Recenzja: Playboi Carti Die Lit

Data: 25 maja 2018 Autor: Komentarzy:

Playboi Carti

Die Lit (2018)

AWGE / Interscope

Z całym szacunkiem do Young Thuga, Future’a czy nawet Kendricka, ale to Playboi Carti jest prawdopodobnie najbardziej rzucającym się w oczy uosobieniem hiphopowego zeitgeistu. Nikt tak jak on nie przewartościował czynników składających się na konstrukcję rapowych utworów, nikt wcześniej aż tak nie burzył granicy między zwrotką a refrenem, między wersem a ad-libem. Okej, tego typu stwierdzenie rok po premierze mixtape’u Playboi Carti to odkrywanie na nowo Ameryki, a nie recenzja świeżo wydanego w wielkiej wytwórni debiutu podopiecznego A$AP Rocky’ego.

Die Lit to w zasadzie powtórka z rozrywki. Nie dowiecie się ze słów Cartiego niczego nowego, nie uświadczycie nowatorskich metod ujarzmienia flow. Warstwa muzyczna została utrzymana w bardzo zbliżonym tonie, gdyż raper nie zrezygnował z bliskiej współpracy ze swoim nadwornym producentem i artystycznym dopełnieniem — Pi’erre’em Bourne’em. Jedyną większą zmianą jest obszerniejsza lista gości, którzy poza egzotycznie brzmiącym w tych warunkach akcentem Skepty znakomicie wchodzą w symbiozę z organizmem gospodarza, nawet Nicki Minaj.

W przypadku tak innowatorskiego gracza jak Carti roczna stagnacja to wciąż podtrzymanie czołowej pozycji w peletonie trapowej awangardy. To fascynujące gospodarowanie prostego jak konstrukcja cepa podkładu w duecie z Travi$em Scottem. To dekonstrukcja piosenki o miłości w konwencji rap/R&B w utworze z Brysonem Tillerem. To abstrakcyjnie melodyjne „Mileage” z (pewnie niezamierzenie) anty-szowinistycznym refrenem. Momenty momentami, ale całość albumu tworzy spójną i logiczną sesję z zahaczającym o psychodelię post-rapem. Jeśli czegoś na płycie brakuje, to brakuje hitów — a przynajmniej jednego na miarę „Magnolii”. Jest za to „Choppa Won’t Miss” trochę za bardzo próbujące podpiąć się pod sukces wspomnianego przeboju, a nie tędy droga.

Moc prostoty (nie mylić z prostactwem) po raz kolejny jest wielka w muzyce Cartiego. Wciąż nie jestem pewien, czy jego patenty pozwolą na utrzymanie się w radarze przez te przysłowiowe pięć minut sławy. Nawet jeśli nie pozwolą, to życzę mu tych pięciu minut możliwie jak najlepszych.

Komentarze

komentarzy