40 najlepszych utworów 2016

Data: 16 grudnia 2016 Autor: Komentarzy:

Soulbowl10.

Don’t Touch
My Hair

Solange feat. Sampha

Saint

Odtwarzając „Don’t Touch My Hair”, zrozumiałem jak istotna jest cisza, która następuje po zakończeniu każdego utworu, a niezauważalność jej długości może być miarodajna przy jego ocenie. Podczas pierwszego zetknięcia się z singlem Solange wydawało mi się, że trwa minimum dwa razy dłużej niż w rzeczywistości. Okazało się, że pomimo zakończenia utworu, mój mózg wciąż zapętlał dźwięki w skali jeden do jednego. Fenomenalne uczucie. Pierwszy singiel z A Seat at the Table z pewnością wpisze się w grono klasycznych przykładów nowej fali świadomego neo-soulu. Nie o wdzięk i pomiar barometru wokalnego tu idzie, a o pewność siebie i dojrzałą wrażliwość niezależnej, silnej kobiety. Artystki, która kazała czekać na swój kolejny album 8 lat, ale dzięki takim singlom jak „Don’t Touch My Hair” nikt nie ma jej tego za złe. — K.Zięba


Soulbowl9.

Time Moves Slow

BadBadNotGood feat. Sam Herring

Innovative Leisure

„Time Moves Slow” to kolaboracja kanadyjskiego kolektywu jazzowego BadBadNotGood z wokalistą synthpopowej grupy Future Islands i kolejny w tym roku dowód na to, jak piękne efekty mogą wyjść z połączenia różnych muzycznych światów. Aksamitny, ale również pełen emocji wokal Sama T. Herringa idealnie komponuje się z muzyką Kanadyjczyków, którzy z każdym kolejnym projektem dojrzewają, kompilując swój własny, oryginalny styl. — Jędrek


Soulbowl8.

In Common

Alicia Keys

RCA

Trudno w to uwierzyć, ale Alicia Keys poradziła sobie lepiej bez fortepianu niż z charakterystycznym dla siebie instrumentem. „In Common” z początku może wydawać się zbyt powściągliwe i mało wyraziste, ale jego piękno kryje się gdzieś w oddali, gdzie Illangelo kłania się nisko tropikalnym rytmom i dancehallowi niczym Drake w „Take Care”. Szeleszczący podkład doskonale współgra z dość rozmytymi wokalami Kluczykowej. Nie ma drugiej takiej piosenki w całej dyskografii Alicii Keys, która hipnotyzowałaby jako całość w równym stopniu co „In Common”. — Eye Ma


Soulbowl7.

Ultralight Beam

Kanye West

GOOD Music

Żaden z dotychczasowych albumów Yeezy’ego nie otwierał się w tak imponujący sposób jak The Life of Pablo. Niebiański chór pod dyrekcją Kirka Franklina, burzący budynki wokal Kelly Price, jeden z najlepszych performance’ów w karierze Chance’a the Rappera, który w 2016 roku po prostu nie mógł się pomylić i osobliwie niemal spokojny, stabilny i w stu procentach szczerze uduchowiony Kanye, prowadzeni przez pozornie minimalistyczny, eksplodujący co jakiś czas dęciakami podkład, stworzyli razem jeden z najbardziej poruszających numerów mijającego roku. — Mleczny


Soulbowl6.

Fool to Love

Nao

Little Tokyo

Debiutancki longplay Nao był bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych płyt tego roku — zwłaszcza po premierze singla „Fool to Love”, w którym artystka podąża szlakiem klasyków współczesnego R&B, przyznając się do błędu w obłędnie przebojowym refrenie. W „Fool to Love” piosenkarka wskrzesza ducha najlepszych piosenek Aaliyah, Janet Jackson czy Toni Braxton sprzed 15 lat. — Kurtek


Soulbowl5.

Dang!

Mac Miller feat. Anderson .Paak

REMemeber

Pierwszemu singlowi z The Divine Femine nie można odmówić przebojowości. Kolaboracja z prawidziwą maszynką do robienia hitów, jaką jest Anderson .Paak, pozwoliła nam chociaż przez chwilę poczuć magiczny klimat kalifornijskiego lata. Miłosne perypetie tego wesołego duetu świetnie odnajdują się na funkowym, niesamowicie przyjemnym podkładzie i tworzą mieszankę, która z miejsca poprawia nastrój. Okrutnie mocny letniak i zdecydowanie jeden z najlepszych singli tego roku, który ma szansę stać się ponadczasowym przebojem. — Richie Nixon


Soulbowl4.

