70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

„Weszliśmy w świat jazzu”- Marek Pędziwiatr dla Soulbowl.pl

Data: 8 grudnia 2015 Autor: Komentarzy:

marekpedziwiatr
Kocham rozpoczynać dziesiątki rzeczy naraz. Często przed zaśnięciem dopada mnie kilka równolegle płynących pomysłów, które wydają się rewelacyjne. Kiedy jednak na drugi dzień rozszyfrowuję zapisane po omacku szkice smsów w telefonie, mój entuzjazm dostaję fangę od zdrowego rozsądku. Pomimo tego śmiało rozpoczynam realizację nocnych natchnień, co po czasie stawia przede mną osiemdziesiąt (nazwijmy to) projektów, z których dopełnię zaledwie kilkanaście.

Zawsze miałem problem ze skupieniem się nad jednym zadaniem. Przynosi to sporo komplikacji i nerwów – zdaję sobie jednak sprawę, że zmiana tego trybu pracy była dla mnie nienaturalna. Dlatego darzę sporym szacunkiem ludzi, którzy potrafią kontynuować i doprowadzać do celów wiele spraw jednocześnie. Jednym z nich jest Marek Pędziwiatr – gość, który nie znosi muzycznej stagnacji, projektując akordy dla raperów, soulowych wokalistek i pastiszowych eksperymentalistów.

Soulbowl: Kilka lat temu moje rodzime miasto doczekało się pierwszego rapu wydanego na wosku. Remiks tytułowego „PoJAZZdu jednośladowego” popełnił niejaki Student A. To Twoje jedyne artystyczne alter ego? Większość kojarzy Cię głównie z Night Marks Electric Trio i Electro-Acoustic Beat Sessions. Wspominając Twoje dotychczasowe poczynania powiedz proszę z których z nich jesteś najbardziej dumny.

Marek Pędziwiatr: Jestem bardzo zadowolony z singla „Pojazzd Jednośladowy”. Makul jest moim kumplem od 2000 roku. Dużo rozmawialiśmy o muzyce, wymienialiśmy się swoimi produkcjami. W końcu w 2009 zaproponował mi nagranie tego remixu. Był to zarazem pierwszy rapowy winyl w Twoim mieście jak i pierwsze wydanie mojej muzyki oficjalnie. Student A i Student B to członkowie świnoujskiego zespołu ABCD Crew, który współtworzyłem z moim przyjacielem w latach 2002-2006. Produkowaliśmy bity i rymowaliśmy po angielsku. To była totalnie undergroundowa akcja. Chyba nikt o nas nie wiedział. Dziś w internecie można znaleźć pare naszych kawałków. Aktualnie gram w różnorodnych projektach, np. punkowym Ludojadzie, magiczno-elektrycznym Night Marks Electric Trio i energetycznym Electro-Acoustic Beat Sessions. Współpracuję też z wokalistkami: Paulina Przybysz, Yuuki, Ania Kłys. Najbardziej jestem dumny z tego co robię obecnie. Po długim okresie koncertowania, w końcu mam czas i werwę na siedzenie w studio i nagrywanie płyt wyżej wymienionych projektów. Kocham fonografię. Nagranie płyty daje artyście możliwość zamknięcia jakiejś ery i przejście do następnego etapu ewolucji. Uwielbiam się rozwijać, poszukiwać, uczyć się nowych rzeczy.

Ze Świnoujścia trafiłeś do Katowic. Jak ważny był ten etap ewolucji?

Tak na prawdę ze Świnoujścia trafiłem do Szczecina. Potem były wyjazdy do Katowic, aż w końcu wylądowałem we Wrocławiu. Kiedy w jednym miejscu kończyły mi się możliwości, wybierałem następne zachowując cenne kontakty z ludźmi z którymi kochałem tworzyć i grać. Katowice były ważnym okresem mojego rozwoju muzycznego. Pod okiem wspaniałych profesorów i moich winylowych bohaterów (Wojciecha Niedzieli [Young Power] czy Marka Walarowskiego [Alex Band]) rozwinąłem swój muzyczny warsztat. Wydział Jazzu w Katowicach wzbogacił mnie o wiele cennych rad i wspaniałych znajomości, które owocują po dziś dzień.

