Playboi Carti z nowym singlem
Playboi Carti wypuścił nowy oficjalny singiel. Osobom nieobserwującym twórczości (oraz całego medialno-dziennikarskiego szumu wokół) młodego niepokornego artysty zapewne nie jawi się to jako moment wyjątkowy, jednak fani mają pełne prawo jarać się jak dzicy na wieść o „@MEH”, tym bardziej, że (drobny spoiler) kawałek zdecydowanie nie jest „meh”.
Playboi Carti od wydanego w 2018 roku albumu Die Lit okrzykiwany był już bowiem rewolucjonistą na miarę współczesnego Kanye Westa, futurystą godnym epoki późnego postmodernizmu i mumblerapowym Alfą i Omegą. Wyprodukowany przez Pierre’a Bourne krążek cechował radykalny minimalizm wyrazu, zbrutalizowany tak wyraźnie, że padały śmiałe wzmianki o retellingu punkowego etosu językiem współczesnego trapu. Równocześnie jednak, odbijało się to o ścianę zdystansowanego sceptycyzmu, która niedokończonemu, łopatologicznemu newschoolowi Cartiego odmawiała transgresywnego potencjału. Oliwy do ognia dolewał fakt, że wygłodniały fanbase rapera przez 2 lata żywił się złudną nadzieją otrzymania krążka Whola Lotta Red (który powoli stawał się mistyfikacją na miarę nieodżałowanego Yandhiego) podsycaną przez rój snippetów, przecieków i demówek, które krążyły po internetach pocztą pantoflową, i z których największy rozgłos zyskało zeszłoroczne „Kid Cudi”. Następne kroki miały zatem ostatecznie rozstrzygnąć dokąd zmierza kariera Sida Viciusa XXI wieku i na ile jest on rzeczywiście trapowym kubistą, a na ile to tylko złoty cielec niezalu łaknącego „swojego” człowieka w newschoolowym półświatku.
I „@MEH”, paradoksalnie, wydaje się potwierdzać obie te teorie. Najnowszy singiel Cartiego to bowiem maksymalizacja wszystkiego, za co pokochali go dotychczas fani. Mumblowe esperanto niemal zupełnie rezygnuje z angielskiego (czy wręcz: ludzkiego) słownika na rzecz autotunowej uniwersalności (choć idzie wychwycić „pussy” i to, że Carti z policją się średnio dogaduje), wszystkiemu towarzyszy uwielbiany przez fanów baby voice jako cartierowski trademark, zaś trapowa motoryka nie rezygnuje z oszczędności języka, choć za interfejsem Fruity Loopsów zasiada tym razem znany ze współpracy z Da Babym producent jetsonmade. I formułuje się z tego kawałek naprawdę przyzwoitego poptymistycznego post-rapu odrzucającego radykalnie liryczne aspiracje, jednak z zapowiadanej przez rzesze fanów rewolucji nie pozostaje raczej więcej niż, tylko i aż, bardzo dobra piosenka bardzo wyraźnie i samoświadomie celująca w samo centrum trapowego mainstreamu, nie spoglądająca nawet ku tulącym awangardę marginesom. Idealnym niemal odwzorowaniem muzycznej filozofii Playboia jest teledysk, który przepisuje na języki wizualny kryjącą się za trapową zgrywą fascynacje hedonizmem i blichtrem (tutaj persyfikowane niemal emblematycznie przez twerkujące, półnagie modelki), jednak zaserwowane w ascetycznym, surowym wydaniu, na tle jednolitego tła i w estetycznym półmroku.
„@MEH” to zatem bardzo przyzwoity strzał typowej Playboiowej kombinatorki. Liczę, że na najbliższym krążku znajdzie się jednak choć trochę miejsca na naprawdę przeginającego, dream popowego Cartiego (zszokowanych odsyłam do wspaniałego „Location”), póki co jednak, z rewolucji raczej nici.



Komentarze