Recenzja: Sarius Gdzieś to już słyszałem

Data: 4 września 2015 Autor: Komentarzy:

Sarius

Gdzieś to już słyszałem (2015)

Asfalt Records

Słuchacze polskiego rapu zawsze mogli patrzeć z zazdrością chociażby za ocean, gdzie instytucja mixtape’ów jest dużo bardziej popularna niż u nas. Raperzy znad Wisły (poza kilkoma wyjątkami) raczej nie poświęcają się nagrywaniu luźnych rzeczy, tylko skupiają na pełnoprawnych albumach, które ewentualnie mogą zasilić szeregi OLiS-u. Dlatego trzeba się cieszyć z tego, że kolejny dobry mixtape trafia do obiegu. W dodatku od Młodego Wilka, tfu… Wilczura.

Sarius jest dobrym raperem i ma pomysł na siebie. Zdecydowanie zasłużył na to, aby wcześniejsze produkcje wyprodukowali mu Eprom czy O.S.T.R. Tym razem częstochowski raper podrzuca nam luźny mixtape, który dzięki warstwie produkcyjnej może być niemałym zaskoczeniem. Otóż wspomniany chwilę wcześniej Ostry wziął na tapet stare soulowe numery i delikatnie je podkręcił (nawet w notce prasowej istnieje pojęcie „edity”). Co kilka chwil można uśmiechnąć się pod nosem, wiedząc, że pętla jest chociażby od Isaaca Hayesa, a w głowie pojawia się „gdzieś to już słyszałem”. Produkcja jest bardzo klasyczna i brzmi doskonale. Sariusowi ewidentnie służy współpraca z Ostrym, bo czuje te bity podobnie jak na Daleko jeszcze?. Porusza się po nich z totalnym luzem, czego idealnym przykładem jest „Zepsuty ogród” czy „Lunatyk”, które są chillujące i bujają głową. Mariusz nie boi się przyśpieszać, zwalniać, zmieniać głos czy bawić się słowami — jak już zmienię chill na chilli czyli czyny na pytanie czy liczymy wyniki — w dodatku robi to bez wysiłku. Przy takim flow dobrze słucha się storytelingów o typach na kwasie, policyjnych aspirantach, ale też o docinkach na swój temat czy codziennych obserwacjach (np. o pani z psem). Płyty słucha się od deski do deski mimo słabszych momentów, a właściwie jednego — refrenu w „Śmiać się czy grać?”, który może trochę irytować . W pewnych momentach można odnieść wrażenie, że Sarius brzmi gdzieś pomiędzy Gedzem a wczesnym Mediumem.

Mimo tego, że na początku można odczuć delikatny chaos, produkcja z każdym kolejnym odsłuchem wkręca się w głowę coraz mocniej. Życzę zarówno sobie, jak i polskim słuchaczom rapu więcej takich mixtape’ów. Do tego wraca się z przyjemnością, bo główny bohater zrobił kawał dobrej roboty. Tak właśnie wykorzystuje się potencjał na to, aby za kilka lat być mocnym filarem sceny. Brawo Sarius.

Komentarze

komentarzy