Recenzja: Remy Ma & Fat Joe Plata O Plomo

Data: 28 lutego 2017 Autor: Komentarzy:

fat-joe-and-remy-ma-plata-o-plomo-album-cover-art

Remy Ma & Fat Joe

Plata O Plomo (2017)

RNG / EMPIRE

Historia muzycznej przyjaźni Fat Joego i Remy Ma sięga jeszcze czasów świetności Terror Squadu, dzięki któremu raperka zaistniała potem solowo na scenie z debiutem There’s Something About Remy: Based on a True Story. Złoty singiel „Lean Back” na zawsze niewątpliwie zapisał się na kartach historii bangerów hip-hopowych z poprzedniej dekady. Wraz z informacją o nowym wspólnym projekcie tej dwójki pojawiły się liczne pytania. Czy uda się jeszcze przebić sukces ich sztampowego przeboju? Czy ta sprawdzona wieki temu formuła jeszcze się opłaca? Czy rap potrzebuje jeszcze takich postaci jak Fat Joe i Remy Ma? Plata O Plomo rozwiało wszelkie wątpliwości, niestety niekoniecznie z dobrymi wnioskami dla wszystkich zainteresowanych. Ale od początku.

Przede wszystkim należy przyjrzeć się, jak miały się kariery tej dwójki przed Plata O Plomo. Fat Joe nie wydał albumu od 7 lat, a już wtedy, w 2010 roku, jego sylwetka odchodziła raczej w cień, robiąc miejsce nowym graczom. Ten album mógłby być więc ostatnim rzutem na taśmę dla umierającej powoli sławy Fat Joego. Remy Ma z kolei po długiej odsiadce szukała swojego miejsca, a to wydając przeciętne mikstejpy, a to biorąc udział w reality show z rodziną. Dla niej ten krążek to prawdziwy sprawdzian przed zapowiadanym od dawna drugim solowym albumem Seven Winters & Six Summers. Skoro znamy już kontekst Plata O Plomo, przyjrzyjmy się samej zawartości.

Fat Joe i Remy Ma, parafrazując jeden z tytułów utworu Soboty, wjechali z buta mocnym singlem „All The Way Up”. Nie dość, że intensywny numer pełen przechwałek i przepychanek słownych doczekał się remiksu z Jay’em Z, to jeszcze zgarnął nominacje do nagród Grammy. Jednak ten sukces to raczej zasługa ożywionego bitu autorstwa Edsclusive oraz duetu Cool & Dre niż samych zainteresowanych. To po prostu nie mogło nie zaskoczyć w takiej formie i nieważne tak naprawdę, kto by tu nawinął.

Niestety „All The Way Up” wciąż pozostaje niedoścignionym najlepszym punktem tej płyty. Bo choć wyraźnie słychać, że Remy Ma jest głodna rymów jak nigdy dotąd i czasem zdarza jej się celnie pobawić słowem (weźmy na przykład ten wers — Bitch claiming she the queen, what? Not hardly / Who the fuck gave you your crown bitch? Steve Harvey? — pochodzący z „Money Showers”), to raczej ani ona, ani Fat Joe nie wychodzą ze swojej strefy komfortu. W dużej mierze nawijają o tym samym co w 2004 roku — forsie, wrogach, życiu w blasku sławy i tym, że są nie do pokonania. Zdarzają się też treści związane z szeroko rozumianymi relacjami damsko-męskimi, nierzadko kończącymi się przedmiotowym podjęciem tematu zarówno przez Remy, jak i Joego.

Trzeba jednak oddać producentom, że Plata O Plomo jawi się jako album spójny brzmieniowo. Fakt, jest nużąco — na wykorzystane sample („Money Showers”, „Go Crazy”) można tylko machnąć ręką, a znane patenty, które przywołują na myśl czasy, kiedy Remy Ma przebywała jeszcze na wolności, nikogo nie szokują. Jednak nie można odmówić im tego, że płyty słucha się jednym tchem — niestety tylko po to by na koniec odkryć, że materiał zlewa się w przeciętną całość.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o gościach na albumie — pojawiających się niemal w każdej piosence, którzy dodają krążkowi nieco kolorów i złagodzeń. W otwierającym „Warning” słyszymy zapomnianą już Kat Dahlię, która w doskonały sposób podkreśliła jeszcze bardziej szorstki i jednocześnie hipnotyzujący podkład. Nienagannie poradził sobie także mruczący coś pod nosem Kent Jones w newralgicznym „Spaghetti”. Również kończące „Too Quick” zyskało bardziej nostalgiczny wydźwięk dzięki refrenowi Kingstona. To jednak wciąż za mało, by o tym wydawnictwie pisać, jak o płycie rewelacyjnej.

Plata O Plomo miało start o jakim może pomarzyć wielu. Biorąc pod uwagę, że w cyferkach „All the Way Up” z całą pewnością przebiło „Lean Back”, gdy mamy do czynienia z postaciami już raczej w rapie średnio się liczącymi, należy pochwalić je za wyczucie i wykorzystanie swojej szansy. Fat Joe na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że to ostatnie podrygi w jego karierze. I właśnie dlatego tę płytę trzeba traktować trochę z przymrużeniem oka, jako ciekawostkę, coś, co można na jednej półce wymieniać z powodzeniem na wydawnictwa Rick Rossa czy DJ-a Khaleda. O ile „All the Way Up” pozostanie niezmiennie jedną z lepszych piosenek zeszłego roku, o tyle Plata O Plomo bezsprzecznie przepadnie w końcoworocznych podsumowaniach. I słusznie. Teraz wypadałoby, by Remy Ma — po rozgrzewce, którą sama sobie zgotowała — przystąpiła do solowego ataku. Posiada już wystarczająco wypracowane zaplecze, by stanąć w szranki chociażby z Nicki Minaj.

Komentarze

komentarzy