arca

XL

Najnowszy album wenezuelskiej producentki i wokalistki to jedno z tych dzieł, które trudno jest analizować, mając na uwadze wyłącznie warstwę muzyczną. Wpisuje się bowiem w kontekst totalnego, transgresywnego performance’u, który artystka podejmuje na przestrzeni własnej tożsamości. Będąc sama osobą określającą się jako niebinarna, transpłciowa kobieta, stara się w poetyce późnego postmodernizmu i jego futurystycznej chaotycznej pulpie odnaleźć drogę do zniesienia językiem transhumanizmu konceptu nie tylko płci, ale człowieczeństwa w ogóle. Cała warstwa muzyczna płyty podyktowana jest właśnie tym pozadźwiękowym konceptem. Najbardziej bezpośrednio doświadczamy tego w cynicznym, perkusjo-centrycznym, industrialnym manifeście „Nonbinary”, który płytę otwiera. W swojej pewności siebie i surowości brzmienia Arca zdaje się próbować werżnąć dźwięk niczym akrylowy tips pod skórę słuchacza, a wraz z nim dać do zrozumienia, że od teraz dotychczasowa percepcja genderowej normatywności kończy się i zaczynamy grę na zasadach, które ustalać będzie ona. Ciała kolejnych utworów nadpobudliwie pulsują i dobrze dogadują się zarówno z chrzęszczoco-szeleszczącym wachlarzem postindustrialnej ekspresji, jak i z ekstatycznym, rozmarzonym paradygmatem nadwrażliwego oniryzmu. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201919.

What Kinda Music

Tom Misch & Yussef Dayes

Beyond the Groove / Blue Note / Caroline

Na przestrzenni ostatnich lat wielokrotnie skupialiśmy uwagę na poczynaniach środowiska nowej generacji muzyków z Londynu, którzy z powodzeniem swatali jazz z muzyką miejską. Oczekiwania wobec kolaboracji Toma Mischa (kojarzonego z nowobitową sceną rnb) oraz jazzowego perkusisty Yusefa Dayesa, mieliśmy zatem całkiem spore. Tytułowy singiel zwiastował nieoczywiste rozwiązania, których ostatecznie nie zabrakło na całym albumie – obfitym w syntetyczno-soulowe, hiphopowe i jazzowe dźwięki. Najmocniejszymi punktami programu są single (metaforyczny „Tidal Wave” oraz uatrakcyjniony przez Freddiego Gibbsa „Nightrider”) oraz fragmenty, w których dominuje Yussef („Kyiv” czy „Storm Before The Calm”). Album prawdopodobnie nie zapisze się na stałe do kanonu innowacyjnego jazzu, jednak z całą pewnością przyczyni się do poszerzenia świadomości muzycznej sporej części słuchaczy. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 201918.

Innocent Country 2

Quelle Chris & Chris Keys

Mello Music

Innocent Country 2 jest wspaniałe. Słodko-gorzka, pełna empatii i ciepła płyta, która jednak nie próbuje widza zawinąć w folie bąbelkową i śmiało uderza w poważniejsze tony. Teksty pełne są afrocentyrcznego humanizmu, zrozumienia i przedziwnego ukojenia dla zszarganych ostatnimi wydarzeniami dusz. Chris Keys nigdzie nie spieszy się, dając nam się poszwędać po soulowych melizmatach, pasażach rhodesów i cierpliwie prowadzonych, soulowych zwolnieniach, dając przy tym nam przestrzeń do przemyślenia krążka, ochłonięcia, pouciekania w swoje własne przemyślenia. Drga przy tym strunami wrażliwości, których nie czułem przy muzyce od dawna, powodując niewytłumaczalne wzruszenie. Nawet Quelle Chris odpuszcza ironizującą pozę zgryźliwego, cynicznego zgrywusa na rzecz kojącej, jazzrapowej elegancji. To taki okład na duszę, który, choć tak naprawdę uderza w samo centrum problemów, przy okazji pozwala na uwierzenie, ten jeden, jedyny raz w tym roku, że może jeszcze będzie pięknie. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201917.

2017-2019

Against All Logic

Other People

2017-2019 jest chaotyczne, miejscami brutalne w brzmieniu i fragmentaryczne. Against All Logic, czyli kolejne wcielenie producenta Nicolasa Jaara, tylko udowadnia, że zdecydowanie nie lubi on nudy. Pracował z FKą twigs przy ubiegłorocznym albumie Magdalene, działa w zespole Darkside i tworzy soundtracki filmowe. Against All Logic to projekt, któremu brzmieniem najbliżej do materiałów wydanych jako Jaar. Z jednej strony dostajemy sporą dawkę inspiracji minimal techno, ale wolniejsze tempo utworów wykraczają poza standardy elektroniki. Z drugiej strony można wyłapać elementy muzyki soulowej czy bluesowej, zazwyczaj poprzez brutalnie pocięte sample. 2017-2019 to esencja blue-wave’u, czyli stylu, którym swoją muzykę określa sam Nicolas Jaar. Zdecydowanie wyróżniają się dwa numery — „Fantasy” ze świetnym samplem z utworu „Baby Boy” Beyonce oraz nostalgiczne „Penny”. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201916.

A Written Testimony

Jay Electronica

Roc Nation

Tak jak Izraelici musieli czekać na ważną wiadomość od Mojżesza, tak my musieliśmy czekać na debiutancki album Jaya Elektroniki. Prace nad A Written Testimony zajęły mu dokładnie 40 dni i 40 nocy, a projekt ukazał się 13 lat po obiecującym mixtapie Act I: Eternal Sunshine (The Pledge), który miał zapoczątkować trylogię. A Written Testiomony jest mistyczny. Nie tylko dlatego, że jest świadectwem wiary Jaya E, który należy do Narodu Islamu, ale także ze względu na przepełnioną soulem, nowoczesną, nieco psychodeliczną i dekadencką atmosferę. Gdy słucha się A Written Testimony, trudno nie odnieść wrażenia, że ma się do czynienia z materiałem wyjątkowym oraz dopracowanym na poziomie wykonawczym, lirycznym i producenckim. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201915.

After Hours

The Weeknd

The Weeknd XO / Republic / UMG

W 1985 roku na wielkim ekranie pojawiło się Po godzinach Martina Scorsese. 35 lat później The Weeknd wydał album o identycznym tytule i równie onirycznej atmosferze, na którym skutecznie przywołał synthpopowego ducha tamtych czasów. Jego After Hours płynnie balansuje między narkotyczną wizją a szkolną potańcówką rodem z amerykańskich filmów, w czym duża zasługa producentów – wśród nich piekielnie zdolny Metro Boomin (patrz 10. miejsce w naszym rankingu). Na płycie nie usłyszymy za to żadnego gościnnego wokalu, co pozwala traktować ją jako spowiedź artysty. Abel na wzór bohaterów romantycznych anielskim głosem wyznaje swoje grzechy i zmaga się z samotnością po utracie ukochanej kobiety. Przy okazji obnaża też mroczne oblicze Los Angeles. Niczym reżyser dba o każdy szczegół swojego dzieła – od dźwięków policyjnych syren po migoczące światła. Dodajmy do tego konsekwentny wizerunek sceniczny i spektakularne występy na żywo, a pominięcie go w tegorocznych nominacjach do Grammy staje się co najmniej zastanawiające. Ale kto by się przejmował nagrodami, skoro nawet mistrz Scorsese ma na swoim koncie zaledwie jednego Oscara. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201914.

Spirit World Field Guide

Aesop Rock

Rhymesayers Entertainment

Podróże kształcą i inspirują do tworzenia dużych rzeczy, to wiadomo nie od dziś. Przekonał się o tym doskonale Aseop Rock, który po raz pierwszy wyruszył w parę miejsc na świecie, nie grając tam koncertów, tylko czerpiąc jak najwięcej z odwiedzonych lokacji. Kambodża, Tajlandia, a przede wszystkim Peru natchnęły go do stworzenia albumu, będącego właściwie audio przewodnikiem po alternatywnym świecie duchów. Znajdziecie w nim wszystkie porady, triki i anegdoty potrzebne do przetrwania w tym ani dobrym, ani złym miejscu, a wszystko to w rytm znakomitych, doskonale zaaranżowanych produkcji samego artysty, wspomaganego gdzieniegdzie przez zaproszonych muzyków. Jako raper Aesop jak zwykle sprawdza się wyśmienicie, a każdy, kto miał z nim, choć trochę do czynienia, wie jakim warsztatem technicznym dysponuje. Problemem dla niektórych mogą być jak zwykle nieoczywiste teksty, a odnalezienie wszystkich ukrytych tu metafor i znaczeń zajmie z pewnością sporo czasu, ale warto zanurzyć się w ten przedziwny świat, który pomimo tego, że w głównej mierze traktuje o śmierci i tym, co może czekać nas po niej, jest na swój mroczny i pokręcony sposób celebracją życia. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze utwory 201913.

Visions of Bodies Being Burned

Clipping

Sub Pop

Visions of Bodies Being Burned Clipping to podobnie jak na poprzednich krążkach grupy nadal mroczny, odnoszący się do horrorcore’u album, ale mniej chaotyczny, może nawet mniej spektakularny, za to coraz mocniej skręcający w stronę muzyki improwizowanej. Choć Clipping tym razem nie dostarczają wyłącznie soundtracku idealnego na Halloween — ich najnowszy album potrafi naprawdę przerazić. Klimat zawarty na Visions of Bodies Being Burned jest gęsty, klaustrofobiczny, złowrogi. Tyle, że demony nie pojawiają się tuż przed nami, a ciągle obserwują nas z ukrycia. Atmosferę budują tu drobne elementy — zgrzyty, trzaski, szumy — przepuszczone przez noise’owe walce i umiejętnie dokręcane tempo. Storytelling nie jest już tak abstrakcyjny, jak czasem bywało, za to mocno nawiązuje do rzeczywistości, co wypada zdecydowanie na plus, bowiem udowadnia, że panowie nie tylko z popkultury potrafią czerpać pełnymi garściami. Clipping znów zaskoczyło, rozszerzając przez lata wypracowywaną konwencję. To już nie tylko trio kojarzące się z kinem grozy, a szalenie kreatywni awangardowi twórcy, którzy wnoszą sporo świeżości do samego hip-hopu. — Emilia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201912.

Lianne La Havas

Lianne La Havas

Warner

Pięć lat trzeba było czekać na trzeci krążek Lianne La Havas, która w tym czasie przeżywała swoje życie i goiła rany. Po rozstaniu pozbierała to, co zostało, i zamieniła w wyjątkowy koncept album, który nie tylko zachwyca doborem melodii i gatunkową otwartością, ale przede wszystkim tekstami — esencją tego wydawnictwa składającą się na ważną, uniwersalną lekcję. Nie dziwi więc, że tytuł płyty to po prostu Lianne La Havas. To nie pierwszy raz, kiedy Lianne zagłębia się w uczuciowe zawiłości relacji międzyludzkich, ale tym razem w jej głosie poza delikatnością i wrażliwością, do której już nas zdążyła przyzwyczaić, słuchać coś jeszcze — pewność, że tym razem bardzo dobrze wie, jak to może zaboleć i jak powinno wyglądać odzyskiwanie siebie. Lianne La Havas stworzyła wielowarstwowy, piękny i mądry album, dopracowany do nieprzytłaczającej perfekcji. Muzyczne zakamarki pełne poruszających detali, jak chociażby niedośpiewany, wręcz poddany wers w „Bittersweet”, nadają wydawnictwu szczególnego charakteru. — Brzózka


Soulbowl: Najlepsze utwory 201911.

2000And4Eva

Bree Runway

EMI / Universal

Wszystkie raperki młodego pokolenia chcą być jak Missy Elliott, ale nie wszystkie emanują tak diaboliczną charyzmą jak Bree Runway. W skromnych 20 minutach mikstejpu 2000and4eva skryła się prawdziwa bomba energetyczna i wielki kocioł swagu. Na mikstejpie kotłują się też różne barwne pomysły, bo Bree Runway realizuje dziedzictwo raperek przełomu stuleci tak znakomicie, jak tylko się da — czerpiąc garściami z hip-hopu, R&B i popu (różnych epok). Dodajmy do tego garść gościń, z szanowną Missy Elliott na czele, i mamy bardzo różnorodny, ale niezmiennie przebojowy zestaw bangerów aranżowanych na bogato, obok którego trudno przejść obojętnie. Crazy, wacky ideas na miarę tych czasów. — Maja


Soulbowl: Najlepsze utwory 201910.

Savage Mode II

21 Savage & Metro Boomin

Slaughter Boomin / Epic / Boominati Worldwide / Republic

Nie ma wątpliwości, że 21 Savage i Metro Boomin to obecnie jeden z najmocniejszych duetów raper-producent. Kontynuacja ich kultowego projektu Savage Mode z 2016 roku aspiruje do miana nowego południowego klasyka. Filmowa atmosfera, za którą odpowiedzialna jest narracja, ku zaskoczeniu poprowadzona przez Morgana Freemana, od razu sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z czymś więcej, niż tylko kolejnym trapowym albumem. Wydawać by się mogło, zważając na ekscentryczną okładkę, że Savage Mode II przerysowuje wydawnictwa z początków gatunku. Oprawą graficzną zajęła się jednak legendarna firma Pen and Pixel, która jest odpowiedzialna za estetykę southern hip-hopowych albumów z lat 90. i wczesnych 00., a na płycie odnaleźć można zresztą sporo nawiązań do tamtych czasów. Choć największy shout out otrzymał reprezentujący Nowy Jork 50 Cent, 21 i Metro przywołują przede wszystkim ośrodki południowej sceny — jest Atlanta i OutKast, a także związany z nimi Big Rube, który napisał kwestie Freemana; jest Houston i podkłady jak u DJ-a Screw, i w końcu Memphis – gangsterski, mroczny vibe Three 6 Mafii przełamany grubo pokrojonymi, soulowymi samplami. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 20199.

Circles

Mac Miller

Warner

Według wstępnych założeń Circles miało stanowić uzupełnienie wydanego na kilka miesięcy przed śmiercią Mac Millera Swimming. Zamiast tego stało się zwieńczeniem i podsumowaniem trwającej blisko dekadę kariery rapera z Pittsburgha. Całość zebrał i ukończył Jon Brion, producent, który brał czynny udział w procesie rejestrowania nagrań na oba krążki. Efekt to prawdopodobnie najdojrzalszy materiał w dyskografii Maca. Od strony muzycznej dostajemy masę bogatych i różnorodnych aranżacji wychodzących daleko poza rapową stylistykę. Sam Mac całkowicie odkleja od siebie również łatkę rapera i przez cały album prowadzi nas, wyśpiewując kolejne numery charakterystycznym, leniwym głosem. Całość pozostaje jednak słodko-gorzka – te wszystkie przyjemne i miłe dla uszu melodie skrywają bardzo osobiste wyznania oraz teksty pełne samotności i bólu. Smutne pożegnanie w formie świetnego albumu. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 20198.

Forever, Ya Girl

Keiyaa

Chakeiya Richmond / Forever Recordings

KeiyaA dorastała w Chicago wśród dźwięków muzyki gospelowej, jazzu czy soulu. Przeprowadzka do Nowego Jorku zmieniła nieco jej muzyczne inspiracje, postawiła na eksperyment. Hip-hop płynnie łączy z R&B i soulem, a eksperymentalne podejście do brzmienia z filozoficzną naturą swoich tekstów. W twórczości skupia się na dogłębnej analizie własnych emocji, budowaniu społeczności i roli czarnych artystów w przemyśle muzycznym. Wśród idolek na równi wymienia Nicki Minaj, Ninę Simone czy poetkę Ntozake Shangę. Forever, Ya Girl to przejmująca opowieść o dojrzałości emocjonalnej, wybaczaniu oraz rozliczaniu się z demonami przeszłości. Chociaż KaiyaA udowadnia, że jest pełnoprawną artystką i nie potrzebuje porównań do starszych koleżanek, to chwilami przywodzi na myśl Solange i jej „When I Get Home”. Łączy je nie tylko warstwa tekstowa, ale i minimalizm warstwy muzycznej. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20197.

W/88

Włodi & 1988

Włodi / Def Jam

W/88 to pierwszy projekt reprezentanta legendarnej Molesty wydany przez Def Jam. Transfer Włodiego do nowego polskiego oddziału wytwórni był, jak można było zresztą przypuszczać, bardzo dobrą decyzją dla obu stron. Ta płyta to najlepszy materiał, który jak dotąd ukazał się pod jej szyldem. To jednak nie tylko zasługa rapera, ale także połówki Synów, czyli 1988, który całościowo odpowiada za produkcję krążka. Klimat W/88 jest bowiem minimalistyczny i wyjątkowo kwaśny — najlepszy, w jakim w nowych starych czasach jak Asics OG ojciec założyciel może nawijać o sobie i paleniu. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 20196.

Alfredo

Freddie Gibbs & The Alchemist

ESGN / ALC / Empire

Jakoś tak się złożyło, że płyty nagrane w duecie z jednym producentem Freddiemu Gibbsowi wychodzą lepiej niż własne solówki. Za potwierdzenie tych słów niech posłuży fakt, że obydwa projekty z Madlibem są uznawane za współczesne klasyki i w sumie nie ma się czemu dziwić, bo to piekielnie dobre albumy. Alfredo, wspólny projekt z The Alchemistem, to kontynuacja tamtej tradycji. Freddie Gibbs znów przenosi nas w świat biznesu narkotykowego, tego co w nim najciekawsze, ale nie zapomina też o gorzkich stronach. Przedstawia blaski i cienie życia narkotykowego barona, człowieka, który ma pod sobą całą ekipę pracujących dla niego ludzi, szacunek, posłuch i bogactwo. Gibbs nie gloryfikuje jednak takiego życia. Przedstawia różne aspekty, robiąc to za każdym razem w bardzo obrazowy sposób. Warstwa muzyczna krążka to małe arcydzieło, które stanowi kontynuację tego, co znamy z projektów tworzonych wspólnie z Madlibem. The Alchemist potwierdza, że jest obecnie jednym z najlepszych producentów w grze. Tutaj kontynuuje styl, który rozpoczął się u niego mniej więcej w 2010 roku, przy okazji wypuszczenia wspólnej płyty z Oh No jako Gangrene. Wydaje się, że to właśnie w tym duecie produkcyjnie Al nieco się rozluźnił. Nagle wszystko zaczęło być prostsze, a co za tym idzie, lepsze. — Dill


Soulbowl: Najlepsze utwory 20195.

RTJ4

Run the Jewels

Jewel Runners / BMG

Chłopaki z Run the Jewels wrócili z nowym albumem po nieco dłuższej, bo aż czteroletniej przerwie. Momentu na wydanie płyty nie mogli sobie wybrać lepszego – przed jeszcze wtedy nadchodzącymi wyborami w Stanach, kiedy panowały mocno anty-trumpowe nastroje i po głośnym zabójstwie George’a Floyda przez jednego z policjantów. RTJ4 jest de facto odbiciem tego wszystkiego z czym zmaga się współczesna Ameryka – nierówności społecznych, rasizmu, po prostu ogólnego niezadowolenia i sprzeciwu związanego z sytuacją społeczno-polityczną. Killer Mike i EL-P są czymś w rodzaju głosu tego buntu. To słychać zarówno w tekstach, jak i w energetycznej muzyce, mocno nawiązującej także do dorobku Bomb Squadu. Krążek jest z pewnością kolejną doskonałą pozycją w dyskografii duetu, umacniającą go na scenie. Kiedy już wszyscy myśleli, że po trzech wydawnictwach formuła zaczynała się wyczerpywać, oni pokazali, że wciąż wiedzą jak to się robi. Świetnie zarapowana, równie świetnie wyprodukowana rzecz. Warta uwagi także ze względu na czas, w którym wyszła. — Dill


Soulbowl: Najlepsze utwory 20194.

Græ

Moses Sumney

Jagjaguwar

Jeszcze w lutym podział jednego albumu na dwie odseparowane wydawniczo części można było nazwać przekornym, na upartego nawet eksperymentalnym; dziś, niczym samospełniająca się przepowiednia, świetnie wpasowuje się w nastroje społeczne. Sam autor sugeruje zresztą, że złożoność materiału i waga przesłania o wielowymiarowej tożsamości wymaga równie kompleksowego, skupionego procesu odbiorczego. Aranżacje na Græ są wprawdzie dużo bardziej bezczelne od kameralnej ambient-artowej oprawy z debiutu Aromanticism, ale narracja oparta na antynomiach to przecież jeden z emblematów Sumneya, który upodobał sobie dialogowanie wśród takich par jak słaby-silny czy ascetyczny-wystawny. W tych zestawieniach tkwi zresztą jego wyjątkowość; wzmiankowana szarość (czy niejednolitość) nie powinna być jakimś szczególnym zaskoczeniem. Nie dziwią skojarzenia z Thomem Yorkiem czy Benjaminem Clementinem. Sumneya wyróżnia od obu nie tylko większe skupienie na wątkach tożsamościowych, ale też pewnego rodzaju enigmatyczność. Pięknie składa się to na kolejną antynomię, bo przy koloraturze narodzonej niewątpliwie w innym uniwersum (aż trudno uwierzyć, że wypracowanej samodzielnie!) i otoczce nierealistycznej persony wokalista tworzy intymne kompozycje, doskonale wiedząc, kiedy rozproszyć wokalno-instrumentalną łagodność lawiną dźwięków. Gdybyśmy rozdawali podziemne wersje nagród Grammy, Moses Sumney dostałby pewnie taką dla ambasadora performatywnego autentyzmu i kreatywności. — Maja


Soulbowl: Najlepsze utwory 20193.

