ranking

50 najlepszych albumów 2018

Nie będziemy zastanawiać się nad tym, czy w czasach wszechobecnego streamingu da się jeszcze uratować tradycyjną sprzedaż albumów muzycznych. Nie będziemy przejmować się tym, czy i dlaczego płyty są za długie lub za krótkie. Rozważania nad tym, czy w czasach wszechobecnego rozkojarzenia i niewyobrażalnego natłoku informacji epka wyprze ostatecznie longplay jako naczelny format wydawniczy, zostawimy specjalistom. Skupimy się, jak co roku, na muzyce. Poniżej znajdziecie listę z naszą selekcją najciekawszych albumów 2018.


Soulbowl50.

Soil

Serpentwithfeet

Secretly Canadian

Karierę Serpentwithfeet śledzimy uważniej od czasu nieco rozwodnionej, ale intrygującej epki Blisters z 2016 roku. Serpentwithfeet uderza w tę samą soulową niszą, którą w minionych latach zagospodarowali już Moses Sumney czy Benjamin Clementine, ale wpisywanie jego autorskiej wizji muzyki w tamte paradygmaty nie odda mu sprawiedliwości. Artysta wprawnie łączy inspiracje gospel i połamanym UK bassem z pieczołowitymi kameralnymi aranżami i queerowym popem. Słychać tu echa twórców tak odległych jak Terence Trent D’Arby, Nina Simone czy Björk, ale to nie one stanowią kanwę Soil. Ta oparta jest na niezwykłej wrażliwości i niespotykanej szczerości obnażonego przed słuchaczem artysty szukającego swojej tożsamości we własnych życiowych doświadczeniach zaklętych w kolejne piosenki na krążku. Co istotne, pomimo różnorodności inspiracji i rozwiązań formalnych oraz wymagającej skupienia tematyki, dzięki wpisanej w kolejne utwory pierwotnej rytmice oraz wokalnej i emocjonalnej otwartości Serpenta, to krążek, który chłonie się z przyjemnością od pierwszej do ostatniej minuty. — Kurtek

„Bless Ur Heart”


Soulbowl49.

No Rain, No Flowers

Sabrina Claudio

S.C.

Po pewnych perturbacjach Sabrina potrafiła przekuć negatywne doświadczenia na świetny album. No Rain, No Flowers stanowi swego rodzaju komunikat dla otoczenia, który głosi, że bez negatywnych doświadczeń nie jesteśmy w stanie się rozwijać. Jeśli zaś chodzi o warstwę muzyczną, Claudio ponownie zaprosiła do współpracy Sad Money, z którym łączy ją niezwykła chemia twórcza. Efektem tego jest krążek wypełniony bedroomowym klimatem, ale niepozbawiony dozy melancholii i neo-soulu nawiązań, w której to mieszance kropkę nad i stawia zmysłowy falset Sabriny. [Więcej] — Pat

„Numb”


Soulbowl48.

Good Thing

Leon Bridges

Columbia

Na drugiej płycie Good Thing Leon Bridges nie dał się zapędzić w kozi róg. Trzy lata po szeroko dyskutowanym Coming Home wskrzeszającym ducha klasycznych nagrań Sama Cooke’a i Otisa Reddinga Bridges wie doskonale, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Dobór najnowszego repertuaru nie jest już kwestią młodzieńczej fascynacji, ale artystycznych poszukiwań i wrażliwości, której piosenkarzowi nie można było odmówić od samego początku kariery. Bridges trzyma zdrowy dystans od klasycznego Motown, jednocześnie nie negując swoich retrosoulowych początków. Od inspiracji tradycyjnym rhythm & bluesem, przez smooth soul z filadelfijskim rodowodem („Bet Ain’t Worth the Hand”), połamany, ale ochrzczony funkiem nu jazz („Lions”) płynnie przechodzi do tanecznego „Bad Bad News” łączącego twórczo pełnokrwisty jazzowy sznyt i okołohouse’owy bit. To bez wątpienia rezultat naturalnej ewolucji brzmienia — nie klątwa drugiej płyty, ale przystanek pośredni między artystą imitującym a artystą dojrzałym. [Więcej] — Kurtek

„Bet Ain’t Worth the Hand”


Soulbowl47.

Albo Inaczej 2

Alkopoligamia

Po raz drugi Alkopoligamia zastosowała swój nowatorski pomysł łączenia różnych muzycznych biegunów, biorąc na warsztat polskie rap-klasyki. Tym razem jednak wręczyli je do wykonania młodym popularnym wokalistom. Za muzykę po raz kolejny odpowiedzialny był maestro Mariusz Obijalski, a wokaliści (m.in. Natalia Nykiel, Daria Zawiałow, Justyna Święs, Mrozu czy Krzysztof Zalewski) wzięli na tapet teksty Sokoła, Pezeta, Fisza czy Paktofoniki. Eksperyment spłacił się z nawiązką. Z „Nie mamy skrzydeł” Piotr Zioła wydobył popową melodyjność, „Mogę wszystko” w jazzująco-funkującej interpretacji Natalii Nykiel przeistoczyło się w pierwszorzędny feel-good-anthem, a „Czerwona sukienka” zyskała drugie dno przez nostalgiczną interpretację Justyny Święs. Na szczególne brawa zasługuje Ralph Kaminski i jego prosta, lecz naszpikowana ogromem emocji wersja „Chodź ze mną”. Twórcy Albo Inaczej 2 ponownie udowodnili, że wystarczy świetny pomysł i grono utalentowanych ludzi, byśmy mogli na nowo zakochać się w znanych przecież od lat utworach. — Pat

„Gdyby miało nie być jutra”


Soulbowl46.

Black Panther the Album Music From and Inspired By

Aftermath

Uniwersum Marvela i Uniwersum Kendricka Lamara. Dwie potęgi, które przez ostatnią dekadę zawładnęły przemysłami (odpowiednio) filmowym i fonograficznym. Kendrick Lamar to perfekcjonista jakich mało, którego głównym polem dla artystycznych popisówi wciąż pozostają solowe wydawnictwa. Tutaj skupia się jednak na roli gospodarza projektu i wychodzi mu to nieźle, choćby poprzez spajanie albumu prostymi, wszechobecnymi hookami. Oprócz K-Dota sporą cegiełkę do powstania albumu dołożył jego wierny producent Sounwave. Z małą pomocą kilku dobrze brzmiących nazwisk, beatmaker wykreował brzmienie, którym z pewnością tętniłoby znane z filmu fikcyjne państwo Wakanda. Słychać styl znany zarówno ze starych jak i nowych płyt Kendricka, wzbogacony o ornamenty nawiązujące do world music — rzecz jasna z akcentem na Czarny Ląd. Dwa lata temu Kendrick Lamar pokazał, że nawet kompilacja odrzutów z ostatniego albumu może być czymś ponadprzeciętnym. Nie inaczej jest z Black Panther: The Album. [Więcej] — Chojny

„Paramedic!”


Soulbowl45.

Overload

Georgia Anne Muldrow

Brainfeeder

Jeśli kiedykolwiek miało się do czynienia z wizją soulu Georgii Anne Muldrow, jej nowa albumowa odsłona, prawowity powrót na scenę po trzyletniej przerwie, nie powinna stanowić niespodzianki — artystka nadal nagrywa uduchowiony neo-soul, który z eksperymentalnym zacięciem łączy harmonię z chaosem i hip-hop z jazzem. Overload to jej najbardziej przestrzenna płyta w karierze. Plemienna rytmika i uduchowione wokale Muldrow wreszcie zyskały godną jej afrofuturytycznych inspiracji oprawę — choćby w mechanicznym, metalicznie brzmiącym bangerze „Play It Up”, który mocny hiphopowy bit zestawia z natchnioną neo-soulową wokalizą. W singlowym „Overload” z kolei zręcznie stapia w jedno sprawdzony neo-soul z trapową rytmiką, sprawiając, że po raz kolejny oczywiste staje się intrygujące. Choć produkcją większości utworów na krążku zajęła się sama Muldrow, słychać rękę szkoły Flying Lotusa w procesie nadania pełnej stylistycznych rozbieżności grupie utworów charakteru doświadczenia zamkniętego i koherentnego albumu długogrającego. [Więcej] — Kurtek

„Play It Up”


Soulbowl44.

An Angel Fell

Idris Ackamoor ☥ The Pyramids

!K7 Music

Fantastyczna trupa jazzowych podróżników pod wodzą charyzmatycznego saksofonisty Idrisa Ackamoora wróciła w tym roku z nową płytą, następcą przełomowego dla muzyków We Be All Africans sprzed dwóch lat. To udana kontynuacja stylistyki zaczerpniętej przez Ackamoora i spółkę z amerykańskiego spiritual jazzu i afrykańskiego folku. Sam muzyk mówi zresztą, że u podstaw nowej płyty stoją właśnie folklor, fantazja i dramaturgia, które mają służyć nie samym sobie, nie jedynie celom artystycznym, ale także, a może przede wszystkim dotarciu do świata z trudną wiadomością — o katastrofalnych skutkach globalnego ocieplenia i ekologicznej obojętności, za którą prędzej czy później zapłacimy wszyscy. Krążek wyprodukowany przez Malcolma Catto z The Heliocentrics wyciąga muzykę Ackamoora i spółki z plemiennego afrobeatu w rejony bliższe szeroko pojętej folkowej duchowości — tak jest w inspirowanym Sun Rą dubowym „The Land of Ra”, w orientalnym „Papyrus” czy w na wpół psychodelicznej, a na wpół awangardowej wariacji na klasycznej exotice w „Message to My People”. An Angel Fell to zrównoważony, bujający krążek ujmujący doskonałą synergią i magnetyzujący nienachalnym groove’m. — Kurtek

„Sunset”


Soulbowl43.

The Window

Cécile McLorin Salvant

Mack Avenue

Ostatnio trochę narzekaliśmy, że najnowszy album od Cécile McLorin Salvant po raz kolejny składa się ze zbioru cudzych kompozycji. Tymczasem „The Window” to świetne wydawnictwo, z którym warto zapoznać się bliżej. Nie bez przyczyny Cécile jest nazywana nadzieją wokalnego jazzu. Piąty krążek Amerykanki stanowi intymną, ale też pełną dojrzałości i charyzmy rozmowę wokalistki z pianistą. Niesamowicie brzmi minorowy ton, który artystka potrafi wydobyć z nawet najbardziej radosnego standardu. Sprawdźcie sobie, co wyczynia się tu z musicalowymi tematami jak „Where Thine That Special Face” czy ograne „Somewhere” z West Side Story. Pod względem nastroju to zdecydowanie jesienna płyta, ale artystka zapewnia, że starała się uchwycić pełnię dynamizmu towarzyszącego miłosnym cyrkulacjom. Ten plan wykonała w tysiącu procentach. W dobie wzmożonej kompresji takie kameralne, ale treściwe albumy to czysta przyjemność. — Maja Danilenko

„One Step Ahead”


Soulbowl42.

Die Lit

Playboi Carti

AWGE

Z całym szacunkiem do Young Thuga, Future’a czy nawet Kendricka, ale to Playboi Carti jest prawdopodobnie najbardziej rzucającym się w oczy uosobieniem hiphopowego zeitgeistu. Nikt tak jak on nie przewartościował czynników składających się na konstrukcję rapowych utworów, nikt wcześniej aż tak nie burzył granicy między zwrotką a refrenem, między wersem a ad-libem. I choć Die Lit to w zasadzie powtórka z rozrywki z zeszłorocznego debiutanckiego mikstejpu Cartiego, w przypadku tak innowatorskiego gracza jak Carti roczna stagnacja to wciąż podtrzymanie czołowej pozycji w peletonie trapowej awangardy. To fascynujące gospodarowanie prostego jak konstrukcja cepa podkładu w duecie z Travi$em Scottem. To dekonstrukcja piosenki o miłości w konwencji rap/R&B w utworze z Brysonem Tillerem. To abstrakcyjnie melodyjne „Mileage” z anty-szowinistycznym refrenem. Całość albumu tworzy spójną i logiczną sesję z zahaczającym o psychodelię post-rapem [Więcej] — Chojny

„Lean 4 Real”


Soulbowl41.

K.T.S.E.

Teyana Taylor

Getting Out Our Dreams

Drugi album Teyany Taylor opublikowany w okolicznościach obezwładniającego zamieszania na zakończenie tegorocznego miesiąca GOOD Fridays po szeroko dyskutowanych wydawnictwach ze stajni Kanyego Westa przemknął jakby niezauważony. Czy może inaczej — Taylor dotarła nim przede wszystkim do słuchaczy rapu, którzy nie do końca wiedzieli, co z tą dość konwencjonalną, ale przepięknie skrojoną przez Westa i spółkę ścisłą hybrydą R&B i neo-soulu zrobić. W chaosie i pośpiechu uciekającego hajpu nie do końca wiedzieli to też chyba sami twórcy. Z jednej strony stworzyli dla Taylor pierwszy naprawdę solidny anturaż produkcyjno-kompozycyjny, gdzie jej sensualne wokale przepięknie łączą się z wyważonymi bitami opartymi w dużej mierze na typowych dla Westa klasycznych samplach. Z drugiej zaś — zmarnowano jednocześnie prawdziwy potencjał tej kolaboracji — K.T.S.E. jest raczej pozbawionym konsekwencji szkicem niż skończoną płytą. I choć to Taylor, nie produkcja Westa, pozostaje tu na pierwszym planie, trudno nie odnieść wrażenia, że potraktowano tu piosenkarkę instrumentalnie, niepotrzebnie seksualizując jej imidż i teksty. Pomimo tego „Gonna Love Me”, „Issues/Hold On” i „Rose in Harlem” to pierwszorzędne R&B dla koneserów, czołówka tegorocznych list gatunkowych i najlepsze, co dotychczas Taylor nagrała w ogóle. — Kurtek

„Issues/Hold On”


Soulbowl40.

Origami Harvest

Ambrose Akinmusire

Blue Note

Ambrose Akinmusire odważnie przeciwstawia się dominującej we współczesnej krytyce muzycznej idei dopisywania politycznego kontekstu do abstrakcyjnej w formie muzyki. Jest w tym, owszem, coś niefrasobliwie dosłownego, bo na Origami Harvest Akinmusire w roli narratora obsadził rapowego outsidera Kool A.D., który we właściwy sobie sposób, gdzieś między prostym snuciem opowieści a koncepcyjnie porwanym, poetycznym free rapem, dzieli się prowadzi słuchacza przez kolejne jazzowe meandry nowej płyty utalentowanego trębacza. Jest jednocześnie głosem z offu i głosem z wnętrza, narratorem i bohaterem, jest obecny, ale iluzorycznie, mówi, ale niedopowiedzeniami. Sam Akinmusire także zawraca ze ścieżki klasycznego amerykańskiego post-bopu ku bardziej europejskiej muzyce kameralnej, w czym pomagają mu muzycy z Mivos Quartet. To, w połączeniu z wykonawczą i kompozycyjną wirtuozerią, politycznym przesłaniem, niecodzienną wrażliwością i nieoczywistą rapową narracją, kreśli kompetentny jazzowy portret współczesnej Ameryki. — Kurtek

„A Blooming Bloodfruit in a Hoodie”


Soulbowl39.

Piano & a Microphone 1983

Prince

NPG

Jeśli planowaliście zignorować Piano and a Microphone 1983, bo uważacie je za przejaw pośmiertnej monetyzacji dorobku artysty, albo, co gorsza za zestaw drugorzędnych dem i odrzutów sprzed 35 lat, które niczego do katalogu Prince’a nie dodadzą, lojalnie ostrzegamy — możecie być w poważnym błędzie. Ten archiwalny zbiór zaledwie 9 prinsowskich interpretacji zarówno własnych utworów, jak i standardów (w tym też coveru Joni Mitchell) to najbardziej autentyczna odsłona Księcia od wielu lat, a być może nawet w ogóle. Zwłaszcza w ostatnich 20 latach piosenki Prince’a bardzo często cierpiały przeprodukowanie, często też krążyły dookoła tematu, unikając meritum. Na Piano and a Microphone 1983 Książę jest zupełnie nagi — jest tylko on, jego głos i fortepian. Możliwie najbardziej intymna sesja nagraniowa z jednym z największych talentów muzyki popularnej. — Kurtek

„Mary Don’t You Weep”


Soulbowl38.

Beerbongs & Bentleys

Post Malone

Republic

Na drugim albumie Post Malone potwierdza tezę, że potrafi tworzyć trendy, za którymi cały świat będzie podążać z ekscytacją. Choć na krążku znalazło się o kilka pozycji za dużo, to jednak jego większość stanowią stworzone z premedytacją hity. Post, którego sukces swoje początki miał na Soundcloudzie, doskonale zdaje sobie sprawę z chwytów, jakie należy stosować, aby zarażać swoją muzyką masy. Tak oto na Beerbongs & Bentleys nie brakuje chwytliwych melodii i refrenów, które nie chcą wyjść z głowy, a produkcja ma swoje świetne momenty i perfekcyjne muśnięcia, jak np. zagrane na melotronie intro do „Rich & Sad”. Malone sam o sobie mówi, że nie jest raperem, ale nie da się ukryć inspiracji czy mechanizmów hip-hopowych i korzystania z będącego wciąż na fali trapu. Dodając domieszkę popu, Amerykanin stworzył sobie przepis idealny, aby stać się jednym z najpopularniejszych nowych raperów. — Kuba Żądło

„92 Explorer”


Soulbowl37.

