podsumowanie roku

20 najlepszych epek 2017

Nadchodzi pora, by pożegnać się z 2017 i z otwartymi ramionami powitać kolejny rok pełen wyzwań i oczekiwań, także tych czysto muzycznych. Zanim jednak na ścianie zawiśnie nowy kalendarz, chcielibyśmy przedstawić nasz ostatni efekt przesiewania minionych 12 miesięcy. Obok najciekawszych utworów oraz albumów wybraliśmy  i zestawiliśmy dwadzieścia wartych uwagi EP-ek, i podobnie jak w dwóch poprzednich kategoriach wyszło bardzo różnorodnie, przekrojowo a momentami i kontrowersyjnie. Ta gatunkowa oraz stylistyczna interdyscyplinarność, to zresztą jeden ze znaków rozpoznawalnych naszych soulbowlowych rankingów. W podsumowaniach płyt długogrających wyróżniliśmy m.in. polski jazz, południowoafrykańskie kwaito, czy też kanadyjski gospel, natomiast wśród wydawnictw mniej obszernych znalazł się chociażby rodzimy funk oraz koreański electro-soul. Czy w poniższych wydawnictwach słychać już echa nadchodzącego 2018 roku? Standardowo – czas pokaże. Widzimy się za rok!


Soulbowl20.

Extended Beginnings

Jamie Lidell

Jajulin

Wrześniowa epka Lidella opublikowana w dniu jego urodzin nie zasługuje na przesadną ekscytację. Nie zmienia to faktu, że Jamie’ego bardzo cenimy i zawsze wyczekujemy jego kolejnych premier. Extended Beginnings prezentuje jedynie trzy utwory, stanowi jednak skondensowaną próbkę umiejętności Lidella. W sam raz dla tych, którym dotychczasowe nagrania muzyka są zupełnie nieznane. Kto wie, może to początek przyjaźni? Wierząc w trafność tytułu, właśnie na początkach Autorowi zależy. — k.zięba

„You Rewind”


Soulbowl19.

Memo, the Beat Tape

Moo Latte

Self Released

Wydawałoby się, że beattape’y to temat już tak ograny, że trudno wykrzesać w tej kwestii coś, co przykułoby uwagę słuchaczy. Naprzeciwko tym zarzutom wychodzi jednak Moo Latte, niesiony pozytywnym odbiorem swoich wcześniejszych wydawnictw. Multiinstrumentalista z Kopenhagi zabiera nas w nostalgiczną podróż do lat 90., gdzie oldschoolowe sample mieszają się z brzmieniem żywych instrumentów. Ciepłe dźwięki rhodesa, gitara, klasyczne bębny – to wszystko w połączeniu z trzaskiem winyli sprawia, że od Memo ciężko się oderwać. Jest soul, jest jazz, jest hip-hop! — Mateusz

„Zouk”


Soulbowl18.

Gravity

Diggs Duke

Warm Valley Music (ASCAP)

Gravity Diggsa Duke’a poznaliśmy poniekąd już w 2011 roku, kiedy EP-ka pojawiła się na Bandcampie — tyle, że z dwoma utworami. W 2017 ten niezwykle zdolny artysta, którego nieśmiało kojarzę z Prince’em, bo również śpiewa, komponuje, jest multiinstrumentalistą i przede wszystkim bardzo świadomym twórcą, wydał Gravity wzbogacone o kilka kolejnych utworów. Całość jest niezwykle przyjemną, sensualną kombinacją soulu i jazzu, zaśpiewaną i zagraną, a jakże, przez samego autora, pozwalającą zarazem zrobić sobie podróż gdzieś w kosmos, ale też (jak w przypadku „Holding On”) są szansą na subtelne zakręcenie nóżką. Jeden z najpopularniejszych utworów Diggsa zatytułowany jest zresztą „Something in My Soul” — i właśnie „to coś w duszy” porusza Duke z każdą swoją piosenką. — Dżesi

„Last Night”


Soulbowl17.

Hack3d by GH05T 2.0

PRO8L3M

Self Released

Rap doceniany zarówno przez wyjadaczy z branży muzycznej, literatów czy pracowników korpo. Jest brudny, wulgarny i niezwykle charakterystyczny. Ta EP-ka to kontynuacja stylu PRO8L3Mu, polegającego na syntetycznych brzmieniach Steeza i chropowatym wokalu Oskara. Zmienił się za to sposób opowiadania historii. Coraz częściej o salonach mówią z perspektywy salonów, a nie ulicy. Nie sposób jednak zarzucić im wygładzenie przekazu czy brak pazura. Na Hack3d by Gho5t 2.0 serwują słuchaczom krótką futurystyczną podróż , której głównym motywem jest cyfryzacja. Co proponują w zamian? Wydaje się, że szeroko pojęty hedonizm, nie wiadomo jednak, na jak długo wystarczający. Oskar, raz wciela się w rolę amanta z portali randkowych, innym razem opowiada o beztroskim życiu nieznanego mężczyzny. Świetny materiał z wieloma momentami, które przyprawiają o dreszcze — czy to przy cutach z „Borders” M.I.A., czy przy „kochał się z żoną, w radiu leciało De Mono” w tytułowym utworze, który faktycznie, zwłaszcza w tym miejscu, ma coś w sobie z hitów wspomnianej grupy. — Polazofia

„World Wide Web”


Soulbowl16.

Mango

P.Unity

Astrophone

Czujemy, że o P.Unity lada moment zrobi się naprawdę głośno. Sama grupa na scenie prężnie działa już od jakiegoś czasu. Wspólnie grają od około dziesięciu lat, wcześniej między innymi jako Paralayzing Unity. Ich debiutanckim owocem wspólnego muzykowania jest Mango. Soczysta EP-ka głównie przez swoje brzmienie i niezwykłą energię, zaledwie czterema utworami pozwoliła muzykom z Warszawy znaleźć się w tym zestawieniu. Można to tłumaczyć ogromną różnorodnością materiału. Mango to zarówno luźny rapowy numer „Heinz Solo”, elektroniczny tytułowy utwór czy energiczne funkowe „Booboo”. Dziewięcioosobowy skład doskonale miesza style, balansując gdzieś pomiędzy funkiem, hip-hopem, a nawet jazzem. — Polazofia

„Booboo”


Soulbowl15.

The Boy Who Cried Freedom

Jacob Banks

Interscope Records

Jacob Banks, to artysta tworzący autentyczną i płynącą z serca muzykę soul. Pod płaszczem twardego faceta, kryje się wrażliwy i dojrzały muzyk. W swoim najnowszym wydawnictwie The Boy Who Cried Freedom artysta, grubym barytonowym wokalem, opowiada o różnych aspektach miłości. Czyni to jednak w sposób poetycki, delikatnie prowadząc słuchacza przez kolejne utwory. Lirycznie, pomimo że na pierwszy plan wysuwa się wspomniana miłość, Jacob sprawnie przemyca wątki społeczne i polityczne. Od czasu swoich pierwszych kawałków, Banks znacząco rozwinął się muzycznie, dojrzał i należy mu się wyróżnienie w naszym zestawieniu. — Forrel

„Unholy War”


Soulbowl14.

Hoodrich Vol. 3

IAMDDB

Union IV Recordings

IAMDDB, to równie atrakcyjna, co utalentowana wokalistka z Manchesteru, która jest kolejnym ciekawym głosem na brytyjskiej scenie niezależnego R&B. Kryjąca się za tym pseudonimem, dosłownie 21-letnia Diana De Brito, poczyniła w ostatnich 12 miesiącach niesamowity progres, czego efektem jest siedmioutworowa epka Hoodrich Vol. 3, która zbiera jej dotychczasową twórczość. ABRA, Princess Nokia, Tommy Genesis, Jorja Smith, RAY BLK, to tylko niektóre z artystek, których twórczość śmiało można by przywołać, chcąc opisać styl młodej Brytyjki. Na wyżej wspomnianym wydawnictwie usłyszymy więc echa grime’u, glitchu, trapu, cloudrapu oraz atmosferycznego R&B. Z kolei jego najjaśniejszymi punktami są utwory „More”, „Shade” oraz niezwykle klimatyczne „Trophy”. Ze sporymi nadziejami będziemy czekać na jej kolejne artystyczne ruchy.   — Dźwięku

„More”


Soulbowl13.

Manna

Fashawn

Mass Appeal Records

Fashawn to kot z Kalifornii, który z roku na rok zyskuje coraz większy rozgłos. Od czasu wstąpienia w szeregi Mass Appeal jego kariera w końcu zaczęła przybierać odpowiedni obrót. Dwa lata po The Ecology do rąk słuchaczy trafia jego EP-ka zatytułowana Manna. Mocno klasycznie brzmiący projekt ukazuje pogląd rapera na wiele współczesnych problemów Stanów Zjednoczonych. Ważnymi punktami na liście utworów są „Mother Amerikkka” czy „Proud”, ale jest tam też miejsce na trochę przechwałek jak na wyprodukowanym przez Large Professora „Fashawn”. Gościnnym występem album uświetnia także wujek Snoop. Dowód na to, że zdecydowane kroczenie swoją drogą w końcu się opłaciło. — Mateusz

„Fashawn”


Soulbowl12.

Rina

Rina Sawayama

self released

Urodzona w Japonii, ale stacjonująca w Londynie Rina Sawayama jako swój debiut nagrała solidną metapopową epkę, która nie traci nic ze swojego powabu niezależnie od tego, czy podejdziemy do niej bezpośrednio czy ironicznie. Sawayama jako trzon stylistyczny ukochała sobie ścisłą fuzję popu i R&B święcącą triumfy na listach przebojów całego świata w czasie milenijnego przełomu, dzięki przebojom Britney Spears, Christiny Aguilery czy *NSYNC. Nie ma się jednak wrażenia, że piosenkarka spóźniła się o półtorej dekady — to raczej zwiastun kolejnego rychłego stylistycznego zwrotu w światowej popkulturze, wynikający z nostalgii za muzyką dzieciństwa obecnych 20-latków. Sawayama nie ma co prawda na podorędziu ani Darkchilda, ani Maxa Martina, ale nawet bez ich pomocy udaje jej się perfekcyjnie odwzorować melodykę i charakter misternie zaprojektowanego przez nich popu („Ordinary Superstar”, „Take Me as I Am”). Całość przefiltrowana przez vaporowe inspiracje w stylu Clarence’a Clarity’ego i niewątpliwe inspiracje Prince’m lat 80. („10-20-40”, „Tunnel Vision”) daje się czytać na wiele różnych sposobów, przez co niechybnie wkracza na terytorium muzyki popularnej o ambicjach artystowskich. — Kurtek

„Take Me as I Am”


Soulbowl11.

TODAY (The Only Day After Yesterday)

Alxndr London

self released

Niewielu jest tak enigmatycznych artystów, jak Alxndr London, który proste dźwięki potrafi przemienić w magiczne kompozycje. Podobnie jest na EP TODAY (The Only Day After Yesterday). Wydawnictwo zawiera pięć nacechowanych emocjonalnie piosenek, z których każda przedstawiona jest przez Brytyjczyka w sposób bajkowy, co nie oznacza, że porusza błahe sprawy. Wręcz przeciwnie, dzieli się ze słuchaczem swoim doświadczeniem życiowym. Jego soulowy wokal, za każdym razem inaczej modulowany, podkreśla znaczenie opowiadanej w danym momencie historii. Jak przystało na Alxndra, utwory są oryginalne, bogate gatunkowo i perfekcyjnie skomponowane. Przenieście się do malowniczego świata Londona. — Forrel

„Circus of Mermaids”


40 najlepszych albumów 2017

utwory

Choć rok 2017 był definitywnie rokiem plejlist (jedną z nich, a nawet dwie znajdziecie w poniższym zestawieniu), wszyscy ci, którzy wieścili kres albumów długogrających po raz kolejny się przeliczyli. Longplay nadal jest potwierdzeniem pozycji artystycznej i rozpoczęciem pełnowymiarowej kariery, której wciąż nie da zbudować się na choćby najsolidniejszych singlach i epkach. Fakt, formę albumu dekonstruuje się obecnie na różne sposoby — czy to składając go z epek jak H.E.R., czy przeciwnie — rozbijając go na części jak Brockhampton. Płyta wciąż ma jednak siłę artystycznego manifestu, której nie posiada pojedynczy singiel, siłę, dzięki której potrafi o 180° odwrócić postrzeganie czyjejś twórczości, jak stało się w tym roku w przypadku Calvina Harrisa. Nawet znane już piosenki zebrane w postaci krążka zyskują nowe życie i nową siłę (Moses Sumney, PJ Morton). Wreszcie — mogą pchnąć do przodu błyskotliwą karierę, która wcześniej ledwie się jedynie tliła (Gabriel Garzón-Montano, EABS). — Kurtek


Soulbowl40.

Oldschool

Kuba Badach

Agora

Debiutancka płyta Oldschool jest inteligentnym popem dla dojrzałej publiczności. Tytuł płyty odnosi się nie do jej staroświeckiej zawartości, lecz do określonego sposobu tworzenia muzyki. Na krążku, na którym słychać wyraźne odniesienia do funku i disco oraz do syntezatorów, stworzony został swoisty pomost łączący dwa muzyczne światy, gdzie klasyczne brzmienie przenika przez nowoczesną popową osłonkę, uzupełniając ją i nadając całości tradycyjny klimat. Jeśli ktoś po Odschoolu spodziewał się podmuchu muzycznej świeżości, może się zawieść. Z kolei ci, którym podobały się aranżacje utworów Andrzeja Zauchy, zapewne będą męczyć wydawnictwo do granic możliwości. Nie należy się dziwić, ponieważ album jest spójny i równy, a jego zawartość, to solidny, inteligentny pop z przyjemnym wokalem Kuby. I tylko tyle. Badach skąpany na okładce w kolorowym pyle nie zwiastuje niczego szalonego. Zawartość wydawnictwa jest tylko poprawna i przyjemna. [Więcej] — Forrel

„Jestem kimś”


Soulbowl39.

