Recenzja: 21 Savage & Metro Boomin Savage Mode II

Data: 20 listopada 2020 Autor: Komentarzy:

21 Savage & Metro Boomin - Savage Mode II

21 Savage & Metro Boomin

Savage Mode II

Epic

When these men join forces to put the focus of reaching the same goals (…) they are not two, but one. Nie ma wątpliwości, że 21 Savage i Metro Boomin to obecnie jeden z najmocniejszych duetów raper-producent. Kontynuacja ich kultowego projektu Savage Mode z 2016 roku aspiruje do miana nowego południowego klasyka. Filmowa atmosfera, za którą odpowiedzialna jest narracja, ku zaskoczeniu poprowadzona przez Morgana Freemana, od razu sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z czymś więcej, niż tylko kolejnym trapowym albumem.

Wydawać by się mogło, zważając na ekscentryczną okładkę, że Savage Mode II przerysowuje wydawnictwa z początków gatunku. Oprawą graficzną zajęła się jednak legendarna firma Pen and Pixel, która jest odpowiedzialna za estetykę southern hip-hopowych albumów z lat 90. i wczesnych 00., a na płycie odnaleźć można zresztą sporo nawiązań do tamtych czasów. Choć największy shout out otrzymał reprezentujący Nowy Jork 50 Cent („Many Man”), 21 i Metro przywołują przede wszystkim ośrodki południowej sceny — jest Atlanta i OutKast („Rich Ni**a Shit”), a także związany z nimi Big Rube, który napisał kwestie Freemana; jest Houston i podkłady jak u DJ-a Screw („Rich Ni**a Shit”,„Snitches & Rats”), i w końcu Memphis – gangsterski, mroczny vibe Three 6 Mafii przełamany grubo pokrojonymi, soulowymi samplami („Runnin”). Metro Boomin w „Steppin on Ni**as” wplata nawet „Everlasting Bass” Rodneya O & Joe Cooleya, czyli utwór, który nie raz wykorzystywała w swoich numerach grupa. Zarzucić można byłoby więc jedynie to, że część z tych rozwiązań jest dość oczywista. Linijki, w których pojawiają się follow-upy też, czego najlepszym przykładem jest „Mr. Right Now”, który bawi się konwencją pościelowych kawałków R&B. Swoją drogą, kto pasowałby do niego lepiej, niż Drake? Choć od strony producenckiej każdy dźwięk wydaje się być na swoim miejscu, nie wszystkie bity ujmują tak, jak ten w „Runnin” z „I Thought It Took a Little Time” Diany Ross, „Glock in My Lap” czy „Said N Done”. Częściej ujmuje za to flow 21 Savage, które z projektu na projekt staje się coraz bardziej plastyczne i mniej nużące. Raper wykorzystuje je tu na tyle, na ile potrafi i do tego stopnia, że „Steppin on Ni**as” do złudzenia przypomina „Boyz-N-The-Hood” Eazy’ego-E. Niestety jednak po tak bezpośrednim (i znów oczywistym) nawiązaniu, jakie miało miejsce w „Many Men”, taki zabieg zwyczajnie nie wypada już ciekawie.

W jakiś sposób rekompensują to jednak kolejne kawałki, w których po raz pierwszy 21 staje się tak emocjonalny. W „RIP Luv” wspomina swoją jedyną miłość, tłumacząc, że żadna kobieta jej nie zastąpi, co później podkreśla jeszcze raz w zamykającym album „Said N Done”. A kiedy wszystko zostaje powiedziane i zrobione, nam przypomina się to, co było na początku: Can we really do anything more than once? No ale There will always be doubters and haters. Przecież jeden raz to żaden raz i jeśli coś stało się raz, to tak, jakby nie stało się nigdy.

Komentarze

komentarzy