What’s Your Pleasure?

Jessie Ware

PMR / Virgin EMI / Universal

Choć Jessie Ware zawsze była jakościowa — od jej błyskotliwego, odrobinę zbyt racjonalnie wyważonego debiutu Devotion sprzed ośmiu lat piosenkarka nigdy nie schodziła poniżej pewnego standardu — wkrótce zatonęła w szufladce post-Sade, coraz bardziej rozwadniając swoje brzmienie. Tymczasem migoczące na horyzoncie już w 2018 roku What’s Your Pleasure? zdawało się zwiastować ekscytującą i potrzebną woltę stylistyczną. Wraz z początkiem tego roku przebojowym „Spotlight” piosenkarka mocno weszła na terytorium smutnej, a przynajmniej refleksyjnej dyskoteki do tej pory okupowanego niepodzielnie przez Robyn, a kilka miesięcy później zrealizowała niezwerbalizowaną obietnicę Istotą Pleasure, pośrednio zresztą inspirującą te duchologiczne produkcyjne zabiegi, jest miejsce naturalnego styku house’u z soulem. Nie zimne future-garaże i UK bassy z początku kariery Ware, ale grzejące house’owe piecyki to okowa tych dwunastu (mniej lub bardziej, ale jednak) pulsujących bitów. Transfer od power ballady czy sophistipopowego midtempo przyszedł Ware tak naturalnie, ponieważ nigdy tak naprawdę nie porzuciła swojego emocjonalnego „ja”. What’s Your Pleasure? to kreacja na poziomie stylizacji, nie tożsamości czy emanacji. Ware wciąż brzmi eterycznie i aksamitnie, wciąż, kiedy trzeba wciela się w posągową diwę, a innym razem obnaża się emocjonalnie i uczuciowo. Rdzeń tej płyty jest niezmiennie jednako soulowy, a i wrażliwość Ware nie uległa na potrzeby krążka żadnej robotycznej kastracji, choć część muzycznych środków zastosowanych na krążku mogłaby takie przetworzenie, swoistą elektropopifikację muzyki Ware sugerować. Tymczasem przewodnikami okazują się tu boogie, smooth soul, freestyle, disco i synth funk. To kreatywnie zaadaptowany do współczesności pełen wachlarz odcieni spuścizny tanecznego R&B lat 80. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20192.

Heaven to a Tortured Mind

Yves Tumor

Warp

Pełna radykalnych przemian droga artystycznych ewolucji tego muzycznego kameleona na Heaven to a Tortured Mind wydaje się osiągać formę totalną i ostateczną, łącząc w sobie najważniejsze wątki jego dotychczasowego manifestu. Mamy queerową kruchość spod znaku łez w brokacie, enigmatyczny oniryzm odwołujący do Munozowskich sennych utopii oraz afirmację niebinarności w klimacie rozbuchanego glamowego blichtru. No i mamy piosenki. Naprawdę dobre piosenki. Krążek jest jaskrawo ekstatyczny, barokowo przesadzony (choć bardziej na modłę cynizującej diwy niż patetycznego napuszenia) i buchający słodyczą glamowego blichtru. Najcudowniejsze jest jednak to, że ta, niemal pastiszowa przesada afektywnie działa bezbłędnie. Odsłania nas samych i podatność na sztuczki rock’n’rollowego cwaniactwa, na które, wpatrzeni z dziecinną naiwnością, chcemy dawać się nabierać. I nie ma w tym absolutnie nic złego, toż to właśnie magia muzyki. I tak Yves Tumor wraca ostatecznie do punktu wielopoziomowego niedookreślenia, w zawieszeniu między nostalgią słodkiego kiczu minionej ery rockowej świetności a futuryzmem i wyśnioną utopią bezgenderowej miłości. Z tego zawieszenia w dychotomiach potrafią zrodzić się przepiękne manifesty, a dodatkowe uzbrojenie po zęby w zabójcze przeboje stwarza pole do zmasowanego queerowania mainstreamowego horyzontu. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20191.

Untitled (Black Is) / Untitled (Rise)

Sault

Forever Living Originals

Wydarzenia roku 2020 rozpoczynające się morderstwem George’a Floyda odbiły się na kartach czarnej muzyki jako moment radykalnego powrotu do formuł zaangażowanych protest songów, tradycji oporu i afirmowania czarnego dziedzictwa. Jeżeli za kilkanaście lat mielibyśmy komuś pokazać manifest dokumentujący zeitgeist tej ery, byłoby to dwupłytowe arcydzieło Sault. Untitled (Black Is)Untitled (Rise) w dobie obalania pomników jawią się jako nowy monument, wynoszący na piedestał dekady doświadczenia osób czarnoskórych. (Black Is) wywleka na wierzch w emocjonalnym ekshibicjonizmie cały bagaż społecznego ucisku i piętna, z jakim od wieków mierzy się afroamerykańska społeczność. Z mantryczną pasją powtarza podszyte duchem spirytualizmu afirmatywne frazy ku pokrzepieniu serc, przypominając waleczność i determinację osób walczących z rasizmem i ubiera to w formuły psychodelicznego, surowego, gęstego neosoulu poprzetykanego odpryskami przesterów i organicznej, pulsującej jazzowej poezji. Tam natomiast, gdzie na Black Is pojawiają się emocjonalne trzewia, tam Rise uderza bezpośrednimi, pragmatycznymi strzałami tanecznych, żywiołowych protest songów. Rise śmiało wrzuca nas w ducha obalających Babilon, ulicznych potańcówek i w tej afirmacji frywolności, spontaniczności i wspólnotowej energii doszukuje się klucza wyzwolenia i ścieżki buntu. Jest jak gest przypomnienia, że walka trwa od zawsze, a duch protestu krąży w żyłach afroamerykańskiej społeczności i nigdy nie wygaśnie. W muzycznej tkance obok neo-soulu tętni żywo afrobeatowa motoryka, która staje się paliwem bezpardonowej emancypacji, chociaż nie oznacza to zupełnego porzucenia refleksyjnego, nieco melancholijnego charakteru. Gatunkowy eklektyzm obu krążków zbiera w sobie wiele tradycji manifestacyjnego grania, składając jednocześnie hołd tradycjom czarnej kultury, jak i aktualizując je do współczesnej, chaotycznej, brutalnej rzeczywistości. Obie płyty, choć chwilami bardzo różne, składają hołd ludziom walczącym o wolność, którzy pozostają bezimienni, anonimowi, nienazwani — zupełnie jak te albumy. — Wojtek


30 najlepszych utworów 2020

30 najlepszych utworów 2020 Soulbowl.pl

Już niemal, prawie, tuż tuż — rok 2020 dobiegnie końca i, miejmy nadzieję, prędzej czy później wszyscy odetchniemy z ulgą. To było trudnych 12 miesięcy, ale pomimo masowo odwoływanych tras koncertowych i festiwali, pomimo pandemicznej cyfrowej promocji, nasi ukochani artyści dowieźli nam masę fantastycznej muzyki, która zostanie z nami na dużo dłużej niż pandemia covid-19. Na przystawkę w corocznym cyklu podsumowań prezentujemy wam listę 30 najlepszych utworów 2020 roku wg Soulbowl.pl.


Soulbowl: Najlepsze utwory 201930.

„Tidal Wave”

Tom Misch & Yussef Dayes

Beyond the Groove / Blue Note / Caroline

To pełen metafor utwór dla tych, którzy kryzysu ludzkości upatrują w oszalałym konsumpcjonizmie i nieszanowaniu ziemi, po której chodzimy. Wydany na tegorocznym albumie Toma Misha i Yussefa Dayesa stanowi jeden z najciekawszych momentów na What Kinda Music. Umiejętnie odebrany wydobywa wrażliwość, uzmysławia jak muzyka może kierunkować emocje i wpływa na jakość naszego światopoglądu. Jest przy okazji świetnym przykładem na to, jak wielką rolę w ostatecznym brzmieniu tej kolaboracji odegrał Yussef Dayes. Całość uszlachetnia świetny, animowany klip w reżyserii Jacka Browna. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 201929.

„Spotlight”

Jessie Ware

PMR / Virgin EMI / Universal

Migoczące na horyzoncie już w 2018 roku What’s Your Pleasure Jessie Ware zdawało się zwiastować ekscytującą i potrzebną woltę stylistyczną. Wydane wówczas garage-house’owe „Overtime” zrealizowane wraz z Jamesem Fordem nie kreśliło jej jeszcze jednoznacznie, ale pokazywało potencjał i zarysowywało perspektywę. Dzieło przypieczętował lutowy singiel „Spotlight” — przysłowiowa jaskółka zwiastująca wiosnę, czyli w tym przypadku faktyczny nowy początek kariery Jessie Ware. To nie tylko jeden z najbardziej przebojowych refrenów w karierze piosenkarki, ale też znakomity klucz do odsłuchu jej tegorocznej płyty syntezujący w sobie pewną tęsknotę, melancholię nawet zastygłą na moment w finezyjnej posągowej pozie (to poniekąd właśnie za tę wymagającą wszelkiej równowagi kreację pokochaliśmy Ware przed laty) z neo-dyskotekowym zacięciem wprowadzającym słuchacza w świat nowych brzmień Jessie Ware. Tym samym piosenkarka mocno weszła na terytorium smutnej, a przynajmniej refleksyjnej dyskoteki do tej pory okupowanego niepodzielnie przez Robyn (i, niech im będzie, Hercules & The Love Affair). „Spotlight” jak w soczewce skupia w sobie dwa światy, które prawowicie w nowej wizji muzyki Ware współistnieją ze sobą na równych prawach — retro i futuro. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201928.

„UFO”

EABS

EABS / Astigmatic

Jazzowy hit, który z miejsca porywa nas w spirytualistyczną podróż po wszechświecie. Jakkolwiek niemożliwie nie brzmi, dla formacji z Wrocławia nie ma rzeczy niemożliwych. Z łatwością przyszło im okiełznanie legendarnego Sun Ra, unikatowego, jazzowego szamana, który między basem, hymnową sekcją dętą i sonicznymi snytezatorami w tle, głosi nam prawdy o istocie życia i śmiertelności. A to tylko wstęp do szalonych, wielopoziomowych improwizacji, które niemalże zmiatają w kolejne wymiary lada moment. Fantastyczna interpretacja twórczości amerykańskiego jazzmana. — Richie Nixon


Soulbowl: Najlepsze utwory 201927.

„One Way Flight”

Benny the Butcher ft. Freddie Gibbs

Griselda / Empire

Nowy album Benny’ego Rzeźnika jest bogaty w świetne kawałki i właściwie ciężko znaleźć w nim cokolwiek, do czego można by się przyczepić. Wszystkie numery mają w sobie to coś, ale „One Way Flight” wyróżnia się szczególnie. Ten track jest de facto esencją płyty, zarówno tekstowo, jak i brzmieniowo. Świetnie odzwierciedla obecną sytuację w karierze rapera, związaną z ogromnym sukcesem odniesionym przez Griseldę w mainstreamie. Butcher nawija, że idzie do przodu mimo wszystkich spotykających go przeciwności losu, jednak jest świadomy tego, że zachłyśnięcie się sukcesem może sprawić, że spadnie ze szczytu, na którym się znalazł. Freddie Gibbs dopełnia całości mocnym refrenem i zwrotką. Niby już to wszystko słyszeliśmy, ale robi wrażenie, bo Benny jak nikt potrafi pokazać, że jest do bólu autentyczny w tym, co mówi. Muzyka też świetnie koresponduje z tekstem. Hit-Boy, w tym kawałku, jak i w ogóle na całej płycie, dostarczył dynamiczną warstwę dźwiękową, która przydałyby się Nasowi na usypiającym King’s Disease. Soulowy sampel doskonale oddaje emocje zawarte w tekście, a legendarny breakbeat z „Impeach The President” grupy The Honey Drippers, służący za bębny, który już słyszeliśmy milion razy w kawałkach hip-hopowych, w tym wydaniu sprawia, że odkrywamy go na nowo, co pozwala jeszcze raz się nim zajarać. — Dill


Soulbowl: Najlepsze utwory 201926.

„Take Care of You”

Charlotte Day Wilson ft. Syd

Stone Woman

Z Charlotte Day Wilson jest trochę tak, że czego by nie nagrała, wszystko jest złotem. No, w każdym razie dla mnie — to jakie ta kobieta budzi we mnie emocje swoim głosem, tekstami i muzyczną prostotą na różnych płaszczyznach , zawsze wywołuje u mnie podziw. Często do niej wracam gdy potrzebuję nieco się potaplać w romantycznych zakamarkach, więc gdy usłyszałam „Take Care of You”, świat się zatrzymał. Utwór ten powstał z potrzeby opowiedzenia miłosnej historii między kobietami, jednak jego głębokie emocje ubrane w niewyszukane słowa znajdą odbiorców niezależnie od orientacji (która nigdy nie powinna mieć wpływu na cokolwiek). To w połączeniu z przybrudzoną (lo-fi) produkcją, długo tkwiącą w głowie linią basu, gładkim głosem Syd i spitchowanym wokalem Charlotte w refrenie (który robi tu ogromną robotę), i voilà! Mamy w głośnikach jedną z najpiękniejszych piosenek o miłości — i ponownie bez zbędnych zabiegów. — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201925.

„3 Hour Drive”

Alicia Keys ft. Sampha

RCA / Sony

3 Hour Drive — Nie wiem czy wolę wersję albumową z Samphą czy wykonanie dla kanału Colors, gdzie męskim głosem był SiR. Jedno jest pewne — ten utwór to jeden z najważniejszych hajlajtów albumu Alicia. Nie jest to typowy love song. Nagranie tej piosenki miało miejsce w Londynie, gdzie Alicia udała się po narodzinach drugiego dziecka. Podczas sesji nagraniowej do Keys i Jimmy’ego Napesa dołączył Sampha, któremu niedługo wcześniej zmarła mama. Po stworzeniu melodii i napisaniu części tekstu utwór przeobraził się w „medytację dotyczącą kolistą naturą życia, radości i żalu występujących przy pojawianiu się i odejściu ukochanych osób tworząc łuk egzystencji”. — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201924.

„Wildfires”

Sault

Forever Living Originals

Sault przez długi czas byli bardzo enigmatyczni — żadnych teledysków, sesji promocyjnych czy nazwisk, tylko muzyka wydawana bez zapowiedzi. Dopiero w tym roku udało się ustalić, że producentem projektu jest Inflo, głównym głosem Cleo Sol, a do zespołu należą też Kadeem Clarke oraz Melisa Young. Cała twórczość Sault skupia się na protest songach — bazujące na funku i r&b nagrania traktują o walce czarnoskórych o swoje prawa, i choć teksty są bardzo konkretne w swym przekazie, nie są jednak agresywne. Jednym z najważniejszych utworów Untitled (Black Is) jest „Wildfires”, powstały po zamordowaniu George’a Floyda i protestach Black Lives Matter odbywających się na ogromną skalę po tej okrutnej zbrodni. Ludzie domagają się prawdy i równego traktowania, będąc zmuszani do nieustannej walki o swoje podstawowe prawa — o tym właśnie, co dość paradoksalne, kojącym głosem śpiewa Cleo Sol. Warto uważnie przysłuchać się tekstom nie tylko ze względu na możliwość lepszego zrozumienia sytuacji Afroamerykanów oraz innych dyskryminowanych grup, ale też jako fantastyczny przykład, że o trudnych sprawach, mimo przewlekłego lęku, da się mówić w sposób pokojowy. Materiał Sault, niezwykle ważny w obecnych czasach, osobiście poruszył mnie na wielu płaszczyznach, a jednak — mimo niełatwej tematyki — nie zdołał przybić, za co w dużej mierze odpowiadają produkcje Inflo oraz, bądź co bądź, celebracja siły. Jedność, równość, rewolucja. Te hasła ostatnio nawet nam stają się coraz bliższe. — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201923.

„Comme des Garçons (Like the Boys)”

Rina Sawayama

Dirty Hit

„Comme Des Garçons (Like the Boys)” to popowy banger, z house’owym smaczkiem i elementami futurystycznego R&B. W warstwie tekstowej Rina nawiązuje do maskulinistycznego świata, do społecznie akceptowalnego i jedynego właściwego zachowywania się „jak chłopacy”. Serwuje przy tym wokalne hooki, bawiąc się i sprawnie omijając męską dominację. Pokazuje również kobiecą siłę, dystans do siebie i uwalniającą oryginalność, nie zważając na wszechobecne chłopięce ego. Murowany klubowy hit, z przemyconą aktualną warstwą liryczną. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201922.

„Conveyor”

Moses Sumney

Jagjaguwar

Na nowości od Sumneya czekaliśmy z niecierpliwością od czasów świetnego Aromanticism. Nie zawiedliśmy się, bo grae udowadnia, że Moses to niezwykły artysta, chociaż wciąż szuka dla siebie właściwego miejsca i języka przekazu. „Conveyor” jest pełne niepokoju, chaosu, niespodziewanych wzlotów. Brzmi jak utwór, który spokojnie mógłby być soundtrackiem jakiegoś dramatu filmowego czy musicalu. Początkowy, niemalże batalistyczny motyw, zostaje przełamany kojącym wokalem Sumneya, na takich nieoczekiwanych przełamaniach i dziwnych połączeniach opiera się cała kompozycja. Artysta opowiada o trudnym losie jednostki w społeczeństwie i zastanawia się nad korzyściami „pójścia pod prąd”. Wyszło pięknie. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201921.

„Do You Wanna?”

Dornik ft. Gavin Turek

Dornik Music Limited

Utwór „Do You Wanna?”, nagrany wspólnie z Gavin Turek, z elementami synthu, bębnami, gitarą i ciekawym basem, opowiada o flircie między dwojgiem ludzi. Nie jest to niewinny flirt. Zwiastuje on coś większego, coś, co może przerodzić się w wielkie uczucie. Kawałek idealnie wpasowuje się w dominujący w 2020 roku klimat lat osiemdziesiątych. Muzyczny duet stworzył unikatowy vibe, dystyngowany na własny sposób styl funky, dzięki czemu, słuchając „Do You Wanna?” czuć swoistą harmonię i chemię między dwojgiem utalentowanych muzyków. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 201920.

„Gravity”

Roy Ayers ft. Adrian Younge & Ali Shaheed Muhammad

Jazz Is Dead

Jazz Is Dead! — proklamowali ironicznie w tym roku Adrian Younge i Ali Shaheed Muhammad na ich jak najbardziej jazzowej płytowej serii wydawniczej. Przekorny wydźwięk tej wypisanej na każdej z okładek ogromną czcionką frazy podkreśla zwłaszcza odsłuch ich kolaboracji z legendarnym wibrafonistą Royem Ayersem — rozkoszna uczta dla miłośników uduchowionego jazzu, której emanacją jest „Gravity” — klasyczna jazzowa piosenka napisana tu i teraz przez Younge’a, Muhammada i Ayersa — efektownie zaśpiewana przez pięć soulowych wokalistek stopionych w jeden głos: Loren Oden, Joy Gilliam, Saudię Yasmein, Elgin Clark i Anitrę Castleberry. Jazzowa perkusja, enigmatyczny puls wibrafonu i cokolwiek tajemnicze wokale przenoszą nas gdzieś do Nowego Orleanu końca lat 60., do szczytu psychodelicznej rewolucji, na skraj jazzowego fusion, w zmierzch epoki wokalnego jazzu. Wszystko to ma sens w kontekście drogi, którą jazz przebył od tamtego czasu. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201919.

„Peppers and Onions”

Tierra Whack

Interscope

Tierra Whack wróciła do gry. W jednym z trzech tegorocznych singli „Peppers and Onions” zaserwowała nam więcej tego, co w niej najlepsze, czyli plimplająco-blimblającej laidbackowo-mumblecore’owej trap-popowej słodyczy, po raz kolejny w przenikliwie introspektywnym wydaniu. Kiedy inni raperzy napinają mięśnie i szczotkują sneakersy, Whack śmiało przyznaje, że nie jest wzorem do naśladowania, ale nie dlatego, że jest „bad, bad, real real bad”, ale zupełnie przyziemnie jest „only human” i „sometimes happy, sometimes nervous” — nuci melodyjnie w refrenie. Jest w tym szczerość, urok i odwaga w przekraczaniu granic w gatunku, który mimo coraz wyżej położonych artystycznych szczytów wciąż ma do wykonania sporą pracę, jeśli chodzi o akceptację nienormatywności. Siłą „Peppers” jest zresztą właśnie ten niesamowicie chwytliwy hook — chyba najbardziej w dotychczasowym dorobku Whack — nie opierajcie się, pomruczcie sobie pod nosem, dajcie sobie — bo jak śpiewało w innym tegorocznym singlu Lake Street Dive — „it’s hard to be a human, it’s even harder to be not”. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201918.