Culture

Migos

Atlantic

Nawet jeśli Culture daleko do tytułu płyty roku, to ciężko nie przyznać że hip hop w tym roku należał właśnie do tego trio z Atlanty. Napakowany przebojami, autotune’owymi hookami, nienudzącymi się triolowymi flow materiał wraz ze swoją styczniową premierą nadał rytm wszystkiemu co przez następne miesiące działo się na scenie — nawet Eminem na swoim pokracznym Revivalu próbuje swych sił w naśladowaniu stylu Offseta, Quavo, czy tam Takeoffa. Album ten to także niezapomniany pokaz determinacji, zajawki, zabawy płynącej z tworzenia hip hopu w niewiarygodnie jak na te czasy zgranej ekipie. Sami przyznajcie, kiedy ostatnio jakikolwiek skład rapowy odniósł porównywalny sukces? [Więcej] — Chojny

„Deadz”


Soulbowl38.

Experience

Night Marks

U Know Me

Na krążku Experience słychać naturalnie wpływy takich gatunków jak jazz, soul, hip-hop czy elektronika, które nie są przy tym dawkowane osobno w kolejnych utworach, lecz połączone w jedno spójne brzmienie nieuznające stylistycznych granic. Oprócz wyraźnie słyszalnych inspiracji klimatami z Dalekiego Wschodu wciąż przebijają się w muzyce Night Marksów echa Glaspera, Dilli czy artystów związanych z Brainfeederem. Czuć sporo kosmicznych wibracji, ale w stosunku do poprzednich wydawnictw znajdziemy tu mniej eksperymentów. Dużą rolę grają w tym kontekście rezygnacja z instrumentalnych numerów i bardziej chilloutowy klimat, a nawet kilka bardzo przebojowych momentów, które z pewnością zostaną w Waszych głowach na dłużej. [Więcej] — Efdote

„Smog”


Soulbowl37.

Number 1 Angel

Charli XCX

Asylum

Muzyka pop ma zwykle dwa oblicza — to prawdziwie popularne, bijące rekordy sprzedaży i rozpoznawalości oraz to, które świadomie wykorzystuje popularne patenty, aby tworzyć nową jakość. W tej drugiej kategorii już od kilku lat brylują tuzi bubblegum bassu A.G Cook i Sophie, którzy w 2015 zmaterializowali się na muzycznym horyzoncie Charli XCX. Po nagraniu wspólnej epki Vroom Vroom, nic już nie było takie samo, a XCX oficjalnie rozpoczęła nowy rozdział swojej kariery. W marcu piosenkarka po raz kolejny połączyła siły z producenckim orężem PC Music, by poza kontraktem z własną wytwórnią nagrać mikstejp Number 1 Angel — definicję nie tego, jak brzmi muzyka pop w 2017 roku, ale jak brzmieć powinna. Przebojową, ale nie prostolinijną, budowaną z jednej strony na elektronicznym hip-hopie, z drugiej na klasycznej piosenkowej melodyce, niegrzeczną i ironiczną, ale nie na tyle, by grać na kontrowersje. W 2017 roku Charli XCX udowodniła, że wie, jaką muzyczną drogą chce kroczyć, miejmy nadzieję, że w 2018 podłapię ten pomysł szeroka publiczność. — Kurtek

„Roll With Me”


Soulbowl36.

Drool

Nnamdi Ogbonnaya

Father/Daughter

Jeśli tęsknicie za plastycznym mocno osadzonym w soulu, ale jednak mocno rapowym hip hopem spod znaku Outkast czy Blackalicious, to tegoroczny krążek amerykańskiego wywrotowca Nnamdego Ogbonnayi powinien koniecznie trafić na wasze plejlisty. Na Drool typ rozwija swoją autorską wizję hip hopu, w stosunku do której określenie art rap nie byłoby ani trochę przesadzone. Charyzmatycznie żongluje stylami, mieszając klasyczną Atlantę i psychodeliczny neo-soul, trap i alternatywne R&B, jazz i wykręconą muzykę bitową, na terytorium pomiędzy rapem a śpiewem, czując się jak ryba w wodzie. — Kurtek

„Let Go of My Ego”


Soulbowl35.

At What Cost

GoldLink

RCA

Na swoim debiutanckim krążku GoldLink kopie nieco głębiej w muzycznej historii miasta swojego pochodzenia (Waszyngtonu) i podkreśla brzmienia go-go oraz funku, jednocześnie pamiętając o utrzymaniu materiału w ryzach dzisiejszych „wymogów” dot. nowoczesnego rapu. W osiągnięciu założonego efektu pomogli mu zresztą uzdolnieni i cenieni producenci, jak między innymi Kaytranada, Matt Martians czy Steve Lacy z kapeli the Internet. Album odzwierciedla w skali 1:1 waszyngtońskie lato, a także przedstawia osobiste spojrzenie rapera na to z czym przychodzi nam się mierzyć w kwestii miłości, związków i życia. Przez elektroniczne i taneczne bity aż chce się wracać do tych kawałków i zwrócić większą uwagę na tekst. — Kuba Żądło

„Crew”


Soulbowl34.

HNDRX

Future

Epic

Po pierwszych odsłuchach tegorocznego albumu Future’a wystraszyłem się trochę, że raper zatoczył koło i już nie jest nas w stanie niczym zaskoczyć. Wtem, tydzień później światło dzienne ujrzało HNDRXX. Przewidziana przez słuchaczy popowa przeciwwaga do stricte rapowego albumu okazała się wcale tak nie do końca przewidywalna. Podlane sosem r&b brzmienie jeszcze nigdy nie posiadało u niego takiej głębii i atmosfery. Ale HNDRXX to przede wszystkim zaskakujący Future — ludzki, retrospektywny, kruchy jak nigdy. Brudny odpowiednik Take Care Drake’a — choć tylko trochę krótszy, to zdecydowanie bardziej obfity we wrażenia. Ostatnie dwadzieścia minut materiału (włącznie z w-jakiś-sposób-działającym duetem z Rihanną) to chyba absolutne the best of, jakie Hendrix kiedykolwiek z siebie wykrzesał jako artysta. [Więcej] — Chojny

„Solo”


Soulbowl33.

Motor City Booty

Amp Fiddler

Mahogani Music

Na nowej płycie Amp Fiddler zrobił coś, czego wielu w pewnym stopniu próbowało. Uchwycił prawdziwą esencję czarnego brzmienia lat 90. Podczas słuchania Amp Dog Knights wracamy do tego, co wtedy było najlepsze. Neo-soul, funky, deep house, wszystko to znajdziemy na tym krążku. Słychać echa The Brand New Heavies, solowej płyty N’Dei Davenport, a nawet rewelacyjnego projektu King Britta czyli Sylk 130. Nad wydawnictwem unosi się duch Detroit, co przejawia się w produkcjach J. Dilli, którego Amp Fiddler był mentorem i wprowadził w profesjonalny muzyczny świat, ale również w remiksach Waajeeda, gościnnych występach Will Sessions i Moodymana. Ta płyta kipi od zabawy i radości z tworzenia muzyki, a numer „Say So” jest tego najlepszym przykładem. Nowy album Ampa można spokojnie uznać za najlepszy w jego karierze. [Więcej] — Dill

„Say So”


Soulbowl32.

Arca

Arca

XL

„Quítame la piel de ayer” („Pozbądź mnie wczorajszej skóry”) — niepewnie rozpoczyna łamiącym falsetem wenezuelski producent Arca w „Piel” otwierającym jego tegoroczny album — intymną opowieść o rozpaczliwym pragnieniu miłości mającej wypełnić wewnętrzną otchłań dojmującej samotności. Arca rozbiera się przed słuchaczem — dosłownie i w przenośni — swoje uczucia, doznania i myśli wyrażając emocjami, zarówno na poziomie brzmienia, tekstów, jak i — w znaczącej mierze — nieoszlifowanego, na wpół amatorskiego paraoperowego wokalu. Dzięki temu Arca jest w stanie przenieść swój mroczny, do tej pory dość chaotyczny i surrealistyczny sznyt producencki w nową sferę, gdzie tkanka muzyczna musi stanowić dopełnienie pozamuzycznej substancji — całkiem już realnej i namacalnej. [Więcej] — Kurtek

„Reverie”


Soulbowl31.

Run the Jewels 3

Run the Jewels

Run the Jewels

„Cztery lata od czasu niespodziewanej współpracy Killer Mike’a i El-P (wstępnie w układzie emcee/producent na R.A.P. Music) ciężko wyobrazić sobie krajobraz rapowej sceny bez Run the Jewels. Głębokie jak studnia zapotrzebowanie słuchaczy na sardoniczny, szczery do bólu, prosto-w-twarz hip hop sprawia, że duet ten mógłby przez najbliższe dziesięć lat nagrywać kolejne podobne do siebie albumy z kolejnymi cyferkami i nikt nie miałby nic przeciwko temu. Trzecia odsłona Klejnotów nie już co prawda takim skokiem jakościowym, za jaki z perspektywy czasu uznałem ewolucję między pierwszym a drugim albumem. Jendakże kontekst, w jakim wydawane są kolejne ich produkcje — polityczny, społeczny, artystyczny — sprawia, że w jakiś sposób muzyka chłopaków nie traci na znaczeniu, a być może w najbliższej przyszłości wciąż będzie tego znaczenia nabierać. [Więcej] — Chojny

„Hey Kids (Bumaye)”


40 najlepszych utworów 2017

utwory

Nie będzie niczym odkrywczym, jeśli we wstępie napiszemy, że rok 2017 w muzyce to kolejny z rzędu, który udowadnia, że światem rządzi czarna muzyka, która inspiruje, przełamując artystyczne i społeczne bariery. Można oczywiście cynicznie wyliczyć, że nad Wisłą, zarówno na wsi i w miastach, wciąż chętniej słucha się disco polo, największym faktycznym przebojem było „Despacito”, a najlepiej wciąż sprzedają się jednak zupełnie biali Ed Sheeran i Taylor Swift, ale kiedy już wnikniemy w budowę wielu popowych współczesnych przebojów (włączając w to i brzmienie „Shape of You” Sheerana, i poprapowy charakter singli Taylor Swift), a przede wszystkim spojrzymy na muzykę, która rzeczywiście kształtuje punkt widzenia świata — swoiste manifesty Kendricka Lamara, Tylera the Creatora czy SZA, stanie się jasne, że szeroko rozumiany soul wciąż rozszerza swój horyzont twórczy i w istocie podbija świat. Oto 40 utworów, które według redakcji Soulbowl.pl najlepiej reprezentowały tę kreatywną ekspansję w mijającym 2017 roku. — Kurtek


Soulbowl40.

„Told You So”

Miguel

RCA

Miguel to facet, który od pewnego czasu względnie twardo trzyma się ustalonej ścieżki. Stąd zawartością albumu „War & Leisure” nie sprawił nikomu większej niespodzianki. Utwór „Told You So” to jeden z nielicznych highlightów krążka. Jest w nim ciepło, energia i mnóstwo frajdy. Elektryzujący funkowy beat połączony z gitarowymi wstawkami porywa co najmniej do podrygów. Niezobowiązujący tekst dodaje utworowi lekkości i, choć nie stanowi lirycznego przełomu, bez trudu pozostaje ze słuchaczem. Warto w przyszłym roku pamiętać o tym numerze nie tylko przy letnich imprezach. — Empee


Soulbowl39.

„Danger”

Night Marks

U Know Me

Night Marks płytą Experience wypełnili pewną doskwierającą polskiej muzyce lukę. We dwóch stworzyli synkretyczny album, gdzie jazzujące klawisze mieszają się z samplami i inspiracjami Wschodem. Promujący album singiel „Danger” klimatem kojarzy się z letnimi wieczorami. Powracający, klasyczny już motyw z „30 cm” Fisza, leniwie przeciąga się przez cały zbudowany na nim utwór. Muzyczna błogość nie przekłada się bezpośrednio na lirykę. Marek Pędziwiatr zdecydował się poruszyć w tekście istotny z perspektywy młodych słuchaczy temat wpływu artysty na swoich odbiorców. — Polazofia


Soulbowl38.

„Yeah Right”

Vince Staples feat. Kendrick Lamar

Def Jam

Dzięki swojemu drugiemu krążkowi Big Fish Theory niewątpliwie utalentowany, ale zamknięty do tej pory w konwencji Zachodniego Wybrzeża Vince Staples wyrasta na jednego z naczelnych awangardystów współczesnego amerykańskiego rapu. Jego elokwentne flow i szerokie spektrum tematyczne zyskały nowe życie, dzięki prostej stylistycznej wolcie — romansie Staplesa z szeroko pojętą elektroniką objawiającą się na płycie po różnymi postaciami od hip house’u, przez UK garage i hyphy, aż po flirty z Detroit techno. Drogę do świata hip hopu w ultraprzebojowym „Yeah Right” z gościnną zwrotką Kendricka Lamara znalazł także niszowy bubblegum bass. Numer wyprodukowany wspólnymi siłami przez Flume’a i Sophie buduje w dużej mierze sygnaturowe brzmienie tej drugiej wyrażające się w balonowym efekciarstwie i umieszczonym pod koniec „Yeah Right” wyrwanym z zupełnie innej stylistyki śpiewanym hooku. Tym samym Vince Staples redefiniuje swoją pozycję na scenie. — Kurtek


Soulbowl37.

