Jeśli jeszcze nie ochłonęliście po zeszłotygodniowym koncercie Jill i chcecie jej wciąż więcej i więcej, infomuzyka ma u siebie ciekawy wywiad z wokalistką, który został przeprowadzony zaraz po jej występie w Warszawie. Oczywiście musieli powiedzieć, że byli jedynym portalem, który dostąpił tego niewątpliwego zaszczytu. Jednak nie zapominajcie, że nas tam także nie zabrakło, a nawet mieliśmy pierwszeństwo, ha! Zapraszam do przeczytania całości. Miłej lektury.
Fragment, który może wszystkimi wstrząsnąć, ale jednocześnie pokazuje jak zdrowo do całej tej afery podchodzi główna bohaterka: Muzyka to nie jest całe moje życie. Nie podporządkowuje jej wszystkiego, bo gdybym tak zrobiła, to kiedy miałabym czas, żeby prowadzić życie, które później opisuje w moich piosenkach? (śmiech) Kiedy miałabym czas, żeby się zakochać, żeby ktoś mi złamał serce? Kiedy myłabym naczynia, chodziła do knajp, spotykała się z przyjaciółmi? O czym bym pisała? No właśnie, musiałabym zatrudnić tekściarza, kogoś, kto by napisał za mnie tekst. Tylko, że to już wtedy nie będzie moja muzyka. Nie będę wtedy artystką, tylko wokalistką. Kimś, kto wykonuje swoją pracę. Wielkie brawa dla doskonałych wokalistek, ale ja bym tak nie umiała.
&
Jeszcze wracając do tematu muzyki popularnej i kwestii wytwórni. Czy wciąż uważasz, że biznes muzyczny może zabić korzenie, duszę muzyki?
A czy tak się nie dzieje?! Nie jestem może zwolenniczką stwierdzenia, że hip hop umarł, bo wciaż mamy Commona, Taliba Kweli, Mos Defa czy Lupe i oni to ciągną w górę, ale generalnie bardzo często jest tak, że im więcej pieniędzy, tym mniej duszy. Za dużo ludzi chce tylko wydać płytę, podpisać kontrakt i już wtedy łykają haczyk. My robiliśmy od początku zupełnie inaczej. Nie byliśmy na scenie, bo chcieliśmy, żeby ktoś nas zauważył. Byliśmy na scenie, bo to jest nasze miejsce, nasza pasja, nasz narkotyk! Nie było kamer, nie było klipów, ale robiliśmy to.
Cholernie trudno jej nie kochać.



Komentarze