„The Ghost of Soulja Slim”

Jay Electronica

Roc Nation

„Ghost of Soulja Slim” można uznać właściwie za pierwszy utwór na A Written Testimony. Rozpoczęty fragmentem przemówienia Louisa Farrakhana, przywódcy Narodu Islamu, jest świetnym wprowadzeniem do wyjątkowego, mistycznego albumu – nieco patetycznym, nieco nawiązującym do klasyki, a jednak wyjątkowo współczesnym. Natychmiast jednak całą uwagę koncentruje na sobie… Jay-Z, który niezwykle dobrze radzi sobie w tym klimacie. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201917.

„Bittersweet”

Lianne La Havas

Warner

Bittersweet na nowym krążku Lianne La Havas ma miejsce wyjątkowe, bo pojawia się aż dwa razy – w dłuższej wersji na początku tracklisty i na jej końcu w wersji krótszej. To wolny, emocjonalny numer o nieudanym związku, który trzeba zakończyć. Utwór muzycznie oparty o sampel z „Medley: Ike’s Rap Part III / Your Love Is So Doggone Good” Isaaaca Hayesa na początku sączy się wolno by potem nabrać energii za sprawą elektryzującego głosu głównej bohaterki, a także świetnego aranżu. Lianne w refrenie śpiewa „Bittersweet summer rain/I’m born again/All my broken pieces/Bittersweet summer rain/I’m born again”. Robi to pełna emocji, jakby chciała dosadnie powiedzieć, że to już koniec i nie ma sensu dalej ciągnąć tej znajomości. Czas na odrodzenie, a co za tym idzie, nowy rozdział w życiu. Bardzo mocny i chwytający za serce utwór. — Dill


Soulbowl: Najlepsze utwory 201916.

„Freeze Tag”

Dinner Party ft. Phoelix

Sounds of Crenshaw / Empire

Dinner Party tj. Terrace Martin, Robert Glasper, 9th Wonder i enigmatycznie wszechobecny-ale-niewpisany-w-oficjalny-skład-zespołu Kamasi Washington zrobili nam w czerwcu nie lada smaka na ich niespodziewany w gruncie rzeczy tegoroczny wspólny krążek. A to dzięki laidbackowemu singlowi „Freeze Tag”, którego hipnotyczny hiphopowy sampel dryfuje w stronę przebojowego neo-soulu zespolony z natchnionym wokalem Phoelixa. I gdyby tylko pokierować nim nieco tylko inaczej, śmiało uplasowałby się gdzieś pomiędzy produkcjami Madliba lub w ostateczności Saalama Remiego. Tak synkretycznego i zespolonego w jeden żywy muzyczny organizm połączenia hip hopu, neo-soulu i jazzu nie było od czasu złotej ery Soulquarians. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201915.

„Fantasy”

Against All Logic

Other People

Against All Logic to kolejne wcielenie Nicolasa Jaara, który zdecydowanie nie lubi nudy. Pracował z FKą twigs przy ubiegłorocznym albumie Magdalene, działa w zespole Darkside i tworzy soundtracki filmowe. Against All Logic to projekt, któremu brzmieniem najbliżej do materiałem wydanych jako Jaar. Numer „Fantasy” jest zdecydowanym highlightem albumu 2017-2019, przede wszystkim ze względu świetnie wykorzystany sampel z „Baby Boya” Beyonce i Seana Paula. Against All Logic z jednej strony inspiruje się minimal techno, ale wolniejsze tempo utworów wykraczają poza standardy elektroniki. Z drugiej strony można wyłapać elementy muzyki soulowej czy bluesowej, zazwyczaj poprzez brutalnie pocięte sample. „Fantasy” to esencja blue-wave’u, czyli stylu, którym swoją muzykę określa sam Nicolas Jaar. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201914.

„Good News”

Mac Miller

Warner

„Good News” był pierwszym oficjalnym numerem, jaki ukazał się od śmieci Maca w 2018 roku. To utwór o bardzo emocjonalnym charakterze – nie tylko z uwagi na oszczędną i refleksyjną kompozycję Jona Briona. Do tego dochodzą również wersy rapera, które w kontekście jego śmierci poruszają jeszcze bardziej. Tekst koresponduje z tym, co mieliśmy okazję słyszeć na Swimming — Mac opowiada o próbie radzenia sobie z samym sobą i byciu odpowiedzialnym za własne szczęście. Całość wieńczy przejmujące: There’s a whole lot more for me waitin’ on the other side / I’m always wonderin’ if it feel like summer. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 201913.

„W domach z betonu”

Pro8l3m

RHW

Skoro nawet najwięksi twardziele przyznają, że uronili przy tym utworze niejedną łezkę, to coś musi być na rzeczy. „W domach z betonu” PRO8L3M-u uderza szczerością i burzy międzypokoleniowe mury. Zastosowana narracja z perspektywy pięcioletniego chłopca, który nie do końca świadomie przygląda się walce swojej matki z nowotworem, brzmi bardzo wiarygodnie (obok wersów o wypadających włosach – zachwyty nad resorakami i naklejkami z gum Turbo). Zgodnie z konceptem albumu Art Brut 2, singiel ten oparto na samplu dawnego polskiego przeboju. Wykorzystane „W domach z betonu nie ma wolnej miłości” Martyny i Andrzeja Jakubowiczów ukazało się akurat w roku 1983, kiedy to Oskar i Steez przyszli na świat. Jakby wzruszeń było mało, całość została zwieńczona ich zdjęciami z dzieciństwa. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201912.

„Bubbletea”

Quebonafide

QueQuality

Gdy Quebo na początku roku zaczął pojawiać się w mediach społecznościowych i tradycyjnych jako zdziwaczały nerd-introwertyk, większość ludzi była zszokowana. No bo jak to, Quebonafide spokojny i bez tatuaży?! Ostatecznie okazało się, że to tylko grana postać i charakteryzacja, a cała akcja to działanie marketingowe związane z nadchodzącą wówczas płytą. Wśród wielu dobrych numerów znalazł się tam synonim nostalgii, „Bubbletea”. Wyprodukowana przez Duita piosenka to zdecydowanie jeden z najjaśniejszych punktów tego roku w polskiej muzyce rozrywkowej. Nie był to oficjalny singiel, a wszystkie komercyjne radiostacje grały go na najwyższej rotacji, co właściwie pieczętuje sukces tego numeru. Rok 2020 ogólnie rzecz biorąc był okropny, a „Bubbletea” zdominowało tę cieplejszą połowę roku zapewne dlatego, że pozwala odlecieć myślami w pożądanym przez nas kierunku, a już na pewno do pozytywnych chwil z przeszłości. — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201911.

„Her Light”

Cleo Sol

Forever Living Originals

Rose in the Dark jest płytą, która zapewne nieświadomie, ale za to idealnie wstrzeliła się w swój czas. Obcowanie z tym albumem jest wręcz wyśmienitym sposobem na uspokojenie nerwów i odreagowanie stresu, jaki dawkuje nam systematycznie rok 2020, a nagranie zatytułowane „Her Light” będące finałem tego wspaniałego wydawnictwa, daje nam dodatkowo tak potrzebną nadzieję na lepsze dni. Muzycznie mamy tu do czynienia ze stylowym połączeniem jazzu z lat 70 z klasycznym, neosoulowym sznytem, za które odpowiedzialny jest Inflo. Wyraźne akordy fortepianu, oraz optymistycznie brzmiący flet, tworzą vintage’owy klimat, będący bazą dla pięknego tekstu mówiącego o zmianach, intuicji i szczerości, a niby prosty i banalny wers “without night the sun couldn’t show you her light” wyśpiewany z dużą dawką ciepła przez niesamowicie zdolną reprezentantkę Londynu, podniesie wielu Was na duchu i z pewnością pozwoli przetrwać trudniejsze chwile. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze utwory 201910.

„What’s Your Pleasure?”

Jessie Ware

PMR / Virgin EMI / Universal

Gdyby taki singiel wyszedł 40 lat temu, byłby dziś na czele wszystkich rankingów złotej ery disco, obok Donny Summer, Diany Ross czy Cheryl Lynn. Wciąż niedowierzam, że najbardziej zmysłowy numer w dotychczasowej dyskografii Jessie, którą większość zdołała zaszufladkować w zupełnie innych kategoriach, to energetyczny majstersztyk nurkujący w latach osiemdziesiątych. „What’s Your Pleasure?” emanuje erotyzmem bez grama wulgarności. To spora sztuka, zwłaszcza, że seksualność, pożądanie i hedonizm w muzyce sprowadzane są obecnie często do prymitywnych i tanich skojarzeń. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 20199.

„Scottie Beam”

Freddie Gibbs & Alchemist

ESGN / ALC / Empire

Freddie Gibbs zrobił to znowu! W ubiegłorocznych podsumowaniach święcił triumfy dzięki Bandanie z Madlibem. W tym roku zdecydował się na współpracę z inną producencką legendą – The Alchemistem. Na „Scottie Beam” Al podrzuca lekki, minimalistyczny i samplowany beat. Główną rolę odgrywa tu partia piania, która świetnie kontrastuje z szorstkimi i agresywnymi wokalami gospodarza. Gibbs pokazuje natomiast, że do gangsterskiej nawijki potrafi wpleść także komentarz do aktualnych wydarzeń. W refrenie parafrazuje słowa Gila Scotta-Herona i rapuje Yeah, the revolution is the genocide / Look, your execution will be televised. Do tego dochodzi jeszcze zwrotka Ricka Rossa, który składa hołd Gigi i Kobe’iemu Bryantowi. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 20198.

„He Won’t Hold You”

Jacob Collier ft. Rapsody

Hajanga / Interscope / Decca / Universal

Jacob Collier na wyżynach muzycznej dojrzałości i antyprogramowego minimalizmu (a przynajmniej pozornie). „He Won’t Hold You” jest niczym pierwsze opady śniegu: subtelny i urzekający. Charakterystyczny Collierowski maksymalizm nie przeszkodził w stworzeniu powściągliwego, ale wrażliwego, neo-gospelowego dzieła. Utwór zaczyna wyciszony wielogłos a cappella, w który z największą subtelnością wkraczają kaskadowe klawisze, przeszkadzajki, a później strumienie harfy, połączone z chóralną mgiełką. To bez wątpienia jeden z najlepszych i najmniej pretensjonalnych utworów w dorobku Jacoba Colliera. Nastroju dopełnia Rapsody z featuringową rolą życia; w osadzonym spoken word niosąc równie osadzone przesłanie na trudne czasy. Pięknie trzyma. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20197.

„Polskie tango”

Taco Hemingway

Taco Corp

Od ponad roku polscy raperzy częściej podejmują się tematów politycznych i robią to coraz bardziej bezkompromisowo. Taco Hemingway sytuacji w kraju poświęcił zresztą cały Jarmark, pierwszy z tegorocznych albumów, a najmocniej wybrzmiało na nim właśnie „Polskie tango”. Singiel wyprodukowany przez samego Lanka to także pierwszy kawałek, w którym raper zdecydował się na cięższe, agresywniejsze brzmienie – adekwatne do treści. Ale to nie tak, że Taco Polski nie kocha. Kocha. Poza tym, że w utworze wyraża żal i bezsilność, rozpoznaje przyczyny słabej kondycji państwa w jego przeszłości. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 20196.

„Enlacing”

Clipping

Sub Pop

Choć Halloween już dawno za nami, to „Enlacing” za każdym razem, bez względu na datę w kalendarzu, przenosi nas prosto na mroczną imprezę w klubowych podziemiach. Daveed Diggs, który nie daje sobie przykleić łatki aktora z głośnego musicalu Hamilton, wraz z kolegami z eksperymentalnego zespołu hip-hopowego Clipping stworzył niepokojący, przesiąknięty pesymizmem spektakl dźwięków oparty na samplu z ambientowo-drone’owego numeru Infinite Body. O ile mnożącym się w nieskończoność sequelom filmów grozy trudno jest przyciągnąć uwagę odbiorców, o tyle „Enlacing” jako piętnasty, przedostatni utwór na horrorcore’owym albumie Visions of Bodies Being Burned wgniata w fotel. — Katia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20195.

„Kerosene!”

Yves Tumor

Warp

Kerosene! to programowy wzorzec dla odbiorców, których prywatnie szufladkuję jako wychowanych na wszystkim (choć można ich też zaszufladkować akademicko: jako metamodernistów, respektujących tak patos, jak ironię). W powierzchownym odruchu chciałoby się nawet zakwestionować jego istnienie w naszym rankingu; z tą całą mroczną, rzężącą strukturą w post-punkowym wdzianku, płynnie przechodzącą w obłędny fajerwerk gitary, ukradziony ze skądinąd dziadowskiego, ale hardego progu „Weep in Silence” Uriah Heep. Wystarczy jednak, że na scenie pojawią się dramatyczne wokale Yvesa Tumora i Diany Gordon (czy ktoś pamięta jeszcze D’Mile’owski kolaż z wpływów Timbalanda i The-Dreama w „Surveillance”? To dopiero metamorfoza!), i jesteśmy w domu. W domu, w którym aż kipi. Chociaż nie tylko od nadmiaru duszy. Prince, Sheena EastonMadonna lubią to. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20194.

„Ooh La La”

Run the Jewels ft. Greg Nice & DJ Premier

Jewel Runners / BMG

Klasyczny wers ze zwrotki Grega Nice’a z duetu Nice & Smooth, dogranej do wydanego w 1992 roku singla „DWYCK” grupy Gang Starr, stał się podstawą do jednego z najbardziej chwytliwych refrenów tego roku. Ale to z pewnością niejedyna zaleta nagrania promującego krążek RTJ4. Kolejną z nich jest bardzo minimalistyczna, ale niezwykle bujająca produkcja stworzona w składzie: El-P, Wilder Zoby oraz Little Shalimar. Najważniejsze są tu kąśliwe i surowe niczym tatar i ostrygi wersy wspomnianego już El-P oraz uśmiechającego się niczym Joker Killer Mike’a, wyrzucane z siebie z mocą pocisków z Kałasznikowa. Rozprawiają się nimi z kapitalizmem, materialnym podejściem do życia czy skorumpowaną władzą, przy okazji oddając hołd kilku raperom ze złotej ery i zostawiając nieco miejsca na jak zwykle perfekcyjne cuty od samego Dj Premiera. Nie sposób nie wspomnieć też o rewelacyjnym klipie, jeszcze bardziej podbijającym przesłanie nagrania, w którym przedstawiona jest utopijna wizja momentu końca walki klas, a celebrujący tę chwilę ludzie, z uśmiechem na ustach palą niewskazujące już wtedy na wartość drugiego człowieka pieniądze. — Efdote


Soulbowl: Najlepsze utwory 20193.

„Rich Nigga Shit”

21 Savage ft. Young Thug

Slaughter Boomin / Epic / Boominati Worldwide / Republic

Każdy, kto obserwował jak od dłuższego czasu Instagram 21 Savage’a staje się przestrzenią afirmowania tradycji okropnie przaśnego, kiczowatego R’n’B z lat 90 i wczesnych 00, miał chyba gdzieś w duszy nadzieję na pojawienie się tracku w tej estetyce. Numer, który zaserwował „sensualny gangus” przerósł chyba jednak oczekiwania wszystkich, bo to coś więcej niż mrugnięcie okiem do zamierzchłej estetyki. To absolutnie legitny, pościelowy banger okraszony przestylowymi zagrywkami skrzypiec i ejtoejtowymi rimshotami i cowbellami prosto z kultowego drumpada Rolanda. Najważniejsze jednak jest to, że zachowany zostaje ten fascynujący, kiczowaty sznyt bez którego takie granie straciłoby duszę. Nie zajeżdża to tanim pastiszem, o który przecież bardzo łatwo w takiej estetyce, całość za to kipi aż ze szczerej zajawki na takie granie, zupełnie jakby 21 realizował swoje dziecięce marzenia o wstąpieniu do Silk. W powietrzu czuć tanie perfumy i to wspaniałe uczucie, kiedy aż wstyd nam przyznać jak bardzo ten kampowy światek nas porusza, a kiedy Young Thug przejmuje numer ze swoją tradycyjną, fascynującą akrobatyką wokalną totalnie już się można w tym rozpłynąć. For the love of cheap thrills! — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20192.

„Blinding Lights”

The Weeknd

The Weeknd XO / Republic / UMG

Choć w ostatnich latach coraz częściej radio gra jedno, słuchacze na własną rękę w sieci słuchają czegoś innego, a jeszcze coś innego chwalą krytycy, w dalszym ciągu zdarzają się takie płyty czy utwory, gdy te trzy wymiary się spotykają. „Blinding Lights” The Weeknd to, jak się okazało, bardziej niż synthpopowy wehikuł czasu do serca lat 80-tych, utwór który zdefiniował komercyjnie brzmienie roku 2020. To też trudny do odparcia argument do kolejnej (jałowej dyskusji) z malkontentami, dla których dobry wielkoformatowy pop skończył się lata temu. Ale przede wszystkim to fantastyczna piosenka — zaaranżowana na duchologiczny syntezatorowy rif na pędzącym motorycznie oldschoolowym bicie, ale z ponadczasową przebojową melodyką angażującą słuchacza od budujących napięcie zwrotek po refren przywodzący na myśl nieśmiertelne „Take On Me” a-ha. I owszem, częściowo sukces „Lights” napędziła ta sama fala nostalgii, która uczyniła wielkim hitem Stranger Things, ale ostatecznie niezależnie od otoczki wygrywa tutaj przede wszystkim pierwszorzędny pop. Chciałbym wierzyć, że to znamienne zwycięstwo klasycznej melodyki nad opartym głównie na rytmice trapowym podejściem do popu (machamy ci, Ariano!). W 2020 jak mało kiedy bowiem potrzebujemy więcej wyrazistych radiowych melodii, które są w stanie wnieść nowy koloryt w pogrążony w pandemicznym marazmie świat. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20191.

„Gospel for a New Century”

Yves Tumor

Warp

Jeżeli rok 2020 coś nam udowodnił, to że nic tak dobrze jak muzyka nie ratuje nas z tego opresyjnego, zgniłego u samych trzewi świata. W dobie wszechogarniającego neurotyzmu i beznamiętności Yves Tumor stworzyło rzecz najpotrzebniejszą- przestrzeń wszelakich eksapizmów. „Gospel for the New Century” to rozbuchana, melodramatyczna pieśń złamanego serca, płaczący żywymi łzami w brokacie romans mieszający w sobie bezpruderyjny, androgyniczny glam, okultystyczną ekstazę i emocjonalny ekshibicjonizm, a to wszystko zostaje nam proroczo zesłane w dobie izolacji i zupełnego wyłączenia cielesnego doświadczania namiętności. Ewangelia Nowego Wieku jest jak baśniowe kino, na które naiwnie chcemy się nabierać, to rzeczywistość pompatycznych wyznań miłości, namiętnego, pociągającego jak narkotyk seksu i rozstań kochanków, przy których każda łza świeci szlachetnie w blasku świec. To rzeczywistość tak odległa od naszej, że rzucamy się w ten wir słodkiego, queerowego hedonizmu, onirycznej sensualności i psychotropowej mgły, nie pytając o wyśpiewywaną wielkimi, krągłymi frazesami historię żarliwych relacji. Gdy zaś już Yves Tumor podbija nasze serce, bezpardonowo rozrywa je potężnym, stadionowym refrenem wspartym dysonansowymi, potężnymi dęciakami. Vivat śnienie i eskapizm, z tej queerowej utopii moglibyśmy nie wychodzić. — Wojtek


Soulbowl 2010s: Najlepsze albumy dekady

 
 

 

„Marzenia się spełniają całą zgrają” — rapował dawno temu, na Sile sióstr Sistars, Numer Raz. Do piosenkowego podsumowania dekady z dumą dokładamy też jego albumowy odpowiednik. Bez skrótów, wraz ze wspaniałą ekipą (poza obecnym zespołem redakcyjnym wśród współtwórców obu zestawień znaleźli się również Marcin Flint, Radek Miszczak, Andrzej Cała, Hirek Wrona, Eskaubei, Dawid „Goodkid” Bartkowski, Łukasz Kowalka, Marcin Harper, Marta „Young Majli” Malinowska, Łukasz Lorenc z Regime Brigade, Modest z El Quatro, DJ Praktyczna Pani, Piotr Grabski, Mikołaj Buszkers, a także emm!, Maciek „Chojny” Chojnacki, Julia „Eye Ma” Borowczyk, Dźwięku Maniak, Paweł Wojdylak, Klaudia „Lejdi K” Wąsowska, Jakub Wojewódka i Ola Nadzieja), prezentujemy więc setkę najlepszych okołosoulwych albumów minionej dekady.

Ta część zestawienia jest nawet bardziej uprawniona, bo to przecież właśnie w ostatnim dziesięcioleciu szerokopojęte R&B zaczęło wreszcie na dużo skalę konceptualizować długie formy muzyczne. Doszła do tego nawet Rihanna, która przez większość swojej kariery funkcjonowała od singla do singla, a duże krążki stanowiły zwykle jedynie wypełnienie przestrzeni pomiędzy kolejnymi przebojami. Dzięki Frankowi Oceanowi, Janelle Monáe, FKA Twigs, Solange, Beyoncé, Jamesowi Blake’owi i całej rzeszy utalentowanych młodych twórców długogrające R&B wyszło dalece poza sztandarowy koncept „dwunastu piosenek o miłości”. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s100.