„Tadow”

FKJ & Masego

Media określiły zapis wideo do singla Masego i Juice’a „Tadow” jako efekt jednodniowego jam-session. Naiwne jest jednak definiowanie paryskiej sesji tym mianem, bowiem ośmiominutowy utwór zdaje się być do granic przemyślany i rzetelnie rozpisany. Ta wzorowa aranżacja bogata w kombinację soulu, hip hopu, subtelnej elektroniki i smooth jazzu, spotęgowała rosnące w tym roku zainteresowanie twórczością każdego z muzyków. FKJ dorobił się niedawno pełnoprawnego debiutu. Pozostaje nam czekać na album Masego, na sukces którego stawiamy w ciemno. — K.Zięba


Soulbowl36.

„Know”

Syd

Columbia

Pochodzący z debiutanckiego krążka liderki The Internet „Know” wyróżnia solidna produkcja i słyszalna inspiracja złotymi latami R&B. Nad całością unosi się duch nieodżałowanej Aaliyah. Skomponowany i napisany przez Syd utwór zawiera ukryte powiązania z kawałkiem macierzystej grupy „Special Affair”. Połączenie delikatności i elektroniki konsekwentnie podbiło nasze serca. Powiązana z ruchem LGBT Sydney zaskakuje odważnym tekstem, wyjawiającym sekretny romans z dziewczyną. Żeńska odpowiedź na Franka Oceana? Czas pokaże. — Ibinks


Soulbowl35.

„F N F L”

Allysha Joy

Region Antypodów posiada kosmiczną energię, wpływającą na rozwój neo-soulowego nurtu. 2017 przyniósł kolejne odkrycie. Jest to Allysha Joy, należąca do 30/70 Collective, grupy wywodzącej się z Melbourne, brzmieniowo bliskiej Hiatus Kaiyote. Świetna aranżacja „FNFL” i zaangażowane treści prowokują i burzą stereotyp, że ciepłe rhodesy najlepiej komponują się jedynie z oklepanymi wersami. Allysha nie zdobyła wielu laurów, działając pod własnym szyldem, nie przeszkadza nam to jednak obdarzyć ją sporym kredytem zaufania. — K.Zięba


Soulbowl34.

„As I Am”

Curtis Harding

Anti

Curtis Harding brzmi zupełnie jak wyrwany z totalnie innej epoki. Drugi już album artysty, Face Your Fear jest prawdziwą podróżą w czasie do złotych lat soulu. „As I Am” to piękny, chwytający za serce hołd dla takich legend jak Curtis Mayfield, Sam Cooke czy Ronnie Dyson. Utwór brzmi zupełnie jak nagrany w zadymionym klubie gdzieś w Atlancie, gdzie gitarzysta leniwie gra proste riffy, perkusja spokojnie wybija swój leniwy rytm, a cała reszta instrumentów buduje napięcie, akompaniując rozżalonemu Curtisowi. Wspaniały vintage soul. — Richie Nixon


Soulbowl33.

„Marilyn Monroe”

Sevdaliza

Twisted Elegance

Gdzieś pomiędzy glitch popem FKA Twigs a awangardą Björk istnieje jeszcze miejsce na eksperymenty z dźwiękiem Sevdalizy. Tak jak u FKA Twigs, muzykę holendersko-irańskiej artystki dopełniają wizualizacje w teledyskach. Stylowy i sensualny utwór romansujący z trip-hopem nabiera pełnego wymiaru w połączeniu z wideoklipem. Eksploatacja kobiecego ciała, komputerowa technologia i zespolenie człowieka z androidem. Utwór o toksycznym związku stopniowo i subtelnie uwodzi, niepokoi i hipnotyzuje. „Pamiętaj o swojej mocy”. — Ibinks


Soulbowl32.

„Water Me”

Lizzo

Nice Life

Niektórzy mają za złe Lizzo, że coraz bardziej ucieka od rapu w stronę współczesnego R&B. My będziemy mieć wam za złe, jeżeli nie sprawdzicie „Water Me”, bo ten kawałek to pędząca petarda. Lizzo pokazuje w nim, jak najmądrzej interpretować założenia doby „ja, ja, ja”, również w romantycznych relacjach. Ale to tylko warstwa tekstowa. Muzycznie to dialog klawiszy i pląsającego funkowego basu, w który wtrącają się od czasu do czasu dęciaki i — chyba ukochane przez muzyków w ostatnim czasie — dźwięczne „r” Lizzo. Pozytywniejszej dawki muzycznej w tym roku już nie dostaniecie. — MajaDan


Soulbowl31.

„Plastic 100°C”

Sampha

Young Turks

W otwierającym album Process utworze Sampha dosłownie wystrzela się w kosmos. Intro stanowi sampel ze sławetnej kwestii wypowiedzianej przez stawiającego pierwsze kroki na Księżycu kosmonautę Neila Armstronga. Orientalne wstawki i dyskretna elektronika stanowią nie tylko miód na uszy, ale też tło dla historii zagubionego w świecie artysty, który szuka wewnętrznego spokoju, umiejętnie manewrując symboliką światła i mitem o spalającym się w słońcu Ikarze. „Plastic 100 ℃” to nauka powtórnego kochania. Artysta dotyka osobistych rejonów i nawiązuje do rodzinnych dramatów (śmierć rodziców, jego i brata choroba), jednocześnie uciekając w świat muzyki. Utwór stanowi auto-aluzję do następnego na liście „Blood on Me”. Kompozycja rozgrzewa serca do tytułowych 100 ℃, a rozdzierające „Houston, Can You Hear Me?” nabiera tutaj nowego znaczenia. My słyszymy. Zawsze. Do zatracenia. — Ibinks


20 najlepszych epek 2016

utwory

Już po raz piąty kończymy autorskie podsumowanie roku zestawieniem epek, które przy okazji są świetnym uzupełnieniem topu albumowego. Krótsze formy wydawnicze, nieco bagatelizowane we wszelkich rankingach, dla nas stanowią cenny suplement mijających dwunastu miesięcy. Znów więc wybraliśmy reprezentatywną dwudziestkę, w której znajdziecie artystów mniej lub bardziej znanych, których wydawnictwa odcisnęły wyraźne muzyczne piętno na szeroko pojętej muzyce soul w 2016 roku. Nie zabrakło wśród nich również polskich akcentów oraz, co zawsze lubimy podkreślać, materiałów wydanych własnymi siłami, bez wsparcia mniej lub bardziej rozpoznawalnych wytwórni. Poznajcie 20 najlepszych epek roku według Soulbowl.pl


Soulbowl20.

Princess

Abra

True Panther Sounds

Wraz z całą załogą Awful Records Abra oczarowała krytyków i blogosferę swoim wyjątkowym R&B przepełnionym 808-owym lo-fi, popowymi refrenami i hip-hopowym pazurem, co w parze ze zmysłowym wokalem i zacięciem do estetyki retro daje powalający efekt. W całych swoich odległych inspiracjach Princess to materiał głęboko ugruntowany we współczesności, a numery pokroju „Crybaby” czy „Big Boi” z Tommy Genesis nie mają prawa regularnie nie urywać głowy. — Mleczny

„Crybaby”


Soulbowl19.

The Feminine: Act I

Anna Wise

self released

Połowa duetu Sonnymoon i żeński wokal na płytach Kendricka Lamara zrobiła wiele, by jej solowa wypowiedź również została usłyszana. The Feminine: Act I to wyrazisty pogląd Anny Wise na temat kobiecości i jej głos sprzeciwu wobec podwójnych standardów, według których traktowane są obie płcie. To niezgoda na szufladkowanie i stygmatyzację, mechanizmy wciąż obecne pod każdą szerokością geograficzną. Epka pokazuje kobiety jako złożone, skomplikowane istoty, których jednowymiarowe postrzeganie może być włącznie powierzchowne. Dodatkowo swoje opinie wokalistka położyła na często bujających newbeatsowych bitach, które dostarczyły nagraniom sporą dozę przebojowości. –Emes

„BitchSlut”


Soulbowl18.

Sinead Harnett

Sinead Harnett

Rinse

Sinead Harnett, kojarzona do tej pory głównie z gościnnych udziałów u swoich bardziej znanych kolegów z Rudimental i Disclosure, udostępniła wreszcie w tym roku pierwsze autorskie miniwydawnictwo. Zawartość muzyczna debiutanckiej epki Brytyjki to chyba najbardziej popowa propozycja w naszym zestawieniu, co oczywiście w żaden sposób nie ujmuje temu materiałowi jego muzycznej wartości. Sinead porusza się bowiem bardzo zgrabnie po popowym poletku, oszczędzając słuchaczowi grubych warstw radiowego pudru i plastikowego la la la. Niech o tym wydawnictwie najlepiej świadczy fakt, że zostało ono udostępnione pod banderą kultowego Rinse FM. — Dźwięku

„If You Let Me”


Soulbowl17.

Odlot

Ptaki

Transatlantyk

Odlot to epka tematycznie powracająca do ubiegłorocznego Przelotu — długogrającego debiutu Ptaków dla wytwórni Transatlantyk. Materiał zawiera fenomenalne opasłe remiksy Eltrona i Das Komplexa, a także downtempowy, dubowy „Taniec na wodzie”. Jednocześnie doszczętnie i zręcznie wyczerpuje jakże obszerne spektrum tak istotnego dla polskiej sceny krążka. Skojarzenie na pewno nie będzie należeć do górnolotnych, ale aż chciałoby się obserwować eksplozję takiego brzmienia na naszym wybrzeżu, bo ta muzyka niesie za sobą dekady tradycji polskiej muzyki i ten osobliwy chłodny bałtycki zachód słońca. — Mleczny

„Słoneczny pył (Eltron Remix)”


Soulbowl16.

Natural Selections

Sampology

Soul Has No Tempo

Sampology wrócił we wrześniu z drugą epką Natural Selections, udowadniając, że jest obecnie jednym z najświeższych brzmieniowo producentów z Antypodów. Wydany nakładem Soul Has No Tempo krążek jest wypadkową ścisłego połączenia organicznego soulu i pulsującej elektroniki — sample wokalne i klubowe bity uzupełnione zostały tu o afrykańskie perkusjonalia, smyczki i klawisze, dzięki czemu Natural Selections, zgodnie z nazwą, brzmi w istocie bardzo naturalnie. — Kurtek

„Thicker Than Water”


Soulbowl15.

The Move

Reva Devito

HW&W Recordings

Reva DeVito to podopieczna HW&W, czyli wytwórni, w której katalogu znajdują się wydawnictwa od Ta-Ku, Evil Needle, Kaytranady, Pomo czy Sweater Beats. Pochodząca z Portland wokalistka zaliczyła w niej swój wydawniczy debiut, udostępniając na początku października epkę The Move, która jest zręcznym pomostem pomiędzy współczesnym, a już nieco przykurzonym R&B z końcówki lat 90-tych ubiegłego wieku. Słuchając The Move EP, trudno uciec od porównań do początkowych dokonań Amel Larrieux, która swego czasu ujmowała swobodą i naturalnością — bez silenia się na bycie królową list przebojów. To samo da się wyłapać z twórczości Revy, która świetnie dobrała sobie producentów i wzorowo odnalazła się na sprezentowanych jej kompozycjach. — Dźwięku

„Babesquad”


Soulbowl14.

Way Back

Mint Moods

self released

Rodzimy projekt muzyczny Mint Moods, którego zainteresowania skierowane były początkowo w kierunku lekkiego rocka, postanowił przejść metamorfozę. Wydawnictwo Way Back utrzymane jest w stylu spokojnego R&B z delikatnymi elementami disco i elektroniki. W utworach przeważają nierównomierne bity, bębny i gitarowe frazy, a całość okraszona jest ciepłym soulowym wokalem. Brzmienie debiutu wciąga, pobudza zmysły i wprawia w chilloutowy nastrój. — Forrel

„Something in Your Eyes”


Soulbowl13.

The Ultimate

RP Boo

Planet Mu

Szalony geniusz chicagowskiego footworku sprezentował nam w tym roku swój najspójniejszy dotychczas materiał. Bogata selekcja sampli od soulowych klasyków po dźwięki kinematografii spotyka się z szalonymi układami perkusyjnymi, acidowymi liniami basowymi i surową, pozornie tylko chaotyczną elektroniką. Boo jest energetycznym królem, bogiem polirytmii i zaskakujących rozwiązań i pomimo wielu lat pracy oraz przełomowych produkcji nadal skutecznie zaostrza apetyt na więcej. [Więcej] — Mleczny

„What Am I?”


Soulbowl12.

Montana

Abhi//Dijon

R&R Digital

Nie chciałbym napisać, że Abhi//Dijon, to takie Majid Jordan bis, choć przy pierwszych odsłuchach trudno uciec przed takim wrażeniem. Jednych i drugich łączy podobna wrażliwość muzyczna. Mimo to bohaterowie naszego tegorocznego zestawienia mają w sobie więcej bedroomowego polotu i zmysłowości, której dźwiękami można by pobudzić niejeden wystudzony temperament. Na epce Montana znajdziecie pięć afrodyzjaków, dzięki którym łatwiej będzie o przełamanie pewnych barier. Muzyka to w końcu emocje, a tymi najlepiej dzielić się z kimś najbliższym.  — Dźwięku

„Often”


Soulbowl11.

