Recenzja: Chloe x Halle The Two of Us

Data: 12 września 2017 Autor: Komentarzy:

Chloe x Halle

The Two of Us (2017)

no label

Gdzieś pomiędzy duchem półpiosenkowego Blonde Franka Oceana, truchłem abstrakcyjnego R&B ze szkoły THEESatisfaction a ciepłym brzmieniem klasycznego neosoulu znajdziecie Chloe x Halle. Dziewczęta przekornie, ale świadomie wybrały dla swojego pierwszego mikstejpu niemalże punkową formę, zamykając szesnaście mikroutworów w zaledwie 25 minutach muzyki. Mimo tego wbrew pozorom słowem, które najlepiej opisuje The Two of Us nie jest szkicowość, ale przygoda.

Bo choć Chloe x Halle bez wątpienia podzielają pasję THEESatisfaction do postminimalistycznie zaplętlonych refrenów, z powodzeniem udało im się tę koncepcję rozciągnąć na cały krążek, co przy gęsto posianych, wykrojonych pewną ręką zmianach i tempa, i melodii, dało miejsce jeśli nie najbardziej satysfakcjonującej, to z pewnością najbardziej kreatywnie stymulującej płycie R&B tego roku. Aż trudno uwierzyć, że siostry Chloe i Halle przyszły na świat w okresie milenijnego przełomu, bo fundamentem ich muzyki jest złoty okres współczesnego R&B lat 90. — na czele z Destiny’s Child (co nie powinno szczególnie dziwić, skoro dziewczyny nagrywają dla Parkwood samej Beyoncé, po tym jak ich cover „Pretty Hurts” stał się internetową sensacją przed czterema laty) i TLC, których miękki feminizm rodem z „No Scrubs” można potraktować jako punkt wyjścia dla osi tematycznej The Two of Us.

Nie jest to jednak w żadnym wypadku kalka stylistyczna — Chloe i Halle bawią się inspiracjami klasycznym już brzmieniem R&B, odważnie mieszając je i przekształcając w dynamicznie ewoluujący, niestroniący od zaskakujących wolt joyride, podczas którego znajdziecie wszystko to, na co mieliście nadzieję przy okazji kolejnego krążka Tinashe, a co prawdopodobnie nigdy się nie zmaterializuje. Chloe x Halle są jak na swój młody wiek zaskakująco odważne — w „Poppy Flower” brzmią jak najostrzejsze inkarnacje wspomnianego już Destiny’s Child, z kolei „Up All Night” to osobliwa symulacja tego, jak mógłby zabrzmieć duet FKA twigs z Solange, gdyby wspólnie wyprodukowali go The-Dream i Arca. „Lucky Leaf” natomiast to bez wątpienia jeden z najbardziej hipnotyzujących utworów w historii współczesnego R&B — wszystko dzięki wielowarstwowym wokalom i motorycznemu refrenowi zmieniającemu połamany paragangstarapowy bit w prawdziwie emocjonalny kalejdoskop. Fenomenalny start! Czekamy na więcej!

Komentarze

komentarzy