70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

40 najlepszych albumów 2016

Data: 19 grudnia 2016 Autor: Komentarzy:

utwory

Był taki moment w muzyce popularnej, że wydawało się, że doszliśmy do ściany. Brakowało oddechu, dystansu, świeżej krwi, ale ostatnie dwa lata dobitnie pokazują, że ten czas, przynajmniej dla czarnej muzyki (sorry, rockowcy!) definitywnie się skończył. Jest w tym oczywiście spora doza muzycznego recyklingu i ten rok, chyba dość niespodziewanie, upłynął pod znakiem nie trapu czy alt R&B, ale świadomego, organicznego soulu. To także rok, w którym idea muzycznego strumienia świadomości (jakakolwiek by ona nie była, Kanye) na dobre weszła do mainstreamu, a dzięki serwisom nomen omen strumieniowym zniekształciła ideę klasycznego radiowego singla, wprowadzając na listy przebojów tylnymi drzwiami „Nikes”, „Father Stretch My Hands Pt. 2” czy „Cranes in the Sky”. To był dobry rok!


Soulbowl40.

Telefone

Noname

self released

Noname zaskakuje, hipnotyzuje i porywa, a robi to, korzystając w dużej mierze z rozwiązań, które nowoczesny hip hop zdawał się zupełnie już spisać na straty. Szczerość, elokwencja, ale i pewna pozwalająca na oddech prostolinijność ze slamowym rodowodem to przymioty zarówno samej raperki, jak i towarzyszącej jej zatopionej w pierwszorzędnym, ale nigdy nie nachalnym jazzie i neo-soulu produkcji. Telefone to niesamowicie ożywcza, wrażliwa i uduchowiona, ale z gruntu jednak hiphopowa płyta — trochę tak, jakby Erykah Badu 15 lat temu wzięła za mikrofon i postanowiła w przypływie chwili nagrać klasyczny rapowy krążek. — Kurtek

„Diddy Bop”


Soulbowl39.

Bottomless Pit

Death Grips

Third Worlds

Największa siła Death Grips tkwi w ich eksperymentalnym podejściu do muzyki i obsesyjnej wręcz potrzebie przekraczania międzygatunkowych barier. Po zeszłorocznym, bodaj najmniej przystępnym w ich całej dyskografii The Powers That B grupa z Sacramento powróciła do brzmienia z ich najlepszej dotychczas płyty The Money Store z 2012 roku. Najnowszy album DG to niesamowicie chwytliwe i zadziwiające połączenie eksperymentalnego hip-hopu, glitchowej elektroniki i punkowej energii. Oprócz absolutnie szalonych numerów pokroju „Hot Head” czy „Bubbles Buried in This Jungle”, znajdziemy tutaj również bardziej minimalistyczne kompozycje, którym w gruncie rzeczy dosyć blisko do hip-hopowej stylistyki („Trash”, „Eh”). Nie ma co się więcej rozpisywać, tego trzeba po prostu posłuchać. — Jędrek

„Giving Bad People Good Ideas”


Soulbowl38.

Here

Alicia Keys

RCA

Alicia Keys w ostatniej chwili wykonała efektywny (i efektowny) obrót o 180 stopni i nagrała swój najlepszy krążek od czasu niezapomnianego The Diary of Alicia Keys sprzed 13 lat. Here to pierwsza propozycja Keys od lat, która nie tylko brzmi, ale także coś sobą reprezentuje. Piosenkarka swoją antymakeupową krucjatę uzupełniła o jak najbardziej adekwatny muzyczny manifest — Here to społecznie i emocjonalnie zaangażowane akustyczne R&B na hiphopowych bitach z niezawodnej szkoły Swizz Beatza. Połączenie idealne — dodające Keys siły, ale nieujmujące jej uroku. Pojedyncze niezręczności Keys doskonale równoważy znakomitym doborem współpracowników, wśród których dwie naczelne pozycje zajęli Mark Batson, który nadał krążkowi umiarkowanie popowy charakter i wspomniany już Swizz Beatz odpowiadający za bardziej uliczny vibe. Here zresztą w istocie umiejscowione jest tu i teraz, tzn. na wciąż jednak słonecznych ulicach nowojorskiego Brooklynu dwa lata po wydarzeniach w Ferguson, a w przededniu prezydentury Donalda Trumpa. [Więcej] — Kurtek

„She Don’t Really Care”


Soulbowl37.

We Be All Africans

Idris Ackamoor & The Pyramids

Strut

We Be All Africans amerykańskiego multiinstrumentalisty i kompozytora Idrisa Ackamoora i działającej od ponad czterdziestu lat grupy The Pyramids można określić jako krótką historię afrykańskiego jazzu, łączącą stricte amerykański, ale wywodzący się z afrykańskich tradycji spiritual jazz, elementy fusion, subtelne, ale nieskrępowanie wykorzystanie elektroniki i elementy szeroko rozumianych folkowych zaśpiewów. Dzięki temu choć na płycie prym wiedzie przede wszystkim plemienna rytmika, nie brakuje prostych, ale pieczołowicie zaaranżowanych i rozwijanych instrumentalnie tematów i melodii. To radosny, wielobarwny, niezobowiązujący, a jednocześnie błyskotliwy hołd dla Czarnego Lądu, z którego zgodnie zresztą z tytułem płyty wszyscy przecież się wywodzimy. — Kurtek

„Silent Days”


Soulbowl36.