Jardín

Gabriel Garzón-Montano

Stones Throw

Trzy lata po wydaniu niesamowicie plastycznej epki Bishouné: Alma del Huila w 2017 roku, Gabriel Garzón-Montano wreszcie postawił kropkę nad i swojej muzycznej kariery, zapraszając słuchaczy do władnego ogrodu. Ogród Montano wypełniają wysmakowane kameralne aranże, od oszczędnego smyczkowego motywu otwierającego album w intymnym „Trial” poczynając, a kończąc prowadzoną przez głos Montano i fortepian solo wyciszoną kodą w „Lullaby”. I choć pomiędzy nimi płyta rozkwita feerią najróżniejszych uczuć, wprowadzona we wstępie i zakończeniu stylistyczna dominanta ani na chwilę nie opuszcza słuchacza, prowadząc go przez kolejne zaułki ogrodu Gabriela, który choć wykorzystuje nieco odmienne środki, uderza w te same nuty ludzkiej wrażliwości co James Blake, Frank Ocean czy Electric Wire Hustle na dwóch pierwszych płytach. Wszystko to poddane lekko i nienachalnie. Jardín to pierwszorzędny neosoulowy krążek, w którym bez reszty można się zagubić — błądzić godzinami złudnie nakreślonymi ścieżkami, nie próbując nawet znaleźć wyjścia. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s99.

Native Sun

Blitz the Ambassador

Jakarta

Świadome słuchanie muzyki zacząłem od rapu. Po wielu latach upajania się wyłącznie tą muzyką, wszystkie utwory zaczynały się zlewać w jeden. Przestałem dostrzegać w rapie ten element zaskoczenia i oryginalności, który najbardziej w nim ceniłem. Ze względu na trochę ograniczoną formułę tej muzyki, zacząłem poszukiwać innej. Czegoś z bardziej rozbudowanymi aranżacjami na przykład. Pchnęło mnie to w stronę jazzu, funku czy nawet afrobeatu. Dziś lubię raz na jakiś czas wrócić do korzennego rapu i za każdym razem pochłaniam go z jeszcze większą radością niż za młodu. Jednak najbardziej uwielbiam płyty raperów, w których to paradoksalnie rap nie gra pierwszych skrzypiec. Tylko w ten sposób mogę idealnie zaspokoić moje gusta, a z pomocą przychodzi właśnie album Blitza. Raper pochodzi z Ghany, a po zakończeniu szkoły przeniósł się do Nowego Jorku, aby spełniać swoje muzyczne marzenia. Na szczęście nie zostawił w Akrze inspiracji muzyką ludową. W efekcie jego Native Sun to urzekający album, oparty na rozbudowanych etnicznych aranżacjach. Surowy rap Blitza, niepozbawiony społecznego przesłania, równoważony jest przez hipnotyzujący śpiew, w jednym utworze nawet przez nieco zapomniane dziewczyny z Les Nubians. Marzę o podróży autostopem po Afryce, lecz nawet gdybym odwagę znalazł w chipsach, bieżące zobowiązania nie pozwoliłyby mi na realizację tego planu. Native Sun już tak — przez niemal 45 minut umożliwia podróż po najdalszych afrykańskich zakątkach bez wychodzenia z domu. — Modest


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s98.

Cadillactica

Big K.R.I.T.

Def Jam

Ascetyczne, hałaśliwie bangery z „osiemset ósemki” czy kolorowa, organiczna kołderka z miękkich grooves? Bezczelna przewózka czy zaangażowany przekaz? Płomień pasji, czy krągły, wypracowany styl? Najbardziej lubię w Cadillactice to, że nie każe mi wybierać. Big K.R.I.T. potrzebuje jednej płyty, by największym laikom wytłumaczyć, dlaczego południe narzuciło w hip-hopie swój dyskurs, jednocześnie nie obrażając się na nowojorski etos i liryczne zacięcie. Dzięki albumowi chłopaka z prowincji widzę, jak Pimp C wypływa błyszczącym z oddali Cadillakiem na przestwór dzielnicy, 2pac wiąże w słońcu bandanę, Kanye West z dala od Twittera składa ręce do modlitwy, B.B. King pochyla się nad gitarą, a Big Boi sięga po skrzydełko do kubełka stojącego na czerwonej glinie. Słyszę mulistość bluesa delty, melodyjność funku znad zatoki, wzniosłość gospel pasa biblijnego i trapową redukcję. Ale nie wydaje mi się wcale, że to jest niedzisiejsze. Cadillactica żyje i żyć będzie. — Marcin Flint


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s97.

Double Cup

DJ Rashad

Hyperdub

Chicagowski footwork zdążył już doczekać się niejednego klasyka w konfiguracji długogrającej — Last Bus to Lake Park DJ-a Clenta, Fingers, Bank Pads & Shoe PrintsI’ll Tell You What! RP Boo czy seria Da Mind of Traxman Traxmana. Jednakże na ten moment nic nie może równać się zarówno na polu zawartości muzycznej jak i popkulturowej eksplozji z premierą absolutnie magicznego Double Cup DJ-a Rashada. 160 uderzeń na minutę, bogata paleta sampli ze świata soulu czy R&B, hip-hopowy sznyt beatmakerski, basowe, breakowe i acidowe patenty rodem z brytyjskiej sceny klubowej, a wszystko to zespolone niepowtarzalną, niejednokrotnie popową wręcz przebojowością. — Kamil Matyja


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s96.

Konnichiwa

Skepta

Boy Better Know

Dla brytyjskiej sceny minionej dekady Konnichiwa było dokładnie tym, czym Boy in da Corner Dizzee’go Rascala kilkanaście lat wcześniej. Odrestaurowana, zabójczo charyzmatyczna estetyka grime’u wreszcie zdobyła uznanie za oceanem, a wszystko to za sprawą takich hitów jak „Shutdown”, „That’s Not Me” czy „It Ain’t Safe”, które rozwijają klasyczny schemat powtarzanych w refrenach fraz o nowe melodie surowego rapowania pod minimalistyczne, urywające głowę produkcje. W połowie minionej dekady przez jakieś dwa lata niemalże każdy hip-hopowy artysta chciał ukraść Skepcie trochę energii, a równie wielu producentów połamanej muzyki basowej uczyło się tej relacji oszczędności środków i przebojowości. — Kamil Matyja


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s95.

Avantdale Bowling Club

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

To nie tylko jeden z najlepszych albumów roku 2018, ale bez wątpienia jedna z najwybitniejszych i najbardziej satysfakcjonujących płyt łączących muzykę jazzową z rapem (dokładnie w takiej kolejności). Liderem i głosem projektu jest Tom Scott, Brytyjczyk mieszkający w Nowej Zelandii, dziś uznawany za jedną z najważniejszych postaci tamtejszej sceny hip-hop. Wcześniej działał w takich grupach jak Home Brew, @Peace oraz Average Rap Band, a sporo wyjaśnia również fakt, że tata naszego bohatera, Peter Scott, to wzięty muzyk jazzowy, który grywał m.in. z Dr. Johnem. I to właśnie jazz — organiczne żywe granie nieskrępowane schematycznymi, powtarzającymi się loopami — cały ten materiał napędza i wyznacza mu kierunek. Scott doskonale czuje muzykę i frazę, rymuje z finezją i lekkością, a chwilami można go nawet pomylić z Kendrickiem Lamarem (co w tym przypadku jest komplementem, a nie zarzutem). Słucha się tego świetnie, i pewnie tak również będzie choćby i za kolejne 10 lat. — Marcin Harper


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s94.

Acid Rap

Chance the Rapper

Chance the Rapper

Można budować Chance’owi pomnik za wachlarz flow, którym operuje, za dużą świadomość i jeszcze większą witalność; mieć pewność, że Acid Rap żarłby również bez kwasu. Ja najbardziej cenię sobie to wydawnictwo za to, że jest w stu procentach chicagowskie. Od genialnego intro wiemy, że to z kolebki gospel i footworku jednocześnie, parę utworów później wnioskujemy na podstawie słyszalnych bluesowych naleciałości, że miasto jest tyle wietrzne, co błotniste. Chance niesie dalej soulowy ogień Kanye, zaangażowanie Lupe, dojrzałość Commona i rozpędza się, nie tracąc ze słów sensu jak Twista. A przy tym – co doskonale widać z perspektywy czasu – staje się trampoliną dla artystów pokroju Vica Mensy, Saby i Noname, błyszczącej swoją slamową poezją na tle dogranych partii klawiszy w fenomenalnym „Lost”. Nie dajcie się zwieść kreskówkowemu głosowi, ani nie bójcie się gwałtownych przeskoków od poruszającego ekshibicjonizmu do bezceremonialnie ogłaszanego banger alert. Ta dobrze naoliwiona huśtawka nastrojów jest z placu zabaw dla dorosłych. — Marcin Flint


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s93.

Kiwanuka

Michael Kiwanuka

Polydor

Okrzyknięty jednym z największych soulowych odkryć ostatnich lat, Michael Kiwanuka na swoim trzecim studyjnym albumie mniej progresywnie, za to znacznie swobodniej, płynie po gitarowych riffach, kreując bezbrzeżny utwór pełen inspiracji uduchowionym brzmieniem Isaaca Hayesa czy Gila Scotta-Herona. Całość utrzymana jest w nostalgicznym, a jednak elektryzującym klimacie, w który co rusz wkradają się tąpnięcia psychodelii i odważne aranżacje. Przejmujący głos Michaela Kiwanuki niesie się z sobie właściwą swobodą na tych tkliwych, ale i gitarowo nasyconych podkładach. Kolejny przepiękny album w dorobku brytyjskiego muzyka, na zimowe wieczory jak ulał. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s92.

Magdalene

FKA Twigs

Young Turks

Magdalene, druga płyta FKA twigs, musiała się udać. Za jej produkcję odpowiadał w końcu zespół złożony z Nicolasa Jaara, Skrilexxa, Cashmere Cata, Benny’ego Blanca i Jacka Antonoffa oraz Oneothrix Point Never, co przełożyło się na brzmieniową mozaikę. Postać świętej stała się dla wokalistki inspiracją dla rozmyślań nad miłosnym życiem oprawionym w muzyczne ramy. Drugi album artystki to afirmacja kobiecej twórczości i siły przełożona na słowa i melodie. Świadoma dokonań starszych koleżanek – od Kate Bush po Aaliyah – FKA twigs podzieliła się własną historią. Muzyczne dzieło jest tu traktowane jako ludzki organ i lustro dla udręk ciała i duszy. — Ibinks


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s91.

99.9%

Kaytranda

XL

Pamiętacie jak Soundcloud był Waszą stroną startową przeglądarki? I co chwilę wypływał z tej chmury jakiś zdolny beatmaker, który po chwili robił karierę? Kaytranada to archetyp takiego soundcloudowego producenta. Zaczęło się od chwytliwego editu Janet Jackson… Boy, did that one blow up! Nie było imprezy bez tego hitu w latach 2014/2015. Na cały album trzeba było poczekać do 2016, w międzyczasie Kanadyjczyk przecież musiał zrobić trochę bitów dla takich tuzów jak Vic Mensa, Mick Jenkins czy Talib Kweli. A, no i tour z Madonną… Ale jak już nadszedł czas albumu, to Kaytranada nie zawiódł. Jego styl bezboleśnie blenduje hip-hop, disco, boogie i R&B. Proste loopy i sample podbite chwytliwym bassline’em — nie sposób nie napiąć łydki! „Glowed Up” z .Paakiem, to jeden z największych hitów tamtego roku, jednakże faworyta na albumie mam innego — „Lite Spots” nie wyjedzie do końca życia z mojego didżejskiego kuferka — piękny brazylijski sampel i hipnotyzujący bit. Topowy sztos od Kaytranady! — Mikołaj Buszkers


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s90.

The 20/20 Experience

Justin Timberlake

RCA

Czy ktoś jeszcze pamięta o tej płycie? Zwłaszcza po ostatnich, flanelowych wyczynach Justina. Wydaje mi się, że to jeden z tych materiałów, które zestarzały się w trakcie kilku ostatnich lat najokrutniej, choć przecież już od samego początku był to poniekąd łabędzi śpiew przebrzmiałych głosów Timberlake’a i Timbalanda. The 20/20 Experience to doskonały przejaw pięknej, pokręconej fantazji. „Skoro mogli Pink Floydzi, to dlaczego nie my?” – pyta Justin i, na spółkę z Timbą, sam sobie odpowiada. The 20/20 Experience to nomen omen epickie doświadczenie – postmodernistyczna i ambicjonalna w formie (ale nie w treści) hybryda retro pop soulu, czerpiącego z wielkich nazwisk i resztek produkcyjnego rozmachu Timbalanda. Dziś już bardziej chyba patynowa niż przebojowa, ale z pewnością pięknie ilustrująca progresywne i dekonstruktywne ambicje towarzyszące w tej dekadzie wszystkim — od raperów, przez croonerów, po wykonawców pop. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s89.

Prąd

Natalia Przybysz

Warner

W ciągu ostatniej dekady byliśmy świadkami transformacji muzycznej artystki, której kolejne albumy stawały się dojrzalsze od poprzednich. Szło to w parze z poszukiwaniem krainy dźwięków, w której Natalii Przybysz najswobodniej. Wyraźny sygnał odczuliśmy po premierze bardzo dobrze przyjętego Prądu, który w dużym stopniu pozwolił uwolnić się Natalii od marudzeń, rozczarowanych po Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin fanów Sistars, którzy faworyzując neo-soulową naturę artystki, byli zawiedzeni gitarowym brzmieniem jej nagrań. Świetnie dobrane single stłumiły jednak głosy malkontentów i pozwoliły zawędrować zespołowi na mainstreamowe ścieżki, na których w 2015 roku coraz częściej można było spotkać wielu świeżych i wartościowych muzyków, redefiniujących pop w Polsce. Prąd odkrywa spory fragment duszy kobiety niezależnej, wrażliwej, kochającej i zadziornej. Połączenie niebanalnych tekstów charyzmatycznej wokalistki i kompozycji Jurka Zagórskiego dało w efekcie nagrania pozbawione daty ważności. Soul, country, blues czy rock — co za różnica. Ważne, że płyty słucha się równie dobrze jak przed pięciu laty. — Krzysztof Zięba


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s88.

Mirrorwriting

Jamie Woon

Candent Songs / Polydor

Trudno jest dziś oprzeć się myśli, że rozbłyśnięcie gwiazdki pokroju Jamie’ego Woona było tak samo nieuchronne jak jej szybkie wygaśnięcie. Niepozorny gość, który z wielką skromnością przedstawiał debiutancki materiał publiczności zebranej w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Katowicach w 2011 roku, miał wszelkie zadatki na supernową – promienne, ale ulotne zjawisko. Płynąc gdzieś obok Jamesa Blake’a i Jamie’ego XX na fali rozkwitu dubstep/future garage, Woon kierował swoją falę w stronę przeboju. Można narzekać, że Mirrorwriting to muzyczka do zakupów, ale równocześnie trudno odmówić jej uroku. Sztandarowym przykładem jest oczywiście „Lady Luck” z polifonicznymi, blue-eyed soulowymi wokalami, który dał nam poniekąd przedsmak tego, co usłyszeliśmy dużo później choćby na El mal querer Rosalíi. Zapętlone siatki wokaliz Woona, wyeksponowane dodatkowo przez basy, utkano na Mirrorwriting z dużą finezją. Zwyczajny młodzieniec z metra nie został ani Jamesem Blakiem, ani Jamie’em XX, ale z pewnością i on dołożył swoje do rozgrzewania publiczności przed dekadą wrażliwości w muzyce. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s87.

Yellow Memories

Fatima

Eglo

Fatima w ciągu ponad dekady aktywności na scenie współczesnego soulu i elektroniki zdała znaleźć sobie bardzo oddane grono wielbicieli, mimo że nie zanosi się, żeby jej pseudonim w szerszych kręgach zagroził marce portugalskiego sanktuarium. Podopieczna Floating Points wydała, po serii EP-ek, długogrający debiut dopiero 2015 roku. W moim odczuciu jest to jedna z tych bezbłędnych ponadczasowych płyt, które można katować po kilka-naście razy z rzędu bez poczucia przesytu. I zawsze się do niej dobrze wraca. Fantastyczny, głęboki i melodyjny głos Szwedki nastrojowo komponuje się zarówno z kompozycjami opartymi na żywych instrumentach, jak i tych elektronicznych. Wyróżnienie dla albumu roku podczas Worldwide Awards Gillesa Petersona to szczyt szczytów, jaki może osiągnąć artysta poruszający się w muzyce czarnego pochodzenia spoza głównego nurtu. Co jeszcze potęguje radość, nie był to jednorazowy strzał, gdyż kolejne produkcje Fatimy, ponownie dotykające tekstowo świata relacji romantycznych, dalej trzymają wysoko postawioną poprzeczkę na każdym poziomie – produkcyjnie, wokalnie, lirycznie. Pielgrzymowałbym ku Fatimie! — Radek Miszczak


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s86.

4

Beyoncé

Columbia

Po zasłużonej przerwie po intensywnym koncertowaniu i promowaniu wcześniejszych płyt, po czasie spędzonym z rodziną i zwiedzaniu świata, Beyoncé poczuła się na tyle zakochana i zainspirowana, by niezależnie od wszystkich, rozpocząć pracę nad kolejnym albumem. Krążek, którego tytułem stała się bardzo znacząca dla artystki czwórka, udowodnił, że warto czasem wziąć dłuższy urlop, by zregenerować siły. W przypadku Bey była to ponownie siła kobiecości i miłości. Od hymnu dziewczyn rządzących światem, przez wzniosłe ballady, aż po wzruszającą chęć postawienia swojego śladu na ziemi Beyoncé forsuje swoje możliwości wokalne tak, że momentami wydaje się to aż nieprawdopodobne. Miłość wyśpiewywania jest tu na wszystkie możliwe sposoby. Jest miłość romantyczna w „1+1”, miłość zdesperowana w „I Care”, miłość nieznająca granic w „Rather Die Young” i w końcu miłość spełniona i roztańczona w „Love on Top”, która do historii minionej dekady przeszła jako moment publicznego ogłoszenia światu o ciąży artystki. Do tego na płycie nie zabrakło odrobiny zaczepnego flirtu w „Countdown”, uwodzenia w „Dance for You”, a nawet próby powtórzenia hitowego „Irreplaceable” w „Best Thing i Never Had”. Pomimo wpadającego w ucho kombinowania z brzmieniem nawiązującym do lekkiej mieszanki popu i R&B lat 90., z perspektywy czasu 4 stało się zaledwie niezobowiązującym przerywnikiem między ukrywaniem się za Sashą Fierce a dojrzałością pani Carter. — Hanna Brzezińska


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s85.

Piñata

Freddie Gibbs & Madlib

Madlib Invazion / RCA

Pochodzący z rodzinnych stron Michaela Jacksona raper podąża ścieżką udeptaną przez Scarface’a, Raekwona i innych naczelnych dilerów rap gry. Jego historie są tak wiarygodne i opisane z taką starannością, że nie potrzebują żadnego certyfikatu autentyczności. Wywołują u nas to niekomfortowe wrażenie, że nasza codzienność wydaje się nudna i bezbarwna w porównaniu z życiorysem Gibbsa. Piñata nie byłaby jednak tym czym jest bez drugiego bohatera, czyli legendarnego Madliba — urzekającego brudnymi, wysamplowanymi z zakurzonych jazzowych i soulowych winyli pętlami, melancholijnymi melodiami, pomysłowymi partiami perkusyjnymi, powycinanymi z filmów dialogami. To najlepsza pozycja w dyskografii Freddiego Gibbsa, a także najmocniejsza produkcja Otisa Jacksona od czasów Madvillainy. — Chojny


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s84.

Universal Beings

Makaya McCraven

International Anthem Recording Company

Dwupłytowy album nagrany podczas czterech sesji w czterech różnych miejscach świata — Nowym Jorku, Chicago, Londynie i Los Angeles. I właśnie na cztery części się dzieli. Makaya jest perkusistą i motorem napędowym całego projektu, a grają tutaj m.in. Tomeka Reid, Shabaka Hutchings, Nubya Garcia, Ashley Henry, Miguel Atwood-Ferguson i Carlos Niño. Improwizacje jazzowe odwołujące się do humanizmu, wolności, a przede wszystkim siły jaką jest kreatywna współpraca pomiędzy wrażliwymi ludźmi z różnych stron globu. Wybitny wprost przykład, że muzyka jako jedna z niewielu już kwestii potrafi nas bezgranicznie łączyć, nie patrząc na płeć, kolor skóry, orientację seksualną i setki innych kwestii, które nie mają większego znaczenia, gdy odwołujemy się do tego, co najważniejsze — człowieczeństwa. — Andrzej Cała


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s83.