No One Ever Really Dies

N.E.R.D

N.E.R.D

Ze względu na późną datę premiery ostatniego krążka N.E.R.D zabrakło w zeszłorocznym podsumowaniu, aby jednak oddać mu należną sprawiedliwość, uwzględniliśmy go w tym roku. No One Ever Really Dies to bez wątpienia najbardziej zaangażowana i najambitniejsza płyta w dorobku Pharrella, Shaya i Chada. W charakterystycznym dla nich miszmaszu dźwięków, istnej fuzji rapu, funku, soulu i elektroniki udało im się przemycić ważne i często społecznie niewygodne treści. Problemy imigracji, morderstw na ulicach, brutalności policji, kwestii rasowych — cały ten wachlarz tematyczny jest podany na przebojowo zaaranżowanych syntezatorach, basach i gitarach. Znakomicie dobrani współpracownicy, w tym rapująca Rihanna, Kendrick Lamar, Future czy M.I.A., stanowią dodatkowy atut wydawnictwa i idealnie wpasowują się w jego ramy stylistyczne. [Więcej] — Pat

„1000”


Soulbowl36.

Ella Mai

Ella Mai

10 Summers

Debiut Mai jest silnie inspirowany i zapewne dedykowany R&B lat 90., gdy na scenie królowały Janet Jackson i TLC. Artystka wzięła duży zamach i nie przeliczyła się. Trafiła całkiem przyzwoicie w piłkę i zdobyła co najmniej 2. bazę. To historia jak z filmu, która pokazuje, że jeśli ma się talent, warto cierpliwie czekać na swoją szansę. Niektóre z aranżacji na Ella Mai brzmią na nieco zautomatyzowane, ale piosenkarka radzi sobie z tym doskonale, tchnąc w nie dodatkową porcję życia przez swój znakomity warsztat wokalny. W przypadku Brytyjki szansa ta przyszła znienacka, w postaci jednego z najgorętszych nazwisk na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Współpraca z Mustardem przyniosła jej bardzo dobry debiut, a także zapewniła jej pierwszy od 26 lat numer jeden na amerykańskiej liście piosenek R&B osiągnięty przez artystę z Wysp Brytyjskich. I wszystko to uzasadnione. [Więcej] — Kuba Żądło

„Trip”


Soulbowl35.

Geography

Tom Misch

Beyond the Groove

Geography Toma Mischa to z pewnością jedno z najprzyjemniejszych wydawnictw tego roku. Określanie muzyki jako „przyjemna” bywa niebezpieczne i nasuwa skojarzenia braku wyrazistości. W przypadku tego krążka, właśnie ten „brak pazura” w brzmieniu jest jego największym atutem. Jazzujący electro-swing Mischa sprawia, że Geography słucha się z uśmiechem na twarzy, a na myśl przychodzą nam wspomnienia najcieplejszych dni minionego lata. Pogodne brzmienie dopełnia kojący głos Mischa, który nie rezygnuje ze współpracy z innymi artystami, ale tym razem wyraźniej stawia na siebie. Londyńczyk tym samym udowodnił, że nie jest jedynie beatmakerem, a multiinstrumentalistą z krwi i kości. Krążek urozmaicają świetni goście, w przeważającej ilości raperzy, a wśród nich GoldLink czy De La Soul. — Polazofia

„Lost in Paris”


Soulbowl34.

FM!

Vince Staples

Def Jam

Po chłodno przyjętym Big Fish Theory Vince postanowił spuścić z tonu i dać sobie przestrzeń na niewymuszoną kreatywność i swobodę. I tak nagle dostaliśmy niespodziankę w postaci FM! – kolejnego w tym roku krótkiego albumu, który udowadnia, że mniej znaczy więcej. To zaledwie 11 numerów w stylu brzmienia z Bay Area, które przedstawiono w formie fragmentu audycji radiowej. Efekt brzmi rewelacyjnie — Vince rapuje lepiej niż kiedykolwiek, podkłady Kenny’ego Beatza bujają wszystkim wokół, a smaczki pokroju zwiastuna nowego Earla Sweatshirta czy występu E-40 sprawiają, że na twarz słuchacza raz za razem wstępuje szeroki uśmiech. Odsłuch FM! trwa zaledwie chwilę, ale w jej trakcie otrzymujemy całe mnóstwo brzmień, które przywodzą na myśl stare dobre czasy i Summertime’ 06. — Adrian Felis

„Fun!”


Soulbowl33.

Caution

Mariah Carey

Epic

Mariah Carey zastosowała dość sprytny zabieg i wydała płytę tuż przed momentem, w którym jej świąteczna muzyka atakuje nas zewsząd. Mimo to Caution daleko do tytułowej ostrożności. Album ma gdzieś z tyłu głowy hipsterskie alt R&B, ale pierwszeństwo daje bombastycznym trapom. Wciąż jest to jednak monument na skalę Marii Carey i przyjemności z odsłuchu nie są w stanie zepsuć ani wygładzona pomnikowość, ani kompresja. Ta przyjemność zaczyna się już od „GTFO”, płynąc przez lekkie funkujące „A No No”, najntisowe „The Distance”, psychodeliczne „Giving Me Life” (z udziałem Blood Orange) do końcowego, jedynego tak pompatycznego na krążku, „Portrait”. To raczej oczywiste, że Caution nie zmieni oblicza muzyki popularnej. Ale trzeba oddać Marii sprawiedliwość i przyznać, że lekcję ze współczesności odrobiła celująco. [Więcej] — Maja Danilenko

„GTFO”


Soulbowl32.

Sweetener

Ariana Grande

Republic

Zupełnie przypadkowo doprowadziliśmy w redakcji do wymownej sytuacji, w której uczennica przerosła mistrzynię. Wprawdzie minimalnie, i bądź co bądź dosłownie; gdyby faktycznie chcieć porównywać Arianę Grandę z panią z oczka niżej, prawdopodobnie znajdziemy tyle samo podobieństw, co różnic. Jedną z nich jest obecność Pharrella Williamsa. To głównie on sprawił, że Sweetener wyróżnia się, a nawet broni jako całość. Połowa The Neptunes wprowadza się tu ze swoją sztandarową stylistyką: łamie melodie, rozrzuca na prawo i lewo surowymi, perkusyjnymi samplami różnej proweniencji, spinając to wszystko znajomą hip-hop soulową klamrą. Prócz Pharrella Ariana ma też rzeszę producentów, którzy z kolei czynią ten album trochę zbyt przekombinowanym. Jeżeli jednak trap ma monopolizować rynek komercyjny, to chciałabym, żeby orbitował wokół takiego drobiazgowego i wstrząśniętego, ale zmieszanego kierunku jak na Sweetenerze. — Maja Danilenko

„Sweetener”


Soulbowl31.

Taboo

Denzel Curry

Loma Vista

Najnowsze dzieło Denzela Curry’ego to płyta aż do kości introspektywna, mroczna, czasem wręcz wprowadzająca uczucie pewnego dyskomfortu, a jednocześnie fascynująca, gdyż daje nam możliwość odbycia podróży w głąb psyche tego młodego i bardzo wrażliwego artysty. Kluczową rolę odgrywa tu koncept, a raczej konstrukcja albumu. Taboo podzielone jest na trzy akty, które reprezentują różne stany psychiki rapera (odpowiednio światło, szarość i ciemność). Każdy z tych aktów z powodzeniem może funkcjonować jako oddzielony, niezależny byt, jednak zdecydowanie najlepiej spełniają swoją rolę, będąc częścią większej całości, dzięki czemu z każdą kolejną piosenką poznajemy coraz mroczniejsze zakamarki umysłu Denzela. Na krążku Curry oddziela się od reszty raperów ze swojego pokolenia grubą kreską, co w jego przypadku jest nie tyle wyrazem arogancji, co w pełni uzasadnionej pewności siebie i przekonania o własnej oryginalności. Taboo stanowi tego doskonały dowód. [Więcej] — Jędrek

„Black Balloons”


Soulbowl30.

Everything Is Recorded by Richard Russell

Everything Is Recorded

XL

Jak sugeruje sam tytuł Everything Is Recorded by Richard Russell, projektu sygnowanego nazwiskiem współożyciela XL Recordings, to on jest mózgiem całego projektu i elementem spajającym wszystko w jedną całość, a trzeba przyznać, że nie miał zadania łatwego, bo ekipa złożona w głównej mierze z młodych wilków XL Recordings jest w równym stopniu utalentowana, co niesamowicie różnorodna. Wśród zaproszonych artystów znaleźli się m.in. Sampha, Syd, Ibeyi czy Kamasi Washington, a produkcyjnie wsparli Russella tak doświadczeni muzycy jak Peter Gabriel, Damon Albarn, Geen Gartside czy Owen Pallett. Współpraca ta poskutkowała stworzeniem kompetentnej warstwy produkcyjnej opartej na brzmieniu alternatywnego R&B, art popu, trip hopu czy UK Bass, w której można również znaleźć sporo odniesień do muzyki z przeszłości — szczególnie klasycznego soulu. Everything Is Recorded to pokaz siły, jaką daje sztuce działanie w kolektywie, poczucie wspólnoty i kreatywny przepływ inspiracji. [Więcej] — Jędrek

„Close But Not Quite”


Soulbowl29.

MITH

Lonnie Holley

Jagjaguwar

Choć MITH Lonniego Holleya trudno jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, bezapelacyjnie powinno uplasować się wysoko na tegorocznych liście płyt, które nie brzmią jak nic innego, czego wcześniej słuchaliście. Holley z właściwą sobie ekspresją, w formie gdzieś między Waitsowską quasimelodyjnością a Heronowską deklamacją, miesza słoniowaty parasol odcieni freakowego soulu z eksperymentalnym jazzem, który raz szuka źródła natchnienia w afroamerykańskiej muzyce ludowej i początkach gospel, innym uderza w te same post-minimalistyczne rejestry, które zbudowały uniwersum muzyczne Colina Stetsona, jeszcze później wije się wraz z psychodeliczną elektroniką. Sam Holley ma w sobie równie dużo z wokalisty, co performera, jawiąc się a to jako współczesny Screamin’ Jay Hawkins, a to free-jazzowy Charles Bradley, a to soulmate Georgii Anne Muldrow — w zależności od utworu i kontekstu. Z jego sugestywnie zatytułowanego debiutu Just Before Music z 2012 roku pozostał mu ambientowo-improwizowany background oraz inspiracja kazaniami afroamerykańskich pastorów, ale MITH eksploruje na szczęście mimo wszystko bardziej piosenkowe terytoria, z których, bez wątpienia, na czoło tegorocznego peletonu utworów-manifestów należy wyprowadzić przejmujące „I Woke Up in a Fucked-Up America”. — Kurtek

„I Woke Up in a Fucked-Up America”


Soulbowl28.

Ye

Kanye West

Getting Out Our Dreams

Kanye West już dawno zdążył nas przyzwyczaić do ekscentryzmu i rozmachu. Jednak większym zaskoczeniem niż to, że w ciągu miesiąca wydał ze swoją świtą aż pięć albumów, był raczej ich skromny metraż, który na szczęście nie odbił się na jakości. Ye, chociaż dalekie jest od innowacyjnego The Life of Pablo czy Yeezusa, ujmuje lekkością i kameralnym klimatem. Zaskakuje — tym razem stanowiąc kontrast do poprzednich wydawnictw. Nie można mu też odmówić kilku przykuwających uwagę, oryginalnych momentów jak spokenwordowe intro „I Thought About Killing You” lub nostalgiczne „Ghost Town” czy zamykające „Violent Crimes”. Zanim więc stwierdzimy, że kreatywność i szczytowa forma Yeezy’ego dobiega końca, umówmy się — przy takim doświadczeniu i świadomości artystycznej, nagranie albumu na ostatni moment i wykorzystanie na okładce zdjęcia zrobionego telefonem dzień przed premierą jest przekraczaniem kolejnych granic. — Klementyna

„No Mistakes”


Soulbowl27.

Noir

Smino

Zero Fatigue

Nowy album Smino ma w sobie o wiele więcej z dobrej komedii niż z filmu noir. To przede wszystkim zasługa gospodarza. Sposób nawijania Smino to coś pomiędzy mumble rapem a śpiewaniem. Reprezentant St. Louis wyjątkowo gładko przechodzi od rapowania do wyśpiewanych na różne sposoby pokręconych melodii. Do tego dochodzą nowoczesne, a jednocześnie stonowane i ciągnące się podkłady. Próżno szukać tu szalejących osiemset ósemek, pędzących hi hatów i drażniących uszy leadów. Lekkie i przyjemne kawałki wprowadzają beztroską atmosferę i sprawiają, że podczas odsłuchu Noir uśmiech na stałe przykleja się do twarzy. [Więcej] — Mateusz

„Klink”


Soulbowl26.

Oil of Every Pearl’s Un-Insides

Sophie

MSMSMSM

I Love Every Person’s Insides — to właściwy tytuł tegorocznego krążka Sophie, ukryty w enigmatycznym Oil of Every Pearl’s Un-Insides. Miłość do wnętrza w wydaniu Sophie zaskakuje plastycznym, momentami pastelowym, a nawet dreampopowym, innym razem plastikowym brzmieniem zmieszanym z porwaną, glitchową elektroniką. Słodkie, przesterowane wokale, charakterystyczne dla wcześniejszych odsłon Sophie, zostały tu wpisane w zupełnie inny kontekst i rozszerzyły dotychczasową estetykę producentki o zupełnie nowe terytorium — bliższe zeszłorocznemu krążkowi Arki aniżel początkom nurtu bubblegum bass. Nic w tym dziwnego — Sophie przy użyciu adekwatnych środków, pioniersko nakreśliła na płycie etapy swojej metamorfozy, zwieńczonej oknem na nowy świat w utworze totalnym „Whole New World/Pretend World”. Istna transdźwiękowa odyseja kosmiczna. — Ibinks/Kurtek

„Whole New World/Pretend World”


POZYCJE 25-1


50 najlepszych utworów 2018

Jeśli zastanawiacie się, jak rok 2018 w soulu i R&B plasował się naszym zdaniem na tle poprzednich lat (a to już 11. rok, kiedy w grudniu publikujemy nasze podsumowania), niech za komentarz posłuży samo to, że ze względu na to, ile muzycznego dobra ukazało się w przeciągu ostatnich 12 miesięcy, specjalnie rozszerzyliśmy tegoroczne listy najlepszych utworów i płyt z 40 do 50 pozycji. A i tak nie było lekko, bo solidnych propozycji do miana piosenki roku mieliśmy w redakcji ponad czterokrotnie więcej. Ostatecznie niemalże jednoznacznie wyłoniliśmy laureata, który, jak niewiele utworów w ostatnich latach, jest jednocześnie doceniany przez krytykę i stał się też przebojem komercyjnym, zarówno w radiu, jak i w sieci. Doskonale przy tym oddaje istotę brzmienia bieżącego roku, a sam w sobie stanowi też komentarz społeczno-polityczny dla pozamuzycznej rzeczywistości. Zanim jednak do niego dotrzecie, rzućcie okiem, jakie jeszcze inne numery mijającego roku uznaliśmy za godne uwagi.


Soulbowl50.

„1539 N. Calvert”

Jpegmafia

Peggy/Deathbomb

Veteran to nie tylko jedna z najciekawszych hip-hopowych propozycji długogrających ostatnich 52 tygodni, to jeden z najświeższych, najlepiej zrealizowanych albumów szeroko pojętego hip-hopu eksperymentalnego, który na przestrzeni ostatnich kilku lat nieprzerwanie rodzi niekonwencjonalne, łamiące schematy projekty. Otwierające materiał „1539 N. Calvert” świetnie sprawdza się w roli openera będącego fuzją wszechobecnego na płycie futurystycznego, cyborgowego R&B oraz 808-owego, neonowego brzmienia mocno basowego trapu. — Mleczny


Soulbowl49.

„Fists of Fury”

Kamasi Washington

Young Turks

„Fists of Fury” rozpoczyna się niczym soundtrack z filmu z gatunku blaxploitation. Od początku słyszymy monumentalną melodię wygrywaną ze wsparciem chóru oraz egzotyczne bębny. Dodatkowo sam tekst jeszcze bardziej przywołuje na myśl czarne kino. „And when I’m faced with unjust injury Then I change my hands to fists of fury” wyśpiewują razem Patrice Quinn i Dwight Trible. Później inicjatywę przejmuje już sam Kamasi i improwizuje przy dźwiękach towarzyszącego mu pianina. Całość ma niemalże buntowniczy charakter, jest przesiąknięta zarówno dumą, jak i gniewem. — Mateusz


Soulbowl48.

