du:it

„Wiele osób mi mówiło: odpuść tę płytę” – Duit dla Soulbowl.pl

duit-wywiad

Przyznam szczerze, że od zawsze chciałem przeprowadzić rozmowę z artystą, podczas której trwa swobodny dialog, ja nie zerkam do ściągi, by wzrokiem odhaczać to, na co już padła odpowiedź, a pytający nie traktuje wywiadu jak przesłuchania. Trochę musiałem poczekać, lecz jak już się udało, to trafiło na rzeczywiście ciekawego rozmówcę. Jeszcze w listopadzie spotkałem się Piotrkiem Krygierem, którego większość z Was kojarzy z aliasu Duit, i pod którym wspomniany producent od blisko 8 lat tworzy, by porozmawiać… dosłownie o wszystkim. Lista przygotowanych pytań przypomniała o swoim istnieniu grubo po ponad godzinie dyskusji, i to tylko po to, by się upewnić, czy aby jakiegoś wątku jeszcze nie poruszyliśmy. Poniżej możecie więc przeczytać zapis rozmowy z człowiekiem niezwykle otwartym i serdecznym. Z artystą świadomym swoich możliwości, ale i z pokorą podchodzącym do drzemiącego w nim potencjału. Zapraszam do lektury.

Dźwięku (Soulbowl): Na jakim etapie swojej muzycznej wędrówki się obecnie znajdujesz?

Duit: W tym momencie mam etap, gdzie kminie co rewolucyjnego wymyślić, mam teraz takie myśli, że zrobiłem tę płytę, to teraz czas przygotować zupełnie coś innego. Marzę, żeby w ogóle stworzyć niemal nowy gatunek, co jest prawie że niemożliwe, ale chciałbym wypracować swój bardzo indywidualny styl…

Ale ty masz indywidualny styl.

No troche mam (śmiech), ale chciałbym, żeby to było takie, że nigdzie tego nie wsadzisz, nie zaszufladkujesz.

To w dzisiejszych czasach będzie ciężko.

Wiesz co, mimo wszystko jest to realne. Trzeba mieć tylko czas, spokój i otwartą głowę, usiąść i zacząć kombinować. I teraz mam taki etap, że bardzo bym tego chciał, a jednocześnie mnie to blokuje. Za bardzo się na tym skupiam i przestaje to iść, dlatego też warto zacząć tworzenie bez jakiejkolwiek spiny i myślenia, że coś muszę.

A myślisz, że autorska płyta dla producenta, to jest takie najwyższe stadium samospełnienia?

Dla mnie jest. Powiem ci, że wiele osób mi mówiło odpuść tę płytę, teraz się inaczej działa, teraz epki i single, bo widać taką tendencję. Albumy owszem, ale coraz rzadziej.

No i rzeczywiście ciężko się z tym nie zgodzić, zwłaszcza, że teraz wychodzi multum albumów, które od jakiegoś czasu są regularnie udostępniane głównie w piątki, i ciężko za tym nadążyć, ciężko też na spokojnie się w coś wsłuchać, kiedy za następnych kilka dni do obiegu trafia kolejna porcja muzyki.

Zdecydowanie jest tego za dużo, dlatego, no były myśli czy ta płyta w ogóle jakoś zaskoczy i odbije się szerszym echem. Teraz można się przebić, albo byciem ultra oryginalnym, albo – nie ma się co oszukiwać – mainstreamem i dobrą promocją. Ale tak wracając do poprzedniego pytania, to tak, ja wiedziałem, że chce wydać swoją płytę i to było u mnie na tapecie przez ostatnie 5 lat. Ta płyta przez ten czas bardzo się zmieniała i dorastała, ale ja wiedziałem, że co by się nie działo, to nie wydam epki, nie będę wypuszczał singli, tylko ma być długogrający materiał. Uważam, że każdy producent będzie spełniony wydając swój album. Niemniej teraz już wiem, jak będę w najbliższym czasie działać, że nie będę silił się na kolejną płytę. Teraz faktycznie mam w planach epeczke. Album może później.

