Recenzja: P.Unity Pulp

Data: 8 października 2018 Autor: Komentarzy:

P.Unity

Pulp (2018)

U Know Me

W Polsce brakuje funku! Rap, jazz, soul — te gatunki na krajowej scenie mają się naprawdę dobrze. Z kolei z funkiem jest nam raczej nie po drodze. Owszem, próbowano, bo często eksperymentowali z nim między innymi muzycy kojarzeni z wytwórnią Alkopoligamia, tyle że wówczas był to miks z hip-hopem. Ostatnio funk szerzy również Jarecki, który w ubiegłym roku wydał świetny album Za wysoko. Może to kwestia aury, może usposobienia, ale funku jest w Polsce wciąż zdecydowanie za mało. Obiecującym krokiem w stronę popularyzacji tego typu brzmień jest działalność składu P.Unity, który właśnie wydał swój debiutancki album studyjny zatytułowany Pulp.

O P.Unity pisaliśmy jeszcze w ubiegłym roku, z ciekawością przyglądając się ich zdolnościom do mieszania funku z rapem czy jazzem. Epka Mango znalazła się w naszym zestawieniu 20 najlepszych ubiegłego roku. Już wtedy pisaliśmy, że warto mieć na nich oko. P.Unity to aktualnie aż 10 muzyków, dla których funk jest wspólnym językiem. Mimo to, Mango pokazało, że doskonale odnajdują się również w innych stylach, czego doskonałym dowodem jest utwór „Heinz Solo”, klimatem przypominający dawnego Fisza, czy nieco jazzowe „Booboo”.

Na Pulp muzycy skupili się jednak głównie na funku, w który umiejętnie wpletli oldschoolowy rap i jazzujące elementy. Można by długo wymieniać zasłyszane inspiracje, wśród których z pewnością na pierwszy plan wybijają się artyści tacy jak Prince, A Tribe Called Quest czy Thundercat. Są to jednak jedynie wzorce, z których muzycy czerpią to, co najlepsze. W pełni wykorzystują dziesięcioosobowy skład, tworząc muzykę, o której ciężko powiedzieć, iż jest jedynie podkładem dla śpiewu bądź rapu. Rozbudowane partie instrumentalne to zdecydowanie mocna strona Pulp.

Pulp nie jest jednak tak soczystym owocem jak wspomniana epka Mango. Miejscami zamiast samego miąższu, otrzymujemy też rozwodnione części, które psują ogląd całości materiału. Nie jest ich jednak wiele, bo Pulp składa się z dwunastu utworów, dzięki czemu uniknięto poczucia znużenia. Po pierwszym odsłuchu trudno byłoby jednak wskazać singiel wyróżniający się na tle całego materiału. Chociaż P.Unity album promowali utworem „Milk”, to wydaje się, że najbardziej wyróżnia się kawałek z Kubą Knapem zatytułowany „Funkjest”. Knap od dawna kojarzony jest z luźnym, funkowym vibe’em i idealnie wpasował się w klimat Pulp. Warto też wspomnieć o „Changes”, w którym słoneczny funk miesza się z inspiracjami Prince’em i świetnym, nieco psychodelicznym riffem gitarowym.

Szkoda, że o Pulp można powiedzieć, że brzmi bardzo niepolsko. Muzyka P.Unity jest zakorzeniona w brzmieniach artystów spod znaku Parliament/Funkadelic, a tego typu inspiracje są na polskiej scenie rzadkością. Nawet kiedy P.Unity sięgają po rap, nie wpasowują się w to, co dzieje się na krajowej scenie. Ich działalność to dowód na to, o ile ciekawszy byłby polski hip-hop, gdyby raperzy częściej współpracowali z zespołami instrumentalnymi. Oby zatem Pulp było początkiem wskrzeszania tego typu słonecznych brzmień w Polsce.

Komentarze

komentarzy