„Everything Is Recorded”

Everything Is Recorded feat. Sampha & Owen Pallett

XL

Zamykający kompilację z nagraniami artystów skrzykniętych dzięki szefowi XL Recordings — Richardowi Russellowi utwór pozostawił niemałe wrażenie w naszej redakcji. „Everything Is Recorded” zbudowany jest na niepokojącym klimacie, dzięki fenomenalnym partiom smyczków Owena Palletta oraz niezawodnego falsetu Samphy. Przesłanie singla można odczytywać pod wieloma kątami — nie pierwszy zresztą raz tekstom trzydziestoletniego londyńczyka blisko do lirycznej poezji, której autor obnaża się emocjonalnie w przejmujący sposób. — K.Zięba


Soulbowl47.

„Bad Bad News”

Leon Bridges

Columbia

Porywająca linia basu, proste, ale jakże skuteczne uderzenia perkusji, gitara w stylu George’a Bensona i rozwijająca się z sekundy na sekundę aranżacja, gdzie kilka niemrawych akordów, zamienia się w swoisty przelot przez kilka muzycznych gatunków. W jednym tracku zawarto bowiem nawiązania do klasycznego soulu, bluesa, funku oraz jazzu, a wszystko to, spojone zostało w jeden logicznie snujący się z głośnika utwór. Jeżeli dodamy do tego będącego w znakomitej formie wokalistę i niezwykle optymistyczny tekst, z miejsca zrozumiemy, jak dobrą rzecz przygotowali Leon Bridges i reszta muzyków odpowiedzialnych za ten z miejsca wpadający w ucho singiel. — efdote


Soulbowl46.

„Favorite”

Leon Thomas feat. Buddy

Leon Thomas

„Favorite” brzmi jak zaginiony i produkcyjnie odmłodzony soulowy klasyk. Z pozoru nic się tu nie dzieje, ot, przypadkowy ziomeczek przechodzi od melorecytacji do coraz bardziej zaangażowanego wyśpiewywania fascynacji swoją ukochaną. Do tego główny motyw melodyczny to jakieś zapętlone pianinko, złożone z dźwięków, które można policzyć na palcach jednej ręki. Jeżeli jednak to zwiewne plumkanie z bądź co bądź przyjemnie płynącym wokalem nie są w stanie rozkruszyć waszych serduszek, to nie wiem, co jest. — Maja Danilenko


Soulbowl45.

„The Mint”

Earl Sweatshirt feat. Navy Blue

Tan Cressida

Po kilkuletniej nieobecności poeta i jeden z najbardziej intrygujących członków kolektywu z Los Angeles wraca na scenę w nietuzinkowym stylu. Ten laidbackowy, powolny utwór w stylistyce lo-fi brzmi niezwykle świeżo i przypomina jak bardzo brakowało nam wszystkim Earla. Chociaż numer wpisuje się w typowy dla artysty depresyjny styl i prezentuje ten sam oryginalny sposób rapowania, zaskakuje także dojrzałością i wyjątkową bezkompromisowością. Mimo że „The Mint” pojawiło się dosłownie w samej końcówce roku, nie wyobrażamy sobie tego zestawienia bez niego. — Adrian


Soulbowl44.

„Sugar”

Olivia Nelson

Hear This

Trzeba przyznać, że For You to jeden z najbardziej zbalansowanych i intrygujących debiutów w tym roku. Młoda wokalistka R&B zaprezentowała na nim nie tylko przemyślaną koncepcję, lecz także całą paletę muzycznych barw, w tym fenomenalny utwór z pogranicza funku, disco i R&B czyli „Sugar”. Uwodzicielski wokal okraszony seksownym, tanecznym brzmieniem jest najlepszym dowodem na to, że subtelność i minimalizm w muzyce zawsze brzmią świetnie, szczególnie w tak zmysłowym wydaniu. — Adrian


Soulbowl43.

„Reason in Disguise”

Ezra Collective feat. Jorja Smith

Enter the Jungle

Jeżeli na wspólnym tracku spotyka się jeden z najbardziej obiecujących brytyjskich zespołów z nowej, przeżywającej prawdziwy boom fali jazzu oraz jeden z najciekawszych żeńskich wokali z Wysp, to efekt nie mógł być chociażby średni. Pięcioosobowy kolektyw z Londynu pokazuje nam tutaj, że potrafi poruszać się wyśmienicie w obrębie różnych stylistyk i przyniesie nam jeszcze sporo świeżości, a to hipnotyzujące, smoothjazzowe nagranie jest tego znakomitym potwierdzeniem. Perkusista zespołu Femi Koleoso jest również częścią koncertowego składu Jorji, kolaboracja ta więc wynikła dosyć naturalnie. Po niezwykłej wręcz chemii, jaka słyszalna jest w „Reason in Disguise” od niemal pierwszej sekundy, liczymy więc po cichu na kolejne wspólne nagrania. — efdote


Soulbowl42.

„Opps”

Vince Staples & Yugen Blakrok
feat. Kendrick Lamar

Aftermath

„Puść coś! To nie pogrzeb!” — krzyczy do swojego partnera Andy Serkis, wcielający się w rolę genialnego Ulyssesa Klaue’a w filmie Czarna pantera. Następujący po tym pościg rozpoczyna się w rytmach podrasowanego „Oops”, który podwyższa ciśnienie. Chociaż trudno wybrać tylko jeden numer z fantastycznego Black Panther The Album Music Inpired By, to jednak „Oops” wyróżnia się na tyle, że z miejsca zostało naszym faworytem. Wybuchową atmosferę buduje tu mocny beat, wwiercający się w uszy. Vince Staples jest tu obecny w najwyższej formie i strzela rymami jak ze spluwy. Poza tym umówmy się — co jest fajniejszego od usłyszenia w jednym kawałku Kendricka Lamara i Vince’a Staplesa? Prawdziwą gwiazdą jest jednak undergroundowa raperka Yugen Blakrok. Wakanda forever! — ibinks


Soulbowl41.

„Roll Some Mo”

Lucky Daye

Keep Cool

„Roll Some Mo” to debiutancki singiel pochodzącego z Nowego Orleanu Lucky’ego Daye’a. Numer zapowiadał świetną epkę I, która miała być jedynie wstępem do tego, co przygotował dla nas Daye. Wciąż czekamy jednak na zapowiadany longplay Painted. Z Frankiem Oceanem łączy go nie tylko miejsce urodzenia, ale i sensualne, a nawet uduchowione R&B, w którym odnaleźć można zarówno smyczkowe aranżacje, jak i elementy trapu. „Roll Some Mo” to ukłon w stronę twórcy Channel Orange, ale nie bezmyślne naśladownictwo. Twórczość Daye’a pozwala mieć nadzieję, że mamy okazję obserwować nową, wzrastającą gwiazdę pierwszoligowego R&B. — Polazofia


Soulbowl40.

„Ladders”

Mac Miller

Warner Bros.

Olbrzymi smutek, który spadł na fanów rapera, zaburzył nam możliwość obiektywnego odbioru Swimming. Asekuracyjne obawy o oceny tegorocznego albumu Maca, które mogły być zawyżone z powodu jego śmierci, mijają jednak za każdym razem, kiedy odpalamy ten numer. Cała płyta jest zapisem wielu emocji, z dominacją strachu, rezygnacji i afirmacji nałogów. „Ladders” natomiast niesie ze sobą wiadro nadziei i optymizmu. Operując kilkoma różnymi stylami rymowania, Mac pragnie znaleźć drogę, pomimo świadomości, że pomieszkuje w zamkach z piasku i stąpa po grząskim gruncie. Utwór wyprodukowany przez Pomo — specjalistę od brzmień, które rozjaśniają niebo — został zgrabnie dopieszczony sekcją dętą. — K.Zięba


Soulbowl39.

„Observer”

Sevdaliza

Twisted Elegance

Obserwujemy Sevdalizę od czasu jej debiutanckiego krążka, wyśmienitego Ison. Fuzja wschodniej mentalności i niekonwencjonalnych brzmień to główne składniki twórczości utalentowanej artystki. Na najnowszej epce The Calling przykuwa uwagę szczególnie taneczne „Observer”. Sevdaliza uwodzi w nim gładkim wokalem w stylu Sade i wybornym, trip-hopowym brzmieniem, podkręconym zabójczą linią basu. Utwór to kontemplacja stanu umysłu, swoiste equilibrium. Sevdaliza nie jest częścią niczego, jest tylko obserwatorką. Dni mijają, a my wciąż nie możemy przestać słuchać tej absolutnie wyjątkowej artystki. — ibinks


Soulbowl38.

„All the Work”

Amber Mark

Jasmine Music

Utwór podsumowuje zgrabną epkę Conexão, którą z wielkim prawdopodobieństwem pokochają fani Sade, nadążający za rytmem ewolucji nowego soulu. Amber z gracją strzepuje z ramienia paprochy pozostałe po nieudanym związku. Pomimo bolesnych doświadczeń serwuje nam dynamiczny utwór, od którego dzień powinni zaczynać ci, którzy mają za sobą toksyczną relację i nie mają ochoty wysłuchiwać ckliwych wyznań ex-partnerów. — K.Zięba


Soulbowl37.

„Lady Lady”

Masego

EQT

Masego doskonale wie, jak wynieść kobiety na wyżyny ich doskonałości, by poczuły się jak damy, sam pozostając jednocześnie mężczyzną dominującym. Tytułowy utwór z płyty jest bardzo kokieteryjny, odrobinę nacechowany erotycznie, ale pokazuje płeć piękną jako inspirację do tworzenia nowej muzyki. Artysta w delikatny sposób używa swojego wokalu, aby nacechować wyśpiewane wersy. Dodatkowo moduluje głosem, szepcze, zmienia tembr, co w połączeniu z rytmicznymi jazzowo-soulowymi dźwiękami przyprawia o szybkie bicie serca. Warto posłuchać całego krążka. — Forrel


Soulbowl36.

„Stuck With Me”

Tinashe feat. Little Dragon

RCA

Tegoroczny Joyride z wielu różnych powodów nie przyniósł Tinashe należnych zaszczytów, ale mógł pochwalić się tą oto perełką. „Stuck With Me” nagrane wespół z Little Dragon jest idealnym przykładem na to, jak przy skromnym, surowym wręcz synthowym podkładzie, można zbudować przebojową kompozycję. Po części dzięki zapętlonej frazie w refrenie, po części dzięki idealnie dobranemu współwykonawcy, utwór przywodzi na myśl dalekowschodnie brzmienia i ten orientalny wydźwięk kawałka sprawia, że zdecydowanie wyróżnia się on w bogatej dyskografii artystki. — Pat


Soulbowl35.

„Strawberry Kisses”

Amber-Simone

Juicebox

Mało komu znana Brytyjka opanowała tegoroczne wakacyjne playlisty niektórych z nas. „Strawberry Kisses” to pozycja idealna na słoneczną imprezę przy grillu i tańce po zmierzchu. Nic więc dziwnego, że jedna ze stacji radiowych próbowała podtrzymać ten ciepły klimat późną jesienią, grając numer kilkanaście razy w listopadzie. Truskawkowe całusy pokazują, że piosenki z byłym w roli głównej nie zawsze muszą mieć negatywny wydźwięk. — Kuba Żądło


Soulbowl34.

„Make It Out Alive”

Nao feat. SiR

Little Tokyo

„Make It Out Alive” jest drugim singlem promującym drugą płytę Nao Saturn. Kawałek opowiada o osobistych problemach artystki, która w swoich życiowych latach dwudziestych stanęła na rozdrożu i musiała zdecydować o swojej przyszłości. Opowiada również o przepaści pomiędzy tym, co było a tym, co ma za chwilę nadejść. Pustynia pokazana w teledysku odzwierciedla pustkę i zagubienie, które wypełniają osobę znajdującą się przed podjęciem życiowej decyzji. Jednocześnie określa ogrom spraw, którym trzeba będzie stawić czoła, i nadzieje, które za tym idą. SiR z kolei, to artysta, z którym Brytyjka od dawna chciała nagrywać muzykę i którego sama jest fanką. Jak przyznała sama Nao, kompozycja konsumuje wszystko to, o czym jest Saturn i niewątpliwie jest jedną z najciekawszych propozycji z nowej płyty, nawiązując jednak klimatem do debiutu piosenkarki. — Forrel


Soulbowl33.

„La Di Da”

The Internet

Columbia

Najnowszy album od The Internet zrobił nam świetną ścieżkę dźwiękową do zeszłego lata. Oprócz wielu spokojnych i chillujących dźwięków znalazło się na nim również miejsce na parę tanecznych bangerów, a singlowe „La Di Da”, stanowi tego najlepszy przykład. Mocna perkusja i funkowa gitara napędzają groove, będący bazą do zwrotek Syd (brzmiącej tu momentami jak Erykah Badu) i refrenu, w którym Steve Lacy (brzmiący jak Steve Lacy) oznajmia wszem wobec, że wpadł tu tylko potańczyć i nie obchodzi go nic więcej. Przy tym utworze nie da się bowiem inaczej. — efdote


Soulbowl32.

„Level Up”

Ciara

Universal

Trzy lata upłynęły od premiery Jackie, zanim Ciara wróciła aktywniej do mediów społecznościowych, a dziś wreszcie zaprezentowała światu nowy singiel. W międzyczasie piosenkarka zdążyła wyjść za mąż, zostać matką po raz drugi, zmienić wytwórnię i scoverować Rolling Stonesów. „Level Up” to więc jak najbardziej adekwatny tytuł dla powrotnego singla wokalistki, który łącząc vibe klasycznego „Whatever Bitch” Myi i na wpół rapowanego refrenu wraz ze spektakularną choreografią w futurystycznym teledysku, zachęcał do pokochania i zaakceptowania siebie. Ten obezwładniający banger to jednocześnie bardzo świadome nawiązanie stylistyczne do sceny Jersey Club i kultury internetowych challenge’ów tanecznych. Brzmienie „Level Up” nie ma jednak w sobie nic z mema, a piosenkarka wykroiła w nim kolejny uzależniający hook. — Kurtek


Soulbowl31.

„Is It Cold in the Water?”

Sophie

MSMSMSM

Twórczość Sophie jest tym, czym był dla środowiska LGBTQ zeszłoroczny longplay Arki. Znakiem rozpoznawczym producentki i DJ-ki jest mieszanka syntetycznego popu i awangardy, którą opanowała do perfekcji. W „Is It Cold in the Water?” rzuca nas na głęboką wodę i serwuje deephouse’owy, świdrujący beat. Sophie, czy raczej zaproszona Cecile Believe (Mozart’s Sister), rozkwita w naszych słuchawkach. Drżąca od emocji syrena woła nas jak w kiczowatym melodramacie. „Is It Cold in the Water?” w końcu ucina się i zostawia nas dryfujących w wygenerowanym morzu dźwięków, sprawiając, że na powrót chcemy się w nie zanurzyć. — ibinks


Soulbowl30.

„Insane”

Madison McFerrin

630113

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. „Insane” to bose szaleństwo, słoneczna oda do buzujących zmysłów i obezwładniającego pożądania, wreszcie — kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. — Kurtek


Soulbowl29.

„Stir Fry”

Migos

Quality Control

O Migos można powiedzieć wiele — na przykład to, że od pewnego czasu nieustannie gdzieś coś o nich słyszymy. Ze „Stir Fry”, promującym styczniowe wydawnictwo Culture II, do naszego zestawienia najlepszych numerów 2018 załapali się rzutem na taśmę, wydając numer tuż przed zeszłorocznym Sylwestrem. Utwór hulał wówczas na niejednej imprezie, czemu trudno się dziwić — ten beat wkręca się do głowy niczym korkociąg. I nieprzypadkowo, bo w roli producenta zaangażowano legendarnego już Pharrella Williamsa, którego rękę słychać tu od pierwszych dźwięków. Jeden z bardziej różnorodnych kawałków tria z Georgii i perełka na przydługim i nieco przehype’owanym Culture II. — empee


Soulbowl28.

„Waiting on the Warmth”

MorMor

Don’t Guess

Mimo że lato pożegnaliśmy już dawno, a za oknem słońce co najwyżej razi w oczy, odbijając się od niewielkiej jeszcze ilości śniegu zalegającego na chodnikach, to jednak wakacyjny utwór „Waiting on the Warmth” MorMor znalazł się na całkiem przyzwoitym miejscu w naszym zestawieniu. Lubiący gatunkowe eksperymenty artysta tym razem postawił na bujające synthowe disco zabarwione R&B, które swoim pozytywnym klimatem sprawia, że w głośnikach znów rozbrzmiewa lato. Swój bujny wokal potrafił sprawnie wpleść w nowoczesną produkcję, dzięki czemu powstała bardzo świeża kompozycja. — Forrel


Soulbowl27.