Childqueen

Kadhja Bonet

Fat Possum

Powab Minnie Riperton, artyzm Kate Bush i gatunkowa żonglerka godna Esperanzy Spalding — oto Kadhja Bonet w krzywdzącym jej indywidualizm, wirtuozerię i talent uproszczeniu. Jej wydana w 2018 roku druga studyjna płyta Childqueen jest bowiem podróżą do zupełnie innego wymiaru muzyki soul — inspirowanej na różnych poziomach mistyczną kosmogonią i psychodelicznym popem późnych lat 60. Songwritersko bywa odrobinę ekscentryczna, ale jest jej znacznie bliżej do artpopowych kanonów przebojowości niż większości wydawnictw z nurtu alternatywnego R&B, którym tę łatkę doczepiono. To uniwersalna płyta osadzona poza czasem, w dużej mierze sama kreująca swój kontekst i dająca się różnorako czytać — z jednej strony wciągająca słuchacza głęboko w swoje meandry, z drugiej — współistniejąca z nim, jego tęsknotami, potrzebami i refleksjami i dająca mu się do pewnego stopnia modelować. Childqueen Kadhji Bonet to wielowarstwowy, harmonijnie zaaranżowany, autonomiczny artystyczny byt. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s82.

Aromanticism

Moses Sumney

Jagjaguwar

Aromanticism, błyskotliwy debiut soul-folkowego wrażliwca Mosesa Sumneya, przenika przez rozmaite konwencje i środki wyrazu na wielu płaszczyznach. Gatunkowa ulotność — zawieszenie pomiędzy songwriterskim kameralnym folkiem, kojącym neo-soulem a artystowskim ambient popem to jedynie najbardziej powierzchowna z nich. Na tym poziomie Sumney z dolegliwym czasami umiarem dysponuje swoimi rozlicznymi talentami — fenomenalnego wokalisty, zdolnego tekściarza, zręcznego instrumentalisty i przede wszystkim producenta-wizjonera — bliżej mu do bedroomowego ASMR niż do emocjonalnego i aranżacyjnego splendoru — nawet pomimo Miguela Atwooda-Fergusona i Thundercata na podorędziu. Przez to określeniem gatunkowym, które można by Sumneyowi doprawić, mógłby stać się homogeniczny ascetyzm. Byłoby ono zasadne jednak tylko wówczas, gdybyśmy nonszalancko zignorowali poetyckie niuanse, w których skąpany jest Aromanticism. Niuanse, dzięki którym krążek zyskuje drugi wymiar, bywa, że stojący z tym zewnętrznym w pozornej sprzeczności. Bo choć Sumney kreuje pejzaż kameralny i intymny, nie sposób, nawet pomimo kompaktowego rozmiaru materiału, zamknąć go ściśle z każdej strony — to otwarta twórcza przestrzeń, mająca za nic granice, zdająca się wykraczać dalece poza horyzont, ale niekreująca wrażenia chłodu i obcości. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s81.

Arca

Arca

XL

„Quítame la piel de ayer” („Pozbądź mnie wczorajszej skóry”) — niepewnie rozpoczyna łamiącym falsetem wenezuelska producentka Arca w „Piel” otwierającym jej ostatni album — intymną opowieść o rozpaczliwym pragnieniu miłości mającej wypełnić wewnętrzną otchłań dojmującej samotności. Arca rozbiera się przed słuchaczem — dosłownie i w przenośni — swoje uczucia, doznania i myśli wyrażając emocjami, zarówno na poziomie brzmienia, tekstów, jak i — w znaczącej mierze — nieoszlifowanego, na wpół amatorskiego paraoperowego wokalu. Dzięki temu Arca jest w stanie przenieść swój mroczny, do tej pory dość chaotyczny i surrealistyczny sznyt producencki w nową sferę, gdzie tkanka muzyczna musi stanowić dopełnienie pozamuzycznej substancji — całkiem już realnej i namacalnej. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s80.

Wildheart

Miguel

RCA

Czy słynny-niesłynny diss Miguela na Franka Oceana w 2015 roku nie powinien przypadkiem brzmieć — „robię lepszą muzykę niż Lenny Kravitz”? Przy Wildheart to raczej gość wieńczący adresowaną płytę przychodzi do głowy jako wzór do naśladowania. Równie zacięcie aspirujący do miana symbolu seksu Kravitz, skończył ostatecznie w roli nieszkodliwego grania do radia. Miguel podchodzi do tematu z większą delikatnością (w końcu to 2015, wychowanym na Trójce już dziękujemy), ale jego wersja zmysłowego R&B eksploatuje gitary nie mniej żarliwie niż zadziora Kravitz. Wildheart to płyta może zbyt impresyjna, by zapadła całościowo w pamięć naszą i playlist stacji radiowych, a jednak wciąż zgrabnie spajająca „niemodną” gitarę z współczesnym R&B na astralnym synth-electro podkładzie. A przy okazji, zgodnie z jedną z linii programowych dekady, odnajdującą stare riffy w nowych kontekstach, jak osławione wplecenie „1979” Smashing Pumpkins w „Leaves”. Płyta niezupełnie w linii wyznaczonej wrażliwością Franka Oceana (jak chyba chciały ówczesne recenzje), choć niewątpliwie nim inspirowana, to jednak wyraźnie autorska i całkiem przebojowa. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s79.

Nawiasem mówiąc

Łona i Webber

Dobrzewiesz

Nawiasem mówiąc, piąta płyta Łony i Webbera jest jedną z ich lepszych, jeżeli nie najlepszą produkcją. Tylko Łona w naszym rapowym światku był w stanie zauważyć plakatowy romans Gombrowicza i Azealii Banks przed opublikowaniem takiego gorącego newsa na portalach typu Pudelek czy TMZ. Aż strach pomyśleć jakie jeszcze połączenia Adam potrafi dostrzec w sklepach z szeroko pojętą kulturą. Doskonale wie, że jesteśmy gdybającym narodem i spokojnie moglibyśmy w tej dyscyplinie wystawić drużynę na olimpiadzie i co cztery lata sięgać po złoty medal, GDYBY igrzyska obejmowały taką konkurencję. Doskonale wie, dlaczego Jarmusch chudnie w połowie, kiedy decydujemy się na heroiczny czyn rzucając papierosy i tym samym nasze rozmowy ubożeją bez dymiącego nałogu. Łona jest rozbrajający w rapowaniu o prostych sprawach w metaforyczny sposób — odsłuchujesz te numery kilkakrotnie i za każdym razem wyłapujesz kolejne metafory, czy odniesienia chociażby do słów homilii Jana Pawła II bądź bajki „Wilk i Zając”. To wszystko podane w błyskotliwy i oryginalny sposób, no ale nawiasem mówiąc, czy kogoś to jeszcze dziwi w przypadku tego duetu? — Rafał Kulasiński


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s78.

Love & Hate

Michael Kiwanuka

Polydor

W 2016 roku z pomocą Danger Mouse’a Michael Kiwanuka wyszedł obronną ręką z dojrzewającej przez ostatnie cztery lata klątwy drugiego albumu. Śmiało zwrócił się w stronę soczystej progresywnej fuzji soulu, funku, rocka, gospel i subtelnych orkiestrowych aranży, które kiełkowały już na jego debiucie, a Danger Mouse doskonale wiedział, jak to połączenie zaadaptować, aby zabrzmiało współcześnie, ale ponadczasowo. Kiwanuka nie próbuje się jednak pod wymyślnymi aranżacjami ukrywać — choć jest mu z nimi nadzwyczaj do twarzy, w dalszym ciągu pozostaje tym samym wrażliwym chłopakiem z gitarą. Nie przebiera się, nie zwodzi słuchacza, nie odwraca od siebie uwagi, by zatuszować niedoskonałości. Wręcz przeciwnie, obraca je w atut i podaje w oprawie, która jednocześnie rozdziera i koi, rozdrapuje rany, by za chwilę je zasklepić. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s77.

Emily’s D+Evolution

Esperanza Spalding

Concord

Dla części fanów Esperanzy Spalding jej piąty krążek musiał być nie lada zaskoczeniem. Na Emily’s D+Evolution artystka coraz bardziej muzycznie odchodzi od ściśle rozumianego jazzu, a wchodzi w rejony do tej pory w jakimś sensie dla siebie nieodkryte prezentując swoje alter ego — tytułową Emily. Krążek pokazuje jej mocniejszą, bardziej gitarową, wręcz rockową odsłonę — instrumentalnie to właśnie gitara elektryczna króluje w dużej części numerów na płycie. Pojawiały się nawet porównania do Prince’a, ale wyraźnie słychać, że Spalding była pod silnym wpływem dokonań chociażby Janelle Monáe. To bezsprzecznie nowa jakość w karierze wokalistki i tchnienie życia w oldschoolowy koncept mieszania jazzu z rockiem. Doskonała warstwa muzyczna połączona z bardzo dobrymi tekstami zaśpiewanymi na jazzowo skutkuje jedną wielką jazz-rockową czy może nawet funk-rockową operą. — Dill


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s76.

Astroworld

Travis Scott

Epic / Cactus Jack / Grand Hustle

Astroworld to najspójniejszy, a zarazem najbardziej progresywny projekt Travisa Scotta. Raper składając hołd rodzinnemu Houston, wykorzystuje motyw zamkniętego w 2005 roku, słynnego parku rozrywki, do którego podróż z La Flame’em jest niemalże godzinnym, narkotycznym tripem. Travis jeszcze lepiej płynie po podkładach, które stworzone przede wszystkim przez Mike’a Deana, przetarły kolejne szlaki w gatunku. Mamy tu choćby podwójną zmianę bitu w „Sicko Mode”, autorefleksyjną, oniryczną balladę „Stop Trying to Be God”, w której wykorzystana została harmonijka Stevie’ego Wondera albo shout out dla legendarnego DJ-a Screw wykonany zapoczątkowaną przez niego techniką. — Klementyna Szczuka


NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 25-1


Soulbowl 2010s: Najlepsze utwory dekady

 
 

 

Marzyłem o tej chwili i o tej liście, od kiedy tylko zacząłem pisać na Soulbowl, ba!, jeszcze wcześniej, jako dzieciak, gdy Rolling Stone opublikował swoje monumentalne podsumowanie płyt wszech czasów. Ostatnie dziesięciolecie nie jest może okresem na miarę pięćdziesięciolecia jednego z (wciąż) najbardziej opiniotwórczych magazynów muzycznych Ameryki, ale są to poniekąd Soulbowlowe wszechczasy, zwłaszcza że okres od 2010 roku to właśnie ten czas, gdy w soulu i okolicach na dobre zaczęło się dziać — R&B wyszło z okowów anachronicznego radiowego formatu i przemieniło się, przynajmniej w części, w gatunek artystyczny, a bywa, że i artystowski. To zresztą nie nasze pierwsze redakcyjne podejście do takiego podsumowania, a, o ile dobrze liczę, trzecie. Najpierw mieliśmy podsumowywać dekadę jeszcze wcześniejszą, ale wtedy okazało się, że nie udało nam się wyjść spoza naszych własnych ram, tzn. że muzyki przed 2006 rokiem (kiedy Soulbowl powstał) słuchaliśmy zupełnie inaczej niż po tym. Trzeba było pogodzić się, zacisnąć zęby i poczekać dziesięć lat, tzn. ja musiałem. Kolejną okazją miało być dziesięciolecie strony, co również, tym razem z powodów organizacyjnych, nie wyszło. Ale, że do trzech razy sztuka, a Polak mądry po szkodzie, tym razem wreszcie byłem przekonany i nie zawiodłem się — mieliśmy wreszcie zaplecze, by wygrać tę przegraną bitwę. Korzystając z okazji, zaprosiliśmy do współpracy szereg zaprzyjaźnionych z nami osób, których cechą wspólną jest to, że kochają soul i nie wyobrażają sobie bez soulu muzyki jako takiej. Wśród współtwórców poniższego podsumowania poza obecnym zespołem redakcyjnym znaleźli się również Marcin Flint, Radek Miszczak, Andrzej Cała, Hirek Wrona, Eskaubei, Dawid „Goodkid” Bartkowski, Łukasz Kowalka, Marcin Harper, Marta Malinowska z Trójki, Łukasz Lorenc z Regime Brigade, Modest z El Quatro, DJ Praktyczna Pani, Piotr Grabski, Mikołaj Buszkers, a także emm!, Maciek Chojnacki, Julia „Eye Ma” Borowczyk, Dźwięku Maniak, Paweł Wojdylak, Klaudia „Lejdi K” Wąsowska, Jakub Wojewódka i Ola Nadzieja. Tym samym oddajemy w wasze ręce piosenkowy przewodnik po latach 2010-2019. Bon appétit! — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s100.

Thank U, Next

Ariana Grande

Republic / UMG

Rozstanie z Mac Millerem, tabloidowy związek z Petem Davidsonem, niespodziewana śmierć rapera, szybkie zaręczyny z komikiem i równie szybkie rozstanie. No, nie było lekko. „Thank U, Next” to nic innego jak miłosny biogram Ariany Grande, który choć trąci banalnym przesłaniem, jest niezwykle szczery i ujmujący. Oto dowód na to, że można jednocześnie śpiewać o byłych i stać daleko od bycia żałosną, a tytułowe „next” nie musi wcale oznaczać kolejnego romansu, no chyba że z samą sobą. „To najlepszy rok w mojej karierze, ale w życiu prywatnym? Nie wiem, kur…, co ja robię…” — tymi słowami pół żartem, pół serio dziękowała ze łzami w oczach za nagrodę dla Kobiety Roku magazynu Billboard i trudno było się nie uśmiechnąć, gdy to mówiła. „Thank U, Next” pełne jest paradoksów: to w końcu lekki popowy numer o stracie, ale właśnie dzięki temu tak przełomowy w obu strefach życia gwiazdy. I zapewne też dlatego okazał się tak ważny dla wielu milionów dziewczyn po przejściach na całym świecie. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s99.

New York Is Killing Me

Gil Scott-Heron

XL

Któż inny, jak nie Gil Scott-Heron, byłby w stanie tak wspaniale przywrócić do życie tradycje afroamerykańskich spirytuali rodem z delta bluesowego anturażu. Jazzowy poeta nowojorskiej ulicy tradycje akustycznych zaśpiewów osadzonych w dziedzictwie niewolniczego folku przenosi na współczesną wrażliwość, na instrumentalu który brzmi jakby przewidział 3 lata młodszego od siebie Yeezusa, pozostając przy tym tak korzennym, jak tylko się da. W tej dwoistości i kontraście znajduje swoją siłę i aż trudno uwierzyć, że mimo tego, że sam Heron w momencie premiery miał 61 lat, track dziś, dekadę później, wciąż brzmi tak bardzo świeżo. — Wojtek Siwik []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s98.

If You Know You Know

Pusha T

Getting Out Our Dreams / Def Jam / UMG

Otwierający track z Daytony Pushy T to istna petarda. Raper nawet nie czeka na intro i już od pierwszej sekundy rzuca pełne pewności siebie linijki. Przez chwilę towarzyszą mu jedynie szybkie hi-haty i wokalny sampel, a po pełnej zwrotce możemy już podziwiać bit w pełnej krasie. Produkcja Kanyego Westa kojarzy się stylistycznie z jego dokonaniami z czasów MBDTF oraz Cruel Summer. Numer świetnie wprowadza słuchacza w klimat Daytony — od tej chwili wiadomo, że ma się do czynienia z Pushą T u szczytu możliwości. Jednym z najmocniejszych momentów miesiąca z Ye zaordynowanego przez rapera i jego świtę w połowie 2018 roku okazało się właśnie jego otwarcie. — Mateusz Mudry []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s97.

All of Me

John Legend

Getting Out Our Dreams / Columbia / Sony Music

Pochodzący z czwartego albumu Love In the Future singiel Johna Legenda „All of Me” wzbudza lawinę uczuć zarówno u autora, podczas wykonywania, jak również u odbiorcy, podczas słuchania. Piękna i wzruszająca ballada, oczywiście o miłości, została sprawnie wykorzystana, jako wyznanie miłości artysty dla jego partnerki i muzy Chrissy Teigen. Urok utworu, pomimo że miłość jest skomplikowana, tkwi w prostocie przekazu, oszczędnych dźwiękach fortepianu, a cały ciężar interpretacji spoczywa jedynie na wokalu Johna. „All of Me” brzmi niemal jak wersja akustyczna, a o jego popularności świadczą liczby oraz ilość wzruszonych fanów. Popowy kawałek stał się jednym z największych hitów Amerykanina, a tekst, chociaż opowiada o poważnym uczuciu, czyni to w sposób żartobliwy i zdystansowany. Proste i klasyczne „All of Me” szybko zostało jednak zaszufladkowane i stało się niekwestionowanym numerem jeden wielu imprez weselnych. — Forrel []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s96.

Swamp

Brockhampton

Question Everything / Empire

Wydana w 2017 roku trylogia Saturation udowodniła, że w dobie dominacji artystów solowych, wciąż jest miejsce na supergrupy. To, co nie udało się kolektywom takim jak Odd Future czy Awful Records, doskonale wyszło internetowemu samozwańczemu boysbandowi Brockhampton. Pochodzący z drugiej odsłony serii singiel “Swamp” jest tego świetnym przykładem. To przede wszystkim bezpardonowa, luzacka i zaczepna deklaracja statusu grupy, która mimo swojego alternatywnego charakteru zdołała przebić się do głównego nurtu. Podobnie jak wiele innych utworów „Swamp” czerpie z różnorodności stylów członków zespołu, takich jak Merlyn Woods, Joba czy niesławny Ameer Vann. Największym atutem jest jednak warstwa liryczna, w której Brockhampton z rozbrajającą szczerością mówią to, czego nigdy na głos nie powiedzieliby inni raperzy. I oto właśnie znak ostatniej dekady — mainstreamowy hip-hop wyszedł daleko poza uliczne swoje uliczne ramy, oddając głos mniejszościom, ludziom spoza środowiska i twórcom sięgającym po pozornie odległe inspiracje i gatunki. Jak słychać, z niepodważalną korzyścią — Adrian Felis []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s95.

Crew Love

Drake ft. The Weeknd

Cash Money

Za każdym razem, kiedy Drake wspomina w kawałkach o swojej ekipie i miłości do niej, nie mamy pewności, czy mowa o konkretnych ludziach, czy o nieuchwytnym posiadaniu kogoś bliskiego, kto zmienia się w zależności od… potrzeb Drizzy’iego (czy ktoś go w ogóle jeszcze tak nazywa?!). W 2011 przeżywaliśmy prawdziwy rozkwit podgatunku nazwanego wtedy alt R&B, którym zazwyczaj określano domowych twórców publikujących muzykę zupełnie za darmo w internecie. Dzisiaj już wiemy, że w tym przypadku „alt” to przedimek dla niskich budżetów, czego doskonałym przykładem jest kariera The Weeknd, który towarzyszy…. tfu! jest autorem i pomysłodawcą utworu „Crew Love”, na który wprosił się Drake i umieścił go na swoim albumie. Żeby było jasne — nadal jestem fanką Drake’a, a Take Care to moja ulubiona płyta ostatniej dekady. Pamiętajmy jednak, że w przypadku Aubreya granice między byciem kuratorem, a autorem są płynne, a jego dyskografia coraz bardziej przypomina mini-przewodniki po trendach muzycznych pt. „Tam byłem, to usłyszałem” — Marta Malinowska []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s94.

Time Moves Slow

BadBadNotGood ft. Sam Herring

Innovative Leisure

Aktywność kanadyjskiego kwartetu w ostatnich latach pozostawia wiele do życzenia. Ubolewamy nad nią z prostego powodu — dotychczasowe albumy BadBadNotGood mocno zakorzeniły się w naszych playlistach, a poszczególne single z powodzeniem przetrwały próbę czasu. Dowodem na to jest obecność w niniejszym rankingu „Times Moves Slow” z gościnnym udziałem Samuela Herringa z Future Islands. Oszczędna kompozycja jest jedną z lepszych prób uchwycenia emocji związanych z samotnością i odtrąceniem, jakie słyszeliśmy od 2010 roku. Romantycy z potrzebą częstych autorefleksji – ten numer jest dla was! — Krzysztof Zięba []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s93.

Happy

Pharrell Williams

Columbia / Sony Music

Happy to kropka nad i dyskografii Pharella Williamsa. Po latach przekraczania gatunkowych granic i przeprowadzania kreatywnych rewolucji brzmieniowych w hip-hopie i R&B z tylnego fotela, „Happy” wreszcie sprawiło, że Williams wreszcie trafił pod strzechy wszystkich gospodarstw domowych na planecie Ziemia pod własnym nazwiskiem. To bardziej fenomen popkulturowy niż nagranie muzyczne jako takie. W kontekście dyskografii Pharrella, a nawet krążka G I R L, na którym go ostatecznie umieszczono, wychodzi ze strefy komfortu wokalisty na soul-popowe terytorium eksplorujące lekką jak piórko melodykę i staromodnie nieironiczny dobry nastrój. Niezależnie od tego, czy „Happy” trafiło na wasze plejlisty i czy utrzymało się na nich do dziś, to kawałek naprawdę przebojowego, beztroskiego radiowego popu, który swego czasu sprawił, że przez kilka miesięcy życie milionów ludzi zdawało się choć odrobinę lepsze. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s92.

Dang!

