p. unity

Recenzja: P.Unity Pulp

P.Unity

Pulp (2018)

U Know Me

W Polsce brakuje funku! Rap, jazz, soul — te gatunki na krajowej scenie mają się naprawdę dobrze. Z kolei z funkiem jest nam raczej nie po drodze. Owszem, próbowano, bo często eksperymentowali z nim między innymi muzycy kojarzeni z wytwórnią Alkopoligamia, tyle że wówczas był to miks z hip-hopem. Ostatnio funk szerzy również Jarecki, który w ubiegłym roku wydał świetny album Za wysoko. Może to kwestia aury, może usposobienia, ale funku jest w Polsce wciąż zdecydowanie za mało. Obiecującym krokiem w stronę popularyzacji tego typu brzmień jest działalność składu P.Unity, który właśnie wydał swój debiutancki album studyjny zatytułowany Pulp.

O P.Unity pisaliśmy jeszcze w ubiegłym roku, z ciekawością przyglądając się ich zdolnościom do mieszania funku z rapem czy jazzem. Epka Mango znalazła się w naszym zestawieniu 20 najlepszych ubiegłego roku. Już wtedy pisaliśmy, że warto mieć na nich oko. P.Unity to aktualnie aż 10 muzyków, dla których funk jest wspólnym językiem. Mimo to, Mango pokazało, że doskonale odnajdują się również w innych stylach, czego doskonałym dowodem jest utwór „Heinz Solo”, klimatem przypominający dawnego Fisza, czy nieco jazzowe „Booboo”.

Na Pulp muzycy skupili się jednak głównie na funku, w który umiejętnie wpletli oldschoolowy rap i jazzujące elementy. Można by długo wymieniać zasłyszane inspiracje, wśród których z pewnością na pierwszy plan wybijają się artyści tacy jak Prince, A Tribe Called Quest czy Thundercat. Są to jednak jedynie wzorce, z których muzycy czerpią to, co najlepsze. W pełni wykorzystują dziesięcioosobowy skład, tworząc muzykę, o której ciężko powiedzieć, iż jest jedynie podkładem dla śpiewu bądź rapu. Rozbudowane partie instrumentalne to zdecydowanie mocna strona Pulp.

Pulp nie jest jednak tak soczystym owocem jak wspomniana epka Mango. Miejscami zamiast samego miąższu, otrzymujemy też rozwodnione części, które psują ogląd całości materiału. Nie jest ich jednak wiele, bo Pulp składa się z dwunastu utworów, dzięki czemu uniknięto poczucia znużenia. Po pierwszym odsłuchu trudno byłoby jednak wskazać singiel wyróżniający się na tle całego materiału. Chociaż P.Unity album promowali utworem „Milk”, to wydaje się, że najbardziej wyróżnia się kawałek z Kubą Knapem zatytułowany „Funkjest”. Knap od dawna kojarzony jest z luźnym, funkowym vibe’em i idealnie wpasował się w klimat Pulp. Warto też wspomnieć o „Changes”, w którym słoneczny funk miesza się z inspiracjami Prince’em i świetnym, nieco psychodelicznym riffem gitarowym.

Szkoda, że o Pulp można powiedzieć, że brzmi bardzo niepolsko. Muzyka P.Unity jest zakorzeniona w brzmieniach artystów spod znaku Parliament/Funkadelic, a tego typu inspiracje są na polskiej scenie rzadkością. Nawet kiedy P.Unity sięgają po rap, nie wpasowują się w to, co dzieje się na krajowej scenie. Ich działalność to dowód na to, o ile ciekawszy byłby polski hip-hop, gdyby raperzy częściej współpracowali z zespołami instrumentalnymi. Oby zatem Pulp było początkiem wskrzeszania tego typu słonecznych brzmień w Polsce.