Good Love

Brasstracks

self released

Ci, którzy śledzili nasze ubiegłoroczne zestawienia mijającego roku, z pewnością kojarzą duet Brasstracks. Nowojorczycy Ivan Jackson i Conor Rayne, którzy przede wszystkim są świetnymi instrumentalistami i z niesamowitym wyczuciem łączą brzmienia trąbki i instrumentów perkusyjnych, do sierpnia tego roku znani byli przede wszystkim jako twórcy wielu porywających editów i remiksów bardziej znanych utworów. Wtedy to pojawił się ich pierwszy dłuższy materiał, w postaci siedmioutworowej epki Good Love, i rzeczywiście niełatwo się we wspomnianym materiale nie zakochać. Na epce znajdziemy wszystko to, z czego artyści są już bardzo dobrze znani, czyli z pulsującej oryginalnością fuzji jazzu i nowych beatów, podrasowanej brassowymi wariacjami. Ponadto na wydawnictwie gościnnie usłyszymy Roses Gabor, Jay Prince’a, Alexandra Lewisa czy Lido. — Dźwięku

„Good Love”


40 najlepszych albumów 2016

utwory

Był taki moment w muzyce popularnej, że wydawało się, że doszliśmy do ściany. Brakowało oddechu, dystansu, świeżej krwi, ale ostatnie dwa lata dobitnie pokazują, że ten czas, przynajmniej dla czarnej muzyki (sorry, rockowcy!) definitywnie się skończył. Jest w tym oczywiście spora doza muzycznego recyklingu i ten rok, chyba dość niespodziewanie, upłynął pod znakiem nie trapu czy alt R&B, ale świadomego, organicznego soulu. To także rok, w którym idea muzycznego strumienia świadomości (jakakolwiek by ona nie była, Kanye) na dobre weszła do mainstreamu, a dzięki serwisom nomen omen strumieniowym zniekształciła ideę klasycznego radiowego singla, wprowadzając na listy przebojów tylnymi drzwiami „Nikes”, „Father Stretch My Hands Pt. 2” czy „Cranes in the Sky”. To był dobry rok!


Soulbowl40.

Telefone

Noname

self released

Noname zaskakuje, hipnotyzuje i porywa, a robi to, korzystając w dużej mierze z rozwiązań, które nowoczesny hip hop zdawał się zupełnie już spisać na straty. Szczerość, elokwencja, ale i pewna pozwalająca na oddech prostolinijność ze slamowym rodowodem to przymioty zarówno samej raperki, jak i towarzyszącej jej zatopionej w pierwszorzędnym, ale nigdy nie nachalnym jazzie i neo-soulu produkcji. Telefone to niesamowicie ożywcza, wrażliwa i uduchowiona, ale z gruntu jednak hiphopowa płyta — trochę tak, jakby Erykah Badu 15 lat temu wzięła za mikrofon i postanowiła w przypływie chwili nagrać klasyczny rapowy krążek. — Kurtek

„Diddy Bop”


Soulbowl39.

Bottomless Pit

Death Grips

Third Worlds

Największa siła Death Grips tkwi w ich eksperymentalnym podejściu do muzyki i obsesyjnej wręcz potrzebie przekraczania międzygatunkowych barier. Po zeszłorocznym, bodaj najmniej przystępnym w ich całej dyskografii The Powers That B grupa z Sacramento powróciła do brzmienia z ich najlepszej dotychczas płyty The Money Store z 2012 roku. Najnowszy album DG to niesamowicie chwytliwe i zadziwiające połączenie eksperymentalnego hip-hopu, glitchowej elektroniki i punkowej energii. Oprócz absolutnie szalonych numerów pokroju „Hot Head” czy „Bubbles Buried in This Jungle”, znajdziemy tutaj również bardziej minimalistyczne kompozycje, którym w gruncie rzeczy dosyć blisko do hip-hopowej stylistyki („Trash”, „Eh”). Nie ma co się więcej rozpisywać, tego trzeba po prostu posłuchać. — Jędrek

„Giving Bad People Good Ideas”


Soulbowl38.

Here

Alicia Keys

RCA

Alicia Keys w ostatniej chwili wykonała efektywny (i efektowny) obrót o 180 stopni i nagrała swój najlepszy krążek od czasu niezapomnianego The Diary of Alicia Keys sprzed 13 lat. Here to pierwsza propozycja Keys od lat, która nie tylko brzmi, ale także coś sobą reprezentuje. Piosenkarka swoją antymakeupową krucjatę uzupełniła o jak najbardziej adekwatny muzyczny manifest — Here to społecznie i emocjonalnie zaangażowane akustyczne R&B na hiphopowych bitach z niezawodnej szkoły Swizz Beatza. Połączenie idealne — dodające Keys siły, ale nieujmujące jej uroku. Pojedyncze niezręczności Keys doskonale równoważy znakomitym doborem współpracowników, wśród których dwie naczelne pozycje zajęli Mark Batson, który nadał krążkowi umiarkowanie popowy charakter i wspomniany już Swizz Beatz odpowiadający za bardziej uliczny vibe. Here zresztą w istocie umiejscowione jest tu i teraz, tzn. na wciąż jednak słonecznych ulicach nowojorskiego Brooklynu dwa lata po wydarzeniach w Ferguson, a w przededniu prezydentury Donalda Trumpa. [Więcej] — Kurtek

„She Don’t Really Care”


Soulbowl37.

We Be All Africans

Idris Ackamoor & The Pyramids

Strut

We Be All Africans amerykańskiego multiinstrumentalisty i kompozytora Idrisa Ackamoora i działającej od ponad czterdziestu lat grupy The Pyramids można określić jako krótką historię afrykańskiego jazzu, łączącą stricte amerykański, ale wywodzący się z afrykańskich tradycji spiritual jazz, elementy fusion, subtelne, ale nieskrępowanie wykorzystanie elektroniki i elementy szeroko rozumianych folkowych zaśpiewów. Dzięki temu choć na płycie prym wiedzie przede wszystkim plemienna rytmika, nie brakuje prostych, ale pieczołowicie zaaranżowanych i rozwijanych instrumentalnie tematów i melodii. To radosny, wielobarwny, niezobowiązujący, a jednocześnie błyskotliwy hołd dla Czarnego Lądu, z którego zgodnie zresztą z tytułem płyty wszyscy przecież się wywodzimy. — Kurtek

„Silent Days”


Soulbowl36.

Still Brazy

YG

CTE

Już za sprawą debiutu z 2014 roku YG stał się ambasadorem ulicznych opowieści o pistoletach, lowriderach, Bloodsach i Cripsach. Tegoroczny projekt umacnia go w tej pozycji, między innymi za sprawą niezwykle odważnej rezygnacji z podkładów DJ’a Mustarda na rzecz trochę bardziej korzennego westocoastowego brzmienia. To laurka dla każdego, kto reaguje biciem serca na hasła takie jak g-funk, mobb music, DJ Quik, Battlecat, Bay Area. Do sukcesu albumu przyczynił się również liryczny rozwój rapera, coraz pewniej porywającego się zarówno na niebanalną introspekcję jak i na siarczysty komentarz polityczno-społeczny. [Więcej] — Chojny

„Word Is Bond”


Soulbowl35.

PRO8L3M

PRO8L3M

RHW

Po znakomitej EP-ce C30-C39 i jeszcze lepszym nielegalu Art Brut hype na pierwsze wydawnictwo PRO8L3Mu ze sklepowej półki był ogromny, co najlepiej pokazuje częstotliwość występowania błędu 503 w chwili puszczenia preorderu w obieg. Jednak Oskar i Steez sprostali oczekiwaniom w każdym calu. Konceptualny album zabrał słuchaczy w świat szybkich pieniędzy, łatwych kobiet, ciężkich używek i bolesnego upadku. Wszystko to przedstawione w niezwykle plastycznych opisach przy akompaniamencie mistrzowskich, syntetycznych podkładów. Trudno znaleźć w polskiej rapgrze innego wykonawcę o tak spójnym, mocnym katalogu jak warszawski duet. „Please, believe the hype” — PRO8L3M to ścisła czołówka tegorocznym rapów made in Poland. — Gardys

„K-Pax”


Soulbowl34.

Wisdom of Elders

Shabaka & The Ancestors

Brownswood

Relatywnie głośny debiut młodego londyńskiego saksofonisty — Shabaki Hutchingsa i jego południowoafrykańskiej świty z The Ancestors. Muzyk, który po raz pierwszy występuje w roli bandleadera, błyskotliwie łącząc tradycje natchnionego spiritual jazzu, umiarkowaną awangardę i inspiracje muzyką Czarnego Lądu. Grupa Hutchingsa zdumiewa i czaruje doskonałym balansem i synergią, które promieniują, wciągając słuchacza głęboko w nurt krążka. Zespół wspólnie konstruuje kilka potężnych, ale żyjących i dynamicznie zmieniających się w czasie kompozycji, których podwaliny stanowi afrykański groove, ale reszta to już jazz z krwi i kości — przywodzący na myśl przede wszystkim projekty Sun Ry czy Pharaoh Sandersa, ale także odnoszący się do charakterystycznego brzmienia Nowego Orleanu. Efektem jest wysmakowane, na wpół kameralne, tętniące feerią afrofuturystycznych barw Wisdom of Elders doprawione głębokim wokalem Siyabongi Mthembu. [Więcej] — Kurtek

„Mzwandile”


Soulbowl33.

Nightride

Tinashe

RCA

Wielokrotne przekładanie premiery drugiego albumu Tinashe zaowocowało powstaniem podwójnego albumu Nightride/Joyride, którego część pierwsza rządzi się swoimi prawami, a sequel należeć będzie do mainstreamu. Dzięki takiemu rozwojowi spraw, w pierwszej kolejności otrzymaliśmy surową, oryginalną i tajemniczą Tinashe, jaka znana nam jest od kilku lat. Najnowsze dzieło autorki Aquarius to poza paroma wyjątkami naładowana perfekcyjnymi balladami i pościelówkami playlista do podróży pustymi przestworzami, do zmysłowego tańca w zaciemnionym klubie lub udanej interakcji damsko-męskiej w sypialni.[Więcej] — Antkovsky

„Lucid Dreaming”


Soulbowl32.

Ology

Gallant

Mind of a Genius

Przy szesnastu utworach na debiutanckim krążku trudno było Gallantowi odrobinę nie pobłądzić. Mimo wszystko piosenkarzowi udało się wyjść z przedsięwzięcia obronną ręką — chociaż Ology nie jest krążkiem totalnym, na który wielu po cichu liczyło po rewelacyjnym zeszłorocznym singlu „Weight in Gold” i zręcznej epce Zebra z 2014 roku, niewątpliwie ujmuje niekwestionowany talent wokalny piosenkarza w zgrabne ramy. Wyczucie stylu i dobre refreny. Tak w telegraficznym skrócie można podsumować istotę płyty. Procentuje ścisła współpraca produkcyjna z STINT-em, który charakterystyczne połączenie klasycznego quiet stormu przełomu lat 80. i 90. z bardziej elektronicznym, a momentami wręcz UK bassowym zacięciem umiejscowił między mainstreamowym popem a alternatywnym R&B, podobnie jak przed kilkoma laty zrobił to The Weeknd. [Więcej] — Kurtek

„Weight in Gold”


Soulbowl31.

