Odsłuch: Mick Jenkins The Circus

Data: 16 stycznia 2020 Autor: Komentarzy:

Mick Jenkins zaskakuje nowym krążkiem

Mick Jenkins to jedna z ciekawszych postaci współczesnego jazz rapu, choć w Polsce nigdy nie doczekał się należytego mu szacunku. Wynikać to może, chociażby, z tego, że ciężar gatunkowy twórczości rapera skupia się przede wszystkim na zaangażowanej liryce pobrzmiewającej na neowariacjach samplowanego abstract rapu w duchu wczesnego Kendricka czy ekipy Dreamville, która odważnie sięga po tematy rasowej nierówności, czarnego nacjonalizmu i postkolonialnego dziedzictwa. Produkcję spod znaku wytwórni  J Cole’a śmiało mieszającej starą i nową szkołę słychać najbardziej na najnowszym albumie Jenkinsa, The Circus.

Cyrkowy album to właściwie szybki strzał w formule znacznie bardziej przywodzącej na myśl EPkową zwięzłość. Zaskakuje to, w szczególności w kontekście poprzednich wydawnictw rapera, którego kultowy w niektórych kręgach mixtape The Water[s] to raczej rozmyty, neo-soulowy slowburner. Tutaj, choć soul i R’n’B dalej szumią gdzieś w tle, stylistycznie Mick trafia znacznie bardziej w trapową wrażliwość. Kawałki sporadycznie przekraczają znacznik 3 minut i stawiają przede wszystkim na okrojenie muzyki do treściwego sedna. Najbliższym stylistycznym odwołaniem dla Circus wydaje się zeszłoroczny krążek Mirrorland Earthgang, który to duet jest z resztą jedyną gościnką, która się zmieściła w 19 minutach materiału. Nie wiemy czy to jest droga, na której chcielibyśmy widzieć Jenkinsa, ale być może pozwoli mu ona na zjednanie sobie nowych fanów.

Komentarze

komentarzy