#FridayRoundup: P.Unity, Kelela, AlunaGeorge, Ghostface Killah i inni


W tym tygodniu zestawienie premier dość zróżnicowane pod względem gatunków — od delikatnej, słodkiej Aluny Francis, przez zremiksowaną Kelelę, ostry akcent Ghostface Killah, aż po polską fuzję funku, psychodelii, soulu i jazzu, czyli P. Unity i ich świeże Pulp. (więcej…)

P.Unity z drugą zapowiedzią albumu Pulp

Wszystkie zjednoczone dzieci funku z pewnością czekają na 5 października, kiedy to na głowy pobłogosławi kosmiczna moc w postaci debiutanckiego krążka 10 osobowego zespołu P.Unity. Zanim album Pulp trafi do naszych odtwarzaczy, poznaliśmy kolejny singiel promujący wydawnictwo. W numerze „FUNKJEST” (do którego znakomity klip stworzył Andrzeja Stepouois) gościnnie pojawił się jeden z najbardziej funkowych raperów naszej krajowej sceny, czyli wyluzowany jak zawsze Kuba Knap. Hip-hopowe nawijki połączone z muzyką, której nie powstydziłby się sam George Clinton, tworzą powalającą mieszankę, która jeszcze bardziej zaostrzyła nam apetyt na danie główne. Miska z dumą objęła patronat nad tym krążkiem, a w dniu premiery zapraszamy Was również na koncert, który odbędzie się w warszawskim klubie Niebo. Na pewno będzie gorąco!

Akant Good Vibe Festival zdradza artystów tegorocznej edycji!

Już po raz szósty w Koszalinie rozbrzmi Akant Good Vibe Festival. W dniach od 30 maja do 2 czerwca zaprezentują się młode, niezwykle zdolne zespoły, reprezentujące takie gatunki jak: jazz, hip-hop, funk, soul i elektronika. Od początku istnienia Festiwalu, jego ideą jest prezentowanie najzdolniejszych przedstawicieli młodej sceny muzycznej.

To w Koszalinie w jednych ze swoich pierwszych koncertów wystąpili tacy artyści jak EABS, Flue, Bitamina, Hubert Tas & The Small Circle, Moo Latte czy Kroki. Festiwal w swojej historii gościł także artystów zagranicznych, takich jak The Green House Expansion czy Miles Bonny. W tym roku szykuje się kolejna, przełomowa edycja. Wystąpi siedem zespołów, w tym gwiazda światowego formatu. Patronem honorowym imprezy jest już po raz drugi Hirek Wrona, jeden z najbardziej uznanych redaktorów muzycznych, prowadzący autorskie audycje w radiowej Trójce.
Od tej edycji głównym i tytularnym partnerem wydarzenia jest koszalińska firma Akant – producent rolet, żaluzji i verticali.

Festiwal otrzymał nagrodę Made In Koszalin za rok 2017 w kategorii Kultura i design. Przedstawiciel wydarzenia został także zaproszony jako juror na Hitch On Music Exchange (dawne Jazz Juniors) do Krakowa.

Kto i gdzie?

Festiwal rozpocznie się niezwykłym, wydarzeniem kulturalnym o randze ogólnopolskiej. 30 maja w Filharmonii Koszalińskiej, po raz pierwszy w naszym kraju wystąpi wielka sensacja brytyjskiej sceny jazzowej – Nubya Garcia. Artystka otrzymała 1 maja na gali Jazz FM w Londynie statuetkę za debiut roku! Nubya Garcia ma na koncie album Nubya’s 5ive oraz EP-kę When We Are. Jej utwór znalazł się także na kompilacji We Out Here prezentującej najciekawsze zjawiska brytyjskiej sceny jazzowej. Gra w zespołach Nerija, Maisha Theon Crioss Trio i grupie Joe
Armon-Jonesa. Obecnie przygotowuje się do tourne po Australii i do nagrania drugiego albumu. W Koszalinie ta saksofonistka wystąpi w kwintecie razem z Sheila Maurice-Grey – trąbka, Joe Armon-Jones – piano, Daniel Casimir – kontrabas, Femi Koloeso – perkusja.

Koncert Nubyi zostanie poprzedzony występem grupy Vibe Quartet. Ten młody jazzowy skład z Katowic zajął drugie miejsce w konkursie Hitch On Music Exchange w Krakowie (dawny Jazz Juniors). Mateusz Prus, juror w konkursie, jako przedstawiciel Good Vibe Festivalu zaprosił ten zespół do Koszalina na koncert otwarcia.

31 maja w klubie Jazzburgercafe wystąpi zespół Smutne Piosenki. Wokalistką tej formacji jest koszalinianka Iza Polit. Grupa wykonuje nastrojowe, lekko jazzujące kompozycje. Smutne Piosenki mają na koncie liczne sukcesy, m. in. na festiwalu FAMA 2017 i w zeszłorocznych eliminacjach do opolskich Debiutów. Biorąc udział w Projekcie 5 zmysłów – Imaginarium zespół akompaniował takim artystom, jak Wojciech Waglewski i Novika. Premierę ich debiutanckiej pyty Dziki Ogród zaplanowano na 26 maja. Będzie to więc jeden z koncertów promujących to nowe
wydawnictwo.