Czyli ogólnie poczułeś pewnie ulgę, kiedy wiedziałeś, że płyta jest skończona, wypalona, masz ją w rękach? Bo wiem z rozmowy z innymi producentami, że to jest tak, że od czasu kiedy materiał jest gotowy, do momentu wydania go na fizycznym nośniku mija trochę czasu, a w międzyczasie zaczyna ci się on nudzić i myślisz o kolejnych produkcjach, nowych projektach i tak dalej.

No i o tym poniekąd mówię, bo już miałem totalnie dość, ale kiedy w końcu pojawiła się wersja fizyczna i moja dziewczyna Ania wrzuciła to do swojego odtwarzacza CD w samochodzie, to gdy słuchałem numeru po numerze, to pomyślałem: dobra, to jest właśnie to! Duma, to byłem ja! Później, po krótkim czasie, znów wróciłem do zapieprzania i tworzenia nowych rzeczy. Choć wiadomo, chce się tym wydawnictwem trochę pocieszyć, w planach są koncerty, nad którymi też intensywnie myślałem.

No właśnie, pytanie jak grać ten materiał? Bo wśród utworów są „gołe” produkcje,  ale są też numery z wokalistami. Masz już przygotowany koncept tego jak to będzie wyglądało w wersji na żywo?

Maaam, najlepszy na świecie (śmiech). Nie mogę za bardzo ci zdradzić szczegółów, ale ambicje mam wielkie. Jeśli to wyjdzie tak jak sobie założyłem, to będzie piękne przedsięwzięcie.

Tak zmieniając nieco temat, ty się oficjalnie przyznajesz do tego, że lubisz pop, co nie jest zbyt popularną deklaracją wśród producentów elektroniki.

Zgadza się i tak szczerze mówiąc mam ostatnio ochotę spełnić się w takich brzmieniach. Uwielbiam elektronikę, ale nie słucham jej zbyt dużo w ostatnim czasie. Chętnie bym zrobił również jakiś filmowy projekt. Mam na koncie kilka takich rzeczy, w których są jedynie orkiestrowe brzmienia.

I ty te rzeczy tworzysz z sampli czy wygrywasz na poszczególnych instrumentach?

Nie, nie. Ja to wygrywam – jest taki program jak Kontakt i do niego są banki brzmień, np. smyczki, które zostały nagrane przez nowojorską orkiestrę. I jeżeli umiesz odpowiednio z nich korzystać, można osiągnąć realistyczne brzmienie. Jest to dla mnie naprawdę piękna sprawa. Wiesz to są gdzieś moje plany, by z czasem uciekać trochę od dużej ilości elektroniki.

Ale z elektroniką wciąż jesteś kojarzony. Twój najczęściej odtwarzany numer, przynajmniej według YouTube’a to „Halayo”, czyli bardzo elektroniczny numer.

Zgadza się, ale ciągły rozwój i nieustanna chęć robienia czegoś innego, skłania mnie do tego, żeby zacząć eksplorować też inne obszary muzyczne.

I chyba rozpocząłeś te poszukiwania na debiutanckim krążku. Jaki więc był zarys Twojej płyty, czy miałeś jakiś koncept już od początku jej tworzenia? Czy z biegiem czasu i pracy nad nią to ewoluowało?

Wyglądało to tak, że miałem plan stworzyć melancholijną płytę. Miały się na niej znaleźć takie utwory jak „Midnight”, „Himm”, „Everyday”, ale z czasem ewaluowało to trochę i powstawały utwory bardziej piosenkowe. Oczywiście wspominałem w którymś z wcześniejszych wywiadów, że ta płyta to efekt 29 lat pracy, ale to jest oczywiście symbolika, ponieważ naprawdę powstawała około 4 lat.

A który utwór był tym ostatnim, którym postawiłeś kropkę nad i?