It Is

JMSN

White Room

Tegoroczny album JMSN-a nie wywołał lawiny pozytywnych recenzji jak w przypadku jego poprzednich dwóch krążków. Autor Priscilli nie zamartwia się z tego powodu, co z resztą zaznaczył (przewidział) jednoznacznie na It Is. JMSN stawia na bezkompromisowość, zadziorność, dosadność i co najważniejsze — niezależność w przemyśle muzycznym. Można odnieść wrażenie, że nagrania z tej płyty stanowiły dla autora sesję terapeutyczną, która miała na celu utwierdzić go, że podąża we właściwym kierunku. Stąd nieskomplikowane wnioski w „Fuck U” czy „Be a Man”, które stanowią najbardziej reprezentatywne momenty albumu. — K.Zieba

„Power”


40 najlepszych utworów 2016

utwory

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo dobry dla czarnej muzyki był 2016 rok, dopóki sami nie zaczęliśmy go układać. (więcej…)

25 najlepszych epek 2014

epki
Musieliśmy się sporo napocić, by wyłonić tegorocznych zwycięzców. Na ilość premier minialbumów w 2014 roku nie mogliśmy przecież narzekać. To rok pełen odkryć i przekonania, że nasze głowy i uszy wciąż pragną czuć świeżą energię w muzyce. (więcej…)

40 najlepszych albumów 2014

albumy
Jak co roku przygotowaliśmy zestawienie, w naszym odczuciu, najlepszych albumów mijającego roku. I choć rzeczywiście w ostatecznym rozrachunku ukazało się mniej rewelacyjnych płyt niż rok temu, a także mniej było niesamowitych krążków, które do naszej czterdziestki się nie zmieściły, wybór wcale nie był dużo łatwiejszy niż w zeszłym roku (więcej…)

25 najlepszych piosenek 2014

piosenki

Chociaż przekonanie, że rok 2014 nie był dla muzyki najlepszym czasem, wydaje się dość powszechne, mieliśmy nie lada problem, by z listy bardzo wielu solidnych utworów wyłowić czołowych dwadzieścia pięć. (więcej…)

20 najlepszych remiksów 2014

remiksy

Średnio znamy się na rzemieślniczych tajnikach produkcji muzycznych. Prawda — znamy kilka trików, definiujemy cechy charakterystyczne, wyłapujemy nowatorskość oraz potrafimy rozróżnić gruntowny remont od liftingu. Najważniejszym jednak kryterium jest to najbanalniejsze. (więcej…)

Podsumowanie 2013: Selekcja gości

Untitled-1
Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć… prezentujemy ostatnią odsłonę naszych muzycznych podsumowań 2013 roku. (więcej…)

20 najlepszych epek 2013

Niejednokrotnie wspominaliśmy, że 2013 rok zapamiętamy jako fenomenalny czas dla muzyki. Wysoka jakość tegorocznych wydawnictw dotyczy również epek, których nazbierało się od stycznia co niemiara. (więcej…)

40 najlepszych albumów 2013

Mijający rok był niesamowicie udany pod kątem wszelkich muzycznych wydawnictw. (więcej…)

25 najlepszych piosenek 2013

Zanim przedstawimy Wam zestawienie najlepszych płyt tego roku wybranych przez naszą redakcję, oddajemy do dyspozycji analogicznie zestawienie najlepszych piosenek 2013. (więcej…)

20 najlepszych remiksów 2013

remiksy

Zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej być na bieżąco ze wszystkimi udanymi próbami producenckich reinterpretacji katalogu utworów, które promujemy na stronie. (więcej…)

Best Albums of 2012

English version of our this year’s best albums list meticulously translated by Siostra and Estrella Q. (więcej…)

25 najlepszych albumów 2012

Już po raz piąty Soulbowl.pl ma zaszczyt zaprezentować redakcyjne podsumowanie najlepszych płyt mijającego roku. W zestawieniu uwzględnialiśmy jedynie wydawnictwa długogrające, włączając w to mikstejpy i wybrane kompilacje. W tym roku poza soulem, funkiem, R&B i hip hopem, w rankingu szczęśliwie znalazło się miejsce także dla najciekawszych pozycji jazzowych. Podobnie jak we wszystkich minionych latach, najlepsze albumy roku wyłoniliśmy za pomocą głosowania, w którym każdy z redaktorów miał wskazać 25 najlepszych jego zdaniem krążków tego roku. Nie będzie zapewne żadnym zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że zwycięzca był bezkonkurencyjny i został wybrany niemalże jednogłośnie, co przy takiej liczbie osób w redakcji jest czymś naprawdę niezwykłym. Rok 2012 obfitował w interesujące wydawnictwa muzyczne, ale postanowiliśmy z premedytacją nie rozszerzać samego rankingu płytowego (do 40 pozycji, co już wcześniej dwukrotnie czyniliśmy) i podsumować mijające 12 miesięcy bardziej wielowymiarowo tworząc odrębne zestawienia najlepszych remiksów, utworówepek roku. Wydaje nam się, że całkiem zręcznie uchwyciliśmy w tych kilku krótkich podsumowaniach to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012. Mamy nadzieję, że podzielacie nasze muzyczne fascynacje i przy okazji dziękujemy za szereg miłych komentarzy (ale i za konstruktywną krytykę), które kierujecie pod naszym adresem. — redakcja Soulbowl.pl


1.

Channel Orange

Frank Ocean

Def Jam

Channel Orange to pierwszy świadomy soulowy album młodego pokolenia i jeden z nielicznych od czasu świetności Marvina Gaye’a czy Curtisa Mayfielda. Ocean, z mijających się wzajemnie historii, przy pomocy słonecznego klasycznego soulu spod znaku Steviego Wondera i minimalistycznych funkujących syntezatorów, w bezliku najdrobniejszych detali projektuje zupełnie odrębny świat – wyrazisty i prawdziwy. Zręcznie demonstruje, że we współczesnym R&B jest wciąż jeszcze bardzo wiele do osiągnięcia, jeśli chodzi o formę i treść. Do zdominowanego przez puste teksty i generyczne bity gatunku, z naturalną lekkością wprowadza nową świeżość – natchnienie i substancję, jakich brakowało tu od lat. To szczery i zaangażowany album — skrupulatny zapis myśli współczesnego człowieka czującego i poszukującego — krążek pełen świadomie postawionych pytań, na które nie ma łatwych i jednoznacznych odpowiedzi. [czytaj więcej]Kurtek


2.

Devotion

Jessie Ware

Island

Porównania Jessie do Sade są tyleż przyjemne i schlebiające, co krzywdzące jednocześnie. Na tym albumie autorka szuka swojej muzycznej tożsamości i doskonali swoje brzmienie. A miesza się w nim soul, pop, R&B i UK Garage. Eleganckie i syntezatorowe ballady są delikatne, urzekające. Nie ma tu gwiazdorskiego melodramatyzmu Adele czy Lany Del Rey. Jest za to bardzo szczery i intymny przekaz, który czuje się w każdym kawałku. Ware posiada znakomite umiejętności wokalne. Płynnie przechodzi od delikatnych szeptów do pasjonujących okrzyków, wyciągając maksimum ze swojej skali głosu. Tą płytą Ware zaznaczyła swoje miejsce w ekstraklasie wokalistek, promując jakże rzadki dziś wysublimowany i subtelny pop. Jessie Ware jest tu i teraz. Taka, jakiej jej potrzebujemy — unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. — Teofil Niedziałka


3.

Good Kid,
m.A.A.d. City

Kendrick Lamar

Aftermath/Interscope/TDE

Album jest zrealizowaną z hollywoodzkim rozmachem autobiograficzną opowieścią o dzieciaku dorastającym w jednym z najniebezpieczniejszych miast Stanów Zjednoczonych. W nie do końca chronologicznej kolejności poznajemy przypadki z życia ambitnego małolata, który z utworu na utwór coraz bardziej się gubi, wykształca pokorną postawę wobec brutalnej rzeczywistości, by ostatecznie trafić na dobrą drogę. Good Kid, m.A.A.d. City jest jak film, którego fabuła być może przewidywalna, ale i tak przez bite półtorej godziny wpatrujemy się w ekran ze względu na umiejętny montaż, błyskotliwe dialogi, widowiskową scenografię, kapitalne zdjęcia, doskonałą obsadę, dbałość scenarzysty o szczegóły, czy wyczucie reżysera w kreowaniu rzeczywistości wewnątrz dzieła. [czytaj więcej]Chojny


4.

Black Radio

Robert Glasper Experiment

Blue Note

Glasper tytułując swój ostatni album Black Radio wiedział co robi, bo jak na dobre radio przystało oferta muzyczna jest tu bardzo różnorodna. Wspólnym mianownikiem przedsięwzięcia są jazzowe aranżacje, ale nawet pomimo tego amerykański pianista udowadnia, że swobodnie porusza się wśród wielu gatunków — głównie brzmień zakorzenionych w hip-hopie i R&B. Nie tylko udowadnia, że jazz może być przystępny i wcale nie trzeba do niego dorastać, ale do dość szczelnie zamkniętego światka jazzowych melomanów umiejętnie wprowadza czarne brzmienia. [czytaj więcej]Estrella Q


5.

R.A.P. Music

Killer Mike

Williams Street

Killer Mike uczynił z R.A.P. Music odbicie swojej duszy. Imponując na każdym kroku kunsztem i erudycją opowiada o niebezpiecznej Atlancie, wywołuje duchy ofiar policyjnych nadużyć, czy wreszcie soczyście spluwa jadem na grób Ronalda Reagana, ale potrafi też zmyślić zabawną historię z niepoprawnym szczęściarzem i duchem Ghostface’a w rolach głównych. Nie od wczoraj wiadomo, że Killer Mike ma talent i łeb na karku. Z pomocą niezawodnego, indie hip hopowego producenta El-P, postawił sobie wreszcie w pełni zasłużony pomnik. [czytaj więcej]Chojny


6.

Kaleidoscope Dream

Miguel

Bystorm/RCA

Miguel uczy się na własnych i cudzych błędach. Na drugim studyjnym albumie odważnie wciela bezlik gitarowych motywów i syntezatorowych wariacji rodem z najlepszych albumów Prince’a do na wskroś współczesnych formuł melodycznych. Błyskotliwie łączy eteryczną, surową produkcję spod znaku The Weeknd z klasycznym R&B na hip-hopowych beatach, dodając od siebie szczyptę psychodelii i całe mnóstwo charakteru, dzięki któremu owocnie splata jedenaście różnorodnych melodii w jedną harmonijną kompozycję. Umiejętnie operując głosem, potrafi stworzyć nader intymny nastrój, ale choćby śpiewał o miłości, wciąż brzmi zgoła nietuzinkowo. — Kurtek


7.

awE naturalE

THEESatisfaction

Sub Pop

THEESatisfaction wiedzą gdzie zacząć i kiedy skończyć. Ich pierwszy oficjalny album-manifest awE naturalE to zaledwie półgodzinny, ale starannie dopracowany zamknięty obieg myśli, rytmów i pomysłów. Duet z Seattle z wrodzoną naturalnością przeplata futurystyczny afro soul z hip hopową awangardą, pożyczając inspiracje od najlepszych ludzi w branży. Utwory spaja, przede wszystkim, wspólny dla całości zamysł aranżacyjny — harmonijne, ale atonalnie powykrzywiane wokalizy na styl free jazzowego warsztatu Georgii Anne Muldrow, czy zapętlone, spiralnie powykręcane rytmiczne pułapki podkreślone przez kosmicznie funkujący vibe. [czytaj więcej]Kurtek


8.

Home Again

Michael Kiwanuka

Polydor

Michael Kiwanuka, jakby wbrew wszystkim, nagrał płytę niemodną, nieprzebojową i wymykającą się współczesnym klasyfikacjom. Piosenki, jedna po drugiej, z niesamowitą lekkością, płyną swoim własnym tempem, mieszając w niebezpiecznych dawkach melancholię z optymizmem. To proste granie w starym stylu, trącające te same struny naszej wrażliwości, na których grę do perfekcji opanowali przed laty Tim Buckley czy Marvin Gaye. Home Again to stworzony z tęsknoty i miłości ponadczasowy album, który równie dobrze mógł zostać wydany wiele lat temu, ale przydarzył się światu dzisiaj, ku być może nawet większej tego potrzebie. [czytaj więcej]Kurtek


9.

Life Is Good

Nas

Def Jam

Po wielu, niekoniecznie szczęśliwych, doświadczeniach życiowych, Nas zgromadził wreszcie materiał na solidny album. Mogłoby się wydawać, że powinien był już dawno ostudzić swoje rapowe ambicje, a tymczasem jego zaangażowanie i fenomenalna forma wciąż zdumiewają słuchaczy, niemal dwie dekady po debiucie. Jest jednak pewna zauważalna różnica – wtedy uparcie twierdził, że życie to dziwka, a dziś, pomimo wielu niepowodzeń, bez żalu odnajduje w sobie spokój ducha. [czytaj więcej]Eye Ma


10.

Tawk Tomahawk

Hiatus Kaiyote

self-released

Nagrany w domowych pieleszach album jest jednym z największych zaskoczeń roku. Niby wszyscy mieszają ze sobą różnorakie gatunki, ale w taki sposób wychodzi to chyba tylko temu australijskiemu kwartetowi. Unikalne połączenie soulu, nowych bitów czy nawet folku i muzyki operowej z niezdefiniowanym bliżej pierwiastkiem X, charakterystycznym dla artystów z Antypodów, tworzy zupełnie nową jakość. Tawk Tomahawk to płyta pełna kolorów i emocji, wymagająca od słuchacza choćby minimalnego zaangażowania. Świetnie zaaranżowana elektronika i żywe instrumenty dobrane są w idealnych proporcjach i tworzą przestrzenne brzmienie, a swoistą wisienką na torcie jest zaskakujący i intrygujący głos wokalistki. — eMeS


11.

Until the Quiet
Comes

Flying Lotus

Warp

To kolejny silny kopniak w brzuch dla muzycznych purystów. Na Until the Quiet Comes znajdziemy sporo eksperymentów w składni bitów, a także swobodnego przeskakiwania z gatunku do gatunku. Słychać tu jazzowe korzenie Lotusa, które są punktem wyjścia do permutacji z nowoczesną elektroniką i hip-hopem. Słuchając płyty ma się wrażenie, jak gdyby jej twórca chwytał nas za rękę i prowadził przez swoje sny, marzenia, przestrzenie i miejsca dostępne tylko pozazmysłowo. [czytaj więcej]Teofil Niedziałka


12.

Pineapple
Now-Laters

BJ the Chicago Kid

M.A.F.E. Music

Tegoroczna płyta BJ’a w dużej mierze poświęcona jest dwóm niemal nierozłącznym zagadnieniom — miłości i kobietom. BJ, niczym magik przy pomocy czarodziejskiej różdżki, okrasza każdą piosenkę uwodzicielskim, nierzadko wręcz erotycznym, nastrojem. Sprawcami romantycznego klimatu są nie tylko rozkoszne podkłady, ale także ujmujący wokal BJ’a, nierzadko porównywany z głosami takich artystów jak Bilal czy Anthony Hamilton. Pineapple Now-Laters to także doskonały przykład tego jak mądrze można czerpać z dokonań klasyków. Wachlarz inspiracji jest tu ogromny: od Jackson 5, przez Marvina Gaye’a, do Curtisa Mayfielda. Rzadko jesteśmy świadkami sytuacji w której debiutant nagrywa płytę kompletną i spójną. Temu dzieciakowi z Chicago się to udało. — Eya Ma


13.