1 czerwca w Teatrze Variete Muza wystąpią zespoły P.Unity oraz Jarecki. Obydwa składy prezentują nowoczesne podejście do muzyki funk. Ich koncerty są niezwykle żywiołowe. Składy są rozbudowane o chórki i sekcję dętą. P.Unity po EP-ce Mango nagrał niedawno album, który obecnie jest w fazie postprodukcji i niebawem ukaże się na rynku. Zespół został zaproszony przez Michała Urbaniaka na swój ostatni album Urbanator Days. Jarecki to bardziej doświadczony artysta, który w tym roku wydał niezwykle ciepło przyjęty przez krytyków i odbiorców album Za wysoko. Wydawnictwo jest przełomowe dla tego artysty. Na krążku można znaleźć zróżnicowane kompozycje
poruszające się jednak w „czarnej”, funkującej stylistyce.

Ostatniego dnia festiwalu, czyli 2 czerwca w Teatrze Variete Muza wystąpi skład The Blu Mantic x HAARPAGANS oraz Rosalie. Blu Mantic to amerykański raper mieszkający obecnie w Warszawie. Wraz z czwórką muzyków tworzących skład HAARPAGANS wydał album Rune, który przynosi połączenie żywego grania z rapem przywołujące skojarzenia z grupami takimi jak Digable Planets czy The Roots. Rosalie. to artystka, która przebojem wdarła się na polski rynek muzyczny. Jej album Flashback to z jednej strony hołd kobiecemu R&B w stylu TLC a z drugiej podążanie za trendami przypominającymi dokonania Keleli czy FKA Twigs.

Plan i bilety

Od początku Good Vibe Festival przyświeca idea dostępności koncertów. Stąd ceny biletów są na minimalnym poziomie.
30 maja, godz. 20:00, Filharmonia Koszalińska – Vibe Quartet, Nubya Garcia
Bilety w cenie 25zł (II strefa) i 30zł (I strefa) dostępne w serwisie kupbilecik.pl oraz kasie Filharmonii
31 maja, godz. 21:00, Jazzburgercafe – Smutne Piosenki
Wstęp bezpłatny
1 czerwca, godz. 20:00, Teatr Variete Muza – P.Unity, Jarecki
Bilety w cenie 15zł dostępne w serwisie GoOut.pl
2 czerwca, godz. 20:00, Teatr Variete Muza – The Blu Mantic x HAARPAGANS, Rosalie.
Bilety w cenie 15zł dostępne w serwisie GoOut.pl
Uwaga! Karnety na 1 i 2 czerwca w cenie 25zł dostępne w serwisie GoOut.pl

P.Unity gra Kroniki Filmowe

P.Unity gra Kroniki, to projekt inspirowany kompilacją kolektywu Soul Service Kroniki Filmowe: Polish Library Music 1963-78. Wspomniany zespół w sześcioosobowym składzie zagra własne interpretacje utworów z płyty, wymieszane z nowymi aranżacjami autorskiego materiału, luźno nawiązującymi do „Kronik”.

P.Unity to warszawski band, eksplorujący funkowe korzenie, który śmiało sięga po elektronikę i nie boi się eksperymentować z psychodelicznym soulem i rapem. Podczas ich występów wytwarza się niesamowita atmosfera pełna dynamiki i nieskrępowanej zabawy rodem ze świata Parliament-Funkadelic. W trakcie sobotniego koncertu zespół zagra w składzie:
Jędrzej Dudek – wokale
Maciej Sondij – gitara
Miłosz Oleniecki – instrumenty klawiszowe
Rafał Dutkiewicz – perkusja
Adrian Manowski – bas
Michał Łuka – saksofon

Line-up:
19.00 – Prezentacja płyty (I piętro)
20.00 – Koncert (I piętro)
22.00 – After party (parter)

Bilety 20/30 zł (dla uczestników festiwalu Script Fiesta – 20) dostępne na Going. After w cenie 10 zł.