Numer z Dawidem Podsiadło „Synapses”. To znaczy to był ostatni utwór, na który dograł się wokalista. Natomiast taki ostatni ostatni, to było „The Miracle”.

W jaki sposób dobierałeś sobie wokalistów? Jakby nie było masz na swoim krążku dwa mocne nazwiska Podsiadło i Jesse Boykins.

Odnośnie Boykinsa wyglądało to tak, że najpierw pojawiła się kompozycja, pod którą szukałem wokalistów. Razem z Rafałem Groblem (szef wytwórni MOST – przyp. redakcja) wypisaliśmy sobie 5 nazwisk, które by do niej pasowały. Wybraliśmy spośród nich jedno i wysłaliśmy zapytanie do Jessego, który usłyszawszy moją produkcję odpisał, że bardzo chce się do niej dograć. Z Dawidem było zresztą bardzo podobnie, czyli wysłaliśmy mu gotową kompozycję, i jeśli mnie pamięć nie myli, to po jednym czy dwóch dniach mieliśmy już dograne wokale.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że okładka jest nieprzypadkowa. Czy chodzi więc o odniesienie do barwności samego materiału, czy jest tu jakieś inne ukryte znaczenie?

Kiedy podczas produkowania piosenek na płytę odczuwałem zmęczenie, wchodziłem na różne blogi w poszukiwaniu ciekawych grafik. Spośród nich wybrałem jedną; skrzydło Dürera, które godziło wszystkie moje wyobrażenia na temat płyty. Ono z jednej strony symbolizuje motyw latania, wolności, a z drugiej strony jest urwane. Od razu stwierdziłem, że to pasuje do mojej muzyki. Łączy dwie sprzeczności. Jeśli chodzi o haft, który pojawił się w wersji limitowanej płyty, to pewnego dnia mojej dziewczynie kupiłem książkę belgijskiego projektanta Driesa Van Notena, i ta okładka miała właśnie taki nadrukowany haft. Pomyślałem, to jest to! Poukładało mi się to – skrzydło i haft, no i zrobiliśmy haftowane skrzydło, czerpiąc z tych dwóch inspiracji. Natomiast od pomysłu do wykonania, to zajęło nam blisko pół roku. Reasumując, okładka nie jest przypadkowa, wszystko sobie zaplanowałem.

Z kolei jeśli chodzi o teledyski, bo to też gdzieś moja obserwacja i nie wiem czy to potwierdzisz, ale o ile okładka jest bardzo kolorowa, to w klipach dominują raczej chłodne barwy: szarości, czerń i biel. To też zamierzone? Skąd ten dysonans?

Już ci mówię. Był pomysł, żeby okładka łączyła się z teledyskami i rzeczywiście taki był mój zamysł. Ta kobieca postać z pierwszego teledysku imituje rękoma ruchy skrzydeł i próbuje się wznieść i dosłownie tuż przed zamknięciem teledysku usunęliśmy scenę, gdzie spada kolorowe piórko i miało tym samym symbolicznie przenieść nas do drugiego teledysku, gdzie pojawiać się miała postać ze skrzydłem. Ale przez to, że się bardzo dużo pokomplikowało musieliśmy zmienić całą koncepcję.

Kończąc już naszą rozmowę powiedz, co cię napędza w życiu? Co ci daje codzienną mobilizację do tego, by robić to, co de facto robisz?

Może to nie będzie oryginalne, ale to właśnie muzyka mnie napędza do tego, by chciało mi się więcej i więcej. Ja po prostu kocham ją robić. Niektórzy lubią odpocząć sobie gdzieś w spokoju, zrelaksować się po swojemu, a dla mnie właśnie takim odpoczynkiem jest robienie muzyki – siedzenie i kombinowanie z brzmieniem. To jest tak jak z książką lub filmem, zaczynasz czytać lub oglądać i wchodzisz w ten świat, który zastajesz. Dla mnie takim czymś jest muzyka. Ostatnio też faktycznie zacząłem uczyć się odpoczywać i cieszyć się wolnym czasem, chodząc po lesie, albo po parku, wyciszając się. Zaczynam też przygodę z medytacją, znajomi mnie w to wprowadzili. Polecam!