Mac Miller ft. Anderson .Paak

Warner

Żywa gwarancja udanego utworu, jaką jest Anderson .Paak, ponownie zaskakuje. A to dlatego, że totalnie nic nie wskazuje na to, że refren tego utworu został napisany po śmierci Davida Bowiego. Pogodny, wibrujący funk, który w pięć minut dosłownie zamyka energię letnich związków, jest niesamowicie przyjemny, zwłaszcza patrząc przez pryzmat nieco zblazowanych i depresyjnych poprzednich kilku albumów w karierze Mac Millera. Jazzujące akordy stanowią wyśmienite tło dla figlarnej opowieści o nie do końca układających się związkach, które mimo wszystkich kłopotów, ciężko sobie ot tak odpuścić. Z dzisiejszej perspektywy, świadomość tego, że Malcolm nie wypuści już tak nieprzyzwoicie dobrego letniaczka, za każdym odsłuchem sprawia, że pęka serce. Na szczęście jego dorobek zostanie już z nami na zawsze. — Nikodem Jedynak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s91.

Insane

Madison McFerrin

Madison McFerrin

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. „Insane” to bose szaleństwo, słoneczna oda do buzujących zmysłów i obezwładniającego pożądania, wreszcie — kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s90.

Goddess

Banks

Harvest

Gdyby nagle nieżyjący już Disney zapragnął animowanej wersji Banks w jednej ze swoich bajek, nie trudno się domyślić, że odegrałaby ona rolę Królowej Śniegu. Określenie „powiało chłodem” to najdelikatniejsze sformułowanie, jakim można obdarować „Goddess”. Już od pierwszych dźwięków Banks stara się narzucić swój władczy ton, choć wbrew pozorom nie jest to wcale krzyk. Zdystansowana, jak na kobietę z klasą przystało, Banks nagrała kawałek, który jest muzycznym odpowiednikiem zdania słyszanego przez niejednego eks-partnera — „Jeszcze tego pożałujesz”. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s89.

Niggas in Paris

Jay-Z & Kanye West

Roc-A-Fella

Kiedy Kanye West i Jay-Z połączyli siły, stworzyli dzieło wyjątkowo barokowe i eleganckie, a „Niggas in Paris” to jeden z najmocniejszych bangerów ubiegłej dekady. W utworze słychać sample z „Baptizing Scene” Reverenda W.A. Donaldsona, „Victory” Puff Daddy’ego z Notoriousem i Busta Rhymesem oraz dialogi z filmu Blades of Glory. Inspirowany podróżą do Paryża kawałek dotyka historii Afroamerykanów w stolicy Francji, sięgającej początków XIX wieku. To tam czarnoskórzy artyści mogli uciec i wreszcie zostać docenieni. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s88.

Humble

Kendrick Lamar

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Każda premiera od Kendricka Lamara stawia na nogi cały przemysł muzyczny i środowisko fanów. Nie inaczej było, gdy w świetnym “The Heart Pt .4” artysta zarapował “Y’all got till April 7th to get y’all shit together”. Koncept nowej płyty K. Dot zdradził w wywiadzie dla New York Timesa, mówiąc, że „obecnie jest skupiony na tematyce Boga”. Wszystko w pewnym sensie potwierdziło się 30 marca — w dniu premiery pierwszego singla z nadchodzącego albumu Damn. “Humble” wzbudziło olbrzymie kontrowersje: trapowy bit Mike’a Will Made-It, Kendrick, który w warstwie lirycznej stał w kompletnej opozycji do tytułu kawałka oraz kinowy teledysk autorstwa Dave’a Meyersa i The Little Homies (Dave Free i Kendrick we własnej osobie), gdzie mogliśmy zobaczyć serię nawiązań do Biblii, takich jak ostatnia wieczerza czy płonące głowy. Opowiadając o kulisach powstawania “Humble”, jego producent wyznał, że bit był oryginalnie przeznaczony dla Gucci Mane’a. — Adrian Felis []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s87.

Retrograde

James Blake

Polydor

Debiut Jamesa Blake’a przyniósł parę ikonicznych singli, ale „Retrogade” z drugiego krążka artysty miało wcale nie mniejszy potencjał, aby zapisać się wielkimi literami w historii wyspiarskiej muzyki. Utwór opowiada o zapędzonym w ślepy zaułek związku, z którego jedynym wyjściem jest pogrążenie się we wspomnieniach. Chociaż Blake błądzi jako kochanek, nie błądzi jako artysta i doskonale trzyma się obranej przez siebie, post-dubstepowej ścieżki. Legenda mówi, że „Retrogade” powstało pod nadzorem Kanyego Westa i Justina Vernora — jestem jednak pewien, że i bez ich pomocy utwór hipnotyzowałby tak samo. — Chojny []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s86.

Peso

A$AP Rocky

A$AP Rocky / RCA

Właściwie to od tego kawałka rozpoczęła się kariera A$APa Rocky’ego. Mimo, że raper na koncie miał już krótki mixtape Deep Purple, to właśnie dzięki Live.Love.A$AP został w pełni doceniony. Projekt zapowiadał właśnie „Peso”, który finalnie dwa lat później nie trafił jednak na tracklistę wydawnictwa. Jak powiedział jednak sam Flacko — „czuję się, jakby dopiero w nim pokazał swoje liryczne umiejętności”. Samplujący „No One’s Gonna Love You” The S.O.S. Band, cloud rapowy, narkotyczny bit stał się charakterystycznym brzmieniem młodego rapera z Harlemu. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s85.

Shutdown

Skepta

Boy Better Know

Wszystkie trueschoolowe głowy doskonale pamiętają wydawnictwa XL Recordings i Boy In Da Corner Dizzeego Rascala czy Treddin’ on Thin Ice Wileya — ponadczasowy grime’owy panteon uformowany jeszcze na początku XXI wieku. Wielu słuchaczom i słuchaczkom, którym nie było dane zetknąć się z gatunkiem w trakcie bądź zaraz po pierwszej fali międzynarodowej popularności brzmienia, termin grime nominalnie wwiercił się w świadomość najprawdopodobniej dzięki singlowemu killstreakowi prowadzącemu do premiery albumu Konnichiwa Skepty, a zastępom wieloletnich fanów dał tak upragniony powiew świeżości. Od „It Ain’t Safe” i „That’s Not Me” aż po kultowe już „Shutdown” — minęło prawie pięć lat, ale największe przeboje całe szczęście nie znają pojęcia czasu. — Kamil Matyja []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s84.

Exhibit C

Jay Electronica

The Dogon Society / Just Blaze / Mass Appeal

Plotka głosi, że potężny, oparty o sampel z nagrania „Cross My Heart” z repertuaru Billy Stewart, instrumental do „Exibit C”, Just Blaze stworzył w niecałe 15 minut. Ten, jak to się zwykło mawiać w takich przypadkach, beat-forteca stał się na tyle kultowy, że wykorzystali go później jeszcze, chociażby tacy raperzy jak Fabolous, Crooked I, Joell Ortiz, AZ, N.O.R.E., Saigon, B.o.B, Childish Gambino, Twista, Game czy Big K.R.I.T. Głównym bohaterem tego nagrania jest jednak Jay Electronica, który w stylu osadzonym między tym, co na krążku The 18th Letter pokazał Rakim a najlepszymi momentami z twórczości Nasa, opowiada nam wciągającą i pełną ukrytych znaczeń historię swojej kariery, zaczynając od trudnych momentów, pełnych zgubnych nałogów i barku świadomości, przez swoiste oświecenie, aż do chwili, kiedy to legendy hip-hopu domagają się od niego większej dawki muzyki. Nikt tak naprawdę nie powinien się im dziwić, albowiem na tym ponad 5-minutowym nagraniu pozbawionym refrenów, raper nie zaserwował nam ani jednej słabej linijki. — Efdote []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s83.

Almeda

Solange ft. Playboi Carti

Columbia / Sony Music

“Almedę” można lubić, podziwiać, cenić za warstwę muzyczną, uważać, że to zdecydowanie wyróżniający się numer z doskonałego When I Get Home. Mimo to jest jednak dziełem ekskluzywnym — nie każdemu dany jest pełny dostęp do jej zrozumienia, a słowa Solange skierowane są do określonej grupy odbiorców. W tych czasach wszyscy chętnie przytakujemy, że muzyka powinna łączyć, bez względu na wszelkie różnice. Są jednak pewne doświadczenia, które nigdy nie będą naszymi przeżyciami. Możemy rozumieć, o czym mówi Solange, ale ostatecznie „These are black-owned things”. „Almeda” to podróż w rodzinne strony wokalistki — południowe rejony Houston. Powraca do korzeni, miejsca przesiąkniętego czarną kulturą, co objawia się nie tylko na poziomie tekstowym, ale i w warstwie muzycznej. Produkcja utworu, za którą odpowiedzialny jest między innymi Pharrell, nawiązuje do chopped and screwed, techniki remiksu popularnej w Houston w latach 90-tych. Nie można nie wspomnieć o Cartim, którego gościnne wersy odważnie przybliżyły „Almedę” do miana trapowego hymnu celebrującego czarne dziedzictwo. — Polazofia []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s82.

Black Skinhead

Kanye West

Def Jam / UMG

„Black Skinhead”, niewątpliwy highlight Yeezusa, choć został zamknięty w hip-hopowej formie, jest w istocie punkowy z natury, co odzwierciedlają mroczny, industrialny, charczący bit i nieskrępowane, charyzmatyczne flow rapera. To jedna z wielu udanych autokreacji jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s81.

No Sleeep

Janet Jackson

Black Doll / BMG

Kiedy usłyszałam ten numer po raz pierwszy, moje skojarzenie było takie, że to pewnie kolaboracja z Kaytranadą lub remiks od Casual Connection. Byłam zaskoczona lekkim groovem rodem z lat 90tych. Tak oszczędnie i tak w punkt. Żaden numer Janet od czasów „Got til It’s Gone” czy „ Go Deep” tak mi się nie podobał. Moją twarz wykrzywił grymas aprobaty podobny do grymasu producentów, którzy mocno jarają się swoim bitem. To był miód na moją oldschoolową duszę. Z jednej strony pościelówa, z drugiej zaś, podbijając tempo nieco ponad 90 BPM-ów bujam się jak do starego dobrego R&B. W czasach pogoni za brzmieniem nowego pokolenia, kultowi artyści często podążają za nowymi trendami. Janet nie jest tu niestety wyjątkiem, ale akurat ten numer wynagradza to muzyczne meandrowanie. Wybór producenckiego zasłużonego duo bardzo się tu sprawdził. Mogę się mylić, ale w tle chyba słyszę zsamplowane podbicia Ala Greena. Wsłuchajcie się. — Praktyczna Pani []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s80.

Heartbreaks + Setbacks

Thundercat

Brainfeeder

Wirtuoz i wizjoner. Oba te określenia można dziś z pełną powagą oraz śmiałością przypisać do niezwykle utalentowanego basisty Stephena Lee Brunera, którego większość słuchaczy zna szerzej z aliasu Thundercat. Zanim zdecydował się na karierę solową swoją markę budował, współpracując z takimi artystami, jak: Erykah Badu, Sa-Ra Creative Partners, J*DaVeY czy Flying Lotus. To właśnie współpraca z tym ostatnim przyniosła mu większy rozgłos i pierwszy poważniejszy hit na koncie. Chodzi o utwór „Heartbreaks + Setbacks”, który bardzo szybko stał się pierwszą wizytówką Thundercata i rzucił więcej światła na jego postać i twórczość. Piosenka, którą oprócz FlyLo współprodukował także inny kalifornijski artysta Mono/Poly, wręcz kipi dźwiękami, układającymi się w multigatunkowy miraż. Z kompozycji wybijają się oczywiście głębokie i bardzo rytmiczne tony gitary basowej, podawane z wielką wytrawnością, z którą Stephen Bruner jest od lat utożsamiany. — Dźwięku Maniak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s79.

The Wilhelm Scream

James Blake

Polydor

Dziś James Blake musi jawić się jako jeden z tych wiecznie poszukujących artpopowych wrażliwców, którzy nieustannie potrzebują redefinicji, ale w 2011 roku, gdy po kilku nieśmiałych post-dubstepowych (tak wtedy o tym pisaliśmy) epkach, Blake zadebiutował wreszcie dużym krążkiem, jego kontury były wyraziste jak nigdy wcześniej i nigdy później. Miało się wtedy (i ma się dziś) poczucie, słuchając tego materiału, że 23-letni artysta, wie doskonale, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Słuchało się tej muzyki u progu fali nowego R&B z otwartą głową i ona miała to w swoim DNA. Blake doskonale wykorzystał ten moment i położył swoim debiutem, chcąc niechcąc, podwaliny pod brzmienie dzisiejszego popu. „The Wilhelm Scream” był w tym ujęciu najbliżej melodyki klasycznego popu — zaaranżowanego introwertycznie, na zdekonstruowanym post-dubstepowym bicie z masą dźwiękowego efekciarstwa z pogranicza muzyki eksperymentalnej, ale melodycznie w całym swoim minimalistycznym zapętleniu jednak wchodzącego w głowę z niesamowitą siłą, na modłę przebojów z radia Top 40, a jednak zupełnie inaczej niż one. Ten intymny nastrój świadomie kreowany od pierwszej do ostatniej sekundy, ta wrażliwość na dłoni, niepewność — z tym nie dało się wtedy, będąc niemal równolatkiem Blake’a, nie utożsamić. Kto wie, jak zabrzmiałoby Blonde Franka Oceana, gdyby nie ta płyta i ten kameralny krzyk. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s78.

Can’t Feel My Face

The Weeknd

XO / Republic / UMG

Promocja, jaka towarzyszyła premierze „Can’t Feel My Face” sprawiła, że singiel odniósł znaczący sukces. Przyczynił się do tego zarówno start platformy Apple Music, jak również odwołanie do muzyki Michaela Jacksona i zaangażowanie Maxa Martina do powstania kompozycji. Niezgłębienie tekstu piosenki może początkowo sugerować temat nieszczęśliwego uczucia do kobiety, jednak okazuje się, że The Weeknd używając alegorii i w rzeczywistości rozprawia o pozytywnych dla niego skutkach obcowania z kokainą. Idąc dalej i łącząc oba tematy, dochodzimy do konkluzji, że artysta może śpiewa jednak o miłości uzależniającej jak narkotyk. Disco-pop-funkowy singiel ukazuje płynne przejście Abla od R&B do bardziej popowego brzmienia. W „Can’t Feel My Face” słyszymy R&B i pop o bardzo tradycyjnej strukturze i wykonaniu, które odnoszą się bezpośrednio do takich klasyków Jacksona, jak „The Way You Make Me Feel” i „Billie Jean”. Na szczęście sama piosenka nie przynosi wrażenia, że już gdzieś to słyszeliśmy, ale jest żywą i nowoczesną wersją własnego stylu Kanadyjczyka. — Forrel []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s77.

3500

Travis Scott ft. Future & 2 Chainz

Epic / Sony Music

Debiut Travisa Scotta to kosmos, niedościgniony wzór, jak tworzyć płyty kompletne i świeże w całym trapowym uniwersum. Tej legendy nie byłoby jednak, gdyby nie „3500”, które zmienia słowo w ciało — mokre rockowe sny całych pokoleń raperów materializuje w niedoścignionym 8-minutowym prog-trapowym opusie. Scott wraz z Future’m i 2 Chainzem nieśpiesznie nawijają o prawdzie w hip-hopie i na osiedlu (hehe), co ma jednak znaczenie zupełnie drugorzędne wobec majestatycznego intergatunkowego bitu, który wyszedł z warsztatu Metro Boomina, Mike’a Deana, Mano i Zaytovena. Synthy ściśle sprzężone z gitarami w mocarny świdrujący dron w trakcie eksplozywnego hooka przechodzący w psychodelicznie pulsujący bit mający coś w klasycznych gangsta rapowych produkcji lat 90., tu na charakterystycznym trapowym podbiciu, robi robotę jak mało która traprapowa produkcja minionej dekady. To jednak zaledwie punkt wyjścia dla hipnotyzującego numeru, który z każdą kolejną zwrotką, z każdą kolejną woltą produkcyjną, z każdym kolejnym padającym „trill n*gga” w refrenie wprowadza słuchacz w coraz głębszy trans, co konsekwentnie czyni do ostatnich sekund w półtoraminutowym progresywnym outro, jakiego nowy rap wcześniej nie widział. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s76.

Latch

Disclosure ft. Sam Smith

Island / Universal

Debiutancki singiel „Latch” okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym i wyniósł kariery Disclosure i Sama Smitha na wyższy poziom. Przed pojawieniem się kawałka cała trójka nie była znana na światowa skalę, ale kompozycja stopniowo zyskiwała na sile, by w konsekwencji osiągnąć numer jeden w Stanach Zjednoczonych i pokryć się potrójną platyną. Piosenka była męczona przez stacje radiowe, a artyści byli postrzegani chwilowo jako gwiazdy jednego przeboju. Przyszłość pokazała jednak coś innego. Zarówno „Latch”, dzięki oryginalnemu brzmieniu, garażowym dźwiękom i włączeniu soulowego wokalu Sama, stało się niekwestionowanym bangerem, jak i Brytyjczycy poradzili sobie w muzycznym biznesie bardzo dobrze. Do dziś wracamy z przyjemnością do tego klubowego hitu z soulowo-jazzowym zacięciem. — Forrel []


NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 25-1


15 najlepszych epek 2019

Najlepsze epki 2019

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego lata mijają, a my z uporem maniaka w dalszy ciąg w osobnym podsumowaniu rokrocznie wyróżniamy epki, wierzę, że wystarczy rzut okiem na to zestawienie w kontekście opublikowanych już albumówutworów. U nas serwowane są na deser, ale dla karier wielu raczkujących, choć już utytułowanych i ekscytujących artystów, to raczej aperitif. To właśnie epki należy śledzić, żeby usłyszeć przyszłość nowego soulu. Oto najlepsze epki 2019 według Soulbowl.pl


Soulbowl: Najlepsze epki 201915.

The Afterlife

The Comet Is Coming

Impulse!

Shabaka Hutchings to obok Kamasiego Washingtona najbardziej rozchwytywany jazzman ostatnich lat. Tym bardziej, że każde jego kolejne wcielenie redefiniuje na nowo jego brzmienie i stylistyczne ścieżki. The Comet Is Coming w obu tegorocznych odsłonach (długogrającej i na tej epce) to jazz kreślony grubo i bez ogródek, taneczny, progresywny, retrofuturystyczny, żonglujący kiczowatymi schematami 70sowego fusion i przerabiającymi na miazgę inspiracje Sun Ra. A wszystko to nakładem legendarnej oficyny Impulse! Słowem: jazz na przypale! Jeśli macie więc ochotę na więcej przypałów, panowie dokoptowali do longplaya półgodzinny suplement The Afterlife. Na przypale albo wcale! — Kurtek

„The Softness of the Present”


Soulbowl: Najlepsze epki 201914.

Kokoroko

Kokoroko

Brownswood

W Londynie nie tylko jazz ma się całkiem dobrze. To tam odradza się właśnie muzyka Afryki Zachodniej, inspirowana takimi twórcami jak Fela Kuti czy The Funkees. Chodzi oczywiście o afrobeat, o którym przypomina nam londyński skład Kokoroko. Afrykańskie rytmy połączyli z cechami charakterystycznymi dla współczesnej sceny jazzowej Londynu. Chcieli, aby ich brzmienie nie było idealne, aby miało w sobie coś z brudu i chaosu tak wielkiej stolicy. Ich utwór „Abusey Junction” znalazł się na kompilacyjnym materiale We Out Here, gromadzącym najciekawszych nowych muzyków jazzowych z Londynu. Epka Kokoroko to podróż po rytmach Afryki Zachodniej. Inspiracje Fela Kutim można usłyszeć nie tylko w samym brzmieniu, muzycy chętnie przyznają, że dla nich również muzyka powinna być swoistym „megafonem”, platformą do przekazywania idei. „Adwa” odnosi się do historycznej bitwy wygranej przez Etiopię, z kolei „Uman” do stereotypów dotyczących czarnoskórych kobiet. U Kokoroko nie ma przypadków. — Polazofia

„Abusey Junction”


Soulbowl: Najlepsze epki 201913.

Time

Kamaliza

Kamaliza Salamba

Na przestrzeni ostatniej dekady wysłaliśmy niezliczoną ilość pochwał w kierunku nowosoulowego brzmienia rodzącego się w australijskim Sydney czy nowozelandzkim Wellington. Do grona naszych ulubieńców wywodzących się z tamtych stron (na czele z Electric Wire Hustle, Jordanem Rakei i Fat Freddy’s Drop) dołącza Kamaliza – producent, aranżer i wokalista. Jego tegoroczna epka to porcja ciepłego i melodyjnego R’n’B, któremu daleko od ordynarnych trendów i tępych wersów. Trudno doszukać się na niej tajemnicy i nowych rozwiązań, jeśli jednak cenisz odpoczynek w trakcie słuchania muzyki, Time Ep jest idealnie skrojona pod tego typu potrzebę. — K.Zięba

„Endless”


Soulbowl: Najlepsze epki 201912.