Relacja: Amp Fiddler w Warszawie

Właśnie ma miejsce czwarta już edycja festiwalu World Wide Warsaw. Kilka tygodni temu, a dokładnie 20 lutego, w Teatrze WARSawy zagrała brytyjska wokalistka Kelela, zaś wczoraj występ miał legendarny wokalista, producent i kawiszowiec Amp Fiddler — prawdziwa ikona muzycznej sceny Detroit. Oczywiście nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji i soulbowlową ekipą wybraliśmy się do klubu Jasna 1, aby zobaczyć, co takiego przygotował bohater wieczoru. Co ciekawe, 27 lutego podano informację, że bilety na koncert zostały wyprzedane.

Nadszedł 3 marca. Na zewnątrz -10 stopni, ale kolejka przed klubem całkiem spora. Wszyscy zmarznięci i zziębnięci, ale kiedy w końcu udało się wejść do środka, impreza już trwała w najlepsze. Support przed gwiazdą wieczoru grali chłopaki i dziewczyny z P. Unity. Zespół świetnie rozgrzewał publiczność grając między innymi covery Funkadelic / Parliament. Dał prawdziwy popis muzycznych umiejętności i pokazał jednocześnie, że jest coraz jaśniej świecącą gwiazdą niezależnego czarnego brzmienia w Polsce.

Amp Fiddler pojawił się w klubie pod koniec występu zespołu z Warszawy. Wszedł głównym wejściem, czym wzbudził euforię i radość kilku fanów stojących przy barze. Podczas koncertu zaprezentował set dj’ski i jam session w jednym. Kto pamięta niedawny występ Tuxedo w klubie Miłość, będzie wiedział o co chodzi. Poza gwiazdą wieczoru na scenie było widać tylko laptopa, dwa klawisze i sampler. Amp Fiddler przyjechał do Warszawy promować swój najnowszy album Amp Dog Knights, ale tak naprawdę nie skupiał się bardzo na solowej twórczości. Pierwsze funkowe utwory miały na celu dodatkowo rozruszać publiczność i sprawdzić jakość dźwięku. Potem było tylko ciekawiej. Po rozgrzewce na początek poleciał jeden z kawałków z rewelacyjnej pierwszej płyty artysty Waltz of a Ghetto Fly. Chwilę później Amp Fiddler rzucił się w prawdziwy muzyczny wir. Swoje utwory mieszał jednocześnie z coverami klasyków — tak na przykład stało się ze „Sleepin’ On Ya Pimpin” i „(Not Just) Knee Deep” Funkadelic. Płynnie przechodził z kawałków funkowych w produkcje deep housowe, co czasami wyglądało jakby na miejscu tworzył remiksy tych pierwszych. Robił to rewelacyjnie. W pewnym momencie z głośników dało się nawet usłyszeć Detroit techno.

Fiddler dał prawdziwy popis dj’skich umiejętności – po prostu zrobił świetną imprezę. Śpiewał, tworzył muzykę na żywo, a do tego urozmaicał grane w danym momencie utwory doskonałymi klawiszowymi solówkami. Widać, że sprawiało mu to prawdziwą radość. Publika także świetnie się bawiła — najlepiej było to widoczne pod samą sceną, gdzie co najmniej kilkanaście osób rozpierała niesamowita energia. W pewnym momencie, już pod koniec, dwie tańczące od dłuższego czasu obok nas osoby urządziły sobie małą taneczną bitwę. Nikt nie wygrał, a panowie po kilku minutach podali sobie ręce. Ta jedna scena pokazała jak muzyka, którą tego wieczoru puszczał i grał Amp Fiddler działała na ludzi.

Zdecydowanie warto było się wybrać na ten występ. Amp Fiddler pokazał prawdziwą klasę, a organizatorzy World Wide Warsaw po raz kolejny potwierdzili, że dobrze wiedzą jak robić świetne eventy.

Awgs – Wywiad i zapowiedź występu na Digital Meditation

Już w najbliższy czwartek, 28 września, odbędzie się impreza, której fani wszelkiej maści czarnych brzmień po prostu nie mogą przegapić! Właśnie tego dnia audycja Digital Meditation, nadawana w warszawskim Radiu Kampus, wychodzi poza eter i materializuje się w wydarzeniu, w trakcie którego będzie można usłyszeć świetny polski funk, jazz, soul i hiphopowy sampling w najlepszym wydaniu. Pomimo późnej pory przybliżymy Wam dziś sylwetkę Oskara Augustyniaka, który tworzy i występuje pod aliasem Awgs, i którego to oczywiście będzie można zobaczyć oraz usłyszeć podczas wspomnianego eventu. Poniżej znajdziecie wideozapowiedź występu Oskara na Digital Meditation (autorstwa Pawła Zanio, Kasi Stefańskiej i Dvoraka), a także zapis rozmowy, jaką beatmaker odbył z organizatorami samego wydarzenia.

