
J*Davey
Pomp (2015)
ILLA V 8 R

Oni nagrywali alternatywne R&B, zanim to było modne. Nowy minialbum kalifornijskiego duetu można by obrócić w chwytliwy mem, ale jednocześnie należałoby umieścić przy nim asterysk (dokładnie taki sam jak w nazwie grupy) z bardziej obszernym wyjaśnieniem niespożytkowanego do końca fenomenu J*Davey, którzy przez ponad dekadę szukali sposobu, by wyciągnąć R&B z ciasnej szufladki, do której, bez złych intencji, nieopatrznie wcisnęli je krytycy, słuchacze i przede wszystkim sami twórcy.
Prawie udało im się w 2007 roku, kiedy podpisali kontrakt z płytowym gigantem — oficyną Warner Bros., ale umowa między duetem a wytwórnią nie została zwieńczona płytą, a J*Davey wrócili tam, skąd przyszli — do muzycznego undergroundu. Podwójna epka The Beauty in Distortion / The Land of the Lost z 2008, wraz z The Chase Janelle Monáe, The Prelude YahZarah czy drugim krążkiem Solange, stanowiło pierwszą falę nowej inwencji twórczej we współczesnym R&B. Ale zadziwiająco, gdy krytycy i słuchacze pięć lat później doszli do wniosku, że nowe zjawisko trzeba jakoś nazwać, definicja okazała się zbyt wąska dla kroczących własną drogą J*Davey.
Ich fuzja R&B i nowych brzmień zawsze była wierna raczej ideałom klasycznego neo-soulu, niż podporządkowana modzie na UK bass. I choć na nowej epce Pomp proporcje odrobinę się zmieniły, J*Davey nadal brzmią zbyt ciepło i witalnie, by zestawiać ich w bezpośrednim porównaniu z dziesiątkami młodych wokalistów topiących swoją ekspresję w oceanie rewerberacji. Łączenie beatowych numerów z bardziej klasycznym 80’sowym podejściem do melodii nadal przychodzi im naturalnie — singlowe „Strong Anticipation” z umiejscowionym w centralnej części lekkim syntezatorowym motywem i chwytliwym hookiem brzmi trochę jak synthfunkowa wersja Little Boots, a w rytmicznym „High on Life” gdzieś między wierszami kryje się inspiracja wczesnymi produkcjami Georgia Morodera. Wbrew tytułowi nie jest to wydawnictwo zrobione z pompą — profesjonalizm i stylistyczną koreherencję równoważy sześciosekundowy przerywnik „Just Eating Some Chips” i zakończenie całości offowymi rozmowami ze studia. Najważniejsze jest jednak coś innego — choć J*Davey pozostają na drugim planie przez całą swoją dotychczasową karierę, wciąż udaje im się bez pogoni za trendami tworzyć rzeczy nie tylko z nimi korespondujące, ale kreatywnie wychodzące poza schemat.


Komentarze