Recenzja: Clipping Visions of Bodies Being Burned

Data: 18 listopada 2020 Autor: Komentarzy:

Clipping

Clipping

Visions of Bodies Being Burned

Sup Pop

Jak pisaliśmy w 2016 roku, kiedy Clipping wydało album Splendor & Misery, „cechą definiującą twórczość tego pochodzącego z Los Angeles tria jest nieustanne eksperymentowanie oparte na bawieniu się hip-hopowymi konwencjami oraz łączeniu różnorodnych, często kontrastujących ze sobą dźwięków”. Co więcej, dwie kolejne płyty — There Existed an Addiction to Blood oraz tegoroczne Visions of Bodies Being Burned — potwierdziły słuszność przywołanej tezy i udowodniły, że w tym szaleństwie może być metoda.

Clipping nie poprzestaje jednak na wypracowaniu intrygującej koncepcji, z każdym materiałem proponując słuchaczom coraz bardziej ambitne przedsięwzięcia, przepełnione błyskotliwymi odniesieniami do popkultury. W tym roku doszło natomiast do pewnego przełomu. Owszem, Visions of Bodies Being Burned to nadal mroczny, odnoszący się do horrorcore’u album, ale mniej chaotyczny, może nawet mniej spektakularny, za to coraz mocniej skręcający w stronę muzyki improwizowanej. Choć Clipping tym razem nie dostarczają wyłącznie soundtracku idealnego na Halloween — ich najnowszy album potrafi naprawdę przerazić. Klimat zawarty na Visions of Bodies Being Burned jest gęsty, klaustrofobiczny, złowrogi. Tyle, że demony nie pojawiają się tuż przed nami, a ciągle obserwują nas z ukrycia.

To Clipping, więc oczywiste, że mamy tu sporo eksperymentu, ale nie jest on aż tak nachalny, jak momentami bywało na There Existed an Addiction to Blood. Atmosferę budują tu drobne elementy — zgrzyty, trzaski, szumy — przepuszczone przez noise’owe walce i umiejętnie dokręcane tempo. Storytelling nie jest już tak abstrakcyjny, jak czasem bywało, za to mocno nawiązuje do rzeczywistości, co wypada zdecydowanie na plus, bowiem udowadnia, że panowie nie tylko z popkultury potrafią czerpać pełnymi garściami. Tym, co jest zaś najciekawsze w odniesieniu do tegorocznego wydawnictwa, jest jego… oszczędna formuła. Trio nie rezygnuje z solidnych uderzeń i mocniejszych fragmentów, ale stanowią one jeden z wielu środków wyrazu, a nie motyw wiodący. Interesujące, że tak awangardowe przedsięwzięcie może być jednocześnie tak przystępne, a tak precyzyjnie zaplanowany album — tak otwarty na wchłanianie kolejnych patentów.

Clipping znów zaskoczyło, rozszerzając przez lata wypracowywaną konwencję. To już nie tylko trio kojarzące się z kinem grozy, a szalenie kreatywni awangardowi twórcy, którzy wnoszą sporo świeżości do samego hip-hopu. Nie wiem, co wymyślą na następnych płytach, ale po wysłuchaniu Visions of Bodies Being Burned nie zdziwi mnie, nawet jeśli okażą się wybornymi jazzmanami. Trudna muzyka na trudne czasy, ale przy tym z dużym komercyjnym potencjałem.

Komentarze

komentarzy