Recenzja: Kuba Badach Oldschool

Data: 26 października 2017 Autor: Komentarzy:

recenzja kuba badach oldschool

Kuba Badach

Oldschool (2017)

Wydawnictwo Agora

Wielu artystów komponujących utwory dla innych, dosyć późno decyduje się ujawnić swój wizerunek i rozpocząć karierę solową. Jednak Kuba Badach od najmłodszych lat stoi za mikrofonem, śpiewając głównie w zespołach The Globetrotters oraz Poluzjanci. Pierwsze solowe zakusy pojawiły się z chwilą wydania jazzującego krążka Tribute to Andrzej Zaucha. Obecny, ale dopiero teraz wokalistka postanowił popracować na własny rachunek i zaprezentować w pełni autorski projekt o nazwie Oldschool, który zgodnie z deklaracją, jest inteligentnym popem dla dojrzałej publiczności.

Jak zapowiedział artysta, tytuł płyty odnosi się nie do jej staroświeckiej zawartości, lecz do określonego sposobu tworzenia muzyki, zainspirowanego twórczością takich artystów, jak: Quincy Jones, Burt Bacharach, Stevie Wonder i Donald Fagen. W utworach „Jestem Kimś”, „Tonight” oraz „Pusto” słychać wyraźne odniesienia do funku i disco oraz do syntezatorów. Dzięki oldskulowemu sposobowi rejestrowania dźwięków cały projekt brzmi, jakby był zapisem koncertu na żywo. Szczęśliwie nie znajdziemy na nim zbędnych ozdobników w postaci auto-tune’a i innych zabiegów upiększania wokalu, na które zapewne nie zgodziłby się sam wokalista. Na Oldschoolu stworzony został swoisty pomost łączący dwa muzyczne światy, gdzie klasyczne brzmienie przenika przez nowoczesną popową osłonkę, uzupełniając ją i nadając całości tradycyjny klimat. Teksty, napisane przede wszystkim przez Janusza Onufrowicza, przy niewielkiej współpracy Aleksandry Kwaśniewskiej, swobodnie opowiadają o szczęśliwej miłości i codziennym życiu. W utworze „Jestem kimś” nie można odmówić Kubie poczucia humoru i dystansu do siebie, gdy śpiewa „Biegałbym, ale mi to szkodzi /(…) Po co mam się głodzić / Chudszy się nie poznałbym”. Z kolei w nastrojowej i wzruszającej balladzie „Po drugiej stronie” odkrywa swoją wrażliwość i opanowanie.

Niestety wspomniane pozytywy nie przekładają się w pełni na cały album. Nie dajcie się zwieść okładce płyty, na której Badach skąpany w kolorowym pyle nie zwiastuje niczego szalonego. Zawartość wydawnictwa jest tylko poprawna i przyjemna, jak w promowanym „Życiu”, czy syntezatorowym „Pada”. Po tylu latach muzycznego doświadczenia i obcowania ze sceną wymagam od artysty odrobiny oryginalności. Zły jestem, że nie wysilił się na nieco eksperymentalne brzmienie. Do tego teksty, które momentami są bardzo przesłodzone i oczywiste, jak wpisy ze szkolnych pamiętników. Utwory „Chwile” i „Będę z Tobą”, zgodnie z przesłaniem jednego z nich „Gdy coś Cię znudzi / To nie wahasz się / Przedmiotów i ludzi / Pozbyć się bez łez” powinny znaleźć się w koszu i zostać zastąpione dojrzalszymi kompozycjami.

Jeśli ktoś po Odschoolu spodziewał się podmuchu muzycznej świeżości, może się zawieść. Z kolei ci, którym podobały się aranżacje utworów Andrzeja Zauchy, zapewne będą męczyć wydawnictwo do granic możliwości. Nie należy się dziwić, ponieważ album jest spójny i równy, a jego zawartość, to solidny, inteligentny pop z przyjemnym wokalem Kuby. I tylko tyle. Kibicuję artyście od czasu Poluzjantów i po solowym projekcie spodziewałem się więcej energii. Niestety do ostatniej nuty krążek brzmi jednostajnie z niewielkimi tylko amplitudami ekspresji. Dodatkowo miejscami banalne teksty budzą wątpliwość, do jakiej grupy słuchaczy skierowana jest płyta. W przyszłości należy mieć nadzieję, że z nowym projektem, na który nie będzie trzeba tak długo czekać, wykonawca nabierze więcej werwy, trochę poeksperymentuje, zachowując przy tym klasyczny charakter.

Komentarze

komentarzy