4eva N a Day

Big K.R.I.T.

Cinematic Music Group

Choć Live From the Underground nie jest przeciętnym albumem (pierwszorzędne bity, dobra forma gospodarza, niezłe zwrotki pierwszoligowych legend), to właśnie jednak 4eva N a Day zdaje się być płytą, która pochłania słuchacza pod każdym względem. Prosty koncept polegający na opowiedzeniu jednego dnia z życia rapera, nie opiera się bowiem na klasycznym rapowym storytellingu. Jest natomiast zapisem myśli Krizzlego — jego osobistych rozterek, wspomnień czy szczerych wątpliwości. Istotnym atutem albumu jest fenomenalny instynkt oraz różnorodność flow K.R.I.T.’a, który piekielnie dobrze sprawdził się w roli intrygującego przewodnika. Soulowo-jazzowe opary unoszące się nad południowym gruntem to mieszanka hipnotyczna, która w połączeniu z nostalgicznymi tekstami rapera pozwala na wyszczególnienie 4eva N a Day jako jednej z najlepszych płyt minionego roku. — K. Zięba


14.

Chequered Thoughts

Funkommunity

Melting Pot

W długim napięciu wyczekiwaliśmy debiutanckiego albumu producencko-wokalnego kolektywu Funkommunity. Pomimo zawartego tu muzycznego eklektyzmu, wydawnictwo Nowozelandczyków jest niezwykle spójne, a fuzja soulu i funku, nierzadko z domieszką elektroniki, stanowi unikatowy styl duetu. Niepodważalnym atutem jest wokal Rachel Fraser, będący idealnym uzupełnieniem znajdujących się tu dwunastu zmyślnych i nietuzinkowych bitów Isaaca Aesili – zarówno tych spokojniejszych, soulowych, jak również tych, podczas słuchania których nasze głowy instynktownie się bujają i wcale nie chcą przestać. Ewidentnie słyszalny ogromny pokład pasji do muzyki oraz energii włożonej w powstanie Chequered Thoughts sprawił, że czekanie zostało sowicie wynagrodzone. — Dżesi


15.

Time’s All Gone

Nick Waterhouse

Innovative Leisure

Nick Waterhouse to idealny przykład na to, że współcześnie można tworzyć autentyczny soul, głęboko zakorzeniony w klasyce gatunku. Płyta zachwyca naturalnością z jaką muzyczna elegancja zostaje tu wpisana w surowy, niemalże garażowy rhythm & blues. Album jest kwintesencją przebojowości w starym stylu — na krótkie, ale intensywne piosenki składają się: przejrzysty rytm, szczere emocje i nieskrępowane meandry żywych instrumentów. Muzyka broni się sama. [czytaj więcej]Kurtek


16.

The Bravest Man
in the Universe

Bobby Womack

XL Records

Nie wiem czy to kwestia niezwykłego wyczucia smaku, czy może przysłowiowej chemii między Womackiem a Albarnem (który jest producentem krążka), ale nie pamiętam kiedy ostatnio byłem świadkiem tak stylowego powrotu na scenę. Nie jest sztuką odtworzyć po latach swoje sprawdzone brzmienie, lecz odnaleźć się w czasach, w których w muzyce modne jest jednocześnie wszystko i nic. Womack odnalazł swoją niszę – gdzieś pomiędzy spokojnymi klawiszowo-smyczkowymi kompozycjami a zimnymi uderzeniami automatów perkusyjnych. Legenda wie jednak jak najlepiej zapełnić każdą wolną przestrzeń – jeśli nie wokalem, to osobowością. [czytaj więcej]Chojny


17.

BBNG2

BadBadNotGood

self-released

W niezbyt ciepłej Kanadzie powstaje bardzo temperamentny jazz, za który odpowiedzialni są trzej niepozornie wyglądający chłopcy. Ich wątłe ciała zawierają jednak niespożyte pokłady charyzmy i talentu, który bądź nie bądź, dopiero zaczyna kiełkować. BBNG2 jest czwartym(!) zarejestrowanym materiałem w dorobku trio z Toronto. I to czwartym w przeciągu jednego półrocza! To jazz z najmroczniejszych zakamarków duszy, z na pozór rozleniwiającym i dusznym klimatem, który rozrywany jest co jakiś czas improwizowanymi instrumentalnymi wariacjami. Jedenaście aranżacji zawartych na albumie, to efekt 10-godzinnej sesji nagraniowej, zrealizowanej w formie luźnego jamu. Kanadyjczycy kreatywnie zinterpretowali utwory między innymi Tylera the Creatora, Jamesa Blake’a i Kanyego Westa, przy czym nie zabrakło też kilku w pełni autorskich kompozycji. W tych gościach drzemie potencjał tak wielki jak tyłek Nicki Minaj. Pobierać!Dźwięku Maniak


18.

Is Your Love
Big Enough?

Lianne La Havas

Warner

Lianne La Havas na swoim debiutanckim krążku zamiast na efekty specjalne, wykrojone masteringowym nożem, postawiła na szczerość i prostotę. Zarówno akustyczne aranżacje, jak i fragmenty a capella nadają jej soulowo-jazzowym kompozycjom niespotykanej autentyczności. Za sprawą charakterystycznej głębokiej barwy głosu, udaje jej się wprowadzić wyobraźnię słuchacza do krainy rozmaitości. Jest zaczepna jak w przypadku „Forget”, rzewna w „Lost and Found”, czy wreszcie wyluzowana w coverze Scotta Matthewsa „Elusive”. I tak ostatecznie na kanwie rozmaitych historii o relacjach damsko-męskich, udało jej się utkać żywymi instrumentami całkiem barwne dzieło [czytaj więcej]Estrella Q


19.

There Now

Josh Berman & His Gang

Delmark

Wyobraźcie sobie, że Art Ensemble of Chicago bierze na warsztat klasyczne big bandowe melodie Louisa Armstronga. Co następuje? Harmonijne brzmienie zostaje brutalnie zakłócone i rozerwane na drobne strzępy przez szaleńczą free jazzową improwizację. To właśnie czyni na swojej ostatniej płycie There Now amerykański kornecista Josh Berman — pożycza stare i po swojemu miesza je z nowym. O ile jednak nierzadko efekty takich połączeń bywają niezręczne i odtwórcze, na There Now wszystkie dźwięki układają się swobodnie, przez co płyta jako całość brzmi bardzo adekwatnie. Prawdziwy jazz wcale nie umarł — ma się doskonale! [czytaj więcej]Kurtek


20.

Seeds

Georgia Anne Muldrow

Entertainment One Music

Georgia przypomina emocjonalny wulkan, który drażni się z naturą. Nikt nie ma pojęcia, kiedy nastąpi erupcja. Tytułowy numer nasączony psychodelicznym sosem to popis znakomitego operowania głosem. Seeds jest mniej chaotyczne od poprzednich albumów Muldrow, gdzie bywało, że najlepsze numery trwały raptem półtorej minuty, a wokalistka przesadzała z temperamentem. Tym razem Georgia z wyczuciem wyważyła proporcje i świetnie wpasowała się w produkcje Madliba. [czytaj więcej]K. Zięba


21.

Look Around
the Corner

Quantic & Alice Russell

Tru Thoughts

Alice Russell bez wątpienia ma w sobie coś, co stawia ją niemalże w jednym szeregu razem z artystami legendarnej wytwórni Motown. Look Around the Corner, nagrany przez artystów w Kolumbii, łączy chillout, latynoskie rytmy Quantica i jego Combo Bárbaro z natchnionym głosem Alice Russell. Używając bogatej palety ciepłych, soulowych dźwięków, muzycy przenoszą nas daleko na bezludną, tropikalną wyspę. To bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji wśród imponującego dorobku zarówno Quantica, jak i Alice Russell. — Blackjack


22.

Supa Soul Shit

S3

Melting Pot

Supa Soul Shit to niezwykle udany międzynarodowy projekt, powstały pod skrzydłami Melting Pot Music. Miles Bonny oraz Brenk Sinatra, znani do tej pory głównie z solowych wydawnictw, stworzyli nusoulowego pewniaka, który co prawda szczytu list przebojów nie osiągnął, ale z pewnością skutecznie umilił niejedno popołudnie i wieczór. Dwadzieścia jeden świetnie zrealizowanych kompozycji ubarwionych charakterystycznym głosem Milesa sprawiło, że ponownie uwierzyłem w dojrzałe męskie albumy, które oprócz emocji niezwykle wzniosłych i szlachetnych, niosą ze sobą niemałą dozę luzu i marzycielskiego klimatu. Supa Soul Shit? Zdecydowanie! — Dźwięku Maniak


23.

Cancer 4 Cure

El-P

Fat Possum

El-Producto zaliczył jeden z najbardziej spektakularnych powrotów roku – nie tylko wyprodukował Killer Mike’owi obłędnie mocne R.A.P. Music, ale także powrócił po 5-letniej przerwie z solówką co najmniej tak dobrą jak wszystkie jego poprzednie. Na Cancer 4 Cure raper daje po raz kolejny upust swojemu wewnętrznemu szaleństwu, paranoicznie reaguje na rzeczywistość, snuje wizję dystopijnej przyszłości. A może teraźniejszości? Ciężko powiedzieć, zwłaszcza że już sama oprawa muzyczna – czerpiąca ze wszystkiego od indie rocka przez rave po boom-bap – mogłaby stanowić idealną ścieżkę dźwiękową do cyberpunkowego filmu science-fiction. Lata mijają, a El-P wciąż sumiennie szlifuje własną i wyłącznie własną wersję hip-hopu. Wychodzi z tego zwycięsko jak nikt inny. — Chojny


24.

From the Roots Up

Delilah

Warner

Ta zdolna Angielka wypływała stopniowo — najpierw częstowała nas pojedynczymi numerami, później serwowała zgrabne epki, by jako danie główne podać debiutancki album From the Roots Up. Krążek łączy w sobie wiele gatunków: artystka płynnie balansuje między popem, soulem, folkiem, trip hopem, elektroniką i alternatywnym R&B. Całą tę różnorodność spina klamra, w postaci elektryzującego głosu wokalistki. Chociaż tematyką płyty jest jednostajna i wszędobylska miłość, Delilah potrafi wyrazić ją na milion sposobów, przekraczając wszelkie emocjonalne granice. — Lejdi K


25.

The Money Store

Death Grips

Epic

Ta płyta to znak naszych czasów – jest przerysowana, nazbyt intensywna, skandalizująca, obrazoburcza, przesycona negatywnymi emocjami i podszyta ukrytym lękiem. Nie ma w niej niczego, co zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zasługiwałoby na pochwałę. A jednak budzi w słuchaczu pokłady zakopanego gdzieś głęboko chorego szaleństwa i przez proste przeciwieństwo staje się, już zupełnie racjonalnie, bardzo interesującą i całkiem solidną pozycją. — Kurtek


15 najlepszych epek 2012

Kolejną część naszych tegorocznych podsumowań stanowią epki. Te niezwykle popularne krótsze formy muzycznej wypowiedzi dostarczyły nam w tym roku wielu emocji i pozytywnych wrażeń, w wielu przypadkach bardziej przykuwając naszą uwagę niż regularne albumy. Kto zelektryzował nas swoimi wydawnictwami w 2012 roku? Sprawdźcie nasze zróżnicowane zestawienie w którym znajdziecie zarówno soul i r&b, jak i hip-hop czy nowe bity.


1.

TNGHT

TNGHT

Warp

Wywodzące się z południowego hip-hopu trapowe podkłady nie od dziś znakomicie sobie radzą bez rapowej nawijki w pakiecie. Jednak to dopiero duet Hudson Mohawke & Lunice sprawił, że trap odniósł globalny sukces i stał się poważną opozycją dla coraz bardziej wiercących nam dziury w głowach brostepów. Pięć szalonych, pulsujących, emanujących nieskazitelną mocą i monstrualnym basem instrumentali rozniosło już w pył niejeden klub. Dzięki TNGHT nawet najbardziej konserwatywni polscy DJ’e zrozumieli, że hip hop nie skończył się na „Full Clip”, „Ante Up” i garstce naśladowców Jaya Dee. — Chojny


2.

Egg Black

Miles Bonny & B.Lewis

self-released

Kiedy spotyka się dwóch utalentowanych artystów, z ich współpracy nie zawsze wynika coś wielkiego. Na szczęście w tym przypadku tak nie jest i w rezultacie otrzymaliśmy wydawnictwo niemalże idealne, będące kolejnym etapem rozwoju dla obu panów. Fantastycznie połączenie leniwego i ciepłego wokalu Milesa (który nigdy nie brzmiał lepiej niż tutaj) oraz nowobitowych produkcji B.Lewisa dało piorunujący efekt. Epka prezentuje niezwykle bogaty wachlarz emocji i brzmień, a jest przy tym zaskakująco spójna i daje kompletny obraz tego jak może wyglądać nowoczesny soul. — eMeS


3.

The Face

Disclosure

Greco-Roman

Czy jest ktoś kto nie słyszał do tej pory o Disclosure? Brytyjski duet, który tworzą bracia Guy oraz Howard Lawrance, bardzo szybko zdobył serca fanów na całym świecie. Udostępniane przez nich na przestrzeni roku single, doprowadziły w konsekwencji do pierwszego oficjalnego wydawnictwa. Face EP to cztery znajome utwory, które pozwoliły Disclosure w bardzo krótkim czasie wspiąć się na muzyczny Olimp. Przebojowość i unikalny styl produkcji, sygnowane grafikami z tytułową charakterystyczną ‚twarzą’, w piorunującym tempie zaskarbiły sobie sympatię niezliczonej rzeszy słuchaczy, powodując euforię zarówno na parkiecie jak i w domowym zaciszu. — Dźwięku Maniak


4.

