„Wiele osób mi mówiło: odpuść tę płytę” – Duit dla Soulbowl.pl

Data: 14 grudnia 2016 Autor: Komentarzy:

duit-wywiad

Przyznam szczerze, że od zawsze chciałem przeprowadzić rozmowę z artystą, podczas której trwa swobodny dialog, ja nie zerkam do ściągi, by wzrokiem odhaczać to, na co już padła odpowiedź, a pytający nie traktuje wywiadu jak przesłuchania. Trochę musiałem poczekać, lecz jak już się udało, to trafiło na rzeczywiście ciekawego rozmówcę. Jeszcze w listopadzie spotkałem się Piotrkiem Krygierem, którego większość z Was kojarzy z aliasu Duit, i pod którym wspomniany producent od blisko 8 lat tworzy, by porozmawiać… dosłownie o wszystkim. Lista przygotowanych pytań przypomniała o swoim istnieniu grubo po ponad godzinie dyskusji, i to tylko po to, by się upewnić, czy aby jakiegoś wątku jeszcze nie poruszyliśmy. Poniżej możecie więc przeczytać zapis rozmowy z człowiekiem niezwykle otwartym i serdecznym. Z artystą świadomym swoich możliwości, ale i z pokorą podchodzącym do drzemiącego w nim potencjału. Zapraszam do lektury.

Dźwięku (Soulbowl): Na jakim etapie swojej muzycznej wędrówki się obecnie znajdujesz?

Duit: W tym momencie mam etap, gdzie kminie co rewolucyjnego wymyślić, mam teraz takie myśli, że zrobiłem tę płytę, to teraz czas przygotować zupełnie coś innego. Marzę, żeby w ogóle stworzyć niemal nowy gatunek, co jest prawie że niemożliwe, ale chciałbym wypracować swój bardzo indywidualny styl…

Ale ty masz indywidualny styl.

No troche mam (śmiech), ale chciałbym, żeby to było takie, że nigdzie tego nie wsadzisz, nie zaszufladkujesz.

To w dzisiejszych czasach będzie ciężko.

Wiesz co, mimo wszystko jest to realne. Trzeba mieć tylko czas, spokój i otwartą głowę, usiąść i zacząć kombinować. I teraz mam taki etap, że bardzo bym tego chciał, a jednocześnie mnie to blokuje. Za bardzo się na tym skupiam i przestaje to iść, dlatego też warto zacząć tworzenie bez jakiejkolwiek spiny i myślenia, że coś muszę.

A myślisz, że autorska płyta dla producenta, to jest takie najwyższe stadium samospełnienia?

Dla mnie jest. Powiem ci, że wiele osób mi mówiło odpuść tę płytę, teraz się inaczej działa, teraz epki i single, bo widać taką tendencję. Albumy owszem, ale coraz rzadziej.

No i rzeczywiście ciężko się z tym nie zgodzić, zwłaszcza, że teraz wychodzi multum albumów, które od jakiegoś czasu są regularnie udostępniane głównie w piątki, i ciężko za tym nadążyć, ciężko też na spokojnie się w coś wsłuchać, kiedy za następnych kilka dni do obiegu trafia kolejna porcja muzyki.

Zdecydowanie jest tego za dużo, dlatego, no były myśli czy ta płyta w ogóle jakoś zaskoczy i odbije się szerszym echem. Teraz można się przebić, albo byciem ultra oryginalnym, albo – nie ma się co oszukiwać – mainstreamem i dobrą promocją. Ale tak wracając do poprzedniego pytania, to tak, ja wiedziałem, że chce wydać swoją płytę i to było u mnie na tapecie przez ostatnie 5 lat. Ta płyta przez ten czas bardzo się zmieniała i dorastała, ale ja wiedziałem, że co by się nie działo, to nie wydam epki, nie będę wypuszczał singli, tylko ma być długogrający materiał. Uważam, że każdy producent będzie spełniony wydając swój album. Niemniej teraz już wiem, jak będę w najbliższym czasie działać, że nie będę silił się na kolejną płytę. Teraz faktycznie mam w planach epeczke. Album może później.

