
Trudno powiedzieć, czy więcej w tym występie Prince’a czy D’Angelo. Niewiele natomiast samego Glovera, przynajmniej bazując na jego dotychczasowym wcieleniu, może poza pewną niezręcznością towarzyszącą z początku odzianemu jedynie w brokatowe spodnie ex-rapera. Im bliżej końcówki tym głębiej w latach 70. zatapia się Glover, kończąc gdzieś pomiędzy Isaakiem Hayesem a Marvinem Gaye’m. Zresztą to, czego Childish Gambino nie da się zarzucić, to że na żywo wokalnie daje radę nie gorzej niż na zaskakującej przecież m.in. także wokalnie płycie. Zabrakło tu zdecydowanie jakiegoś scenicznego szaleństwa, które sugerowała odważna stylizacja, ale nie mogę powiedzieć, że nie jestem ciekaw, jak Glover tę kreację pociągnie w nadchodzących miesiącach.


Komentarze