Ja z kolei polecam wyjazd w Bieszczady. To bardzo oczyszczające.

Cholera, nigdy nie byłem!

Więc życzę ci takiego tripu, tak samo jak kolejnych sukcesów muzycznych. Dzięki za rozmowę!

Nowy teledysk: Duit feat. Govales „Understand In Time”

duit-govales

Duit przedstawia swój drugi wideoklip z debiutanckiego LP Now I’m Here. Tym razem dostajemy obrazek do utworu „Understand In Time” z udziałem nowojorskiego wokalisty Govalesa. Teledysk to niezwykła fuzja klasycznego westernu, opery i dystopijnej opowieści. Zaskakująca wizualnie narracja podkreślająca napięcie między bohaterami oraz monumentalne środki wyrazu połączone ze zwrotami akcji sprawiają, że „Understand In Time” ogląda się z wielką uwagą. Miłosna historia opowiadana przez Govalesa, w warstwie lirycznej utworu, nabiera drugiego dna. Reżyserem klipu jest Piotr Matejkowski, a za produkcję odpowiadają MOST Records i Papaya Films. W wideo zobaczyć można także samego artystę oraz grono związanych z nim postaci.

Ulubione numery A Tribe Called Quest: selekcja gości i redakcji

Oni wrócili. Naprawdę. To nie żart. We Got It from Here… Thank You 4 Your Service jest z nami od wczoraj, a niech o poziomie krążka świadczy jeden z komentarzy w naszej redakcji, a w zasadzie pewna zagwozdka, która szła mniej więcej tak: czy ten album przypadkiem nie popsuje nam już jakiejś tam wstępnej koncepcji na podsumowanie roku? Ano, popsuje. Ale kochamy, gdy rozpraszają nas takie rzeczy.

Niezależnie od tego czy sprawdziliście już We Got It from Here… Thank You 4 Your Service czy ta przyjemność dopiero przed wami, przygotowaliśmy dla was zestawienie naszych ulubionych numerów A Tribe Called Quest. My jako redakcja oraz specjalnie zaproszeni goście: Golden, Spisek Jednego, Duit i Bitykradne. Zapraszamy na podróż z najlepszymi momentami Q-Tipa i spółki. Przeżyjmy to jeszcze raz!

„8 Million Stories”

Midnight Marauders

Jive (1993)

Od zawsze miałem słabość do nieco bardziej nostalgicznych tracków. „8 Million Stories” ze swoją minimalistyczną produkcją i kontrastującym przełamaniem w refrenie urzeka mnie niebywale. Początkowo brzmienie bębnów wydawało mi się nieco zbyt płaskie, w odniesieniu do pozostałych tracków z płyty, ale z wiekiem i każdym kolejnym odsłuchem wszystko siedziało na swoim miejscu coraz solidniej. To kolejny dowód pokazujący, że mniej znaczy więcej, a prosty i klimatyczny loop potrafi zatrzymać przy głośniku na bardzo długo. Mój osobisty top! — Golden


„Scenario”

The Low End Theory

Jive, BMG Records (1991)

„Scenario” to według mnie jeden z kamieni milowych w historii muzyki. Gościnnie rapuje tu Busta Rhymes, dla którego był to przełom w karierze (Heel up, wheel up, bring it back, come rewind). Nagrywałem kiedyś w ciemno na kasety VHS teledyski z Vivy Zwei. Przy oglądaniu nagle natrafiam na „Scenario” i zbieram szczękę z podłogi. Z ciekawostek: potężnie brzmiące bębny to Jimmy Hendrix. — Spisek Jednego


„Can I Kick It”

