70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Rosalie. & Soulbowl: Press Play #24

Data: 24 lutego 2017 Autor: Komentarzy:

Notowania Rosalie. nieustannie idą w górę. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat nieśmiało opublikowała kilka singli, by pod koniec 2016 roku wypuścić udaną epkę i dogadać się z Alkopoligamią. W oczekiwaniu na pełnoprawny debiut, sprawdzćie ostatni klip „Pozwól” oraz kolejny cykl naszych rekomendacji stworzonych wspólnie z Rosalie. Rzućcie okiem również na plan jej koncertowych wojaży i przekonajcie się jak radzi sobie na scenie.

Rosalie.

Groove Theory ‎ Groove Theory, Epic (1995)

Jeżeli nałogowo słuchaliście takich płyt jak One in a Milion Aaliyah czy Writing’s On The Wall Destinys Child to zachęcam was do zapoznania się z Groove Theory. Zespół tworzy wokalistka Amel Larrieux i producent Bryce Wilson.
Duet nieźle namieszał mi w głowie, a historia powstania zespołu jest bardzo ciekawa. Larrieux po skończeniu 18 lat rozpoczęła pracę recepcjonistki w Rondor Music, gdzie Bryce produkował swoją muzykę. Pewnego dnia wydawca poszukiwał wokalistki do produkcji Bryce’a. Podszedł do Larrieux i ot tak zapytał czy nie miałaby ochoty nagrać piosenki. Poszło całkiem nieźle, bo wypuszczając utwór „Tell Me”, który znajdziecie na Groove Theory, zdobyli złoto.
Ja zakochałam się od pierwszych dźwięków. Jest to mieszanka pięknego, delikatnego wokalu Larrieux i produkcji stricte hip hopowych, które od razu wpadają w ucho.
Z jednego z ich wywiadów dowiedziałam się, że głównymi inspiracjami do powstania albumu były późne lata 80 i początek lat 90 – złote lata hip hopu. I wiecie co? Nic dziwnego, że brzmi to tak dobrze.

Forrel

Teairra Mari ‎Roc-A-Fella Records Presents Teairra Marí, Roc-A-Fella Records (2005)

Księżniczka Roc-A-Fella, jak określił ją sam Jay-Z, dzięki swojemu talentowi i szczęściu, trafiła pod skrzydła hiphopowej dywizji. Swoim debiutem namieszała nieco na ówczesnym rynku muzycznym. Pierwszy promujący singiel „Make Her Feel Good”, z gościnnym udziałem wspomnianego Jaya-Z, z miejsca stał się hitem, a drugi — „No Daddy”, zadebiutował na 5. miejscu listy Billboardu. Zdobycie fizycznej kopii tego albumu graniczyło wówczas dla mnie z cudem, ale wraz z „Point of no Return” Shareefy, bezpiecznie dotarły pod mój adres i intensywnie zajmowały odtwarzacz. Do dzisiaj sięgam po obie płyty w ramach małego throwbacku. Niestety debiut był jedynym długogrającym wydawnictwem artystki. Kolejne — pozostały tylko zapowiedziami i do tej pory Teairra Marí wydaje tylko luźne single i klipy.

Eye Ma

a0252952788_10

Ojerime fang2001 (2016)

Ojerime wygląda na tej okładce dokładnie jak Aaliyah we wczesnych latach 90-tych. Nie napiszę, że brzmi tak samo bowiem to dwie zupełnie różne osobowści, ale w twórczości naszej debiutantki słychać wyraźnie wpływy zmarłej tragicznie artystki. Ojerime bliżej do oldschoolowej Brandy niż Tinashe i właśnie to urzeka w niej najbardziej. fang2001 hipnotyzuje i zniewala; „R U Sure” to zdecydowanie najmocniejszy moment tego wydawnictwa, ale równie dobrze na zmysły działają takie numery jak „Showing You Off” czy „Kids With Depression”. Tak długo jak potrwa jeszcze zima, a wieczory będą długie i chłodne, tak długo na mojej playliście będę gościła Ojerime. Wam również polecam.

Miimazu

the-shape-of-a-broken-heart-b-iext36318450

Imany The Shape of a Broken Heart (2011)

Na The Shape of a Broken Heart Imany trafiłam zupełnie przypadkiem, a stała się moją ulubioną płytą. Jej głos od samego początku mnie oczarował – lekko zachrypnięty, lecz subtelny i delikatny. Jeśli chodzi o płytę, jest ona bardzo spójna, a utwory cechuje skromności i prostota, które są mieszanką soulu, bluesa oraz folku. W większości utworów przeważa tylko głos Imany oraz gitara. Mimo wszystko nie są one za skromne czy za banalne i właśnie ta prostota cechuje Imany. Niewiele potrzebuje, by sobą zahipnotyzować. Zdecydowanie moimi ulubionymi utworami na tym  longplay’u są „Pray for Help”, „Where Have You Been” oraz „Seat With Me”, a ten ostatni jest również ulubionym kawałkiem samej autorki.