DM Crew: Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?

AWGS: Przez 7 lat byłem tancerzem, miałem własną szkołę taneczną. Jeździliśmy na konkursy, warsztaty, szkolenia i wycieczki do Nowego Jorku. Przez sześć lat totalnie nie wiedziałem co się dzieje w nowej muzyce, bo tylko diggowałem jakieś rzeczy z Salsy, muzyki latynoskiej, kubańskiej, boogalu, a dzisiaj to wszystko sampluje, więc mam dzięki temu paletę swoich brzmień. Po sześciu latach jak zamknęliśmy szkołę przyszedł moment, w którym pytałem sam siebie czego ja teraz mogę posłuchać, co się działo przez ten czas w muzyce. Sprawdzam OSTRego, ale on robi coś zupełnie innego niż myślałem. Pojawiło się też coś takiego jak trap. Przez ten cały okres byłem w totalnej hibernacji. Nagle się budzę i muszę ogarnąć co się przez ten czas wydarzyło. Do dziś powoli próbuje zamknąć tę dziurę w muzyce pomiędzy 2008 a 2014.

Z drugiej strony możesz na świeżo odsłuchiwać to, co się wydarzyło przez ten czas w muzyce.

No wiesz, cały czas mam takie strzały, że wow coś takiego było? Cały zalążek tej bitowej sceny też mnie ominął. Tak naprawdę to jak już dołączyłem do tej całej imprezy to Flying Lotus zaczął robić filmy. Bity robię dopiero od dwóch lat, a wcześniej to raczej grałem na bębnach, klasyczne podejście – zespoły i piosenki. Teraz dźwigam wszystko na swoich barkach.

To od czego zaczęła się twoja przygoda ze sceną new beats?

Początkowo zaintrygował mnie Shigeto, bo on też jest perkusistą, więc powolutku zacząłem analizować jego rzeczy. Jak już wyczerpałem jego muzykę, to po drodze był gdzieś Bonobo ale czułem, że to nie jest jeszcze to. Natrafiłem na MNDSGNa i jak zobaczyłem jak tworzy bity to uzależniłem się. Chciałem robić to tak jak on. Moja pierwsza EP na bandcampie to były totalnie te klimaty. Często oglądałem teledysk do  „Chowdr (Feels)“, gdzie pod obraz z „Shawshank Redemption“ więzień puszcza  przez megafon muzykę z winyla na całe więzienie. Osadzeni słuchają tego chilloutu który zamyka MNDSGN w swoich bitach, scena się kończy, więźniowie wracaję do cel i jest generalnie rozpierdol. On puścił tylko ten jeden beat. Jak to zobaczyłem to pomyślałem, że to jest właśnie hip hop, bierzesz różne elementy zewsząd i robisz nową jakość, coś świeżego. Od MNDSGNa dopiero przyszedł KNXWLEDGe no i jak już wjechał ten jego swag, nonszalancja, wyjebka maksymalna i sposób w jaki on w ogóle robi i sampluje, to było wyjątkowe, nikt tak nie robił do tej pory moim zdaniem. Jego sposób robienia bitów jest bardzo charakterystyczny.

Dekadę wcześniej Madlib miał bardzo podobne podejście do robienia bitów. Wszystko było surowe, brudne trochę, też na luzaku. Zdecydowanie miał swój sznyt w produkowaniu. Ostatnio miałem przemyślenia, że Knxwledge pcha to ponownie w podobną stronę. Bez miksu prosto z MPC.

Dokładnie, Knxwledge jest totalnie na relaksie, wrzuca co chce, kiedy chce. Dla mnie to było ciekawe podejście w przeciwieństwie do tego czego wcześniej doświadczyłem. Nie ma tego ciężaru, że jesteś w bandzie i musisz robić płytę minimum rok. Teraz raz w miesiącu coś wrzucam. Z tego co tam się nazbiera, raz mam ochotę zrobić bardziej latynoską muzykę, raz hip hopową, a raz elektroniczną. KNXWLEDGE pokazuje, że możesz robić co chcesz, możesz ciąć co chcesz, kogo chcesz, jak chcesz. Twoje tracki mogą trwać tyle ile uważasz. Po prostu rób swoje, rób to co czujesz. To mi dało taką pewność siebie, że to jest to. Najbardziej mnie zafascynował tym, że bity nie były możliwe do zagrania na bębnach.

