playboi carti

Recenzja: Playboi Carti Playboi Carti

Playboi Carti

Playboi Carti (2017)

Interscope/AWGE

W obliczu dużej ilości zaangażowanych rapowych albumów w ostatnim czasie, które skupiają się na problemach społecznych, rasowych czy kulturowych, dwudziestolatek z Atlanty postanowił stanąć totalnie po drugiej stronie rapowego świata. Debiutancki mixtape Playboia Cartiego jest dosłownie o niczym.

Co jednak najlepsze, rozpatrując ten projekt i biorąc pod uwagę konwencję, jaką założył sobie raper, to wcale nie wada. Kobiety, narkotyki i pieniądze odmieniane w każdy możliwy sposób przez siedemnaście utworów wydają się być konieczną treścią, zupełnie nieistotną w obliczu formy, która to właśnie tworzy cały klimat. Playboi Carti jest esencją mumble rapu, którego raper nawet nie sili się ubierać w bardziej różnorodne formy jak robią to Future czy Gucci Mane. Czyli mamy siedemnaście utworów, z których ledwie dwa trwają cztery minuty lub dłużej, wypełnionych jednostajnym, bezwartościowym bełkotem — brzmi to wręcz absurdalnie, zwłaszcza patrząc na to, jak szerokim echem odbiła się ta premiera w mediach muzycznych na całym świecie.

Wystarczy jednak odpalić „Location” i dać się pochłonąć przez cloud rap, aby ten fenomen zrozumieć. Ezoteryczna mieszanka trapowego podkładu, masy ad-libów, mumble rapu tworzą totalnie oderwany od rzeczywistości klimat, któremu łatwo dać się porwać. Najpopularniejszy utwór Cartiego, „Magnolia”, to totalny banger, prawdziwy turn-up music, który rozbuja absolutnie każdą imprezę, zrobi kosmiczną robotę na koncertach, nawet jeśli sam raper wyda się niezbyt zaangażowany w całe wydarzenie. Na „No. 9” robi się absurdalnie, zwrotki zlewają się z refrenami dziurawionymi przez ad-liby, całość wisi gdzieś między rapem a podśpiewywaniem. Pozostaje zastanowić się, czy to charyzma i magiczna aura, którą roztacza Carti czy też tytaniczna praca producentów, którzy przygotowali bezbłędne dla rapera podkłady.

Gęsto usypane cykacze, dudniący bas, proste melodie oparte na syntezatorach z jeszcze prostszymi aranżacjami, obowiązkowo uzupełniane przez motyw fletu, który przeżywa drugą młodość — muzycznie jest oszczędnie, ale tak naprawdę trudno sobie wyobrazić Cartiego w innym wydaniu. Mimo tego, że na płycie pojawia się Southside, to Pierre Bourne tworzy z raperem największą chemię. Zagrozić mu może ewentualnie Lil Uzi Vert, któremu stylistycznie do Playboia niedaleko, przez co uzupełnia go w dwóch utworach. Tylko A$AP Rocky, który również pojawia się na płycie, wydaje się odstawać o dwie klasy wyżej i zupełnie kradnie swoją zwrotką „New Choppa”.

Niektóre kawałki zlewają się ze sobą, są monotonne, raper nie jest specjalnie utalentowany, ani nie posiada żadnego szczególnego głosu, całość na dłuższą metę potrafi zwyczajnie słuchacz zmęczyć. Mimo tego projekt jest tak oderwany od rzeczywistości, że to aż niemożliwe, żeby ktoś wydał go na serio, a sam Carti pojawiał się gościnnie nie tylko u kumpli z A$AP Mob, ale i u Lany Del Rey. Świetny przerywnik od poważnych, nadętych rapowych albumów. Tylko i aż tyle.

Nowy teledysk: A$AP Rocky „Raf”

Ostatnimi czasy sporo dzieje się w obozie A$AP Mob. Twelvyy promuje nadchodzący materiał, Ferg także nie próżnuje, a coraz większą aktywnością wykazuje lider kolektywu – Rocky. W maju do sieci trafił jego singiel zatytułowany „Raf”, na którym pojawili się Playboi Carti, Quavo, Lil Uzi Vert i Frank Ocean. Teledyskowa wersja jest okrojona i przewijają się w niej tylko dwie pierwsze ksywki (przy czym ad-liby rzucane przez Cartiego ciężko sklasyfikować jako pełnoprawny występ). Wracając jednak do samego obrazka – Rakim po raz kolejny w swojej karierze okazuje swoje zamiłowanie do mody i funduje widzom coś na kształt pokazu. Czyżby następca A.L.L.A. zbliżał się wielkimi krokami? Trzymamy kciuki i czekamy na kolejne wieści.