Czyli ogólnie poczułeś pewnie ulgę, kiedy wiedziałeś, że płyta jest skończona, wypalona, masz ją w rękach? Bo wiem z rozmowy z innymi producentami, że to jest tak, że od czasu kiedy materiał jest gotowy, do momentu wydania go na fizycznym nośniku mija trochę czasu, a w międzyczasie zaczyna ci się on nudzić i myślisz o kolejnych produkcjach, nowych projektach i tak dalej.

No i o tym poniekąd mówię, bo już miałem totalnie dość, ale kiedy w końcu pojawiła się wersja fizyczna i moja dziewczyna Ania wrzuciła to do swojego odtwarzacza CD w samochodzie, to gdy słuchałem numeru po numerze, to pomyślałem: dobra, to jest właśnie to! Duma, to byłem ja! Później, po krótkim czasie, znów wróciłem do zapieprzania i tworzenia nowych rzeczy. Choć wiadomo, chce się tym wydawnictwem trochę pocieszyć, w planach są koncerty, nad którymi też intensywnie myślałem.

No właśnie, pytanie jak grać ten materiał? Bo wśród utworów są „gołe” produkcje,  ale są też numery z wokalistami. Masz już przygotowany koncept tego jak to będzie wyglądało w wersji na żywo?

Maaam, najlepszy na świecie (śmiech). Nie mogę za bardzo ci zdradzić szczegółów, ale ambicje mam wielkie. Jeśli to wyjdzie tak jak sobie założyłem, to będzie piękne przedsięwzięcie.

Tak zmieniając nieco temat, ty się oficjalnie przyznajesz do tego, że lubisz pop, co nie jest zbyt popularną deklaracją wśród producentów elektroniki.

Zgadza się i tak szczerze mówiąc mam ostatnio ochotę spełnić się w takich brzmieniach. Uwielbiam elektronikę, ale nie słucham jej zbyt dużo w ostatnim czasie. Chętnie bym zrobił również jakiś filmowy projekt. Mam na koncie kilka takich rzeczy, w których są jedynie orkiestrowe brzmienia.

I ty te rzeczy tworzysz z sampli czy wygrywasz na poszczególnych instrumentach?

Nie, nie. Ja to wygrywam – jest taki program jak Kontakt i do niego są banki brzmień, np. smyczki, które zostały nagrane przez nowojorską orkiestrę. I jeżeli umiesz odpowiednio z nich korzystać, można osiągnąć realistyczne brzmienie. Jest to dla mnie naprawdę piękna sprawa. Wiesz to są gdzieś moje plany, by z czasem uciekać trochę od dużej ilości elektroniki.

Ale z elektroniką wciąż jesteś kojarzony. Twój najczęściej odtwarzany numer, przynajmniej według YouTube’a to „Halayo”, czyli bardzo elektroniczny numer.

Zgadza się, ale ciągły rozwój i nieustanna chęć robienia czegoś innego, skłania mnie do tego, żeby zacząć eksplorować też inne obszary muzyczne.

I chyba rozpocząłeś te poszukiwania na debiutanckim krążku. Jaki więc był zarys Twojej płyty, czy miałeś jakiś koncept już od początku jej tworzenia? Czy z biegiem czasu i pracy nad nią to ewoluowało?

Wyglądało to tak, że miałem plan stworzyć melancholijną płytę. Miały się na niej znaleźć takie utwory jak „Midnight”, „Himm”, „Everyday”, ale z czasem ewaluowało to trochę i powstawały utwory bardziej piosenkowe. Oczywiście wspominałem w którymś z wcześniejszych wywiadów, że ta płyta to efekt 29 lat pracy, ale to jest oczywiście symbolika, ponieważ naprawdę powstawała około 4 lat.

A który utwór był tym ostatnim, którym postawiłeś kropkę nad i?

Numer z Dawidem Podsiadło „Synapses”. To znaczy to był ostatni utwór, na który dograł się wokalista. Natomiast taki ostatni ostatni, to było „The Miracle”.

W jaki sposób dobierałeś sobie wokalistów? Jakby nie było masz na swoim krążku dwa mocne nazwiska Podsiadło i Jesse Boykins.