Efektem tych migracji były narodziny m.in. Night Marks Electric Trio i EABS. Można ulec wrażeniu, że jesteś architektem tych projektów oraz dałeś start pewnej grupie muzyków, którzy biorą na klatę trudne i ambitne zamówienia. Naszkicowanie reinterpretacji dokonań Artystów, którzy nie tworzyli swoich pierwotnych nagrań analogowo, to niełatwa sprawa. Zwłaszcza, że gracie tego typu premiery bez możliwości wielu prób, jak w przypadku Coultraina czy Boykinsa.

Od razu chciałbym podkreślić, że głównym inicjatorem tych wszystkich spotkań był Spisek Jednego. Jego futurystyczno-ideologiczne podejście do powstałych projektów i otwartość umożliwiły nam spełnianie marzeń. Potem pojawił się Sebol, nasz aktualny manager EABS. Bez jego pomocy i przyjaźni chyba by się wszystko rozkleiło. Ja odpowiadam za przygotowanie repertuaru dla muzyków, którzy też nie są przypadkowi. Członkowie EABSu to muzycy, którzy czują vibe. Każdy jest ekspresywną osobowością i lubi rap. Wspólne koncerty i trasy z Raashanem Ahmadem, Coultrainem, Jeru the Damaja czy Jesse Boykinsem były dla nas lekcją jak grać na poziomie światowym. Oby takich sytuacji jak najwięcej.

Dwa miesiące temu zagraliście w Kielcach rzecz wyjątkową. Kiedy wiosną omawiałem z Sebolem Wasz koncert na Memorial To Miles wiedziałem, że nadacie utworom Davisa specyficzny, „eabsowy” sznyt. To jednak, co usłyszałem na scenie było materiałem absolutnie kompletnym, zróżnicowanym i dopracowanym. Byłoby świetnie, gdybyście chcieli to nagrać w studiu, na pewno rozmawialiście o tym między sobą.

Materiał z Memorial to Miles na pewno nie zginie i zostanie nagrany. Jako że jesteśmy zespołem składającym hołdy, ukłon w stronę Milesa pociągnął następne ukłony… ale o tym jeszcze nie mogę mówić…

Braliście na warsztat już Ahmada Jamala i G.S. Herona. Żeby nie zarzucano mi, że wywinąłeś się z tego wątku tak łatwo, musisz zdradzić choćby jedno nazwisko. Ewentualnie miesiąc, w którym możemy się spodziewać konkretnej zapowiedzi

Gil Scott-Herona jeszcze nie braliśmy na konkretnie. Jest to bliska memu sercu postać. Na pewno przygotuję coś specjalnego na tą okazję. Pewnie w okolicach rocznicy jego śmierci. Kilka dni temu zagraliśmy na WRO-Sound hołd dla wrocławskich producentów White House.

Szanowny, wielkich tajemnic to nam nie odkryłeś. Spróbuję więc jeszcze raz:) Czy czytelnicy Miski mogą liczyć na jakąkolwiek informację związaną z EABS lub NMET, która nie wyszła poza wąski krąg? Wspomniane przed chwilą „następne ukłony” to mizerna podpowiedź.

Tak jak mówiłem – ten rok będzie rokiem fonograficznym. NMET kończy prace nad produkcją płyty solowej Pauliny Przybysz, która powinna ujrzeć światło na wiosnę. Poza tym w bliższym czasie szykujemy premierę singla naszego, jako NMET bez featuringów. Równolegle startujemy z pracą nad naszą LP. Z EABS pracujemy nad płytą W.E.N.A. x EABS. Niestety jeśli chodzi o sprawy EABS, Sebol zasznurował mi usta i nic już więcej nie powiem:) A prywatnie skończyłem produkować debiutancką płytę Ani Kłys. W planach jest także płyta Yuuki i Patrycji Zarychty. Wchodzę w różnego rodzaju kooperacje. W przyszłym roku pojawię się m. in. na nowych płytach Ani Dąbrowskiej, Naphty, En2aka czy The Phantom.