Byłeś skupiony tylko na producentach ze sceny beatowej?

Lubię słuchać również MF Dooma, Earla Sweatshirta, Roc Marciano, Freddie Gibbsa. Marciano bardzo mi się podoba, dlatego, że wyjmuje po prostu kozackie loopy, które lecą do bólu, a on się na nich po prostu rozpływa swoim rapem. Nie ma w tym jakiegoś niesamowitego kunsztu producenckiego.

90% na tych bitach robią sample.

Nie zawsze musisz nie wiadomo co zrobić. Czasami loop wystarczy. Na początku dokładnie to tak działało, że loopowało się fragment płyty, dodawałeś break i nara, koniec. Nie było edycji, dodawania w programie, obracania. Czasami te najprostsze środki są po prostu najlepsze.

Każdy bit to jak inny cukierek, który wyjmujesz z worka, nie wiesz jaki będzie miał smak, o co w nim chodzi, czy ten jest o jesieni, o pracy, o chillaxie, o dziewczynie, każdy jest jak fotka. Chodzi o to, żeby pętla dawała ci niedosyt. Nie chodzi o to żeby słyszeć całą piosenkę, ta pętla to jest to dlaczego włączasz ten bit, po co chcesz do niego wrócić i słuchać jej w kółko. Zdarza mi się zrobić taką pętle raz na 10 bitów I jest wtedy radość. Jest satysfakcja, która buja mnie przez jeden dzień, przez drugi i tydzień później.

A jak w ogóle pracujesz nad muzyką?

Na początku szukam sampli. Jak znajdę taką część, która mi siedzi to mam bębny pod ręką i sprawdzam czy coś pasuje. Wiele rzeczy odrzucam, ale jak znajdę dobry loop to wtedy wiem – po prostu wiem. Czasami mogę ściemniać siebie w kółko, ale jak już znajdę tę petardę to wiem, że to będzie sztos, że muszę to wyjąć i podłubać. Mogę siedzieć cały wieczór, mogę zrobić bit w pół godziny czy 15 minut. Wszystko zależy od tego z czym pracuję, czy chce dodać bas albo większy aranż. Czym więcej elementów tym dłużej. Co ileś bitów wychodzi jakiś kamień.

Twoje nowe wydawnictwo ukaże się nakładem Kalejdoskop Records? Czy też  będzie zorientowane na scenę bitową czy chcesz rozwinąć formułę?

Na razie to co wyjdzie w Kalejdoskopie to będzie część cyklu. Jest to coś co wydaje już od jakiegoś czasu i nazywa się PSWX. Takie luźne nawiązanie do Pewexu gdzie mogłeś kupić amerykański towar. Ja ciacham amerykański towar i robię z niego bity, więc stąd to nawiązanie. EP łączy brzmienie późnych lat 90., neo soulowe klimaty, trochę popowe, lekko cheesy, ale takie brzmienie, z którego da się wyciągnąć ten hip hop i to mięso. Często jest tak, że utwór zaczyna się super intrem, a potem wchodzi zwrotka i jest słabo. To są te momenty. Jak aranżujesz piosenkę, to wybierasz te momenty, które najbardziej siądą. Patrząc na to od strony klasycznej, gdy piszesz piosenki z przeznaczeniem do radia albo TV to tych części – że tak powiem jazzowych – jest bardzo mało, są często skompresowane do intra albo outra i ja szukam właśnie takich kąsków. Czasami je brutalnie wyjmuję ze środka z basem, perkusją i wokalem i na to nakładam bębny w zupełnie innym tempie, w innym brzmieniu, aby zrobić z tego kolaż, który brzmi zupełnie inaczej. W tym jest gdzieś ukryta muzyka z mojej młodości.

Jakie to rzeczy dokładnie?

Hip-hop, soul, Jamiroquai, D‘Angelo, Erykah Badu wszystko musiałem przejrzeć i sprawdzić czy tam nic nie zostało. Często też jest tak, że numery znanych producentów są na jakimś znanym samplu, czasami jestem w stanie z nich coś innego zrobić i też się to broni. Jest różnie. Czasami jest tak, że ktoś zrobi kawałek i jest nie do ruszenia, nie ma opcji żeby coś z tym zrobić ale jest też tak, że sam jestem zaskoczony.

