Recenzja: Georgia Anne Muldrow Overload

Data: 9 listopada 2018 Autor: Komentarzy:

Georgia Anne Muldrow

Oveloard (2018)

Brainfeeder

Jeśli kiedykolwiek miało się do czynienia z wizją soulu Georgii Anne Muldrow, jej nowa albumowa odsłona, prawowity powrót na scenę po trzyletniej przerwie, nie powinna stanowić niespodzianki — artystka nadal nagrywa uduchowiony neo-soul, który z eksperymentalnym zacięciem łączy harmonię z chaosem i hip-hop z jazzem.

Po tym jak w 2009 roku jej freesoulowe Umsindo wyprodukowane przez wieloletniego partnera w zbrodni Dudleya Perkinsa zwróciło uwagę krytyków i słuchaczy, Muldrow regularnie wyrzucała z siebie kolejne krążki, czasem kierujące się bardziej w stronę rapu czy jazzu, ale jednak trzymające się jej charakterystycznej szkoły melodyczno-wokalnej. W niewielu z tych prób udało się jednak Muldrow swój pomysł na soul przekazać z godną jego sprawnością produkcyjno-songwriterską. Najbliżej było bez wątpienia nagrane we współpracy z Madlibem Seeds z 2012 roku, które bardziej koherentnie niż na kunsztownym, ale rozwleczonym na niemal 80 minut Umsindo, z odpowiednim doborem nagrań i bitów, przedstawiało słuchaczom, o co w muzyce Muldrow chodzi. Od tamtego czasu jednak piosenkarka ewidentnie rozmieniała się na drobne, w związku z czym naturalnie obietnica współpracy z Flying Lotusem i Aloe Blackiem sprzed kilku miesięcy musiała rozbudzić wyobraźnię miłośników jej powykręcanego melodycznie psychodelicznego neo-soulu.

I rzeczywiście — Overload to jej najbardziej przestrzenna płyta w karierze. Plemienna rytmika i uduchowione wokale Muldrow wreszcie zyskały godną jej afrofuturytycznych inspiracji oprawę — choćby w mechanicznym, metalicznie brzmiącym bangerze „Play It Up”, które mocny hiphopowy bit zestawia z natchnioną neo-soulową wokalizą zupełnie tak, jak robiła to Badu na pierwszej Nowej Ameryce. Muldrow podobnie jak Badu nie bierze jeńców i w zlokalizowanym na przeciwstawnym krańcu tracklisty „Bobbie’s Dittie” miesza rytmicznie syntezatorowy steel band, afrykańskie tańce i zaśpiewy oraz specyficznie pojmowany plumkający drum and bass. Nawet bardziej konwencjonalne bity mają w sobie cząstkę kosmicznego brzmienia — może też za sprawą magnetyzującego, niepodrabialnego sposobu śpiewania Muldrow. W singlowym „Overload” zręcznie stapia w jedno sprawdzony neo-soul z trapową rytmiką, sprawiając, że po raz kolejny oczywiste staje się intrygujące. Podobnie jest z autorską interpretacją klasycznego „You Can Always Count on Me” grupy Gap Band, w którym łączy siły wokalne z Shaną Jenson. Doskonale prezentuje się w zbudowanym na wibrafonowym motywie interludium „Conmigo” odkrywającym jej bardziej konwencjonalne, kameralnie jazzowe oblicze.

Choć produkcją większości utworów na krążku zajęła się sama Muldrow, słychać rękę szkoły Flying Lotusa w procesie nadania pełnej stylistycznych rozbieżności grupie utworów charakteru doświadczenia zamkniętego i koherentnego albumu długogrającego. Nawet jednak pomimo tego odsłuch Overload nie należy ani do najłatwiejszych, ani do najprzyjemniejszych — Muldrow w dalszym ciągu nie udało znaleźć się złotego środka pomiędzy jej charakterystycznym wokalem, krzywą melodyką na skraju fałszu a pierwiastkiem prostolinijnej przebojowości, który nie ująłby jej muzyce charakteru, ale nadał powabu i lekkości. Nie, żeby nie próbowała — wymienione „Play It Up”, „Overload”, gniewne „Blam” czy nu-swingowe „These Are the Things I Really Like About You” z gościnną zwrotką Perkinsa spełniają ten warunek z nawiązką, ale są też na krążku momenty bezkształtne i toporne, które z kolejnymi odsłuchami wcale nie stają się słuchaczowi bliższe. Niemniej jednak Georgia Anne Muldrow dołożyła w tym roku do swojej dyskografii solidną pozycję rozwijającą w sposób zupełnie satysfakcjonujący jej unikalną wizję muzyki soul.

Komentarze

komentarzy