Formation

Beyoncé

Parkwood

Beyoncé poszła jeszcze o krok dalej, niż zrobiła to w oryginalnej wersji „Bow Down” już wtedy będącej niezwykle arogancką pyskówką, która zszokowała dotychczasowych fanów gwiazdy. Trapowa melorecytacja, za którą odpowiedzialny jest Mike Will Made It obejmująca chyba wszystkie największe bolączki Knowles — od plotek na temat Illuminati, przez absurdalne doniesienia na temat fryzury Blue, do obecnej sytuacji Afroamerykanów za oceanem — to nie tylko środkowy palec w stronę hejterów czy rasistów, ale także ogromne wsparcie dla ruchu Black Lives Matter i hymn kobiet na miarę naszych czasów. Tak bezczelnej i zuchwałej, a jednocześnie pewnej siebie i śmiałej Beyoncé nie widzieliśmy jeszcze nigdy, ale trudno sprzeczać się z wielkością piosenkarki, która od dwóch albumów zmienia oblicze całej popkultury. — Eye Ma


Soulbowl3.

Redbone

Childish Gambino

Glassnote

Donald Glover zaskoczył nas w tym roku skonsolidowaną inspiracją artystami, których cenimy bezwarunkowo. Ci, którym nieobce były poprzednie projekty artysty, przywykli, że rapowane linijki wypełniały większość przestrzeni na jego albumach, a w przypadku tegorocznego krążka szala diametralnie przechyliła się na korzyść popisów wokalnych, czego „Redbone” jest bezdyskusyjnie najlepszym przykładem. Nadużywanie porównań do Prince’a, Bootsy’ego Collinsa czy D’Angelo jest drogą na skróty i nie wróży medalu za trafność skojarzeń, ale w tym przypadku wydaje się nieuniknione i w pełni uprawomocnione. Istotne jednak jest to, że Gambino stworzył singiel bezbłędny zarówno pod względem kompozycji, jak i jakości wokalnej — do tego stopnia, że snuto podejrzenia o kompresję wokalu i nadanie mu nienaturalnej, przyśpieszonej prędkości i wysokości. Tekst może i nie dotyka ważnych dla świata tematów i bardzo dobrze, bo kto o zdrowych zmysłach wymagałby tego od zadziornej i niejednoznacznej pościelówki takiej jak „Redbone”? — K.Zięba


Soulbowl2.

No Problem

Chance the Rapper feat. 2 Chainz
& Lil Wayne

self released

W „No Problem” w doborowym towarzystwie Chance the Rapper trafia punchami w punkt w duże wytwórnie płytowe. Fenomen Chance’a tkwi w jego determinacji i, jak okazało się po Coloring Book, swoistym geniuszu. „No Problem” doskonale łączy hip hop i gospel, a ofiarami rapera padają wszyscy próbujący powstrzymać go od osiągnięcia sukcesu. Chano grzecznie informuje, że jeśli jeszcze raz ktoś będzie próbował psuć mu plany, spotka się w swoim lobby z niezadowolonymi, uzbrojonymi kolegami artysty. To samo ostrzeżenie, choć niebezpośrednie, wyszło od Wayne’a, który na celowniku postawił Cash Money utrudniające mu wydania wyczekiwanego od dawna Tha Carter V. — Antkovsky


Soulbowl1.

Cranes in the Sky

Solange

Saint

Piosenką roku według Soulbowl zostaje piosenka o… ucieczce. Ucieczce przed traumatycznym przeżyciem, miłosnym rozczarowaniem? Zakorzenionym w kulturze rasizmem, konsumpcjonizmem, a może przed czymś jeszcze innym? O przyczynach negatywnych emocji kłębiących się w duszy Solange dowiecie się słuchając innych utworów z doskonałego A Seat at the Table, „Cranes in the Sky” opowiada o samym procesie ich wyparcia z siebie. Dokładnie to o tym, że proces ten jako taki nie jest możliwy. Gdzie się nie udasz, czym się w życiu nie zajmiesz, czym nowym starego nie zastąpisz — demony przeszłości będą dalej straszyć jak przysłaniające horyzont, wyrastające na placach budowy dźwigi. Zachwycającym czynnikiem w piosence młodszej z utalentowanych sióstr Knowles jest to jak utwór o szpetnych metalowych chmurach urzeka swoim nieskazitelnym pięknem. Kompozycja Raphaela Saadiqa jest klasyczna i świeża zarazem. Leniwe, ale dostojne synthy i potoczysta linia basu dają niemalże nieograniczoną głębię, otchłań ku której Solange może się oddalać i oddalać i oddalać… Arcydzieło neo-soulu, które według obojga rodziców rodziło się prawie osiem lat. Na takie perełki mógłbym czekać i dwa razy dłużej. — Chojny



strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy