ryan hemsworth

Recenzja: Tinashe Amethyst

Tinashe

Amethyst (2015)

Self-released

Jest zupełnie logiczne, że po sukcesie debiutanckiego albumu Aquarius kariera Tinashe nabrała tempa. Nie spodziewaliśmy się może tak szybkiego wydania kolejnego nowego materiału, ale na pewno nie będzie to dla nas powód do narzekań. Ta zdolna 22-latka nie spoczywa na laurach i prezentuje mixtape Amethyst. Po latach nagrywania i udostępniania swojej muzyki za darmo, artystka może wreszcie skupić się na pracy nad wysokobudżetowymi projektami. Sukces Aquarius pozwolił jej jednak na miły gest dla fanów w postaci kolejnego darmowego materiału. Niewątpliwie jest to realizowanie wizji kariery, jaką Tinashe obrała na początku swojej muzycznej drogi.

Po pierwszym przesłuchaniu piosenek wiedziałam już, że ten mixtape często będzie gościć w moich słuchawkach. Tinashe niezwykle umiejętnie porusza się między śpiewanymi melodiami a rapowymi wstawkami. Przykładem jest „Something To Feel”, gdzie część, w której artystka rapuje jest zdecydowanie moją ulubioną. Wszyscy wiemy, że Tinashe posiada delikatny i słodki głos, nie znaczy to jednak, że jest przez to mało wyrazista — nasuwa się oczywiste porównanie do Aalliyah. Moim absolutnym numerem jeden spośród tego materiału jest utwór „Wrong” z niezwykle chwytliwym wersem „I’m Still in Love with You” na tle sampla z „Summer Madness” Kool & the Gang . Producentem piosenki jest Ryan Hemsworth i jest to chyba ich najlepsza kolaboracja do tej pory. Otwierający Amethyst “Dreams Are Real” wprowadza w cały klimat, zawiera w sobie wszystkie wyznaczniki współczesnego R&B. Istotnym elementem tego utworu, śpiewanym w pięknej harmonii głosowej, jest wers „The Future Is Mine!” — świadczy to o wielkiej wierze w swoje możliwości i nie ma nic wspólnego z arogancją. Klimat, o którym wspomniałam wcześniej, zmienia się delikatnie jedynie przy utworze „Worth It”. Bardziej taneczny i lżejszy tematycznie utwór zdaje się nie pasować do koncepcji mixtape’u.

Słuchając debiutanckiego albumu Tinashe, miałam poczucie, że jest to zbiór przypadkowych utworów. Owszem, utworów dobrych, ale po przesłuchaniu całości czuło się wyraźny brak spoiwa. Amethyst wydaje się bardziej przemyślany niż Aquarius. Tinashe, nagrywając materiał w swojej sypialni, w ciągu jednej przerwy świątecznej, stworzyła bardzo jednolity i wyrazisty przekaz.

Inteligencja, uroda, ale przede wszystkim talent do pisania i prezentowania swojej muzyki — jesteśmy pewni, że ta dziewczyna nie będzie gwiazdką jednego sezonu i w niedalekiej przyszłości spodziewamy się z jej strony kolejnych produkcji na wysokim poziomie.

Recenzja: Ryan Hemsworth Alone for the First Time

Ryan Hemsworth

Alone for the First Time (2014)

Last Gang Records Inc.

Na szczęście dla wszystkich miłośników muzyki, Kanada ma do zaoferowania więcej niż Justin Bieber lub Avril Lavigne. Szansę dotarcia do przesiąkniętych plastikiem umysłów młodzieży ma Ryan Hemsworth. Jest to nazwisko już powszechnie znane fanom przyjemnej elektroniki, jednak niekoniecznie szerszej publiczności. W zeszłym roku artysta wydał swój drugi album GuiltTrips, który został bardzo dobrze przyjęty. W czerwcu ukazał się teledysk do utworu „One for Me”. Swojego głosu użyczyła w nim Tinashe. Klip ukazuje drugą stronę życia producenta, który podczas trasy spędza więcej czasu sam w hotelu, niż występując. Tytuł nowego wydawnictwa to Alone for the First Time.

