Recenzja: Fashawn The Ecology

Data: 17 marca 2015 Autor: Komentarzy:

Fashawn

The Ecology (2015)

Mass Appeal

Kiedy Fashawn, trzy dni po swoich dwudziestych urodzinach wydał w 2009 swój debiutancki krążek Boy Meets World, nikt jeszcze nie słyszał o Kendricku Lamarze. Błyskotliwy album młodziaka z Kalifornii wyprodukowany w całości przez Exile’a (odpowiedzialnego za równie udany debiut Blu dwa lata wcześniej) został doskonale przyjęty przez słuchaczy i krytykę i głośno spekulowano o potencjale młodego rapera w kontekście zbliżającej się wielkimi krokami kolejnej dekady amerykańskiego rapu.

Błyskawicznie zapowiedziano, że kolejny krążek Fashawna — The Ecology (co ciekawe, dzielący tytuł z jednym z najlepszych numerów na debiucie) ukaże się lada chwila, ale w gruncie rzeczy potrzeba było ponad pięciu lat, by projekt został urzeczywistniony. W międzyczasie raper zdążył wydać cztery beznamiętne mikstejpy i równie mało interesującą kolaborację z innym głośnym nazwiskiem poprzedniej dekady — Mursem. Znacznie słabsza forma rapera i wydłużające się oczekiwanie obniżyły oczekiwania względem The Ecology, a gdy w 2011 na scenie pojawił się Kendrick Lamar z sąsiedniego Compton, rap gra obróciła się o 180 stopni, a wszyscy zapomnieli o boom bapie i jednym z ostatnich wychowanków gatunku — Fashawnie.

To znamienne, że nowe płyty obu panów mają swoje premiery w niedalekim sąsiedztwie czasowym — dobitnie pokazuje to różnicę między zmarnowaną a wykorzystaną szansą. Ale nie można się temu dziwić, bo podczas gdy Lamar jest człowiekiem rzucającym rapgrze coraz to nowe wyzwania, Fashawn zdaje się trzymać raz wytyczonej ścieżki. I chociaż The Ecology nie jest kopiuj-wklej klonem Boy Meets World, to w zasadzie płyta, którą już nie raz słyszeliśmy. Mogłaby równie dobrze ukazać się 5, 10 czy 15 lat temu i nikt nie zauważyłby różnicy — nawet pomimo tego, że za krążkiem ma kryć się koncepcja wydobycia na jaw złożoności otaczającego nas, coraz bardziej skomplikowanego, świata (któremu raper ostatecznie pokazuje środkowy palec w wieńczącym album „F.T.W.”).

Fashawn, z pomocą Exile’a (a także Alchemista, DJ-a Khalila i Nasa), po raz kolejny wchodzi w świat klasycznego hiphopowego samplingu i wciąż stoi jedną stopą po trueschoolowej stronie mocy. I choć słucha się go bardzo przyjemnie, bo jest bez wątpienia pierwszorzędnym MC, wydaje się, że zasadniczo tym razem nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Bez wątpienia zabrakło mu też pomysłów przy układaniu tracklisty, bo w przeciwieństwie do tworzącego zamknięty obieg debiutu, tym razem emocje, motywy i tematy momentami gubią się w stylistycznym chaosie (nie da się uzasadnić sparowania rzewnego „Man of the House” z najbardziej oczywistym z oczywistych bangerów na płycie „Out the Trunk”). Mimo tych mankamentów, ci którzy pozytywnie wspominają pierwszy krążek rapera albo zasłuchują się w produkcjach Exile’a, powinni bez trudu znaleźć na płycie coś dla siebie. Bo choć całość jest zbyt zachowawczo i dość schematycznie poprowadzona, nie da się odmówić błysku w oku numerom naładowanych tak szczerze młodzieńczą energią jak „To Be Young” (z BJ-em the Chicago Kidem w refrenie) czy „Something to Believe In” (w którym z kolei usłyszymy wspomnianego już Nasa i Aloe Blacca). Warto odnotować, że pomimo stylistycznych wzlotów i upadków rapera w trzynastu numerach składających się na The Ecology, Amerykanin kończy płytę energicznym i wyrazistym numerem, który, choć nie dostarcza (być może oczekiwanej) konkluzji, daje nadzieję na przyszłość.

Komentarze

komentarzy