„Połączyć dwa światy, smaku i paździerza” — SoDrumatic dla Soulbowl.pl

Data: 1 grudnia 2017 Autor: Komentarzy:

Na wywiad umawialiśmy się dwukrotnie, bo za pierwszym razem na przeszkodzie stanęły warszawskie korki. Gdy już pogadaliśmy, podesłałem Wojtkowi po jakimś czasie maila z materiałem do autoryzacji i czekałem, żeby wstawić go tutaj do przeczytania. Dostałem maila zwrotnego i gdy po kilku dniach usiadłem do wrzucenia go na Miskę to… znikł. Przeczesałem komputer, skrzynkę mailową włącznie ze wszystkim spamem i nic, pusto. Do tej pory nie wiem jak to się stało, ale podejrzewam, że omyłkowo usunąłem ten wywiad. Na szczęście Wojtek podesłał mi go drugi raz i dopiero teraz, po tych wszystkich perturbacjach możecie go śmiało przeczytać. Dlatego już nie będę spojlerował, przed wami… SoDrumatic!

Soulbowl: W dalszym ciągu zaczynasz robienie bitu od bębnów?

SoDrumatic: (śmiech) W większości przypadków na pewno tak, ale w ostatnim czasie dużo rzeczy powstaje bardziej od strony kompozycji.

Czyli trochę się pozmieniało…

Trochę tak, ale kiedyś rzeczywiście na początku były bębny, bo chciałem żeby były podstawą. Niezmiennie jednak pozostał FL, program tak się rozwinął, że nie potrzebuję nic innego. Wręcz zaczynam sięgać po rzeczy, które już były wcześniej integralną częścią Fruita, a ja z nich nie korzystałem.

Jak wpisuję SoDrumatic na Youtube i filtruję po ilości wyświetleń, to z pierwszych 10 pozycji jest ponad 100 milionów obejrzeń. No nie da się ukryć, że masz rękę do hitów.

Najwięcej chyba z Paluchem nabiliśmy?

Zgadza się.

Wydaje mi się, że w kwestii Palucha, to on zrobił największą robotę, tworząc numery takie, a nie inne. Sam sięgałem po numery Palucha jeszcze przed tym, jak zacząłem z nim współpracować, głównie przez tematykę tekstów. W pozostałych pewnie i rapersko i producencko się to zgrało, ale czy zaraz hity?

Nie bądź taki skromny, liczby o tym świadczą (śmiech). Chociażby bit do „Bez Strachu”, który jest mega charakterystyczny i oprócz ogromnej liczby wyświetleń, jest jednym z najbardziej kojarzonych numerów Palucha…

Bo to nietypowy bit, bardzo surowy i ogólnie niewiele się na nim dzieje. Sam nie jestem w stanie rozgryźć fenomenu tego numeru. Chyba zadziałała kombinacja surowości bitu oraz głosu Palucha, no i zażarło.

Pytam o tę nośność, bo zrobiłeś kilka bitów pod konkretne projekty typu Młode Wilki czy Tour of The Year. Do takich produkcji trzeba przecież bujającej muzyki, więc wybór ciebie do zrobienia bitu wydaje się być bardzo oczywisty.

To mnie ucieszyło, bo za każdym razem wychodziło tak, jak sobie to wyobrażałem. Cieszę się, że mogłem podjąć się tych propozycji i wszystko dobrze zagrało.

A który numer z tych hitowych na twojej produkcji jest najlepszym według ciebie?

Typowałbym numery z VNM-em lub właśnie wspomniane Tour Of The Year, Dream Team czy Młode Wilki. Generalnie z Tomkiem i Paluchem zawsze mi się dobrze współpracowało, bo wzajemnie się napędzaliśmy i mieliśmy do siebie pełne zaufanie.

To jak już wywołałeś Tomka, to powiedz mi, czy jak produkowałeś jego album, to siedzieliście razem w studio?