People’s Instinctive Travels and the Paths of Rhythm

Jive, BMG Records (1990)

Czasy A Tribe Called Quest mnie nieco ominęły, więc nie znam na wylot ich dyskografii, w zasadzie nie znam jej niemal wcale. Więc skupmy się na „Can I Kick It”, który nawet pomimo mojej skromnej wiedzy o zespole, jest niepodważalnym klasykiem. Wielbię go pewnie za mistrzowski bit, który został oparty o sampel z piosenki „Walk on the Wild Side” pana Lou Reeda. Nieraz grywałem go na imprezach, ale i również często towarzyszył mi w domu. — Duit


„Electric Relaxation”

Midnight Marauders

Jive (1993)

Moim faworytem twórczości ATCQ pod względem produkcji jest zdecydowanie numer „Electric Relaxation”. Uwielbiam klasyczne breaki, połączone z kilkoma samplami, które układają się w dobrze brzmiącą całość. Bit jest klimatyczny i idealnie pasuje do wieczornego spaceru ze słuchawkami na uszach. Całość dopieszczają trzaski z wosku, które dodają produkcji niepowtarzalnego klimatu. — Bitykradne


„Oh My God”

Midnight Marauders

Jive (1993)

Rok 1998, piąty numer kultowego magazynu Klan. Pośród kilkunastu newsów głównie z rodzimej sceny, jest też kilka artykułów o wykonawcach z zagranicy. Jako fan mocniejszego hip-hopu, kompletnie zignorowałem jeden z nich. Czterech kolesi poubieranych w kolorowe dziwne stroje przypominające pidżamy, było czymś, na co chyba nie byłem wtedy mentalnie gotowy. Kilka tygodni później, podczas odwiedzin lokalnego sklepu muzycznego w celu zakupu drugiego albumu Xzibita, w głośnikach usłyszałem coś, co raz na zawsze odmieniło moje życie. Stałem jak wryty pośrodku pomieszczenia, wpatrzony w powieszony u góry telewizor, gdzie jedna z muzycznych stacji puściła właśnie klip, na którym dwóch raperów biegnąc ulicą, wyrzuca swoje pełne luzu wersy na delikatnym, ale jednocześnie bardzo bujającym i innym od tego co do tej pory słyszałem bicie. Gdy tylko pozbierałem z ziemi swoją szczękę, a sprzedawca (który był typowym fanem metalu, o dziwo bardzo dobrze znającym się na amerykańskim hip-hopie) poinformował mnie, że akurat tej płyty nie posiadają, ruszyłem czym prędzej do domu, w głowie mając już tylko cztery słowa wykrzykiwane przez Busta Rhymesa, aby jak najszybciej nadrobić informacje o zespole A Tribe Called Quest za pomocą wcześniej wymienionego czasopisma. Jakiś czas później ten sam klip, do jak się okazało zremiksowanej wersji numeru „Oh My God” wrócił do mnie, na zajechanej do granic możliwości kasecie VHS. Mam ją nawet do dziś. — efdote


„1Nce Again”

Beats, Rhymes and Life

Jive, BMG Records (1996)

Beats, Rhymes and Life. 1996. Co prawda byłem za mały, żeby słuchać tej płyty od razu po premierze, ale nie zrobiłem też tego w wieku zwyczajowo odpowiednim. A Tribe Called Quest poznałem dopiero mając 19 lat, a ich pierwszym utworem, który zapętliłem było „1Nce Again”. To do niego właśnie mam największy sentyment — słuchałem go na okrągło głównie dzięki temu, że ma ten charakterystyczny dla Tribe’ów klimat, stworzony z fuzji hip hopu i soulu (no i dzięki wpadającemu w ucho refrenowi Tammy Lucas). Dla mnie to ten utwór jest najważniejszy w całej twórczości grupy, a gdy myślę o Phife’ie, na myśl przychodzą mi od razu jego wersy z „1Nce Again”. Klasyk. — Kuba Żądło