„I Like That”

Janelle Monáe

Bad Boy

Utrzymujące spokojny ton „I Like That” osiągnęło największy sukces spośród wszystkich singli promujących tegoroczny longplay Monáe Dirty Computer. Trochę to paradoksalne, biorąc pod uwagę siłę rażenia pozostałych utworów z tego krążka, ale już po pierwszym odsłuchu można zrozumieć dlaczego akurat ta kompozycja okupowała Billboardową listę Adult R&B Songs. Artystka przy akompaniamencie uwspółcześnionego, doprawionego cykaczami i laidbackowego R&B, wyśpiewuje iście nonkonformistyczny tekst, którego główną idea jest nieprzejmowanie się krytyką innych i wiara w siebie. A do tego chóralne harmonie w tle! Lubimy to. — Pat


Soulbowl26.

„Stop Trying to Be God”

Travis Scott

Epic

„I’m warning you, best not try to play God tonight” — ostrzega Scott w pochodzącej z Astroworld, onirycznej balladzie, w której porusza problem coraz częściej spotykanego kompleksu Boga. Przekonanie o swojej świetności spowodowane sławą i sukcesem artystycznym nierzadko bowiem prowadzi do zguby. Utwór podszyty jest powolnymi hi-hatami, które wraz z harmonijką Stevie’ego Wondera spajają wyłamującą się z gatunkowych schematów kompozycję. Subtelny refren Philipa Baileya i nucącego Kida Cudi’ego przeplata się z melodyjnymi zwrotkami La Flame’a, a całość zamyka rozczulająca partia Jamesa Blake’a. — Klementyna


POZYCJE 25-1


25 najlepszych epek 2018

O ile w poprzednich latach niejednokrotnie podejmowaliśmy w redakcji dyskusję o tym, czy przypadkiem nie podzielić naszej listy najlepszych epek między podsumowanie płyt i piosenek, tym razem nikt nie miał wątpliwości. Epki nie tylko zadomowiły się już na dobre w cyfrowym krajobrazie rynku muzycznego, ale zyskały własną specyfikę i formalną odrębność względem longplayów, mixtape’ów i singli (nawet jeśli wziąć pod uwagę, że niektóre tegoroczne płyty, zgodnie z nową modą, są de facto krótsze od niektórych epek na poniższej liście — postanowiliśmy uszanować w tym względzie intencje i nomenklaturę zastosowane przez samych twórców). Zwłaszcza wśród artystów R&B epka stała się medium adekwatnym i akuratnym — z jednej strony do ich możliwości wydawniczych, z drugiej — do zdolności percepcyjnych odbiorców w czasach niekończącego się wyboru i ciągłej dekoncentracji. Epka bywa przecinkiem między płytami, nieśmiałym wstępem do wielkiej kariery, kaprysem chwili, ale bardzo często, dzięki szeroko rozumianej plastyczności formatu i inwencji twórców, staje się czymś znacznie więcej. Czym? Zapraszamy do odsłuchów i lektury!


Soulbowl25.

That’s a Girls Name

Dram

Empire / Atlantic

Po obiecującym debiucie przed dwoma laty, z hitowym singlem „Broccoli” i głośnym duetem z Eryką Badu, Dram zdaje się nie mieć pojęcia co dalej ze sobą zrobić. W zeszłym roku próbował podtrzymać swoją karierę, wydając niezliczone ilości przeciętnych singli opatrzonych brzydkimi okładkami, w tym przekuł tę twórczą frustrację na featuringi. Słyszeliśmy go wraz z Chromeo, Diplo, Arinem Rayem, a nawet Neilem Youngiem, a to dopiero początek znacznie dłuższej listy. Raper/piosenkarz zebrał się na szczęście i połowie lipca wypuścił całkiem udany 10-minutowy teaser tego, czym może być jego kolejna płyta. Epka That’s a Girls Name to trzy numery utrzymane bardziej piosenkowym neo-soulowym stylu i powrót Drama do co najmniej satysfakcjonującego songwritingu. Posłuchajcie tylko opartego na przecudnej urody synthfunkowym motywie „Best Hugs” melodycznie i wykonawczo nawiązującego do najlepszych hooków na Big Baby Dram. — Kurtek

„Best Hugs”


Soulbowl24.

Lost

Brent Faiyaz

Lost Kids

Najwyższy czas docenić twórczość Brenta Faiyaza! Jego zeszłoroczny album, Sonder Son, nie doczekał się właściwego rozgłosu. Tym razem Brent postawił na krótsze wydawnictwo. Epka Lost to dawka zmysłowego R&B oraz popis wokalnych umiejętności. Warto wrócić do tego materiału, chociażby dla utworu „Why’z It So Hard”. Niepokojące intro, w którym słychać odgłosy helikoptera i syreny, przeradza się w piękną wielogłosową partię ciągnącą się przez cały utwór. Lost to nie tylko doskonałe brzmienie, to również opowieść o chłopaku, który czuje się zagubiony w wielkim mieście. Brent zwierza się z lęków i problemów związanych z życiem w Los Angeles. Brutalne sceny łagodzi jednak swoim doskonałym wokalem i delikatnością. — Polazofia

„Around Me”


Soulbowl23.

Krash

Jean Deaux

Na debiutanckiej, koncepcyjnej epce Krash Jean Deaux bierze na warsztat życiowe porażki i przekuwa je w formę zdecydowanie wartą uwagi. Krash wypełnia słodkie jak miód R&B, przełamane rapem, housem, a nawet hardcorem. Epka jest trochę zbyt przegadana, i to dosłownie — skitów ilustrujących tytuł jest za dużo, muzyka wystarczyłaby za wyjaśnienie. Niewygody Krash wynagradzają drobiazgi, jak dzwoneczki i plemienna perkusja w „Energy”, ładne harmonie wokalne w duecie z Ravyn Lenae na „Who U” czy energiczny „Code”. Na deser chicagowska mieszanka na produkcji: udziela się tu przede wszystkim Phoelix, ale też Saba i Smino. Słowem mnóstwo treści i charyzmy, dobrze rokujących na przyszłość. — Maja Danilenko

„Work 4 Me”


Soulbowl22.

What Happens When I Try to Relax

Open Mike Eagle

P + C Auto Reverse

What Happens When I Try to Relax różni się trochę od tego, co mogliśmy usłyszeć na poprzednich projektach Mike’a. I chociaż to specjalista od mieszania ironii z dobitnością i dosłownością, to najnowsza epka rapera obiera trochę mroczniejszy kurs. Już od pierwszych chwil otrzymujemy elektroniczne, przestrzenne i niepokojące produkcje. W tekstach Mike koncentruje się na swoich lękach, obawach, przedstawia wizję rzeczywistości, która dręczy nas jeszcze bardziej, gdy staramy się o niej uciec. A to wszystko ubrane w nowocześniejszą stylistykę tworzy ponurą wizję współczesnego świata. — Mateusz

„Microfiche”


Soulbowl21.

2023

Alxndr London

The Spectacular Empire

Alxndr London przenosi słuchacza kilka muzycznych lat do przodu. Siedem kompozycji składających się na EP 2023 zostało wyjętych wprost z przyszłości. Jego afro-futurystyczny soul dryfuje wysoko w przestworzach po międzygalaktycznych szlakach. Eksperymentalny projekt, inspirowany brzmieniem brytyjskiego funku, house’u i garage, równoważy konflikt duchowy i tematy afrocentryczne, z nieograniczoną fantazją i spektakularną fantastyką naukową. Tematy religijne, polityczne, satyryczne, duchowe i numerologiczne spotykają się z fantastyką i science-fiction. Całość została sprawnie zmontowana, zaaranżowana i pozostawia Brytyjczykowi dużo przestrzeni podczas jego podróży do muzycznej krainy przyszłości. 2023 wprowadza powiew świeżości i prezentuje kolejną barwę w twórczości Londyńczyka. — Forrel

„Silent Passenger”


Soulbowl20.

Bbygirl Focu$

Rimon

Młoda Rimon debiutuje i to w jakim stylu. Bbygirl Focu$ to pierwsza epka pochodzącej z Amsterdamu artystki. Na nieco ponad 20-minutowym projekcie udało jej się przemycić prawdziwą mieszankę styli. Zaczyna się od energetycznego „Feel It”, następnie przechodzi w jazzujące „Sugarcoated Love”, by zamknąć wszystko chłodnym „Focu$”. To tylko część tego, co można usłyszeć na tym projekcie, a całość składa się na krótką opowieść o nieudanym związku. Artystka zaprezentowała szeroki wachlarz umiejętności. Rimon nie boi się eksperymentów i bez problemów odnajduje się zarówno na nowoczesnych beatach, jak i lekkich neosoulowych podkładach. — Mateusz

„Sugarcoated Love”


Soulbowl19.

The Calling

Sevdaliza

Twisted Elegance

Nowa propozycja od Sevdalizy kontynuuje ideę połączenia ciała, duszy i umysły z albumu Ison. Na The Calling artystka jeszcze bardziej wkracza w sferę umysłu. Zachęca do opanowania go i użycia jako steru dla własnego ciała. Jeśli człowiekowi uda się zapanować nad tym silnym narzędziem, wszelkie bóle fizyczne rozwiązują się, serce zostaje oczyszczone, a w głowie pojawia się jasność. Metafizyczna koncepcja Sevdalizy niezmiennie przedstawiona została przy pomocy dźwięków zaczerpniętych od Björk, czy Massive Attack, które pomimo że brzmią jak połamane, zostały sprawnie zmontowane i tworzą spójną sensualną całość. Gdzieniegdzie słychać nietypowe, ale eleganckie nuty, by przy zamknięciu postawić na mniej zawiłe melodię i nieco komercyjny klimat. — Forrel

„Observer”


Soulbowl18.

My Dear Melancholy,

The Weeknd

The Weeknd XO

Po sukcesie wydanego pod koniec 2016 roku Starboya The Weeknd powrócił z intymną epką, na której mierzy się z ostatnimi nieszczęśliwymi relacjami. Tytuł My Dear Melancholy, mówi sam za siebie. Przez elektroniczne, płynące podkłady przebija się poruszający, delikatny falset Abela, dając ujście gorzkim emocjom. Zbliżony klimatem do piosenek z Trylogii minialbum niestety nie zaskakuje. Najmocniejszym momentem pozostaje tutaj otwierające „Call Out My Name”, które dzięki swojej ekspresji odstaje od pozostałych pięciu pozycji. — Klementyna

„Call Out My Name”


Soulbowl17.

Colors

The Gondwana Orchestra
featuring Dwight Trible

Gondwana

Matthew Halsall robi dużo, by Manchester wyróżniał się na jazzowej mapie świata. Brytyjski trębacz szefujący wytwórnią Gondwana Records zaproponował nam w 2018 roku m.in. udaną kolaborację swej macierzystej grupy z Dwightem Trible’em. Co ciekawe, na stanowiącej hołd dla Pharoah Sandersa epce Colors , nie usłyszymy nawet pojedynczego dźwięku saksofonu. Nie przeszkodziło to jednak w stworzeniu zwięzłego i zharmonizowanego materiału, który powinien wypełnić wnętrza słuchaczy nadzieją, spokojem i poczuciem równowagi — K.Zięba

„You’ve Got to Have Freedom”


Soulbowl16.

Cruel Practice

Shygirl

Dzikie i niepokojące beaty i dusząca, klaustrofobiczna atmosfera. Tak w skrócie można określić wydaną przez ukrywającą się pod pseudonimem Shygirl artystkę epkę. Cruel Practise to tylko pięć kawałków, których punkt zwrotny stanowią singlowe intrygujące „Gush” i zabójcze „O”. Eksploracja klubowych, futurystycznych brzmień to z pewnością efekt dj-ingu. Glitchową produkcję i eksperymenty z dźwiękiem słychać szczególnie w narkotycznym, trip-hopowym „Asher Wolfe”. „Niegrzeczna” i „nieprzyjemna”? Na pewno daleko Shygirl do nieśmiałych dziewczyn! — Ibinks

„O”


Soulbowl15.

When the Sun Dips 90 Degrees

Yazmin Lacey

First Word Records

When the Sun Dips 90 Degrees, czyli najnowsza epka Yazmin Lacey to idealna pozycja dla tych, którzy tęsknią za klasycznym soulem lat 70-tych. Wokalistkę możecie kojarzyć ze współpracy z Jordanem Rakei lub Children of Zeus. Wydane w czerwcu EP to jej drugi solowy materiał po ubiegłorocznym Black Moon. Kojący wokal Yazmin i piękne, soulowe partie instrumentalne sprawiły, że tego materiału nie mogło zabraknąć w naszym zestawieniu. Rada na chłodne wieczory – włączcie „Something My Heart Trusts”, dajcie ponieść się zmysłowej fuzji jazzu oraz neo-soulu i przypomnijcie sobie, jak wspaniałe było tegoroczne lato. — Polazofia

„90 Degrees”


Soulbowl14.

Imaginarium

Bipolar Sunshine

Grey Label

Bipolar Sunshine nie brak wyobraźni. Udowadnia to swoją trzecią epką zatytułowaną Imaginarium. Mini-album to konglomerat UK bassu, alternatywnego R&B i elektroniki. Hajlajt w postaci energetycznego, singlowego „Easy to Do” to jeszcze nie wszystko. Takimi numerami jak „Pressure”, „Major Love” czy „Discovery” Bipoplar Sunshine z łatwością ma szansę na przebicie się do mainstreamu. Członek Kid British stanowi poważną konkurencję dla Miguela czy Swae Lee. Tymczasem pozostaje nam czekać na długogrający krążek muzyka. — Ibinks

„Easy to Do”


Soulbowl13.

Primitiva

Low Leaf

Fresh Selects

Primitiva jest wydawnictwem nieoczywistym i niewpasowującym się w typowy schemat albumów. Przepełniony jest dźwiękami wprost pochodzącymi z natury, nawiązującymi do czasów dawnych plemion. Utwory autorstwa Low Leaf, składające się na ten mini album, brzmią czysto, czasem szalenie, ale w konsekwencji są wyrafinowane. Utrzymane są, jak mówi artystka, w klimacie starożytnej elektroniki, z dużym zabarwieniem psychodelii. Każda kompozycja posiada swój własny wymiar, w którym organiczne dźwięki łącza się z żywymi instrumentami. Całość zainspirowana została surowym kobiecym boskim obrazkiem i nawiązuje do środowiska naturalnego, z którego wywodzi się człowiek oraz do przyszłości nowej planety Ziemi. — Forrel

„DNA Feelz”


Soulbowl12.

For You EP

Olivia Nelson

Hear This Records

Olivia Nelson jest interesującym przebłyskiem świeżych idei na współczesnej scenie R&B. Jej debiut oferuje kompletne brzmienie, które nie tylko odważnie czerpie z różnych gatunków, ale jeszcze odważniej zaprasza słuchaczy do intymnego świata wokalistki. A to, co w nim czeka, wymyka się często wszelkim schematom. To nie tylko ekspresja bólu po rozstaniu, lecz przede wszystkim szczera akceptacja końca jednego z etapów życia — coś, czego potrzebuje przecież każdy z nas. Brzmieniowo Nelson bezkompromisowo miesza pop z jazzem, R&B i elektroniką, raz po raz ślizgając się między teoretycznymi granicami. Dzięki temu For You staje się doświadczeniem, którego nie sposób przerwać, dopóki minimalistyczne „Crybaby” nie zamknie historii jak rozdziału fascynującej lektury. [Więcej] — Adrian

„Sugar”


Soulbowl11.

Finding Foundations: Vol. II

Madison McFerrin

630113 Records DK

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. Druga część Finding Foundations to kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. Go Madison! — Kurtek

„Insane”


Soulbowl10.

Black in Deep Red, 2014

Moses Sumney

Jagjaguwar

9 minut – tyle wystarczyło, by Moses przykuł naszą uwagę na wielokroć dłużej. Po świetnie przyjętym Aromanticism, Sumney zaproponował nam tego roku zaledwie epkę z trzema premierowymi utworami, z czego pierwszy w kolejności należy traktować jedynie jako intro. Ba, w trakcie kolejnego nawet skubaniec słowa z siebie nie wydusił! Skąd zatem zachwyt nad Black in Deep Red, 2014? Na przykład w wyniku poglądu, że „Call to Arms” jest kompozycyjnym majstersztykiem łamiącym potrzebę kategoryzowania utworu muzycznego. „Rank & File” natomiast z pewnością wpisze się w poczet najlepszych protest songów czarnoskórej Ameryki. Bywa, że leniwi redaktorzy skracają teksty, tłumacząc się sloganami typu: „Po co się rozpisywać? Niech zabrzmi muzyka!”. W tym jednak przypadku, podpisuję się pod tym hasłem każdą kończyną. Niech zabrzmi Black in Deep Red, 2014! — K.Zięba

„Rank & File”


Soulbowl9.