Nie, większość odbyła się na korespondencyjnych zasadach, tak jak z większością wykonawców. Zaczynam to zmieniać, bo jednak czuję ten komfort, kiedy ktoś siedzi obok ciebie w studio i można od razu wszystko weryfikować, no i produkcja sprawniej idzie do przodu. Mam też w głowie kilka pomysłów, żeby stworzyć z kimś projekt, a potem zacząć jeździć i grać jako jakiś twór. Na ten moment jednak nie jest to na tyle sprecyzowane, żeby określić czy będzie to np. raper czy wokalista. Fajnie było zrobić nawet rapowy materiał, ale stanąć wtedy chociażby za deckami i być integralną częścią takiego przedsięwzięcia, a nie tylko stworzenie warstwy muzycznej na album.

W tych 10 najpopularniejszych utworach, które wyprodukowałeś, jest jeden rodzynek, czyli piosenka z Karoliną Czarnecką. Jak w ogóle do tego doszło?

To była inicjatywa Czwórki (Polskie Radio – przyp. redakcja). Ludzie, którzy zajmowali się tym projektem, dobierali do siebie ludzi oddalonych od siebie muzycznie, żeby wyszła ciekawa fuzja. Gdy dowiedziałem się, że ma być to Karolina, to z jednej strony pomyślałem sobie: „okej, to będzie coś innego” i będę mógł się z tym zmierzyć. Z drugiej strony jednak chciałem zasugerować, że to ja może mógłbym kogoś wybrać. Pozostałem jednak przy pierwotnej propozycji i do ostatniej chwili nie wiedziałem co się wydarzy. Byłem otwarty na to, że może pojawić się krytyka, no ale ostatecznie siadło. Na samym początku miałem tylko szkic, zapisany bodajże tylko bas, krótki loop. Karolina do mnie wpadła i puściłem jej kilka propozycji. Na tym zawiesiła się najdłużej i w moment się zdecydowała mówiąc: „mamy to”. Ja też się ucieszyłem, bo nawet nie wiedziałem na tamten moment w jakim kierunku to pójdzie i uznałem za fajny challenge.

„Dance for You” jest mega popularnym kawałkiem na Soundcloudzie, a większość komentarzy jest w obcych językach. Nie myślałeś o tym, żeby wydać się za granicą? Przy instrumentalnej muzyce dojście do nowych słuchaczy wydaje się łatwiejsze.

Myślałem o tym, ale dopiero teraz byłbym na to gotów. Właśnie przy „Dance for You” czy „All the way down” odbiło się to szerokim echem, bo dostawałem głosy np. od stacji lokalnych ze Stanów, czy mogą to grać w radio czy na imprezach. W niedalekiej przyszłości powinno się coś takiego wydarzyć. Czasem wystarczy pokonać barierę językową i znaleźć wykonawcę anglojęzycznego z konkretnego terytorium, aby zawojować za granicą.

Good Times zostało wydane w Prosto, a ta wytwórnia ma też nazwijmy to sublabel – MOST. Nie kusiło, żeby to tam wydać? Wiadomo, że to trochę inna elektronika, ale…

MOST reprezentuje… nie chciałbym powiedzieć, że niszowość elektroniki, ale stawiają bardziej na surowość i rasowość. Mój album jest bardziej popowy i komercyjnie nastawiony, więc nie do końca pewnie pasowałby do MOST-u.

Czyli lepiej się czujesz tworząc bardziej komercyjną muzykę?

Wydaje mi się, że czuję się dobrze w wielu rejonach muzycznych. Teraz miałem ochotę zrobić coś takiego i zgrywało mi się to z lekkością i klimatem Good Times. Oczywiście, można byłoby to zrobić bardziej alternatywnie czy rasowo, ale bardziej zgadzało mi się to w takich ramach, jak jest.

Dla mnie – jak już wspomniałeś – jest to płyta typowo radiowa. Taki był zamysł, żeby zrobić mały atak na rozgłośnie?

Zamysł? Raczej nie, ale miałem to na uwadze i cieszyłbym się, gdyby jakaś stacja to podłapała, chociaż te mniejsze już zaczynają coś tam grać. Chyba chciałem dokonać niemożliwego i połączyć dwa światy, czyli smaku i paździerza (śmiech).

Który utwór więc mógłby zamieszać według ciebie w radiach, oprócz „Who got the funk”?

Na pewno numery z Martiną, Sztossem i Wozzem spokojnie by się w radiu obroniły. Refren Tomsona w „Blablabla” też mocno zostaje w głowie.

Celowo chciałem żebyś ominął ten utwór, bo on już chyba swoje zrobił, a pewnie koncepcja płyty się zmieniła przez te 3,5 roku od premiery tamtego numeru.