„Find a Way”

The Love Movement

Jive (1998)

To zabawne, że w miarę upływu lat nie nudzi mi się atmosfera niedopowiedzeń, niezauważalnej dla innych przepychanki na gesty, uśmiechów i ulotnego flirtu. W pracy, w knajpie czy kolejce przy kasie. Możliwe, że to efekt uzależnienia od numerów typu „Find a Way”, który z kolei wielokrotnie nastrajał przed i asystował w trakcie wszelakiego kontaktu z kobietami. Popisowy przykład możliwości grupy producenckiej The Ummah i definicja bezbłędnej symbiozy Phife’a i Q-Tipa. — k.zieba


„Award Tour”

Midnight Marauders

Jive (1993)

Pamiętam, jak na początku studiów przy okazji jakiejś supermarketowej promocji „klasyczne płyty za bezcen” przyniosłem do domu Midnight Marauders A Tribe Called Quest. Znałem i wcześniej, owszem, a i zawartość tego krążka była mi dobrze znana, ale był to mój pierwszy namacalny kontakt z twórczością grupy. Paradoksalnie dzięki fizycznemu obcowaniu z oldschoolowym cedekiem udało mi się zawiązać z Tribe’ami głębszą relację (w istocie pewnie jednostronną, choć wówczas byłem przekonany o pewnej niemal metafizycznej wzajemności). Płyta, jak podejrzewam przypadkiem, a przynajmniej szczęśliwym zrządzeniem losu, znalazła się w centrum mistycznego doznania kilka tygodni później, gdy pewnego ciemnego zimowego wieczoru, gdy byłem sam w domu postanowiłem spędzić go w towarzystwie Tribe’ów, Calledów, Questów. Niewiele myśląc, pogasiłem wszystkie światła, zapaliłem świecę i w tym absurdalnym, jakby spojrzeć na to z boku, kontekście wysłuchałem Midnight Marauders w pełnym skupieniu od A do Z. Nigdy więcej nie powtórzyłem tego ani z ATCQ, ani właściwie z jakimkolwiek innym cedekiem. Można rozwodzić się o historycznym i teoretycznym wpływie grupy na muzykę i słuchaczy, ale nie jest to w stanie nijak oddać bezpośredniego kontaktu z ich muzyką. — Kurtek


„Scenario”

The Low End Theory

Jive, BMG Records (1991)

„Scenario” zdecydowanie nie trzyma się scenariusza, jakiego trzymałby się utwór definiujący styl i charakter muzyki A Tribe Called Quest, ale w jakiś sposób stał się dla mnie ich flagowym singlem. Może dlatego, że był moim pierwszym. Może to energia podkładu zbudowanego na muzycznych sprzecznościach. Może ikoniczny, kipiący autoironią na parę lat przed „What They Do” Rootsów teledysk. Może po prostu to, że nigdy wcześniej i nigdy później nie powstał hiphopowy posse cut tak idealnie obrazujący czym jest posse cut. Q-Tip i Phife Dawg wraz z kolegami z Leaders of the New School prześcigają się w nawijaniu o lekach na przeziębienie, Bobie Marleyu i podziemnych smokach. Kładą na wersy wszystko i nic, a jednak każda linijka ma swoją wagę. No i Busta Rhymes… po prostu nie znam drugiego rapera, który dobitniej pokazałby co to znaczy wejść z buta na scenę. Powerful impact! Boom! From the cannon! Uwaga: prawie doskonały jest również oficjalny remix „Scenario”, będący w zasadzie zupełnie osobnym tworem muzycznym. R.I.P. Kid Hood. — Chojny


„Midnight”

Midnight Marauders

Jive (1993)

