Recenzja: Tinashe Amethyst

Data: 29 marca 2015 Autor: Komentarzy:

Tinashe

Amethyst (2015)

Self-released

Jest zupełnie logiczne, że po sukcesie debiutanckiego albumu Aquarius kariera Tinashe nabrała tempa. Nie spodziewaliśmy się może tak szybkiego wydania kolejnego nowego materiału, ale na pewno nie będzie to dla nas powód do narzekań. Ta zdolna 22-latka nie spoczywa na laurach i prezentuje mixtape Amethyst. Po latach nagrywania i udostępniania swojej muzyki za darmo, artystka może wreszcie skupić się na pracy nad wysokobudżetowymi projektami. Sukces Aquarius pozwolił jej jednak na miły gest dla fanów w postaci kolejnego darmowego materiału. Niewątpliwie jest to realizowanie wizji kariery, jaką Tinashe obrała na początku swojej muzycznej drogi.

Po pierwszym przesłuchaniu piosenek wiedziałam już, że ten mixtape często będzie gościć w moich słuchawkach. Tinashe niezwykle umiejętnie porusza się między śpiewanymi melodiami a rapowymi wstawkami. Przykładem jest „Something To Feel”, gdzie część, w której artystka rapuje jest zdecydowanie moją ulubioną. Wszyscy wiemy, że Tinashe posiada delikatny i słodki głos, nie znaczy to jednak, że jest przez to mało wyrazista — nasuwa się oczywiste porównanie do Aalliyah. Moim absolutnym numerem jeden spośród tego materiału jest utwór „Wrong” z niezwykle chwytliwym wersem „I’m Still in Love with You” na tle sampla z „Summer Madness” Kool & the Gang . Producentem piosenki jest Ryan Hemsworth i jest to chyba ich najlepsza kolaboracja do tej pory. Otwierający Amethyst “Dreams Are Real” wprowadza w cały klimat, zawiera w sobie wszystkie wyznaczniki współczesnego R&B. Istotnym elementem tego utworu, śpiewanym w pięknej harmonii głosowej, jest wers „The Future Is Mine!” — świadczy to o wielkiej wierze w swoje możliwości i nie ma nic wspólnego z arogancją. Klimat, o którym wspomniałam wcześniej, zmienia się delikatnie jedynie przy utworze „Worth It”. Bardziej taneczny i lżejszy tematycznie utwór zdaje się nie pasować do koncepcji mixtape’u.

Słuchając debiutanckiego albumu Tinashe, miałam poczucie, że jest to zbiór przypadkowych utworów. Owszem, utworów dobrych, ale po przesłuchaniu całości czuło się wyraźny brak spoiwa. Amethyst wydaje się bardziej przemyślany niż Aquarius. Tinashe, nagrywając materiał w swojej sypialni, w ciągu jednej przerwy świątecznej, stworzyła bardzo jednolity i wyrazisty przekaz.

Inteligencja, uroda, ale przede wszystkim talent do pisania i prezentowania swojej muzyki — jesteśmy pewni, że ta dziewczyna nie będzie gwiazdką jednego sezonu i w niedalekiej przyszłości spodziewamy się z jej strony kolejnych produkcji na wysokim poziomie.

Komentarze

komentarzy