Recenzja: George Maple Lover

Data: 7 listopada 2017 Autor: Komentarzy:

Recenzja George Maple Lover

George Maple

Lover (2017)

Utopian Ideas PTY Ltd

„I Know Everybody Here Wants You” śpiewa George Maple w utworze będącym coverem kawałka Jeffa Buckley’a. Te słowa są idealnym odzwierciedleniem tego, jakie odczucia powinna mieć osoba po przesłuchaniu debiutanckiego krążka artystki. Zaprasza ona w nim w intymną podróż po zakamarkach swojej duszy, podczas której natkniemy się zarówno na romanse, erotyczne tajemnice, jak i burzliwą wojnę między miłością a seksem. Całość została opowiedziana w sposób niezwykle szczery i subtelny, zmysłowym oraz ciepłym głosem Australijki.

Jess Higgs, bo tak naprawdę nazywa się artystka, romansuje z muzyką eletroniczną od początku swojej kariery. Najpierw, używając swojego nazwiska, wystąpiła gościnnie w klubowym utworze Frewa „I Got Something” oraz Flight Facilities „Foreign Language”. Jednak dopiero wymyślając swoje alter ego i komponując pod pseudonimem George Maple mogła oddzielić życie prywatne od artystycznego i w pełni otworzyć się na proces tworzenia muzyki. Do dzisiaj czasami ukrywa zarówno swoją ksywę, jak i prawdziwy głos w kawałkach Haydena Jamesa „Something About You” czy w „Trust” duetu producenckiego What So Not & BURNS, ale tylko przez wzgląd na miłość do eksperymentowania i tworzenia postaci. Jako George Maple wydała bardzo odważny i dojrzały album Lover, który przywodzi na myśl krążek Madonny Erotica, ale podany w subtelniejszej formie. Opowiada o różnych aspektach miłości — od perwersyjnej, przez zdrady i romanse, aż po prawdziwe i wzruszające uczucie. Seksualność pokazuje zarówno z dobrej, jak i złej strony. Otwierające płytę „Sticks and Horses”, w którym nie brak nawiązania do dominacji i tematyki BDSM, inspirowane jest wizytami artystki w klubach ze striptizem i domach publicznych. Maple nawiązała do czasu, kiedy odkrywała siebie i nabierała odwagi w muzycznym świecie, na który świadomie się zdecydowała. Kontynuacją tej drogi jest prawdziwa eksplozja seksualności w kompozycji „Kryptonite”, stworzonej w najbardziej imprezowym okresie artystki, opowiadającej o dystansie do samej siebie i nie poddawaniu się negatywnym emocjom. Wykorzystując swoją cielesność, artystka najpierw uwodzi („Hold Me by the Waist”), następnie z powodzeniem wdaje się w romans, a w utworze „Like You Used To” rozpala serce swojego kochanka, by zaraz potem w „Sweeter Than I” uciec myślami do innego. W konsekwencji sama zostaje więźniem miłości („Slow Dancing”), z której nie potrafi się wyswobodzić („Will You”).

Pomimo burzliwego życia nocnego Australijki, zawartość płyty nie jest wulgarna. Oprócz poruszania się na grząskim gruncie erotyzmu i odkrywania świadomości swojego ciała, Maple na albumie opowiada również o poznawaniu siebie i przezwyciężaniu własnych słabości, czego odzwierciedleniem jest synthpopowy singiel „Hero”. Z premierą teledysku do utworu, zbiegło się ogłoszenie szczegółów krążka. W jego zapowiedziach pojawiło się aż 20 kompozycji. Jak się jednak szybko okazało, sześć z nich to interludia, które pomimo że są częścią całej muzycznej opowieści, czasem przeszkadzają w delektowaniu się nią.

Lover pokazuje ewolucję artystki od klubowych brzmień z początków jej kariery, do mieszanki soulu, R&B, popu i elektroniki utrzymanych w klimacie lat 80. Został stworzony i wyprodukowany w dużej mierze przez George, przez co mogła opowiedzieć swoją historię w pełni. Zrobiła to ze smakiem i bez nieprzyzwoitych akcentów, przy pomocy swojego hipnotyzującego głosu, który miejscami wprawia słuchacza w niewytłumaczalny trans. By ukazać swoją zarówno melancholijną, jak i barwną stronę, w jednym z interludiów wokalistka posłużyła się nawet wierszem „Harmonie du soir” francuskiego poety i krytyka Charlesa Pierre’a Baudelaire’a, który o walcu opowiadał językiem miłości. Tym krążkiem Jess Higgs podsumowała pewien etap swojego burzliwego życia. Schowana za postacią George Maple nabrała odwagi, by wkroczyć na cienki lód i bezpiecznie dotrzeć do brzegu. Stoi teraz przed nią nowy rozdział i z niecierpliwością czekam, czy ośmieli się opowiedzieć go jako Jess, czy stworzy kolejne alter ego.

Komentarze

komentarzy