Recenzja: Georgia Anne Muldrow Seeds

Data: 16 kwietnia 2012 Autor: Komentarzy:

Georgia Anne Muldrow

Seeds (2012)

Entertainment One Music

Fenomenalne single wróżyły najnowszej płycie Muldrow najwyższe noty. Wieść o tym, że całość wyprodukuje Madlib zaostrzyła apetyty. Spodziewałem się po Seeds najlepszego materiału. Nie zawiodłem się.

Georgia przypomina emocjonalny wulkan, który drażni się z naturą. Nikt nie ma pojęcia, kiedy nastąpi erupcja. Singlowy numer nasączony psychodelicznym sosem to popis znakomitego operowania głosem. Georgia potrafi zwolnić („Kali Yuga”), pobudzić serca („Best Love”), oddać hołd afrykańskiej kulturze („Calabash”) i wypracować nieskomplikowany, lecz zapadający w pamięć refren („Husfriend”). Nie można przejść obojętnie wobec poruszanych kwestii politycznych w „Kneecap Jelly” czy pełnego emocji i bólu „Seeds”.

Madlib, niewątpliwie współautor sukcesu krążka, w 2012 roku wciąż potrafi dać fenomenalną lekcję samplingu. Brudny funk/jazz wspomagany bluesem (“The Birth of Petey Wheatstraw”) czy bujającym disco (“Best Love”) poprzeplatany z głębokim basem daje mistrzowskie efekty. Dawno nie słyszeliśmy u niego tak dobrze dopracowanych bitów.

Seeds jest mniej chaotyczne od poprzednich albumów Muldrow, gdzie bywało, że najlepsze numery trwały raptem półtorej minuty, a wokalistka przesadzała z temperamentem. Tym razem Georgia z wyczuciem wyważyła proporcje i świetnie wpasowała się w produkcje Madliba. Murowany kandydat do podsumowania roku.

Komentarze

komentarzy