Sink

Sudan Archives

Stones Throw

Brittney Parks nagrywająca od dwóch lat pod aliasem Sudan Archives w dalszym ciągu ma przed sobą nagranie debiutanckiego longplaya, ale dwoma epkami wydanymi pod egidą Stones Throw, w tym zwłaszcza tegoroczną Sink, już zdążyła po swojemu przetworzyć na swój użytek brzmienie alternatywnego R&B — łamie swoje bity jak Kelela, ale jest daleka od elektronicznej klaustrofobii. Jej ulubionym instrumentem są skrzypce, a tkanka jej muzyki, mimo eksperymentalnych inklinacji w tradycji THEESatisfaction, oddycha jak ostatni album Solange — zwłaszcza w post-afrykańskim „Escape”, które tradycyjną melodykę i folkowe zaśpiewy rozszczepia minimalistyczną plimkającą elektroniką. Tym samym Sink to niewątpliwie jedna z najciekawszych autorskich wersji alt R&B tego roku. — Kurtek

„Escape”


Soulbowl8.

Conexão

Amber Mark

Z Amber poznaliśmy się w zeszłym roku, doceniając muzyczne epitafium stworzone ku czczi matki artystki. Tegoroczne Conexão (z j. portugalskiego Połączenie) stanowi kolejny dowód na słuszność naszych dotychczasowych pochlebstw. Komplementy zyskują moc szczególnie wtedy, gdy odłożymy na bok zrzędliwe zarzuty o nadmierną inspirację Sade – inspirację wyraźną, jednak nieumniejszającą w żadnym stopniu wartości materiału. Trwająca nieco ponad kwadrans epka przywołuje również skojarzenia z fragmentami najciekawszych albumów katalogu Naked Music (Aya, Lisa Shaw, Gaelle). Amber krząta się w rejonie odwiecznych przystanków w większości związków: zauroczenia, rozterek dotyczących wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę, niesymetrycznej miłości i pogodzenia się z jej utratą (fantastycznie wyprodukowane „All the Work”). Nie jest to jednak mdła historyjka w lepkiej otoczce, a nieprzeintelektualizowana emocjonalnie opowieść osadzona na pełnowartościowych i chwytliwych aranżacjach. — K.Zięba

„All the Work”


Soulbowl7.

Streams of Thought, Vol. 1

Black Thought

Human Re Sources

Pamiętacie ten niesamowity radiowy freestyle Black Thoughta sprzed roku? Streams of Thought Vol. 1 można by potraktować jako rozszerzenie tamtej akcji. Ci, którzy od wielu lat czekali na to, by frontman The Roots wypuścił solowy materiał, z pewnością są wdzięczni za ostatnie dwanaście miesięcy. Bo projekt stworzony na beatach legendarnego 9th Wondera to prawie 20 minut rapu najwyższych lotów. Black Thought pokazuje, że jest u szczytu formy i raczy nas właśnie tytułowym strumieniem myśli ubranym mocarne punchline’y. Do tego dochodzą oldschoolowe, samplowane podkłady. Nie są to jednak rzeczy, które kojarzymy z płyt Rootsów – produkcje są o wiele bardziej surowe, ciężkie. Doskonały przykład tego, że bycie rapowym weteranem wcale nie oznacza starej i skostniałej stylówki. — Mateusz

„Dostoyevsky”


Soulbowl6.

For Gyumri

Tigran Hamasyan

Nonesuch

Twórca jednej z najładniejszych zeszłorocznych płyt jazzowych An Ancient Observer, ormiański pianista Tigran Hamasyan i w tym roku nie pozostawił nas z niczym. Wydana w lutym epka zatytułowana For Gyumri jest symbolicznym hołdem dla Giumri, drugiego największego miasta we współczesnej Armenii, niegdyś znanego jako Aleksandropol i pełniącego rolę artystycznej stolicy regionu, ale poddanego w XX wieku wielu trudnym próbom z katastrofalnym trzęsieniem ziemi w 1988 roku na czele. For Gyumri musi więc traktować na swój sposób o mierzeniu się z traumą i stratą (wirtuozeryjnie poszarpana miniatura „Self-Portrait” to doskonała alegoria najnowszej historii miasta i jego mieszkańców), ale przede wszystkim przynosi wyczekiwane ukojenie — czy to w ostatnich taktach kończącego płytę „Revolving-Prayer”, czy w post-cool-jazzowym „The American” zwieńczonym zwodniczo beztroskim pogwizdywaniem, czy w zapuszczającym się na terytoria post-impresjonistycznego ambientu, rozświetlającym „Rays of Light”. — Kurtek

„The American”


Soulbowl5.

Stereo

Omar Apollo

self released

Stereo Omara Apollo przypadnie do gustu miłośnikom twórczości Steve’a Lacy’ego, Prince’a, a nawet Franka Oceana. Omar jest muzycznym samoukiem, który gry na gitarze uczył się z YouTube’a. Teksty pisze zarówno po angielsku, jak i po hiszpańsku, tym samym podkreślając swoje meksykańskie korzenie. Balansuje gdzieś pomiędzy bedroom popem, R&B oraz Indie rockiem. Stereo jest słodkie i wciągające, a całość zachowana została w stylu retro. Muzyk raz porywa nas do tańca funkującymi riffami gitarowymi, innym razem jest zmysłowy czy melancholijny. „Intro” czy „Hijo de Su mMdre” sprawiają, że z niecierpliwością czekamy na kolejne numery od Omara. — Polazofia

„Erase”


Soulbowl4.

Mothe

Kilo Kish

Human Re Sources

Kilo Kish to nie tylko kumpela Vince’a Staplesa, którą możemy usłyszeć na jego krążkach. Jej najnowsza epka Mothe to solidna pozycja w jej dorobku, podkreślająca muzyczną dojrzałość. Melancholijny głos à la Lana del Rey idealnie uzupełnia elektroniczny podkład. W zapowiadającym epkę „Elegance” Kilo Kish wcielała się w baletnicę nie bez powodu. Artystka umiejętnie lawiruje między przydymionym nastrojem a bardziej klubowymi klimatami. Po otwierającym przyjemnie onirycznym „San Pedro” rozbrzmiewa niebezpieczne, electro-popowe „Like Honey”. Nocne bangery kończy melancholijne, wciągające „Prayer”. Takie jest właśnie Mothe. Przyjemnie się ćmi… — Ibinks

„Alive”


Soulbowl3.

Heaven’s Only Wishful

MorMor

Don’t Guess

Sprawdźcie MorMora, nawet jeżeli słowo chillwave przyprawia was o ziewanie. Na epce Heaven’s Only Wishful Seth Nyquist mistrzowsko wypełnia przestrzenie „pomiędzy”, ale też gdzieś pomiędzy wymyka się definicji podkładu pod bezcelowe snucie się po domu. Oczywiście, gitary są rozmarzone, a nastrój „nudny”. MorMor jednak uzupełnia tę substancję niecodzienną, soulową wrażliwością i drobiazgową produkcją (sakralne chórki w refrenie „Lost” na tle ściany świdrującego dźwięku to nie byle bzik), która zahacza nawet o disco. „He’s just a poor boy, waiting for answers”. No i proszę. — Maja Danilenko

„Waiting on the Warmth”


Soulbowl2.

I

Lucky Daye

RCA

Frank Ocean to od jakiegoś czasu główny punkt odniesienia dla debiutujących artystów R&B. I choć to już nie nowość, co jakiś czas pojawia się kolejny śmiałek, który chce przełożyć dorobek autora Channel Orange na własną wrażliwość. Lucky Daye próbuje nas mamić szeroką i nadzwyczajną paletą środków. Raz jest wrażliwy i korzysta ze smyczkowych aranżacji, w innym miejscu podchwytuje niedawne przebłyski new jack swingu i rozwija je we własne kompozycje. Obowiązkowo pojawia się trap, ale jest drobnym dodatkiem, zrównoważonym patynową wrażliwością wokalisty. Ten slalom między wpływami wyszedł Lucky’emu tak zgrabnie, że z miejsca skradł sobie nasze serca. Dzielimy się z wami tym dobrem, niebawem ma go być jeszcze więcej! — Maja Danilenko

„Roll Some Mo”


Soulbowl1.

Crush

Ravyn Lenae

Atlantic

Tak wysmakowanej fuzji alt R&B, neo-soulu i synth funku, jak ta przedstawiona na najnowszej epce Ravyn Lenae, nie było nam dane słyszeć od True Solange! A tymczasem okazuje się, że w 2017 roku R&B na syntezatorowych bitach połączone z uduchowionymi wokalami i funkową energią może brzmieć równie świeżo co przed pięcioma laty. Zresztą nie ma się czemu dziwić, jeśli produkcją zajął się znakomity Steve Lacy — w tym momencie najbardziej uzdolniony z neo-soulowych producentów. Sama Lenae zaś ma tę niezwykłą cechę, że gdy nie snuje się po oldschoolowo inspirowanym post-quietstormowym R&B Lacy’ego, ucieka w kosmiczny ekscentryzm — jak w otwierającym wersie uzależniająco ekstrawaganckiego, a jednak pozostającego w kręgu szeroko pojętego pościelowego R&B „Sticky”. Inny hajlajt wydawnictwa, „The Night Song”, jest z kolei spadkobiercą vibe’u Baduizmu, co w pełnej krasie daje się poznać w dynamicznie, choć niedbale artykułowanym refrenie — rzecz jasna na klasycznych 70sowych synthach. Sama Badu nigdy jednak nie była tak eteryczna. I nic dziwnego — Lenae składa sobie tu fenomenalne chórki w stylu królowej soulu, ale wyższych rejestrach nie waha się uciekać w stronę Aaliyah, a momentami nawet Kate Bush. Tym wydawnictwem Lenae nie tylko po raz kolejny pokazuje, że ma charakter, styl i głos, ale pozycjonuje swój nadchodzący longplay jako jedną z najbardziej wyczekiwanych premier przyszłego roku. — Kurtek

„The Night Song”


Wszystkie nasze hajlajty znadziecie na plejliście poniżej.

25 najlepszych epek 2014

epki
Musieliśmy się sporo napocić, by wyłonić tegorocznych zwycięzców. Na ilość premier minialbumów w 2014 roku nie mogliśmy przecież narzekać. To rok pełen odkryć i przekonania, że nasze głowy i uszy wciąż pragną czuć świeżą energię w muzyce. (więcej…)

40 najlepszych albumów 2014

albumy
Jak co roku przygotowaliśmy zestawienie, w naszym odczuciu, najlepszych albumów mijającego roku. I choć rzeczywiście w ostatecznym rozrachunku ukazało się mniej rewelacyjnych płyt niż rok temu, a także mniej było niesamowitych krążków, które do naszej czterdziestki się nie zmieściły, wybór wcale nie był dużo łatwiejszy niż w zeszłym roku (więcej…)

25 najlepszych piosenek 2014

piosenki

Chociaż przekonanie, że rok 2014 nie był dla muzyki najlepszym czasem, wydaje się dość powszechne, mieliśmy nie lada problem, by z listy bardzo wielu solidnych utworów wyłowić czołowych dwadzieścia pięć. (więcej…)

20 najlepszych remiksów 2014

remiksy

Średnio znamy się na rzemieślniczych tajnikach produkcji muzycznych. Prawda — znamy kilka trików, definiujemy cechy charakterystyczne, wyłapujemy nowatorskość oraz potrafimy rozróżnić gruntowny remont od liftingu. Najważniejszym jednak kryterium jest to najbanalniejsze. (więcej…)

20 najlepszych epek 2013

Niejednokrotnie wspominaliśmy, że 2013 rok zapamiętamy jako fenomenalny czas dla muzyki. Wysoka jakość tegorocznych wydawnictw dotyczy również epek, których nazbierało się od stycznia co niemiara. (więcej…)

40 najlepszych albumów 2013

Mijający rok był niesamowicie udany pod kątem wszelkich muzycznych wydawnictw. (więcej…)

25 najlepszych piosenek 2013

Zanim przedstawimy Wam zestawienie najlepszych płyt tego roku wybranych przez naszą redakcję, oddajemy do dyspozycji analogicznie zestawienie najlepszych piosenek 2013. (więcej…)

20 najlepszych remiksów 2013

remiksy

Zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej być na bieżąco ze wszystkimi udanymi próbami producenckich reinterpretacji katalogu utworów, które promujemy na stronie. (więcej…)

25 najlepszych albumów 2012

Już po raz piąty Soulbowl.pl ma zaszczyt zaprezentować redakcyjne podsumowanie najlepszych płyt mijającego roku. W zestawieniu uwzględnialiśmy jedynie wydawnictwa długogrające, włączając w to mikstejpy i wybrane kompilacje. W tym roku poza soulem, funkiem, R&B i hip hopem, w rankingu szczęśliwie znalazło się miejsce także dla najciekawszych pozycji jazzowych. Podobnie jak we wszystkich minionych latach, najlepsze albumy roku wyłoniliśmy za pomocą głosowania, w którym każdy z redaktorów miał wskazać 25 najlepszych jego zdaniem krążków tego roku. Nie będzie zapewne żadnym zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że zwycięzca był bezkonkurencyjny i został wybrany niemalże jednogłośnie, co przy takiej liczbie osób w redakcji jest czymś naprawdę niezwykłym. Rok 2012 obfitował w interesujące wydawnictwa muzyczne, ale postanowiliśmy z premedytacją nie rozszerzać samego rankingu płytowego (do 40 pozycji, co już wcześniej dwukrotnie czyniliśmy) i podsumować mijające 12 miesięcy bardziej wielowymiarowo tworząc odrębne zestawienia najlepszych remiksów, utworówepek roku. Wydaje nam się, że całkiem zręcznie uchwyciliśmy w tych kilku krótkich podsumowaniach to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012. Mamy nadzieję, że podzielacie nasze muzyczne fascynacje i przy okazji dziękujemy za szereg miłych komentarzy (ale i za konstruktywną krytykę), które kierujecie pod naszym adresem. — redakcja Soulbowl.pl


1.

Channel Orange

Frank Ocean

Def Jam

Channel Orange to pierwszy świadomy soulowy album młodego pokolenia i jeden z nielicznych od czasu świetności Marvina Gaye’a czy Curtisa Mayfielda. Ocean, z mijających się wzajemnie historii, przy pomocy słonecznego klasycznego soulu spod znaku Steviego Wondera i minimalistycznych funkujących syntezatorów, w bezliku najdrobniejszych detali projektuje zupełnie odrębny świat – wyrazisty i prawdziwy. Zręcznie demonstruje, że we współczesnym R&B jest wciąż jeszcze bardzo wiele do osiągnięcia, jeśli chodzi o formę i treść. Do zdominowanego przez puste teksty i generyczne bity gatunku, z naturalną lekkością wprowadza nową świeżość – natchnienie i substancję, jakich brakowało tu od lat. To szczery i zaangażowany album — skrupulatny zapis myśli współczesnego człowieka czującego i poszukującego — krążek pełen świadomie postawionych pytań, na które nie ma łatwych i jednoznacznych odpowiedzi. [czytaj więcej]Kurtek


2.

Devotion

Jessie Ware

Island

Porównania Jessie do Sade są tyleż przyjemne i schlebiające, co krzywdzące jednocześnie. Na tym albumie autorka szuka swojej muzycznej tożsamości i doskonali swoje brzmienie. A miesza się w nim soul, pop, R&B i UK Garage. Eleganckie i syntezatorowe ballady są delikatne, urzekające. Nie ma tu gwiazdorskiego melodramatyzmu Adele czy Lany Del Rey. Jest za to bardzo szczery i intymny przekaz, który czuje się w każdym kawałku. Ware posiada znakomite umiejętności wokalne. Płynnie przechodzi od delikatnych szeptów do pasjonujących okrzyków, wyciągając maksimum ze swojej skali głosu. Tą płytą Ware zaznaczyła swoje miejsce w ekstraklasie wokalistek, promując jakże rzadki dziś wysublimowany i subtelny pop. Jessie Ware jest tu i teraz. Taka, jakiej jej potrzebujemy — unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. — Teofil Niedziałka


3.

Good Kid,
m.A.A.d. City

Kendrick Lamar

Aftermath/Interscope/TDE

Album jest zrealizowaną z hollywoodzkim rozmachem autobiograficzną opowieścią o dzieciaku dorastającym w jednym z najniebezpieczniejszych miast Stanów Zjednoczonych. W nie do końca chronologicznej kolejności poznajemy przypadki z życia ambitnego małolata, który z utworu na utwór coraz bardziej się gubi, wykształca pokorną postawę wobec brutalnej rzeczywistości, by ostatecznie trafić na dobrą drogę. Good Kid, m.A.A.d. City jest jak film, którego fabuła być może przewidywalna, ale i tak przez bite półtorej godziny wpatrujemy się w ekran ze względu na umiejętny montaż, błyskotliwe dialogi, widowiskową scenografię, kapitalne zdjęcia, doskonałą obsadę, dbałość scenarzysty o szczegóły, czy wyczucie reżysera w kreowaniu rzeczywistości wewnątrz dzieła. [czytaj więcej]Chojny


4.