Koncepcja się nie zmieniła w porównaniu do mojej sytuacji życiowej na przestrzeni tych 3 lat. Na początku pracy nad płytą zrobiłem bardzo dużo, a potem wszystko było rozsiane. Część starszych rzeczy została i przetrwała próbę czasu, ale selekcja też była dość szeroka, bo narąbałem tych numerów sporo. Na sam koniec chciałem to po prostu zamknąć w taką pigułę z najbardziej wartościowymi rzeczami.

Jeden utwór wydaje się być takim rodzynkiem, różniący się klimatem od innych. „Bad Behavior”. Kojarzy mi się to trochę z jakimś folklorem słowiańskim, nawet przez chwilę pomyślałem o Donatanie (śmiech).

Jak zrobiłem ten bit, to stwierdziłem, że nie chcę tam żadnego rapu ani gości i pozostanie instrumentalem. Ta skoczność pasowała mi do całego albumu. Mam dziwny sentyment do tego numeru. Słowiańskość? To efekt uboczny, bo to bardziej kubański klimat. Chciałem, żeby na tej płycie były utwory, które nie powstawały według jakiegokolwiek planu, tylko miały mieć pozytywny wydźwięk. Każdy z tych numerów muzycznie zrobił się tak naprawdę sam. Miałem dobry dzień w opcji „bawię się” i bardziej bujałem się przy klawiaturze, niż programowałem.

Czy dobre czasy kojarzą ci się z symbolami, które znalazły się we wkładce? (rower, lód, bus VW itp.) No i czy donut był może follow-upem do J Dilli, bo kiedyś wziąłeś udział w projekcie Donut Planet Lab, w którym remiksowałeś Slum Village.

Większość tych symboli przywoływały u mnie po prostu lato i fajne chwile. A co do pączka i J Dilli, to… w żadnym wypadku. Pączek jest ładny, lukrowany, słodki, kolorowy i to bardziej skojarzenie dobrej chwili i nie ma tutaj powiązania z J Dillą, poza tym na płycie nie ma momentu, który można z nim kojarzyć.

Nie ma, nie da się ukryć. Bardziej myślałem, że to taki producencki ukłon. Powiedz dlaczego ta płyta wyszła dopiero we wrześniu, skoro ma się kojarzyć z beztroską letnich chwil? Lato wróci w przyszłym roku, ale czy publikując album w maju bądź czerwcu nie miałby mocniejszego wejścia?

No były takie plany, nawet było blisko. Kilka sytuacji z różnych stron na to wpłynęło (złośliwość rzeczy martwych też) i trzeba było przełożyć premierę, ale już nie chcieliśmy dłużej z tym czekać. Poza tym wiesz, jest mi trochę głupio w stosunku do słuchaczy, że to trwało aż 3,5 roku.

Od razu wiedziałeś, że nie będzie raperów?

Nie, zaczęło się od rapowego numeru, który nagraliśmy z 2stym. Później zaczęło robić się pod górkę… kurde, nie wiem czy to nie zbiegło się z okresem kiedy pojawił się „Dance for You” lub pojawiła się cała kompilacja Flirtini. Wtedy zobaczyłem jaki odzew mają instrumentalne numery i zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję innych wykonawców. Pojawił się pomysł o instrumentalnej płycie, ewentualnie okrasić ją wysamplowanymi wokalami w niektórych miejscach. No i to spowodowało, że zacząłem odchodzić od rapowych numerów w stronę klubową, instrumentalną. Ogólnie wszystko, co robiłem pobocznie przez ten okres, ma zaciągi klubowe.

SoDrumatic wydaje producencką w Prosto, więc rapowi słuchacze mocno trzymali kciuki, że jednak nawijacze się pojawią. Widziałem nawet komentarz w stylu „nawet VNM-a nie zaprosił” (śmiech).

Na początku poszedłem za ciosem i jak okazało się, że nie będzie jednego czy dwóch raperów, z którymi nie mogłem zrobić numerów, to stwierdziłem, że nie będzie żadnego i robię coś innego, zaskoczę. Zobacz, że wszystko wyszło odwrotnie. Hip-hopowa wytwórnia, brak raperów no i po sezonie, wszystko nie tak (śmiech). Zdaje sobie sprawę, że mogłem kilka rzeczy zrobić inaczej, ale nie chciałem znowu rozgrzebywać i zmieniać zdania.