Odnośnie Boykinsa wyglądało to tak, że najpierw pojawiła się kompozycja, pod którą szukałem wokalistów. Razem z Rafałem Groblem (szef wytwórni MOST – przyp. redakcja) wypisaliśmy sobie 5 nazwisk, które by do niej pasowały. Wybraliśmy spośród nich jedno i wysłaliśmy zapytanie do Jessego, który usłyszawszy moją produkcję odpisał, że bardzo chce się do niej dograć. Z Dawidem było zresztą bardzo podobnie, czyli wysłaliśmy mu gotową kompozycję, i jeśli mnie pamięć nie myli, to po jednym czy dwóch dniach mieliśmy już dograne wokale.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że okładka jest nieprzypadkowa. Czy chodzi więc o odniesienie do barwności samego materiału, czy jest tu jakieś inne ukryte znaczenie?

Kiedy podczas produkowania piosenek na płytę odczuwałem zmęczenie, wchodziłem na różne blogi w poszukiwaniu ciekawych grafik. Spośród nich wybrałem jedną; skrzydło Dürera, które godziło wszystkie moje wyobrażenia na temat płyty. Ono z jednej strony symbolizuje motyw latania, wolności, a z drugiej strony jest urwane. Od razu stwierdziłem, że to pasuje do mojej muzyki. Łączy dwie sprzeczności. Jeśli chodzi o haft, który pojawił się w wersji limitowanej płyty, to pewnego dnia mojej dziewczynie kupiłem książkę belgijskiego projektanta Driesa Van Notena, i ta okładka miała właśnie taki nadrukowany haft. Pomyślałem, to jest to! Poukładało mi się to – skrzydło i haft, no i zrobiliśmy haftowane skrzydło, czerpiąc z tych dwóch inspiracji. Natomiast od pomysłu do wykonania, to zajęło nam blisko pół roku. Reasumując, okładka nie jest przypadkowa, wszystko sobie zaplanowałem.

Z kolei jeśli chodzi o teledyski, bo to też gdzieś moja obserwacja i nie wiem czy to potwierdzisz, ale o ile okładka jest bardzo kolorowa, to w klipach dominują raczej chłodne barwy: szarości, czerń i biel. To też zamierzone? Skąd ten dysonans?

Już ci mówię. Był pomysł, żeby okładka łączyła się z teledyskami i rzeczywiście taki był mój zamysł. Ta kobieca postać z pierwszego teledysku imituje rękoma ruchy skrzydeł i próbuje się wznieść i dosłownie tuż przed zamknięciem teledysku usunęliśmy scenę, gdzie spada kolorowe piórko i miało tym samym symbolicznie przenieść nas do drugiego teledysku, gdzie pojawiać się miała postać ze skrzydłem. Ale przez to, że się bardzo dużo pokomplikowało musieliśmy zmienić całą koncepcję.

Kończąc już naszą rozmowę powiedz, co cię napędza w życiu? Co ci daje codzienną mobilizację do tego, by robić to, co de facto robisz?

Może to nie będzie oryginalne, ale to właśnie muzyka mnie napędza do tego, by chciało mi się więcej i więcej. Ja po prostu kocham ją robić. Niektórzy lubią odpocząć sobie gdzieś w spokoju, zrelaksować się po swojemu, a dla mnie właśnie takim odpoczynkiem jest robienie muzyki – siedzenie i kombinowanie z brzmieniem. To jest tak jak z książką lub filmem, zaczynasz czytać lub oglądać i wchodzisz w ten świat, który zastajesz. Dla mnie takim czymś jest muzyka. Ostatnio też faktycznie zacząłem uczyć się odpoczywać i cieszyć się wolnym czasem, chodząc po lesie, albo po parku, wyciszając się. Zaczynam też przygodę z medytacją, znajomi mnie w to wprowadzili. Polecam!

Ja z kolei polecam wyjazd w Bieszczady. To bardzo oczyszczające.

Cholera, nigdy nie byłem!

Więc życzę ci takiego tripu, tak samo jak kolejnych sukcesów muzycznych. Dzięki za rozmowę!

Komentarze

komentarzy