Black Radio

Robert Glasper Experiment

Blue Note

Glasper tytułując swój ostatni album Black Radio wiedział co robi, bo jak na dobre radio przystało oferta muzyczna jest tu bardzo różnorodna. Wspólnym mianownikiem przedsięwzięcia są jazzowe aranżacje, ale nawet pomimo tego amerykański pianista udowadnia, że swobodnie porusza się wśród wielu gatunków — głównie brzmień zakorzenionych w hip-hopie i R&B. Nie tylko udowadnia, że jazz może być przystępny i wcale nie trzeba do niego dorastać, ale do dość szczelnie zamkniętego światka jazzowych melomanów umiejętnie wprowadza czarne brzmienia. [czytaj więcej]Estrella Q


5.

R.A.P. Music

Killer Mike

Williams Street

Killer Mike uczynił z R.A.P. Music odbicie swojej duszy. Imponując na każdym kroku kunsztem i erudycją opowiada o niebezpiecznej Atlancie, wywołuje duchy ofiar policyjnych nadużyć, czy wreszcie soczyście spluwa jadem na grób Ronalda Reagana, ale potrafi też zmyślić zabawną historię z niepoprawnym szczęściarzem i duchem Ghostface’a w rolach głównych. Nie od wczoraj wiadomo, że Killer Mike ma talent i łeb na karku. Z pomocą niezawodnego, indie hip hopowego producenta El-P, postawił sobie wreszcie w pełni zasłużony pomnik. [czytaj więcej]Chojny


6.

Kaleidoscope Dream

Miguel

Bystorm/RCA

Miguel uczy się na własnych i cudzych błędach. Na drugim studyjnym albumie odważnie wciela bezlik gitarowych motywów i syntezatorowych wariacji rodem z najlepszych albumów Prince’a do na wskroś współczesnych formuł melodycznych. Błyskotliwie łączy eteryczną, surową produkcję spod znaku The Weeknd z klasycznym R&B na hip-hopowych beatach, dodając od siebie szczyptę psychodelii i całe mnóstwo charakteru, dzięki któremu owocnie splata jedenaście różnorodnych melodii w jedną harmonijną kompozycję. Umiejętnie operując głosem, potrafi stworzyć nader intymny nastrój, ale choćby śpiewał o miłości, wciąż brzmi zgoła nietuzinkowo. — Kurtek


7.

awE naturalE

THEESatisfaction

Sub Pop

THEESatisfaction wiedzą gdzie zacząć i kiedy skończyć. Ich pierwszy oficjalny album-manifest awE naturalE to zaledwie półgodzinny, ale starannie dopracowany zamknięty obieg myśli, rytmów i pomysłów. Duet z Seattle z wrodzoną naturalnością przeplata futurystyczny afro soul z hip hopową awangardą, pożyczając inspiracje od najlepszych ludzi w branży. Utwory spaja, przede wszystkim, wspólny dla całości zamysł aranżacyjny — harmonijne, ale atonalnie powykrzywiane wokalizy na styl free jazzowego warsztatu Georgii Anne Muldrow, czy zapętlone, spiralnie powykręcane rytmiczne pułapki podkreślone przez kosmicznie funkujący vibe. [czytaj więcej]Kurtek


8.

Home Again

Michael Kiwanuka

Polydor

Michael Kiwanuka, jakby wbrew wszystkim, nagrał płytę niemodną, nieprzebojową i wymykającą się współczesnym klasyfikacjom. Piosenki, jedna po drugiej, z niesamowitą lekkością, płyną swoim własnym tempem, mieszając w niebezpiecznych dawkach melancholię z optymizmem. To proste granie w starym stylu, trącające te same struny naszej wrażliwości, na których grę do perfekcji opanowali przed laty Tim Buckley czy Marvin Gaye. Home Again to stworzony z tęsknoty i miłości ponadczasowy album, który równie dobrze mógł zostać wydany wiele lat temu, ale przydarzył się światu dzisiaj, ku być może nawet większej tego potrzebie. [czytaj więcej]Kurtek


9.

Life Is Good

Nas

Def Jam

Po wielu, niekoniecznie szczęśliwych, doświadczeniach życiowych, Nas zgromadził wreszcie materiał na solidny album. Mogłoby się wydawać, że powinien był już dawno ostudzić swoje rapowe ambicje, a tymczasem jego zaangażowanie i fenomenalna forma wciąż zdumiewają słuchaczy, niemal dwie dekady po debiucie. Jest jednak pewna zauważalna różnica – wtedy uparcie twierdził, że życie to dziwka, a dziś, pomimo wielu niepowodzeń, bez żalu odnajduje w sobie spokój ducha. [czytaj więcej]Eye Ma


10.

Tawk Tomahawk

Hiatus Kaiyote

self-released

Nagrany w domowych pieleszach album jest jednym z największych zaskoczeń roku. Niby wszyscy mieszają ze sobą różnorakie gatunki, ale w taki sposób wychodzi to chyba tylko temu australijskiemu kwartetowi. Unikalne połączenie soulu, nowych bitów czy nawet folku i muzyki operowej z niezdefiniowanym bliżej pierwiastkiem X, charakterystycznym dla artystów z Antypodów, tworzy zupełnie nową jakość. Tawk Tomahawk to płyta pełna kolorów i emocji, wymagająca od słuchacza choćby minimalnego zaangażowania. Świetnie zaaranżowana elektronika i żywe instrumenty dobrane są w idealnych proporcjach i tworzą przestrzenne brzmienie, a swoistą wisienką na torcie jest zaskakujący i intrygujący głos wokalistki. — eMeS


11.

Until the Quiet
Comes

Flying Lotus

Warp

To kolejny silny kopniak w brzuch dla muzycznych purystów. Na Until the Quiet Comes znajdziemy sporo eksperymentów w składni bitów, a także swobodnego przeskakiwania z gatunku do gatunku. Słychać tu jazzowe korzenie Lotusa, które są punktem wyjścia do permutacji z nowoczesną elektroniką i hip-hopem. Słuchając płyty ma się wrażenie, jak gdyby jej twórca chwytał nas za rękę i prowadził przez swoje sny, marzenia, przestrzenie i miejsca dostępne tylko pozazmysłowo. [czytaj więcej]Teofil Niedziałka


12.

Pineapple
Now-Laters

BJ the Chicago Kid

M.A.F.E. Music

Tegoroczna płyta BJ’a w dużej mierze poświęcona jest dwóm niemal nierozłącznym zagadnieniom — miłości i kobietom. BJ, niczym magik przy pomocy czarodziejskiej różdżki, okrasza każdą piosenkę uwodzicielskim, nierzadko wręcz erotycznym, nastrojem. Sprawcami romantycznego klimatu są nie tylko rozkoszne podkłady, ale także ujmujący wokal BJ’a, nierzadko porównywany z głosami takich artystów jak Bilal czy Anthony Hamilton. Pineapple Now-Laters to także doskonały przykład tego jak mądrze można czerpać z dokonań klasyków. Wachlarz inspiracji jest tu ogromny: od Jackson 5, przez Marvina Gaye’a, do Curtisa Mayfielda. Rzadko jesteśmy świadkami sytuacji w której debiutant nagrywa płytę kompletną i spójną. Temu dzieciakowi z Chicago się to udało. — Eya Ma


13.

4eva N a Day

Big K.R.I.T.

Cinematic Music Group

Choć Live From the Underground nie jest przeciętnym albumem (pierwszorzędne bity, dobra forma gospodarza, niezłe zwrotki pierwszoligowych legend), to właśnie jednak 4eva N a Day zdaje się być płytą, która pochłania słuchacza pod każdym względem. Prosty koncept polegający na opowiedzeniu jednego dnia z życia rapera, nie opiera się bowiem na klasycznym rapowym storytellingu. Jest natomiast zapisem myśli Krizzlego — jego osobistych rozterek, wspomnień czy szczerych wątpliwości. Istotnym atutem albumu jest fenomenalny instynkt oraz różnorodność flow K.R.I.T.’a, który piekielnie dobrze sprawdził się w roli intrygującego przewodnika. Soulowo-jazzowe opary unoszące się nad południowym gruntem to mieszanka hipnotyczna, która w połączeniu z nostalgicznymi tekstami rapera pozwala na wyszczególnienie 4eva N a Day jako jednej z najlepszych płyt minionego roku. — K. Zięba


14.

Chequered Thoughts

Funkommunity

Melting Pot

W długim napięciu wyczekiwaliśmy debiutanckiego albumu producencko-wokalnego kolektywu Funkommunity. Pomimo zawartego tu muzycznego eklektyzmu, wydawnictwo Nowozelandczyków jest niezwykle spójne, a fuzja soulu i funku, nierzadko z domieszką elektroniki, stanowi unikatowy styl duetu. Niepodważalnym atutem jest wokal Rachel Fraser, będący idealnym uzupełnieniem znajdujących się tu dwunastu zmyślnych i nietuzinkowych bitów Isaaca Aesili – zarówno tych spokojniejszych, soulowych, jak również tych, podczas słuchania których nasze głowy instynktownie się bujają i wcale nie chcą przestać. Ewidentnie słyszalny ogromny pokład pasji do muzyki oraz energii włożonej w powstanie Chequered Thoughts sprawił, że czekanie zostało sowicie wynagrodzone. — Dżesi


15.

Time’s All Gone

Nick Waterhouse

Innovative Leisure

Nick Waterhouse to idealny przykład na to, że współcześnie można tworzyć autentyczny soul, głęboko zakorzeniony w klasyce gatunku. Płyta zachwyca naturalnością z jaką muzyczna elegancja zostaje tu wpisana w surowy, niemalże garażowy rhythm & blues. Album jest kwintesencją przebojowości w starym stylu — na krótkie, ale intensywne piosenki składają się: przejrzysty rytm, szczere emocje i nieskrępowane meandry żywych instrumentów. Muzyka broni się sama. [czytaj więcej]Kurtek


16.

The Bravest Man
in the Universe

Bobby Womack

XL Records

Nie wiem czy to kwestia niezwykłego wyczucia smaku, czy może przysłowiowej chemii między Womackiem a Albarnem (który jest producentem krążka), ale nie pamiętam kiedy ostatnio byłem świadkiem tak stylowego powrotu na scenę. Nie jest sztuką odtworzyć po latach swoje sprawdzone brzmienie, lecz odnaleźć się w czasach, w których w muzyce modne jest jednocześnie wszystko i nic. Womack odnalazł swoją niszę – gdzieś pomiędzy spokojnymi klawiszowo-smyczkowymi kompozycjami a zimnymi uderzeniami automatów perkusyjnych. Legenda wie jednak jak najlepiej zapełnić każdą wolną przestrzeń – jeśli nie wokalem, to osobowością. [czytaj więcej]Chojny


17.

BBNG2

BadBadNotGood

self-released

W niezbyt ciepłej Kanadzie powstaje bardzo temperamentny jazz, za który odpowiedzialni są trzej niepozornie wyglądający chłopcy. Ich wątłe ciała zawierają jednak niespożyte pokłady charyzmy i talentu, który bądź nie bądź, dopiero zaczyna kiełkować. BBNG2 jest czwartym(!) zarejestrowanym materiałem w dorobku trio z Toronto. I to czwartym w przeciągu jednego półrocza! To jazz z najmroczniejszych zakamarków duszy, z na pozór rozleniwiającym i dusznym klimatem, który rozrywany jest co jakiś czas improwizowanymi instrumentalnymi wariacjami. Jedenaście aranżacji zawartych na albumie, to efekt 10-godzinnej sesji nagraniowej, zrealizowanej w formie luźnego jamu. Kanadyjczycy kreatywnie zinterpretowali utwory między innymi Tylera the Creatora, Jamesa Blake’a i Kanyego Westa, przy czym nie zabrakło też kilku w pełni autorskich kompozycji. W tych gościach drzemie potencjał tak wielki jak tyłek Nicki Minaj. Pobierać!Dźwięku Maniak


18.

Is Your Love
Big Enough?

Lianne La Havas

Warner

Lianne La Havas na swoim debiutanckim krążku zamiast na efekty specjalne, wykrojone masteringowym nożem, postawiła na szczerość i prostotę. Zarówno akustyczne aranżacje, jak i fragmenty a capella nadają jej soulowo-jazzowym kompozycjom niespotykanej autentyczności. Za sprawą charakterystycznej głębokiej barwy głosu, udaje jej się wprowadzić wyobraźnię słuchacza do krainy rozmaitości. Jest zaczepna jak w przypadku „Forget”, rzewna w „Lost and Found”, czy wreszcie wyluzowana w coverze Scotta Matthewsa „Elusive”. I tak ostatecznie na kanwie rozmaitych historii o relacjach damsko-męskich, udało jej się utkać żywymi instrumentami całkiem barwne dzieło [czytaj więcej]Estrella Q


19.

There Now

Josh Berman & His Gang

Delmark

Wyobraźcie sobie, że Art Ensemble of Chicago bierze na warsztat klasyczne big bandowe melodie Louisa Armstronga. Co następuje? Harmonijne brzmienie zostaje brutalnie zakłócone i rozerwane na drobne strzępy przez szaleńczą free jazzową improwizację. To właśnie czyni na swojej ostatniej płycie There Now amerykański kornecista Josh Berman — pożycza stare i po swojemu miesza je z nowym. O ile jednak nierzadko efekty takich połączeń bywają niezręczne i odtwórcze, na There Now wszystkie dźwięki układają się swobodnie, przez co płyta jako całość brzmi bardzo adekwatnie. Prawdziwy jazz wcale nie umarł — ma się doskonale! [czytaj więcej]Kurtek


20.

Seeds

Georgia Anne Muldrow

Entertainment One Music

Georgia przypomina emocjonalny wulkan, który drażni się z naturą. Nikt nie ma pojęcia, kiedy nastąpi erupcja. Tytułowy numer nasączony psychodelicznym sosem to popis znakomitego operowania głosem. Seeds jest mniej chaotyczne od poprzednich albumów Muldrow, gdzie bywało, że najlepsze numery trwały raptem półtorej minuty, a wokalistka przesadzała z temperamentem. Tym razem Georgia z wyczuciem wyważyła proporcje i świetnie wpasowała się w produkcje Madliba. [czytaj więcej]K. Zięba


21.

Look Around
the Corner

Quantic & Alice Russell

Tru Thoughts

Alice Russell bez wątpienia ma w sobie coś, co stawia ją niemalże w jednym szeregu razem z artystami legendarnej wytwórni Motown. Look Around the Corner, nagrany przez artystów w Kolumbii, łączy chillout, latynoskie rytmy Quantica i jego Combo Bárbaro z natchnionym głosem Alice Russell. Używając bogatej palety ciepłych, soulowych dźwięków, muzycy przenoszą nas daleko na bezludną, tropikalną wyspę. To bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji wśród imponującego dorobku zarówno Quantica, jak i Alice Russell. — Blackjack


22.

Supa Soul Shit

S3

Melting Pot

Supa Soul Shit to niezwykle udany międzynarodowy projekt, powstały pod skrzydłami Melting Pot Music. Miles Bonny oraz Brenk Sinatra, znani do tej pory głównie z solowych wydawnictw, stworzyli nusoulowego pewniaka, który co prawda szczytu list przebojów nie osiągnął, ale z pewnością skutecznie umilił niejedno popołudnie i wieczór. Dwadzieścia jeden świetnie zrealizowanych kompozycji ubarwionych charakterystycznym głosem Milesa sprawiło, że ponownie uwierzyłem w dojrzałe męskie albumy, które oprócz emocji niezwykle wzniosłych i szlachetnych, niosą ze sobą niemałą dozę luzu i marzycielskiego klimatu. Supa Soul Shit? Zdecydowanie! — Dźwięku Maniak


23.

Cancer 4 Cure

El-P

Fat Possum

El-Producto zaliczył jeden z najbardziej spektakularnych powrotów roku – nie tylko wyprodukował Killer Mike’owi obłędnie mocne R.A.P. Music, ale także powrócił po 5-letniej przerwie z solówką co najmniej tak dobrą jak wszystkie jego poprzednie. Na Cancer 4 Cure raper daje po raz kolejny upust swojemu wewnętrznemu szaleństwu, paranoicznie reaguje na rzeczywistość, snuje wizję dystopijnej przyszłości. A może teraźniejszości? Ciężko powiedzieć, zwłaszcza że już sama oprawa muzyczna – czerpiąca ze wszystkiego od indie rocka przez rave po boom-bap – mogłaby stanowić idealną ścieżkę dźwiękową do cyberpunkowego filmu science-fiction. Lata mijają, a El-P wciąż sumiennie szlifuje własną i wyłącznie własną wersję hip-hopu. Wychodzi z tego zwycięsko jak nikt inny. — Chojny


24.