Takeover

ViLLΛGE

Ultra Vague

Do tej pory Rumunia (a konkretnie jej muzyczne oblicze) kojarzyła mi się z piosenkami o niczym, w których lansowaniu prym wiodły komercyjne stacje ‘muzyczne’. Końcówka roku pokazała jednak, że transylwański grunt nie jest tak do końca doszczętnie wyjałowiony. Takeover to wydawnictwo, które nie wiedzieć czemu, jest konsekwentnie pomijane we wszelkich muzycznych zestawieniach. Piękno tego materiału nie jest jednowymiarowe. ViLLAGE pomimo młodego wieku imponuje pomysłami aranżacyjnymi, w których w bardzo lekki i przemyślany sposób łączy nowe beaty z dubowo-garagowym brzmieniem, dodając – jak choćby w utworze „Dive” – wątki soulowe. Efekt to piękna, niezwykle klimatyczna epka, idealna na mgliste poranki i chłodne wieczory. — Dźwięku Maniak


5.

You Know You
Like It/Your
Drums Your Love

AlunaGeorge

Tri Angle/Island

Na przestrzenni ostatniego roku byliśmy świadkami rozkwitu popularności Brytyjczyków. Rotacje w BBC, koncerty w strategicznych miastach Europy oraz rekomendacje czołowych dziennikarzy napędziły zainteresowanie wokół AlunaGeorge. W pierwszej połowie 2012 roku zespół podpisał umowę z Tri Angle, czego owocem było wydanie dwóch singli/epek – „You Know You Like It”, które znane było już w 2011 roku oraz premierowego „Your Drums Your Love”. Unikalny styl AlunaGeorge trudno przyporządkować do konkretnej kategorii. Gdyby jednak postawiono mnie pod murem, określiłbym go, jako bardzo stylowy, awangardowy i nowoczesny pop. Każdy z dotychczasowych singli wzbudzał spory poklask i rozgrzewał apetyty. W dopieszczonych do granic produkcjach George’a można było utonąć pośród niezliczonych smakołyków, natomiast głos oraz urok Aluny mógł zawrócić w głowach i przenieść w strefę nieograniczonych fantazji. Jeśli w 2013 roku duet wyda pełnoprawny album – bądźcie pewni, że powali Was na kolana. — K. Zięba


6.

Danger

Katy B

self-released

Zeszłoroczne wydawnictwo od Katy B namieszało trochę i poniekąd otworzyło drogę innym wokalistkom z Wysp, chcącym ‚pokazać się’ w stylistyce zbasowanych (garażowych) brzmień. Po okresie względnej ciszy, na początku grudnia wokalistka wróciła z EPką, którą udostępniła słuchaczom za darmo. Wśród gości pojawiły się takie tuzy brytyjskiej sceny jak Jessie Ware, Diplo, Wiley czy Jacques Greene. Materiał najkrócej i najtrafniej można by skwitować trywialnym ‚bardzo brytyjski’. Połączenie popu, elektroniki i brzmień post-dubstepowych po raz kolejny nie zawiodło, pokazując, że wciąż najbardziej świeże i przebojowe tjuny pochodzą właśnie z UK. — Dźwięku Maniak


7.

True

Solange

Terrible

Mimo, że jest to jedynie zapowiedź albumu długogrającego, to wyraźnie wyznacza kierunek, w którym zmierzają jej poczynania. Materiał, który znalazł się na płycie jest dojrzały, świadomie wyselekcjonowany i dopracowany tak, by wciągać i uzależniać. Świetnym posunięciem jest przeniesienie słuchaczy w czasie. Klimat lat 80-tych tworzony przez nieśmiertelne syntezatory czy pulsujące, nieskomplikowane linie basu, doskonale współgra z subtelnym wokalem Solange. Akcenty w stylu disco czy groove umiejętnie spięto klamrami R&B. [czytaj więcej…]Estrella Q


8.

Never Let You Go

Maseratay

On-Point

Życzę tym gościom wielu produktywnych chwil w 2013 roku. Mam nadzieję, że nie piszę tego na wyrost, wszak zdobyli mnie zaledwie dwoma numerami. I chociaż nikt z redakcji nie podziela mojego entuzjazmu, głęboko wierzę, że w nadchodzącym roku wydadzą równie udane produkcje jak mój ulubiony tegoroczny hit – „Sexxxy”. Zadziorność tego utworu przywołuje najlepsze wspomnienia momentów, gdy zwariowałem na punkcie Sa-Ra w okolicach 2007 roku. Październikowa epka jest w zasadzie singlem z instrumentalami i remiksem, gdzie obok „Sexxxy” znajdziemy wiodący singiel, „Never Let You Go”. Wszystkich zaintrygowanych muszę niestety ostudzić. Musimy poczekać na więcej. Oby nie za długo. — K. Zięba


9.

Seeing Her Naked

Mar

self-released

Jeden z najciekawszych i najlepszych europejskich wokalistów zaprezentował nam po raz kolejny swoją własną, współczesną wizję soulu i r&b. Mar znowuż urzeka swoim falsetem, otulonym w ciepłe brzmienie FS Green’a i Full Crate’a. Wszystko to tworzy niezwykle zmysłową i sensualną atmosferę, poruszającą najwrażliwsze struny naszej natury. Płyta czerpie garściami z muzycznych dokonań lat minionych, nie tkwi w nich jednak przesadnie tworząc nową jakość, w pełni autonomiczną i nowoczesną. — eMeS


10.

Remember Me

Shortcircles

Plug Research

Remember Me EP to zbiór świeżych, bujających, ale i kojących ambientowych bitów od hip-hopowego producenta z Oakland. Efektownie dobrane do tego, nie samplowane, porywające głosy dwóch wokalistek – Miss Kii oraz Tiany Vallan, tworzą idealną dawkę muzyki pozwalająca na oderwanie się od szarości dnia. — Dżesi

 


11.

Songs for Sunset

Denitia Odigie

self-released

Czterech utworów od Denitii faktycznie warto posłuchać przy zachodzie słońca. Klimatyczne teksty, napisane przez wokalistkę o bardzo subtelnym głosie, nagrane zostały do melancholijnych dźwięków saksofonu czy klawiszy nie w studio, a na żywo – w brooklyńskim apartamencie. Pozwólcie sobie na czary od pani Odigie. Oby więcej takiego soulu. — Dżesi

 


12.

Meantime

Kwes

Warp

Brytyjski producent i wokalista znany wcześniej raczej z pracy na rzecz innych artystów, dojrzał w końcu do tego by samodzielnie zaprezentować swoją twórczość i chyba nikt tej decyzji nie żałuje. Eklektyczna mieszanka popu, r’n’b, ciepłej elektroniki i brytyjskich wpływów klubowych porywa i poziomem wcale nie odbiega od ostatnich produkcji popularnych wokalistek z Wysp. Kwes to typ wrażliwca, który w szczery, melancholijny i niepozbawiony naiwności sposób opisuje swoje często bardzo osobiste emocje i uczucia. — eMeS


13.

Shame/Thuggin’

Freddie Gibbs & Madlib

Stones Throw

Pamiętam, jak na początku zeszłej dekady zgadzałem się ze zdaniem Noona, który twierdził, że Madlib jest kiepskim producentem, a jego podkłady są nudne i do granic powtarzalne. Błąd. Z biegiem czasu dorosłem i diametralnie zmieniłem zdanie. Tegoroczny projekt z Georgią Anne Muldrow oraz epki z Freddiem Gibbsem ponownie przekonały mnie, że obrałem dobry kierunek. Soulowe bity Madliba oraz hustlerskie opowieści i pierwszorzędne flow Gibbsa dały świetny rezultat, wpasowując się idealnie w niejedną bezsenną noc. Obok Big K.R.I.Ta to moje ulubione rapowe produkcje w tym roku. — K. Zięba


14.

Bound to Ohra

Blameful Isles

Urban Waves

Blameful Isles to muzyczny projekt szwedzkiego producenta Daniela Israelsona aka Honks Burry, w którym rzeczony w bardzo ciekawy i lekki sposób łączy atmosferyczny jazz z hip hopem, wplatając w całość nienachalne triphopowe smaczki. Pomimo skromnej objętości, nieco ponad 10-minutowy materiał pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Oczami wyobraźni śmiało by można sięgać po niego z półki opatrzonej etykietą ‘chill&happiness’. Bound to Ohra, słuchana zwłaszcza wieczorem, łaskocze jak trzeba i tam gdzie trzeba – polecam wszystkim insomnistom i miłośnikom wszelkich nocnych wędrówek. Oczywiście do pobrania za darmo. — Dźwięku Maniak


15.

Armor On

Dawn Richard

Our Dawn Ent./Cheartbrekaer Music Group

Weźcie trochę przebojowości Rihanny z wcześniejszych etapów jej kariery, trochę cybernetyczno-futurystycznej fantazji Janelle Monae i wzbogaćcie to o pseudoiluminacką symbolikę rodem z Watch The Throne, a otrzymacie przynajmniej część wizji tego, co Dawn zaoferowała na swojej tegorocznej epce. Castingowy produkt telewizyjnego show Diddy’ego wymknął się spod kontroli wielkiej wytwórni i zaczął tworzyć indiepopowe r&b z miejscem na modne w muzyce trendy, ale bez miejsca na stanowcze przekroczenie granicy dobrego smaku. Pamiętajmy, że to jedynie przedsmak tego, co pani Richard zaoferuje nam na przypadającym na 2013 longplayu GoldenHeart. — Chojny


 

POLSKI SUPLEMENT

 

Private Silence

Private Silence

self-released

Trzon albumu stanowią 4 nastrojowe kompozycje, na których trójka muzyków korzystając z minimalnej ilości środków (rhodes/oszczędna perkusja/wokal) wprowadza słuchacza w przyjemny, odprężający nastrój. Ascetyczna, pozbawiona jakichkolwiek ozdobników produkcja oraz bliski, ciepły wokal Asi tworzą niezwykle intymną atmosferę. Drugą część albumu zajmują 4 doskonałe, zróżnicowane remixy dokonane przez Teielte, Spiska Jednego, Twardowskiego i Roux Spanę. [czytaj więcej…]Sonar Soul

 


MAUi WOWiE

Ras & Dj Tort

self-released

Wakacyjny projekt MAUi WOW!E EP wylądował w głośnikach niecierpliwych fanów dopiero w październiku. Ras jeszcze nigdy wcześniej nie był tak pewny siebie przed mikrofonem, zachowując przy tym charakterystyczne, wyluzowane flow. Tort również spisał się na piątkę, utwierdzając w mnie w przekonaniu, że samplowane bity w tempie 90-95 bpm wciąż mogą wywoływać niemałe emocje. Na epce znajdziecie m.in. polską wersję „Roc Boys” („Mój krąg”), ciekawy obraz mojego pokolenia („Mogę żyć”, „Ari Gold”) czy gładkie tło do popołudniowej kawy i jointa („Wszystko mam”, „MAUi WOW!E” i „Pogadajmy o niczym”). Fakt, na wielu polskich rapowych płytach wieje nudą na kilometr. Maui Wowie EP zdecydowanie nie jest jedną z nich. — K. Zięba


Wooden Love

Teielte

U Know Me

Polska nie odniosła wielu sukcesów w dziedzinie podboju kosmosu, ale nadrabiamy to z nawiązką wysyłając w przestrzeń międzyplanetarną takie krążki jak ten. Wooden Love czyli drugie – po Homeworkz – wydawnictwo od Teielte, to kolejny krok płockiego producenta do podboju obcych galaktyk. Słodko-kwaśne beaty będące symbiozą hip hopu i elektroniki, dostarczył producentowi w ciągu ostatnich miesięcy wielu nowych fanów, którzy do ‚nowego’ przekonują się coraz chętniej. Wooden Love śmiało można nazwać wizytówką unikalnego stylu Teielte, którego echa już dawno przekroczyły granice naszego kraju. Wciąż jest to muzyka niemożliwie połamana oraz wymagająca, ale nie brak jej przy tym melodii i klubowego potencjału. — Dźwięku Maniak

25 najlepszych piosenek 2012

W tym roku po raz pierwszy, poza tradycyjnym rankingiem albumów, oddajemy na Wasze ręce zestawienie 25 najlepszych piosenek mijającego roku. Było to zadanie niełatwe, początkowo nieco przerażające i rodzące rozmaite wątpliwości, ale efekty zaskoczyły pozytywnie nas samych. Mamy nadzieję, że jest to zestaw miarodajny i dobrze oddający to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012.


1.

„Pyramids”

Frank Ocean

Def Jam

Frank Ocean zdał w tym roku egzamin z wynoszenia współczesnego R&B na wyższy poziom artystyczny, czego najlepszym dowodem jest właśnie singlowe „Pyramids”. Prawie 10-minutowa suita, podchodząca na kilka sposobów do mitu Kleopatry to postmodernistyczna mieszanka wybuchowa, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. Żyrandole wiszące we wnętrzu piramid, odtwarzacz kaset VHS w przydrożnym motelu, sześciocalowe obcasy, odgłos uruchamianego Playstation w teledysku, klubowy syntezator, trapowe bębny, orgia instrumentów zwieńczona psychodeliczną gitarową solówką Johna Mayera. Nieliczni przedstawiciele czarnej muzyki byliby w stanie wykuć z czegoś takiego dzieło kompletne. Scena R&B właśnie wzbogaciła się o kogoś takiego. Doceńmy to z całego serca. — Chojny


2.