Still Brazy

YG

CTE

Już za sprawą debiutu z 2014 roku YG stał się ambasadorem ulicznych opowieści o pistoletach, lowriderach, Bloodsach i Cripsach. Tegoroczny projekt umacnia go w tej pozycji, między innymi za sprawą niezwykle odważnej rezygnacji z podkładów DJ’a Mustarda na rzecz trochę bardziej korzennego westocoastowego brzmienia. To laurka dla każdego, kto reaguje biciem serca na hasła takie jak g-funk, mobb music, DJ Quik, Battlecat, Bay Area. Do sukcesu albumu przyczynił się również liryczny rozwój rapera, coraz pewniej porywającego się zarówno na niebanalną introspekcję jak i na siarczysty komentarz polityczno-społeczny. [Więcej] — Chojny

„Word Is Bond”


Soulbowl35.

PRO8L3M

PRO8L3M

RHW

Po znakomitej EP-ce C30-C39 i jeszcze lepszym nielegalu Art Brut hype na pierwsze wydawnictwo PRO8L3Mu ze sklepowej półki był ogromny, co najlepiej pokazuje częstotliwość występowania błędu 503 w chwili puszczenia preorderu w obieg. Jednak Oskar i Steez sprostali oczekiwaniom w każdym calu. Konceptualny album zabrał słuchaczy w świat szybkich pieniędzy, łatwych kobiet, ciężkich używek i bolesnego upadku. Wszystko to przedstawione w niezwykle plastycznych opisach przy akompaniamencie mistrzowskich, syntetycznych podkładów. Trudno znaleźć w polskiej rapgrze innego wykonawcę o tak spójnym, mocnym katalogu jak warszawski duet. „Please, believe the hype” — PRO8L3M to ścisła czołówka tegorocznym rapów made in Poland. — Gardys

„K-Pax”


Soulbowl34.

Wisdom of Elders

Shabaka & The Ancestors

Brownswood

Relatywnie głośny debiut młodego londyńskiego saksofonisty — Shabaki Hutchingsa i jego południowoafrykańskiej świty z The Ancestors. Muzyk, który po raz pierwszy występuje w roli bandleadera, błyskotliwie łącząc tradycje natchnionego spiritual jazzu, umiarkowaną awangardę i inspiracje muzyką Czarnego Lądu. Grupa Hutchingsa zdumiewa i czaruje doskonałym balansem i synergią, które promieniują, wciągając słuchacza głęboko w nurt krążka. Zespół wspólnie konstruuje kilka potężnych, ale żyjących i dynamicznie zmieniających się w czasie kompozycji, których podwaliny stanowi afrykański groove, ale reszta to już jazz z krwi i kości — przywodzący na myśl przede wszystkim projekty Sun Ry czy Pharaoh Sandersa, ale także odnoszący się do charakterystycznego brzmienia Nowego Orleanu. Efektem jest wysmakowane, na wpół kameralne, tętniące feerią afrofuturystycznych barw Wisdom of Elders doprawione głębokim wokalem Siyabongi Mthembu. [Więcej] — Kurtek

„Mzwandile”


Soulbowl33.

Nightride

Tinashe

RCA

Wielokrotne przekładanie premiery drugiego albumu Tinashe zaowocowało powstaniem podwójnego albumu Nightride/Joyride, którego część pierwsza rządzi się swoimi prawami, a sequel należeć będzie do mainstreamu. Dzięki takiemu rozwojowi spraw, w pierwszej kolejności otrzymaliśmy surową, oryginalną i tajemniczą Tinashe, jaka znana nam jest od kilku lat. Najnowsze dzieło autorki Aquarius to poza paroma wyjątkami naładowana perfekcyjnymi balladami i pościelówkami playlista do podróży pustymi przestworzami, do zmysłowego tańca w zaciemnionym klubie lub udanej interakcji damsko-męskiej w sypialni.[Więcej] — Antkovsky

„Lucid Dreaming”


Soulbowl32.

Ology

Gallant

Mind of a Genius

Przy szesnastu utworach na debiutanckim krążku trudno było Gallantowi odrobinę nie pobłądzić. Mimo wszystko piosenkarzowi udało się wyjść z przedsięwzięcia obronną ręką — chociaż Ology nie jest krążkiem totalnym, na który wielu po cichu liczyło po rewelacyjnym zeszłorocznym singlu „Weight in Gold” i zręcznej epce Zebra z 2014 roku, niewątpliwie ujmuje niekwestionowany talent wokalny piosenkarza w zgrabne ramy. Wyczucie stylu i dobre refreny. Tak w telegraficznym skrócie można podsumować istotę płyty. Procentuje ścisła współpraca produkcyjna z STINT-em, który charakterystyczne połączenie klasycznego quiet stormu przełomu lat 80. i 90. z bardziej elektronicznym, a momentami wręcz UK bassowym zacięciem umiejscowił między mainstreamowym popem a alternatywnym R&B, podobnie jak przed kilkoma laty zrobił to The Weeknd. [Więcej] — Kurtek

„Weight in Gold”


Soulbowl31.

It Is

JMSN

White Room

Tegoroczny album JMSN-a nie wywołał lawiny pozytywnych recenzji jak w przypadku jego poprzednich dwóch krążków. Autor Priscilli nie zamartwia się z tego powodu, co z resztą zaznaczył (przewidział) jednoznacznie na It Is. JMSN stawia na bezkompromisowość, zadziorność, dosadność i co najważniejsze — niezależność w przemyśle muzycznym. Można odnieść wrażenie, że nagrania z tej płyty stanowiły dla autora sesję terapeutyczną, która miała na celu utwierdzić go, że podąża we właściwym kierunku. Stąd nieskomplikowane wnioski w „Fuck U” czy „Be a Man”, które stanowią najbardziej reprezentatywne momenty albumu. — K.Zieba

„Power”


strony: 1 2 3 4

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475