Czasy świetności A Tribe Called Quest przypadają na moment, w którym prawdopodobnie uczyłam się korzystać z nocnika. Czasy mojego zachwytu grupą to jakoś ostatnie miesiące w liceum i powolne odkrywanie czegoś więcej niż Biggie Smalls czy 2Pac. Gdy ktoś puszcza mi „Midnight”, natychmiastowo przed oczami mam korytarze szkoły i upojne noce spędzone gdzieś na zadymionych imprezach. Nikt nie potrafił zrobić takiego oldschoolowego klimatu jak ta ekipa. Ten numer w szczególności podkreśla miłość do podziemia. — Eye Ma


Odsłuch: Duit Now I’m Here

okladka_duit

Po kilku obiecujących singlach zapowiadających debiutancki album Duita, w końcu doczekaliśmy się premiery pierwszego długograja w dorobku jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich producentów elektronicznych młodego pokolenia. Album to trzynaście dopieszczonych w każdym detalu kompozycji i plejada gości z Polski i USA. Wspólnie z artystą opowiadają oni emocjonalne historie brzmieniowo osadzone na styku nowoczesnego r&b i popu. Tak o wydawnictwie mówi sam artysta:

Ta płyta to dla mnie 29 lat pracy, wyczekiwana tyle samo. 100 lat poprawek i dopieszczania. Zero kompromisów i nie oglądania się za siebie. Chciałem, aby była ona zrobiona całkowicie po mojemu i taka właśnie jest.

Poniżej całość do odsłuchu, a wersję fizyczną płyty można od dziś nabyć na terenie całej Polski w sklepach sieci Empik, a także w wybranych sklepach muzycznych w Polsce i zagranicą oraz online na www.mostrecords.cowww.prosto.pl 

Duit prezentuje tracklistę i nowy numer z nadchodzącego albumu

duit

Ruszył preorder Now I’m Here, czyli długo wyczekiwanego albumu jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich producentów elektronicznych młodego pokolenia – Duita. Wydawnictwo składa się z trzynastu dopieszczonych w każdym calu kompozycji, które uzupełnia zaproszona na krążek plejada gości z Polski i USA. Wspólnie z Duitem opowiadają oni emocjonalne historie, brzmieniowo osadzone na styku nowoczesnego r&b i popu. Wśród artystów zebranych na albumie znajdziemy takie postaci jak: Dawid Podsiadło, Govales, PRUS, Vito, Jesse Boykins III, Rosalie. oraz Pasts, i to właśnie z udziałem tego ostatniego został dziś udostępniony kolejny z utworów z wspomnianego Now I’m Here. Wywoływane „With U” opowiada historię o bliskości i związanych z nią skrajnych emocjach; zamykaniu rozdziału i otwieraniu następnego. Co ciekawe czujne ucho wyłapie, że utwór nawiązuje do niekwestionowanego przeboju Duit’a – „Halayo”.

Dziś ruszył również preorder wydawnictwa, które można zamawiać na stronach www.mostrecords.co oraz www.prosto.pl. Premiera całości 28 października, a poniżej pełna tracklista:

01. Prelude (feat. Govales)
02. Understand In Time (feat. Govales)
03. Everyday
04. Midnight
05. Synapses (feat. Dawid Podsiadło)
06. Urban Lovers (feat. Vito)
07. The Miracle
08. With U (feat. Pasts)
09. Touch (feat. Rosalie.)
10. Himm
11. Free (feat. PRUS)
12. All The People (feat. Jesse Boykins III)
13. Can’t Get Me

Nowy utwór: Duit feat. Vito „Urban Lovers”