Album otwiera instrumentalny „Hurt Me”, który jest dobrym wprowadzeniem w klimat całego mini-albumu. Nadaje nieco leniwy, melancholijny ton — coś, co będzie obecne przez wszystkich siedem utworów. Delikatne elektroniczne bity, w połączeniu z perkusją, a do tego wokal, który niekoniecznie jest na pierwszym planie. Nadaje to płycie stonowany rytm, w zasadzie zachęcając do siedzenia w fotelu z kocem i kubkiem gorącej herbaty. Przełamaniem po kolejnym leniwym utworze „Walk Me Home” jest „Snow in Newark”. Nieco mocniejsza perkusja, klawisze oraz wokal Dawn Golden i można pomyśleć, że tempo płyty nieco przyspieszy. Jednak Ryan serwuje nam instrumentalny „Blemish”, a następnie „Too Long Here” z niestety nieco denerwującym głosem Alexa G. Tempo nie zwiększyło się ani trochę. Pozostajemy więc już do końca w leniwym nastroju, co z nawiązką wynagradza Katomi, która dodała naprawdę ciekawe ścieżki wokalne do „Surrounded”. Jest to zdecydowanie najjaśniejszy punkt z całego LP. Zamykający go utwór „By Myself” doskonale podsumowuje zawarte na nim kompozycje oraz tytuł wydawnictwa.

Nie ma wątpliwości, że Ryan Hemsworth poprzez produkcję takiego albumu potwierdził swój własny styl. Jego muzyka w połączeniu z wokalem zaproszonych do współpracy artystów nabiera nowego kształtu. Może nie jest przebojowa i raczej nie usłyszymy jej w komercyjnych rozgłośniach radiowych, jednak nie taki jest jej cel. Jest to solidny album, idealny na najbliższe zimowe wieczory. Jedynym zastrzeżeniem może być jego długość. Po wysłuchaniu siedmiu utworów czuje się niedosyt — pół godziny to jednak zbyt krótki czas. Myślę, że można było pokusić się o kilka dodatkowych muzycznych historii. Mimo to, dla tych, którzy cenią twórczość artysty, będzie to potwierdzenie jego umiejętności. Natomiast ci, którzy nie mieli do tej pory pojęcia o jego istnieniu, mogą spokojnie rozpocząć poznawanie właśnie od Alone for the First Time. Zamiast kolejny weekend spędzać w tym samym klubie, może lepiej będzie oderwać się i wysłuchać czegoś spokojniejszego?

Nowy teledysk: Ryan Hemsworth feat. Tinashe „One For Me”

Tinashe-2013Kanadyjski producent Ryan Hemsworth wypuścił właśnie klip do numeru „One For Me”, w którym gościnnie udzieliła się wschodząca (ileż już takich było) gwiazda R’n’B – Tinashe. Niestety pięknej 21-latki w klipie nie zobaczymy, być może pochłaniają ją prace nad mającym ukazać się jeszcze w tym roku debiutanckim albumem artystki, ale za to obrazek naprawdę dobrze oddaje klimat utworu. Numer pochodzi z zeszłorocznej płyty Hemswortha Guilt Trips.

Nowy remix: Quadron „Hey Love” (Ryan Hemsworth Remix)

quadron

Quadron inspiruje po raz kolejny. Utwór „Hey Love” z płyty Avalanche został zinterpretowany i zremiksowany przez kanadyjskiego producenta Ryana Hemswortha. Kwietniowy singiel duńskiego duetu dużo dzięki temu zyskał: jego taneczny, popowy charakter  został uzupełniony w zabiegi wzięte prosto z hip-hopowej i neo-soulowej stylistyki. Kawałek promuje album producencki Kanadyjczyka: Guilt Trip światło dzienne ujrzy 22 października. Póki co – przesłuchajcie próbki materiału, który na longplayu się niebawem znajdzie.

 

Remiksy z duszą: najlepsze remiksy 2012

Zanim złapiecie się za pierwsze mandarynki i na dobre zasiądziecie przy stołach, sprawdźcie pierwszy tegoroczny ranking rozpoczynający całą serię soulbowlowych podsumowań a.d. 2012. Reprezentatywna część naszej redakcji wzięła pod lupę najciekawsze remiksy, które stworzyły dwa zestawienia uporządkowane w najlepszy i najbardziej przystępny dla nas (i oby dla Was) sposób. (więcej…)