 

NAV i Metro Boomin prezentują okładkę oraz tracklistę wspólnego albumu

Od gościnnego występu Nava na ostatnim projekcie Travisa Scotta minął niespełna rok, a młody zawodnik z Kanady zdążył zgromadzić w tym czasie całkiem pokaźną grupę fanów. Zdążył również wydać debiutancki longplay, a także przygotować wspólny materiał z jednym z najbardziej rozchwytywanych producentów w grze. Metro Boomin, bo o nim mowa, też nie próżnował, wystarczy przypomnieć chociażby majowe DropTopWop z Guccim czy „No Complaints” z Offsetem i Drake’em. Panowie wykorzystują więc swoje pięć minut i prezentują okładkę oraz tracklistę Perfect Timing. Na albumie znajdzie się 14 utworów, na których gospodarzom towarzyszyć będą m.in. wspomniani wcześniej Gucci i Offset, Lil Uzi Vert, Playboi Carti, 21 Savage i Belly. Od kilku dni sprawdzić można również utwór zatytułowany „Call Me”. Premiera już w najbliższy piątek. Oby czas okazał się jak najbardziej odpowiedni. Pod spodem pełna lista utworów.

Perfect Timing July 21st! ✅⏱ #XO #Boominati

Post udostępniony przez Nav (@nav)

#FridayRoundup: Kendrick Lamar, Talib Kweli & Styles P, Little Dragon i inni

Spokojnie, ie zostawimy Was samych sobie w te święta. Jak co piątek mamy klasycznie garść nowych wydawnictw, które z pewnością umilą Wam weekend wielkanocny. O Kendricku pewnie już słyszeliście i czytaliście bardzo wiele przez ostatni tydzień — w razie czego zaległość możecie nadrobić poniżej — ale dzisiaj odbyło się także kilka innych ciekawych premier — także hiphopowych. Wspólny album wydali właśnie Talib Kweli i Styles P., do 37 Komnaty powracają w soulowym sosie El Michels Affair, na legalu debiutuje Playboi Carti, a Spoek Mathambo zapewnia nietuzinkową fuzję rapu, elektroniki i afrykańskich brzmień. Z muzyką elektroniczną po drodze także Little Dragon i Actress, a tym, którzy łakną trapu w spektakularnej gwiazdorskiej odsłonie, polecamy soundtrack do najnowszej części Szybkich i wściekłych.


DAMN.

Kendrick Lamar

Top Dawg Entertainment

CHOLERA. Król powraca. Po lekko gorzkawej do przełknięcia tygodniowej obsuwie doczekaliśmy się premiery następcy wybitnego To Pimp a Butterfly. Celowo to podkreślam, gdyż Kendrick Lamar jakby drażni się z miłośnikami albumu z 2015 roku. Bo singiel zupełnie w innym stylu. Bo Rihanna i jakieś leśne dziady z Irlandii na gościnnych występach zamiast Bilala i Thundercata. Bo okładka przypomina nam o tej gorszej stronie hip hopu lat dziewięćdziesiątych. Ja tymczasem jestem spokojny, to w końcu K-Dot moi drodzy. Tak w ogóle to LeBron już słuchał i wyglądał na ukontentowanego. — Chojny


The Seven

Talib Kweli & Styles P

Javotti Media / 3D

Wiadomo nie od dziś, że Talib Kweli i Styles P lubią ze sobą współpracować. Wystarczy tylko wspomnieć „Thrill Is Gone” z płyty Statik Selektah i od razu wiadomo o co chodzi. Wspólny materiał obydwu panów wydawał się tylko kwestią czasu, a już od co najmniej dwóch miesięcy zapowiadana była nagrana przez nich epka. Seven, jak sam tytuł wskazuje, składa się z siedmiu numerów, a gościnnie udzielają się między innymi Jadakiss, Sheek Louch, Common czy Rapsody, ale też podopieczny Kweliego NIKO IS. Obawiam się tylko bitów i to nawet nie ze względu na gust Kweliego, ale dlatego, że Styles nigdy nie miał do nich szczęścia i to właśnie produkcja była zawsze słabą stroną jego płyt. W każdym razie lirycznie nigdy nie zawodzili, więc na pewno warto sprawdzić, co przygotowali. — Dill