 K.Zięba

Flirtini  Heartbreaks & Promises Vol. 3, Asfalt Records (2016)

Do trzech razy sztuka. Grudniowy album Flirtini jest stanowczo bardziej kompletną produkcją niż dwie pierwsze części Heartbreaks & Promises. Zadziwiająco równy jak na składankę z samymi premierami i sprytnie zróżnicowany. Wypełniony smakowitościami oscylującymi w sferze brzmień tzw. „muzyki miejskiej”. Pierwszorzędne tempo płyty — za dziesiątym odsłuchem „skippowałem” nie więcej niż trzy razy. Na podium zapętleń: 3. SoDrumatic / Sarcast ; 2. Julia Wieniawa / Zeppy Zep ; 1. Iza Lach / Pepe.

Kurtek

Mighty Sparrow Sparromania! Wit, Wisdom and Soul From the King of Calypso, 1962-1974, Strut (2012)

Pochodzący z Grenady Mighty Sparrow jeszcze w latach 50. został okrzyknięty Królem Calypso — wywodzącej się z tradycji afrykańskiej muzyki tanecznej popularnej w rejonie Morza Karaibskiego — zwłaszcza na wyspach Trynidad i Tobago. Od tego czasu aż do połowy lat 90. Sparrow konsekwentnie nagrywał i koncertował, wydając koniec końców ponad 60 płyt długogrających. Jego mały komercyjny przełom przypadł na rok 1974 i wydany przez Warner Bros. na całym świecie album Hot and Sweet wyprodukowany przez Vana Dyke’a Parksa — byłego współpracownika The Beach Boys i popularyzatora calypso w Ameryce. W 2012 roku Sparrow doczekał się wreszcie kompetentnej kompilacji w niemal 30 numerach przekrojowo przedstawiającej jego najbardziej płodny okres — lata 1960-1974. Na płytach słyszymy głównie Sparrowa orkiestrowego, funkującego, bigbandującego — z niesamowitym soulowym feelingiem śpiewającego „Shango Man” w Hotelu Hilton na Barbados w 1967 roku czy swingującego z gracją do zaskakująco żywej interpretacji klasycznego „Try a Little Tenderness” kojarzonego dziś głównie z wykonaniem Otisa Reddinga. Koniec końców Sparromania pokazuje, zgodnie z tezą postawioną na krążku Discover America Vana Dyke’a Parksa w 1972 roku, że calypso, choć zupełnie inaczej rozkłada akcenty, ma bardzo wiele wspólnego ze staromodnym amerykańskim jazzem i soulowo-funkową ekspresją. To nietuzinkowa podróż na Karaiby o charakterze nie tylko historycznym.

 Dill

Pigeon John Good Sinner, Dine Alone Records (2016)

Pigeon Johna przedstawiać chyba nikomu nie trzeba, a jednak odnoszę wrażenie, że wciąż jest mocno niedoceniony w środowisku hip-hopowym. Nie od dziś wiadomo przecież, że to świetny raper, ale także utalentowany wokalista. Jego Good Sinner z zeszłego roku doskonale pokazuje jak wszechstronnym jest artystą. Album kipi od inspiracji rock and rollem, czuć tu nawet nawiązania do twórczości Beatlesów. To świetna pozycja, na której właściwie każdy utwór to murowany hit. Chyba wiedzą coś o tym ludzie odpowiedzialni za niedawną telewizyjną reklamę jednego z polskich piw, bo „Rebel, Rebel” właśnie z tej płyty zostało w niej wykorzystane. Dziwi, że krążek został właściwie pominięty w muzycznych podsumowaniach minionego roku.

 Dźwięku Maniak

Oddisee The Odd Tape, Mello Music Group (2016)

Zanim będziemy mogli nacieszyć uszy nowym albumem Oddiseego warto zrobić mały i nie tak odległy flashback do jego poprzedniego wydawnictwa z maja ubiegłego roku. The Odd Tape to kwintesencja bardzo wszechstronnych i niezwykle wysokich skillsów Amerykanina, który – jak zapewne doskonale wiecie – jest nie tylko świetnym MC, ale i nad wyraz uzdolnionym producentem. Na wspomnianej płycie usłyszymy 12 pieczołowicie zaaranżowanych kompozycji, z których tętni pełna paleta doskonale dobranych sampli i sekcji perkusyjnych, które nawet na chwilę nie wpadają w sztampowość hiphopowego beatu. Do takich LP zdecydowanie warto wracać!

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475