Dogrywasz coś jeszcze na perkusji czy syntezatorach? Czy preferujesz na ten moment głównie sampling?

Moje całe studio to jest obecnie laptop i kontrolery. 90% perkusji to są kontrolery, przerzuciłem nogi na pady i palce. Pokuszę się czasami też o linie basu albo dodatkowy akord, albo dodaję więcej tekstów, wszystko zależy ile potrzeba i ile jest tam miejsca. Zależy mi na tym, żeby jednak trochę oddechu było, a nie 100 warstw, bo wtedy nie pomaga to muzyce. Planuję połączyć te dwa światy, to jest taki mój większy cel, aby grać na zestawie i dogrywać bity na żywo. W tym momencie na koncertach lecą moje produkcje w różnych aranżach. Manipuluję je efektami i dogrywam niektóre partie na żywo, ale chciałbym mieć ostatecznie zespół albo solowy projekt, w którym gram na bębnach i jednocześnie uaktywniam sample. Wtedy połączę to co kocham najbardziej w klasycznym świecie z tym hip hopem i undergroundem. To jest to do czego dążę.

A teraz czego możemy spodziewać się na twoich gigach?

Na żywo wzoruję się mocno na tym jak to wygląda na domówkowych imprezach w Los Angeles. Gdzie robią spontaniczne imprezy pokroju Boiler Room. Producenci z LA posilają się Rolandem sp404. Ja się posiłkuję laptopem, sam sobie zaprogramowałem efekty na kontrolerach wzorując się na tym, jak to tam wygląda. Ludzie myślą zazwyczaj, że to jest klasyczny DJing, a ja to traktuję jako odrębną część w tej kulturze. Chodzi o to, żeby bawić się tymi efektami, żeby modulować, by te bity tam jeszcze skwierczały i wyciskać z nich różne ciekawe rzeczy. W ten sposób działam. Bardzo dużo podkładów przelewa się przez gig, nie przejmuję się ile co trwa. Jak czuję, że wszystko już w tym numerze zostało pokazane to idę dalej – następny, następny, 50 czy 60 bitów się przewija przez gig. Jest dobra zabawa, lecą efekty, dodaję textury, gram na żywo niektóre partie, nakładam bębny z akustycznym brzmieniem. Z czasem myślę, że jakiś rap dojdzie, to cały czas ewoluuje, ale chodzi o to, żeby nie zamulać za długo. Sprawdzam czy utwór nie jest za długi i czy się wytrąca ta energia. Jeżeli tak się dzieje to już nie jest to. Chodzi o to, żeby cały czas ta głowa się bujała i cały czas coś się działo.

…a jeśli byłoby Wam mało, to do odsłuchu czeka również godzinny występ live, jaki Awgs przygotował specjalnie dla – a jakże – audycji Digital Meditation. Czytajcie, oglądajcie, słuchajcie i oczywiście widzimy się w czwartek!

Przedstawiamy P.Unity — czarne brzmienie prosto z Warszawy!

433147-800

Dobrego funku nigdy za wiele, a taką muzykę prezentuje warszawski zespół P. Unity. Zresztą nie tylko taką. To dziewięcioosobowy skład, którego brzmienie można scharakteryzować jako zawieszone gdzieś między Princem, Thundercatem, Georgem Clintonem i starym, dobrym Dr.’em Dre. Poza psychodelicznym funkiem słychać tu między innymi soul, jazz ale i mnóstwo innych słodkości dla usznej rozkoszy. W 2016 roku zespół zarejestrował materiał na swoją debiutancką epkę Mango.

Ich koncerty charakteryzują się niczym nieskrępowaną funkową energią rodem z płyt Funkadelic/Parliament o czym niedługo będziecie mogli się przekonać, bo już 24 marca zagrają w warszawskim klubie Niebo, gdzie będą promować właśnie wspomnianą epkę. Przed koncertem imprezę rozkręcą Herman (Studio 51.15) i Dworak (Digital Meditation). Po występie zagrają Envee (U Know Me), Miściak aka Misty (Soul Service), Wojtek WWW (SideOne) i Ensor (SideOne/Astrophone). Link do wydarzenia tutaj, a na dole do sprawdzenia jeden z kawałków z epki. Prawda, że fajne?