„Adorn”

Miguel

RCA

Nowoczesne R&B w najczystszej postaci. Kolejny raz Miguel dał znać o swoich nieprzeciętnych tekściarskich umiejętnościach. Pozwól by moja miłość Cię ozdobiła – dziękim takim tekstom każda kobieta chce być z Miguelem, a każdy mężczyzna chce być Miguelem. Erotycznie naładowana piosenka przywodzi na myśl „Sexual Healing” Marvina Gaye’a. Do tego brawurowe wokalne popisy i przeciągające się echa głosu zanurzone w miksie syntezatorów sprawiają, że zdajemy sobie sprawę, iż mamy do czynienia z wysublimowanym, PBR&B 2.0 na najwyższym poziomie. — Teofil Niedziałka


3.

„Losing You”

Solange

Terrible

W „Losing You” Solange odważnie eksploruje lata 80-te, mieszając stylowy vibe surowych hip-hopowych bitów z syntezatorowymi akcentami i eterycznymi wokalami w tradycji neo-soulu i współczesnego R&B. Efektem jest świeży, wysmakowany, niesamowicie przebojowy numer z nutką fantazji i całym mnóstwem wyobraźni. — Kurtek

 


4.

„Running”

Jessie Ware

Island

Przykład Jessie Ware śmiało można by podciągnąć do historii o brzydkim kaczątku. Z początku skromna, mało znana dziewczyna od featuringów w niecały rok – najpierw za sprawą singli zapowiadających jej debiutancki materiał, następnie za sprawą samego albumu – pokazała, jak szybko i zarazem nienachalnie dostać się na salony. Zmysłowość jaka towarzyszy utworom Jessie jest mocno uzależniająca, o czym najlepiej można się przekonać słuchając takich utworów jak „Running”. Czar i wdzięk Brytyjki przyjemnie izoluje słuchacza, pozostawiając go w rozkosznym zamyśleniu jeszcze długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków tego magicznego utworu. — Dźwięku Maniak


5.

„Lost & Found”

Lianne La Havas

Warner Bros.

Ciarki przechodzą mnie za każdym razem, gdy słucham tego nagrania. Oszczędność aranżacji i delikatność samego wykonania kontrastują tutaj z ogromnym ciężarem wyśpiewywanych słów. To przejmujący i niezwykle poruszający utwór przypominający o tym, że każdy z nas chowa gdzieś głęboko swoje własne demony. — Emes


6.

„Afro Blue”

Robert Glasper Experiment feat. Erykah Badu

Blue Note

Robert Glasper odświeżył jazzowy klasyk z 1959 roku. Delikatne i relaksujące brzmienie podkreśla niezaprzeczalnie gładki wokal Królowej Badu. Chillout doskonały. — Lejdi K

 

 


7.

„Thinkin Bout You”

Frank Ocean

Def Jam

Nie jedno z nas przeżywało rozstanie. Frank też cierpiał i opowiedział nam o tym w minimalistycznej, niesamowicie klimatycznej i poruszającej balladzie-spowiedzi. Krótka, lecz konkretna historia o wymykającym się spod kontroli cierpieniu po rozstaniu z pierwszą miłością. Ktoś uznałby to za truizm, ale sposób, w jaki Ocean przekazuje emocje i wokal są nieporównywalne Śmiało można wrzucić tę piosenkę do tych ponadczasowych. — Dżesi


8.

„Bad Girls”

M.I.A.

Interscope

Wyprodukowany przez Danję, bliskowschodni banger M.I.A. „Bad Girls”, mimo, że nie odkrywa Ameryki jeśli chodzi o brzmienie buntownicznej Angielki, wnosi bezsprzeczny powiew świeżego powietrza, którego zabrakło na jej ostatnim studyjnym krążku /\/\ /\ Y /\. Na sukces numeru składają się: ciężki, pulsujący beat, nadzwyczajnie przebojowe hooki i bezbłędny swag artystki. — Kurtek


9.

„Climax”

Usher

RAC

Nikt nie przypuszczał chyba, że Usher jest jeszcze w stanie nagrać kawałek, któremu bez wątpienia należy się tytuł uszatkowego opus magnum. Niezwykła harmonia pomiędzy delikatnymi akcentami syntezatora a rhythm&bluesowymi elementami pozwala rozkoszować się każdą sekundą utworu. Do tego namiętny głos Ushera jako cierpiącego katusze niespełnionego kochanka, i nie ma mowy by przejść obok tej piosenki obojętnie. Klasa sama w sobie. — Eye Ma


10.

„Fire We Make”

Alicia Keys feat. Maxwell

RCA

Alicia Keys ponownie znalazła przepis na smakowitą piosenkę. Połączenie w powolnym tempie składników w postaci swojego obniżonego głosu z falsetem Maxwella oraz okraszeniem całości gitarą Gary’ego Clarka Jr. dało w efekcie soczystą porcję dojrzałego, pościelowego r&b. Zmysłowy duet, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na The Diary of Alicia Keys. — Soul Junkie


11.

„Your Drums, Your Love”

AlunaGeorge

Island

Nie załapali się co prawda do ścisłej dziesiątki, ale miejsce 11. na naszej liście to żadna hańba dla Brytyjczyków. Prosty, emocjonalny tekst traktujący o wytrwałości w czekaniu na miłość w połączeniu z delikatnym bitem i niesamowicie zmysłowym głosem wokalistki – tylko albo i aż tyle potrzeba było duetowi AlunaGeorge, by numerem „Your Drums, Your Love” kolejny raz udowodnili, że scena future soulu należeć będzie wkrótce do nich. Klasa. — Dżesi


12.

„Daughters”

Nas

Def Jam

Zmagania z dorastającą, a co za tym idzie – niekiedy niesforną córką, stały się dla Nasa inspiracją do napisania hymnu zrzeszającego zakłopotanych w codziennych obowiązkach ojców. Szczery, a zarazem zabawny tekst został dopełniony przyjemnym i miękkim podkładem, który dzięki wykorzystaniu sampla „Na Na Hey Hey Kiss Him Goodbye” na długo zapada w pamięć. — Eye Ma


13.

„Night Light”

Jessie Ware

Island

„Night Light”, głęboko zanurzone w sosie lat 80., zbudowane na podwalinach reggae rocka i gitarowej fuzji soulu z rock & rollem, pięknie przepisuje ówczesne odkrycia aranżacyjne do na wskroś współczesnego wzorca popowej piosenki. Wokal Ware, umiejętnie wyeksponowany na tle tej mozaiki aranżacyjnej, jest silny i zmysłowy, atmosfera – gęsta i intensywna, a emocje – szczere i niczym nieskrępowane. — Kurtek


14.

„Latch”

Disclosure feat. Sam Smith

Greco-Roman

To jedna z tych piosenek, która świetnie sprawdza się w wypełnionym po brzegi pędzącym samochodzie, zdemolowanym łóżku po zbliżeniu z piękną kobietą czy na spacerze z psem w kierunku łąki pełnej patyków do przygryzienia. Poznałem ją zaledwie kilka tygodni temu, jednak jestem przekonany, że będzie przypominać o sobie jeszcze przez długie lata. — K. Zięba


15.

„I’ll Get Along”

Michael Kiwanuka

Polydor

Wśród trochę nostalgicznej atmosfery Home Again „I’ll Get Along” jest jak promień słońca na zachmurzonym niebie. Z optymistycznym przesłaniem, pogodną partią fletu i dodatkowym wokalem Paula Butlera dostaliśmy od Kiwanuki kawałek starego soulowego brzmienia A.D. 2012. — Soul Junkie

 


16.

„Bad Religion”

Frank Ocean

Def Jam

Miłość jako religia, taksówkarz jako psychoanalityk i Frank w roli siebie samego – ze złamanym sercem, pozbawiony wiary, przyłapany w poruszającym akcie spowiedzi. Kameralne, intymne „Bad Religion” to szczera, niemalże filozoficzna rozprawa o nieodwzajemnionej miłości, podparta brawurowym wokalem, sekcją smyczkową i finałem w stylu D’Angelo. „It’s a bad religion to be in love with someone who can never love you / Only bad religion could have me feeling the way I do”. — Kurtek


17.

„Higher Ground”

TNGHT

Warp

„Higher Ground”, zręczna mieszanka trapu i wonky, to mocno zapętlony wokal, ciężka elektroniczna perkusja i nadająca utworowi charakteru sekcja syntezatorowych trąbek. Moc i energia singla sprawiły, że kawałek niezwłocznie po swojej premierze zawładnął klubowymi parkietami na całym świecie. — Wizz

 


18.

„Dive”

ViLLΛGE

Ultra Vague

Zdecydowanie jeden z najlepszych nowobeatowych utworów roku. Młody i wciąż niezbyt znany producent ViLLΛGE stworzył osobistą interpretację piosenki Ushera, w której – w porównaniu do oryginału – zdolny mieszkaniec rumuńskiego Gelati przemyca więcej wdzięku i subtelności, grając na emocjach słuchacza. Polecam odsłuch na słuchawkach, najlepiej z zamkniętymi oczami. Świetność wielowymiarowa. — Dźwięku Maniak


19.

„Bottom to Top”

Miles Bonny x B.Lewis

self-released

Kolaboracja tej dwójki była jednym z najlepszych prezentów, jakie dostałem w tym roku. „Bottom to Top” to doskonały przykład na to, że Miles powinien jak najczęściej hipnotyzować słuchaczy w asyście nowobrzmieniowych produkcji. Wspaniała kombinacja romantycznej nostalgii Bonny’ego i piekielnie dobrze zbudowanej bomby B.Lewisa. — K.Zięba


20.

„Wildest Moments”

Jessie Ware

Island

Choć media usilnie próbowały zanudzić mnie tą piosenką, na szczęście im się nie udało. Historia trudnej relacji dwojga ludzi jest niezwykle sugestywna i spójna, podlana prawdziwymi emocjami, a mocna perkusja i akordy fortepianu wyostrzają i uzupełniają tą piękną opowieść. — Emes

 


21.

„Live Your Life”

Yuna

Fader

„Live Your Life” urzeka prostotą przekazu. Malezyjskie pochodzenie Yuny ma znaczenie, bo właśnie stąd wypływa jej buddyjska siła spokoju, którą słyszymy w jej hipnotyzującym głosie oraz widzimy w pojedynczych ruchach w teledysku. Wyjątkowości utworowi nadaje także subtelna produkcja Pharella Williamsa – kojąca perkusja i nieco funkująca linia basu. Wszystko to tworzy magiczny klimat i nastrój, przy którym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się odprężyć. — Teofil Niedziałka


22.

„If You Love Me”

BenZel feat. Jessie Ware

self-released

Liczba piosenek z udziałem Jessie Ware w naszym rankingu, wcale nie jest przypadkowa. Tym razem na warsztat wzięła utwór, który w oryginale wykonywały dziewczyny z zespołu Brownstone, popularnego w latach 90-tych. Wokal Jessie i talenty dwóch młodych producentów z Japonii daje piękny efekt w postaci „If Your Love Me”, od którego można się łatwo uzależnić. — Lejdi K


23.

„Mercy”

Kanye West feat. Big Sean, Pusha T & 2 Chainz

Good Music

Mówi się, iż prostota jest owocem dojrzałości – w tym przypadku jest ona także przyczyną sukcesu. Nikt tak jak Kanye nie potrafi dobrać kilku zupełnie różnych od siebie sampli i stworzyć z nich czegoś całkiem nowego. Połączenie elementów ścieżki dźwiękowej Człowieka z blizną i typowo dancehallowego wokalu wymaga dużej wyobraźni. West po raz kolejny udowodnił swoją wartość. — Wizz


24.

„New God Flow”

Kanye West & Pusha T

Good Music

Szanuję Kanyego, bo nawet kiedy stoi na samym szczycie rapgry, potrafi nawinąć tak, jakby jeszcze miał coś do udowodnienia. Poza obciachowym wersem o złym dotyku wujka każda linijka jest na wagę złota. To samo dotyczy nie mniej błyszczącego Pusha T, przy czym jego determinacja jest bardziej uzasadniona – 2013 ma bowiem przynieść premierę pierwszej (!) solówki tego pana. Do tego gościnny występ samego Ghostface’a w albumowej wersji utworu… Wisienki na szczytach najbardziej wykwintnych tortów – ot, cały Kanye i jego G.O.O.D. Music. — Chojny


25.

„Cabin Fever Sweet Love”

THEESatisfaction

self-released

Panie z THEESatisfaction wzięły na warsztat „Sweet Love” klasyczny numer z repertuaru Anity Baker i zepsuły go po swojemu w zręcznym mashupie ze swoim własnym „Cabin Fever”. To jedynie kolejny, po Jessie Ware i Solange, dowód na to, że na połączenie współczesnego neo-soulu i lat 80. w minionym roku nie było mocnych. — Kurtek

Dzięki Bogu Już Piątek #20 – Best of 2011

dbjp21

Zapraszam do sprawdzenia ubiegłotygodniowej audycji Dzięki Bogu Już Piątek, a w niej podsumowań ciąg dalszy. Tym razem prezentujemy dziesiątkę naszych ulubionych zagranicznych płyt w roku 2011.


(więcej…)