No właśnie kiedyś sam powiedziałeś, że niezbyt chciałbyś, żeby ludzie określali cię jako „typowy SoDrumatic”…

Cały czas staram się uciekać od tego i robić coś innego, podnosić tę poprzeczkę. Staram się przemycać różne klimaty i rzeczy, którymi się jaram. Chociaż cały czas słyszę od moich najbliższych przyjaciół, że oni za każdym razem słyszą, że to jest mój bit. Czasami byłem mega zdziwiony dlaczego. A z tym „typowym SoDrumaticiem” walczę wewnętrznie, ale z drugiej strony jest na maksa fajnie, jak ludzie już po starcie utworu domyślają się, że ty go wyprodukowałeś.

To jest w ogóle dobry temat. Artysta przyzwyczaja słuchacza do pewnej konwencji, a jak zrobi coś innego, to jest „źle”.

Też tego nie rozumiem. Ja dbam zawsze o to, żeby moje rzeczy różniły się jakoś od siebie i staram się nie powielać pomysłów. Zobacz, można to porównać nawet do Facebooka. Jak pojawił się ten cały wall, to pamiętam, że ludziom to bardzo nie odpowiadało, a teraz nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej. Są przyzwyczajeni. W muzyce jest podobnie, bo jak ktoś odbije w inny klimat, to przez moment jest zdziwienie/zaskoczenie i albo ktoś się przekona, albo słucha czegoś innego.

To na którego artystę, który przeszedł taką przemianę i nie za bardzo ci to siadło?

Jeśli już miałbym wymieniać, to chyba Yelawolf. Jego początki były bardzo spoko. Zadziorny, oryginalny, ale jak stał się bardziej rockmanem, to podchodzę do jego rzeczy wybiórczo. Po prostu nie moje klimaty. Wolę wracać do starszych jego rzeczy.

Raperzy kłócili się kiedyś o twój bit?

Tak. Do tej pory jest kilka bitów, które są cały czas w zawieszeniu i 3-4 razy zmieniały właściciela i nikt do tej pory z nimi nic nie zrobił. Ostatnio sobie o nich przypomniałem i jestem trochę kurde oburzony (śmiech). Te rzeczy mogły wyjść już dawno i fajnie siąść. Może ktoś trzymał to na jakąś perełkę, nie wiem. Ale tak, gryźli się, dzwonili do siebie i odkupowali od siebie te bity, za moją zgodą.

Może zbyt dużo osób otrzymało tę samą paczkę (śmiech).

Tego właśnie staram się unikać, żeby nikt nie dostał tego samego w jednym momencie. Już to przerabiałem i bywały kłopotliwe sytuacje w związku z tym. Przeważnie było tak, że jak czekałem na efekt finalny, to okazywało się, że ktoś nie dał rady dokończyć numeru, a ktoś inny u niego słyszał bit i zaczynało się przerzucanie. Raz nawet dostałem srogi opiernicz w stylu „jak mogłeś to gdzieś tam wysyłać”. Te produkcje krążyły, czy dalej krążą w kręgach czołowych raperów w Polsce. Mam nadzieję, że coś z tego ujrzy jeszcze światło dzienne, bo o ile się nie „zestarzeją”, to powstanie coś fajnego.

Miałeś styczność z produkowaniem muzyki pod komercyjne rzeczy typu reklamy etc.?

Częściowo tak, ale nie na dużą skalę. Bez tego ciężko byłoby wyżyć z samych bitów. Bywają zlecenia od agencji reklamowych, ale tak jak mówiłem, to raczej niewielkie rzeczy.

Słynne „2 koła za bit SoDrumatica” powiedział kiedyś VNM, przebił go już ktoś? No i czy to jest dobra kasa za bit?

Było coś w tych granicach, nawet chyba delikatnie więcej, ale słyszałem, że czołówka potrafi brać 3-4 razy tyle.

***

Tym wywiadem chciałbym pożegnać się z czytelnikami Miski. Dzięki za wspólne ponad trzy lata.
Pozdrawiam,
Kulek.

Komentarze

komentarzy