From the Roots Up

Delilah

Warner

Ta zdolna Angielka wypływała stopniowo — najpierw częstowała nas pojedynczymi numerami, później serwowała zgrabne epki, by jako danie główne podać debiutancki album From the Roots Up. Krążek łączy w sobie wiele gatunków: artystka płynnie balansuje między popem, soulem, folkiem, trip hopem, elektroniką i alternatywnym R&B. Całą tę różnorodność spina klamra, w postaci elektryzującego głosu wokalistki. Chociaż tematyką płyty jest jednostajna i wszędobylska miłość, Delilah potrafi wyrazić ją na milion sposobów, przekraczając wszelkie emocjonalne granice. — Lejdi K


25.

The Money Store

Death Grips

Epic

Ta płyta to znak naszych czasów – jest przerysowana, nazbyt intensywna, skandalizująca, obrazoburcza, przesycona negatywnymi emocjami i podszyta ukrytym lękiem. Nie ma w niej niczego, co zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zasługiwałoby na pochwałę. A jednak budzi w słuchaczu pokłady zakopanego gdzieś głęboko chorego szaleństwa i przez proste przeciwieństwo staje się, już zupełnie racjonalnie, bardzo interesującą i całkiem solidną pozycją. — Kurtek


15 najlepszych epek 2012

Kolejną część naszych tegorocznych podsumowań stanowią epki. Te niezwykle popularne krótsze formy muzycznej wypowiedzi dostarczyły nam w tym roku wielu emocji i pozytywnych wrażeń, w wielu przypadkach bardziej przykuwając naszą uwagę niż regularne albumy. Kto zelektryzował nas swoimi wydawnictwami w 2012 roku? Sprawdźcie nasze zróżnicowane zestawienie w którym znajdziecie zarówno soul i r&b, jak i hip-hop czy nowe bity.


1.

TNGHT

TNGHT

Warp

Wywodzące się z południowego hip-hopu trapowe podkłady nie od dziś znakomicie sobie radzą bez rapowej nawijki w pakiecie. Jednak to dopiero duet Hudson Mohawke & Lunice sprawił, że trap odniósł globalny sukces i stał się poważną opozycją dla coraz bardziej wiercących nam dziury w głowach brostepów. Pięć szalonych, pulsujących, emanujących nieskazitelną mocą i monstrualnym basem instrumentali rozniosło już w pył niejeden klub. Dzięki TNGHT nawet najbardziej konserwatywni polscy DJ’e zrozumieli, że hip hop nie skończył się na „Full Clip”, „Ante Up” i garstce naśladowców Jaya Dee. — Chojny


2.

Egg Black

Miles Bonny & B.Lewis

self-released

Kiedy spotyka się dwóch utalentowanych artystów, z ich współpracy nie zawsze wynika coś wielkiego. Na szczęście w tym przypadku tak nie jest i w rezultacie otrzymaliśmy wydawnictwo niemalże idealne, będące kolejnym etapem rozwoju dla obu panów. Fantastycznie połączenie leniwego i ciepłego wokalu Milesa (który nigdy nie brzmiał lepiej niż tutaj) oraz nowobitowych produkcji B.Lewisa dało piorunujący efekt. Epka prezentuje niezwykle bogaty wachlarz emocji i brzmień, a jest przy tym zaskakująco spójna i daje kompletny obraz tego jak może wyglądać nowoczesny soul. — eMeS


3.

The Face

Disclosure

Greco-Roman

Czy jest ktoś kto nie słyszał do tej pory o Disclosure? Brytyjski duet, który tworzą bracia Guy oraz Howard Lawrance, bardzo szybko zdobył serca fanów na całym świecie. Udostępniane przez nich na przestrzeni roku single, doprowadziły w konsekwencji do pierwszego oficjalnego wydawnictwa. Face EP to cztery znajome utwory, które pozwoliły Disclosure w bardzo krótkim czasie wspiąć się na muzyczny Olimp. Przebojowość i unikalny styl produkcji, sygnowane grafikami z tytułową charakterystyczną ‚twarzą’, w piorunującym tempie zaskarbiły sobie sympatię niezliczonej rzeszy słuchaczy, powodując euforię zarówno na parkiecie jak i w domowym zaciszu. — Dźwięku Maniak


4.

Takeover

ViLLΛGE

Ultra Vague

Do tej pory Rumunia (a konkretnie jej muzyczne oblicze) kojarzyła mi się z piosenkami o niczym, w których lansowaniu prym wiodły komercyjne stacje ‘muzyczne’. Końcówka roku pokazała jednak, że transylwański grunt nie jest tak do końca doszczętnie wyjałowiony. Takeover to wydawnictwo, które nie wiedzieć czemu, jest konsekwentnie pomijane we wszelkich muzycznych zestawieniach. Piękno tego materiału nie jest jednowymiarowe. ViLLAGE pomimo młodego wieku imponuje pomysłami aranżacyjnymi, w których w bardzo lekki i przemyślany sposób łączy nowe beaty z dubowo-garagowym brzmieniem, dodając – jak choćby w utworze „Dive” – wątki soulowe. Efekt to piękna, niezwykle klimatyczna epka, idealna na mgliste poranki i chłodne wieczory. — Dźwięku Maniak


5.

You Know You
Like It/Your
Drums Your Love

AlunaGeorge

Tri Angle/Island

Na przestrzenni ostatniego roku byliśmy świadkami rozkwitu popularności Brytyjczyków. Rotacje w BBC, koncerty w strategicznych miastach Europy oraz rekomendacje czołowych dziennikarzy napędziły zainteresowanie wokół AlunaGeorge. W pierwszej połowie 2012 roku zespół podpisał umowę z Tri Angle, czego owocem było wydanie dwóch singli/epek – „You Know You Like It”, które znane było już w 2011 roku oraz premierowego „Your Drums Your Love”. Unikalny styl AlunaGeorge trudno przyporządkować do konkretnej kategorii. Gdyby jednak postawiono mnie pod murem, określiłbym go, jako bardzo stylowy, awangardowy i nowoczesny pop. Każdy z dotychczasowych singli wzbudzał spory poklask i rozgrzewał apetyty. W dopieszczonych do granic produkcjach George’a można było utonąć pośród niezliczonych smakołyków, natomiast głos oraz urok Aluny mógł zawrócić w głowach i przenieść w strefę nieograniczonych fantazji. Jeśli w 2013 roku duet wyda pełnoprawny album – bądźcie pewni, że powali Was na kolana. — K. Zięba


6.

Danger

Katy B

self-released

Zeszłoroczne wydawnictwo od Katy B namieszało trochę i poniekąd otworzyło drogę innym wokalistkom z Wysp, chcącym ‚pokazać się’ w stylistyce zbasowanych (garażowych) brzmień. Po okresie względnej ciszy, na początku grudnia wokalistka wróciła z EPką, którą udostępniła słuchaczom za darmo. Wśród gości pojawiły się takie tuzy brytyjskiej sceny jak Jessie Ware, Diplo, Wiley czy Jacques Greene. Materiał najkrócej i najtrafniej można by skwitować trywialnym ‚bardzo brytyjski’. Połączenie popu, elektroniki i brzmień post-dubstepowych po raz kolejny nie zawiodło, pokazując, że wciąż najbardziej świeże i przebojowe tjuny pochodzą właśnie z UK. — Dźwięku Maniak


7.

True

Solange

Terrible

Mimo, że jest to jedynie zapowiedź albumu długogrającego, to wyraźnie wyznacza kierunek, w którym zmierzają jej poczynania. Materiał, który znalazł się na płycie jest dojrzały, świadomie wyselekcjonowany i dopracowany tak, by wciągać i uzależniać. Świetnym posunięciem jest przeniesienie słuchaczy w czasie. Klimat lat 80-tych tworzony przez nieśmiertelne syntezatory czy pulsujące, nieskomplikowane linie basu, doskonale współgra z subtelnym wokalem Solange. Akcenty w stylu disco czy groove umiejętnie spięto klamrami R&B. [czytaj więcej…]Estrella Q


8.

Never Let You Go

Maseratay

On-Point

Życzę tym gościom wielu produktywnych chwil w 2013 roku. Mam nadzieję, że nie piszę tego na wyrost, wszak zdobyli mnie zaledwie dwoma numerami. I chociaż nikt z redakcji nie podziela mojego entuzjazmu, głęboko wierzę, że w nadchodzącym roku wydadzą równie udane produkcje jak mój ulubiony tegoroczny hit – „Sexxxy”. Zadziorność tego utworu przywołuje najlepsze wspomnienia momentów, gdy zwariowałem na punkcie Sa-Ra w okolicach 2007 roku. Październikowa epka jest w zasadzie singlem z instrumentalami i remiksem, gdzie obok „Sexxxy” znajdziemy wiodący singiel, „Never Let You Go”. Wszystkich zaintrygowanych muszę niestety ostudzić. Musimy poczekać na więcej. Oby nie za długo. — K. Zięba


9.

Seeing Her Naked

Mar

self-released

Jeden z najciekawszych i najlepszych europejskich wokalistów zaprezentował nam po raz kolejny swoją własną, współczesną wizję soulu i r&b. Mar znowuż urzeka swoim falsetem, otulonym w ciepłe brzmienie FS Green’a i Full Crate’a. Wszystko to tworzy niezwykle zmysłową i sensualną atmosferę, poruszającą najwrażliwsze struny naszej natury. Płyta czerpie garściami z muzycznych dokonań lat minionych, nie tkwi w nich jednak przesadnie tworząc nową jakość, w pełni autonomiczną i nowoczesną. — eMeS


10.

Remember Me

Shortcircles

Plug Research

Remember Me EP to zbiór świeżych, bujających, ale i kojących ambientowych bitów od hip-hopowego producenta z Oakland. Efektownie dobrane do tego, nie samplowane, porywające głosy dwóch wokalistek – Miss Kii oraz Tiany Vallan, tworzą idealną dawkę muzyki pozwalająca na oderwanie się od szarości dnia. — Dżesi

 


11.

Songs for Sunset

Denitia Odigie

self-released

Czterech utworów od Denitii faktycznie warto posłuchać przy zachodzie słońca. Klimatyczne teksty, napisane przez wokalistkę o bardzo subtelnym głosie, nagrane zostały do melancholijnych dźwięków saksofonu czy klawiszy nie w studio, a na żywo – w brooklyńskim apartamencie. Pozwólcie sobie na czary od pani Odigie. Oby więcej takiego soulu. — Dżesi

 


12.

Meantime

Kwes

Warp

Brytyjski producent i wokalista znany wcześniej raczej z pracy na rzecz innych artystów, dojrzał w końcu do tego by samodzielnie zaprezentować swoją twórczość i chyba nikt tej decyzji nie żałuje. Eklektyczna mieszanka popu, r’n’b, ciepłej elektroniki i brytyjskich wpływów klubowych porywa i poziomem wcale nie odbiega od ostatnich produkcji popularnych wokalistek z Wysp. Kwes to typ wrażliwca, który w szczery, melancholijny i niepozbawiony naiwności sposób opisuje swoje często bardzo osobiste emocje i uczucia. — eMeS


13.

Shame/Thuggin’

Freddie Gibbs & Madlib

Stones Throw

Pamiętam, jak na początku zeszłej dekady zgadzałem się ze zdaniem Noona, który twierdził, że Madlib jest kiepskim producentem, a jego podkłady są nudne i do granic powtarzalne. Błąd. Z biegiem czasu dorosłem i diametralnie zmieniłem zdanie. Tegoroczny projekt z Georgią Anne Muldrow oraz epki z Freddiem Gibbsem ponownie przekonały mnie, że obrałem dobry kierunek. Soulowe bity Madliba oraz hustlerskie opowieści i pierwszorzędne flow Gibbsa dały świetny rezultat, wpasowując się idealnie w niejedną bezsenną noc. Obok Big K.R.I.Ta to moje ulubione rapowe produkcje w tym roku. — K. Zięba


14.

Bound to Ohra

Blameful Isles

Urban Waves

Blameful Isles to muzyczny projekt szwedzkiego producenta Daniela Israelsona aka Honks Burry, w którym rzeczony w bardzo ciekawy i lekki sposób łączy atmosferyczny jazz z hip hopem, wplatając w całość nienachalne triphopowe smaczki. Pomimo skromnej objętości, nieco ponad 10-minutowy materiał pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Oczami wyobraźni śmiało by można sięgać po niego z półki opatrzonej etykietą ‘chill&happiness’. Bound to Ohra, słuchana zwłaszcza wieczorem, łaskocze jak trzeba i tam gdzie trzeba – polecam wszystkim insomnistom i miłośnikom wszelkich nocnych wędrówek. Oczywiście do pobrania za darmo. — Dźwięku Maniak


15.

Armor On

Dawn Richard

Our Dawn Ent./Cheartbrekaer Music Group

Weźcie trochę przebojowości Rihanny z wcześniejszych etapów jej kariery, trochę cybernetyczno-futurystycznej fantazji Janelle Monae i wzbogaćcie to o pseudoiluminacką symbolikę rodem z Watch The Throne, a otrzymacie przynajmniej część wizji tego, co Dawn zaoferowała na swojej tegorocznej epce. Castingowy produkt telewizyjnego show Diddy’ego wymknął się spod kontroli wielkiej wytwórni i zaczął tworzyć indiepopowe r&b z miejscem na modne w muzyce trendy, ale bez miejsca na stanowcze przekroczenie granicy dobrego smaku. Pamiętajmy, że to jedynie przedsmak tego, co pani Richard zaoferuje nam na przypadającym na 2013 longplayu GoldenHeart. — Chojny


 

POLSKI SUPLEMENT

 

Private Silence

Private Silence

self-released

Trzon albumu stanowią 4 nastrojowe kompozycje, na których trójka muzyków korzystając z minimalnej ilości środków (rhodes/oszczędna perkusja/wokal) wprowadza słuchacza w przyjemny, odprężający nastrój. Ascetyczna, pozbawiona jakichkolwiek ozdobników produkcja oraz bliski, ciepły wokal Asi tworzą niezwykle intymną atmosferę. Drugą część albumu zajmują 4 doskonałe, zróżnicowane remixy dokonane przez Teielte, Spiska Jednego, Twardowskiego i Roux Spanę. [czytaj więcej…]Sonar Soul

 


MAUi WOWiE

Ras & Dj Tort

self-released

Wakacyjny projekt MAUi WOW!E EP wylądował w głośnikach niecierpliwych fanów dopiero w październiku. Ras jeszcze nigdy wcześniej nie był tak pewny siebie przed mikrofonem, zachowując przy tym charakterystyczne, wyluzowane flow. Tort również spisał się na piątkę, utwierdzając w mnie w przekonaniu, że samplowane bity w tempie 90-95 bpm wciąż mogą wywoływać niemałe emocje. Na epce znajdziecie m.in. polską wersję „Roc Boys” („Mój krąg”), ciekawy obraz mojego pokolenia („Mogę żyć”, „Ari Gold”) czy gładkie tło do popołudniowej kawy i jointa („Wszystko mam”, „MAUi WOW!E” i „Pogadajmy o niczym”). Fakt, na wielu polskich rapowych płytach wieje nudą na kilometr. Maui Wowie EP zdecydowanie nie jest jedną z nich. — K. Zięba


Wooden Love

Teielte

U Know Me

Polska nie odniosła wielu sukcesów w dziedzinie podboju kosmosu, ale nadrabiamy to z nawiązką wysyłając w przestrzeń międzyplanetarną takie krążki jak ten. Wooden Love czyli drugie – po Homeworkz – wydawnictwo od Teielte, to kolejny krok płockiego producenta do podboju obcych galaktyk. Słodko-kwaśne beaty będące symbiozą hip hopu i elektroniki, dostarczył producentowi w ciągu ostatnich miesięcy wielu nowych fanów, którzy do ‚nowego’ przekonują się coraz chętniej. Wooden Love śmiało można nazwać wizytówką unikalnego stylu Teielte, którego echa już dawno przekroczyły granice naszego kraju. Wciąż jest to muzyka niemożliwie połamana oraz wymagająca, ale nie brak jej przy tym melodii i klubowego potencjału. — Dźwięku Maniak

25 najlepszych piosenek 2012

W tym roku po raz pierwszy, poza tradycyjnym rankingiem albumów, oddajemy na Wasze ręce zestawienie 25 najlepszych piosenek mijającego roku. Było to zadanie niełatwe, początkowo nieco przerażające i rodzące rozmaite wątpliwości, ale efekty zaskoczyły pozytywnie nas samych. Mamy nadzieję, że jest to zestaw miarodajny i dobrze oddający to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012.


1.