duit-vito

Znany ze składanek Heartbreaks & Promises, warszawski producent Piotr Krygier szerzej kojarzony jako Duit, prezentuje drugi singiel ze swojego debiutanckiego albumu. Utwór „Urban Lovers”z gościnnym udziałem Vito czyli Mateuszem Dopieralskim, aktorem oraz wokalistą składu Bitamina, zapowiada mający się ukazać 21 października krążek Now, I’m Here. Debiutanckie wydawnictwo Duita awizowane jest jako najbardziej emocjonalna polska płyta dekady, a z pewnością wielki krok w rodzimej muzyce elektronicznej, która romansuje z popem i R&B. Na płycie znajdzie się trzynaście pieczołowicie dopieszczonych kompozycji, które poprowadzą nas przez historię artysty i świata jego emocji. Pięć z nich to autorskie utwory instrumentalne, a aż siedem to prawdziwa plejada gości z Polski i USA, wśród których znajdzie się m.in. Jesse Boykins III. Długogrająca forma materiału z pewnością przybliży naszego rodzimego producenta do stania się pełnowartościowym artystą z ambicjami międzynarodowej solowej kariery.

Czekając na całość bierzemy się za odsłuch najnowszego singla:

 

Poznaliśmy pełen line-up festiwalu Up To Date!

uptodatefestival

Już za miesiąc Białostocki Up To Date Festival! Dziś ogłoszono ostatnich artystów, dzięki czemu znamy cały line-up. Do dotychczas ogłoszonych artystów dołączają:

Scena Beats:
GZA (Wu-Tang Clan)
The Panacea
Taco Hemingway
Kenobit
Du:It
Mortem
Polish Juke Showcase

Scena Technosoul:
SNTS
O/H (Rich Oddie of ORPHX + Dave Foster of Huren/Teste)
Echoplex pres. Neuroband Live
Rookas
Olivia
Piotr Klejment & Gem
Essence
DTEKK

Centralny salon ambientu:
Rapoon
Netherworld

Komplet artystów, którzy w tym roku pojawią się w Białymstoku, znajdziecie pod tym linkiem. Bilety do zakupienia są w sieciach sklepów Empik, Media Markt, Saturn, Media Expert, czy też online: Biletomat.pl, Goingapp.pl lub Eventim

Nowy utwór: Du:it „Honey Hi”

duitDu:it jak zawsze w formie! Dzisiaj premierę miał nowy utwór wydany w ramach kompilacji Summer Jams EP, na której pojawią się artyści znani z niepodrabialnego Heartbreaks & Promises. Letniaków nigdy mało, a Flirtini gwarantuje jakość, jakość i jeszcze raz dobrą zabawę. Sprawdźcie koniecznie!


 

 

Nowy teledysk: Du:It „Halayo (Flirtini: Heartbreaks & Promises vol.2)”

flirtini2Świetny, świeży numer od Du:it’a to solidny prztyczek w nos wszystkim tym, którzy uważają, że szeroko pojęta scena beatowa brzmi tak samo. Całość została zrealizowana egzotycznym i nietypowym video, gdzieś daleko daleko za granicą. Fajny pomysł i mistrzowskie wykonanie i mamy czym konkurować z największymi światowymi labelami. Premiera teledysku odpala też preorder słynnego już projektu Heartbreaks & Promises vol. 2 który dostaniecie na asfaltshop.pl. Nowe Flirtini już 28 listopada!

Drugi singiel z nadchodzącej kompilacji Flirtini

duit

Doczekaliśmy się kolejnego singla zapowiadającego album nadzorowany przez duet didżesjko – producencki Flirtini. Apetyty zdążył skutecznie podsycić utwór SoDrumatica sprzed miesiąca. W dniu wczorajszym światło dzienne ujrzała „Handle with Care” – kompozycja, którą zmajstrował Du:it. Kojarzyć go możecie m.in. z reedycji Niewidzialnej Nerki lub kolaboracji z Onarem dla Reebok Classic. Przy okazji publikacji singla stało się jasne, kogo dokładnie możemy się spodziewać na Heartbreaks & Promises. Są to: Auer, Chloe Martini, Czarny HiFi, Du:it, Flirtini, MNSL, Spinache, Roux Spana, Rowlf The Dawg, SoDrumatic, Spisek Jednego, Szatt, The And(dawniej The&), Tort i Zeppy Zep. Potężnie, prawda? Premiera projektu odbędzie się 8 marca za pośrednictwem Asfalt Records.