Return to the 37th Chamber

El Michels Affair

Big Crown Records

Dawno temu, a dokładnie to 12 lat temu nowojorski zespół El Michels Affair wydał Sounding Out The City — album potwierdzający że na muzycznej mapie XXI wieku wciąż znajduje się miejsce dla dostojnego, instrumentalnego soulu. O wiele głośniej o chłopakach zrobiło się jednak kilka lat później wraz z premierą Enter The 37th Chamber, konceptualnego projektu złożonego z coverów piosenek Wu Tang Clanu i wywodzących się z niego solistów. Album, który chcielibyśmy dziś polecić, to właśnie bezpośrednia kontynuacja tego shaolińskiego materiału. W trakcie powrotu do Trzydziestej Siódmej Komnaty będą wam towarzyszyć również goście specjalni — Lee Fields oraz Lady Wray. — Chojny


Season High

Little Dragon

Loma Vista Recordings

Szwedzki zespół Little Dragon już od kilku lat dostarcza nam znakomitą mieszankę popu, elektroniki oraz downtempo. Na swoim piątym albumie zatytułowanym Season High, którego produkcją zajął się James Ford, znany ze współpracy z Arctic Monkeys, Florence and the Machine czy ostatnio Depeche Mode, eksplorują kilka różych muzycznych kliamtów, które w założeniu albumu mają być ucieczką od ich szarego i deszczowego miasta, jakim opisują swój rodzinny Göteborg. Wyglądamy przez okno i jest całkiem podobnie. Pora więc odpalić album i oddalić się gdzieś dalej. — efdote


The Fate of the Furious: The Album

Various Artists

Artist Partner Group

Cokolwiek sądzicie o serii filmów Szybcy i wściekli, trzeba oddać twórcom to, że są całkiem konsekwentni — także muzycznie. A publiczność tę konsekwencję docenia i konsekwentnie chodzi do kina i słucha kolejnych soundtracków, które zawsze wypełniają oryginalne kompozycje świeżych nazwisk na rapowej scenie. Tym razem do usłyszenia m.i.n. Young Thug, 2 Chainz, Wiz Khalifa, Lil Uzi Vert, Migos, Travis Scott, G-Eazy, Kehlani, Kevin Gates, Lil Yachty, Jeremih czy Ty Dolla Sign. No i oczywiście Pitbull. Bo jak to tak bez Pitbulla? — Kurtek


Playboi Carti

Playboi Carti

Interscope

Po głośnym mikstejpie In Abundance Playboia Cartiego okrzyknięto traprapową nadzieją tego roku. Dziś wraz z oficjalnym długogrającym debiutem rapera jest okazja, by te oczekiwania skonfrontować z rzeczywistością. Stosowna odtrutka, dla wszystkich tych, którzy nie czekali na Kendricka. — Kurtek


Mzansi Beat Code

Spoek Mathambo

Nthato Mokgata

Takiej mieszanki nie słyszeliśmy już dawno. Na najnowszym, piątym już albumie pochodzący z Południowej Afryki. Producent i raper — Spoek Mathambo zabiera nas w niesamowitą podróż, na której mieszają się zarówno języki oraz gatunki muzyczne. House, hip-hop, elektronika oraz afrykańskie rytmy żyją tu w symbiozie, tworząc niesamowity krążek, mogący namieszać zarówno w klubach, jak i przynieść niesamowitą przyjemność i relaks w domowym zaciszu Zaprezentowano tu przy okazji niezły przekrój artystów z regionu, który nam znany jest głównie swojej nie łatwej przeszłości, a przez tak wybitne projekty, jak ten i za sprawą niezwykle zdolnych ludzi, jakimi są bez wątpienia pojawiające się tu postacie, może przybliżyć światu również swoje muzyczne oblicze. — efdote


AZD

Actress

Ninja Tune

Po trzyletniej przerwie wydawniczej urozmaiconej jedynie skromną EP-ką z remiksami utworu „Bird Matrix”, Actress powraca z piątym w swoim katalogu albumem długogrającym AZD. Jest to drugi po „Ghettoville” z 2014 roku materiał wydany we współpracy z brytyjską oficyną Ninja Tune. AZD to kolejna cegiełka do bunkru nostalgii Actressa, która jest jednym z fundamentów jego twórczości; jednakże w tym przypadku Darren Cunningham pokusił się o bardziej futurystyczne rozwiązania brzmieniowe i troszkę inaczej niż zwykle zdefiniował estetykę szumu i hałasu swojego albumu. — Mleczny