Fuck

Benjamin Earl Turner

Los Banditos

Choć pochodzący z Detroit raper Benjamin Earl Turner, znany z featuringu w „Part of Me” na Room 25 Noname, w październiku wydał swój drugi longplay Bad Nature, postanowiliśmy postawić raczej na poprzedzającą go styczniową epkę o niewybrednym tytule Fuck. Powiedzmy szczerze — typ trochę nie wie, jak prowadzić swoją karierę — choć na Bad Nature zaczął na poważnie romansować z trapem, co wcale zresztą nie wyszło mu najgorzej, tegoroczna epka na dwoje wróżyła. Mimo że Turner nie uciekał od współczesnych rozwiązań, klimatem i brzmieniem zdawał się nawiązywać do ostatnich dokonań Smino czy Saby. Zwłaszcza bujający banger „Ja Rule” z ultraprzebojowym refrenem, w którym Turner brzmi jak Kendrick Lamar, wydawał się doskonałym prognostykiem, podobnie zresztą jak singlowe „M’baku Shit”. Fuck to doskonały, choć nieco chaotyczny przegląd umiejętności obiecującego rapera, który musi się ogarnąć. — Kurtek

„Ja Rule”


Soulbowl: Najlepsze epki 201911.

Daydream

Chloe Martini

Salute the Sun

Marzeniem rezydującej obecnie w Londynie Anny Żmijewskiej jest przywrócenie muzyce RnB jej blasku z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Absolwentka Red Bull Music Academy udowodniła, że sentyment wobec brzmień kojarzonych z Aaliyah, Janet Jackson, En Voque czy Jodeci, wciąż silnie tkwi w naszej podświadomości, i przebudzony za sprawą Daydream sprawia sporą frajdę. Produkcje Chloe Martini zdają się jednak charakterystyczne i spójne, dzięki czemu mogą być kojarzone wyłącznie z ich autorką, która konsekwentnie flirtuje z tego typu stylem już od dłuższego czasu. Na tegorocznej epce usłyszeliśmy m.in. świetny numer z Rosalie oraz przebojowe „All or Nothing” z gościnnym udziałem nowojorskiej wokalistki MAAD. — K.Zięba

„Naked”


Soulbowl: Najlepsze epki 201910.

9 Years

Keep Shelly in Athens

Keep Shelly in Athens

Grecja nie bez powodu jest jednym z najczęściej wybieranych kierunków wakacyjnych. Oprócz pięknych widoków i słonecznej pogody ten kraj ma również do zaoferowania klimatyczny chillowy duet Keep Shelly in Athens. Ich EP 9 Years to zbiór eterycznych i wirujących dźwięków, wpływających pozytywnie na otoczenie. Artyści oddają przemijające uczucia życia w mieście i nieuchronnego upływu czasu. Dzięki bujnym melodyjnym rytmom i marzycielskiemu wokalowi Keep Shelly in Athens w sposób dostępny i lekki wprowadza słuchacza w świat elektroniki ukazanej w zwolnionym tempie. Po 9 latach od powstania duet zdołał przemycić do szerszej publiczności na całym świecie swoje kapryśne, połamane miejscami aranżacje i kojące produkcje. — Forrel

„Frantic”


Soulbowl: Najlepsze epki 20199.

Friends

Omar Apollo

AWAL

Druga epka wyłowionego z czeluści Soundclouda multiinstrumentalisty Omara Apollo jest napakowana stylistycznie niczym line-up showcase’owego festiwalu. Każdy z utworów prowadzi słuchacza w inne rejony. W telegraficznym skrócie Friends można by opisać następująco: buńczuczny prince’owski funk spotyka zmysłowe R&B Miguela, a później wsiadają do White Ferrari i pędzą na disco, włączając przy okazji Auto-Tune’a. Materiał skrzy się od pomysłów prowadzących do wniosku, że Omar musi być fajnym gościem. I takich gości lubimy. — Maja Danilenko

„Ashamed”


Soulbowl: Najlepsze epki 20198.

Cry 4 Help

Kari Faux

Change Minds

Twórczość Kari Faux zawsze cechowała się wyrazistością i nieszablonowym podejściem. Raczej nigdy nie była bardzo kontrowersyjna, tym większym zaskoczeniem okazała się prowokująca okładka Cry 4 Help. Oczywiście nie oznacza to zmiany muzycznego kierunku, brzmieniowo to wciąż ta sama Kari, którą znamy chociażby z Primary. Cry 4 Help jest jednak próbą zmierzenia się ze swoimi lękami, często nieuświadomionymi. Tym lepiej, że artystka wybiera do tego właśnie tak przystępną formę. Epka utrzymana jest w stylistyce r&b, jednak z każdym kolejnym utworem wkraczamy w coraz mroczniejsze rejony. Momentem kulminacyjnym jest zamykające krążek, niezwykle osobiste i bolesne „Latch Key”. Kari przebyła długą drogę od „No Small Talk” do „Leave Me Alone”. Cry 4 Help jest na to najlepszym dowodem. — Mateusz

„Leave Me Alone”


Soulbowl: Najlepsze epki 20197.

Meghalaya

Tiana Khasi

Soul Has No Tempo

Aby dać jak najlepszy obraz epki z 7. miejsca naszego zestawienia, należy zrobić krótki wstęp: Meghalaya to stan mieszczący się w północno-wschodnich Indiach, natomiast Khasi jest wywodzącą się z tego rejonu grupą etniczną, której główną siłą są kobiety. I między innymi o tej właśnie sile śpiewa mająca indyjskie korzenie, wychowująca się w Australii Tiana Khasi. Na jazzująco-soulowych podkładach inspirowanych również samoańską muzyką usłyszycie jej anielski głos mówiący o dumie bycia kobietą, świadomości własnej wartości, życiowej ewolucji i zachęcający inne kobiety do bycia autorkami własnych historii. Bezapelacyjnym hymnem tego ostatniego jest „They Call Me”, którego potęgę przekazu akcentuje zmienna tonacja. Nie da się jednak przejść obojętnie wobec żadnego z siedmiu numerów epki. „Georgia’s Track” to laurka dla byłego, tak zresztą jak „Nuketown” — łagodnie rozpoczynający się anielskimi chórkami, brzmiącymi niczym inspiracja Solange, utwór na lekko brzmiących bębnach. Pierwotnie sprawia on wrażenie romantycznej ballady, jednak słodko wybrzmiewające Prepare for your demise wbija nóż ponownie podkreślając moc kobiety. Żadnej z piosenek nie da się zamknąć jedną klamrą — i to jest właśnie magiczny eklektyzm rysujący obraz Tiany Khasi. Dziewczyny, pokochacie ją! — dżesi

„Bitterness”


Soulbowl: Najlepsze epki 20196.

Black Moses

Channel Tres

GODMODE

Channel Tres swoją twórczością wychodzi poza schematy muzyki housowej. Jest nie tylko DJ-em, na koncertach raczej nie stoi za deckami, chętnie łapie za mikrofon. Odpowiada również za produkcję — tworzył między innymi dla Duckwrth’a, którego był również DJ-em. Wreszcie zdecydował się na karierę solową, w 2018 zasłynął numerem „Controller”. W swojej twórczości Channel Tres łączy muzykę housową z hip-hopem i G-Funkiem, klubowe klimaty urozmaica więc z rytmem jego rodzinnego Compton. Tegoroczna epka to kolejny projekt, który zdecydowanie udowadnia, że warto mieć go na oku. Co ciekawe, na Black Moses housowe bity przeplatają się z tematami społecznymi i celebracją czarnego dziedzictwa. Channel Tres swoją muzyką powraca do korzeni muzyki housowej, przypominając, że jej genezy nie da się odseparować od polityki. — Polazofia

„Sexy Black Timberlake”


Soulbowl: Najlepsze epki 20195.

Casual Encounter

Doug Shorts

Daptone

Gdyby kryterium nadrzędnym naszych rankingów byłaby szeroko rozumiana stylowość, Doug Shorts byłby poważnym pretendentem na lidera. Na przesiąkniętym vintage’owym klimatem Casual Encounter  rozkręca wycofaną, sensualną potańcówkę minimalistycznego, syntetycznego post-disco z flirciarskim zacięciem. Elegancja tego materiału połączona ze wspaniałym uchem do chwytliwych refrenów i soulową wrażliwością tworzą zestaw idealny na „late night feelings” w duchu seventisowego Soul Trainu, z tą różnicą, że wszyscy to wstydliwi introwertycy. Ta sypialniana przebojowość podszyta duchem DIY  tworzy soundtrack idealny na długie wieczory, a kwestie zorganizowania sobie w nich czasu pozostawiamy już wam… — Wojtek

„Get With the Program”


Soulbowl: Najlepsze epki 20194.

Ama, Who?

Ama Lou

Interscope

Muzyczna scena brytyjska w ostatnich latach zdaje się dominować — oprócz niesamowitego rozkwitu jazzu, oblężenie nowymi artystami przeżywa także nurt szeroko pojętego r&b. W 2016 roku z północnej części Londynu wyłoniła się Ama Lou — piosenkarka, tekściarka i producentka, która w 2018 wydała epkę DDD i zniknęła na chwilę, między innymi by udać się w trasę z Jorją Smith. Powróciła dość szybko — na szczęście, bo jej subtelny, acz jednocześnie potężny wokal, niezależnie czy wybrzmiewający w akompaniamencie samego pianina („Far Out”) czy oparty na harmonijnych produkcjach pełnych solidnego basu i hip-hopowych bitów wyprodukowanych m.in. przez Franka Dukesa, Murda Beatz czy Hi-Teka (współpracowali z takimi jak Drake, Rihanna, Kanye West, Anderson .Paak, Common czy Cardi B), jest dokładnie tym głębokim, mówiącym bez ogródek r&b, którego dziś potrzebujemy. Lou swoimi tekstami („We tried, we tried” pomagał napisać Talib Kweli) traktuje o szeroko pojętych relacjach czy bezwarunkowej miłości do rodzinnego miasta (kapitalne „NORTHSIDE”); i choć być może z początku utwory zdają się nie tworzyć spójnej historii, to ostatecznie wnikliwie odpowiadają wszystkim na pytanie: Ama, who? . — dżesi

„Northside”


Soulbowl: Najlepsze epki 20193.

II

Lucky Daye

Keep Cool/RCA

Lucky Daye po raz kolejny ląduje na podium naszego rankingu epek. Trudno się dziwić, II to sprawna selekcja fragmentów trylogii spojonej finalnie albumem Painted, z dodatkową przestrzenią na niedosyt. Mamy tu przede wszystkim „Karmę”, czyli charyzmatyczną reinterpretację wątków wyjętych z hitu Ginuwine’a „Pony”, której nie mogliśmy się w tym roku nachwalić. Mamy post-Oceanowskie „Paint it”, funkowy zadzior w „Real Games” i zaniepokojone, ale eleganckie, post-jazzowe „Misunderstood”. Epka II to pełna wrażeń podróż od soulu lat 70., przez przebojowe lata 90., aż do współczesności, spojona brawurą Daye’a i producenta D’Mile’a. — Maja Danilenko

„Paint It”


Soulbowl: Najlepsze epki 20192.

Dangerous

Shay Lia

Shay Lia

Eklektyzm życiowy Shay Lii sprawił, że wypracowała swój własny oryginalny klimat muzyczny. Urodzona we Francji, wychowana we wschodniej Afryce, a mieszkająca obecnie w Kanadzie Shanice, przy pomocy równie oryginalnych producentów jak Kaytranda, czy Badbadnotgood stworzyła „niebezpiecznie” przyjemną mieszankę indie i R&B, która zapewniła artystce drugą pozycję w naszym zestawieniu najlepszych minialbumów 2019 roku. Dangerous zawiera dojrzałe kompozycje z seksownym vibem w retro stylu, podczas słuchania których wyczuwa się muzyczną chemię między Kaytrą i Shay. Wszyscy producenci przyłożyli się do krążka, sprawnie zmiksowali wcześniej wspomniane gatunki z chillową elektroniką, hip-hopem („Want You”) i najntisowym stylem („I’ll Be There”). Całość jest więc wyrafinowana, nieinfantylna, na wysokim poziomie producenckim, z uzależniającą energią i świeżym groovem. — Forrel

„Rock Baby”


Soulbowl: Najlepsze epki 20191.

You + I

Madison McFerrin

MadMcFerrin

Utalentowana Madison McFerrin w zeszłym roku oczarowała nas singlem „Insane”, a na początku grudnia po półtorarocznym oczekiwaniu wydała wreszcie trzecią epkę zatytułowaną You + I — pierwszy większy materiał artystki niezarejestrowany w formie a cappella. Jak McFerrin sama mówiła podczas wrocławskiego koncertu — zaczęła nagrywać muzykę w takiej formie, ponieważ sama nie potrafiła jej wyprodukować. Dzięki temu znalazła własną niszę, którą pięknie nawiązała do dziedzictwa swojego ojca. Tym razem jednak za produkcję odpowiada jej brat Taylor McFerrin. Pod jego skrzydłami dotychczas kameralna Madison stała się roztańczona i eklektyczna — jak w singlowym „Try”, w którym samoświadomy tekst zestawiono z pulsującym klubowym bitem. Osią muzyki Madison są jednak wciąż osobiste teksty i neo-soulowa melodyka. Madison jest fenomenalną wokalistką pozbawioną manieryzmów i skłonności do prześpiewywania, dzięki czemu doskonale akcentuje treść piosenek. Słychać to we wieńczącym epkę stonowanym Fallin’, gdzie lekka melodycznie miłosna mgiełka unosi się nad progresywnym downtempo. Jeśli nadal macie wątpliwości, śpieszę potwierdzić — Madison McFerrin z muzyką brzmi równie zjawiskowo co a cappella! — Kurtek

„Try”


Wszystkie wyróżnione przez nas utwory wraz z nieopisanym powyżej suplementem znajdziecie na plejliście poniżej:

25 najlepszych albumów 2019

25 najlepszych albumów 2019

Okołosoulowych podsumowań końcoworocznych ciąg dalszy — po utworach, czas na płyty! Choć trudno porównywać dość zachowawczy jednak, jeśli chodzi o premiery, rok 2019 z mocarnym 2018, kiedy zdecydowaliśmy się wyróżnić aż 50 krążków, nie sposób odmówić mu wielu solidnych wydawnictw. Jeśli spojrzeć z kolei na mijających 12 miesięcy przez pryzmat lat poprzednich, trzeba zauważyć, że oto R&B, które w poprzedniej dekadzie funkcjonowało trochę jako dobudówka do hip hopu, nie tylko uzyskało względem rapu większą artystyczną autonomię i znalazło własne formy wyrazu, ale wkradło się w hiphopowe szyki, wpływając na brzmienie i melodykę gatunku w sposób dotychczas nieznany i wykraczający dalece poza zgraną formułę rapowanych zwrotek ze śpiewanymi refrenami. Jeśli prześledzicie ogół wydawnictw R&B przed dziesięcioma laty i dziś, bez trudu wychwycicie różnice tak ilościowe, jak i jakościowe. Żyjemy w złotej erze artystycznego R&B — cieszmy się tym i doceniajmy to! Oto 25 najlepszych albumów 2019 roku według Soulbowl.pl. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 201925.

YU

Rosie Lowe

Wolf Tone

Uwodzicielski, minimalistyczny soul, jaki zafundowała Rosie Lowe na płycie YU powstał przy akompaniamencie elektroniki i instrumentów, które artystka kocha i na których nauczyła się grać już w młodości. Pomimo że w naszym zestawieniu krążek znajduje się na ostatnim miejscu, jego zawartość potwierdza talent pisarski Brytyjki. Na płycie Rosie snuje osobistą opowieść o miłości, pożądaniu, zadowoleniu, osadzoną w przyjemnym klimacie synthu, wspomnianego soulu i R&B. Przejście Lowe do nowej wytwórni nadało YU bardziej alternatywny charakter w porównaniu z jej wcześniejszymi wydawnictwami. Tym samym pokazała inne oblicze, nabrawszy odwagi, by sięgnąć do osobistych doświadczeń. Chociaż płyta ma klasyczną formę, zdecydowanie jest nowoczesna. YU to wyrafinowany i opanowany krążek, który burzy porządek w ułożonym świecie R&B. — Forrel

„Pharoah”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201924.

Painted

Lucky Daye

Keep Cool / RCA

Lucky Daye na debiutanckim Painted nie mógł nie inspirować się odmienioną już przez wszystkie przypadki falą alternatywnego R&B, ale udało mu się z powodzeniem zarówno odnaleźć w schemacie, jak i go poszerzyć go po swojemu. Album to w istocie zebrane w całość dwie epki wokalisty wydane oryginalnie na przełomie 2018 i 2019 roku, a domknięte czterema nowymi nagraniami. W zamyśle pierwotny podział musiał być jednak konceptem zastępczym — płyty słucha się doskonale jednym tchem, choć paleta muzycznych barw, którymi Daye maluje Painted jest zaskakująco szeroka. Mantrą krążka są jednak muzyczne wzorce z R&B lat 90., przymglone aranżacyjnie i doprawione cytatami z soulu lat 70. To krążek pełen naprawdę dobrych melodii wyprodukowanych w doskonale wyważony sposób, dzięki czemu i wprawiony słuchacz poczuje się zaintrygowany, i radio będzie w stanie przełknąć te numery bez zastrzeżeń. [więcej]Kurtek

„Love You Too Much”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201923.

There Existed the Addition to Blood

Clipping.

Sub Pop

Na tegorocznym albumie Clipping. lecą po krawędzi i to jeszcze bardziej ostro i boleśnie niż zwykle. Tym razem wzięli na warsztat horrorową stylistykę, inspirując się kinem grozy, od soundtracków Johna Carpentera po sample z niszowego Ganja & Hess. To wszystko składa się na skrzętnie poskładaną i spójną stylistycznie kompozycję, która niemalże ocieka krwią. Zachwycić można się tu wszystkim – brzmieniem, ciekawymi rozwiązaniami produkcyjnymi oraz sadystycznymi, zakrawającymi o horrorcore wersami gospodarza. Przeprawa przez There Existed an Addiction to Blood, choć bywa bolesna, to głównie jest raczej satysfakcjonująca. — Mateusz

„Nothing Is Safe”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201922.

Not Waving, But Drowning

Loyle Carner

AMF

Drugi studyjny album Loyle’a to jeszcze bardziej klimatyczny i personalny materiał niż wydany dwa lata temu, debiutancki Yesterday’s Gone. Not Waving, But Drowning otwiera poruszający list do Jean, matki Carnera, a na albumie raper podejmuje tematy związane ze swoją dziewczyną, bliskimi i przyjaciółmi. Całość, jazzująca, lekka i swobodna, wydaje się wyjątkowo ciepła i kameralna, w szczególności za sprawą niejako luźnej kompozycji. — Klementyna

„Ottolenghi”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201921.

The Lost Boy

YBN Cordae

Atlantic / YBN

Młodzik z kolektywu YBN zaserwował nam w tym roku fantastyczną odtrutkę dla skostniałej formuły staroszkolnego, lirycznego rapu. Kolorowy, charyzmatyczny, mocno osadzony w soulowych korzeniach, ale hołdujący trapowej przewózce i wysmakowanym bangerom artysta znajduje kompromis między tym, co klasyczne a świeżością brzmienia. Rozpływające się, miękkie brzmienia samplowanego hip-hopu podszywa trapową bezpardonowością, zaś dynamiczniejsze fragmenty stara się sprowadzić z powrotem na drogę miejskiej poezji. To jeden z najbardziej angażujących, obiecujących i, przede wszystkim, wspaniale stylowych albumów tego roku. Niby taki zagubiony chłopiec, a drogę wydaje się realizować aż zbyt konsekwentnie. [więcej]Wojtek

„Bad Idea”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201920.

This Is How You Smile

Helado Negro

Universal Music

This Is How You Smile to właściwie album antyrankingowy. Oszczędny w środkach wyrazu, wyciszony, w najszerszym tego słowa znaczeniu — zwyczajnie nieprzebojowy. Z dużą pewnością to jednak najlepszy album w dyskografii Helado Negro i jedna z propozycji wartych choćby sprawdzenia. Wysublimowane kompozycje Roberto Carlosa Lange błądzą gdzieś pomiędzy kameralnym folkiem Devendry Banharta a syntetycznymi głębinami Nosaj Thing, nie zapominając jednocześnie o dziedzictwie João Gilberto. I choćby nawet chciało się złośliwie zakwalifikować This Is How You Smile w poczet nieistotnej muzyki tła, nie sposób odkleić się od tła, w którym przyjdzie nam się pławić. Siła tego albumu tkwi w wartościach pozornie nieatrakcyjnych, spokoju i skromności. Dużo teraz słyszy się apeli o ciszę. Gdyby zechcieć wskazać muzyczną odpowiedź na takowe apele, Helado Negro byłby numerem jeden. I słusznie — uśmiech to przecież cichy przejaw radości. — Maja Danilenko

„Running”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201919.