No i to są konkrety, dzięki! Na Waszej video-zapowiedzi projektu z W.e.n.ą. pracowaliście w całkiem przyjaznej przestrzenni. Co to za miejsce? Czego potrzebujesz by sprawnie realizować wszystkie zaczęte projekty?

To bardzo przyjazne studio na wsi Wolimierz. Piękny, bardzo stary dom zaadaptowany na studio nagraniowe. Generalnie ciężko mi przychodzi robienie muzyki dla muzyki. To co tworzę i gram jest najczęściej odzwierciedleniem mojego stanu i świadomości. Dlatego aby moja praca była efektywna, potrzebuję jakiegoś punktu odniesienia. Może być on zawarty np w tekście piosenki, albo w moim samopoczuciu – podczas jakiegoś przełomu w życiu. Wtedy muzyka nabiera wartości.

Kilkukrotnie byłeś zaangażowany w imprezy spod szyldu Warsoul. Nastawiałeś fale na „Kosmos”?

Imprezy warsoulowe były robione przez uduchowionych muzycznie pasjonatów. To były zawsze klimatyczne wydarzenia. Pamiętam ostatnie wydarzenie Warsoulu (już po odejściu Maceo). Grałem wtedy z Pauliną Przybysz, a po nas Hiatus Kaiyote (spełnienie marzenia Maceo). Czuć było, że Maceo lata tam w powietrzu. To było piękne, wzruszające zamknięcie ważnego etapu w dziejach muzyki. Oczywiście, że słuchałem Kosmosu. Mam nawet nagrane na taśmę jak Maceo pierwszy raz puszcza w eter moje NMET. Maceo był szczęśliwym człowiekiem. Robił to co kochał do końca.

Jakie granice chciałbyś jeszcze przekroczyć w muzyce? Próbujesz opanować grę na innych instrumentach? Podjąłbyś się napisania muzyki do filmu?

Lubię eksperymentować, szukać unikatowych rozwiązań. Co śmieszne, im mniej mam środków do działania tym bardziej jestem kreatywny. Myślę, że wzięło się to z tego, że za dzieciaka zanim nauczyłem się grać na instrumentach miałem do dyspozycji tylko magnetofon i rapowe taśmy, które loopowałem kopiując wielokrotnie fragmenty beatów z jednej na drugą. Potem dogrywałem do tego rapy. Totalna partyzantka. Potem pojawił się gramofon i komputer. Przesłuchałem mnóstwo muzyki samplując do beatów. Potem dopiero pojawił się fortepian. Uczę się też grać na flecie i basie. Każdy rok przynosi nowe wyzwania. Może w tym przyjdzie mi napisać muzykę do filmu. Nie ukrywam, że jest to jedno z moich marzeń.

2015 to był dobry rok?

Bardzo dobry rok. Przede wszystkim dlatego, że cały czas się uczę, doświadczam nowych rzeczy. W tym roku pograliśmy z NMET za granicą, m.in. w Londynie. To jest niesamowite uczucie, kiedy możesz się dzielić swoją muzyką na świecie. Pięknym doświadczeniem było też zagranie z Antonim Gralakiem w Boiler Roomie. Wspaniały człowiek. Nauczył mnie podstaw Thai Chi:) Z Electro-Acoustic Beat Sessions grając materiał Milesa Davisa weszliśmy w świat jazzu, czego mi od dawna brakowało. Otwierają się kolejne furtki.

Trzymamy kciuki za powodzenie Waszych planów. Dzięki za rozmowę.

Dziękuję. Dużo miłości życzę!

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475