Jako że, redaktorom wypada słowa dotrzymywać, obiecana relacja z koncertu. 5 października w warszawskiej Fabryce Trzciny odbył się koncert promocyjny płyty „Maupka Comes Home” jednej z sióstr Przybysz, chodzi oczywiście o Natalię aka Natu.
W Fabryce pojawiłam się trochę po godzinie 20.00. Wchodząc na główną salę od razu przygniótł mnie egzotyczny klimat. Chodzi o support. Przed Natu bowiem grał, śpiewał i tańczył zespół Konoba. Projekt ten wyznaczył sobie za cel przybliżenie bogactwa, różnorodności muzyki i tańca afrykańskiego. W pełni im się to udało. Na scenie bowiem dział się istny szał. Pół nadzy muzycy w strojach rodem z Burkina Faso pomimo upału i braku powietrza świetnie się bawili tym co robią. Konoba doskonale podsycił i rozgrzał wszystkich zebranych, a publika w większości czekająca na Natu pożegnała ich gorącymi brawami. Po krótkiej chwili na scenę wszedł zespół Natalii w składzie:Envee (elektronika, instrumenty perkusyjne), Wojtek Traczyk (kontrabas, bas), Piotr Zabrodzki w wielkim, włochatym czerwonym kapeluszu (instrumenty klawiszowe), Jurek Zagórski (gitara), Hubert Zemler (perkusja), Magdalena Kowalska (chórek), Katarzyna Piszek (chórek) oraz po raz pierwszy Katarzyna Dereń (chórek). Następnie zza kulis z wielką gracją wyszła Natalia. Wyglądała przepięknie, elegancko i stylowo jak na koncert promocyjny przystało. Zobaczycie to na zdjęciach poniżej. I w tym momencie uderzam się z wielkim bólem w pierś. Nie jestem w stanie wymienić Wam piosenek w kolejności chronologicznej. Natu chyba zahipnotyzowała mnie swoim głosem i dźwiękami od samego początku. Wydaje mi się, że zaczęła od „Easy&Sweet” . Później pojawiły się wszystkie utwory z albumu czyli: „Monkey”, „Lion Girl”, „New”, „Blue Notebook”, „Wake Me”, „All I’ve got”, „Walk My Path”, „Friend”, „Embrace”, „Motion Picture”. Dodatkowo zaśpiewała dwa covery „Kiss It Right” Omara oraz, „All Praises” Keziah Jones. Ten ostatni był wykonany z takim pazurem i siłą, że moje zaskoczenie osiągnęło apogeum. Wiem oczywiście na co stać ‘Maupkę’, ale tego się nie spodziewałam. Do tego te skoki po dźwiękach ahh, pozwólcie, że westchnę sobie w ramach wspomnienia. Strasznie podobają mi się koncertowe aranżacje utworów, na wyróżnienie zasługuje utwór „Friend”. Szczerze mówiąc, nie wracałam do niego często podczas słuchania płyty, zdarzało mi się przełączać nawet. Po koncercie natomiast spojrzałam na ten kawałek z innej strony i moja sympatia do niego znacznie wzrosła. Nie można zapomnieć także o piosence „Monkey”, na niej Natalia wyszła na chwilę, po czym wróciła ze zwierzętami! Tak! Były to rzecz jasna balony nadmuchane helem w postaci zwierząt z dżungli (lew, zebra, hipopotam) i nie tylko, przypadkiem znalazł się tam również delfin, ale brawa za pomysłowość. Rewelacyjne ‘efekty specjalne’ robiły umieszczone na scenie loga Natu mieniąc się różnymi kolorami, w różnym tempie, na wszystkie strony. Jak zawsze towarzyska i zwariowana siostra Przybysz złapała świetny kontakt z publicznością, rozruszała ją jednak średnio (przynajmniej z tego co ja widziałam, a wzrostem nie grzeszę więc mój horyzont jest z lekka ograniczony). Jeśli ktoś stał z tyłu niech powie mi jak tam się sprawy miały. Bez dzikich tańców się nie obyło a jakże! Po zdjęciu obcasów Natu zdecydowanie poczuła się bardziej swobodnie i wywijała na wszystkie strony!
Koncert skończył się po dwóch godzinach. Owacji i podziękowań nie było końca. Natu pokazała na co ją stać i udowodniła, że sama także potrafi. Mój niedosyt polega tylko na tym, że już chciałabym wybrać się na kolejny koncert. Uczta dopracowana w każdym calu. Więcej takich poproszę. Szukajcie dat koncertów u siebie, warto, warto i jeszcze raz warto.
No końcu dziękuję Pani Ewie Galin i Wytwórni Galapagos, za to, że umożliwili reprezentacji soulbowl.pl godnie uczestniczyć w tym wydarzeniu.
Zdjęcia macie tutaj www.cgm.pl



Komentarze