„Pyramids”

Frank Ocean

Def Jam

Frank Ocean zdał w tym roku egzamin z wynoszenia współczesnego R&B na wyższy poziom artystyczny, czego najlepszym dowodem jest właśnie singlowe „Pyramids”. Prawie 10-minutowa suita, podchodząca na kilka sposobów do mitu Kleopatry to postmodernistyczna mieszanka wybuchowa, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. Żyrandole wiszące we wnętrzu piramid, odtwarzacz kaset VHS w przydrożnym motelu, sześciocalowe obcasy, odgłos uruchamianego Playstation w teledysku, klubowy syntezator, trapowe bębny, orgia instrumentów zwieńczona psychodeliczną gitarową solówką Johna Mayera. Nieliczni przedstawiciele czarnej muzyki byliby w stanie wykuć z czegoś takiego dzieło kompletne. Scena R&B właśnie wzbogaciła się o kogoś takiego. Doceńmy to z całego serca. — Chojny


2.

„Adorn”

Miguel

RCA

Nowoczesne R&B w najczystszej postaci. Kolejny raz Miguel dał znać o swoich nieprzeciętnych tekściarskich umiejętnościach. Pozwól by moja miłość Cię ozdobiła – dziękim takim tekstom każda kobieta chce być z Miguelem, a każdy mężczyzna chce być Miguelem. Erotycznie naładowana piosenka przywodzi na myśl „Sexual Healing” Marvina Gaye’a. Do tego brawurowe wokalne popisy i przeciągające się echa głosu zanurzone w miksie syntezatorów sprawiają, że zdajemy sobie sprawę, iż mamy do czynienia z wysublimowanym, PBR&B 2.0 na najwyższym poziomie. — Teofil Niedziałka


3.

„Losing You”

Solange

Terrible

W „Losing You” Solange odważnie eksploruje lata 80-te, mieszając stylowy vibe surowych hip-hopowych bitów z syntezatorowymi akcentami i eterycznymi wokalami w tradycji neo-soulu i współczesnego R&B. Efektem jest świeży, wysmakowany, niesamowicie przebojowy numer z nutką fantazji i całym mnóstwem wyobraźni. — Kurtek

 


4.

„Running”

Jessie Ware

Island

Przykład Jessie Ware śmiało można by podciągnąć do historii o brzydkim kaczątku. Z początku skromna, mało znana dziewczyna od featuringów w niecały rok – najpierw za sprawą singli zapowiadających jej debiutancki materiał, następnie za sprawą samego albumu – pokazała, jak szybko i zarazem nienachalnie dostać się na salony. Zmysłowość jaka towarzyszy utworom Jessie jest mocno uzależniająca, o czym najlepiej można się przekonać słuchając takich utworów jak „Running”. Czar i wdzięk Brytyjki przyjemnie izoluje słuchacza, pozostawiając go w rozkosznym zamyśleniu jeszcze długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków tego magicznego utworu. — Dźwięku Maniak


5.

„Lost & Found”

Lianne La Havas

Warner Bros.

Ciarki przechodzą mnie za każdym razem, gdy słucham tego nagrania. Oszczędność aranżacji i delikatność samego wykonania kontrastują tutaj z ogromnym ciężarem wyśpiewywanych słów. To przejmujący i niezwykle poruszający utwór przypominający o tym, że każdy z nas chowa gdzieś głęboko swoje własne demony. — Emes


6.

„Afro Blue”

Robert Glasper Experiment feat. Erykah Badu

Blue Note

Robert Glasper odświeżył jazzowy klasyk z 1959 roku. Delikatne i relaksujące brzmienie podkreśla niezaprzeczalnie gładki wokal Królowej Badu. Chillout doskonały. — Lejdi K

 

 


7.

„Thinkin Bout You”

Frank Ocean

Def Jam

Nie jedno z nas przeżywało rozstanie. Frank też cierpiał i opowiedział nam o tym w minimalistycznej, niesamowicie klimatycznej i poruszającej balladzie-spowiedzi. Krótka, lecz konkretna historia o wymykającym się spod kontroli cierpieniu po rozstaniu z pierwszą miłością. Ktoś uznałby to za truizm, ale sposób, w jaki Ocean przekazuje emocje i wokal są nieporównywalne Śmiało można wrzucić tę piosenkę do tych ponadczasowych. — Dżesi


8.

„Bad Girls”

M.I.A.

Interscope

Wyprodukowany przez Danję, bliskowschodni banger M.I.A. „Bad Girls”, mimo, że nie odkrywa Ameryki jeśli chodzi o brzmienie buntownicznej Angielki, wnosi bezsprzeczny powiew świeżego powietrza, którego zabrakło na jej ostatnim studyjnym krążku /\/\ /\ Y /\. Na sukces numeru składają się: ciężki, pulsujący beat, nadzwyczajnie przebojowe hooki i bezbłędny swag artystki. — Kurtek


9.

„Climax”

Usher

RAC

Nikt nie przypuszczał chyba, że Usher jest jeszcze w stanie nagrać kawałek, któremu bez wątpienia należy się tytuł uszatkowego opus magnum. Niezwykła harmonia pomiędzy delikatnymi akcentami syntezatora a rhythm&bluesowymi elementami pozwala rozkoszować się każdą sekundą utworu. Do tego namiętny głos Ushera jako cierpiącego katusze niespełnionego kochanka, i nie ma mowy by przejść obok tej piosenki obojętnie. Klasa sama w sobie. — Eye Ma


10.

„Fire We Make”

Alicia Keys feat. Maxwell

RCA

Alicia Keys ponownie znalazła przepis na smakowitą piosenkę. Połączenie w powolnym tempie składników w postaci swojego obniżonego głosu z falsetem Maxwella oraz okraszeniem całości gitarą Gary’ego Clarka Jr. dało w efekcie soczystą porcję dojrzałego, pościelowego r&b. Zmysłowy duet, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na The Diary of Alicia Keys. — Soul Junkie


11.

„Your Drums, Your Love”

AlunaGeorge

Island

Nie załapali się co prawda do ścisłej dziesiątki, ale miejsce 11. na naszej liście to żadna hańba dla Brytyjczyków. Prosty, emocjonalny tekst traktujący o wytrwałości w czekaniu na miłość w połączeniu z delikatnym bitem i niesamowicie zmysłowym głosem wokalistki – tylko albo i aż tyle potrzeba było duetowi AlunaGeorge, by numerem „Your Drums, Your Love” kolejny raz udowodnili, że scena future soulu należeć będzie wkrótce do nich. Klasa. — Dżesi


12.

„Daughters”

Nas

Def Jam

Zmagania z dorastającą, a co za tym idzie – niekiedy niesforną córką, stały się dla Nasa inspiracją do napisania hymnu zrzeszającego zakłopotanych w codziennych obowiązkach ojców. Szczery, a zarazem zabawny tekst został dopełniony przyjemnym i miękkim podkładem, który dzięki wykorzystaniu sampla „Na Na Hey Hey Kiss Him Goodbye” na długo zapada w pamięć. — Eye Ma


13.

„Night Light”

Jessie Ware

Island

„Night Light”, głęboko zanurzone w sosie lat 80., zbudowane na podwalinach reggae rocka i gitarowej fuzji soulu z rock & rollem, pięknie przepisuje ówczesne odkrycia aranżacyjne do na wskroś współczesnego wzorca popowej piosenki. Wokal Ware, umiejętnie wyeksponowany na tle tej mozaiki aranżacyjnej, jest silny i zmysłowy, atmosfera – gęsta i intensywna, a emocje – szczere i niczym nieskrępowane. — Kurtek


14.

„Latch”

Disclosure feat. Sam Smith

Greco-Roman

To jedna z tych piosenek, która świetnie sprawdza się w wypełnionym po brzegi pędzącym samochodzie, zdemolowanym łóżku po zbliżeniu z piękną kobietą czy na spacerze z psem w kierunku łąki pełnej patyków do przygryzienia. Poznałem ją zaledwie kilka tygodni temu, jednak jestem przekonany, że będzie przypominać o sobie jeszcze przez długie lata. — K. Zięba


15.

„I’ll Get Along”

Michael Kiwanuka

Polydor

Wśród trochę nostalgicznej atmosfery Home Again „I’ll Get Along” jest jak promień słońca na zachmurzonym niebie. Z optymistycznym przesłaniem, pogodną partią fletu i dodatkowym wokalem Paula Butlera dostaliśmy od Kiwanuki kawałek starego soulowego brzmienia A.D. 2012. — Soul Junkie

 


16.

„Bad Religion”

Frank Ocean

Def Jam

Miłość jako religia, taksówkarz jako psychoanalityk i Frank w roli siebie samego – ze złamanym sercem, pozbawiony wiary, przyłapany w poruszającym akcie spowiedzi. Kameralne, intymne „Bad Religion” to szczera, niemalże filozoficzna rozprawa o nieodwzajemnionej miłości, podparta brawurowym wokalem, sekcją smyczkową i finałem w stylu D’Angelo. „It’s a bad religion to be in love with someone who can never love you / Only bad religion could have me feeling the way I do”. — Kurtek


17.

„Higher Ground”

TNGHT

Warp

„Higher Ground”, zręczna mieszanka trapu i wonky, to mocno zapętlony wokal, ciężka elektroniczna perkusja i nadająca utworowi charakteru sekcja syntezatorowych trąbek. Moc i energia singla sprawiły, że kawałek niezwłocznie po swojej premierze zawładnął klubowymi parkietami na całym świecie. — Wizz

 


18.

„Dive”

ViLLΛGE

Ultra Vague

Zdecydowanie jeden z najlepszych nowobeatowych utworów roku. Młody i wciąż niezbyt znany producent ViLLΛGE stworzył osobistą interpretację piosenki Ushera, w której – w porównaniu do oryginału – zdolny mieszkaniec rumuńskiego Gelati przemyca więcej wdzięku i subtelności, grając na emocjach słuchacza. Polecam odsłuch na słuchawkach, najlepiej z zamkniętymi oczami. Świetność wielowymiarowa. — Dźwięku Maniak


19.

„Bottom to Top”

Miles Bonny x B.Lewis

self-released

Kolaboracja tej dwójki była jednym z najlepszych prezentów, jakie dostałem w tym roku. „Bottom to Top” to doskonały przykład na to, że Miles powinien jak najczęściej hipnotyzować słuchaczy w asyście nowobrzmieniowych produkcji. Wspaniała kombinacja romantycznej nostalgii Bonny’ego i piekielnie dobrze zbudowanej bomby B.Lewisa. — K.Zięba


20.

„Wildest Moments”

Jessie Ware

Island

Choć media usilnie próbowały zanudzić mnie tą piosenką, na szczęście im się nie udało. Historia trudnej relacji dwojga ludzi jest niezwykle sugestywna i spójna, podlana prawdziwymi emocjami, a mocna perkusja i akordy fortepianu wyostrzają i uzupełniają tą piękną opowieść. — Emes

 


21.

„Live Your Life”

Yuna

Fader

„Live Your Life” urzeka prostotą przekazu. Malezyjskie pochodzenie Yuny ma znaczenie, bo właśnie stąd wypływa jej buddyjska siła spokoju, którą słyszymy w jej hipnotyzującym głosie oraz widzimy w pojedynczych ruchach w teledysku. Wyjątkowości utworowi nadaje także subtelna produkcja Pharella Williamsa – kojąca perkusja i nieco funkująca linia basu. Wszystko to tworzy magiczny klimat i nastrój, przy którym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się odprężyć. — Teofil Niedziałka


22.

„If You Love Me”

BenZel feat. Jessie Ware

self-released

Liczba piosenek z udziałem Jessie Ware w naszym rankingu, wcale nie jest przypadkowa. Tym razem na warsztat wzięła utwór, który w oryginale wykonywały dziewczyny z zespołu Brownstone, popularnego w latach 90-tych. Wokal Jessie i talenty dwóch młodych producentów z Japonii daje piękny efekt w postaci „If Your Love Me”, od którego można się łatwo uzależnić. — Lejdi K


23.

„Mercy”

Kanye West feat. Big Sean, Pusha T & 2 Chainz

Good Music

Mówi się, iż prostota jest owocem dojrzałości – w tym przypadku jest ona także przyczyną sukcesu. Nikt tak jak Kanye nie potrafi dobrać kilku zupełnie różnych od siebie sampli i stworzyć z nich czegoś całkiem nowego. Połączenie elementów ścieżki dźwiękowej Człowieka z blizną i typowo dancehallowego wokalu wymaga dużej wyobraźni. West po raz kolejny udowodnił swoją wartość. — Wizz


24.

„New God Flow”

Kanye West & Pusha T

Good Music

Szanuję Kanyego, bo nawet kiedy stoi na samym szczycie rapgry, potrafi nawinąć tak, jakby jeszcze miał coś do udowodnienia. Poza obciachowym wersem o złym dotyku wujka każda linijka jest na wagę złota. To samo dotyczy nie mniej błyszczącego Pusha T, przy czym jego determinacja jest bardziej uzasadniona – 2013 ma bowiem przynieść premierę pierwszej (!) solówki tego pana. Do tego gościnny występ samego Ghostface’a w albumowej wersji utworu… Wisienki na szczytach najbardziej wykwintnych tortów – ot, cały Kanye i jego G.O.O.D. Music. — Chojny


25.

„Cabin Fever Sweet Love”

THEESatisfaction

self-released

Panie z THEESatisfaction wzięły na warsztat „Sweet Love” klasyczny numer z repertuaru Anity Baker i zepsuły go po swojemu w zręcznym mashupie ze swoim własnym „Cabin Fever”. To jedynie kolejny, po Jessie Ware i Solange, dowód na to, że na połączenie współczesnego neo-soulu i lat 80. w minionym roku nie było mocnych. — Kurtek

Soulbowl.pl podsumowuje rok 2012

Końca świata nie było, czas więc, jak co roku, na podsumowanie mijających 12 miesięcy. Tym razem będziemy robić to wyjątkowo wnikliwie. Już dzisiaj na stronie ukazał się pierwszy redakcyjny ranking wyszczególniający najlepsze remiksy roku. (więcej…)

40 najlepszych płyt 2011 Soulbowl.pl

40 najlepszych płyt 2011 Soulbowl.pl

Tak jak rok i dwa i trzy lata temu (tak, to już czwarte coroczne soulbowlowe podsumowanie roku!) prezentujemy Wam najlepsze płyty wydane w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Jak zawsze wykraczamy poza kanony soulu i r&b, eksplorując hip hop, funk, jazz i nowe brzmienia. Z racji mnogiej liczby wartych uwagi wydawnictw muzycznych lista rozszerzona została, podobnie jak w 2009 roku, do 40 pozycji. Całość do ogarnięcia, klasycznie po skoku!
(więcej…)

10 piosenek roku 2011 według Beyonce

beyonce-and-terry2

Jeśli już dojdziecie do tej części tekstu, gdzie będziecie widzieć numery zaproponowane przez Beyonce, powinniście zrobić taką minę, jaka znajduje się powyżej. Tak, nasza artystka między jednym skurczem, a drugim proponuje swój top 10. Zastanawiam się tylko, czy to zbyt duży wpływ hormonów, czy przelewy zmusił ją do tak abstrakcyjnego wyboru. Sprawdzajcie w końcu po skoku kawałki, chociaż nie ma na co patrzeć.

(więcej…)

Soul nad Wisłą

snw

11 listopada to ważna data dla nas, Polaków. W ramach małego, miskowego kultu tego dnia, bez spiny i po głębokich przemyśleniach, przedstawiamy Wam osobistą selekcję TYLKO polskich numerów. Każdy z redaktorów wybrał jeden kawałek i dopasował go do ustalonych wcześniej kategorii: tekst, podkład, wokal. Jak się okazuje było z czego wybierać. Myślę, że nie tylko ja miałam zagwozdkę i przynajmniej kilka kandydatów w postaci piosenek do każdego z pudełek. Rozbieżność naszych wyborów pokazuje jak bardzo jestesmy zróżnicowani muzycznie, co mnie bardzo cieszy. Koniec monologu. Jeśli chce się Wam pogłówkować, zapodajcie w komentarzach swoje typy.

(więcej…)

Najlepsze numery lata (część 2): Selekcja redaktorów

logo-wakacyjne-hity

Dokładnie miesiąc temu dowiedzieliśmy się jak brzmiały wakacje naszych ulubieńców, dziś macie okazje podpatrzeć przy jakich dźwiękach nam mijały te letnie, beztroskie miesiące . Takie małe (miesięczne?) opóźnienie, ale przecież wrzesień, też jest miesiącem wakacyjnym, jeśli wiecie o czym mówię. Tak o studentach mówię! Zapraszamy!

(więcej…)

Najlepsze numery lata (część 1): Selekcja gości

lato1

Lato jeszcze trwa, ale wakacje dla niektórych już nie. Stąd też mała niespodzianka od Miski dla Was. Mieliście jakieś osobiste wakacyjne hiciory? ONI tak. Oni czyli – reprezentanci ulubionych miskowych składów i dziennikarze muzyczni. Po skoku zobaczycie co zapamiętają z lata 2011. Jest czym się jarać. Część druga letnich przebojów (w przyszłym tygodniu) będzie kolejnym zaskoczeniem.

(więcej…)