Charli

Charli XCX

Atlantic

Z Charli miałem taki problem, że dotychczasowa jej twórczość tliła się gdzieś w cieniu jej własnych dokonań songwriterskich. Wydawane od czasu do czasu single, mixtape’y czy gościnki nie pozwalały odkryć jej prawdziwej natury, a były jedynie eksperymentami. W 2019 roku Brytyjce udało się wydać spójny i ciekawy album. Byłem o tyle zaintrygowany materiałem, że mimo wątpliwości postanowiłem wyruszyć za Charli na trzy koncerty z rzędu. Efekt? Kompletna zmiana percepcji. Słuchając jej wykonań na żywo, a także przemyśleń o miłości i relacji z fanami, doszło do mnie jak szczera i przystępna w odbiorze jest marka Charli XCX. Płyta Charli składa się z futurepopowych hitów, które zostały napisane z niesamowitą lekkością pióra. To crème de la crème jej dotychczasowej twórczości. — Kuba Żądło

„Gone”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201918.

The Loop

Shafiq Husayn

Eglo

Shafiq Husayn wraca dziesięć lat po świetnym debiucie z drugim, równie dobrym, a może i nawet lepszym albumem. Na The Loop. artysta daje upust swojej niesamowitej wszechstronności jako producent, idąc w kierunku, który jest naturalną kontynuacją Shafiq En’ A Free Ka. Udało mu się w doskonały sposób przywrócić do życia brzmienie znane chociażby z dokonań The Soulquarians, ale płyta jest tak naprawdę zawieszona nie tylko między D’Angelo czy Commonem z czasów Like Water for ChocolateElectric Circus, ale też twórczością Pharoaha Sandersa czy Sly’a Stone’a, a nad wszystkim unosi się duch J Dilli. Soul, jazz, funk i hip-hop tworzą na tej płycie jedność, pokazując zarazem, jak wiele mają ze sobą wspólnego. Husayn zaprosił do współpracy znakomitych muzyków — Thundercata Kamasi Washingtona, Erykę Badu, Andersona .Paaka czy Bilala. To wielowymiarowy materiał, którego złożoność przejawiaja się także w ciągłym odkrywaniu nowych elementów i zabiegów w trakcie obcowania z poszczególnymi numerami. Doskonałe partie klawiszy i basu, ale też fletu, trąbki czy gitary — to wszystko składa się na kompletne uniwersum dźwiękowe, pochłaniające słuchacza bez reszty. [więcej]Dill

„Between Us 2”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201917.

Legacy! Legacy!

Jamila Woods

Jagjaguwar

Antonim monotonii. Album, którego fundamentem jest obłędnie wyróżniająca się dojrzałość i świadomość artystyczna pod względem jakości tekstów, przy jednoczesnym zachowaniu melodyjności, zróżnicowania estetycznego oraz konsekwentnej koncepcji. Jamila bowiem, staje się narratorem myśli swych idoli, dzięki czemu album może stać się dla słuchacza przeżyciem metafizycznym. Sporo miejsca poświęca postaciom zaangażowanym w walkę z dyskryminacją rasową (Sonia Sanchez, Nikki Giovanni, James Baldwin) oraz muzykom, których ceni, m.in. za wrażliwość (Betty Davis), indywidualizm (Sun Ra) czy nonkonformizm (Miles Davis). Swoją drogą, czy ktoś dotychczas trafniej odgadł i lepiej zaprezentował potencjalne maksymy życiowe Milesa („Turn my back, it make ’em mad, it’s not my business”, „I gave you the cool / I could do it in my sleep” „Never could define me, so fuck it”, „There’ll never be another I’m better than your best”)? Jeśli podczas przyszłych rozmów z Woods którykolwiek z dziennikarzy użyłby pytania dotyczącego osobistych inspiracji artystki, Jamila winna uśmiechnąć się z politowaniem i przerwać wywiad. Legacy! Legacy! nie pozostawia w tej kwestii żadnych niedomówień. — K.Zięba

„Basquiat”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201916.

Zuu

Denzel Curry

PH

Zuu to hołd dla czasów wczesnego trapu, muzyki hyphy czy nawet złotej ery crunku. W duchu nagrywek Three 6 Mafii i wczesnego T.I. Curry próbuje przywołać do życia okres sprzedawania nielegalnych mixtape’ów na chodnikach Florydy, nie porzucając jednak przy tym współczesnej klarowności brzmienia. Miejsce surowej dekonstrukcji świata wewnętrznego i zewnętrznego, które pojawiały się na poprzednim krążku Denzela, zastępuje przewózkowe, nostalgiczne braggadocio, ambitny koncept ustępuje piosenkowym formułom, a chłodne, trapowe produkcje i neo-soul, choć dalej wybrzmiewające w echach intrumentali, wyparte zostały przez brzmienie brudnego południa. To nie tylko rozważny krok ze strony Denzela w kierunku jego rapowych korzeni z oddaniem im należytego szacunku, ale także pierwsza od dawna próba tchnięcia świeżego powietrza z zastałą formułę trapowego hitu. We gon shake that ass for You, Mr Curry! [więcej]Wojtek

„Speedboat”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201915.

U Know What I’m Sayin¿

Danny Brown

Warp

Jedna z najbardziej oryginalnych postaci współczesnego hip-hopu wraca po trzech latach od premiery doskonale przyjętego Atrocity Exhibition. O ile tama płyta była pełna mroku, strachu i niepokoju — Danny walczył wtedy ze swoimi demonami i dał upust tej walce na krążku, teraz raper wszedł na scenę odmieniony. Nie zapomniał jednak o przeszłości. Na nowym krążku stara się by dawne nawyki nie dały o sobie znać, ale we wszystkim czuć sporą dawkę dystansu i poczucia humoru, jak np. w „Dirty Laundry”, w którym w prześmiewczy sposób opisuje seksualne doświadczenia z kobietami. Odnajduje radość życia, co wyraźnie słychać w znakomitym singlu „Best Life”. Można by pewnie pomyśleć, że ten wariat z poprzednich płyt gdzieś zniknął? Nic bardziej mylnego. Mimo ewidentnych zmian, w pewnym sensie to jest dalej ten sam raper, którego słyszeliśmy na Old czy XXX. Muzyka na płycie łączy w sobie eksperymentowanie z klasycznym hip-hopowym myśleniem. Sprawcą całego zamieszania jest, Q-Tip, który został producentem wykonawczym materiału.Nie tylko dostarczył kilka świetnych bitów („Dirty Laundry”, „Best Life” i trochę zwariowane, niesamowicie energetyczne muzycznie „Combat”), ale pokierował gospodarzem tak, że osobowość Danny’ego Browna po transformacji w minionych trzech latach, znalazła artystyczne ujście na U Know What I’m Sayin. [więcej]Dill

„Shine”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201914.

Slavic Spirits

EABS

Astigmatic

Czym jest melancholia? Jakie są jej źródła? Dlaczego zakorzeniona jest w nas, Polakach, naszych obyczajach i w kulturze? Pytania te towarzyszyły zespołowi Electro-Acoustic Beat Sessions przy tworzeniu ich pierwszego, autorskiego materiału — Slavic Spirits. Tym razem zaprezentowali 7 własnych kawałków, prawie połowa to kompozycje wspólne, które powstały często z improwizacji. EABS wraz z Tenderloniousem stworzyli album koncepcyjny, którego należy słuchać w całości, aby móc doświadczyć kolejnych etapów poznawania naszych korzeni. Przybliżają nam ciągle przetwarzane przez nas mity, które obecne są szczególnie w dobie sporów o polskość i podejście do historii. Slavic Spirits to dzieło kompletne, przenoszące nas do czasów pełnych grozy. [więcej]Polazofia

„Przywitanie słońca”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201913.

Guns

Quelle Chris

Mello Music Group

Guns to przede wszystkim album bardzo silnie skonceptualizowany i zajmujący wyraźne polityczne stanowiska. Pod ostrzał (no pun intended) wzięta zostaje kwestia tytułowych spluw — ich obecności w amerykańskim dyskursie, konotacji rasowych i narodowych czy symboliki. Mówiąc o przemocy artysta nakreśla jednak tak szerokie konteksty, że z dekonstrukcji samego zjawiska broni palnej płyta zmienia się w projektowanie obrazu całej społeczno-politycznej atmosfery współczesnej Ameryki. Chris na tę okazję porzuca swoją typową postawę wycofanego stand-upera z absurdalnymi żartami i melorecytowanym flow, zastępując niezręczne punchline’y gorzką, kąśliwą ironią i czarnym humorem. Raper wreszcie dokładnie wie, o co mu chodzi i w jakim kierunku zmierza. Podejmując zaangażowaną politycznie tematykę, nie popada w banał, a jego spojrzenie na rzeczywistość intryguje i prowokuje do przemyśleń. [więcej]Wojtek

„Straight Shot”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201912.

Eve

Rapsody

Jamia / Rock Nation

Rapsody bez dwóch zdań od lat okupuje podium wśród świadomych raperek. Powodów u temu jest wiele, a Eve wydaje się tylko to potwierdzać. Tu, do świetnego warsztatu i doskonałego tekściarstwa, dochodzi jeszcze intrygujący koncept, który oddaje sprawiedliwość nie tylko czarnym artystkom i bojowniczkom o prawa człowieka, lecz czarnym kobietom w ogóle. Poziom skomplikowania i bezkompromisowe podejście Rapsody potrafią odrobinę zniechęcić do kolejnych odsłuchów, ale każdy, kto poszukuje w muzyce wyzwania, znajdzie tu prawdziwy diament. [więcej]Adrian

„Ibtihaj”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201911.

Cuz I Love You

Lizzo

Nice Life / Atlantic

Charyzma i temperament Melissy Vivianne Jefferson panoszyły się na scenie już od początku roku, kiedy to pojawił się kolejny hymn na cześć dobrego sampoczucia w jej wykonaniu. „Juice” epatował taką ilością swagu, że Królowa Funku Chaka Khan mogłaby ugryźć się w język z wrażenia. Na Cuz I Love You wokalistka nie bawi się z słuchaczem w kotka i myszkę, inaugurując swój debiut w dużej wytwórni nieznoszącym sprzeciwu przytupem członkini orkiestry marszowej. Pop-trapowe mariaże obudzą tych najmniej obudzonych, dostarczając przy okazji feministycznych i queerowych treści, nadal tak potrzebnych w mainstreamowej narracji. Lizzo sięgnęła na albumie nie tylko do post-disco, ale i do skarbca Prince’a, Missy Elliott, a nawet liryzmu w rhythm-and-bluesowej pelerynce. W całym tym zróżnicowanym anturażu Cuz I Love You dostarcza unikatowy i cenny produkt — autentyczny impuls do afirmowania tego, co się czuje. Drugiej takiej nie znajdziecie. [więcej]Maja Danilenko

„Exactly How I Feel”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201910.

Jimmy Lee

Raphael Saadiq

Columbia / Sony

Jimmy Lee to w zasadzie epitafium, album zadedykowany i napisany z perspektywy zmarłego brata muzyka, który przegrał życie z uzależnieniem narkotykowym. To najbardziej osobisty tekstowo krążek Saadiqa, który przez lata uciekał od mieszania swojego życia prywatnego z muzyką, aż w końcu znalazł się w punkcie, gdy potrzebował tego, by móc oddzielić przeszłość grubą kreską. Szczególna perspektywa Saadiqa znalazła odzwierciedlenie także w oprawie muzycznej, która eksploruje wachlarz tych samych brzmień, które nadawały pęd trwającej już przeszło trzy dekady karierze artysty. Jimmy Lee został skrojony jako specyficzne song cycle, progresywne, śmiało mieszające gatunki, dosłownie łamiące jeden drugim dzięki nagłym przejściom między utworami. Choć konstrukcja krążka może z początku wydawać się chaotyczna, w rzeczywistości kolejne utwory dopasowano do siebie rozmyślnie, a specyficzny przebieg albumu staje się przy kolejnych odsłuchach jego wyróżnikiem, a w końcu nawet atutem. Pomimo drobnych mankamentów Jimmy Lee to znakomita płyta — zarówno koncepcyjnie, kompozycyjnie, jak i producencko. [więcej]Kurtek

„Rikers Island”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20199.

Audioportret

Miętha

Asfalt

Duet Miętha podbił serca wszystkich fanów hip-hopu w naszym kraju, a wydał przy tym jedną z najlepiej wyprodukowanych polskich płyt 2019 roku. Dojrzałe teksty zaledwie 21-letniego Skipa, którego barwa głosu brzmi niczym ozłocone połączenie Pezeta z PlanBe, są czynnikiem wyróżniającym twórczość duetu na tle pozostałych rodzimych artystów. Ciepłe, sączące się brzmienie nie zostało przedobrzone.
Wręcz przeciwnie — pozwala się tu słuchaczowi na chwilę relaksu, zapomnienia czy refleksji — i takiej rozrywki potrzebujemy w 2019 roku! — Kuba Żądło

„Kapcie”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20198.

Kiwanuka

Michael Kiwanuka

Polydor

Okrzyknięty jednym z największych soulowych odkryć ostatnich lat Michael Kiwanuka powraca z trzecim już studyjnym albumem w swojej karierze. Mniej progresywnie, za to znacznie swobodniej płynie po gitarowych riffach, kreując bezbrzeżny utwór pełen inspiracji uduchowionym brzmieniem Isaaca Hayesa czy Gilla Scotta-Herona. Całość utrzymana jest w nostalgicznym, a jednak elektryzującym klimacie, w który co rusz wkradają się tąpnięcia psychodelii i odważne aranżacje. Kolejny przepiękny album w dorobku brytyjskiego muzyka, na zimowe wieczory jak ulał. [więcej]Adrian

„You Ain’t the Problem”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20197.

All My Heroes Are Cornballs

Jpegmafia

EQT Recordings

Jpegmafia, znany także jako Peggy, to potężne muzyczne indywiduum. W momencie, w którym świat zaczął się powoli godzić z faktem, że eksperymentalny rap nie będzie w stanie przekraczać granic gatunku w nieskończoność, a apogeum ekstremy wydawały się dokonania Death Grips, pojawia się nagle ekscentryk przesiąknięty internetową kulturą (choć bardziej deep webem niż Redditem), który postanowił znaleźć swoją brzmieniową niszę osadzając industrialne, eksplozywne brzmienie w kontekście melodyjnych kawałków brzmiących jak mocno przegnite R&B. Krążek to majstersztyk muzycznej erudycji. Widać, że raper orientuje się w szybko zmieniającej się kulturze i trendach produkcyjnych, ale filtruje je wszystkie przez własną estetykę. Chociaż element zaskoczenia, który był obecny przy pierwszych przesłuchaniach poprzednich albumów Jpegmafii tutaj nie jest aż tak duży, w ramach zachwycającej formy udało się po raz pierwszy przemycić tu aż tak dużo treści i piosenkowej materii. [więcej]Wojtek

„Free the Frail”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20196.

Bandana

Freddie Gibbs & Madlib

ESGN / Keep Cool / Madlib Invazion / RCA

Wydana w połowie dekady Piñata w ekspresowym tempie dołączyła do grona klasyków współczesnego hip-hopu, przeciwstawiając panującym trendom nieco bardziej ortodoksyjne spojrzenie na hip-hop w niesamowicie filmowej i gangsterskiej oprawie. Bandana podąża tym tropem, jednak nie tu mowy o odtwórczości. Freddie Gibbs i Madlib po raz kolejny weszli na nowy poziom, jeszcze bardziej rozwijając panującą między nimi chemię, a efektem jest soczysty, pełen wspaniałych sampli i ocierający się o perfekcję dojrzały, rapowy album. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fana gatunku. [więcej]Adrian

„Fake Names”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20195.

Nothing Great About Britain

Slowthai

Method

W dobie wszechobecnego hiperkonsumpcjonizmu stanowiącego już niemal nieodłączny element rapowego etosu, gdy nawet grime’owe tuzy takie jak Skepta czy Stormzy coraz częściej romansują z amerykańskimi standardami gatunkowymi, taki na wskroś plebejski, pyskaty MC, z którego każdego gestu bije brytyjskość i wyspiarska wrażliwość, stanowi wyjątkowo mocny głos. Tym, co jednak decyduje o przerażającej skuteczności Slowthaia jest jego znajomość kontekstów społecznych i wybitna obywatelska świadomość. Przy całej wyrazistości politycznej postaci młodego artysty, nie można pominąć tego, co o sile Nothing Great About Britain stanowi najmocniej, czyli warstwy muzycznej. Inspiracji możemy szukać właściwie na całej przestrzeni ostatnich dwudziestu lat wyspiarskiego grania. Grime, który w takim wypadku wydawałby się oczywistym szkieletem, tu jedynie majaczy w tle, ustępując miejsca wpływom takich artystów jak The Streets czy najntisowej elektronice. Uwielbienie do smyczkowych wykończeń odwołuje nas nieco do trip-hopowej narracji, zaś post-punkowa ekspresja skandowanej pogardy przywołuje w pamięci wczesne dokonania Sleaford Mods czy bardziej współczesne artyście płyty Idles. [więcej]Wojtek

„Drug Dealer”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20194.

Grey Area

Little Simz

Age 101

Little Simz na swoim trzecim albumie imponuje niekwestionowaną pewnością siebie; jest Picassem z długopisem, w swoich złych dniach — Jay’em-Z, a w najgorszych — Szekspirem. She’s a boss in a fucking dress. W szczery sposób konfrontuje się ona z uczuciami, jakie towarzyszą kryzysowi wieku młodego, i z którymi w pewnej chwili mierzy się dziś prawie każdy młody człowiek. Jej autentyzm przejawia się w ironii, nieskrępowanej pewności siebie, samoświadomości i dystansie. Grey Area to album koncepcyjny i wyważony. Powiedziałoby się wręcz, że skrojony na miarę klasyków. Słuchajcie, co mówi. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów brytyjskiej sceny. [więcej]Klementyna

„Offence”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20193.

Magdalene

FKA twigs

Young Turks

FKA twigs długo kazała nam czekać na swój drugi longplay. Magdalene musiała się jednak udać. Za jej produkcję odpowiada w końcu zespół złożony z Nicolasa Jaara, Skrilexxa, Cashmere Cata, Benny’ego Blanca i Jacka Antonoffa oraz Oneothrix Point Never, co przekłada się na brzmieniową mozaikę. Postać świętej stała się dla wokalistki inspiracją dla rozmyślań nad miłosnym życiem oprawionym w muzyczne ramy. Drugi album artystki to afirmacja kobiecej twórczości i siły przełożona na słowa i melodie. Świadoma dokonań starszych koleżanek – od Kate Bush po Aaliyah – FKA twigs podzieliła się własną historią. Muzyczne dzieło jest tu traktowane jako ludzki organ i lustro dla udręk ciała i duszy. Zdecydowanie warto było czekać na nową muzykę FKA twigs. [więcej]ibinks

„Home With You”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20192.

When I Get Home

Solange

Columbia

Na When I Get Home Solange obrała sobie za cel wyrażenie uczuć i emocji przy pomocy dźwięku. Formalnie to krążek z natury post-minimalistyczny, na ile tylko soul, czy raczej inkrustowany trapem artystyczny mariaż nowego soulu i R&B, może być post-minimalistyczny. Treść z kolei powinna być tu rozumiana bardziej jako materia dźwiękowo-werbalna. Wszystko to pieczołowicie, i bezkompromisowo wyprodukowane na skraju thundercatowskiej progresywnej wizji neo-soulu i inspiracji brzmieniem klasycznego rapu Brudnego Południa lat 90. Nie bez znaczenia dla modułowego uszeregowania materii i produkcyjnej precyzji osiąganej tu na odrębnych zasadach w każdej kolejnej części jest zaplecze kreatywne Solange. To artystyczna kolaboracja w najpełniejszym tego słowa znaczeniu — z kontrolą w rękach piosenkarki, która z pomocą swojej doborowej świty realizuje swój własny artystyczny projekt — sentymentalną podróż do matecznika — rodzinnego Houston lat 90. Nie jest to jednak ani faktyczna podróż, ani dosłowna retrospekcja — brzmienie i emocje When I Get Home to efekt podróży, która już się dokonała, i retrospekcji, która w swojej pierwotnej formie musiała już mieć miejsce. I choć kolejne refleksje dają się czytać na rozmaite sposoby, w czystym ujęciu nowy album Solange jawi się przede wszystkim jako osobista przeprawa piosenkarki — szczera i melancholijna, ale też abstrakcyjna i różnorodna jak materia, z której się wywodzi. [więcej]Kurtek

„Down With the Clique”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20191.

Igor

Tyler, the Creator

Columbia

Igor nie jest albumem hip-hopowym – Tyler, the Creator na swoim piątym długogrającym materiale w autorski sposób zatarł granicę między rapem a podszytym syntezatorami neo-soulem, czerpiąc przy tym garściami ze spuścizny lat 70. i 80. Dzisiaj nareszcie też bez żadnych wyjaśnień może być sobą. Uwikłany w sprzeczne uczucia względem drugiego mężczyzny, od których finalnie się uwolnił, skomponował bezprecedensowy breakup album. To, co jednak jest największą wartością Igora, to uczucia, o których mówi w bezpośredni i zwyczajnie ładny sposób. Emocje przenikają się tu tak płynnie, jak kompozycje, w których warstwy wyjątkowo zręcznie Tyler wkomponowuje szereg poszczególnych artystów. [więcej]Klementyna

„Gone, Gone / Thank You”


Wszystkie wyróżnione przez nas albumy wraz z nieopisanym powyżej suplementem znajdziecie na plejliście poniżej: